Vive la F... - cz. 17. Let me show how weak you are.

Vive la F... - cz. 17. Let me show how weak you are.- Sebastian…. - uśmiechając się pod nosem, stary LeMount westchnął ciężko - Lepiej sam ją spytaj!
Kręcąc się po magazynie z bronią, odpędzał się od Blackmountaina jak od upierdliwej muchy. Był nielicznym, który pozwalał sobie na nazywanie Sebastiana po imieniu, ale w końcu znał go od sztubaka.  
-No ale… Nic nie mówiła? Nie pytała? Nie opowiadała? – porucznik nie dawał się spławić.
-Nie, no pytała… Rozmawialiśmy trochę o zamku, o tym ile tu jesteśmy. I ile zostaniemy… - starszy mężczyzna zamyślił się i nagle jakby coś sobie przypomniał – Gdy spytałem jak ona do nas trafiła, to zamilkła nagle i powiedziała tak dziwnie "Chyba tak jak wszyscy…”. Tylko, że nie mogła potem utrzymać broni, wkurzyła się i zniknęła na kilka dni.  
Blackmountain zacisnął zęby. Poczuł jednak ulgę, że Keller nie roztrząsa tego tematu z obcymi.  
-No dobra, a jak jej idzie?
-Nie, no w porządku. Bardzo książkowo. Metodycznie przyswaja informacje, dużo ćwiczy, robi postępy. Ma bardzo pewną rękę, pod warunkiem, że się wyciszy. Snajperem nie będzie, ale strzelać może całkiem przyzwoicie.
Sebastian sam nie wiedział czy ta informacja go satysfakcjonuje. Spojrzał jeszcze raz na LeMount’a jak gdyby szukając wsparcia.
-Ok, muszę lecieć… Dzięki! - odwrócił się i w mig był na schodach.
-Rozmawiaj z nią! – krzyknął za nim stary porucznik, ale Sebastian był już poza zasięgiem jego rad.

***********

-Wezwij mi doktor Keller! – rozkazał i po kilku minutach rzucił okiem na wchodzącą Cathrine. Wrócił do przeglądania dokumentów.  
-Słucham.  
-"Słucham, panie poruczniku.” – poprawił ją ostro, nadal nie podnosząc wzroku.
"Co do cholery?!” – wzdrygnęła się lekko, ale powtórzyła za nim żądane słowa. Po powrocie z feralnego wyjazdu do Saint Antoinne, spotkali się tylko dwa razy, i to przypadkiem, w przelocie. Powitanie namieszało jej w głowie. "Czyżby aż tyle się zmieniło? A co z "nie traktuję pani jak żołnierza”? Odwidziało się?”
Blackmountainowi nie zależało na musztrze, ale sprawa jaką chciał poruszyć wymagała odpowiedniego, militarnego nastawienia.  
-Wszystko w porządku w szpitalu?
-Na ile mi wiadomo, to normalnie. – wstępne pytanie nie wyjaśniało celu wizyty.
-Jak idzie Pani szkolenie na strzelnicy? – przekładał dokumenty w te i z powrotem, pozorując brak zainteresowania.
-Trzeba by było spytać porucznika LeMounta…- Cathrine zamilkła zdziwiona skrzywioną miną Blackmountaina.
"Nosz, kurwa! Zgadali się, czy co!” – Sebastian wkurzony rzucił plikiem dokumentów i wstał od stołu. Na kilka jego kroków Keller nerwowo przełknęła ślinę i wyprostowała się, ale nie na baczność. Zastanowiła się, czy pozostawienie lekarskiego kitla w szpitalu i przyjście w samym mundurze było dobrym pomysłem.
-Pytam panią. - stanął wprost przed Keller i przyjrzał się kobiecie. Jeszcze dwa, trzy tygodnie temu wbiłaby wzrok w ziemię lub patrzyła pusto przed siebie. Teraz jej oczy były przerażająco spokojne.  
-Cieszę się, że mogę się czegoś nauczyć. – odpowiedziała beznamiętnie, ale zgodnie z prawdą.
-Wspaniale! To czego się pani nauczyła? – Blackmountain w oczekiwaniu skrzyżował ręce na piersi. Nie musiał nawet udawać kpiny w głosie.
Nie podjęła zaczepki.  
-Proszę wyjąć pistolet. - porucznik nie doczekawszy się odpowiedzi, całkowicie przejął inicjatywę.  
Cathrine sprawnie uwolniła broń z kabury i podała go przełożonemu.
-Nie. Proszę we mnie wycelować. – polecił.
-Wolałabym nie. – odpowiedziała spokojnie.
-To jest rozkaz.
Keller wycelowała prosto z głowę porucznika i nieproszona dodatkowo odbezpieczyła broń. Mężczyznę przeszył dreszcz, ale nie dał tego po sobie poznać. Odczekał chwilę.
Nagle, bez uprzedzenia jedną ręką błyskawicznie odsunął od siebie lufę, a drugą chwycił za nadgarstek kobiety. Naciskając natychmiast zmusił do puszczenia broni, boleśnie wykręcił rękę i przyparł Keller przodem do ściany.  
-Tak jak myślałem! – prychnął z satysfakcją, ale od razu puścił Cathrine. Udawała, że nagły ból i zaskoczenie nie zrobiły na niej wrażenia. Dyskretnie rozmasowała nadgarstek.
-Porucznik LeMount nie nauczy pani niczego oprócz strzelania do kartki papieru. Niestety nie ma już tej sprawności co kiedyś. A jak widać pewne sztuczki bywają kluczowe i mogą radykalnie odwrócić sytuację.  
-O szesnastej widzimy się na ogrodzie. – kontynuował - W pełnym rynsztunku. Czas pouczyć się czegoś konkretnego. Odmaszerować. – spojrzał na Keller wyczekująco.
-Tak jest… panie poruczniku. – Keller wychodząc przeciągle spojrzała w twarz zwierzchnika.  
"Zawsze tak się umawiasz z kobietami, dupku?!”

1 komentarz

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 22 gru 2018

    Fajna końcówka