Mogło być i tak - cz. XIX

Minęło kolejne kilka dni i zbliżał się koniec tygodnia. Paweł, któremu znudziło się już trochę spędzanie wolnego czasu bez określonego celu, postanowił wykorzystać stałą przepustkę na poznanie rodziny kolejnej siostry ciotecznej matki, ciotki Marysi, młodszej siostry cioci Zosi, matki Magdy i Krystyny. Od tej ostatniej nie miał żadnej wiadomości, od czasu ostatniego niespodziewanego spotkania, zakończonego seksem w krzakach na pobliskiej plaży. Spotkania tego nie oceniał źle, tak samo jak i Krystyny. Zaskoczyła go co prawda swoją wizytą, a szczególnie 'celem' tej wizyty, ale nie miał jej to za złe. Tak jak powiedziała, mimo, że mąż nie zaspokajał jej potrzeb, nie myślała o zdradzaniu go, bo go kochała i kocha nadal, ale sprowokowana przez Magdę i skutecznie zaspokojona przez Pawła, rozbudziła uśpione demony w myślach i ciele. Młoda, niespełna trzydziestoletnia kobieta i o kilkanaście lat starszy mąż, to bardzo często niezbyt dobrany związek pod względem potrzeb seksualnych. Co z tego, że Piotr kochał ją czy kochał dzieci, kiedy w łóżku miał temperament typowego misiaczka, który raczej preferuje; 'odkryć, popatrzeć, pogłaskać i przykryć'. A młode, rozbudzone ciało kobiety domaga się swego, nie bacząc; że mąż starszy, czasem zmęczony czy leniwy, czy wręcz zwyczajnie mu się nie chce. To samo stało się z ciałem Krystyny; kiedy temperament męża zaczął stopniowo opadać, jej ciało zaspokajane coraz rzadziej, zostało do pewnego stopnia uśpione i pewnie wegetowało by sobie spokojnie, gdyby nie nagłe obudzenie przez młodego, sprawnego samczyka, który zaspokoił jej potrzeby ale obudził przy okazji hormony. A że była przy tym młodą, piękną, zadbaną kobietą, udany seks z nią, połączony z jej zadowoleniem, mógł sprawić satysfakcję i przyjemność każdemu mężczyźnie, a co dopiero młodemu, niewyżytemu żołnierzowi. Przyszła sobota, więc Paweł zgłosił dyżurnemu podoficerowi dywizjonu swoje wyjście w ramach stałej przepustki w celu odwiedzenia rodziny. Nie występował o długą, weekendową przepustkę, bo nie wiedział jak przyjmie go nowo poznana rodzina. Po godzinie Paweł wraz z kilkoma innymi żołnierzami otrzymał zgodę oficera dyżurnego na opuszczenie jednostki od 15.00 - do 22.00. Tak więc, kiedy minęła 15.00 Paweł razem z kolegami opuścił jednostkę i autobusem udali się do Gdyni. Wysiadł z autobusu na przystanku, z którego miał najbliżej do ulicy, przy której mieszkała ciocia Marysia z rodziną. Doszedł do nowo wybudowanego osiedla i kierując się numerami, podszedł do klatki czteropiętrowego budynku i odszukał nr mieszkania ciotki, po czym szybko wyszedł na trzecie piętro i stanął przed drzwiami mieszkania, z którego dobiegały dość głośne głosy mieszkańców. Zadzwonił i nagle wszystko ucichło. Drzwi otworzyły się nagle i zobaczył przed sobą ładną nastolatkę, zaskoczoną jego widokiem.
- Pan do kogo? - zapytała, spoglądając na niego rezolutnym spojrzeniem.
- Być może do was, jeżeli jest to mieszkanie pani Marii Nowak - odpowiedział wesołym głosem i równie śmiałym spojrzeniem.  
- Mamy nie ma, a pan to kto? - odparła, jednocześnie pytając.
- Przede wszystkim dzień dobry! Jestem Paweł, wasz kuzyn z krakowskiego - przedstawił się. - Z kim ty tak rozmawiasz? - za dziewczyną stojącą w drzwiach, pojawiła się starsza, piękna dziewczyna. - Ze mną! - uprzedził odpowiedź pytanej dziewczyny.  
- A pani to pewnie pani Halina, tak? - zapytał już bardziej stonowanym głosem, zaskoczony jej urodą. Nie usłyszał odpowiedzi, bo dziewczyna została równie zaskoczona jak on sam.
- Jestem Paweł, syn cioci Stasi, ciotecznej siostry waszej mamy - wyjaśnił bliżej.
- Zaraz, zaraz, czy to nie ty odwiedzałeś ciocię Zosię w Gdańsku? - zapytała już cieplej, z uśmiechem na twarzy.
- Dokładnie! Sam nie wiem dlaczego, bo mając do was bliżej, pojechałem najpierw do cioci Zosi. Tak jakoś wyszło - usprawiedliwiał się nieświadomie z czegoś, co trudno byłoby nazwać jego winą, bo właściwie kolejność odwiedzin narzuciła mu mama, bardziej zżyta z ciotką Zosią.
- Nie szkodzi! Ważne, że i nas odwiedziłeś! Witaj w rodzinie kuzynie! Jestem Halina, najstarsza z nich i dowodząca tą 'trzodą' w tym domu, kiedy nie ma mamy - przedstawiła się, używając żartobliwego określenia dla swoich sióstr. Podeszła i wyciągnęła do Pawła rękę, witając się. Uścisnął jej rękę i pocałował w policzek.
- Wybacz kuzynko, ale u nas tak witają się w rodzinie - dodał, widząc zaskoczenie w jej oczach. To samo zrobił ze swoją pierwszą rozmówczynią, która otworzyła mu drzwi. Ta widząc jak witał się z jej siostrą, sama nadstawiła mu policzek.  
- Dziewczyny, chodźcie przywitać się z Pawłem, naszym kuzynem, który po kilku miesiącach służby w Gdyni, raczył wstąpić w nasze progi - oświadczyła głośno pozostałym siostrom, w żartobliwy, ale i nieco uszczypliwy sposób przedstawiając Pawła.
- No może nie miesiącach, ale po tygodniach, ale lepiej późno niż wcale - odpowiedział, podtrzymując jej żartobliwy ton i witając się buziakami z pozostałą dwójką kuzynek-bliźniaczek.  
- To może dla lepszego zapoznania i zapamiętania, pozwolisz Pawle, że wymienię jeszcze raz imiona nas wszystkich, bo widzę, że nasza liczba przerosła chyba  twoją wyobraźnię kuzynie - zwróciła się do niego Halina.
- A więc; ja mam na imię Halina i za miesiąc kończę dziewiętnaście lat, Wyglądasz mi na to samo, więc jesteśmy chyba rówieśnikami. Jako pierwsza przywitała cię nasza najmłodsza siostra, Marta, piętnastolatka. A te dwie podobne do siebie jak krople wody dziewoje, to; Sabina i Martyna, które liczą sobie niewiele ponad siedemnaście lat. Nasza mama Maria pracuje jako główna księgowa i niedługo skończy lat czterdzieści. I to jest cały nasz 'babiniec' jak go określa nasza mama.  
- A teraz dla równowagi i zapoznania opowiesz nam może kuzynie coś o sobie, ale nie tutaj w przedpokoju, a w pokoju, do którego zapraszamy - powiedziała ciepłym, pogodnym głosem Halina, wskazując gestem pokój. Weszli więc do dużego, jasnego pokoju z dużą wnęką, odgrodzoną od pokoju ciężką, płócienną kotarą i z wydzielonym meblościanką niewielkim pomieszczeniem z oknem, który był małym pokoikiem-sypialnią dla najmłodszej siostry, Marty. Obok dużego pokoju, mieszkanie posiadało jeszcze dwa, prawie identyczne co do wielkości, mniejsze pokoje, z których jeden zajmowała Halina, a drugi siostry-bliźniaczki oraz przestronną jasną kuchnię. Jak się później dowiedział Paweł, to duże mieszkanie załatwił dla nich ich ojciec, który opuścił ich wkrótce po urodzeniu się Marty, bo koniecznie chciał mieć syna, a urodziła się czwarta córka. Nie wytrzymał presji i prawie załamał się psychicznie na myśl, że przyjdzie mu żyć z pięcioma 'babami'. Jego żona, a ich mama, bardzo go kochała i pomimo, że porzucił ją z czwórką dzieci, okazała mu zrozumienie i wybaczyła mu odejście, tłumacząc go przed córkami, tak że w miarę dorastania kolejno i one wybaczały mu jego odejście, utrzymując z ojcem dość dobre relacje, podobnie jak ich mama z byłym mężem. Halina posadziła Pawła na honorowym miejscu, na szczycie stołu, wokół którego stało sześć krzeseł. Nie spuszczające z niego oka kuzynki, usiadły po obu jego stronach. Marta z lewej, a bliźniaczki z prawej.  
- Paweł, zanim powiesz coś o sobie, powiedz, co chcesz do picia i ewentualnie do jedzenia, jeżeli jesteś głodny - zapytała Halina, pełniąca honory pani domu w zastępstwie mamy.
- Głodny nie jestem, a do picia, jeżeli nie sprawię kłopotu, to może być kawa, najlepiej w kubku, nie w szklance, zabielona mlekiem, nie musi być śmietanka i  posłodzona dwoma łyżeczkami cukru. Wypić, wypiję ją sam - odpowiedział w żartobliwym stylu i z humorem, czym zaskarbił sobie sympatię wszystkich, siedzących obok niego kuzynek.  
- Jak mamy się do ciebie zwracać? - zapytała najśmielsza z nich, najmłodsza Marta.
- Normalnie, tak jak mnie ochrzcili, Paweł - odparł, śmiejąc się, czym je znacznie ośmielił.
- A was jak mama rozpoznawała, kiedy was kąpała? - zwrócił się w sposób żartobliwy do bliźniaczek. - Podobno będąc w wanience, ja sikałam do góry, a Martyna w bok - odpowiedziała mu w jego stylu Sabina. - Ok! Aluzju, ja poniał - odezwał się, śmiejąc się do nich. - Ale tak na poważnie, ubieracie się różnie, żeby łatwiej was rozpoznano, czy czasem idziecie do szkoły w jednakich ciuchach? - zapytał już bez uśmiechu.  
- Czasem robimy sobie jaja, czeszemy się wtedy i ubieramy jednakowo, ale kilka razy słono to nas kosztowało, bo nauczyciel zadawał jakieś pytanie i wyczytywał z dziennika jedną z nas, która podnosiła się, a on do tablicy, do odpowiedzi wzywał tę drugą i robiła się afera, bo chcąc sobie ułatwić zadanie, uczyłyśmy się jakiegoś materiału pół na pół. Jedna połowę od początku do połowy, a druga od połowy do końca. Nauczyciele to wyczaili i stąd takie numery. Tak, że teraz obie uczymy się całości materiału bez żadnych ułatwień i sztuczek i jest Ok - odpowiedziała równie poważnie Martyna. Paweł tymczasem zerkał po kolei na każdą z nich i nie ukrywał, że ich wygląd i uroda zrobiły na nim wrażenie. A najbardziej uroda Haliny. Magda miała też niebagatelna urodę, Krystyna była dojrzała, piękną kobietą, to samo mógł powiedzieć o Ani, ale Halina urodą przebiła wszystkie znane mu dziewczyny. To była prawdziwa piękność, zachowująca się przy tym w sposób normalny, a szczerość i prostolinijność bijąca z jej twarzy tylko dodawała jej uroku.  
- Podoba ci się nasza Halina, prawda? - zapytała bezkompromisowo Marta, widząc jak Paweł wodzi za nią wzrokiem.
- Nie tylko tobie! Ona ma już chłopaka, Piotra, który jest od niej starszy i mają wkrótce pobrać się - dodała, uśmiechając się do Pawła i wzruszając współczująco ramionami.
- My natomiast jesteśmy wolne! - oświadczyły bliźniaczki, kokietując go uśmiechem.
- Nie słuchaj ich Paweł, one obie też mają chłopaków - zdradziła je Marta.
- Tylko ja i mama jesteśmy wolne - dodała, przedstawiając mu do wyboru albo siebie albo mamę. - Mama też jest piękna, a ja być może niedługo będę ładniejsza, bo jestem podobna do mamy - kontynuowała, cały czas flirtując z nim. Po chwili powróciła do nich Halina, niosąc kawę dla Pawła.  Spróbował, była pyszna, przyrządzona tak, jak sobie życzył.
- I co, smakuje? - zapytała, widząc zadowolenie na jego twarzy. Popatrzyli na siebie, oceniając się wzajemnie.
- To teraz słuchamy cię kuzynie! - powiedziała.
- Od czego mam zacząć? - zapytał.
- Najlepiej od początku! - podpowiedziała niezawodna Marta. Wybuchli śmiechem, bo stwierdzenie Marty było tak oczywiste, że aż śmieszne.
- Może nie od urodzenia, ale co robiłeś przed wojskiem i dlaczego znalazłeś się aż tutaj? - Halina uznała, że dobrze by było dowiedzieć się coś więcej o rodzinie mamy z południa Polski, bo to przybliżyłoby jej również historię przyjazdu na Wybrzeże babci i mamy wraz z jej siostrami, czego próbowała dowiedzieć od nich samych i było to dla niej niezrozumiałe, że nie chciały za dużo mówić na ten temat.
- No cóż, to co wam powiem jest tak banalne, że nawet nie wiem. czy warto o tym mówić - oświadczył pogodnie, bez zamiaru krygowania się przed nimi.
- Pozwolisz Pawle, że my to ocenimy! - stwierdziła autorytatywnie Halina, ale coś ją tknęło..
- Wiesz co, niedługo z pracy powinna wrócić nasza mama, a pewnie też chciałaby posłuchać, w jaki sposób i dlaczego w Gdyni pojawił się nasz, dodam, że przystojny i męski, a do tego bardzo młody kuzyn, który mając mleko pod nosem, zarobił już dwie belki na ramieniu - pozwoliła sobie na dość pochlebną i ryzykowną ocenę osoby Pawła, zdając sobie sprawę, jak jest zauroczony jej osobą. I faktycznie, nie pomyliła się, bo po chwili usłyszeli jak ktoś wchodzi do przedpokoju. Halina przeprosiła i wyszła, by po chwili wrócić w towarzystwie pięknej, gustownie i dystyngowanie ubranej kobiety.
- Mamo pozwól, że przedstawię ci naszego kuzyna Pawła, syna cioci Stasi, który służy w jednostce lotniczej w Gdyni i dzisiaj raczył nas odwiedzić - przedstawiła mamie Pawła, który na widok wchodzącej cioci, poderwał się z krzesła, trzasnął obcasami i przedstawił się;
- Szanowna ciocia pozwoli, że mat Paweł, kuzyn z krakowskiego, korzystając z otrzymanej przepustki melduje swoje przybycie w odwiedziny - to mówiąc schylił się do jej ręki, ale nie pozwoliła na to. Szybkim ruchem ujęła w ręce jego twarz i pocałowała w usta.  
- Chcesz całować Pawle, to całuj w buzię, a nie w rękę, a teraz witaj w naszym domu - powiedziała, podobnie jak Krystyna, kiedy próbował pocałować ją w rękę. Zaskoczyła go, ale bardzo przyjemnie, co potwierdziły jej córki, widząc jak mama całuje nieznanego kuzyna w usta, za co dostała od nich brawa. Po powitaniu, ciocia wycofała się do kuchni, gdzie Halina odgrzewała jej obiad. Po chwili obie pojawiły się w pokoju z wazą i talerzami, kładąc je na stole. Ciocia Marysia, która przebrała się już bardziej na domowo, usiadła przy stole, po jego prawej stronie, skłaniając go do pozostania na zajmowanym miejscu na szczycie stołu. Halina nalała jej zupy, proponując również Pawłowi, ale podziękował.
- Podobno czekaliście na mnie, bo moje córcie aż skręcają się z ciekawości, chcąc cię bliżej poznać i usłyszeć, co robiłeś przed wojskiem i dlaczego wylądowałeś w tutejszej jednostce, zamiast gdzieś bliżej Krakowa. A więc słuchamy Paweł, a ja przy okazji coś zjem, bo jestem strasznie głodna - powiedziała i podobnie jak córki, popatrzyła na niego zachęcająco.  
- No cóż, pochodzę ze wsi i aż do skończenia liceum, pomagałem rodzicom i bratu na gospodarstwie. Matura poszła mi nieźle i moim marzeniem było studiować medycynę lub prawo, ale i jedno i drugie było poza moim zasięgiem. Aby dostać się na te studia, musiałbym zdać wstępne egzaminy na bardzo dobry, co po liceum w prowincjonalnym miasteczku nie bardzo było możliwe. Drugą możliwością było danie komuś zaufanemu potężnej łapówki, ale na to znowu nie było stać moich rodziców, tym bardziej, że ojciec umyślił sobie, że zrobi ze mnie swojego następcę, bo brat wyłamał się i ożenił się z biedną, przyjezdną dziewczyną, zamiast z gospodarską córką z morgami. Pokłócili się i brat miał zamiar wyjechać gdzieś na Śląsk do pracy. Porozmawiałem z rodzicami, radząc im dobrze się zastanowić, bo mnie gospodarstwo nie interesuje, a kiedy brat wyjedzie, zostaną na nim sami z Marysią, naszą młodszą siostrą. Potem porozmawiałem z bratem i bratową, żeby przemyślał to, co chce zrobić, bo przecież to gospodarstwo to była zawsze jego działka. Udało mi się przekonać i jednych i drugich, więc wszystko zostało po staremu, ale niedługo potem Adam, mój brat, otrzymał wezwanie do wojska i gdyby to się stało, musiałbym go zastąpić w domu, na co wcale nie miałem ochoty. Za radą kolegi, który miał znajomego w WKU, zgłosiłem się ochotniczo do wojska, bo brat w takim przypadku zyskiwał miano jedynego żywiciela rodziny, nie podlegając poborowi. I w ten sposób znalazłem się w szkole lotniczej, a po jej ukończeniu, już jako specjalista prosiłem o skierowanie do jednostki w Krakowie lub gdzieś w pobliżu, na przykład na Śląsk, ale odpowiedziano mi, że w tych jednostkach nie ma zapotrzebowania na specjalistów mojego pokroju i przedstawiono mi do wyboru jednostki w pobliżu Olsztyna, Szczecina lub Gdyni. Wybrałem Gdynię i dlatego tu jestem - Paweł w skrócie przedstawił swój życiorys i dlaczego znalazł się w Gdyni.
- Paweł, cieszy nas to, że służysz tutaj, bo mamy okazję cię poznać, więc mam nadzieję, że będziemy cię widywać częściej - powiedziała ciocia Marysia, kończąc obiad.  
- Ja też mam taką nadzieję, jeżeli zechcecie mnie gościć, bo przecież do was mi bliżej niż do cioci Zosi - odpowiedział i zamilkł, nie chcąc nic więcej mówić na ten temat. Po powrocie do domu cioci Marysi, na stole znalazło się ciasto domowej roboty, herbata w dzbanku oraz soki owocowe i woda mineralna. Spędził więc razem z nimi całe sobotnie popołudnie, opowiadając ciekawsze wątki ze swojego bądź rodzinnego życia, różne śmieszne historyjki czy dowcipy oraz słuchając tego samego z ust cioci czy poszczególnych kuzynek. W trakcie jego pierwszego pobytu okazało się, że najbardziej śmiałą i wygadaną osobą jest najmłodsza z kuzynek, piętnastolatka Marta, która nie czaiła się i nie ukrywała, jak starsze od niej bliźniaczki, że Paweł bardzo jej się podoba, Ba, parę razy zapędziła się i usiadła mu na kolanach, co spotykało się z ogólną krytyką jej sióstr i mamy, więc schodziła wolno z jego kolan, nie zapominając jednak za każdym razem, musnąć leciutko Pawła ustami. Paweł też nie maskował i nie ukrywał tego, że czuje się w tym 'babińcu' dobrze, żałując w myśli, że nie odwiedził wcześniej cioci Marysi i jej rodziny. Po udanym rodzinnym spotkaniu i wylewnym pożegnaniu się z ciocią oraz Haliną, został odprowadzony przez pozostałą trójkę sióstr na przystanek autobusowy, z którego odjeżdżał autobus do Babich Dołów. Marta wisiała mu na ramieniu cały czas, czego nie śmiały zrobić bliźniaczki. Pożegnał się więc z nimi i wsiadł do autobusu, odpowiadając przez chwilę na ich machanie rękami. Po przyjściu na główną bramę i wylegitymowaniu się, otrzymał od dyżurnego pachnącą kopertę z listem, który wręczał mu ją ze zdawkowym czy wręcz głupawym uśmiechem na twarzy.  
- Żałuj kolego, że cię nie było! Widać było, że przeżyła zawód, kiedy powiedziałem, że wyszedłeś na przepustkę. Super laska. Z taką umówić się, bajka! - nie ukrywał zachwytu, piejąc jak kogut peany na jej cześć. Idąc do budynku mieszkalnego, rozerwał kopertę i tak, jak przypuszczał, list pozostawiła mu Krystyna.
Kochany Pawle!  
Być może, zdziwi cię moja wiadomość, ale pewnie nie zaskoczy, po tym co powiedziałam, kiedy spotkaliśmy się ostatnio. Paweł, to jest silniejsze ode mnie i mimo, że walczę z tym, nie mogę już przestać o tobie myśleć. Zaczynam obojętnieć na to, co by było, gdyby się wydało, że spotykam się z tobą, ja, stara baba, matka dwójki czy trójki dzieci. Wydawało mi się, że moja miłość do Piotra, rodziny, dzieci będzie silniejsza od 'chuci cielesnych' i w każdej chwili będę mogła przerwać nić, która nas połączyła. Myliłam się lub przeceniłam siłę uczucia, które łączy mnie z Piotrem, bo dzieci nadal kocham i nie wyobrażam sobie życia bez nich, natomiast uczucie do Piotra przemogła 'chuć' lub uczucie, które rozbudziłeś we mnie, do ciebie. Ja teraz łapię się na tym, że cały czas kombinuję, jak się z tobą skomunikować i wyrwać z domu, aby się z tobą spotkać. Paweł, co ty mi zadałeś, mnie i Kaśce, bo kiedy jestem z nią w domu, to nic innego nie słyszę, tylko kiedy Paweł do nas przyjedzie, bo bardzo za tobą tęskni. Piotr, który na razie nic nie podejrzewa, bo wiem, że kocha mnie tym swoim stałym, stabilnym uczuciem, co jest jak fundament, na którym można wieżowiec postawić, nie tylko dom rodzinny, już kilkakrotnie pytał o ciebie mnie, a także dzieci, gdzie Bożenka jego córka, wychwala cię jak tylko może nastolatka, zachwycona tobą, mundurem, wyglądem. Odpowiadam, że pewnie byś przyjechał, ale pokłóciłeś się z Magdą i honor ci nie pozwala z nami się spotykać. Wiem, piszę głupoty, ale sama się łapię na tym, aby mu się przyznać do wszystkiego i zdać na jego siłę uczucia do mnie, licząc po cichu, że pozwoli mi spotykać się z tobą. Sama już nie wiem, co za myśli się mnie trzymają, ale albo zwariuję z miłości do ciebie, albo rozwiąże się to samo. Dlatego chciałam cię właśnie zaprosić do nas, bo Piotr i dzieci chcą się z tobą spotkać. Wielka szkoda, że nie było cię w jednostce, bo liczyłam, że jest sobota i weźmiesz tę długą przepustkę, a potem razem pojedziemy do mnie do domu. Jeżeli wrócisz, bo powiedzieli mi, że poszedłeś na krótką przepustkę i do 22.00 powinieneś wrócić, to postaraj się o przepustkę na jutrzejszy dzień i przyjedź. Ja muszę cię zobaczyć, bo inaczej chyba rozchoruję się z rozpaczy. Nie chcę cię straszyć Paweł, ale jeżeli mnie cokolwiek lubisz, przyjedź, bo, bo nie wiem, co zrobię, jak cię jutro nie zobaczę. Krycha
Paweł po przeczytaniu tego listu prawie zdrętwiał i włos mu się zjeżył na głowie. Wszystkiego mógł oczekiwać czy spodziewać się, ale ta sytuacja go przerosła, ba, wprost przeraziła. Krystyna, dojrzała kobieta, mężatka, matka trójki dzieci, pisze miłosny list do niego, jak nastolatka zauroczona i porażona uczuciem do wymarzonego idola. Co on takiego zrobił, że los go tak prześladuje? Jeszcze kilka dni temu tłumaczyła mu, że to nie uczucie tylko 'chuć' i zwyczajny, fizyczny pociąg, a tu nagle taki list. Nie, musi się przespać i rano pomyśli, co z tym zrobić? Z takimi myślami wszedł do swojego pokoju. Jego współlokator też już wrócił z przepustki, podobnie jak on. Był od Pawła o trzy lata starszy, z normalnego poboru, więc i doświadczenie życiowe większe, a pewnie i bardziej bogatsze od niego. Był już przebrany do spania, wiec Paweł też zrobił wieczorną toaletę i usiadł przy stoliku. Rzadko ze sobą rozmawiali na bliskie, rodzinne tematy, ale polubili się nawzajem, zostali prawie  przyjaciółmi, więc teraz postanowił zasięgnąć jego rady, bo poznał już jego pragmatyzm i poważne poglądy na życie.
- Kazek! -zwrócił się do kolegi, czytającego jakieś czasopismo - miałbyś chwilę dla mnie?
Tamten popatrzył na niego i odłożył gazetę.  
- O co chodzi? - zapytał pogodnie, widząc, że Paweł jest bardzo czymś przejęty.
- Proszę, zachowaj to dla siebie, bo traktuję cię jak starszego brata i przeczytaj ten list. Ktoś mi go zostawił na bramie i teraz mam zgryz, co z tym zrobić? - powiedział, podając mu pismo Krystyny. Bez słowa zagłębił się w czytaniu, kilkakrotnie przebiegając oczami po jego treści.
- Widziałem ją! Piękna kobieta, marzenie każdego mężczyzny. Pisała ten list na bramie - dodał, oddając mu list. Przez chwilę milczał, jakby przetrawiając od nowa treść listu.
- Kto to jest dla ciebie? - zapytał po chwili.
- To dalsza kuzynka, córka ciotecznej siostry mamy. Mieszka w Gdańsku, mają swój dom. Ma dobrego, kochającego męża, dwoje dzieci; córkę i syna oraz nastoletnią pasierbicę, sama jest nauczycielką, od września ma być dyrektorką szkoły podstawowej. Nie wiem co jej odbiło? - Paweł zapoznał przyjaciela z sytuacją rodzinną autorki listu.
- Pytam, kto to jest dla ciebie? Domyśliłem się już z listu, że to pewnie jakaś kuzynka, ale co? Bzykałeś ją, tak? - Paweł kiwnął głową.
- Normalne! Pewnie mąż starszy od niej, bo mówisz, że ma nastoletnią pasierbicę, nie bardzo mu się już chce, a ty pewnie wyszedłeś z siebie, żeby ją zadowolić i kobitka oszalała na twoim punkcie, a więcej chyba na punkcie twojego zaganiacza. Wszystko jasne, tylko po co ona do cholery chce rezygnować z dotychczasowego życia? Niegłupia baba, gdyby chciała to ze swoją urodą miałaby stado chłopów na zawołanie, a ona woli ciebie. No, no, musi być z ciebie niezły chojrak, jeżeli taka kobieta oszalała na twoim punkcie? - dodał, śmiejąc się do Pawła.
- Co ja bym zrobił, będąc na twoim miejscu? Najpierw bym się przespał, zjadł śniadanie i wziął przepustkę. Chce cię widzieć, no to się  jej pokaż, a potem będziesz zastanawiał się, co zrobić, kiedy zobaczysz, jak sytuacja się rozwinie? Co ty zobaczyłeś strasznego w tym liście?
Ja na przykład bym się cieszył, mając na zawołanie taka babkę, a ty robisz z tego tragikomedię, bo tragedii ja w tym nie widzę - przyjaciel przedstawił Pawłowi swój punkt widzenia na sprawę, radząc mu przede wszystkim przespać się, a rano sam pomyśli, co dalej robić. I tego się trzymajmy - pomyślał Paweł.
- Dziękuję ci Kazek! Jesteś niezłym psychologiem. Po tym co usłyszałem od ciebie, widzę to całkiem inaczej, niż jeszcze przed chwilą. Dobrze, że cię mam. Dobranoc - podziękował przyjacielowi, bo to co on widział w czarnych barwach, przyjaciel dokładnie mu to rozjaśnił, rozwiewając jego obawy. Przyłożył głowę do poduszki i zasnął, sam nie wiedział kiedy.
                                                                                  ***
Ania tymczasem zaakceptowana bez reszty przez mamę i siostrę Pawła, żegnana wylewnie przez obie bliskie jej już osoby, postanowiła na zasadzie; 'kucia żelaza póki gorące', skontaktować się z matką, która trzymała na bieżąco rękę na sprawie przeniesienia Pawła, czy przypadkiem nie nastąpiły jakieś nowe okoliczności oraz jak i czy w ogóle posuwa się cała sprawa do przodu. Jadąc więc od rodziny Pawła wstąpiła do domu rodzinnego. Pani Bożena wróciła właśnie do domu i zrobiła sobie herbatę, więc widząc Anię, po przywitaniu się zaproponowała jej to samo. Obie usiadły więc w kuchni i rozpoczęły kobiecą pogawędkę.
- I jak się czujesz? - zapytała Bożena córkę, widząc ją rozradowaną i kwitnącą.
- Mamo! Co mam ci powiedzieć? Czuję się pewnie tak, jak każda kobieta będąca w ciąży, w jednym dniu lepiej, w drugim nieco gorzej, ale ogólnie nie mogę narzekać. Bałam się, że będzie gorzej, ale wszystko ustabilizowało się, mój organizm przyjął do wiadomości, że we mnie rozwija się nowe życie, więc nie jest źle. Temperatura jest prawie w normie, poranne mdłości i nudności ustabilizowały się i prawie ich nie odczuwam, nie odczuwam prawie żadnych zmian nastroju, nie wymiotowałam, nic mi też nie puchnie, więc wygląda na to, że ta malutka istota, która się we mnie rozwija, nie chce mnie do siebie zrazić i oszczędza jako przyszłą mamę - odpowiedziała mamie z dużym poczuciem humoru.
- Do tego poznałam mamę i siostrę Pawła, obie przyjęły mnie i zaakceptowały, co mnie cieszy. Obawiałam się szczególnie Marysi, siostry Pawła, która jest o niego strasznie zazdrosna, ale powiedziałam jej, że podjęłam starania, jako pełnomocnik Pawła, o jego przeniesienie bliżej lub do samego Krakowa. Tak się ucieszyła, że z radości o mało mnie nie udusiła i sama wprosiła się na moją przyjaciółkę, na czym mi bardzo zależało - poinformowała mamę o podjętych krokach i nawiązaniu bliskich relacji z najbliższymi osobami dla Pawła.
- A dlaczego tak ci zależało na nawiązaniu kontaktu z jego siostrą, no bo że z mamą, to zrozumiałe? - zapytała córkę, zdziwiona nieco jej zabiegami o względy nastolatki.
- Mamo, to trochę skomplikowane, ale siostra kocha Pawła jak chłopaka, a nie jak brata - odpowiedziała, wzbudzając jeszcze większą ciekawość matki.
- Nic mi o tym nie mówiliście, ani Paweł ani ty - powiedziała Bożena z lekką pretensją w głosie. - A czym miał się chwalić? On przez siostrę nie miał dzieciństwa, kolegów czy koleżanek, a potem dziewczyn, jak każdy normalny chłopak, bo najpierw był jej opiekunem, a potem koledzy  śmiali się z niego, kiedy łaziła za nim wszędzie jak piesek, a dziewczyny bały się jej, bo z zazdrości gotowa była wydrapać im oczy - dodała.  
- Sama więc widzisz, na co zdecydowałaś się? Dalej uważasz, że dobrze robisz? - Bożena znalazła ponownie pretekst, aby dołożyć córce.
- Żałuję teraz, że ci o tym powiedziałam. To nie Paweł i Marysia są winni tej sytuacji. Mama Pawła sama przyznała, że to oni ponoszą główną winę, bo zrobili Pawła głównym opiekunem Marysi i w swojej psychice zakodowała Pawła jako osobę, która była przy niej zawsze i wszędzie. Stał się dla niej matką, ojcem, bratem i opiekunem w jednej osobie - oznajmiła mamie, sfrustrowana jej słowami i postawą.
- Dobrze, przyjmuję to wiadomości, powiedz mi więc teraz, co zamierzasz dalej zrobić w tej sprawie? - pani Bożena złagodziła nieco swoją poprzednią wypowiedź.
- Jaki mam zamiar? Przede wszystkim muszę się z nią zaprzyjaźnić i stać się dla niej kimś bliskim, a potem pozyskać jej zaufanie i powoli neutralizować w niej to uczucie, które żywi do Pawła. Nie wiem jeszcze jak to zrobić, ale mam nadzieję, że coś wymyślę - odpowiedziała mamie na zasadzie; że jakoś tam będzie.  
- Słuchaj, może to co powiem, wyda ci się dziwne, ale być może, będzie miało sens. Mówisz, że jest to uczuciowa, wrażliwa dziewczyna, zakochana w swoim bracie, ale powiedziałaś też, że zaakceptowała cię, tak? - zapytała, mając przy tym trochę tajemniczą minę.
- Tak! Kiedy skończyłam opowiadać jej o sobie, była tak zasłuchana i pogrążona w myślach, że musiałam ja przywracać do rzeczywistości, a potem wprost rzuciła się na mnie z taką egzaltacją na buzi, że śmiejąc się, powiedziałam; Marysiu puść, bo mnie udusisz - odparła Ania.
- A co by było, gdybyś uzyskała zgodę rodziców i zaprosiła ją do siebie na przykład na sobotnie popołudnie i niedzielę. Oprowadziłabyś ją trochę po Krakowie, bo przypuszczam, że nie zna Krakowa, a potem przenocowała by u ciebie i spróbowałabyś pogawędzić z nią,  okazując jej przy tym trochę uczucia; przytuliła, pogłaskała, pocałowała, dotknęła tu i ówdzie, wychwalając żartobliwie jej urodę i jej młode ciało. Jeżeli by cię nie odrzuciła i w jakiejś skromnej formie zaakceptowała tego typu pogawędki i przytulanie, to byłby to pierwszy krok na drodze skierowania jej myśli w stronę innej osoby, niż jej brat i być może stałabyś się dla niej rzeczywistą przyjaciółką. Przemyśl to na spokojnie i oceń, czy to miałoby sens - mama Ani podpowiedziała jej trochę ryzykowne, ale być może skuteczne rozwiązanie, jak poluźnić i neutralizować uczucie Marysi do brata, gdyby zaczęła udawać zainteresowanie jej osobą. Słysząc słowa mamy, Ania początkowo rzeczywiście żachnęła się, ale po chwili uzmysłowiła sobie, że sądząc po zachowaniu Marysi, być może miałoby to sens. Ryzykiem byłoby ewentualne 'obudzenie' w ten sposób w Marysi jakichś nienormalnych zachowań, gdyby w jej genach takie zachowania były zakodowane. Ale jeżeli spróbuje to przeprowadzić z odpowiednim wyczuciem, być może potrafi wychwycić, czy ewentualne przyzwolenie na delikatne przytulanki i dziewczęce pogawędki jest przejawem sympatii Marysi do niej, czy też przejawem budzącej się naturalnej skłonności  czy pociągu do dziewczyn. Tak czy inaczej spróbować nie zaszkodzi, bo albo potwierdzi to, że Marysia ją akceptuje, ufa i uważa ją za swoją przyjaciółkę, pozwalając na intymne pogaduszki czy zabawy  albo jej uczucie do Pawła jest tak silne, że jakakolwiek próba odwrócenia jej myśli od niego, jest z góry skazana na niepowodzenie.  
- Dobrze mamo! Przemyślę to na spokojnie i być może skorzystam z twojej podpowiedzi, ale przyjechałam, bo interesuje mnie też coś innego - oświadczyła mamie.
- Wiem, że interesuje cię przede wszystkim przeniesienie Pawła i kiedy to będzie możliwe czy wiadome? Nie wiem, co ci odpowiedzieć, bo jest to jak mówiłam, kwestia czasu. Dowiedziałam się tylko, że i Paweł wystąpił z prośbą o przeniesienie do dowódcy swojej jednostki, ale tymczasem robi wszystko, by utrudnić podjęcie takiej decyzji, bo podobno codziennie swoimi działaniami umacnia w swojej jednostce przeświadczenie, że bardzo trudno będzie go zastąpić - dodała z niejakim niesmakiem i rozgoryczeniem.
- Mamo, on taki już jest! I za to go kocham! On nie przechwala się, nie robi nic na pokaz, on po prostu robi swoje, jak umie najlepiej, a że umie dużo, to i robi to dobrze - dodała.  
- To jak wiesz, to po co pytasz? Ja nic więcej nie jestem ci w stanie powiedzieć, bo Halina tak jak i ja sądzi, że to trochę potrwa i nawet jeżeli ktoś podejmie decyzję na tak, to obecna  jednostka może to jeszcze przez jakiś czas odwlekać, uzasadniając to różnymi względami. Boję się też, że jak mówiła Halina, będą próbowali wszelkimi sposobami przekonać Pawła do wycofania swojej prośby i pozostania w jednostce; dając mu awans, atrakcyjne stanowisko, jakieś urlopy, nagrody czy diabli wiedzą co jeszcze. Paweł to młody chłopak i może dać się skusić i odwołać swoją prośbę. Wtedy nawet odgórna decyzja nie pomoże. Może wysonduj zawczasu Pawła, czy miał już jakieś propozycje i próbuj wpłynąć na niego, żeby pomyślał o tobie i waszym nienarodzonym dziecku - zakończyła swój przydługi wywód Bożena.  
- Tak zrobię, bo właśnie otrzymałam od niego nawet miły list i myślałam o odpisaniu - powiedziała Ania.
- Możesz powiedzieć parę słów mamie, co pisze? - poprosiła nieśmiało, bo czasem wyrażała się o Pawle niezbyt pochlebnie, ale jej pamięć zachowała miłe przeżycia i doznania, które jej zafundował ten 'dzieciak', jak go czasem określała, przez co i jej stał się bliski.
- Mamo, pisze dość ogólnie i oględnie, ale tak w poprzednim, jak i w tym liście pozdrawia tak ciebie jak i Zuzę bardzo serdecznie i przesyła wam soczyste buziaki. Do mnie natomiast pisze, że jego myśli krążą wokół mnie i zaczyna za mną tęsknić, po tym, jak mu napisałam, że być może jestem z nim w ciąży. Przypuszczam, że napisałby to inaczej, gdybym nie poprosiła go, że jeśli coś do mnie poczuje, to żeby to na spokojnie rozważył, bo może to być chwilowe zauroczenie, ale może też początek głębszego uczucia. Paweł to solidny facet, któremu nie jest obce poczucie godności, honoru i odpowiedzialności. Stąd te jego oględne słowa, pozbawione egzaltacji. Wiem, że kiedy stwierdzi jednoznacznie, że mnie kocha, to mi to napisze lub powie i nie będzie to wypowiedź rzucona ot tak sobie. Dlatego nie naciskam, nie ograniczam go czy cokolwiek mu zakazuję albo wymuszam coś na nim. Ja już mam swoje lata, ale on praktycznie dopiero zaczął swoje życie, po oderwaniu się od domu i Marysi. Młodość ma swoje prawa do błędów, zabawy i wyżycia się. Jemu to odebrano. Więc nawet jeśli będąc tam spotyka się z dziewczynami i bzyka je, to wolno mu i nie mam mu to za złe. Tym bardziej będzie dla mnie cenne, jeśli mnie po tym wszystkim pokocha i stanę się dla niego tą jedyną - oświadczyła mamie z błyszczącymi oczami i nadzieją w głosie. Bożena słysząc słowa Ani, popatrzyła na nią ze zrozumieniem. Znała swoją córkę i wiedziała, że jak dotychczas jej wrodzona intuicja jej nie zawiodła. Potrafiła bezbłędnie rozpoznać zamiary i intencje każdego ze swoich dotychczasowych adoratorów. Z niektórymi, którzy dość swobodnie podchodzili do życia, przespała się, traktując tę znajomość podobnie jak oni; zabawić się, przespać i pożegnać. Byli też tacy, którzy chętnie związaliby się z nią trwalej, ale jej inteligencja i wymagania stawiane im przez nią, skutecznie ich odstręczała od dalszego zabiegania o jej uczucie. W efekcie będąc młodą, atrakcyjną dziewczyną i szanowaną panią mecenas była sama, co martwiło bardziej jej mamę niż ją samą. I nagle znikąd pojawił się młody, przystojny chłopak w mundurze i 'obudził' w kilka dni jej ciało, potem umysł, a na końcu serce. Ba, owładnął nie tylko ją. Nie ostała mu się również jej druga córka, a później i ona sama, której Ania 'użyczyła' swojego Pawła w celu 'pobudzenia' jej do życia i obalenia stereotypu o jej 'oziębłości'. Ten młody chłopak, to być może 'nieoszlifowany' diament i kiedy wyszumi się, może dla Ani stać się 'brylantem', kiedy wychowa go sobie po jego powrocie z wojska. Tym bardziej trzeba jej w tym pomóc - pomyślała.  
                                                                               ***
Słońce stało już dość wysoko, kiedy Paweł obudził się. Jego przyjaciel na drugim łóżku spał w najlepsze. Zerknął na zegarek, dochodziło wpół do siódmej. Zebrał się, pościelił łóżko i udał się do toalety. Cisza na korytarzu przypominała, że to świąteczny dzień. Zrobił poranną toaletę i ubrał wyjściowy mundur. Podszedł do podoficera dyżurnego i zgłosił, że po śniadaniu chce w sprawie rodzinnej wykorzystać stałą przepustkę. Dyżurny przekazał jego prośbę oficerowi dyżurnemu i dostał natychmiastową zgodę. Paweł wrócił do pokoju i zastał przyjaciela już na nogach. Razem udali się na śniadanie do kantyny i po śniadaniu Paweł udał się w stronę przystanku autobusowego. Dyżurny na bramie odnotował jego wyjście, po czym ruszył w stronę przystanku. Był sam. Podjechał lekko opóźniony autobus i po chwili jechał w stronę dworca w Gdyni. W święta SKM jeździła rzadziej, niemniej po kilku minutach był już w drodze w stronę Gdańska. W niecała godzinę od chwili opuszczenia jednostki, zadzwonił do domu Krystyny. Sama wyszła na ganek, gdzie był przycisk do otwierania furtki. Otworzyła i czekała na niego. Kiedy Paweł wyszedł po schodach, witając ją, przywarła do niego całym ciałem, wpijając się w niego ustami, spragniona jak kania dżdżu.  
- Krysiu, wyluzuj! Chcesz, żebyśmy oboje podpadli? - zapytał cichym głosem, kiedy oderwała się od niego.  
- Wszystko mi jedno! Piotr już wie wszystko! Powiedziałam mu, kiedy wróciłam wczoraj do domu - poinformowała go obojętnym głosem, jakby nie o nią chodziło.
- Krysia, coś ty narobiła? - wyrwało się Pawłowi, ledwo zdążył stłumić okrzyk.
- I co teraz? Przecież ja teraz nie mogę wejść do domu - oznajmił, zbierając się do wyjścia.
- Możesz! Czekamy na ciebie! - usłyszał męski głos. Obejrzał się. W drzwiach do przedpokoju stał wysoki, szpakowaty, przystojny mężczyzna. Wyciągnął do niego rękę.
- Piotr! - przedstawił się. Paweł zgłupiał zupełnie. Jak automat podał rękę Piotrowi i zasalutował. - Paweł! - suchym głosem wypowiedział swoje imię.
- Wejdź i nie obawiaj się! Nie mam zamiaru bić się z tobą - powiedział cicho Piotr.
Weszli do przedpokoju w trójkę. Krysia odebrała od niego kurtkę i powiesiła na wieszaku. Paweł schylił się do butów. - Nie ściągaj butów, nie trzeba! - odezwał się Piotr i otworzył drzwi do pokoju dziennego czy salonu, zapraszając go do wejścia.
- Nie wejdę w butach, szkoda tego dywanu! - oznajmił Paweł i szybko ściągnął obuwie z nóg.
- Wobec tego ubierz moje pantofle, bo gościnnych nie mamy! - zaproponował Piotr.  
Założył pantofle Piotra, Krystyna w międzyczasie wyszukała letnich klapek i podała je mężowi. Weszli do pokoju i Piotr wskazał mu miejsce na szczycie stołu.
- Nigdy w życiu! To jest twoje miejsce! - powiedział i usiadł z boku po lewej stronie. Piotr poczekał, aż Krysia zajmie miejsce z prawej strony i usiadł na szczycie, tak jak powiedział Paweł. - Krysiu, możesz podać do picia, to co lubi Paweł? - zwrócił się pogodnie do żony.
- Co pijesz Paweł? Kawę czy herbatę? - zapytała, już jakby mniej spięta.
- To co wy! Nie chcę robić kłopotu - oświadczył.
- Więc wszyscy napijemy się kawy - oświadczyła Krysia i wyszła z pokoju. Zostali sami.
- Paweł, wyluzuj i odpręż się! Wyglądasz, jakbyś spodziewał się torturowania. Nic takiego cię nie czeka. Ja Krysi wybaczyłem i kocham ją nadal, a tym bardziej teraz, kiedy mi wszystko wyznała. Musiałeś się dobrze sprawić, jeżeli postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. A znam jej potrzeby, więc oddaję ci szacunek. Kozak z ciebie, bzyknąłeś dwie laski i podobno nadal ci stał. Masz to po kimś, czy tak to wyćwiczyłeś? - kiedy mówił, uśmiech nie schodził z jego ust. Paweł już nic z tego nie rozumiał. Popatrzył na Piotra i nie zauważył, aby to co mówił, miało być drwiną z niego. Wyglądało, że Piotr mówi serio i autentycznie podziwia Pawła. Weszła Krysia z kawą i podała pierwszy kubek jemu, nie Piotrowi.  
- Krysiu, powiedz Pawłowi to, co ci powiedziałem, kiedy powiedziałaś, że oszalałaś na jego punkcie - zwrócił się do Krysi.
- Że nie masz o to do mnie pretensji i kochasz mnie jeszcze bardziej, bo to nie jest moja wina, tylko twoja i mam cię zaprosić, bo chce poznać tego kozaka, co bzyknął mu żonę w takim stylu, że straciła dla niego głowę - wyrecytowała jak wierszyk słowa Piotra Krysia. Powiedziała to w taki sposób, że ledwo skończyła, wszyscy troje wybuchli śmiechem. Dotychczasowa, sztywna atmosfera pękła jak mydlana bańka.  
- Piotr ty to wszystko powiedziałeś serio? Nie masz mi za złe, że zdradziłam cię z Pawłem? - zapytała zdumiona nie tym, że Piotr jej wybaczył, ale tym, że go nie znała pod tym względem. I od wczoraj nie była pewna, czy to co usłyszała od męża, po tym jak mu wyznała, że go zdradziła, jest prawdą, czy też zakamuflowanym żartem. Rano wstała bardzo wcześnie, przygotowała dzieciom śniadanie i zaniosła im do ich pokoi, Kiedy Bożenka zapytała, dlaczego tak wcześnie przyniosła im śniadanie do pokoi, kiedy w niedzielę jedzą śniadanie razem, wyjaśniła jej, że mają z tatą bardzo ważne sprawy do omówienia i prosi ją, o zajęcie się Kasią i Tomkiem, aby nie schodzili na dół, do czasu, aż ich sama nie poprosi.  Całą noc leżąc w łóżku z mężem, prawie nie zmrużyła oka, a kiedy odezwał się dzwonek i zobaczyła Pawła przy furtce, było już jej wszystko jedno, jak Piotr z nią postąpi.  
- Szczerze? Liczyłem się z tym od dawna. Przecież widziałem, jak się nieraz męczysz ze mną, próbując udawać, że jest ci ze mną dobrze. Biłem się z myślami, aby ci o tym powiedzieć, że wiem o tym, że nie jestem w stanie cię zaspokoić i że możesz szukać kogoś, kto zrobi to w sposób dyskretny i bezpieczny. Później zobaczyłem twoje gadżety, którymi się czasem wspomagasz, a potem widziałem jak wegetujesz i godzisz się z tym, że masz męża prawie impotenta i nadal go kochasz. Nawet nie wiesz, jak było mi cię żal, ale znając cię wiedziałem, że nie mogę powiedzieć ci, żebyś sobie kogoś znalazła, bo uznasz, że przestałem cię kochać i nie będziesz szukać kochanka, tylko odejdziesz ode mnie. I kiedy wczoraj powiedziałaś mi, że masz kogoś, z kim się bzykasz i jest to od ciebie silniejsze, omal cię nie uściskałem i chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu kutas mi tak stał, że być może, mogłem cię zadowolić. Wolałem jednak nie ryzykować, nie będąc pewny tego na sto procent - Piotr nic nie ukrywając, powiedział im obojgu wszystko, co przeżywał i o czym myślał. Wypili kawę i Krysia odniosła i umyła kubki, po czym wróciła do pokoju.  
- I co teraz? - zapytała Piotra. - Jak to co? Idziemy do sypialni. Przecież Paweł przyjechał nie po to, aby wypić z nami kawę, ale żeby cię zerżnąć, tak Paweł? - zapytał zdumionego Pawła, który na takie coś nie był przygotowany. I nie tylko on. Krystyna słysząc słowa męża, popatrzyła na niego jak na czubka. Paweł podniósł się z krzesła.
- Wybaczcie oboje, ale to przerosło mnie. Piotrze, oczekiwałeś, że zgodzę się na coś takiego? Tak ja, jak i Krystyna? Tak nisko oceniasz własną żonę i do tego mówisz, że ją kochasz? Przykro mi, że tak o nas pomyślałeś? Pozwól, że pożegnam się z tobą i nie żywię do ciebie urazy Piotrze. Zadbaj o Krystynę, jeżeli ją kochasz, tak jak mówisz. To wspaniała kobieta i na tyle, na ile zdążyłem ją poznać, była i jest wspaniałą matką dla waszych dzieci, a dla ciebie starała się być równie kochającą, dobrą żoną. Doceń to, bo utracisz coś bardzo cennego w życiu. A teraz do wiadomości was obojga; dziewczyna, którą zostawiłem w Krakowie jest ze mną w ciąży i podjęła starania o przeniesienie mnie bliżej Krakowa w ramach przepisów; o łączeniu rodzin wojskowych. Ja ze swej strony również podejmę podobne starania i myślę, że pozytywne załatwienie tej sprawy, to tylko kwestia czasu. To tyle, co chciałem powiedzieć.  
Nie musicie mnie odprowadzać, trafię sam do wyjścia - to mówiąc, podał rękę Piotrowi i zasalutował, a Krysię, której zaszklone łzami oczy mówiły same za siebie, co w tej chwili przeżywa, pocałował i przytulił. - Pożegnajcie ode mnie dzieci i niech wam rosną na zdrowie - dodał, ubrał kurtkę i opuścił ich dom. Czuł się więcej niż podle. Na myśl o tym co wymyślił Piotr, czuł niemal fizyczny niesmak, a na pewno rozgoryczenie i rozczarowanie. Facet w miarę inteligentny, przystojny i nie stary, mając piękną, mądrą i młodą żonę, zamiast o nią dbać i troszczyć się, szukając właściwych, stosownych rozwiązań jak poprawić swoją kondycję czy form zadowolenia młodej żony, ucieszył się, że znalazł się ktoś, kto zaspokoił żonę i chciał obserwować, jak jest bzykana przez niego czy jak reaguje i przeżywa, kiedy czuje zadowolenie i przyjemność. To faktycznie przerosło jego wyobrażenia i zmieniło nastawienie do seksu. Podjął postanowienie, że nigdy już nie odpowie na mowę ciała żadnej mężatki, choćby była skończoną pięknością. W tym momencie stanęła mu przed oczami Ania, piękna, szczera do bólu, wyrozumiała dla jego młodego wieku i potrzeby wyżycia się, starsza od niego dziewczyna, która go pokochała i zapragnęła mieć z nim dziecko, praktycznie nie żądając od niego nic ponadto, aby pozwolił jej kochać siebie. Dotarło też do niego, że praktycznie nic więcej o niej nie wie, poza tym, że jest starsza od niego i jest adwokatką, posiadającą własną kancelarię. Z wyglądu oceniał jej wiek na dwadzieścia pięć, sześć lat, ale jak się głębiej zastanowił, to z jego wyliczeń poszczególnych etapów jej życia, Ania powinna mieć powyżej trzydziestu lat; Siedem lat w domu, siedem lat podstawowej szkoły, cztery lata liceum, pięć lat prawa, plus minimum trzy, cztery lata aplikacji oraz pięć lat adwokatury, to dawało około trzydzieści jeden, trzydzieści dwa lata. Czyli między nimi jest około dwanaście, trzynaście lat różnicy. Czyli dojrzała kobieta zainteresowała się nim młokosem, dziewiętnastolatkiem, jak to było możliwe i dlaczego zainteresowała się właśnie nim, wtedy w autobusie? I jeszcze to dziecko, którego ma być ojcem? W końcu doszedł do wniosku, że nie ma co zastanawiać się, bo jak mówi powiedzenie; mleko już się rozlało. Teraz musi tylko zweryfikować swoje uczucia do Ani. Jej wygląd, aparycja, inteligencja, jej pięknie ukształtowane, dojrzałe ciało oraz inne wewnętrzne i zewnętrzne przymioty; to wszystko przemawiało na jej korzyść. Ponadto, chce mu pomóc, aby zdobył wykształcenie i ma na to środki oraz możliwości. Czego może oczekiwać w zamian; że pokocha ją i ich dziecko, kiedy się już urodzi. Ona chce go nie jako bawidamka czy utrzymanka, ona w nim widzi swojego mężczyznę i towarzysza życia. Chce go mieć za męża, a nie za kochanka i wyraźnie daje mu to do zrozumienia. Jego umysł rozgrzał się na czerwono od natłoku takich czy innych myśli. Postanowił więc wrócić do jednostki i nadrobić zaległości w pisaniu odpowiedzi, na otrzymane listy...cdn...

5 komentarzy

 
  • Robert72

    Robert72 · 3 wrz 2017

    Przez jakiś czas nie byłem na portalu . Przez sobotę i niedzielę nadrobiłem zaległości , to jak piszesz i  tworzysz te opowiadania sprawia że każdy dzień bez wizyt tu jest ,, pusty ``. Jestem ciekaw tego co czeka Pawła i tego co przeżyją Robert i Olivia . W Twoim wykonaniu te opowiadania to coś wspaniałego dla mnie. Już dziś bym chciał dalszych części.

  • POKUSER

    POKUSER · 2 wrz 2017

    Kolejny znakomity odcinek. Scena spotkania Ani i Marysi - oj może iskrzyć, czekam niecierpliwie w jaki sposób to rozegrasz. Tylko nie kończ zbyt szybko, Olivia i Victoria chętnie poczekają A ja naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem postępów jakie poczyniłeś od pierwszego odcinka, a wydaje mi się, że nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa. Trzymam kciuki i weny życzę. Pozdrawiam

  • Lordvader

    Lordvader · 1 wrz 2017 · 201438587

    Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej twórczości! Jak Ty to robisz,że nie można oderwać się od czytania. Twoje opisy osób, ich przeżyć są genialne. Czy Ty Franku ukończyłeś polonistykę i psychologie i coś jeszcze? Widząc efekty Twojej twórczości, odchodzi mi ochota na opublikowanie jakiegoś opowiadania, bo w porównaniu  z Twoją pasją pisania to będą jakieś marne wypociny. Tak trzymaj. Pozdrawiam.     

  • emeryt

    emeryt · 1 wrz 2017 · 202081569

    @franek/domator. Jednak  powinienem skomentować ten kolejny odcinek. Trochę zastanawiam się kim Ty nie jesteś, bo na pewno masz szeroką wiedzę z psychologii, ginekologii, fizjologii, geografii . Znasz także potrzeby fizyczne i psychiczne nastolatków. A do tego potrafisz te wszystkie wiadomości powiązać ze sobą i ubrać w tak piękne słowa. Chylę czoła przed twoim geniuszem. Jeszcze raz pozdrawiam Ciebie i twoją rodzinę .    emeryt

  • baba

    baba · 1 wrz 2017 · 381258614

    No i z fiu bździu zrobiłeś coś poważnego i jednocześnie fajnego. Tą drugą połową opowiadania wjechałeś na baardzo wysoki poziom. Szacun wielki! A myślałem, że nie wygrzebiesz się z dziwacznej (dla mnie - wolno mi) Olivii. Jeśli pójdziesz w kierunķu wytyczonym przez Anię/Pawla dalej to będzie więcej niź bdb. Fajna jest ta dojrzałość, dzięki i pozdrawiam!