Vive la F... - cz.58. (dodatek 1 -cz.1)

-Coś się stało? – bardziej zdziwiona niż sfrustrowana Keller stanęła w drzwiach oficerki porucznika. Sobota wieczór nie była porą do przyjemnego dzielenia z kimś, kto intensywnie zajmował jej niemal każde popołudnie.

Blackmountain skrzywił się na widok munduru. Alkohol nie pomógł w ukryciu rozczarowania, a co gorsza wzmógł irytację. Podświadomie liczył na bardziej kobiecy strój.

-Siadaj. – wskazał krzesło. Cathrine dopiero teraz zauważyła stół zastawiony elegancką kolacją. Parujące danie, dwa nakrycia, a zwłaszcza dwa kieliszki nie pozostawiały złudzeń. Najwyraźniej Sebastian miał ochotę na  towarzystwo.

- Ja dziękuję. – Keller dłonią obroniła kieliszek przed rubinowym płynem. – Ty chyba też już nie powinieneś… - rzuciła okiem na półpustą butelkę.  

-Nie marudź, Keller. – syknął przez zaciśnięte zęby Blackmuntain. Jak na gospodarza, nawet nie starał się być miły.

-Dlaczego po mnie posłałeś? – Cathrine przerwała ciszę, nalewając sobie wody.

- Zjedz ze mną kolację. – Sebastian nie patrząc na kobietę sporym, ostrym nożem  odkroił słuszną porcję pieczeni i położył ją na talerzu gościa.

Keller nawet nie próbowała protestować.  Widzieli się zaledwie kilka godzin wcześniej. Rozstali w normalnych nastrojach, a ona nie kazała teraz na siebie długo czekać. Nie znając powodu rozdrażnienia porucznika, nie chciała ryzykować pogorszenia sytuacji.

- Tak bardzo źle cię traktuję? – nie patrząc na Cathrine Blackmountain wycedził nakładając pieczone ziemniaki.

Keller zakrztusiła się własnym oddechem. Szybko przeczesała w myślach rozmowy i sytuacje z ostatnich kilku dni. Nie było nikogo, komu mogłaby głośno wypowiedzieć co czuje do  przełożonego. Zastanowiła się, czy czasem on sam nie usłyszał przekleństw, które wciąż przebiegały przez jej głowę na jego widok. Już od dawna przestała przed samą sobą udawać damę.

„Pierdol się, Blackmountain.” – przy każdym komentarzu postępów w nauce walki wręcz.

„Zostaw mnie w spokoju, skurwielu.” – przy kolejnych rozkazach.

„Nienawidzę cię, gnoju.” – przy uśmiechu na dowidzenia.

-Dlaczego tak sądzisz? – odbicie piłeczki. Zawsze gdy nie wiedziała co powiedzieć, a chciała zyskać na czasie.

-Wiem, jak na mnie patrzysz, gdy myślisz, że nie widzę. – Sebastian w końcu spojrzał Keller w oczy. Na jego twarzy nie było smutku. Raczej rozczarowanie. I narastająca złość.

„Nie daj się podpuścić. On nic nie wie.”

- Nie mam pojęcia, co sugerujesz. – Keller powoli odłożyła widelec. Powoli podniosła się z krzesła. - To chyba nie był najlepszy pomysł, żebym tu przychodziła.

-Siadaj.- warknął mężczyzna.

Kobieta bez słowa wykonała polecenie.

-Myślisz, że jestem dla ciebie zbyt brutalny? Że nie traktuje cię ulgowo? Łagodniej niż pozostałych?

„Myślę, że jest wręcz przeciwnie.” – Cathrine przygryzła wargę.

-Na razie tylko ćwiczysz. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci walczyć naprawdę, nikt nie będzie się z tobą cackał! Nikogo nie zwiedziesz swoimi słodkimi minami, swoimi pięknymi oczami…

Blackmountain przerwał nagle, jakby powiedział o kilka słów za dużo.

-Jeśli cię złapią, to lepiej módl się o szybki koniec, bo nie wytrzymasz nawet pięciu minut! – uderzył pięścią w stół. Sztućce zawtórowały mu w podskoku.

„Po tobie, skurwielu, wytrzymam wszystko!” - zirytowana Keller wstała gwałtownie.

-To już nie będzie twoja sprawa!

-Właśnie, że będzie, bo wydasz nas wszystkich po pierwszym uderzeniu. Jesteś zbyt słaba.

- W takim razie proszę zaprzestać treningu, poruczniku. Albo jeszcze lepiej – odesłać mnie z powrotem do domu.

Keller oparła dłonie o stół i  bezkompromisowo wbiła wzrok w Blackmountaina.

-Nie wytrzymałabyś nawet kilku prawdziwych uderzeń, Keller. – mężczyzna prychnął szyderczo. - Udowodnij mi, jeśli się mylę.  

-Daj mi spokój, Sebastian! – kobieta odparła zmieszana i odsunęła się od stołu.

-  Wytrzymaj albo … zostaniesz tu na noc.

-Co?!

-Słyszałaś. Pójdziesz ze mną do łóżka! – żar drapieżnika rozpalił wzrok  mężczyzny.

- Zwariowałeś?! – Keller z wściekłości zmrużyła oczy. Ukrywając zaskoczenie z impetem popchnęła oparcie krzesła. –Oczywiście, że wytrzymam! Ale nie mam zamiaru dać się wciągnąć w twoje  głupie gierki.

-Tak bardzo cię odrzucam, że wolisz cierpieć niż ze mną  być?

-Wolę wyjść. – Cathrine zrobiła kilka kroków w kierunku drzwi.

-Nie masz tej opcji. -  Blackmountain w momencie znalazł się przy kobiecie. Opierając się ręką o ścianę, odciął jej drogę do wyjścia. – Nie wytrzymasz, Keller…

-Daj mi spokój! –  kobieta ze strachem bez powodzenia szarpnęła za napięte ramię mężczyzny. – Jesteś pijany! Puść mnie!

-Myślisz, że ktokolwiek ci odpuści?

-Ty nigdy mi nie odpuszczasz! – krzyknęła m prosto w twarz. – Tak chcesz? Proszę bardzo!

Keller odwróciła się wprost przed twarz rozmówcy.

-Kilka to pięć? – ironią zakryła desperację.

-Sześć. – Sebastian zabrał dłoń, przyskrzyniającą kobietę do ściany.

273 czyt.
100%12
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 849 słów i 5195 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 5 maja

    Próba sił   . Wolałbym bić niż być bitym . Zestaw na tak

  • Historyczka

    Historyczka · 5 maja

    Zagłosowałam na tak