Vive la F... - cz.25. Call of duty.

Torba z niezbędnym sprzętem i lekarstwami, choć sama z w sobie nie ważyła zbyt wiele, zaczynała już ciążyć. Przewieszona przez ramię, odbijała się od pleców biegnącej Keller. Cathrine spojrzała z lekkim wyrzutem na towarzyszącego jej żołnierza. Nie domyślił się, że mógłby pomóc, a nie ograniczać się do  gwałtownego obudzenia jej w środku nocy. Nie było jednak czasu na pretensje, byli prawie na końcu dziedzińca.
Keller dopadła do drzwi, przeczuwając, kogo za nimi zastanie. Obawa wypełniła się jednym, dosadnym widokiem. Blackmountain. Dwóch pomocników. Zakrwawiony mężczyzna leżący bez ruchu na podłodze.  
Przesłuchanie.
-Rozkujcie go, do cholery! – Keller spojrzała z wyrzutem na porucznika.
Jeden z żołnierzy w mig wykonał polecenie. Cathrine uklękła przy więźniu. Sprawdziła oddech i puls.  Rozpoczęła resuscytację.
Sprawnie, szybko, ale z ogromną siłą miarowo naciskała mostek. Szeptem doliczyła do trzydziestu. Odchyliła głowę mężczyzny, dłonią przetarła zakrwawione usta. Dwa oddechy.  Ponowny nacisk na klatkę.  
Blackmountain potarł dłonią czoło, oparł ręce o biodra. Wziął głęboki oddech. Przypatrywał się pracy Keller.
- Wyjść! – krzyknęła do żołnierzy, którzy gapiąc się, zaczęli ją irytować. – Otwórz okno! – rozkazała Sebastianowi.  
Porucznik bez słowa wykonał polecenie. Spoglądał na więźnia z obawą. A na Keller z uznaniem. Skoncentrowana, usztywniła całe ciało, które stało się jedną, zwartą maszyną do przywracania życia.  
Po kilku minutach na jej skroniach pojawiły się pierwsze krople potu. Oddech stał się płytki i przyśpieszony. Późna, lub właściwie bardzo wczesna godzina, nie sprzyjały wzmożonemu wysiłkowi.
- No dalej! – krzyknęła do pacjenta, dodając sobie samej siły. – Co wyście mu kurwa zrobili?! – spojrzała z gniewem na Blackmountaina, nie przerywając akcji.
Nagle mężczyzna zakrztusił się własną śliną i krwią. Zacharczał i próbował podnieść.  
-Spokojnie! Leż. – Keller przytrzymała go delikatnie. Serce podjęło pracę. – Leż, już dobrze. – szepnęła.  
- Potrzebuję nosze, zabieram go do szpitala. – Cathrine nadal klęcząc na podłodze, sprawdzała jeszcze raz słaby puls. Skupiona na pacjencie, nie  zwracała uwagi na Blackmountaina.
-Nie ma mowy, on tu zostaje. Jeszcze z nim nie skończyłem. – twardy głos porucznika nie pozostawiał złudzeń.  
-Co ty pieprzysz?! – Keller wbiła zmrużony wzrok w przełożonego, wstała z klęczek i podeszła bliżej, tak jakby nie dosłyszała polecenia. – Facet przed chwilą się przekręcił! Wymaga natychmiastowej hospitalizacji! Chcesz, żeby znowu zszedł?!
- To zostaniesz tu i znowu go wyciągniesz.- Backmountain krzyknął i ruszył w kierunku Keller. Szarpnął ją za ramię i wyprowadził z pomieszczenia. Czekający na korytarzu wojskowi wślizgnęli się do pokoju, zostawiając ich samych na przejściu.  
Sebastian popchnął Cathrine plecami na ścianę, ale zrobiła krok w jego kierunku.
-Nie po to ratuję człowieka, żebyś mógł go dalej katować! – krzyknęła mu w twarz. – Jestem lekarzem! Przysięgałam pomagać!
-Jesteś lekarzem do moich usług. – mrużąc oczy wycedził z satysfakcją. – I będziesz dla mnie  ratować, kogo ci każę. I tyle razy, ile ci każę!  Mówiłem ci: to jest wojna, Keller. Przyzwyczaj się!
Cathrine  odsunęła się pod ścianę. Ukryła twarz w drżących dłoniach.  
-Jesteś potworem, Sebastian… – szepnęła, niedowierzając własnym słowom.
- Ja jestem potworem?! Ja! – chwycił ją za nadgarstki, zmuszając do opuszczenia rąk. – Nie ten człowiek? – wskazał na zamknięte drzwi. – Jest Francuzem, który współpracuje z Niemcami, jest ich tłumaczem, jako jedyny zna każdy szczegół akcji, w której mogą zginąć setki cywilów. Kobiet! Dzieci! Ale to ja jestem potworem?!
- To tłumacz? Nie wojskowy? – zdumiona Keller z niedowierzaniem wpatrywała się w  twarz porucznika.
-Nie…  
-Przesłuchujesz tłumacza?! - uwolniła ręce i dotknęła rozgrzanego czoła. Świadomość docierała do niej w zwolnionym tempie. -Ja też wiem o pewnych rzeczach….  Ktoś kiedyś równie dobrze może chcieć informacji ode mnie?  
-Tak kiedyś może się zdarzyć. – Sebastian wziął głęboki oddech. – Teraz widzisz, dlaczego to takie ważne, by pozyskać informacje. Jak najszybciej.  Od kogo tylko się da. To kwestia prewencji. Ochrony ciebie, mnie.  Dzisiaj pomogłaś chronić nas wszystkich. Nawet nie mam jak ci podziękować.  
Sebastian delikatnie przyciągnął Cathrine do siebie. Powoli, ciężko oparła głowę na jego ramieniu.
-Wiem, że  to nie jest łatwe. Ale nie ma innej drogi. – szepnął. – Jesteś bardzo dzielna. I silna.  Ale musisz nauczyć się odróżniać ich od nas. Możesz pomóc tylko jednej stronie.
Zamilknął na chwilę, jakby nad czymś się zastanawiając. Odsunął Cathrine delikatnie od siebie, ujął jej twarz w dłonie.
-Rozumiem cię. Jesteś zbyt dobra na to wszystko.- zaczął cicho - Nie potrafisz i nie chcesz nikogo skrzywdzić, zostałaś stworzona do współczucia, do pomagania. A ja… mylisz się… Nie jestem potworem, który chce krzywdzić dla samego zadawania bólu. Potrzebuję jedynie kilku informacji, nic więcej. Teraz …- zawahał się na chwilę. Delikatnie odgarnął kosmyk z czoła kobiety. – Teraz ty mu pomogłaś i możesz pomóc jeszcze lepiej. Możesz oszczędzić mu dalszego cierpienia. Ja chcę tylko kilku informacji. I będzie wolny. Idź i powiedz mu to. Tylko kilka danych. Z pewnością je pamięta. Nawet nie wie jakie ma szczęście, że trafił na ciebie. Idź do niego, dzięki tobie ma drugą szansę. Musi z niej skorzystać.  
Keller z niepewnie spojrzała na drzwi. Poprawiła włosy. „Druga szansa.” Nacisnęła na klamkę.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 11 stycznia

    Czasami to co piszesz jest zbyt mocne dla mnie. Czasami sądzę, że jestem bardziej delikatny niż Kathy.