Mogło być i tak - cz. XXXV

Oboje polubili tę pozycję 'na jeźdźca', bo Ania dominując nad nim jako 'amazonka', miała nielichą satysfakcję, widząc pełne zachwytu spojrzenia Pawła, który z lubością obserwował i pieścił, jej kołyszące się w takt ruchów dorodne piersi, mając przy tym przed oczami widok cudownie zaokrąglonych, kobiecych bioder czy tyłka w trakcie wykonywania różnorodnych ewolucji, które miały jej zapewnić maksymalny zasób doznań. Do tego dochodziła możliwość kontrolowania przez nią tempa swoich ruchów, sposobu i kąta 'nabijania się' na jego kutasa oraz siły i głębokości penetracji. Kiedy ona 'dogadzała' sobie wedle własnego uznania, Paweł nie tylko mógł śledzić 'wzrost' jej podniecenia, ale odczytywał z mimiki i grymasów na jej twarzy, kiedy była blisko czy 'dochodziła', a wtedy wzmacniał pieszczoty i 'pomagał' jej dojść mocnymi ruchami bioder i podrzutami ciała, 'dobijając' kutasem do dna jej pochwy, wywołując westchnienia, jęki i okrzyki zadowolenia, czując przy tym, jak mięśniami pochwy 'obmacuje' mu kutasa, a potem opada na niego bezwładnie i nieruchomieje. Jeżeli przy tym nie 'zapomniał' o sobie, to będąc podniecony na maksa i widząc jej spełnienie, wystarczyło kilka ruchów biodrami aby i on osiągnął orgazm, z ulgą pompując w nią zawartość swoich 'zbiorniczków'.  
     Tak było i tym razem, bo Ania rozpoczęła swój 'taniec' tyłkiem i biodrami na jego kutasie w wolnym tempie, lecz w miarę upływu czasu zaczęła przyspieszać, podając mu przy tym swoje cycki do zabawy i pieszczot. Pieścił więc i miętosił te miękkie, uwielbiane przez siebie, sprężyste półkule Ani z wyczuciem, delikatnie obrysowując ich kształt czy pocierając w palcach jej twarde sutki. Ani było to trochę mało, więc położyła się na nim, podając mu swoje cyce wprost do ust. Zaczął więc je ssać, podszczypywać wargami czy podgryzać zębami, to jednego to drugiego sutka. Jej podniecenie wzmogło się, bo zaczęła coraz mocniej dyszeć, pojękiwać i stękać przy każdym mocniejszym 'nabiciu się' na jego kutasa, pracując intensywnie tyłkiem i biodrami, chcąc go poczuć mocniej i głębiej. Rozszerzył uda, umożliwiając Ani zsuwanie się tyłkiem w jego krocze i tym samym nabijanie się i czucie go maksymalnie głęboko. Czuł, że zbliża się do finału, bo  wsparła się na rękach, wzmacniając siłę i tempo swoich ruchów, wzmocnił więc swoje pieszczoty to jednej, to drugiej piersi,  używając do tego jednej ręki, drugą natomiast przesunął na pośladek, gładząc, miętoląc i podszczypując jego aksamitne krągłości. Zaskoczył ją tym przyjemnie, ale po chwili sięgnęła po jego rękę, przesuwając ją w okolice swojego wzgórka i łechtaczki, przyzwyczajona do jego pieszczot tych właśnie okolic jej ciała, które wzmagały jej doznania. Zaczęła swój 'łabędzi śpiew' sygnalizując, że jest już blisko, więc Marysia, która z zainteresowaniem obserwowała ich zmagania, widząc, że Ania coraz mocniej pracuje tyłkiem i biodrami, domyśliła się, że jest ona bliska szczytowania, ale w dojściu do finału coś ją blokuje. Przysunęła się więc do Ani i pochwyciła jej piersi, obejmując ustami sterczącego sutka, ssąc go i drażniąc językiem. Ania przygarnęła ją ręką, przyciągając bliżej i sięgnęła ręką do jej cipki, głaszcząc jej srom i rozgarniając palcami przesłaniające szparkę 'firaneczki, powodując, że Marysia również zaczęła dyszeć i pojękiwać, robiąc się coraz bardziej mokra. Ania to wyczuła i poczuła też jak nabrzmiewa w niej to 'coś', co było tylko o krok od wybuchu i byle iskra mogła ten 'wybuch' spowodować. Tą 'iskrą' okazało się pieszczenie jej piersi przez Marysię, a także możliwość dotknięcia jej podnieconej, młodej cipki, co spowodowało, że Anię dopadł mocny orgazm. Westchnęła głośno i znieruchomiała, opadając na Pawła. W ten sposób potwierdziło się to, o czym Ania wspomniała w swojej wcześniejszej wypowiedzi, że uzależniła się psychicznie od obecności w ich związku, a także w trakcie seksu, Marysi. Paweł obserwując pieszczące się  dziewczyny i widząc, że Ania szczytuje, a Marysia jest również nieźle podrajcowana i bliska orgazmu, przesunął rękę na jej cipkę i kilkoma mocniejszymi ruchami doprowadził i siebie i Marysię do orgazmu. Zaczął więc pompować w Anię nasienie, które poczuła, co wzmogło również jej doznania. Po wyciszeniu emocji i odświeżeniu się w łazience, Ania z Marysią wznowiły przerwane przymiarki bielizny i garderoby. Zajęło to trochę czasu, ale w końcu doprowadziły całą sprawę do szczęśliwego końca, wybierając odpowiednią ich zdaniem na ceremonię zaślubin; bieliznę, garderobę i dodatki. Każda z wybranych części, została zaprezentowana na ciele Ani czy Marysi do oceny Pawłowi, który omal nie dostał oczopląsu od kręcenia głową od jednej strojnisi do drugiej oraz uszczerbku na słuchu od nieustannego pytania czy nagabywania o wypowiedź na temat czy ocenę prezentowanej części bądź elementu tak bielizny, jak i garderoby. W pewnej chwili miał już dość i wykręcił się potrzebą naturalną, a potem zamknął się w łazience na dłuższą chwilę. Po dość długim czasie obie dziewczyny zaniepokoiły się, bo Paweł nie dawał żadnego znaku życia z łazienki. Ania nic nie mówiąc Marysi, aby i jej nie niepokoić, podeszła do drzwi łazienki i zaczęła nasłuchiwać. Po chwili dotarły do niej odgłosy ni to charczenia ni to chrapania. Szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi do łazienki. Omal nie roześmiała się, bo Paweł w nienaturalnie wykręconej pozycji ciała, z odchyloną do tyłu głową, na pół siedział, na pół leżał na zamkniętym sedesie i spał w najlepsze. Nienaturalna, odchylona pozycja głowy nie ułatwiała oddychania, dlatego chrapanie połączone było z charczeniem. Ani żal zrobiło się tego chłopca, który za niecałe dwadzieścia cztery godziny ma zostać jej mężem, ale nie odmówiła sobie, aby nie pokazać, śpiącego w tej pozycji Pawła, Marysi.
- Marysiu, możesz podejść tutaj? - krzyknęła w stronę sypialni i kiedy Marysia pojawiła się, pokazała jej w jakiej pozycji Paweł uciął sobie drzemkę w łazience, uciekając się do kłamstwa, aby uwolnić się od nich. Musiał być autentycznie wykończony, zaspokajając najpierw ich seksualne potrzeby, a potem rolą 'arbitra' w ich przymiarkach czy wyborze bielizny i garderoby na ślub. Kiedy Ania krzyknęła, obudził się i patrzył na Anię, a potem na Marysię zdezorientowanym wzrokiem człowieka gwałtownie wyrwanego ze snu. Był to może na pierwszy rzut oka widok śmieszny, ale budził przy tym również bardziej smutne skojarzenia. Kiedy to dotarło do Ani, zrobiła nieszczególną minę.  
- Paweł, mogłeś przecież powiedzieć, że masz dość i iść do sypialni, a nie uciekać przed nami do łazienki - powiedziała poważnym, nie pozbawionym smutnych akcentów, głosem.
- Sam nie wiem, jak to się stało, że zasnąłem? - próbował usprawiedliwiać się Paweł.  
- Przecież siedzisz na zamkniętym sedesie, więc to nie o potrzebę naturalną chodziło - dodała Ania, ale zreflektowała się, że to zabrzmiało jeszcze gorzej, bo przecież gdyby uważniej spojrzała na Pawła tam w sypialni, to mogłaby domyślić się, że Paweł ma dość oglądania czy oceniania tej swoistej 'rewii mody' w ich wydaniu.      
- No cóż, stało się! Jest w tym dużo mojej winy, bo sądziłam, że te przymiarki i wybory są niezłą zabawą czy rozrywką nie tylko dla nas, ale i dla ciebie, ale z tego co widzę, myliłam się, za co przepraszam cię w swoim i Marysi imieniu - podsumowała całą sprawę Ania, bo zrobiło jej się naprawdę bardzo głupio. Paweł też zorientował się, że swoim postępowaniem przysporzył mimowolnie kłopotu Ani, swojej przyszłej żonie, a tego nie chciał.
- Aniu, przecież nic się nie stało. Zdrzemnąłem się to fakt i to w łazience, ale nawet nie wiem kiedy i dlaczego tak się stało? - próbował zatrzeć w umyśle Ani fakt, że zasnął w łazience, za co obwiniała siebie i Marysię. Po tej niespodziewanej chwili refleksji Ania uznała, że czas zakończyć na tę chwilę zabawę z przymiarkami i wyborem garderoby, bo przecież pozostało im jeszcze do załatwienia dwie sprawy; dokonać rezerwacji miejsc na obiad dla zaproszonych na ich ślub gości oraz przygotowanie lokum noclegowego w domu rodzinnym dla rodziny Pawła.  
- Mój kochany, przyszły mężu i ty moja słodka szwagiereczko! Na tę chwilę kończymy więc przymiarki i wybór garderoby, bo musimy załatwić w dniu dzisiejszym jeszcze dwie ważne sprawy; to jest zamówić czy zarezerwować miejsca obiadowe dla naszych świadków i zaproszonych na ślub gości oraz przygotować lokum na nocleg dla twojej rodziny, tak jak to im obiecaliśmy, w tej drugiej wolnej części domu, w którym mieszka mama. Początkowo myślałam to zostawić na dzień jutrzejszy, ale to są lokale czynne właściwie od południa do późnej nocy, więc jutro mogłoby być za późno na rezerwację miejsc. Mam na myśli restaurację 'Feniks' na ulicy Jana, którą już znasz i restaurację 'Kaprys' na ulicy Floriańskiej. Zaczniemy od Feniksa i dopiero gdyby były problemy z rezerwacją, podejdziemy do Kaprysu. Po załatwieniu rezerwacji, zobaczymy czy czas nam pozwoli podjechać jeszcze do domu mamy. I to by było na tyle, jak zwykłeś mówić, kończąc swoje wypowiedzi i mnie to się spodobało - zakończyła swoją wypowiedź Ania. Nikt nie wniósł sprzeciwu do jej propozycji, więc ogarnęli się dość szybko, zabierając przy tym ciuszki do przebrania, w przypadku gdyby zdecydowali się na przygotowanie lokum do spania. Podeszli do garażu i po niedługiej chwili jechali w kierunku  Rynku Głównego i ulicy Jana. Weszli do wnętrza i nawet nie zdążyli się dobrze rozejrzeć po lokalu, kiedy podszedł do nich około czterdziestoletni mężczyzna w uniformie służbowym.
- Witam państwa! Jestem kierownikiem sali! Czy mogę w czymś pomóc? - usłyszeli uprzejme powitanie i przedstawienie się mężczyzny.  
- Dzień dobry! Chcielibyśmy zarezerwować miejsca w dniu jutrzejszym dla szesnastu osób, na godzinę 14.30 - odezwała się Ania.  
- Czy te miejsca mają być połączone i usytuowane w jakiś szczególny sposób? - padło fachowe zapytanie.
- Sama nie wiem! Z tym oto przystojniakiem biorę jutro ślub i chcielibyśmy wraz z naszymi gośćmi zjeść obiad, a potem być może i zatańczyć - oświadczyła Ania z uśmiechem.
- Czy stoliki mają być blisko czy dalej od parkietu tanecznego? - padło następne pytanie.
- Pawle, a ty jak uważasz? Ma być blisko czy dalej od parkietu? - Ani przerzuciła na Pawła odpowiedź.
- Myślę, że mogą być obok parkietu. W sumie to dość młode towarzystwo i muzyka raczej im nie będzie przeszkadzała, a przy tym mogą potańczyć - stwierdził pogodnie Paweł.  
- Wobec tego proszę za mną - poprosił ich kierownik sali, słysząc słowa Pawła.
W tańcach trwała akurat przerwa, więc podeszli do parkietu. Przy jednej z bocznych barierek odgraniczających parkietową posadzkę do tańca, od pozostałej części sali, usytuowany był długi stół dla siedemnastu osób.  
- Czy ten stół odpowiadałby państwa wyobrażeniom i potrzebom? - zapytał z humorem przedstawiciel restauracji. Ania popatrzyła na Pawła, a ten uśmiechnął się.
- To wygląda, jakby ktoś telepatycznie przygotował ten stół specjalnie dla nas - podsumował Paweł, dostrajając się do humoru kierownika sali.
- Mam rozumieć, że ten stół odpowiada państwu i mam go zarezerwować, tak? - upewnił się jeszcze raz kierownik sali.
- Oczywiście, jeżeli będzie pan tak uprzejmy. Tak jak mój przyszły mąż określił, mieliśmy nosa, bo pewnie nigdzie indziej nie trafilibyśmy na tak odpowiedniej wielkości stół, jakby specjalnie przygotowany dla naszych gości - potwierdziła opinię Pawła, Ania. Uzgodnili szczegóły i Ania wpłaciła zaliczkę na poczet rezerwacji, mając możliwość odwołania jej do godziny dwunastej w jutrzejszym dniu. Dodatkowo uzgodnili jeszcze menu obiadowe, napoje i deser, a następnie pożegnali sympatycznego przedstawiciela restauracji i opuścili lokal, udając się do samochodu. Podjechali do domu rodzinnego Ani i Ania otworzyła główne drzwi wejściowe. Weszli do holu i naraz usłyszeli głosy, dochodzące zza uchylonych drzwi wejściowych do drugiej części domu. Podeszli więc bliżej i usłyszeli mamę Ani, Bożenę, wymieniającą niezbyt pochlebne poglądy na temat Ani z drugą córką Zuzą, która według niej zlekceważyła swoje ustalenia związane z przygotowaniem lokum na nocleg dla rodziny Pawła i Marysi. Sprawdziło się w ten sposób powiedzenie, że 'nie podsłuchuj skrycie swoich bliźnich, jeżeli nie chcesz usłyszeć czegoś przykrego na swój temat'. Ania otworzyła drzwi. Pani Bożena w krótkich spodenkach i luźnej, męskiej koszuli ścierała kurze z mebli stojących w przedpokoju, a Zuza porządkowała szafę, sortując rzeczy na przydatne i nieprzydatne. Kiedy zobaczyły Anię, a obok niej Pawła i Marysię, zamilkły.  
- Witaj mamo, witaj Zuzo! - Ania podeszła i przywitała się buziakiem z mamą i siostrą.  
- Miło was widzieć! - pani Bożena próbowała zatrzeć wrażenie swoich słów, bo nie wiedziała, co usłyszała Ania z jej trochę rozgoryczonej rozmowy z Zuzą. Po Ani z Bożeną i Zuzą przywitali się Paweł i Marysia. Paweł został wycałowany serdecznie w usta tak przez przyszłą teściową jak i szwagierkę, a Marysię obie przywitały słodkimi buziakami. Ania zorientowała się, że mama czuje się nie najlepiej, wiedząc, że mogła usłyszeć coś przykrego o sobie z jej ust podczas rozmowy z Zuzą.  
- Mamo, wyluzuj! Coś tam usłyszałam o sobie, ale być może miałaś rację, bo zostałaś trochę zaskoczona terminem naszego ślubu, ale sama wiesz, że nie mogłam inaczej. Sama mnie ponaglałaś, więc poszłam na to rozwiązanie, które zaproponował kierownik USC i stąd to nagłe przyspieszenie. I dobrze, bo jutro będzie po wszystkim, a teraz włącz nas do ekipy i powiedz, czy wyznacz nam, co mamy robić? - Ania starała się uspokoić mamę i włączyć aktywnie do przygotowania lokum noclegowego dla gości. Po jej słowach twarz pani Bożeny wypogodziła się.  
- Może wejdziesz dalej i sama ocenisz, jak się spisałyśmy z Zuzą? - zwróciła się do córki Bożena już w bardziej serdecznym tonie.
- Chcesz powiedzieć mamo, że zrobiłyście porządki i przygotowałyście z Zuzą to mieszkanie na przyjęcie gości? - zapytała mamę wprost, jakby nie dowierzając, że upiekło im się kawał roboty do wykonania.
- A jak myślisz? Przecież powiedziałam ci, że jest tu wszystko, co potrzeba, aby można było tu przenocować, ale trzeba włożyć trochę pracy i wysiłku w posprzątanie, uporządkowanie i przygotowanie tak pomieszczeń, jak i łóżek do przyjęcia gości. Harowałyśmy z Zuzą wczoraj do późnej nocy oraz dzisiaj cały dzień, bo obie z Zuzą wzięłyśmy wolne i od rana odwalamy robotę, nie powiem, że za was, ale dla was i twojej przyszłej rodziny - powiedziała pogodnym głosem. Ania podeszła do mamy i podziękowała jej serdecznie buziakiem za wykonaną robotę. Tak samo podziękowała Zuzie, która w czasie ich rozmowy, cały czas robiła swoje, chcąc to zakończyć i mieć z głowy.  
- To teraz wy obie z Marysią dokończycie to, co zostało do roboty, a my z Zuzą skorzystamy z pomocy Pawła, bo musimy jakoś doprowadzić się do porządku po całodziennej harówie, a w łazience coś stało się z piecem gazowym i zamiast ciepłej leci zimna woda. Może Paweł coś na to zaradzi, bo ani ja ani Zuza nic a nic nie znamy się na tym. Potem przygotujemy wam namiastkę wieczoru panieńskiego i kawalerskiego, bo na wyjście do miasta obie nie mamy ochoty, prawda Zuzo? - zwróciła się do młodszej córki. Widać było, że Zuza myśli być może inaczej, ale widząc wymowne spojrzenie mamy i słysząc jej słowa, przytaknęła, że zgadza się z nią. Tak więc Ania i Marysia przebrały się w ciuchy, które miały ze sobą, odpowiednie do sprzątania i zabrały się do dokończenia porządkowania przedpokoju i szaf, a Paweł został uprowadzony przez Bożenę i Zuzę do mieszkania Bożeny.  
- Pawełku, zdejmij ten mundur wraz z koszulą, abyś go sobie nie pobrudził, a w łazience ubierzesz mój szlafrok - powiedziała Bożena, podając mu wieszak, a potem odebrała wieszak z mundurem i powiesiła w szafie w swoim pokoju. Paweł wszedł do łazienki, ubrał szlafrok Bożeny i pierwsze co sprawdził, to czy nie ulatnia się gdzieś gaz. Zapalając zapałki sprawdzał płomieniem wszystkie złącza na rurze doprowadzającej gaz, były szczelne. Zdjął więc przednią ściankę obudowy pieca gazowego i powtórzył operację sprawdzenia szczelności poszczególnych elementów gazowych. Też było wszystko w porządku. Poruszył kilkakrotnie dźwignią przepływu gazu i usłyszał wyraźny szum wypływu gazu oraz poczuł jego woń, czyli z przepływem też nie było problemu. Skupił się więc na świeczce zapalacza gazu. Próbował ją zapalić, bez efektu. Wyszedł z łazienki i zapytał Bożenę o jakieś narzędzia. Ta podeszła do szafy w przedpokoju i wyciągnęła średniej wielkości skrzynkę narzędziową, w której znajdowało się mnóstwo różnych narzędzi, między innymi śrubokręt o jaki mu chodziło. Zabrał skrzynkę do łazienki i śrubokrętem odkręcił rurkę doprowadzającą gaz do świeczki. Była zatkana i to dość szczelnie. Po przeczyszczeniu i usunięciu dość sporej zbitki kurzu, ponowił próbę zapalenia gazu. Zadziałało i po wyregulowaniu wielkości przepływu, gaz zapalał się normalnie, reagując na regulowany dźwignią przepływ gazu. W międzyczasie do łazienki weszła Bożena. Paweł założył z powrotem zdemontowaną przednią ściankę podgrzewacza wraz z zaworami przepływu powietrza i wody. Następnie już w obecności Bożeny sprawdził funkcjonowanie podgrzewacza. Wszystko działało właściwie.
- Co to znaczy, jak w domy jest mężczyzna, który zna się na rzeczy? Jesteś Pawle prawdziwym skarbem, bo mój śp. mąż był dobrym prawnikiem, ale z techniką i urządzeniami domowymi był całkowicie na bakier. A dla ciebie jak widzę, nie robi to żadnego problemu - przyszła teściowa nie omieszkała pochwalić Pawła, widząc jak świetnie poradził sobie z usterką podgrzewacza w łazience.  
- To teraz mój kochany umyjesz plecy swojej teściowej, tak jak to robiłeś już nie jeden raz - poprosiła Pawła i nie zastanawiając się wiele ściągnęła z siebie ciuchy i bieliznę, naga podeszła do Pawła i zatopiła wargi w jego ustach.
- A to jako podziękowanie za wykonaną robotę, a zapłatę odbierzesz sobie sam - powiedziała ze śmiechem i wsparła się rękami na wannie, wypinając w jego stronę swój kształtny tyłek.
Nie zamierzał się krygować, bo Bożena będąc naprawdę atrakcyjną kobietą, podobała mu się, a ponadto oboje mieli wiele przyjemności ze wzajemnego kontaktu, o czym przekonali się już wiele razy. Ściągnął spodenki i podszedł do Bożeny ze sztywnym już kutasem. Sięgnęła po niego ręką i przytknęła w okolice szparki, przesuwając nim po swojej wilgotnej już szczelinie, nawilżając jego główkę. Potem zdecydowanym ruchem odepchnęła się od wanny, wprowadzając go w siebie. Zasygnalizowała, że chce ostrego seksu, więc Paweł dostosował się do jej życzenia, pochwycił jej zwisające w dół cyce i zaczął 'rżnąć' ją zgodnie z jej określeniem, którego nieraz używała, jak 'burą sukę'. Nie hamowała się, jęcząc i stękając za każdym pchnięciem, które pogłębiała mocnym dopychaniem się do jego ciała. Jęki, stękania i mlaski ich stykających się ciał rozlegały się pewnie po całym domu. A Paweł nie oszczędzał swojej przyszłej teściowej, wzmacniając tempo i siłę 'rżnięcia' oraz miętoszenia jej piersi. A Bożenie to widocznie pasowało, bo dodatkowo uruchomiła mięśnie pochwy, zaciskając je na jego kutasie, tak że 'odczuwała' jego ruchy każdą cząstką swojego 'futerału', opatulającego szczelnie jego kutasa. Odgłosy wydawane przez Bożenę i łoskot ciał tłumiły skutecznie inne dźwięki, tak że oboje zajęci sobą, nie słyszeli, że ich zmagania mają widza w postaci Zuzy, która zwabiona wrzaskami mamy, pojawiła się w łazience i teraz obserwowała, jak jej przyszły szwagier obrabia jej mamę, a swoją przyszłą teściową. Nie stanowiło to dla niej żadnej nowości czy zaskoczenia, ale widok z jaką pasją Paweł kopuluje z jej mamą, nie zważając na dzielące ich lata, wzbudziło i w niej niesamowitą 'chcicę', bo tak jak powiedziała kiedyś tam wcześniej, to kontakty z Pawłem stały się dla niej wyznacznikiem kontaktów z innymi chłopakami, z którymi spotykała się przelotnie czy mając zamiar uczynić z tego jakiś trwalszy związek. Jak dotąd nie spotkała na swojej drodze chłopaka, który swoimi możliwościami seksualnymi dorównałby Pawłowi, więc mimo, że była bardzo atrakcyjną dziewczyną tak pod względem aparycji jak i przymiotów umysłowych, nie cieszyła się specjalnym 'wzięciem' wśród swoich rówieśników czy starszych chłopaków, uznano ją bowiem za 'wymagającą' czy wręcz 'trudną' do zaspokojenia dziewczynę. I Zuza doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a teraz kolejny raz widziała naocznie z jaką energią i pasją Paweł od dłuższego już czasu obrabia jej mamę. W końcu jego zmagania odniosły zamierzony skutek i Bożena maltretowana rękami oraz kutasem Pawła 'odleciała'', a Paweł skupiony na jej potrzebach 'zapomniał' o sobie, jakby wyczuwał, że kolejna cipka czeka na jego kutasa. Podtrzymując Bożenę, kątem oka zauważył Zuzę, która nie mogąc przemóc 'chcicy', która ją dopadła, próbowała zaspokoić się sama, pobudzana jękami czy stękaniem mamy. Bożena oprzytomniała i poczuła, że Paweł jest nadal w niej sztywny, z obolałą cipką wysunęła się z niego i odwróciła się, chcąc mu podziękować za zaspokojenie i doznania. Wtedy zauważyła Zuzę, jak próbuje usilnie, zaspokoić się 'własnoręcznie'.  
- Paweł, proszę, pomóż jej! Widzisz, jak się bidula męczy? - zaapelowała do Pawła.
- Oboje będziecie mieli trochę przyjemności, ty pomożesz jej i sam być może opróżnisz te swoje zbiorniczki, bo wręcz nie rozumiem tego, że nie spuściłeś się we mnie, po takich zmaganiach. Ale widocznie twój kutas czuł młodszą cipkę od mojej, do której będzie mógł wlać ten swój nektar - podsumowała pogodnie i z humorem swoja wypowiedź. Widząc, że Zuza ma już nieco zamglone z podniecenia oczy, podniosła się, podeszła do córki i objęła ją ramieniem.
- Ściągaj to wszystko z siebie i wypnij szybko ten swój zadek Pawłowi, bo pewnie widzisz jak jego kutas oczekuje niecierpliwie na twoją młoda cipkę - zwróciła się żartobliwie do Zuzy. Pomogła jej zrzucić ciuchy i podprowadziła do wanny. Zuza podobnie jak poprzednio matka wsparła się rękami na brzegu wanny i wypięła tyłek w stronę Pawła. Podszedł i nie czekając na jej reakcję, przytknął kutasa w okolice jej szparki i wjechał w jej tunelik z przytupem, jak metro w tunel podziemny. Była już tak 'nasmarowana' własnymi sokami, że nie napotykał prawie żadnego oporu, a Zuza zachowała się podobnie jak Bożena, chciała również ostrego 'rżnięcia', rozgrzana wcześniej do 'czerwoności'. Paweł pochwycił rękami jej piersi nieco mniejsze, ale bardziej sprężyste od cyców Bożeny, pieszcząc i miętosząc je nie mniej brutalnie niż cycki Bożeny. Na efekty tych dość mocnych działań nie musiał czekać długo. Zuza zaczęła się po prostu wydzierać, jakby jej robił krzywdę, a nie dostarczał doznań, które powszechnie nazywano przyjemnymi. Kiedy on zabawiał się jej cyckami, miętoląc je i podtrzymując równocześnie, aby nie upadła na wannę, Bożena przy akompaniamencie stękań, dyszeń, wrzasków i mlasków ich ciał, puściła sobie ciepłą wodę i wystawiając swoje atrybuty kobiecości przed oczy Pawła, myła swoje intymne części, doprowadzając do wrzenia zawartość jąder Pawła. Kiedy Zuza osiągnęła apogeum wydawanych przez siebie odgłosów ostrego 'rżnięcia' i wydając ostatni wrzask swojej 'męki' znieruchomiała, wybuchł również gejzer w jądrach Pawła i jego kutas pulsacyjnymi ruchami zaczął pompować w Zuzę nasienie, zgromadzone w zbiorniczkach. Dopiero po chwili dotarło do Pawła, że nie mając wiedzy w jakim okresie jest Zuza, wpompował w nią zawartość swoich jąder. Miał jednak nadzieję w tym, że gdyby groziły z tego tytułu jakieś konsekwencje, Bożena ostrzegłaby go wcześniej, bo pewnie nie chciałaby znaleźć się w takiej sytuacji, że obie jej córki zapłodnił jeden facet.
Sama brała jakieś tabletki, więc znając temperament córki, na pewno zadbała o jej bezpieczeństwo w tym zakresie. Po chwili Zuza doszła do siebie i czując się 'przerżnięta' oraz zaspokojona, odwróciła się w stronę Pawła i tkliwymi całusami podziękowała mu za 'mękę' oraz doznania, które musiały być chyba przyjemne, jeżeli za nie dziękowała. Tak oto Paweł odbył pierwszy etap 'wieczoru kawalerskiego' z mama i córką, będącymi ni mniej ni więcej najbliższymi członkami rodziny swojej przyszłej żony. A wieczór dopiero się zaczął. …cdn…

5 komentarzy

 
  • Pysiorka96

    Pysiorka96 · 13 lut 2018 · 287366595

    Myślałam też, że chciałaby czytać jak Marysia przyprowadza koleżankę/ki i z Anią a może i Pawłem się pieszczą . Taka moja fantazja hihi . Ale tak czy inaczej , opowiadanie cudowne , nie kończ jeszcze hihi ????

  • Pysiorka96

    Pysiorka96 · 13 lut 2018 · 287366595

    Pisz pisz, jeśli mogę coś zasugerować to, oczywiście dla mnie, byłoby fajnym czytać o np spotkaniu Marysi, Pawła, Zuzy, Bożeny i Ani . Taka orgietka przed ślubem mmm i wszyscy się pieszczą ...o tak , aż mam m...hihi

  • Czytelnik0126418

    Czytelnik0126418 · 13 lut 2018 · 209032962

    "pierwsze co sprawdził, to czy nie ulatnia się gdzieś gaz. Zapalając zapałki sprawdzał płomieniem wszystkie złącza na rurze doprowadzającej gaz, były szczelne"

    Genialny pomysł! Jakby wszystko wybuchło to nie musiałbym czytać kolejnego opowiadania które ciągnie się w nieskończoność, a nic się nie dzieje.
    Seria się już nudzi, proszę o mniej opisów nic nie znaczących czynności.
    Za to sceny erotyczne są w tych opowiadaniach na marginesie, a ich opisy najkrótsze.

  • POKUSER

    POKUSER · 11 lut 2018

    Czyta się z prawdziwą przyjemnością

  • Robert72

    Robert72 · 11 lut 2018

    Super, to czysta przyjemność czytać twoje opowiadania.