Mogło być i tak - cz. L

Paweł, zgodnie ze swoją naturą skowronka, obudził się jak zwykle pierwszy. Przesunął się w stronę wezgłowia sofy i usiadł, unosząc kolana i przyciągając nogi do piersi.  Rozejrzał się na boki i widok jaki zobaczył, niesamowicie go rozczulił, ale równocześnie i lekko rozśmieszył.  
          Z uwagi na temperaturę wszyscy spali nago. Ania rozluźniona i pewnie szczęśliwa, o czym świadczyła jej wypogodzona we śnie buzia, spała bezwstydnie rozłożona,  w swojej ulubionej, wygodnej pozycji na wznak. Wglądała przy tym we śnie niezwykle naturalnie, powabnie i zachęcająco.  
          Widok nagiej, uroczej żony podniecił Pawła niesamowicie. Do tego płaski brzuch ukrywał doskonale jej stan, bo nic nie wskazywało jeszcze, że jest w ciąży. Paweł, podniecony na maksa, nie mógł wprost napatrzeć się swojej pięknej żonie. Dorodne, sterczące piersi wręcz prosiły się o pieszczotę, a uniesiona w kolanie i odchylona na bok, oparta o ścianę noga, odsłaniała jej foremnie przystrzyżoną czuprynkę i lekko rozwartą różyczkę cipki, na którą łypał swoim jednym okiem,  stojący już w gotowości kutas Pawła.  
          Zerknął w drugą stronę. Marysia w przeciwieństwie do Ani, zwinięta w kłębek, zwrócona w jego stronę, też spała w swojej ulubionej embrionalnej pozycji. Lekko odsunięta od jego ciała, mając drobną budowę, zajmowała stosunkowo niewielką przestrzeń na łóżku. Przez chwilę patrzył na jej drobną, uroczą buzię jak urzeczony. Ania była zmysłowo piękną, dojrzałą kobietą, ale Marysia za kilka lat przebije ją urodą - przebiegło mu przez myśl. Będzie mogła przebierać w chłopakach jak w ulęgałkach, o ile zainteresuje się którymś z nich.  
          W skrytości ducha chciał tego dla niej, ale równocześnie zazdrość o nią i o jej uczucie, tkwiła w nim jak zadra. W jego myślach i sercu ścierały się dwa sprzeczne ze sobą uczucia; uczucie braterskie i dobro Marysi jako siostry, walczyło o lepsze z uczuciem miłości do niej jako młodej, pięknej dziewczyny.  
          Wkładając w to dużo wysiłku, starał się wyłączyć rozmyślania czy rozważania  na ten temat. W tej chwili nie było co roztrząsać, rozważać czy szukać takich czy innych rozwiązań. To życie samo zweryfikuje i przyniesie konkretne rozwiązanie, jakie by ono nie było - myśli niezależnie od niego ciągle krążyły wokół tematu.  
          Teraz pora wstawać i myśleć o bieżącym dniu, bo na razie jest w wojsku, a cała przyszłość przed nim. Za miesiąc miał przejąć pluton od dotychczasowego dowódcy, a że zdobył sobie uznanie tak przełożonych, jak i podwładnych sobie żołnierzy, więc służba podobna bardziej do pracy na  godziny, nie budziła w nim niechęci, a wręcz sprawiała mu prawdziwą przyjemność. Do tego zaczął uczęszczać na kurs samochodowy, który prowadzono na terenie jednostki, po uzyskaniu zezwolenia dowódcy kompanii. Było mu to bardziej na rękę, bo kurs odbywał się w godzinach jego służby czy pracy w jednostce.
          W końcu przestawił się na bieżącą prozę życia. Po oderwaniu się od różnych przemyśleń czy rozważań, zsunął się z posłania i udał do łazienki. Kończył poranną toaletę i wycierał się, kiedy usłyszał pukanie.
- Można! - krzyknął w stronę drzwi. Drzwi otworzyły się i do łazienki weszła Ania.
- Dzień dobry kochanie! Wybacz, ale muszę! - zagadnęła, siadając na sedesie. Jej widok i odgłos sikania wywołały u Pawła naturalną reakcję, a że był nagi, jego kutas przyjął bojową postawę, rozśmieszając przy okazji żonę.  
- I myśl tu człowieku o pracy, mając przed oczami taki widok! - skomentowała jego reakcję.
- To budzi w tobie niechęć Aniu czy kojarzy ci się z czymś przyjemnym? - stwierdził bardziej  rzeczowo, niż emocjonalnie, widząc rozbawienie na twarzy żony.
- A jak myślisz? Mam nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas będziesz tak na mnie reagował, bo przyjemnie jest pomyśleć, że podnieca się swojego męża - skwitowała jego słowa, po czym podeszła do wanny i dając mu buziaka na powitanie, pogłaskała pieszczotliwie sztywniaka.
- Szkoda, że nie ma czasu, bo aż prosi się, żeby z niego skorzystać - oświadczyła pogodnie.  
- Aniu, kochanie! Mówiłem ci już niejednokrotnie, nie ma i nie będzie rzeczy, której nie zrobiłbym dla ciebie. Sama powiedziałaś, że kobiecie w ciąży się nie odmawia, więc nie ma co roztrząsać, tylko zróbmy to. Będzie to pewnie mniej komfortowe, ale szybki numerek poprawi humor nie tylko tobie - Paweł też nie ukrywał, że nabrał ochoty na seks z Anią. A ta słysząc jego słowa obdarzyła go uśmiechem, pod którym wręcz topiło się jego serce.  
- To do roboty panie plutonowy! - ponagliła go wspierając się na obrzeżu wanny i wypinając swój kształtny, powabny tyłek w jego stronę.  
- I myśl raczej o tym, abyśmy oboje coś z tego mieli, a nie o tym, że spóźnisz się do pracy. Dzisiaj ja, mój mężu, z prawdziwą przyjemnością odwiozę cię do Balic - oznajmiła pogodnie i poklepała się po pośladku, co miało oznaczać; robota czeka! Podszedł do Ani i przeciągnął dłonią po sromie. Była gotowa i chętna. Kiedy poczuła jego kutasa, pochwyciła go w dłoń i sama nawilżyła go odpowiednio, przesuwając po sromie, a potem napychając się na niego, wprowadziła w siebie.
- A teraz jazda! - zakląskała językiem, imitując stukot kopyt po bruku. Tylko jej dać bat do ręki - pomyślał Paweł i omal nie roześmiał się, bo nie tylko kląskała, ale kręciła tyłkiem kółka jak lassem. Pochwycił jej jędrne i napięte piersi, pieszcząc i poruszając się wraz nią.  
- No to pojeździliśmy sobie! A teraz mój kochany pokaż na co cię stać, i rżnij to ci ......,  
o, przepraszam, rżnij mnie, aż iskry polecą - złagodziła swoją odzywkę w ostatniej chwili, bo wiedziała, że Paweł nie przepada za mocnymi słowami.
          Po chwili kopulowali, jak para spragniona seksu po długiej przerwie. Oboje byli dość mocno rozgrzani, ale Ania naraz zapragnęła mocnych wrażeń i doznań. Uznała więc, że tempo i siła pchnięć Pawła jest za słaba jak na jej oczekiwania. Wzmacniała je więc, odpychając się z siłą od wanny i dobijając do jego ud pośladkami z głośnym mlaskiem. Była już mocno rozluźniona, ale nie na tyle, żeby tak brutalnie traktować swój futeralik, dość ciasno opatulający jego kutasa, bo wyraźnie czuł, każdą jej bruzdkę, fałdzik czy zgrubienie.    
          Potrzebowała tego mocnego rżnięcia, bo kiedy Paweł z wyczuciem pieścił jedną ręką pierś, a drugą przesunął na łechtaczkę, przyspieszyła tempo i wzmogła doznania Pawła, obściskując kutasa mięśniami Kegla. Wiedział, że Ania lubi jak spuszcza się w niej, bo już kiedyś powiedziała mu, że traktuje jego nasienie jako swoisty, naturalny żel, wpływający pozytywnie na śluzówkę pochwy, więc trysnął w nią z dużą siłą zawartość swoich jąder. Ania to poczuła i też sprężyła się. Dopchnęła się do Pawła z dużą siłą i znieruchomiała, kiedy błogie ciepło i doznania rozlały się po jej ciele. W chwili ekstazy, jej ciało zwiotczało, ale Paweł trzymał ją już mocno w okolicy piersi. Po chwili wróciła do realu.  
- Było nieźle! Zasłużyłeś na osobistego kierowcę mój kochany mężu - powiedziała, dając mu słodkiego, soczystego całusa za orgazm i wprowadzenie w dobry nastrój na dzień dobry.  
- Aniu, nie ma sensu, żebyś wiozła mnie taki kawał drogi. Jest jeszcze dość czasu i zdążę spokojnie na autobus - powiedział i wszedł na chwilę do wanny, opłukać ciało.
- Wobec tego musisz mój mężu poczekać na mnie? Będzie mi miło, bo potem tak strasznie… długo… cię nie będzie - powiedziała z nieukrywaną nostalgią czy żalem, przeciągając słowa.
- Oczywiście, kochanie! Mnie też nie jest łatwo rozstawać się z tobą! - Paweł również nie ukrywał, że codzienne rozstanie z Anią jest i dla niego przykre.  
          Szybko zrobiła poranną toaletę i po założeniu lekkich ciuchów przez nią, a munduru przez Pawła, razem przeszli do kuchni. Ania zajęła się kanapkami, a Paweł napojami. Po chwili dołączyła do nich Marysia w koszulce i szlafroku, w humorze takim sobie.  
- Witajcie skowroneczki! Trzeba iść do pracy, co? Jednak wakacje, to coś pięknego, tylko szkoda, że wy musicie iść do pracy - powiedziała jeszcze dość neutralnym tonem.  
- Muszę jednak powiedzieć, że jak was nie ma, to robi się tu smutno i pustawo - stwierdziła  rzeczowo, ale już w znacznie gorszym nastroju niż przed chwilą.
- Tak to jest Marysiu! Ktoś musi pracować, aby ktoś mógł odpoczywać - stwierdził sentencjonalnie Paweł. Zjedli wspólnie śniadanie i po chwili Marysia została w mieszkaniu sama. No cóż! Tak jak powiedział Paweł. Ktoś ma wolne, a ktoś inny musi pracować.
          Mogła cieszyć się, bo miała najwięcej luzu z nich wszystkich, jak każdy uczeń  w wakacje. Marysię jednak luz i wakacje nie cieszyły jednak tak jak powinny, bo było jej trudno pogodzić się z faktem, że dwie najbliższe jej osoby czyli Ania i Paweł nie mają wolnego i muszą pracować, a ona sama zostaje w pustym, dużym mieszkaniu. Pod tym względem była zaprzeczeniem przeciętnego ucznia czy uczennicy, bo nie cieszyło jej nawet dobre świadectwo ukończenia drugiej klasy liceum i rozpoczęcie wakacji.  
          Zostawała więc sama w mieszkaniu, ale że obiecała coś sobie i Pawłowi, więc starała się nie nudzić bezproduktywnie. Zorganizowała więc sobie używane podręczniki do klasy trzeciej i czwartej liceum i na serio zabrała się do ich wertowania, przymierzając się, do zaliczenia tych dwóch klas w ciągu jednego roku. W celu realizacji tego pomysłu czy planu, który do łatwych nie należał, przede wszystkim trzeba było znaleźć w Krakowie odpowiednie liceum, w którym byłoby to możliwe czy to w formie stacjonarnej czy eksternistycznej.  
          Oczywiście Ania sprawując niejako opiekę zastępczą nad Marysią, zapewniła jej na okres wakacji dość wysokie kieszonkowe oraz ulgowy bilet miesięczny na wszystkie linie tramwajowe i autobusowe na terenie Krakowa. Marysia mogła więc wykorzystywać swój wolny czas  wakacyjny w sposób prawie niczym nieograniczony, zgodnie ze swoimi upodobaniami, nastrojem czy pogodą. Mogła przemieszczać się po Krakowie w dowolne miejsce, zwiedzać i zapoznawać się z miastem czy włóczyć się bez celu po Krakowie wraz z gromadami turystów krajowych czy zagranicznych.  
          Pomimo tego Marysia była najbardziej zadowolona, kiedy bratowa wracała po pracy do domu. Ania zdawała sobie z tego sprawę, widząc z jaką radością witana jest przez Marysię każdego dnia po powrocie z pracy. Po powrocie Ani, już obie razem jak papużki nierozłączki szły na obiad i na zakupy, a potem kiedy letni upał dawał im się we znaki, obie szły do łazienki, myjąc i odświeżając się wspólnie w wannie.  
          Marysia widząc przed sobą dorodne cycki Ani, rzadko kiedy mogła powstrzymać się przed ich pieszczeniem czy masowaniem, oczywiście za zgodą Ani. Robiła to nie tylko z wielką czułością, ale i wyczuciem, sprawiając tak Ani, jak i sobie wielką przyjemność, a kiedy dochodziło do tego niesamowite podniecenie, bywało, że ich zabawa kończyła się wzajemnymi orgazmami i frajdą dla nich obu.  
          Potem odświeżone, pachnące oczekiwały i witały z równie wielką radością Pawła, swojego mężczyznę, który też nie ukrywał radości z ich obecności po powrocie do domu. Następowała wtedy istna rodzinna sielanka, bo żadne z nich nie ukrywało radości z faktu, że mogą być i są razem.    
          Takiej sielanki nie miała na pewno siostra Ani, Zuza, która kończyła egzaminacyjną sesję po pierwszym roku studiów prawniczych. Odwrotnie niż Marysia, nie miała lekko, bo traktując w ciągu roku nieco 'ulgowo' niektóre przedmioty, zależnie od nastroju jaki miała w danym dniu, teraz w czasie sesji egzaminacyjnej musiała nadrabiać to znacznie większym wysiłkiem, a że była ambitna i jako córka pani docent nie chciała przynosić jej ujmy, więc przykładała się dość solidnie, aby zdawać egzaminy przynajmniej z oceną dobrą.  
          Była przy tym w miarę zadowolona, bo wkładając w przygotowanie się do egzaminów sporo wysiłku i samozaparcia, udawało się jej przygotować na tyle dobrze, że  zdawała egzaminy znacznie powyżej czwórki. A miała ich sporo, bo program studiów na pierwszym roku tak był skonstruowany, aby na drugi rok studiów dostawała się tylko grupa studiujących najbardziej zdolna i predystynowana do zawodu prawniczego.  
          Statystycznie rzecz ujmując, po pierwszym roku odpadało około pięćdziesiąt procent studiujących na pierwszym roku. W przypadku Zuzy, egzaminujący ją wykładowcy w znacznej części kojarzyli ją z nazwiskiem jej matki, ale ponieważ znali poglądy i  stanowisko pani Bożeny względem córki; 'żadnej taryfy ulgowej', więc nikt nie dawał jej forów i musiała na każdą ocenę solidnie zapracować, podobnie jak pozostałe koleżanki czy koledzy .  
          Co prawda, po przyjęciu na studia, Zuza początkowo próbowała coś tam kombinować czy ugrać na byciu córką pani profesor, jak powszechnie tytułowano na uniwersytecie jej mamę, ale pani Bożena sama ją uprzedziła, że jeżeli chce do czegoś dojść w życiu, to musi sama na to zapracować, bez ślizgania się na jej plecach, czy to w postaci powoływania się na jej nazwisko czy więzi rodzinne. Byłoby to nie tylko niegodne jako jej córki, ale kiedyś sama poczułaby się niezbyt komfortowo, mając świadomość, że osiągnęła coś nie tylko dzięki sobie.  
          Poskutkowało to tym, że Zuza, w przeciwieństwie do niektórych koleżanek czy kolegów, znając niewzruszone zasady mamy, nigdy nie uciekała się do opracowywania ściąg czy innych konspiracyjnych metod wspomagania się tak na kolokwiach, jak i na egzaminach.    
Co więcej, asystenci pani Bożeny mieli za zadanie znacznie baczniej ją obserwować, aby uniemożliwić jej korzystanie z jakichkolwiek niedozwolonych form pomocy.  
          Zuza miała więc niewątpliwą satysfakcję, że udawało jej się uzyskiwać dobre oceny na egzaminach bez korzystania ze 'wspomagaczy', w przeciwieństwie do niektórych koleżanek czy kolegów. Tajemnicą poliszynela było bowiem to, że na studiach prawniczych gdzie obowiązywała znajomość wykuwania na przysłowiową blachę niektórych formuł czy regułek prawniczych, wspomaganie się niedozwolonymi metodami czy sposobami było dość często stosowane, co kończyło się w większości dość przykrymi konsekwencjami dla delikwentów obojga płci przyłapanych na takich praktykach, a mówiąc prościej, skreśleniem z listy studiujących.  
          Niejakim luzem czy czasem wolnym nie cieszyła się również mama Ani, pani Bożena. Będąc docentem i cenionym wykładowcą na wydziale prawa, podobnie jak córka, też była  zajęta sesją egzaminacyjną, tylko, że od tej drugiej strony, jako dręczyciel i ciemiężca biednych studentów, muszących zdawać przed nią ciężkie egzaminy. Poza tym, z uwagi na urlopy i wyjazdy naukowe wielu wykładowców, miała o wiele więcej zajęć związanych z sesją i egzaminami niż w normalnym okresie semestralnym wypełnionym zajęciami ze studentami czy pracą naukową.
          Reasumując, tak sama Ania z Pawłem jak i jej mama, czy siostra Zuza ze względu na sesję egzaminacyjną były na pewno bardziej zajęte niż rodzina Pawła i Marysi w domu rodzinnym. Na wsi bowiem początek lata to okres oczekiwania na żniwa i zbiórkę plonów, co dawało jej mieszkańcom trochę luzu i odpoczynku, ale też nadzieję na dobre plony i związany z tym przypływ gotówki, jako wynagrodzenie za ciężką, mozolną pracę rolnika. Prawda była jednak taka, że dochody te były niewspółmierne, do włożonej pracy.
          Wypada przy tym wspomnieć, że po tym co wydarzyło się w domu rodzinnym Pawła i Marysi, kontakty i więzy rodzinne pomiędzy rodzicami Pawła, a rodziną ich syna a jego brata Adama uległy swoistej rewitalizacji, bądź transformacji uczuć i relacji rodzinnych. Nietypowe działania kobiet czyli matki i bratowej Pawła  spowodowały, że Władzia odzyskała uczuciowo i fizycznie męża Adama, podobnie jak jej teściowa Stasia, która w podobny sposób odzyskała uczucia męża Stanisława.  
          Czy te na nowo nawiązane kontakty i więzi rodzinne zadowoliły wszystkich członków tej trójpokoleniowej rodziny? Z zachowania i relacji jakie wytworzyły się w rodzinie, można było wnioskować, że tak, a centralną postacią tak jak poprzednio była i pozostała najmłodsza członkini tej rodziny; kochana przez rodziców córka czy uwielbiana przez dziadków wnuczka Jancia,.  
          Kolejnym wnioskiem, jaki można było wyciągnąć z zaistniałych obecnie wzajemnych relacji, było to, że w rodzinie tej przestało obowiązywać swoiste rodzinne tabu. Zostało ono jednoznacznie przełamane, a członkowie tej rodziny kierowali się przesłaniem; że wszystko co się stało, pozostało w rodzinie. W ocenie zaistniałej sytuacji można było przyjmować różne kryteria; potępienia bądź akceptacji zachowań poszczególnych członków tej rodziny. Tylko kto miał tego dokonać?  
          Głowa rodziny, czyli Stanisław, który zadurzył się w synowej i śnił czy marzył o niej, nie ważąc się jednak na jakiekolwiek działanie wobec niej,  które byłoby wbrew powszechnie przyjętym zasadom czy obyczajom? A może Adam, jego syn, okaleczony w obliczu zagrożenia własnego życia i dobrowolnie skazujący się na wegetację czy życie obok kochanej i kochającej żony?  
          Oczywiście można  było rozważać, czy podjęte przez kobiecą część rodziny niekonwencjonalne działania, mające na celu przywrócenie właściwych relacji w obu związkach małżeńskich, a będące jednocześnie zaprzeczeniem i złamaniem obowiązujących powszechnie reguł, zasługiwały na potępienie czy na akceptację, w dobrze pojętym interesie dobra obu rodzin?  
          Pewnie na tak zadane pytanie, nie byłoby dobrych czy jednoznacznych odpowiedzi. Gdyby je zadano postronnym osobom, na pewno usłyszano by wiele odpowiedzi; tak za, jak i przeciw. Tylko kto miałby prawo je oceniać czy rozstrzygać? Trzeba przy tym dodać, że kazirodztwo było i jest nadal tematem, który zawsze wzbudzał i wzbudza emocje, bo przecież występuje tu zakazana miłość, pożądanie, walka z własnym sumieniem. Wiąże się też z przełamywaniem tabu i balansowaniem na cienkiej granicy dobra i zła. W odniesieniu do rodziny Pawła i Marysi oraz relacji Adama z własną matką, chyba przeważyło dobro, bo spowodowało odblokowanie psychiczne Adama, czyli ich kazirodczy związek posłużył swoistej leczniczej terapii.  
          Inaczej rzecz miała się w odniesieniu do relacji Pawła z siostrą Marysią, gdzie ich związek był klasycznym związkiem zakazanym, ale psychiczne uzależnienie Marysi od brata, prawie od zawsze, mogło być dość istotnym usprawiedliwieniem ich wzajemnych relacji. Co dziwniejsze, relacje te w jakiś sposób zaakceptowała Ania, żona Pawła i bratowa Marysi. Pewnie jako prawniczka nieraz miała potężny dylemat czy zgryz psychiczny, ale znając już historię i przyczynę takich a nie innych relacji jej męża z siostrą, nie miała zbyt wielkiego pola manewru.  
          Mogła te relacje potępić i zrezygnować ze związku z Pawłem lub je zaakceptować i wyjść za niego. Wybrała to drugie, bo miłość do Pawła, która początkowo pewnie i ją samą zaskoczyła, zwyciężyła. Wszystko więc co miało miejsce potem, było prostą konsekwencją jej uczucia do Pawła.  
          Kiedy poznała Marysię i jej poglądy na świat czy życie, stwierdziła, że jest to normalna, zdroworozsądkowa nastolatka, ogarnięta miłością do brata, którą nawet trudno było nazwać obsesyjną. Po prostu błąd wychowawczy rodziców spowodował, że Marysia po prostu pokochała Pawła jako chłopaka, zachowując przy tym świadomość, że jest to jej brat.           
          Dość długo nie mogła czy nie chciała zrozumieć, że jej uczucia do brata nie są akceptowalne przez otoczenie ani obyczajowo ani kulturowo. Kiedy w końcu pogodziła się z tym faktem, przyjęła to po prostu do wiadomości. Dla niej Paweł pozostał nadal starszym bratem, ale równocześnie najbliższą sobą, którą kochała miłością nie do końca siostrzaną, z czym wcale się nie kryła. Widząc, że Paweł kocha Anię i na pewno z niej nie zrezygnuje, nie chcąc z nią rywalizować czy toczyć boje o Pawła, po prostu pokochała ją podobnie jak jego, zdobywając również jej serce.  
          Ania nie tylko pokochała i zaakceptowała Marysię w ich związku, ale sama przed sobą przyznawała, że ich swoisty, rodzinny trójkąt dość pozytywnie wpływa na jej samopoczucie, nastrój czy na wzajemne relacje pomiędzy nimi. Tak jak Marysi brakowało ich obecności, w czasie kiedy pracowali i zostawała sama, tak i jej brakowało Marysi, kiedy z takich czy innych powodów była ona poza domem. …cdn…

4 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 2 paź 2018 · 202081569

    @franek42. Drogi Autorze tego wspaniałego opowiadania,  Już dość długi czas nie dawałeś znaku życia z dalszym ciągiem twoich opowiadań. Ja ze swojej strony nie mam zamiaru krytykować twoich opowiadań.
    . To Ty jesteś ich autorem i jeżeli tobie sprawia przyjemność ich pisanie, a przy okazji masz tak dużo chętnych aby je czytać. To opowiadanie szczególnie mnie interesuje gdyż opisujesz w nim czasy mojej młodości. Wtedy nie było internetu, a wiadomości o seksie zdobywało się z wypiekami na twarzy od bardziej "doświadczonych" kolegów. A więc, jeśli możesz i masz z tego trochę przyjemności,  to pisz jak najdłużej, ciągnij te "twoje opowiastki". Pozdrawiam  - twój wdzięczny czytelnik-.

  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 · 17 sie 2018

    Mnie brakuje Twoich kolejnych części tak jak np Marysi brakuje Pawła i Ani więc proszę pisz i dziękuję za te już napisane

  • ZAC

    ZAC · 16 sie 2018

    To co mnie cieszy, to ten skrót na końcu .... cdn....
    Jeśli te wszystkie wyjaśnienia Mają na celu koniec tej histori to musisz coś wymyśleć, co wstrząśnie twoimi wiernymi  czytelnikami.
    Niestety całość jest tak długa i zawiła ze trudno będzie zamknąć ta historie w jednej części.  
    Ale jak już wspomniałeś wcześniej czasami warto skończyć, tylko Przemyśl to dokładnie, naszkicuj i wprowadź stopniowo.  
    Wszystko ma swój początek i koniec

  • PoProstuJa

    PoProstuJa · 16 sie 2018 · 381258549

    W końcu moje ulubione opowiadanie😍😍😍 ale nie ukrywam że czytając końcówkę miałem wrażenie jak by to był koniec lecz na szczęście będą się pojawiać kolejne części na które codziennie wyczekuje z utęsknieniem