Mogło być i tak - cz. XXXI

Mogło być i tak - cz. XXXI

     Po wyjściu na zewnątrz, Paweł podszedł do samochodu, otworzył bagażnik i umieścił dość ciężką torbę z rzeczami Marysi, a potem otworzył bramę i kiedy Ania wyjechała na drogę, zamknął. Pomachał na pożegnanie, stojącej na ganku mamie i wsiadł do samochodu.
Ruszyli w stronę Krakowa.
- Marysiu, co się stało, że tak ci się spieszyło do Krakowa? - zapytała Ania Marysię.
- Po prostu chciałam wracać do domu, bo jak sama powiedziałaś, wasze mieszkanie od dziś stało się również moim domem, zgodnie z powiedzeniem; 'wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu' - powiedziała wesołym głosem.
- Nawet nie wiecie, jaka jestem szczęśliwa i mam nadzieję, że nie sprawię wam kłopotu oraz nie zawiodę waszych oczekiwań - dodała z nieukrywanym wzruszeniem.
- Dobrze, że wasi rodzice tego nie słyszą, bo wyobrażam sobie, jak byłoby im przykro - podsumowała jej wypowiedź Ania.  
- Aniu przepraszam, to nie tak! - powiedziała przepraszającym tonem.
- Kocham naszych rodziców, ale nic nie poradzę na to, że was kocham jeszcze więcej - powiedziała szczerze, jakie uczucia przewijają się przez jej myśli i serce.
- Dobrze, nie będziemy wałkować dalej tego tematu, ale chciałabym, żebyś  pamiętała Marysiu, że rodziców się nie wybiera, rodziców się ma oraz że poza nielicznymi wyjątkami czy przypadkami rodzice kochają swoje dzieci i chcą, aby były szczęśliwe. Wasi rodzice takimi są i zasługują na waszą miłość. To tyle, co chciałam powiedzieć w tym temacie - zakończyła swoją wypowiedź Ania, chcąc uświadomić Marysi, że tak ona jak i Paweł mają świetnych rodziców, którzy zasługują na miłość swoich dzieci.  
- Aniu, przecież nie posądzasz mnie czy Pawła, że nie kochamy rodziców? Ale takie jest życie. Tak jak powiedziała mama, byłoby pewnie inaczej, gdybym była czy czuła się bardziej związana ze środowiskiem na wsi, z rówieśnikami czy koleżankami, miała przynajmniej jakąś jedną przyjaciółkę. Miałam, a przynajmniej tak sądziłam, że mam. Mówię Paweł o Danusi. Ale ona udawała moją przyjaciółkę, bo sądziła, że zainteresujesz się nią. Kiedy stwierdziła, że nie jesteś nią zainteresowany, wypięła się na mnie, obgadując mnie przy okazji i wieszając psy na tobie. Teraz mam prawdziwą i jedyną przyjaciółkę, którą kocham i szanuję. Co ciekawe, jest ona moją przyszłą bratową - nie znasz czasem Aniu tej osoby? - zapytała ze śmiechem.  
- Dobrze, już dobrze mądralinko! - powiedziała Ania ze śmiechem.  
- Też cieszę się, że jesteś z nami, bo pokochałam cię i to nie do końca jak szwagierkę - powiedziała pogodnym, spokojnym głosem.  
- Aniu, mamy jeszcze trochę czasu, moglibyśmy podjechać do twojej mamy? Powiedziałabyś jej, że nasi rodzice oczekują na nią. Polubiłam panią Bożenkę i przykrzy mi się za nią - powiedziała Marysia.
- Co prawda widzieliśmy się nie tak dawno, ale myślę, że i mama ucieszy się z naszej wizyty, o ile ją zastaniemy, bo przecież nie umawialiśmy się - powiedziała Ania, zadowolona, że ponownie odwiedzą mamę, jeżeli ją zastaną. Podjechali pod rodzinny dom Ani i zatrzymali się przy chodniku, kilkanaście metrów od domu. Podeszli do głównych drzwi i Ania otworzyła je swoim kluczem. Weszli do holu i podeszli do drzwi mieszkania mamy Ani,
- Aniu, a tę drugą część domu, to kto zajmuje? - zapytała młoda ciekawska.
- Rodzina mojej cioci Aliny, siostry mojego zmarłego taty, która też już nie żyje. A teraz nawet nie wiem, czy ktoś tu mieszka, bo po jej śmierci obie jej córki wyjechały z Polski do Stanów, do ich stryja, który dorobił się na ropie, którą odkryli na jego ranczo. Zgodnie z testamentem dziadka, dom ma pozostać w rodzinie i nie może zostać sprzedany osobie z poza rodziny, tak więc, jeżeli okaże się, że nie ma w Polsce nikogo z rodziny cioci Aliny, to dom automatycznie przejdzie na mamę. Nigdy się tym specjalnie nie interesowałam, więc nie wiem, jaka jest w tej chwili sytuacja. Zapytamy mamę, może uchyli rąbka tajemnicy - odpowiedziała Ania i zapukała do drzwi mamy. Po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nich pani Bożena.
- O, jak dobrze was widzieć! Wchodźcie dalej - powiedziała otwierając drzwi szeroko i cofnęła się, zapraszając ich do środka. Zgodnie z niepisanym, ale przyjętym zwyczajem przywitała się najpierw ze swoim ulubionym zięciem, obejmując go ramionami i wyciskając na jego ustach mocny pocałunek, co Paweł natychmiast odwzajemnił. Potem przywitała się z Marysią, wymieniając z nią słodkie buziaczki, a na końcu z Anią.  
- Przyjechaliście odwiedzić starszą panią czy coś się wydarzyło? - zapytała żartobliwie i rzeczowo.
- Ani jedno ani drugie! Przyjechaliśmy odwiedzić najmilszą i najsympatyczniejszą teściową w tej części Polski oraz ulubioną panią Bożenkę Marysi i ukochaną mamę Ani - sprostował jej pytanie Paweł.  
- Dobrze, dobrze mój pochlebco! Wiem, że masz obrotny język i to nie tylko do mówienia, ale powiedzcie szczerze, co faktycznie was przygnało do mnie? - nie odpuszczała pani Bożena.
- Mamo, Paweł powiedział prawdę, więc nie szukaj drugiego dna w jego wypowiedzi. A głównym inicjatorem tego wyjazdu do ciebie jest nie kto inny jak Marysia, dla której faktycznie jesteś ulubioną panią Bożenką, od dzisiaj oficjalnie powierzona mojej  i Pawła opiece przez rodziców Pawła i Marysi, a moich przyszłych teściów. A tak poza nawiasem rodzice Marysi i Pawła nie mogą doczekać się poznania mojej ukochanej mamy i najmilszej teściowej Pawła - uzupełniła wypowiedź Pawła Ania. Pani Bożena, która potraktowała wypowiedź Pawła żartobliwie, po słowach Ani przystopowała.
- Wpadliście więc, bo stęskniliście się za mną, tak to mam rozumieć? - dopytywała, bo poczuła, że ogarnia ją wzruszenie i łzy same zaczynają cisnąć się jej do oczu.
- Mamo, wyluzuj! Co w tym dziwnego, że chcieliśmy cię ponownie zobaczyć? - uspokajała ją Ania, widząc, że mama za chwilę rozpłacze się. Podeszła do niej, objęła ramionami i mocno przytuliła.  
- Mamo, wiesz, że kochamy cię oboje z Pawłem, jak nikogo innego. A od dzisiaj dołączyła  do naszej rodziny jeszcze jedna rezolutna osóbka, która już cię uwielbia i pewnie pokocha, tak jak my oboje z Pawłem i Zuza. Rozchmurz się więc i potraktuj nas jak gości, a nie jak intruzów, którzy zakłócili twój niedzielny spokój - podsumowała całe powitanie Ania, wtrącając żartobliwy akcent.  
     Pani Bożena rzeczywiście rozchmurzyła się i uśmiechnęła. Podeszła do Marysi i obejmując ramionami mocno przytuliła.  
- Ja też cię polubiłam, jesteś, jak Ania powiedziała, rezolutną, mądrą, młodą dziewczyną, a teraz dziękuję ci, że zgarnęłaś ich do mnie, chociaż nie bardzo zrozumiałam, co Ania chciała powiedzieć, że oboje z Pawłem przejęli nad tobą opiekę - powiedziała i mucknęła Marysię buziakiem.  
- Po prostu mamo! Marysia poprosiła rodziców o zgodę na zamieszkanie z nami od teraz i przez wakacje. Rodzice Pawła i Marysi wyrazili zgodę oraz poprosili z kolei oni, czy byśmy się nie zgodzili na dłuższy jej pobyt u nas, bo zamierzają przenieść ją do liceum do Krakowa, uważając, że poziom nauki w liceum w Krakowie jest na pewno wyższy niż w liceum, do którego chodzi obecnie, co ułatwi jej przyjęcie na studia w Krakowie. Oboje z Pawłem zgodziliśmy się na to, więc Marysia nieformalnie przechodzi pod naszą opiekę do chwili uzyskania pełnoletności. Oto cała tajemnica - odpowiedziała Ania.
- Musimy tylko znaleźć porządne liceum w Krakowie w okolicach naszego mieszkania i załatwić jej przeniesienie - dodała.
- To świetnie! Mam nadzieję młoda damo, że teraz nie zapomnisz o starszej pani Bożenie i będziesz ją odwiedzać tak często, jak to tylko będzie możliwe - oświadczyła pani Bożena i ponownie przytuliła Marysię, obdarowując ją serdecznym całusem. Marysia nie była jej dłużna i odwzajemniła uściski oraz buziaki.
- Może być pani tego pewna, pani Bożenko, bo bardzo panią polubiłam - zapewniła ją Marysia, ponownie przytulając się jak dziecko do pani Bożeny..
- To teraz rozgośćcie się, a ja nastawię wodę. Co pijecie? - zapytała pani Bożena.
- Mamo, ty zostań, a my z Marysią zajmiemy się tym - powiedziała Ania.
- I jeszcze jedno! Czy w tej drugiej części domu ktoś mieszka? - zapytała od niechcenia.  
- Nic mi o tym nie wiadomo! Klucze od drzwi są u mnie i od wyjazdu córek Aliny nikogo tu nie widziałam, jeżeli o to chodzi - odparła pani Bożena.
- A Zuza to jest może w domu? - zapytała Ania ponownie.  
- Nie wiem, bo od obiadu jej nie widziałam. A do czego ci ona potrzebna?  - odpowiedziała ponownie mama Ani, zadając mimochodem pytanie.
- Właściwie do niczego. Tak sobie zapytałam - odpowiedziała Ania obojętnym tonem.
- A mogę pokazać Marysi tę drugą część domu? - ponownie zapytała Ania, widząc ukradkowe spojrzenia mamy rzucane w stronę Pawła, który niczego nie podejrzewał.
- Pewnie że możesz, jeżeli Marysię to interesuje - powiedziała pani Bożena tonem wręcz zachęcającym.  Ania z Marysią wyszły do kuchni.  
- Marysiu, musimy ich na jakieś pół godziny zostawić samych. Zrobimy im herbatę i pokażę ci dalszą część mieszkania mamy, które zajmuje Zuza oraz tę drugą część domu, którą zajmowała ciocia Alina z rodziną. Jest to zwierciadlane odbicie tej części, którą zajmuje mama z Zuzą - powiedziała Ania, stawiając czajnik z wodą na palniku.
- Wiem, widziałam to w oczach pani Bożenki, jakim wzrokiem patrzyła na Pawła. Pewnie ma mokro w majtkach, tak jak i ja mam czasami, jak mnie cipka swędzi - powiedziała Marysia.
- No, no! Wypowiadasz się jak stara wyjadaczka w tych sprawach. Przecież poznałaś moją mamę kilka dni temu, a już poznajesz po spojrzeniu co odczuwa? Zaskakujesz i zadziwiasz mnie coraz więcej. Strach się ciebie nie bać - skomentowała Ania wypowiedź Marysi.
- Aniu, to nie tak! Nie jest moim zamiarem wymądrzać się. Po prostu mówię to, co myślę, ale nie mówię tego złośliwie czy aby kogoś obrażać - sumitowała się Marysia.
- Wiem głuptasku i też nie mówię tego złośliwie, po prostu jesteś taką kochaną mądralinką i  szczerą do bólu. Za to cię pokochałam. Za twoją otwartość, prostolinijność i mądrość życiową, pomimo młodego wieku - podsumowała wypowiedź Marysi Ania.  
Kiedy woda w czajniku zagotowała się, Ania przygotowała esencję z liści herbaty w zaparzaczu, a następnie przygotowała herbatę w dzbanku i obie z Marysią pojawiły się w pokoju dziennym, gdzie pani Bożena gawędziła z Pawłem.  
- Mamo, to wy oboje z Pawłem dotrzymajcie sobie towarzystwa, a ja zaspokoję ciekawość Marysi co do tej drugiej części domu - powiedziała Ania i obie z Marysią opuściły pokój, zabierając klucze. Pani Bożena napełniła szklanki herbatą i popatrzyła w oczy Pawłowi.
- Paweł, głupio mi trochę, ale to po części trochę i twoja wina, bo rozbudziłeś ponownie we mnie kobietę, która ma swoje potrzeby i pragnienia, żeby nie powiedzieć marzenia, związane konkretnie z twoją osobą - odezwała się, przywołując na swoją miłą i młodo wyglądającą ładną buzię grymas uśmiechu, rozpinając przy tym bluzkę.
- Domyślasz się już mój zięciu, co mam na myśli? - zapytała, popijając herbatę.
- No nie bardzo. Musisz Bożenko wyrażać się jaśniej, bo coś dzisiaj słabo kojarzę - odpowiedział Paweł, przybierając pozę kompletnego ignoranta i wywołując głupawy uśmiech na twarzy. Bożena zorientowała się, że zaczyna robić sobie z niej jaja. Udając zagniewaną, podeszła do niego, złapała za głowę i zatopiła w nim usta.
- Ja ci dam robić sobie żarty w biały dzień ze starszej pani - powiedziała, gdy oderwała się od niego na chwilę.  
- A teraz marsz ze mną do sypialni żartownisiu - powiedziała, chwytając za krawat i zmuszając go do wstania z krzesła, a potem prowadząc go do swojej sypialni.
- Ściągać mi to wszystko i ładnie złożyć, żeby się nie pomięło - dodała, rozsuwając mu krawat na szyi. Potem szybko zrzuciła z siebie swoje ciuchy, a następnie biustonosz i majtki.
Kiedy Paweł zrobił to samo, wzięła jego rękę i wsunęła sobie w krocze.
- Zobacz! Czujesz, jak leje się ze mnie tam na dole? - zapytała, suwając jego ręką po swoim kroczu..
- Masz to wszystko dokładnie wylizać, zrozumiano żołnierzu? - wydała żartobliwie komendę jak rasowy sierżant do żołnierzy. Zgarnęła na bok pościel i położyła się, rozkładając szeroko nogi. Wyglądała bardzo apetycznie i zachęcająco, jak na swój wiek, kusząc Pawła gładką skórą, sterczącymi zadziornie sutkami na pełnych, dorodnych piersiach i owłosioną cipką.
Paweł zareagował na widok jej owłosionej, ozdobionej przystrzyżoną w uroczy trapezik fryzurką cipki, gwałtownym wzwodem swojego kutasa, wywołując tym, widoczne na twarzy Bożeny zadowolenie, że tak na nią reaguje.  
     Położył się między nogami swojej kochanki i zanurzył twarz w miękkie, ciemne owłosienie. Pomagając sobie palcami obu rąk odsłonił srom i krótkimi liźnięciami 'zlizywał' jej 'soki' powodując za każdym liźnięciem podrygiwanie jej ciała. Starał się trzymać równe tempo ruchów języka, którym wywijał wzdłuż szczelinki raz z jednej, raz z drugiej strony. Smakowała nieźle, więc starał się wylizywać wszystko, ale Bożena niesamowicie podniecona i obrabiana w sposób, który jej odpowiadał, wprost zalewała go wydzieliną.
     Wzmocnił tempo i nacisk języka, docierając do wzgórka. Odsłonił palcami i przyssał się ustami do główki łechtaczki, uruchamiając swój ruchliwy język. Bożena 'śpiewała' coraz głośniej, więc wyczyścił śliną swoje palce i wprowadził dwa palce w szparkę, delikatnie suwając nimi wzdłuż i w poprzek górnej ścianki, na której już kilkakrotnie 'wyłapał' punkt, którego stymulacja powodowała wytrysk i mega-odlot Bożeny. Przyspieszył i wzmocnił drażnienie językiem oraz wargami jej łechtaczki, wykonując wzdłużne i poprzeczne ruchy języka.  
     To samo zrobił przy stymulacji ścianki pochwy palcami. Wyczuł, że jest na dobrej drodze, bo Bożena obok jęków zaczęła dyszeć i drżeć, sygnalizując, że zbliża się do finału.
Suwając wolno palcami, wyczuł naraz pod palcami to minimalne zgrubienie na ściance i kiedy wykonał kilka delikatnych jak muśnięcie suwów, pojawiła się maleńka jak ziarnko wypukłość. Musnął ją palcem i z ust Bożeny wydobył się głośniejszy jęk jak westchnienie, a z cipki wytrysnęła strużka cieczy, Zwarła nogi, zaciskając je na głowie Pawła i znieruchomiała. Po dłuższej niż zwykle chwili oprzytomniała, rozluźniła nogi i lekko uniosła się, sięgając po głowę Pawła.
- Chodź tu do mnie! - usłyszał. Przesunął się po jej ciele, bodąc ją po brzuchu sztywnym kutasem i zbliżył twarz do jej twarzy. Objęła ją czułym ruchem rąk i z zaszklonymi od wzruszenia oczami całowała skrawek po skrawku jego twarz,  w podziękowaniu za doznania, które jej zaserwował.  
     Czując jego 'sztywniaka' na swoim ciele, sięgnęła po niego ręką i kiedy wsparł się na rękach i uniósł w górę, wprowadziła go w swoją wilgotną, przytulną norkę.  
- Teraz przerżnij swoją Bożenkę tak, aby jej cipka pamiętała, że w niej byłeś, bo nikt inny nie będzie miał do niej dostępu poza tobą - powiedziała łamiącym się ze wzruszenia głosem.  
     Ugięła i podniosła nogi, wspierając pięty na jego pośladkach. Zaczęli kopulować, a Bożena ponownie podniecona, szybko zmierzała do finału, penetrowana niczego sobie kutasem Pawła, tak jak lubiła i mając zakodowane w swojej świadomości, że ten kutas fundował jej już nieraz niezapomniane doznania. Dociskając Pawła piętami do swojego ciała, czuła go głęboko w sobie i opatulając go szczelnie swoim 'futeralikiem', odbierała doznania każdą tkanką ścianek pochwy. Do tego uruchomiła mięśnie Kegla, wspomagając swoje i Pawła podniecenie. Na efekty takich działań nie musieli oboje długo czekać, bo kiedy Paweł wspierając się tylko na jednej ręce, drugą pieścił i drażnił łechtaczkę, Bożena ponownie 'odleciała', dopychając Pawła piętami do siebie, po czym znieruchomiała. Paweł też był blisko 'szczytu', ale został nieświadomie i skutecznie wyhamowany przez Bożenę unieruchomieniem jego ciała. Oprzytomniała i poczuła, że kutas Pawła nadal jest w niej w pełnej formie. Była wyluzowana, ale ponieważ był to spokojny seks, nie była 'wymęczona', więc bez słowa rozpoczęła kontynuację, obmacując mięśniami pochwy kutasa Pawła i 'zapraszając' go do ponownej zabawy. Paweł, który też chciał w końcu 'spuścić' z siebie napięcie i nie tylko, podjął współpracę i zaczął kopulować tylko znacznie szybciej i mocniej niż poprzednio, pieszcząc i drażniąc łechtaczkę. Bożenie też to odpowiadało, bo bardzo szybko wznosiła się na 'szczyt' doznań. Chciała poza tym czuć go mocno i głęboko, więc wzmacniała jego ruchy, nie tylko dopychając go piętami ale również intensywnymi ruchami bioder; wypychając je bardzo mocno, kiedy w nią wchodził i cofając je, kiedy wychodził, wspomagając swoje odczucia mięśniami Kegla. Efekty tych działań odczuli prawie równocześnie, bo kutas Pawła nagle zawibrował w cipce Bożeny, a potem trysnął w nią dużą strugą nasienia. Poczuła to uderzenie i doszła sama, a orgazm, który ją dopadł, rozlał się po niej i obezwładnił. Oprzytomniała i poczuła, jak kutas Pawła opuszcza jej cipkę, chyba zawstydzony swoim kształtem i wielkością.  
- Namieszał, namieszał, zrobił swoje i poszedł spać - skomentowała ze śmiechem 'rejteradę' kutasa Pawła z jej cipki.
- To teraz mój kochany przynieś z łazienki coś, do wytarcia tego, co we mnie wlałeś - poprosiła Pawła, składając mu na ustach słodki pocałunek w podzięce za doznania.  
Przyniósł jej ręcznik, tak jak prosiła, więc najpierw wytarła jego, a potem z ręcznikiem na cipce wyszła do łazienki podmyć się i usunąć ślady nasienia z dolnych partii ciała. Po chwili wróciła już w świeżej bieliźnie, zadowolona i wyluzowana po trzech orgazmach jakie jej zafundował Paweł, nie mówiąc o doznaniach i przyjemnościach będących jej udziałem.
- Jesteś wart wszystkich pieniędzy Pawle, za to jak 'dbasz' o swoją przyszłą teściową - powiedziała żartobliwie i założyła ponownie ubranie, w którym była przed ich przyjazdem.
Paweł na chwilę wszedł do łazienki i odświeżył się, po czym wrócił do pokoju i założył bieliznę oraz mundur. Oboje usiedli do pianina i podjęli próbę gry na cztery ręce, zaczynając od nieśmiertelnej melodii na większości rodzinnych, zakrapianych imprez; 'Szła dzieweczka ….'. Z początku wychodziło im to bardzo marnie, ale Bożena zapaliła się do tego pomysłu, bo już w swojej głowie i myślach widziała obrazy, jak będzie się chwalić swoim zięciem przed bliskimi znajomymi przy okazji planowanych czy nie przewidzianych spotkań. Podejmowali więc kolejne próby, zmieniając pozycję przy pianinie z lewej na prawą i odwrotnie. Po którejś z kolei próbie zaczęło im to wychodzić w miarę poprawnie; Bożena grała akompaniament z podkładem akordowym na lewej stronie, a Paweł na prawej prowadził linię melodyczną z podśpiewywaniem. Spodobało się to im obojgu, więc przeszli na kolejne, znane im melodie. Przy takiej zabawie zastały ich, powracające z rekonesansu domu Ania z Marysią        
- Co to? Zamierzacie dawać koncerty? Nawet nieźle wam to wychodzi, prawda Marysiu? - podsumowała ich wysiłki wspólnej gry Ania. Zauważyła przy tym zadowolony czy wręcz rozanielony wyraz twarzy mamy, mówiący sam za siebie o udanej, innej zabawie ich dwojga.  
- A wy jak, zadowolone z przeglądu tej drugiej części domu? - zapytała pani Bożena, chcąc odwrócić uwagę córki od niej i Pawła.  
- Pewnie! Mamo trzeba oddać córkom śp. cioci Aliny, że zostawiły wszystko w najlepszym porządku. Dziś można się tam wprowadzić, trochę pościerać kurze i odkurzyć pokoje, a potem oblec pościel i kłaść się spać - powiedziała Ania, odkładając klucze na swoje miejsce.
- Czyli jeżeli rodzice oraz brat Marysi i Pawła przyjadą ze swoją rodziną, to mają gdzie przenocować, tak? - oświadczyła pani Bożena.  
- Tak! Sprawdziłyśmy wodę i gaz, bo były zamknięte, ale wszystko jest czynne i funkcjonuje. Do tego zostawiły kupę bielizny damskiej i różnych ciuchów, wszystkie sprzęty i naczynia kuchenne. Tak jak powiedziałam. Dziś można się tam wprowadzać i mieszkać. Tak kuchnia jak i obie łazienki są nieźle wyposażone. Wszystko jest sprawne i funkcjonuje - Ania była wręcz zbudowana stanem, porządkiem i wyposażeniem drugiej części domu.  
- To dobrze! Być może nasze kuzynki zechcą nas kiedyś odwiedzić i zobaczą, że ich mieszkanie czeka na nie czy na kogoś z ich rodziny. Szkoda, że to wszystko po śmierci Aliny tak nagle urwało się i przerwane zostały wszystkie kontakty, ale nigdy nic nie wiadomo. Mam gdzieś adres do nich, więc można by było napisać do nich - podsumowała pani Bożena.
- Czy wy mamo mieliście jakiś konflikt pomiędzy sobą, że tak to się zakończyło? - zapytała ostrożnie Ania.
- Ależ skąd? Tak z ciotką Aliną po nagłej śmierci jej męża (rozległy zawał), jak i z jej córkami mieliśmy dobre, a nawet bardzo dobre relacje, ale dziewczyny jak tylko podrosły, żyły praktycznie w innym świecie, nafaszerowane myślami o Ameryce. Wiedziały że ich wujek, brat mamy, ożenił się z bogatą Amerykanką, która jako wiano wniosła do ich małżeństwa duże (czyt. rozległe) ranczo o powierzchni kilkudziesięciu tysięcy akrów. Korespondowały z wujkiem dość intensywnie, pisząc do niego listy prawie codziennie. On odpisywał rzadziej, więc kiedy opanowały jako tako język angielski, pisały do niego po angielsku i wtedy odpisywała im ciotka. A ich wujek był obrotnym facetem i zajął się na serio ranczem, nie tylko hodowlą krów, owiec czy koni, ale też uprawą roślin na skalę prawie przemysłową. Była to bodajże kukurydza, soja ale i bawełna. Tak że w krótkim czasie dorobili się z żoną sporego majątku, ale co z tego, kiedy nie było dzieci. Mieli chyba konflikt krwi, bo żona tego wujka, starsza od niego, dwukrotnie była w ciąży i oba razy poroniła. Alina mi opowiadała, że adoptowali jakiegoś niemowlaka, ale i ten zmarł. Żona brata Aliny nie wytrzymała tego tak psychicznie, jak i fizycznie, podupadając coraz bardziej na zdrowiu. Zmarła jeszcze przed ciotką Aliną. Podejrzewam, że to podkopało także zdrowie Aliny, która przejęła się problemami jedynego brata i skróciło jej życie. Tak więc po jej śmierci, obie córki zaczęły starać się o wyjazd do wujka i dostały wizy, a po przyjeździe do Stanów też szybko zielone karty stałego pobytu. Obie zostały adoptowane przez wujka, pewnie dlatego aby nie miały problemu ze spadkiem po nim, bo rodzina jego zmarłej żony na pewno by im życia nie ułatwiała. Niedługo po ich wyjeździe i adoptowaniu, w tamtym rejonie Teksasu odkryto duże złoża ropy naftowej, na terenie rancza wujka dziewczyn też. Chyba dwa lata temu napisała mi jedna z dziewczyn, że ich wujek zarobił już na tej ropie kupę kasy, liczonej w milionach dolarów. Przypuszczam więc, że ta druga część naszego domu, nie ma w tej chwili już żadnego znaczenia dla naszych kuzynek, jeżeli jest prawdą to, co napisała do mnie jedna z nich - zakończyła swoją wypowiedź pani Bożena, odpowiadając pośrednio na pytania Ani. Porozmawiali jeszcze przez chwilę na ogólne tematy i uznając, że tak im, jak i mamie należy się odpoczynek, zebrali się i po pożegnaniu z mamą, wsiedli do samochodu i wrócili do siebie do domu. Ania już oficjalnie przekazała Marysi pokój, życząc jej żeby się czuła jak u siebie. Marysia w swoim stylu podziękowała jej, wieszając się jej na szyi i całując żywiołowo każdy skrawek jej buzi. Potem to samo powtórzyła z Pawłem. Po rozpakowaniu się Marysi, zjedli kolację, a po zrobieniu porządków w kuchni i wieczorowej toalety, całą trójką udali się na spoczynek, chociaż słowo to w ich wydaniu, miało raczej umowne znaczenie, bo tak Ania jak i Marysia ubrały cieniutkie, krótkie koszulki nocne, które miały podniecić Pawła, a nie ukryć ich powaby. Kiedy więc wyszły z łazienki w tym 'czymś', co miało udawać bieliznę, Paweł na ich widok zdębiał, a jego kutas momentalnie zwietrzył dwie napalone cipki, wyrywając mu się ze spodenek. Obie zdały sobie sprawę, jaki wrażenie zrobiły na Pawle i kładąc się na posłaniu, wymieniły figlarne spojrzenia.  
- Panie pozwolą, że ja też oddalę się na chwilę do łazienki - powiedział i z namiotem na spodenkach udał się do łazienki. Kiedy zamknął drzwi od sypialni, Marysia dorwała się do piersi Ani, których pieszczenie, stało się dla niej niemal rytuałem.  
- Marysiu, pamiętaj tylko, że moje piersi stają się już coraz bardziej napięte i wrażliwe. Baw się i pieść je tak, aby było to dla mnie przyjemne, a nie bolesne - upomniała swoją przyszłą szwagierkę.
- Wiem Aniu, dlatego daj mi znać, gdybym coś robiła nie tak - powiedziała Marysia i odsłoniła jej piersi. Ania widząc, że koszulka utrudnia Marysi dostęp do jej cycków, zdjęła ją, więc Marysia uczyniła to samo ze swoją. Chwilę popieściła piersi Ani, całując, liżąc i ssąc sztywne sutki, wywołując mocne podniecenie Ani, która też poczuła nieodpartą chęć na pieszczenie ciała Marysi.  
- Chyba jestem tak samo pomerdana jak ty, dawaj mi tę swoją cipkę, też mam chęć wylizać cię - powiedziała zduszonym od podniecenia głosem.
Marysia jakby tylko na to czekała, szybko odwróciła się i nasunęła tyłem na ciało Ani, podsuwając jej swoją cipkę, a sama zajęła się cipką Ani. Odgarnęła palcami włoski z jej sromu i zagłębiła się językiem oraz ustami w jej szparce. Ania zaczęła robić to samo z jej cipką, Obie zaczęły oddychać coraz mocniej i coraz mocniej nakręcać się, powtarzając te same pieszczoty ustami i językiem. Pierwsza 'odleciała' Marysia, której Ania zafundowała stopniowane i umiejętnie dozowane doznania, liżąc, szczypiąc wargami i uderzając językiem w jej szparkę, a później liżąc i drażniąc łechtaczkę, przy jednoczesnym wspomaganiu się palcami dotykającymi czy masującymi wrażliwe strefy erogenne w pochwie. Kiedy oprzytomniała, zauważyła, podobnie jak Ania, że mają widza swoich poczynań, Pawła.
- Dziękuję Aniu, to było to - powiedziała Marysia i soczystym buziakiem podziękowała Ani.  
- Paweł, musisz mi pomóc, bo moja cipka wybuchnie. Wkładaj szybko swojego 'zbója', niech dokończy to, co zaczęła Marysia - powiedziała Ania, która rozpalona przez Marysię, czuła jak wszystko się w niej 'gotuje'.  
Marysia szybko zsunęła się z Ani, a Paweł nie czekając na ponowne zaproszenie, ściągnął spodenki i nasunął się ciałem nad Anię. Marysia pochwyciła jego sztywnego kutasa i przytknęła do szczeliny Ani.
- Teraz pchaj! - powiedziała, rozgarniając dolne wargi i odsłaniając szparkę. Opuszczając się wolnym ruchem, zagłębił się w Ani, która westchnęła z ulgą, czując go w sobie. Potem uniosła nogi, podgięła i wsparła piętami na jego pośladkach.  
- Mocniej Paweł, pchaj mocniej i szybciej! - usłyszał. Wzmocnił więc tempo i siłę.
Piętami dopychała go do swojego ciała, sygnalizując, żeby jeszcze przyspieszył. Rżnął ją więc tak jak chciała; szybko, mocno i głęboko. W którymś momencie 'odleciała' i znieruchomiała, oddychając tylko szybko jak po dużym wysiłku. Oprzytomniała i widząc, że na nią patrzą, uśmiechnęła się, czując go w sobie.
- A ty jak zwykle! W każdym bądź razie, tak ja, jak i moja cipka możemy teraz spać - powiedziała pogodnym głosem. Poczuła, że kutas Pawła kurczy się w niej.
- Chyba się obraził na mnie, bo ucieka - oznajmiła wesoło. Podniosła się i soczystym buziakiem podziękowała Pawłowi za zaspokojenie i doznania. Położyła się na boku i poklepała miejsce za sobą, sygnalizując Pawłowi, że chce, aby się do niej przytulił. Kiedy poczuła go za sobą, sięgnęła po jego rękę i położyła sobie na piersi. Paweł z kolei poczuł, że za nim położyła się Marysia i też przytuliła się do niego, rozpłaszczając swoje 'pączusie' na jego plecach, a ręką objęła jego pierś. Po krótkiej chwili wszyscy pogrążyli się we śnie. ..cdn..
            
***************************************************************************  
PS. Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy!  
     
W związku z nadchodzącym okresem świątecznym i zbliżającym się Nowym Rokiem, powyższa część tego opowiadania jest ostatnią częścią publikowaną w tym roku. Publikację następnych części przewiduję w okolicach końca pierwszego tygodnia Nowego Roku.      

     Dziękując serdecznie za zainteresowanie, czytanie i ocenianie moich opowiastek oraz za wszystkie miłe, życzliwe słowa, które mobilizowały mnie i zachęcały do dalszego pisania, życzę wszystkim czytającym i ich rodzinom Zdrowych, Spokojnych, Rodzinnych i Radosnych Świąt oraz Wszystkiego Najlepszego w nadchodzącym AD 2018 Nowym Roku.  
Dużo zdrowia, samych radosnych, szczęśliwych dni, bez trosk i zmartwień, wypełnionych ciepłem rodzinnym, sukcesami, zadowoleniem i radością.      
                                                                                                                franek42

6 komentarzy

 
  • xek

    xek · 18 gru 2017

    Ciekawa część, czyżby miały się pojawić jakieś nowe bohaterki?

  • POKUSER

    POKUSER · 17 gru 2017

    Niech moc świąt będzie z Tobą

  • Lordvader

    Lordvader · 16 gru 2017 · 201438570

    Witaj! Będzie trochę pusto bez Twoich opowiadań, ale Święta rzecz święta. Wszystkiego najlepszego, pogodnych świąt dla Ciebie i rodziny. Do Siego Roku!!!!!

  • Robert72

    Robert72 · 16 gru 2017

    Franku świetne !

  • stszk

    stszk · 16 gru 2017 · 196230282

    Jeszcze raz Wszystkiegoooo Najfajnistszegooooo i Najnoworoczniejszegooooo.!.!

  • emeryt

    emeryt · 16 gru 2017 · 202081569

    @franek42.     Dziękuję Tobie  za ostatnie odcinki opowiadań w tym roku. Nawiasem mówiąc były wspaniałe. Idealne na ten okres przedświąteczny, pozostawiajc po sobie pwewien niedosyt i oczekiwanie na kolejne odcinki. A teraz chcę życzyć Tobie i twojej całej rodzinie dużo, dużo zdrowia, spełnienia wszystkich marzeń w  nadchodzącym przyszłym roku, oraz abyś pamiętał i znalazł czs dla czytelników twoich opowiadań.

    emeryt