Mogło być i tak - cz. XXII

Paweł widząc Anię przyspieszył kroku. Podobnie przyspieszyło jego serce na jej widok, bijąc mu tak mocno, że wyraźnie czuł ruchy bluzy w rytm pracy serca. Jego ukochana Ania tu jest. Jego Ania na niego czeka - kołatało mu nieustannie w myśli. Minęło zmęczenie i wszystkie negatywne odczucia czy myśli na temat minionego dnia uleciały z jego pamięci. Kiedy zbliżył się na tyle, że mogła wyjść mu na spotkanie, ruszyła w jego kierunku. Dyżurny widząc Pawła, odstąpił od interwencji i pozwolił jej na przekroczenie przejścia, tak że spotkali się praktycznie na terenie jednostki. Wyciągnął do niej ręce i kiedy podeszła, zamknął ją w uścisku, a ona objęła go wpół i wtuliła się w jego ramiona. W milczeniu cieszyli się sobą i spotkaniem. Ania podniosła głowę i ujęła w dłonie jego twarz. Całowali się również w milczeniu i Paweł poczuł łzy, spływające po buzi Ani.
- Paweł, przyjechałeś czy przyleciałeś tu już na stałe? - pierwsza odezwała się Ania.
- Tak! Witaj Aniu i miło mi, że przyjechałaś! Mam tu coś do zrobienia i liczą, że mi się uda - odpowiedział, zcałowując jej łzy. Energicznie przetarła oczy i musnęła go ustami.
- Paweł, zabierajmy się stąd! - powiedziała i ruszyli do wyjścia. Paweł podszedł do dyżurnego i pokazał przepustkę. Ten obejrzał dokument i ciekawym spojrzeniem obrzucił Anię.
- Wszystko w porządku! Możecie iść obywatelu plutonowy - usłyszał słowa dyżurnego. Zasalutował i odmeldował się, a potem obejmując się, ruszyli razem do samochodu. Ania co rusz spoglądała na Pawła, jakby nie dowierzając, że jest z nią. Otworzyła przed nim drzwi samochodu.
- Aniu, zawstydzasz mnie i proszę, nie rób tego więcej. To ja powinienem otwierać przed tobą drzwi, a nie ty przede mną - zwrócił się do niej.
- Ale to ja miałam kluczyki - powiedziała, wywołując uśmiech u siebie i u Pawła.
- To powinnaś mi je dać, abym mógł otworzyć drzwi przed tobą - upierał się dalej przy swoim  punkcie widzenia.  
- Paweł, ja widząc ciebie, nie tylko drzwi otworzyłam przed tobą - powiedziała żartobliwie i pogodnym tonem. Zamilkł i głupio się poczuł. Dobrze, że Ania nie podtrzymała tego tematu i obróciła w żart - pomyślał. Zamiast cieszyć się chwilą i tym, że jest tu z nim, wyjechał jej z głupimi, szczeniackimi pretensjami.  
- Paweł, przestań już o tym myśleć - powiedziała, widząc, że spoważniał i posmutniał.  
- Przepraszam cię Aniu, głupio to wyszło z mojej strony - starał się usprawiedliwić swoje zachowanie.
- Paweł, ja też cię przepraszam i teraz jesteśmy kwita - powiedziała i przechyliła się do niego, ujęła jego twarz i wycisnęła na ustach mocnego całusa.
- Witaj w domu! - powiedziała. - Nawet nie wyobrażasz sobie, jak jest mi w tej chwili lekko i radośnie, że jesteś ze mną - dodała i uruchomiła silnik. Ruch był niewielki o tej porze, więc po kilkudziesięciu minutach dojechali do garażu. Ania podała mu klucz i kiedy otworzył garaż, wprowadziła samochód. Po chwili wchodzili do jej mieszkania. Oboje poczuli się tak spragnieni siebie, że w biegu zaczęli zrzucać swoje odzienie. Ania nie pytając nawet Pawła czy chce do łazienki, chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą do sypialni. Nie opierał się, bo sam pragnął jej nie mniej, niż ona jego. Nawet nie ściągali pościeli, bo kiedy doszli do sofy, Ania wprost przewróciła go na nią i kiedy Paweł ułożył się na wznak, okraczyła go i wprowadziła w siebie, nie sprawdzając czy jest wystarczająco 'nawilżona'. Była i to więcej niż wystarczająco. Kiedy dosiadła go i wprowadziła głęboko w siebie, zabulgotało pod nimi, bo otuliła go dość szczelnie i powietrze z trudem znajdowało ujście z pod jego 'tłoka'. Zaczęła dość ostrą jazdę, nie oszczędzając ani siebie ani Pawła. Widocznie potrzebowała tego jak ryba wody. Kiedy zaspokoiła pierwszą potrzebę kontaktu z jego sztywniakiem, zwolniła nieco tempo i rozpoczęła ewolucje tyłkiem, nabijając się na niego w różnym rytmie i pod różnymi kątami, cały czas wsparta na rękach i pochylona nad Pawłem, który pieścił i miętosił jej piersi. Nie żałowała sobie przy tym głośnych pojękiwań, stęknięć czy mruczenia, kiedy odczuwała szczególną przyjemność. Wszystkie te poczynania powoli ale stale podnosiły poziom jej podniecenia i doznań, tak, że w pewnym momencie przyspieszyła gwałtownie i z dużą siłą przysiadła, wywołując odgłos przypominający 'puszczenie' bąka i znieruchomiała, kładąc się na niego i zamykając oczy. Paweł, który skupił swoją uwagę głównie na Ani i na zaspokojeniu jej potrzeb, słysząc ten odgłos, omal nie roześmiał się, bo wydarzyło się to po raz pierwszy. Kiedy Ania oprzytomniała i otworzyła oczy, uśmiechnęła się do niego. Odpowiedział jej uśmiechem i zastanowił się, czy mówić jej o 'bąku', którego puściła w chwili orgazmu. Ania zauważyła, że coś jest nie tak, bo Paweł o czymś myśli i jej nie mówi;
- Stało się coś, bo widzę, że o czymś myślisz i nic nie mówisz? - zwróciła się do niego wprost. - Eee.. nieważne! Nie ma o czym mówić - odpowiedział natychmiast Paweł.  
- Paweł, twoja mina i uśmiech mówią co innego, więc nie trzymaj mnie w niepewności - ponowiła swoją prośbę, patrząc na niego poważnym, pytającym spojrzeniem.
- Aniu, jeśli ci powiem, sama się uśmiejesz, a być może to mi się tylko tak zdawało - odpowiedział.
- Więc sama to ocenię, jeżeli mi powiesz - powiedziała, przynaglając go.
- Kiedy doszłaś i przysiadłaś mnie z dużą siłą, puściłaś dość głośnego 'bąka', co mnie rozśmieszyło, bo nigdy wcześniej tego nie słyszałem - odpowiedział.
- I co, poczułeś jakąś woń z tym związaną? - zapytała rzeczowo.
- No nie i dlatego nie chciałem o tym mówić - odparł lekko zaskoczony, bo faktycznie 'puszczenie bąka' powinno było też skutkować wonią, a nie tylko dźwiękiem.
- Bo to nie był śmierdzący bąk, tylko gwałtowne wyciśnięcie powietrza z pochwy w chwili, gdy przysiadłam na tobie - stwierdziła Ania śmiejąc się z niego i do niego .
- Nie wiem czy zauważyłeś, że twój kutas ma dość ciasno w mojej cipce, więc poruszając się w niej, wpycha jak tłok powietrze, które musi gdzieś znaleźć ujście i kiedy dopadł mnie orgazm i przysiadłam na tobie, to wtłoczyłam powietrze, które uchodząc jak z dętki od roweru, wydało odgłos podobny do 'bąka' - wyjaśniła mu łopatologicznie, skąd wziął się odgłos, który tak go rozśmieszył. Po jej słowach poczuł się więcej niż głupio.
- Paweł, nie mówiłam tego po to, żebyś teraz czuł się głupio - powiedziała, widząc jego minę.
- Wiesz co, mamy teraz ważniejsze i bardziej ciekawsze rzeczy do omówienia, więc zapomnij o 'bąku' i powiedz mi, jak to się stało, że cię aż samolotem przywozili do Krakowa i skąd u ciebie kolejny awans i trzecia belka na pagonach? - zadała mu rzeczowe pytanie na temat jego awansu i przeniesienia do jednostki w Krakowie.
- Nie musisz się spieszyć, bo o ile dobrze słyszałam, jutrzejszy dzień masz wolny - dodała i położyła głowę na jego piersi, zwróconą w stronę jego twarzy. Zanim zaczął mówić, uniosła głowę i złożyła na jego ustach przepojony uczuciem pocałunek. - A teraz opowiadaj! - zachęciła Pawła.
- Wiele do opowiadania nie ma. Zgodnie z rozkazem dowódcy dzisiaj miały być loty, więc po śniadaniu miałem zamiar przygotować się do obsługi samolotów, kiedy zostałem wezwany do mojego dowódcy. Powiedział, że dowódca wyraził zgodę na moje przeniesienie do Krakowa i  mam osiem godzin na załatwienie spraw zawodowych i osobistych w jednostce, bo o piętnastej oczekuje nas dowódca jednostki w sali odpraw, a godzinę później przylatuje samolot, który zabierze mnie do Krakowa. Przekazałem więc drużynę mojemu zastępcy i poszedłem do magazynu ustalić, co mam zdać, a co zatrzymać z umundurowania i wyposażenia osobistego. Powiedział mi, że marynarski mundur wyjściowy w komplecie z obuwiem i kurtką zimową przechodzi na moją własność, więc zdałem mundur polowy i wyposażenie 'radzika' i kiedy odchodziłem, wrócił mnie i przekazał w worku kompletne, galowe umundurowanie podoficera. Odpowiedziałem, że przecież po przyjeździe do Krakowa dostanę umundurowanie w jednostce. Odpowiedział mi wtedy, że owszem dadzą mi umundurowanie lotnika - podoficera, ale w standardzie zwykłym, a to które mi przekazuje, jest to umundurowanie galowe dla podoficerów zawodowych, od stopnia sierżanta wzwyż, ufundowane przez dowództwo jednostki i które od razu staje się moją własnością. W rozkazie był tylko ustęp, że mogę go założyć dopiero po odprawie z dowódcą jednostki. Nic z tego nie rozumiałem, ale po załatwieniu wszystkich spraw i obiedzie, udałem się do swojego dowódcy i na wszelki wypadek zabrałem to umundurowanie. I dobrze zrobiłem, bo inaczej musiałbym po nie wracać, o czym przypomniał mi dowódca. Na odprawie nie było dowódcy, tylko jego zastępca i kiedy zameldowaliśmy swoje przybycie, powitał nas, postawił na baczność i odczytał rozkaz dowódcy jednostki. Było tam trochę o mnie, że coś tam zrobiłem dobrego dla jednostki i w związku z tym awansuje mnie do stopnia bosman-mata, co tutaj oznacza stopień plutonowego, przyznając mi do tego medal zasługi oraz sześć dni urlopu. Potem kazali mi się przebrać w ten nowy mundur i wtedy zauważyłem, że na pagonach są już naszyte trzy belki, dlatego nie mogłem go wcześniej założyć. Potem były jeszcze jakieś gadki-szmatki i w końcu puścili mnie na kwaterę. Zabrałem bagaż i udałem się na miejsce, gdzie oczekiwał na mnie pilot samolotu i po zatankowaniu paliwa, wystartowaliśmy do Krakowa. Po niecałych trzech godzinach lotu, w czasie którego prawie cały czas spałem, wylądowaliśmy na lotnisku w Balicach. Samochodem przewieziono mnie do dowództwa i po odprawie, jakiś major przekazał mi, że pilnie mnie potrzebują, więc proszą, abym nie brał teraz przyznanego urlopu i dają mi wolnego trzydzieści sześć godzin, a potem mam stawić się ponownie w sali odpraw, gdzie w szczegółach zostanie mi przedstawiony zakres obowiązków i czego ode mnie oczekują. I to wszystko Aniu, co wiem na temat tego, co mnie czeka i dlaczego tak nagle przenieśli mnie do Krakowa - zakończył Paweł swój nieco przydługi wywód, na temat awansu i przeniesienia do Krakowa. Ania patrząc na Pawła chwilę milczała.
- Mogłam się tego spodziewać, bo mama powiedziała mi, że przeniosą cię, jeżeli dowódcy jednostek w Gdyni i w Balicach dogadają się w twojej sprawie, ale to nastąpiło tak szybko, że podejrzewam, czy w Krakowie nie wydarzyło się coś, co całą sprawę przyspieszyło - oświadczyła Ania.
- Nawet wiem co! Dowódca tutejszych 'radzików' uległ ciężkiemu wypadkowi, a podobno tylko on trzymał odpowiedni poziom co do znajomości sprzętu i urządzeń radiowych w zakresie obsługi i konserwacji, więc potrzebują specjalistów, którzy też coś na ten temat wiedzą więcej niż rutynowe działania wymagają - Paweł zdradził Ani, to co dowiedział się od pilota samolotu.  
- Rozumiem! Ściągnęli cię, bo sądzą, że możesz im pomóc w obsłudze i naprawie sprzętu, czyli dowiedzieli się, że ty znasz się na tym trochę lepiej od innych. A mama mówiła, że bardzo starałeś się w tamtej jednostce, aby uznali cię za trudnego do zastąpienia, czyli na swoją niekorzyść. Paweł, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jesteś taki, jaki jesteś. Mama słusznie mówi, że czynione dobro, powraca do czyniącego zwielokrotnione. I wróciło do ciebie. Dlatego mogę się cieszyć teraz, że jesteś ze mną, a później będziesz na wyciągnięcie ręki - powiedziała i podniosła się.
- Chodź, ubierzemy szlafroki i przygotuję coś lekkiego do zjedzenia, bo pewnie od obiadu nic nie jadłeś, tak? - zapytała więcej niż pewna, że tak było.
- Faktycznie, w powietrzu nie karmili, a ja z tego wszystkiego prawdopodobnie zapomniałem zabrać z kantyny suchy prowiant, który był pewnie dla mnie przygotowany. Ale prawdę mówiąc, to jeżeli mówimy o jedzeniu, to jestem głodny, ale ciebie Aniu - powiedział żartobliwie.  
- To później, na deser, a teraz na co masz chęć? - zapytała, podtrzymując jego żartobliwy ton, kiedy znaleźli się w kuchni.  
- Tak jak mówiłem, specjalnie głodny nie jestem, ale wiem, że mi nie odpuścisz, więc co przygotujesz dla siebie, zjem i ja - odpowiedział, zostawiając decyzję Ani. Przygotowała więc kilka jarskich kanapek i do popicia ciepłe kakao, odpowiednie na kolację. Zjedli wszystko, co przygotowała Ania, na zasadzie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po kolacji zrobili wieczorową toaletę i wylądowali w łóżku.  
- Masz jeszcze ochotę na ten 'deser'? - zapytała kokieteryjnie Ania, przytulając się do niego nagim ciałem. Zareagował natychmiast.
- Oczywiście, przecież musimy spalić te kalorie, które nam zaserwowałaś - odpowiedział, będąc prawie w takim samym wesołym nastroju, jak Ania.
- Paweł, nie wiesz jak się cieszę, że jesteś ze mną. Kładąc się do łóżka, prawie zawsze marzyłam, jak by było cudownie, gdybyś był ze mną, a ja tuliłabym się do ciebie, tak jak teraz - to mówiąc pocałowała go i odwróciła się wtulając się w niego. Potem sięgnęła po jego rękę i położyła na swoich piersiach. Kiedy zareagował i poczuła kutasa na pośladkach, sięgnęła ręką za siebie, ujęła go i wprowadziła w siebie, dociskając się do krocza Pawła.  
- Paweł, nic nie rób, ja sama się nim pobawię. Ty tylko pieść z wyczuciem moje piersi - poprosiła i zaczęła wiercić się, wysuwać się na całą długość i wykonywać różne ewolucje tyłkiem, aby zapewnić sobie maksimum doznań. Pawła też to rajcowało, bo obok ewolucji tyłka, uruchomiła mięśnie pochwy, wywołujące uczucie dotykania i obmacywania kutasa. Skupił się ponadto na pieszczeniu jej miękkich a zarazem sprężystych, jędrnych, przyjemnych w dotyku piersi i muskaniu czy pocieraniu twardych jak kamyki sutków, nie zaniedbując żadnej z nich. Kiedy uznała, że wystarczająco 'nacieszyła' się zabawą z jego kutasem, wysunęła się z niego i podniosła, poprosiła, aby położył się na wznak i kucając, wprowadziła go ponownie w siebie, a potem zaczęła 'jazdę, początkowo w umiarkowanym tempie, aby stopniowo przyspieszać. Wspierając się na rękach, pochyliła się, podając mu piersi do pieszczenia. W ten sposób dość szybko doprowadziła się do finału. Kiedy 'doszła' położyła się na nim i przez chwilę wstrząsana drganiami ciała, przeżywała swój 'odlot'. Paweł w swoim stylu gładził jej plecy i całował buzię. Otworzyła oczy, uśmiechnęła się i zaczęła odpowiadać,  odwzajemniając jego buziaki.
- Było dobrze! A tobie widać mój 'deser' nie za bardzo posmakował, bo nadal czuję coś sztywnego w sobie - powiedziała i wpakowała mu język do ust, harcując w nich jak wojownik ninja. Kiedy uwolniła mu usta, że mógł coś powiedzieć, jego 'wojownik' już zrejterował i podał 'tyły', wysuwając się z niej.  
- Wiem, już poczułam i nie musisz już nic mówić - powiedziała ze śmiechem, kiedy kutas wyślizgnął się z niej.
- To teraz śpimy, bo jutro cały dzień przed nami - powiedziała i pocałowała go na dobranoc, a potem przytuliła się do Pawła i oboje wkrótce zapadli w sen.
Rano pierwszy obudził się Paweł, zbudzony promieniami słońca, bo kładąc się spać, nie zaciągnęli zasłon w oknie wychodzącym na północny wschód. Paweł po otwarciu oczu, przez chwilę był zdezorientowany, gdzie się znajduje, ale kiedy zobaczył obok Anię, szybko wrócił do realu. Przez chwilę z rozrzewnieniem patrzył, na śpiącą spokojnym snem Anię. Wyglądała cudownie, przypominając mu śpiącą królewnę z baśni braci Grimm, bo będąc chłopcem, tak  sobie wyobrażał królewnę, po przeczytani tej bajki. W jednej chwili uzmysłowił sobie, że jednak nie musi się już dłużej zastanawiać nad swoim uczuciem do Ani. Tak jak ona mu powiedziała, że go pokochała, nie żądając w zamian żadnych deklaracji czy oświadczeń z jego strony, tak on z czystym sumieniem może jej już teraz wyznać, że jego serce należy już do niej. Ba, należało od dawna, bo zaczęło bić dla niej z chwilą, kiedy ją po raz pierwszy zobaczył w autobusie. Tylko jego umysł wzbraniał się przed tym, bo nie chciał jej narażać na spotkanie z Marysią i jej 'chorym' uczuciem do niego. No właśnie, Marysia, co z nią? - przebiegło mu przez myśl. Teraz kiedy jest w Krakowie, Marysia może zniszczyć jego relacje z Anią i wywołać niewyobrażalną awanturę, gdyby dowiedziała się o Ani i o ich kontaktach czy uczuciach, które ich połączyły. Musi o tym porozmawiać z Anią, aby ją uprzedzić i przygotować na taką ewentualność. Nie chcąc jej zbudzić, delikatnie zsunął się z łóżka i udał się do łazienki. Zrobił poranną toaletę i powrócił do sypialni. Ania nadal spała. Cicho ubrał slipy i podkoszulek a potem narzucił na siebie szlafrok z łazienki i poszedł do kuchni. Nastawił wodę w czajniku i przygotował szklanki. Kiedy czajnik zagwizdał, napełnił szklanki wodą i odwrócił się. W drzwiach stała Ania w narzuconym na gołe ciało szlafroku. Wyglądała tak uroczo, że Paweł patrzył na nią jak urzeczony. Zauważyła, jakie zrobiła na nim wrażenie.
- Jak miło! Ktoś tu już zaparzył herbatę? - powiedziała z uśmiechem. Podeszła do Pawła i przywarła do niego. Przytulił ją i pocałował na powitanie. Odwzajemniła pocałunek.
- Pamiętasz jeszcze jak mówiłam, że cię pokochałam? - zapytała z uśmiechem.
- Raczej trudno by było o tym zapomnieć, bo dodałaś do tego, że chcesz mieć ze mną dziecko - odpowiedział ciepło, uśmiechając się i nie kryjąc zachwytu nad jej wyglądem.
- To teraz słowo 'kocham' nie oddaje tego, co do ciebie czuję - powiedziała, muskając go ustami.  
- Od dłuższego czasu budząc się rano, odczuwałam jakieś małe dolegliwości, a dzisiaj nie odczuwałam nic, poza tym, że brakowało mi ciebie, kiedy otworzyłam oczy - uzupełniła swoją wypowiedź.
- Wygląda na to, że kiedy jesteś ze mną, to cieszy to nie tylko mnie, ale również tę maleńką istotkę, która się we mnie rozwija - dodała pogodnym, prawie radosnym głosem. Paweł przez chwilę nie mówił nic, tylko ponownie mocno ją przytulił i pocałował.
- Aniu, mogę powiedzieć tylko tyle; bardzo mi ciebie brakowało i będąc w Gdyni marzyłem, żeby być z tobą, tak że mogę podziękować losowi, że spełniło się moje marzenie. Gdyby nie ta zadra, która we mnie tkwi, byłbym chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie - powiedział to głosem, w którym wyraźnie przebijał smutek.
- Paweł, nie ma takiej zadry, której przy odrobinie cierpliwości nie można wydłubać - powiedziała pogodnym tonem Ania.
- Widocznie zapomniałaś, co mówiłem o Marysi i jej 'chorej' miłości do mnie, jak do swojego chłopaka. Nie może dowiedzieć się, że jestem w Krakowie, bo oboje możemy mieć duże problemy - kiedy to mówił, z jego twarzy wyzierała bezradność i rezygnacja.
- Dobrze! Miała to być dla ciebie niespodzianka, ale widzę, że dużo cię to kosztuje, więc powiem ci już teraz; Marysia, to obecnie nie moja rywalka o twoje serce i miłość, ale moja najlepsza przyjaciółka; psiapsiuła na złe i dobre, jak sama o sobie mówi. I wiesz czego teraz  oczekuje ode mnie; że cię pokocham i będziemy razem, bo jesteś dobrym, wrażliwym i mądrym chłopakiem, na którym można polegać i wie, że byłbyś dla mnie dobrym mężem - powiedziała ciepłym, radosnym głosem. Widząc zaskoczenie , wręcz zaszokowanie na twarzy Pawła, omal nie roześmiała się.  
- Paweł, musisz mi teraz uwierzyć na słowo, ale niedługo przekonasz się sam o tym, bo wypada podjechać do twoich rodziców i poinformować ich o twoim przeniesieniu do Krakowa - mówiąc to, spoważniała i ponownie objęła go, całując i gładząc po buzi, dając mu w ten sposób do zrozumienia, jak bardzo go kocha. Nic nie mówiąc, rozchylił jej szlafrok i ustami zaczął pieścić i całować jej ciało, rozpoczynając od piersi, które ssał i całował, jak zgłodniałe dziecko, potem zsunął się niżej, całując każdy skrawek jej płaskiego jeszcze brzucha. Kiedy zszedł niżej, mając zamiar zanurzyć się w łonowych włosach, pochyliła się i ujmując jego głowę, podniosła go do góry.
- Paweł, może nie teraz! Jesteś ze mną, więc będziemy mieli dużo czasu dla siebie, a dzisiaj chciałabym, abyśmy odwiedzili twoich rodziców, a przed wieczorem może moją mamę. Później będę twoja bez reszty - zwróciła się do niego ciepłym głosem. Podniósł się z namiotem w spodenkach, wywołując nieskrywaną wesołość u Ani.
- Ech ty niewyżyty chłopaku! Ciebie strach się nie bać! Ale nie martw się, załatwimy sprawę i wieczorem wezmę tego twojego 'łobuza' w takie obroty, że popamięta moją cipkę na długo - odgrażała się tryskając humorem i radością.
- Aniu, ale jak ty jesteś w ciąży, to ten mój 'zbój' czy łobuz jak go nazwałaś, nie zagraża tej maleńkiej kruszynce kiedy się kochamy? - zapytał, troszcząc się o bezpieczeństwo poczętego przez nich dziecka.
- Paweł, tej kruszynki tak naprawdę jeszcze nie ma. To jest początek ciąży, a poza tym, ciąża przebiega w macicy, a tam twój 'zbój' nie ma wejścia, czyli w żaden sposób nie może zagrozić dziecku - wyjaśniła w skrócie zależności pomiędzy seksem a ciążą.
- To oznacza, że możemy uprawiać seks, o ile oboje będziemy mieli na to chęć. U mnie na razie taka chęć jest, więc niech ten twój 'rozbójnik' uważa, bo go może zabraknąć - uświadomiła Pawłowi, że ciąża nie oznacza braku akceptacji na seks. Po tych wyjaśnieniach, Ania zapięła kilka guzików i zawiązała pasek od szlafroka, aby nie świecić cipką Pawłowi i kusić jego 'zbója', po czym zabrała się za przygotowanie śniadania, zgodnie z upodobaniami ich obojga. Po śniadaniu i wypiciu kawy, oboje udali się do łazienki, aby zrobić poranną toaletę. Ania po zdjęciu szlafroka, ukazując Pawłowi swoje ponętne, nagie ciało, ponownie wywołała potężną erekcję jego kutasa, co widząc, podeszła do wanny i wspierając się na rękach wypięła tyłek w jego stronę.
- Zrób co trzeba, żeby się ten biedak nie męczył - zlitowała się nad jego 'sztywniakiem'. Nie czekał na dalsze zaproszenie. Podszedł i widząc, że cipka Ani  też już jest obrzmiała i śliska od jej soków, przeciągnął kutasem po szczelinie i wsunął 'zbója' do środka. Ania dopchnęła się do jego krocza i rozpoczęli zabawę na całego. Oboje byli już na siebie tak napaleni, że pierwsza 'poddała się' Ania, wydzierając się z podniecenia na całą kamienicę. Paweł natomiast dopchnął 'zbója' do maksimum i wytrysnął strugą, którą Ania poczuła. Po niedługim czasie oboje spełnieni i zadowoleni na maksa, opłukali spocone ciała, dokończyli toaletę i przeszli do pokoju sypialnego Ani. Ubrali świeżą bieliznę, a potem Ania lekką, letnią kreację, a Paweł koszulę z krawatem i galowy mundur. Kiedy spojrzeli na siebie w dużym lustrze w przedpokoju, stanowili naprawdę dobraną parę, na której z przyjemnością można było zawiesić wzrok. Ania zadzwoniła jeszcze do swojej mamy Bożeny i nie mówiąc wiele, wspomniała tylko, że Paweł jest w Krakowie, umówiła się z nią na godzinę osiemnastą. Było dobrze po dziewiątej, kiedy udali się do garażu. Po chwili byli w drodze do rodzinnej miejscowości Pawła. Ania jak zwykle podjechała w pobliże domu Pawła i chciała zatrzymać się na poboczu, ale Paweł wysiadł, otworzył bramę i poprosił Anię, aby wjechała samochodem w obejście przed dom.
Ania zatrzymała się tak, jak poprzednio przed wejściem do domu, Paweł w tym czasie zamknął bramę, uspokoił ujadającego psa i dołączył do Ani, kiedy w drzwiach ganku pojawiła się jego mama. Widząc ich oboje przed domem, podniosła krzyk na całą wieś.
- Józek, Adam, chodźcie! Ania i Paweł przyjechali! - przywoływała męża i syna, sama spiesząc na powitanie ich oboje. Pochwyciła w objęcia najpierw Pawła, wyciskając mu na policzkach mocne całusy. Potem to samo zrobiła z Anią. Oboje witając się z nią, odwzajemnili się buziakami. Od budynków gospodarczych szybkimi krokami zdążali w ich stronę wywołani przez mamę ojciec i brat Pawła, a po chwili zaalarmowana krzykami mamy, pojawiła się i bratowa Władzia z córką.
- Stasia, co ty się tak wydzierasz? Przecież zaalarmowałaś całą wieś - hamował entuzjazm swojej żony, ojciec Pawła.
- Przyjechali... oboje! Ania i... Paweł! - odpowiadała urywkami wzruszona mama Pawła.
- Widzimy! Miło was widzieć! - mówił, będąc chyba nie mniej wzruszony widokiem syna i pani adwokatki.
- Nam też miło, nie mniej niż wam - witał się z rodziną Paweł i chciał przedstawiać Anię.
- My się już znamy Paweł, tak, że nie musisz mnie przedstawiać. A z mamą i z Władzią jesteśmy na ty - oznajmiła zdumionemu Pawłowi i chyba nie mniej zdumionemu ojcu i bratu.
- Nic nam nie powiedziałyście! Dobre z was aparatki - oświadczyli obaj panowie, lekko zdegustowani zachowaniem żon.  
- To ja je prosiłam, aby nic nie mówiły, dopóki nie porozmawiam z Marysią i nie nawiążemy obie bliskiego kontaktu. Przedwczoraj to się udało i zostałyśmy z Marysią najlepszymi przyjaciółkami. A więc obie panie nie są winne tej sytuacji, to do mnie panowie powinniście mieć pretensję - oświadczyła Ania. Ojciec Pawła popatrzył z szacunkiem na Anię, widocznie coś tam żona mu już powiedziała. Natomiast Adam, który nie do końca był wprowadzony przez rodziców w relacje, jakie wystąpiły pomiędzy Marysią i Pawłem patrzył na Anię niezbyt przychylnym okiem, bo bał się, że przyjaźń Władzi z młodą adwokatką może popsuć relacje pomiędzy nim a żoną. Paweł tymczasem przysunął się blisko do Ani.
- Znają cię jako adwokatkę Anię, a nie Anię, moją narzeczoną i przyszłą matkę naszego dziecka - Paweł odwrócił się do Ani i powiedział to cicho tylko do jej uszu, ale z taką pewnością w głosie, że jakikolwiek sprzeciw z jej strony nie wchodził w grę, a poza tym, dlaczego miała go powstrzymywać, jeżeli chce to oznajmić swojej rodzinie. Może to oznaczać jedno, stała mu się bliska i jeżeli oficjalnie chce przedstawić ją jako narzeczoną, to znając jego stałość poglądów, prostolinijność i szczerość, jest gotów ją poślubić. A o to czy ją kocha stałym, głębokim uczuciem, będzie się martwić, kiedy wszystko się wyjaśni w zakresie jego służby w jednostce w Krakowie i formy kontaktów z nim.
- Mamo, tato oraz wy Władziu i Adamie! Znacie Anię jako adwokatkę, a to jest przyszła matka naszego dziecka i moja narzeczona, więc będzie mi miło, jeżeli już teraz potraktujecie  ją jako członka naszej rodziny, bo na to zasługuje - wygłosił oświadczenie, które zabrzmiało inaczej dla Ani, a inaczej dla jego rodziny.  
- Paweł, jest nam miło, że uznałeś i przedstawiasz nam Anię jako narzeczoną, bo wygląda na to, że zasługujecie na siebie. Nie wiemy, co spowodowało, że jesteś tutaj , ale przypuszczam, że to pewnie w jakiejś części zasługa Ani, więc tym bardziej cieszymy się, że jesteście tutaj razem - powiedziała mama Pawła.
- A my mamy nadzieję, że zostaniecie przynajmniej do południa i zjecie z nami obiad, więc teraz pozwólcie, że was opuścimy, aby dokończyć to, od czego nas oderwała moja żona - oznajmił ojciec Pawła i wspólnie z Adamem powrócili do swoich zajęć. Pani Stasia natomiast zaprosiła Anię i Pawła do domu, prosząc również synową Władzię o dołączenie do nich. Po wejściu do domu poprosiła Anię i syna o przejście do dużego pokoju, pełniącego rolę pokoju dziennego, a sama razem z Władzią zajęła się przygotowaniem poczęstunku dla gości. Przeszli więc do pokoju w towarzystwie nieodłącznej Janci, która całkowicie zdominowała stryjcia Pawła i kiedy zajęli miejsca przy stole, usadowiła się na jego kolanach, ciekawie zerkając na ładną panię, która przyjechała razem z wujkiem.  
- Stryjciu, a kto jest ta pani, co jest z tobą? - mała nie wytrzymała, bo przecież ta pani była wcześniej sama, a teraz jest ze stryjciem Pawłem.
- To jest pani Ania, moja narzeczona - oświadczył wprost Paweł.  
- I ty ożenisz się z tą panią? - drążyła dalej mała ciekawska.
- Oczywiście, o ile ta pani mnie zechce? - odpowiedział wesoło, zerkając na Anię, która na jego słowa uśmiechnęła się do nich oboje.
- Czy pani będzie chciała stryjcia Pawła? - zapytała z kolei Anię. W tym momencie do pokoju weszła pani Stasia z synową, niosąc herbatę w dzbanku i domowego wypieku ciasto..  
- Jancia, zejdź z kolan stryja i chodź do mnie, szybko! - zdyscyplinowała córkę Władzia, widząc, że mała morduje Pawła pytaniami, jak każde ciekawe dziecko. Jancia ze smutną miną popatrzyła na Pawła, a potem na mamę i widząc, że mama nie żartuje, bardzo wolno ześlizgnęła się z kolan Pawła i z łezkami w oczach podeszła do mamy.  
- Stryj Paweł jest z panią Anią i nie można tak bez pytania, ładować się na jego kolana - tłumaczyła córce. Pani Stasia widząc łzy w oczach wnuczki, jak każdej babci żal jej się zrobiło małej, usiadła przy Pawle i wzięła ją na kolana, zapraszając gości do częstowania się jej ciastem.  
- Na stałe już przyjechałeś do Krakowa Pawle? - zapytała syna, bo sama była ciekawa, jak to się stało, że tak nagle pojawił się w domu rodzinnym i to w towarzystwie Ani.
- Właściwie to przyleciałem, nie przyjechałem, wczoraj wieczorem, a czy na stałe? Wydaje mi się, że tak, ale wszystkiego dowiem się jutro na odprawie - odpowiedział dość lakonicznie na pytanie mamy.
- Mundur też masz jakiś inny, bardziej elegancki i ten trzeci pasek na ramieniu, to skąd? - indagowała, jak to matka.
- Mamo, to wszystko działo się tak naglę i szybko, że sam zachodzę w głowę, dlaczego tak się stało? Pilot co prawda coś mi tam mówił o tym, ale nie chcę mówić nic więcej na ten temat, bo sam dokładnie nie wiem. A tę trzecią belkę też mi dołożyli wczoraj, więc jak tak dalej pójdzie, to pewnie z wojska wyjdę oficerem i to wyższym - zażartował ze swojego awansu.
- A tak na poważnie, to w jednostce w Krakowie podobno nie ma speców od radia w służbie czynnej, tylko to są podoficerowie zawodowi lub nadterminowi, więc być może, że i ten mój awans jest też z tym związany, abym dorównał im stopniem, ale jak jest, to dowiem się jutro - uzupełnił swoją wypowiedź. Po jego wypowiedzi zapadło chwilowe milczenie, więc Władzia nalała im wszystkim herbaty i rozdzieliła na talerzyki po solidnym kawałku ciasta. Po chwili tak szklanki jak i talerzyki były puste, więc pani Stasia poprosiła synową aby razem z gośćmi udała się do sadu i ogrodu na tyły domu, gdzie można było poczęstować się truskawkami lub czereśniami zrywanymi prosto z krzaka czy drzewa. Tak jedne jak i drugie ponoć dobrze obrodziły, a poza tym pobędą trochę na świeżym powietrzu, bo jest tam też wygodna ławka,  huśtawka, a nawet można pograć w badmintona. Ona tymczasem zajmie się obiadem, bo ma nadzieję, że zjedzą go wspólnie z nimi. Nie dali się prosić, wiec w czwórkę, wraz z Jancią, której przeszło naburmuszenie po reprymendzie matki, w wesołym już nastroju udali się do sporego powierzchniowo ogrodu połączonego z sadem, z uprawnym poletkiem warzywno-owocowym i kilkoma rabatami kwiatowymi. Dość mocne czerwcowe słońce przesłaniało kilkadziesiąt drzew owocowych; czereśni, jabłoni, grusz, śliw czy orzechów włoskich oraz krzewów typu; porzeczki, agrest, maliny oraz krzewów kwiatowych typu; bez, jaśmin, róża.
Cały teren wyglądał na uporządkowany i zadbany, bez chwastów i połamanych gałęzi, z przyciętą trawą pomiędzy rzędami drzew i krzewów. Od strony domu rosło kilka świerków, lip, brzóz oraz rozłożysty kasztanowiec, który jak olbrzymi parasol rozpościerał dość gęste konary, zacieniając spory kawał trawnika wokół niego. We wszystkim widać było męskie i kobiece ręce, aby było to miejsce przyjemne dla oczu jak i sprzyjające odpoczynkowi. Spacerując po ogrodzie i sadzie, urwali wedle upodobania truskawek czy czereśni, a kiedy Władzia przyniosła koc i rozłożyła go na trawie w cieniu kasztanowca, mogli usiąść i odetchnąć powietrzem przepojonym wonią trawy, kwiatów i kwitnących malin. Paweł z uwagi na mundur, musiał uważać aby go zbytnio nie wygnieść czy poplamić, więc Władzia zaproponowała aby przebrał się w jakiś bardziej luźny i wygodniejszy strój, a mundur ubierze, kiedy będą wracać. Kiedy jej propozycję poparła również Ania, której Władzia zaproponowała też coś wygodniejszego ze swoich ciuchów, oboje z Pawłem udali się do pokoju Marysi, gdzie Paweł ubrał swoje stare spodnie i koszulę, a Ania luźną sukienkę Władzi. W takich strojach mogli bez problemów skorzystać z leżącego w cieniu koca, Po chwili obie panie, które ucięły sobie pogawędkę na tematy stricte kobiece,  zauważyły, że leżącemu Pawłowi zaczęły kleić się oczy.  
- Paweł, chce ci się spać? - zapytała go wprost Władzia.
- Ee....nie! Po prostu jest tu tak fajnie, że z przyjemnością przymykam oczy, aby pooddychać tym świeżym powietrzem - powiedział, cały czas walcząc z narastającą sennością.
- Paweł, nie śpij! Ja zaraz wracam - powiedziała bardzo głośno, aż Paweł wzdrygnął się.
Po chwili wróciła i dała Ani mały pakunek. - To na wszelki wypadek! - powiedziała i mrugnęła do niej okiem, a potem zwróciła się do Pawła.  
- Pamiętasz tę starą lipę, tam na polu za ogrodem, koło słupa wysokiego napięcia - zapytała. Kiwnął głową, że tak.
- To idź tam z Anią! Tam wam nikt nie będzie przeszkadzał, a cień i trawa są takie same jak tu - powiedziała, uśmiechając się do Ani. Ta zrozumiała, co Władzia ma na myśli.
- Paweł, to chodźmy tam! Będziesz mógł się zdrzemnąć na łonie natury, do obiadu jest ponad godzina - poprosiła. Wstał posłusznie i zamierzał iść.
- Zabierzcie koc ze sobą! - przypomniała mu Władzia, zabrała Jancię, której też nagle zachciało się spać i chętnie by z nimi poszła, ruszając w stronę domu. A Paweł zwinął koc i razem z Anią poszli w stronę widocznego w oddali słupa wysokiego napięcia. Minęli sad i ogród i weszli na dróżkę, wydeptaną pośród sporego łanu rzepaku, wiodącej w kierunku rosnącej obok słupa rozłożystej lipy. Podeszli do niej i zobaczyli wykoszoną wokół niej trawę, zacienioną przez jej konary. Paweł rozłożył koc i zaprosił na niego Anię, która była wprost zachwycona tym kawałkiem osłoniętego zewsząd, zacienionego trawnika, oddalonego kilkadziesiąt metrów od domu.  
- Wygląda to tak, jakby to ktoś specjalnie przygotował na romantyczne gniazdko dla pary zakochanych - wyraziła swój pogląd na temat tego miejsca.
- Bo tak jest! Pod tą lipą poznali się moi rodzice i podobno tak Adam, jak i ja, tutaj zostaliśmy spłodzeni przez rodziców. To było, a może i jest nadal ich ulubione miejsce do igraszek na świeżym powietrzu. A to pole jest prawie zawsze obsiewane zbożem, kukurydzą lub rzepakiem tworzącym naturalną zasłonę, tak jak teraz - oświadczył rozbawionej tą informacją Ani.  
- To teraz rozumiem, skąd u ciebie taka romantyczna natura - powiedziała żartobliwie, uśmiechając się.
- Spłodzony pod lipą! - mruknęła do siebie, radosna i wyluzowana.
- Co ty tak mruczysz do siebie? - zapytał zaciekawiony, widząc ją tak zadowoloną.
- Że mam chłopaka, który został spłodzony pod lipą, na łonie natury - odburknęła mu radośnie.
- I to cię tak cieszy czy śmieszy? - zapytał.
- A jak myślisz? Też bym tak chciała, ale mój tata musiał się dobrze wysilać, żeby mnie spłodzić, bo sam wiesz, że mama była pewnie wymagająca pod tym względem - dodała, jakby sobie coś przypomniała.
- To jak, chce ci spać czy chcesz to miejsce wykorzystać na coś innego? - zagadnęła go, widząc, że nad czymś myśli.
- Tak sobie myślę, czy następnego dziecka nie moglibyśmy zmajstrować tutaj na łonie natury - odparł, patrząc na nią żartobliwie.
- Najpierw musi się urodzić to, co rozwija się we mnie, nie sądzisz? - odparła zadowolona, że Paweł myśli już o drugim dziecku i jakby mu chciała przypomnieć, po co tu przyszli, ściągnęła ostentacyjnie majtki, świecąc mu przed oczami gołą cipką. Potem rozwinęła pakunek, który jej dała Władzia.  
- Popatrz, co mi dała Władzia na wszelki wypadek - powiedziała, rozwijając ręcznik.
- Zuch dziewczyna! - podsumował Paweł, też ściągając spodnie i majtki. Jego 'rozbójnik' był już w pełnej gotowości. Już miał ją zapytać w jakiej pozycji chce się z nim kochać, kiedy usłyszał.  
- Klęknij i usiądź na nogach!  
Kiedy usiadł na swoich nogach, zrobiła to samo przed nim i cofając się maksymalnie w jego stronę dotknęła pośladkami jego kutasa. Podsunęła się jeszcze bliżej, napluła na dłoń i objęła jego 'zbója', nasmarowała śliną i delikatnym ruchem nadziała się na niego, a potem kolejnymi ruchami wchłaniała go coraz głębiej, aż usiadła na jego udach.
- Zajmij się moimi piersiami, tylko delikatnie Paweł, bo są bardzo napięte i wrażliwe - przypomniała mu i zaczęła w swoim stylu ewolucje tyłkiem, nabijając się na niego pod różnymi kątami i suwając się na całą długość kutasa. Paweł tymczasem czułymi ruchami palców obu dłoni pieścił i uciskał delikatnie jędrne, ale i naprężone piersi. Przy ruchach i gestach, które sprawiały jej przyjemność pomrukiwała jak kotka, a kiedy ją coś zabolało, syczała jak wąż. Po jakimś czasie, kiedy wyczuł jak ma pieścić i bawić się jej piersiami, słyszał już tylko pojękiwania i mruczenie, a następnie wzmocnienie siły i tempa suwów oraz ewolucji tyłka. Kiedy doszła, docisnęła się do niego i sięgnęła po jego głowę, przyciągając ją do swojej. Oprzytomniała i odwróciła głowę w jego stronę, podając mu usta. Zaczął ją całować najpierw w usta, potem szyję, okolice ucha, nosa, oka. Czując, że dalej może, wysunęła się z niego i klęcząc wypięła tyłek, a kiedy przysunął się i wszedł w nią, położyła głowę na swoich rękach i zdała się tylko na niego. Położył się na jej plecach i powolnymi ruchami suwając się po jej ciele, próbował ponownie rozgrzać ją i doprowadzić do finału.
- Paweł, nie spiesz się, tak jest dobrze, czuję cię i to mi wystarczy - usłyszał.
Ale mnie nie - pomyślał, bo sam był już nieźle rozgrzany i w każdej chwili mógł dojść.
- Rób tak dalej i spuść się w końcu, chcę to poczuć - ponownie doszło do jego uszu, i poczuł jak mięśniami pochwy stymuluje kutasa, aby się spuścił. Nie przyspieszał, tylko posuwał ją na całą długość i po chwili poczuł znajome drgania i pulsowanie kutasa. Trysnął w nią z dużą siłą.  
- Właśnie tak, o..jak ...dobrze. Docisnęła się do niego i ponownie kilkakrotnie 'obmacała' mu kutasa. Kiedy sflaczały wysunął się z niej, odwróciła się, usiadła i obdarzyła go mocnym całusem.
- Wiesz, kiedy trysnąłeś we mnie, to dostałam mocniejszego orgazmu niż poprzednio. Moja cipka wie co dobre. Ona też pragnie twojego nasienia Paweł - powiedziała ze śmiechem.
- A teraz wykorzystajmy ten ręcznik, bo poplamimy koc - poprosiła. Paweł sięgnął po leżący ręcznik i zaczął wycierać jej szparkę, która dała mu tyle przyjemności.
- No i pospałeś, prawda? Ale chyba nie żałujesz? Bo ja i moja cipka jesteśmy baaardzo, ale to baaardzo zadowolone - powiedziała i wytarła resztę tego, co wypłynęło z niej i ubrała majtki. Paweł zrobił to samo i po chwili przytuleni do siebie, maszerowali zgodnie w stronę domu.
Paweł zatrzymał się przed wejściem do mieszkania Władzi i Adama, delikatnie pukając. Władzia otworzyła drzwi i widząc zadowolenie na ich twarzach, uśmiechnęła się.
- Fajnie się wam spało? - zapytała żartobliwym tonem.
- Bardzo fajnie, tylko Paweł dwa razy się budził - odpowiedziała równie żartobliwie Ania.
Paweł podał jej koc i ręcznik.  
- Dziękujemy bratowo! Jesteś równa babka! - podziękował Paweł.  
- Nie ma za co! Musimy sobie pomagać, po to jesteśmy rodziną - dodała pogodnie.
- Idźcie już! Za chwilę będzie obiad! My też przyjdziemy - dodała, uśmiechając się do nich.
Poszli na drugą stronę domu. Pani Stasia już na nich czekała.
- I jak Aniu? Wrażenia pozytywne czy nie bardzo? - zapytała ciepłym tonem.
- Więcej niż pozytywne! Poznałam wasze przytulne gniazdko dla zakochanych pod lipą - powiedziała wesołym głosem.
- Ooo,, i jak? - zapytała mama Pawła.
- Paweł zapowiedział mi, że następne dziecko majstrujemy właśnie tam - odpowiedziała, śmiejąc się Ania.
- Oby nie zapeszyć! Najpierw niech urodzi się to pierwsze dziecko, to będziecie planować następne - przestrzegła ich pani Stasia.
- To samo powiedziałam Pawłowi - potwierdziła jej zdanie Ania.
- Dobrze! Umyjcie ręce i siadajcie do stołu! Za chwilę podam obiad - oznajmiła mama Pawła.
- Pojedziecie zaraz po obiedzie, czy poczekacie na Marysię? - zapytała.
- Wyjedziemy przed nią do miasta - oświadczyła Ania.
- No to się dziewczyna ucieszy, widząc was oboje! Już to sobie wyobrażam - powiedziała mama Pawła. Po chwili w pokoju dziennym pojawił się ojciec Pawła i Adam ze swoją rodziną. Zjedli pyszny, domowy obiad, a potem każde z nich zamierzało udać się do swoich zajęć.
- Ania z Pawłem chcą wyjechać po Marysię, wie ktoś, o której ona dzisiaj kończy lekcje? - zapytała.  
- Z tego co pamiętam, to we wtorki ma sześć lekcji, czyli kończy gdzieś około 13.30 - powiedział Adam. Wszyscy jak na komendę odwrócili się w jego stronę.  
- A ty odkąd interesujesz się nauką Marysi? - zapytał ojciec.
- Od zawsze! Przecież to moja siostra, więc co się tak dziwicie? - obruszył się, widząc zdziwienie i niedowierzanie w oczach rodziców, Pawła i Władzi.
- Dobrze, dobrze! Jeżeli tak mówisz, to tylko nas cieszy - oświadczyła pani Stasia.
- To możecie jechać, dochodzi trzynasta dziesięć - powiedziała mama Pawła do Ani i Pawła.
Ania wsiadła do samochodu, a Paweł otworzył bramę. Po wyjeździe Ani, zamknął ją i wsiadł do samochodu. Ruszyli w stronę miasta. Po kilkunastu minutach parkowali przed szkołą Marysi. Ania ustawiła samochód tak, aby widzieć wejście główne do liceum...cdn....

6 komentarzy

 
  • Znawca

    Znawca · 5 marca · 196859633

    Lipa. Infantylny styl i fabuła.

  • Seba

    Seba · 24 wrz 2017 · 193944783

    Niezla historia , czekam na ciag dalszy

  • Robert72

    Robert72 · 23 wrz 2017

    Tak to coś wspaniałego, biorąc pod uwagę to że tworzysz dwa opowiadania tym samym czasie, to jest to cudowne.

  • Lordvader

    Lordvader · 22 wrz 2017 · 201438589

    Coś wspaniałego! Lekko,przyjemnie się czyta. Twoja lekkość pióra mnie zadziwia. Czekam  z niecierpliwością na klojne części i odprężam sie przy nich po calym tygodniu pracy. Dzięki za wspaniały koniec tygodnia.

  • POKUSER

    POKUSER · 22 wrz 2017

    Świetny odcinek i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem równoczesnego prowadzenia obu serii. Czekam niecierpliwie na ciągi dalsze Pozdrawiam i dziękuję za pierwszorzędną rozrywkę

  • emeryt

    emeryt · 22 wrz 2017 · 202081569

    @Franek/domator, każdy odcinek jest różny od siebie względem narracji. Przynajmniej ja to tak odbieram. To tak jakbyś pisał nowe opowiadanie. A przecież piszesz równolegle drugie opowiadanie i to całkiem w jeszcze innym stylu. chylę czoła przed Tobą  - emeryt.