Mogło być i tak - Epilog

Paweł, któremu do odbycia służby zasadniczej pozostało ponad rok czasu, odbył ją prawie do końca, pomimo że dowódca jednostki mógł mu ją znacznie skrócić w formie nagrody za; skuteczność, wzorową służbę i wykonanie postawionego zadania w profesjonalny czy wręcz w perfekcyjny sposób.
          To umożliwiłoby Pawłowi znacznie wcześniejsze rozpoczęcie studiów, do czego nieustannie dążyły i namawiały go tak żona, jak i teściowa Bożena, pracująca na krakowskim uniwersytecie.  
          Obie uważały, że służba wojskowa Pawła czy innych młodych chłopaków w jego wieku, to zbędna czy niepotrzebna strata czasu i przerwa w ich życiorysie. Paweł co prawda miał na ten temat inne zdanie, ale nie zamierzał sprzeciwiać się otwarcie tak żonie, jak i teściowej, o ile faktycznie wystąpiłaby możliwość skrócenia jego służby.  
          Pani Bożena w porozumieniu z Anią podjęła więc odpowiednie starania, aby wysondować, czy taka możliwość istnieje w odniesieniu do Pawła. W tym celu, przy okazji  któregoś kolejnego spotkania towarzyskiego przy kieliszku wina z panią Haliną, będąc już na lekkim rauszu, rzuciła mimochodem pytanie; czy mąż pani Haliny mógłby w jakimś stopniu zorientować się co do możliwości czy szansy, aby wpłynąć na dowództwo jednostki wojskowej Pawła, w zakresie skrócenia jego służby wojskowej.
          Ponadto zasugerowała swojej rozmówczyni, że gdyby skrócenie służby okazało się trudne czy wręcz niemożliwe, to może dowództwo jednostki mogłoby zezwolić Pawłowi na podjęcie studiów na uczelni, w trakcie pełnienia zasadniczej służby wojskowej.
          Ania nie omieszkała wspomnieć o tym Pawłowi, aby nie stawiać go przed faktem dokonanym, gdyby dowództwo jednostki wojskowej wyraziło na to zgodę.  
          Wkrótce jednak sprawa skrócenia służby stała się nieaktualna, bo Marysia kiedy dowiedziała się o tym, ze łzami w oczach uprosiła brata i bratową, aby wstrzymali się z załatwianiem zwolnienia Pawła ze służby czy przyspieszaniem sprawy jego studiów.  
          Wręcz wymusiła na Pawle, aby poczekał na nią z rozpoczęciem studiów, przypominając mu, że jej wielkim marzeniem było od zawsze studiowanie razem z nim na tej samej uczelni, wydziale i kierunku. Chciała w ten sposób powrócić niejako do sytuacji z czasów dzieciństwa, kiedy po rozpoczęciu nauki w szkole podstawowej, uczęszczała do niej razem z Pawłem, oczywiście do młodszej klasy, ale drogę do i ze szkoły pokonywali razem.
          Aby było to możliwe, Paweł musiałby odłożyć podjęcie studiów do następnego roku, a Marysia przyspieszyć o cały rok zdanie matury. Ania dość sceptycznie odnosiła się, do podjęcia przez Marysię tak dużego wysiłku, jak zaliczenie w jednym roku nauki materiału z dwóch ostatnich klas liceum.
          Marysia jednak nie odpuszczała i przypomniała Ani jej własny tok nauki, który różnił się jednak od tego, czego chciała teraz dokonać Marysia. Ania przyspieszyła tok nauczania, ale na etapie szkoły podstawowej, a nie na końcowym etapie nauki w liceum. Widząc jednak determinację swojej młodej szwagierki, postanowiła jej pomóc.
          Pierwszym krokiem było rozeznanie, czy w którymś z  liceów, jest możliwe coś takiego, jak skrócenie nauki i zdawanie egzaminów z danych przedmiotów w trybie eksternistycznym oraz zakwalifikowanie się do egzaminu maturalnego o cały rok wcześniej? Odpowiedzi na to mogły udzielić właściwe władze oświatowe.
          Umówiła więc rozmowę z odpowiednim urzędnikiem i w uzgodnionym terminie podjechała wraz z Marysią do urzędu, aby przeprowadzić w tej sprawie stosowną rozmowę.
          O dziwo, mimo że bardzo rzadko wykorzystywana, możliwość taka istniała i jedno z liceów miało uprawnienia do prowadzenia indywidualnego, skróconego toku nauczania i przeprowadzania egzaminów końcowych z poszczególnych, obowiązujących w liceum  przedmiotów, w trybie eksternistycznym.  
          Po nawiązaniu kontaktu z sekretariatem szkoły, Ania mając szerokie, pisemne pełnomocnictwo rodziców Marysi do jej reprezentowania, umówiła się z jednym z przedstawicieli kierownictwa szkoły i razem z Marysią spotkały się z nim w ustalonym terminie w jego gabinecie.  
          Przedstawiciel, uprzejmy pan w średnim wieku wysłuchał i zapoznał się z powodami odwiedzin oraz świadectwami Marysi z dwóch pierwszych klas liceum.  
          Zauroczony rozmową z młodą interlokutorką w osobie pani mecenas oraz przedstawionymi przez nie motywami i powodami, którymi kierowała się Marysia, w dążeniu do szybszego zdania matury, przedstawiciel kierownictwa zaakceptował właściwie bez zastrzeżeń jej kandydaturę na przyjęcie do szkoły, a tym samym na zakwalifikowanie jej do indywidualnego toku nauczania oraz do  zdawania końcowych egzaminów z każdego przedmiotu w trybie eksternistycznym.      
          Wyjaśnił również i omówił wstępnie warunki, jakie będzie musiała spełnić Marysia tak w zakresie samego toku nauczania, jak i w trakcie przygotowywania się czy zdawania egzaminów ze znajomości poszczególnych przedmiotów w ciągu jednego roku.  
          Zgodnie z obowiązującymi procedurami, cały tok skróconego, indywidualnego nauczania podzielony miał być na dwie tury i każda z nich miała kończyć się egzaminem końcowym z każdego przedmiotu przed szkolną komisją egzaminacyjną, powołaną w tym celu przez kierownictwo liceum.     
          Pierwsza obejmowała naukę pięciu przedmiotów humanistycznych, a druga sześć przedmiotów przyrodniczo - matematycznych. Po pozytywnym zdaniu egzaminów w granicach 30 - 50 punktów procentowych z każdego przedmiotu, osoba zdająca miała otrzymać świadectwo ukończenia liceum ogólnokształcącego oraz być dopuszczona do zdawania matury w trakcie oficjalnej, maturalnej sesji egzaminacyjnej.
          Ania jako opiekunka i przedstawicielka Marysi przyjęła do wiadomości, przedstawione przez szkołę warunki i zgodnie z ustaleniami zobowiązała się do ich przestrzegania, tak w imieniu własnym jak i Marysi. Po czym obie zadowolone z pomyślnego załatwienia sprawy, pożegnały sympatycznego przedstawiciela szkoły i powróciły do domu.  
          Marysia szczęśliwa i przepełniona radością, wręcz nie mogła  doczekać się powrotu brata, aby podzielić się z nim radosną dla niej nowiną, że pierwszy krok na drodze do wcześniejszego zdawania matury został zrobiony i być może uda jej się zdać pomyślnie maturę w przyszłym roku, a tym samym będzie mogła podjąć studia równocześnie z nim.
          Kiedy po jego powrocie z pracy rozmawiali wspólnie o tym, widział wielką determinację siostry, aby zrealizować swoje marzenie i studiować razem z nim. Był realistą i  początkowo dość sceptycznie odniósł się do zamiarów siostry, podobnie jak żona.
          Ale oboje nie docenili Marysi. W trakcie nauki okazało się, że Marysia podeszła do realizacji swoich marzeń niezwykle realnie, racjonalnie i skutecznie. Odkryła, że posiada obok wrodzonych zdolności i talentu do nauki, także dar fotograficznej pamięci i szybkiego czytania tekstu ze zrozumieniem.  
          W miarę upływu czasu rozwinęła i utrwaliła te umiejętności do perfekcji. W ten sposób opanowywała materiał do nauki kilkakrotnie szybciej, niż normalnie i bez większego wysiłku zdawała egzaminy tak z przedmiotów humanistycznych, jak i ścisłych, wprawiając swoich nauczycieli i egzaminatorów w zdumienie czy zakłopotanie połączone z podziwem.  
          Dochodziło z tego powodu do wielu nieporozumień z egzaminatorami. Niektórzy żądali wręcz, aby Marysia powtarzała zdawanie danego materiału, nie chcąc uwierzyć czy uznać jej stopnia przygotowania i posiadanej wiedzy.  
          Kiedy pewnego razu sytuacja powtórzyła się, Marysia rzuciła wyzwanie sceptycznie nastawionemu do niej członkowi zespołu egzaminacyjnego, że podejmuje się odpowiedzieć na dowolne pytanie, związane z dowolnym, nieznanym sobie tekstem z danego przedmiotu, który przeczyta w obecności komisji.  
          Po krótkiej naradzie członkowie komisji zgodzili się. Sceptyczny egzaminator udał się do biblioteki i wybrał fachowe czasopismo z zakresu geografii, które zawierało obszerny tekst o kraju, który nie był uwzględniony i przerabiany w materiałach do zdawania.  
          Członek komisji powrócił do pokoju, w którym zasiadał zespół i wręczył  czasopismo drugiemu członkowi zespołu, który przewodniczył zespołowi, zaznaczając, jaki tekst chce omawiać. Tekst obejmował encyklopedyczną, dość obszerną wiedzę o położeniu, demografii, historii, kulturze oraz omówienie sytuacji społecznej, polityczno-gospodarczej, ekonomicznej i zasobów naturalnych jednego z południowo - azjatyckich państw.
          Przewodniczący, zdziwiony nieco postawą członka zespołu i jego życzeniu co do tekstu, zwrócił się do Marysi, czy godzi się na omawianie wskazanego tekstu dotyczącego kraju, który nie był objęty obowiązkowym programem do nauczania i zdawania końcowego.  
Marysia poprosiła o czasopismo, rzuciła wzrokiem na tekst i pokiwała głową.
- Zgadzam się Wysoka Komisjo. Mówiłam o dowolnym tekście, więc zgadzam się i na ten.
- Ile czasu potrzebuje pani na zapoznanie się z tekstem? - padło kolejne pytanie.
- Około trzech do pięciu minut Szanowna Komisjo – oświadczyła Marysia.
- Czekamy więc! Proszę zapoznać się z tekstem!  
          Marysia skupiła się przez chwilę na pierwszej stronie, po czym przerzuciła się kolejno na następne. Tekst obejmował ponad cztery strony. Po kilku minutach zwróciła czasopismo przewodniczącemu.
- Jestem gotowa! – oświadczyła.
          Zaskoczony egzaminator rzucił pierwsze pytanie; o nazwę kraju, położenie, powierzchnię i liczbę ludności. Marysia odpowiedziała, podając nawet długość i szerokość geograficzną oraz długość granic z poszczególnymi sąsiadami.  
          Podała również ogólną liczbę ludności, liczbę wyznawców poszczególnych religii, języki i podział administracyjny kraju.  
- Proszę odpowiadać ściśle na pytanie i nie rozszerzać tematu - zwrócił Marysi uwagę, nastawiony do niej sceptycznie członek komisji.  
          Drugi z egzaminatorów słysząc dość nieprzychylne, wręcz tendencyjne nastawienie swojego kolegi i zwróconą uwagę, nie wytrzymał i zarządził przerwę, prosząc Marysię, aby opuściła na chwilę pokój. Marysia wyszła i po chwili usłyszała podniesione głosy, spierających się ze sobą członków komisji.
          Po chwili została poproszona ponownie do pokoju. Pytania zadawał już tylko egzaminator, pełniący rolę przewodniczącego zespołu. Na każde pytanie odpowiadała krótko i zgodnie z jego treścią, nie rozszerzając już tematu.
          Zrozumieniem i znajomością tematu wywołała u swoich rozmówców lekką konsternację. Omawiała nieznany sobie temat, tylko po krótkim zapoznaniu się z treścią nieznanego sobie artykułu. Spoglądali więc na nią nieco podejrzliwie, prawie jak na osobę nie z tej ziemi. Wyglądało na to, że zetknęli się z podobnym przypadkiem po raz pierwszy.  
- Proszę odpowiedzieć nam szczerze; czy znajomość treści tego artykułu oraz tak dobra, obszerna wiedza o Pakistanie, to wynik tylko tego kilkuminutowego zapoznania się z treścią tego artykułu w naszej obecności? - zapytał sceptycznie do niej nastawiony egzaminator.  
- Szanowna Komisjo! Co do artykułu, to czasopismo to widzę po raz pierwszy, a moja dotychczasowa wiedza o Pakistanie poruszona i przedstawiona w tym artykule, nie wykraczała poza ogólne ramy i stwierdzenia, które usłyszałam tylko podczas skróconego, ogólnego napomknięcia kilku słów na ten temat. Zapamiętałam z tego tylko tyle, że jest to muzułmańskie państwo azjatyckie, powstałe z podzielenia dominium brytyjskiego, z chwilą przyznania niepodległości w sierpniu 1947 roku. Tak że bardziej szczegółową wiedzę o tym kraju uzyskałam dopiero teraz, po zapoznaniu się z tym artykułem w obecności Szanownej Komisji.  
- Mamy rozumieć, że jest pani w stanie odpowiadać ze zrozumieniem i niezbędnymi szczegółami na dowolny temat, po krótkim zapoznaniu się z tekstem na dany temat?
          Nastawiony dość sceptycznie egzaminator, patrząc na bardzo młodą dziewczynę, która odpowiedziała mu dość śmiałym, zdecydowanym spojrzeniem, wyraźnie spuścił z tonu i odpuścił dalsze drążenie tematu, uznając jej talent i rzadkie zdolności do pogłębiania swojej wiedzy w krótkim czasie i w zademonstrowany przed nimi sposób.  
- Szanowna Komisjo! Nie kieruje mną żadna pasja, chęć szpanowania czy uczenia się na pokaz, ale świadome dążenie do zdania matury w przyjętym przeze mnie czasie.
Marysia bez wahania czy tremy odpowiedziała zdecydowanym tonem, na zadane przez egzaminatora pytanie.    
- Cóż, pozostaje nam tylko przyjąć do wiadomości pani wiedzę z tego czy innego przedmiotu oraz potwierdzić pozytywny wynik egzaminu. Życzymy też bezproblemowego uzyskania absolutorium ze wszystkich przedmiotów obowiązujących w liceum.
          Przewodniczący na zakończenie podsumował niesamowite wręcz zdolności Marysi do szybkiego opanowywania materiału oraz potwierdził pozytywne zdanie egzaminu końcowego; w tym przypadku z geografii.      
          Cały tok nauki oraz zdawanie egzaminów końcowych, z obowiązujących w trzeciej i czwartej klasie liceum przedmiotów, przebiegało mnie więcej w podobnym stylu i ostatni z przedmiotów Marysia zaliczyła już w pierwszej połowie kwietnia. W ten sposób zapewniła sobie spory zapas wolnego czasu na powtórzenie i utrwalenie materiału do matury.
          Wiedza Marysi poszerzana i utrwalana w zadziwiający dla osób postronnych sposób, pozwoliła jej też na bezproblemowe zdanie egzaminu maturalnego. Tym bardziej, że uzyskanie bardzo dobrych ocen na pisemnym egzaminie z języka polskiego i matematyki, zapewniło jej zwolnienie ze zdawania egzaminów ustnych z obu przedmiotów.  
          Po podsumowaniu ocen z egzaminów końcowych dotyczących poszczególnych przedmiotów oraz z egzaminu maturalnego, uzyskała jako jedna z nielicznych absolwentów liceum bardzo dobrą ocenę końcową na świadectwie dojrzałości.  
          Z taką oceną wydział prawa i administracji krakowskiej uczelni stał właściwie przed Marysią otworem. Paweł co prawda też mógł pochwalić się dobrym wynikiem na świadectwie dojrzałości, ale był on wyraźnie słabszy od wyniku Marysi.  
          Kierując się sugestią pani Bożeny, aby skutecznie zwiększyć swoje szanse na zdanie egzaminu wstępnego na oblegany przez studentów wydział, oboje z Pawłem zapisali się na organizowany przez uniwersytet kurs przygotowawczy.
          Kurs ukończyli z wyróżnieniem, głównie dzięki wyjątkowym zdolnościom, pamięci  i umiejętnościom Marysi. To spowodowało, że nie mieli najmniejszego problemu z przyjęciem bez żadnej protekcji na pierwszy rok studiów prawniczych.  
          Paweł w międzyczasie uzyskał zgodę na skrócenie służby wojskowej i z końcem września został przeniesiony do rezerwy wraz z awansem na kolejny stopień.  
          Z początkiem października już jako studenci pierwszego roku rozpoczęli studia prawnicze na jednym z wydziałów, na którym pracowała również na wysokim stanowisku nie kto inny, jak pani Bożena, mama Ani i jego ulubiona teściowa w tej części Środkowej Europy.    
          Należy wspomnieć, że rok wcześniej Paweł, zgodnie z przyrzeczeniem danym Ani, zdał egzamin na prawo jazdy i praktycznie od tego czasu przejął od żony obowiązki kierowcy przy wspólnych wyjazdach, tak po samym Krakowie, jak i poza jego teren.
          Do tego, kiedy odebrał to wyczekiwane prawo jazdy, Ania wręczyła mu w ramach niespodzianki kluczyki do nowego mercedesa, który kupiła wcześniej w tajemnicy przed mężem. To oczywiście umożliwiło mu wyjazdy do domu rodzinnego, niejednokrotnie tylko w towarzystwie Marysi, bo Ania w miarę rozwoju ciąży, ograniczyła wyjazdy na wieś.
          Co ciekawe to Ania przypominała mu o odwiedzinach w domu rodzinnym, aby wywiązał się z obietnicy i uzgodnień wobec bratowej i brata. Kiedy więc bratowa Pawła odwiedziła ich w Krakowie, aby oznajmić im dobrą dla niej wiadomość, że zaszła w ciążę, cieszyła się nie mniej od niej samej.    
          W tym też okresie, jeszcze w trakcie służby wojskowej Pawła, zgodnie z koleją rzeczy nadszedł oczekiwany przez nich okres rozwiązania i oboje z Anią doczekali się narodzin syna. Poród odbył się bez żadnych komplikacji, w przewidzianym przez naturę czasie i siłami natury, bo tak życzyła sobie Ania.  
          Wszystko przebiegło w sposób normalny, bez zakłóceń i na świat przyszedł wspaniały chłopiec. Chłopisko miało około sześćdziesiąt cm wzrostu i prawie cztery kg wagi. Jak na pierwsze dziecko było to powyżej średniej dla polskich noworodków. Jego przyjście na świat stało się do pewnego stopnia wydarzeniem i wywołało wprost euforię w kręgach rodzinnych tak Ani, jak i Pawła.  
          Wkrótce okazało się też, że tak Ania, jak i Paweł okazali się rodzicami z prawdziwego zdarzenia, dzieląc się obowiązkami przy zajmowaniu się niemowlakiem. Pani Bożena, która zarzekała się wcześniej, że trudno jej będzie przestawić się mentalnie i zaakceptować fakt, że jest już babcią, po narodzinach wnuka wprost zapamiętała się na jego punkcie. Jak sama mówiła, nie mogłaby zasnąć, gdyby nie zobaczyła i nie pobawiła się codziennie z wnukiem.  
          Oczywiście nigdy nie musiała później wracać sama do domu, bo Paweł, po naradzie z żoną, stał się jej osobistym kierowcą. A że przy okazji był wykorzystywany czasami przez swoją ulubioną teściową do innych celów, to odbywało się to za oczywistą zgodą Ani. Nie budziło to też niechęci ze strony Pawła.
          Trudno byłoby dziwić się mu, kiedy słyszał nieustanne zapewnienia pani Bożeny, że kocha go tak bardzo jako swojego zięcia i nie tylko, że nawet w myślach go nie zdradza. A do tego była przecież, jak na swój wiek, bardzo zadbaną i atrakcyjną kobietą.  
               Wiedział o tym, bo kilkakrotnie był świadkiem adorowania jej przez nieźle prezentujących się i kulturalnych mężczyzn. Z takich czy innych względów tolerowała i przyjmowała ich adoracje, dając im jednak wyraźnie do zrozumienia, że nie jest osobiście zainteresowana żadnymi bliższymi kontaktami.  
          Była dojrzałą, piękną kobietą i w towarzystwie Pawła wyraźnie młodniała. Ania zdawała sobie sprawę, że mama wykorzystuje jej męża, ale za bardzo ją kochała, aby być o nią zazdrosna, podobnie jak o Marysię czy o swoją siostrę Zuzę.  
          Co do Marysi, to Ania pozbyła się już złudzeń, że sama podejmie starania w celu poznania jakiegoś chłopaka. Sama pani Bożena wręcz ją w tym utwierdziła. Mając nieraz okazję zaobserwować zachowanie Marysi wobec Pawła, zauważyła, że na uczelni są jak papugi nierozłączki, zachowując się jak zakochane w sobie małżeństwo.  
          Tak na wykładach jak i na stołówce zawsze siedzieli razem przy jednym stole.  Do tego byli do siebie podobni, a Marysia okazywała mu na każdym kroku wręcz uwielbienie. Rozdzielali się chyba tylko, idąc do ubikacji, ale i wtedy jedno czekało na drugiego.  
          Była piękną dziewczyną i wzbudzała niewątpliwe zainteresowanie kolegów czy innych młodych mężczyzn, ale żaden z nich nawet nie próbował podejmować starań, aby się do niej zbliżyć, sądząc, że razem z Pawłem tworzą parę lub są małżeństwem.  
          Trudno było dziwić się im czy zastanawiać nad tym faktem, jeżeli widzieli u Pawła na palcu obrączkę, a do tego oboje nosili to same nazwisko i tworzyli nierozłączną parę. Przy tym Marysia mową ciała wysyłała jednoznaczne sygnały, kim jest zainteresowana.  
          Zuza natomiast robiła wszystko i podejmowała nieustanne próby uwolnienia się od uzależnienia od Pawła. Wiedziała przecież, że Paweł kocha nad życie swoją żonę i syna, a do tego jest kochany nie tylko przez Anię. Jest uwielbiany przez swoją siostrę, ale również przez ich mamę Bożenę, która też poza nim świata nie widziała.  
          Do tego doszła również sprawa urodzenia przez bratową Pawła drugiej dziewczynki, którą spłodzili wspólnie z Pawłem, co odbyło się za pełną wiedzą i zgodą Ani. Oczywiście oficjalnym ojcem dziewczynki był brat Pawła, Adam.  
          Nieco niejasne dla Zuzy były natomiast relacje czy kontakty Pawła z jego własną mamą, bo niejednokrotnie przy okazji rodzinnych spotkań w poszerzonym gronie miała okazję zauważyć, że jej spojrzenia i okazywane Pawłowi uczucia oraz ich wzajemne relacje, wykraczały w znacznym stopniu poza rodzinne, zwyczajowe relacje, które powinny  mieć miejsce pomiędzy matką i synem.
          Zuza, będąc sama zadurzona czy uzależniona od Pawła, nie miała jednak zamiaru potępiać ani jego ani też osób, które podobnie jak ona, były w jakimś stopniu uzależnione od niego. Nie chciała i nie zamierzała też zrywać więzi łączących ją z Anią, mamą czy Pawłem. Chciała tylko uwolnić się od uzależnienia od szwagra i przyrównywania innych chłopaków czy poznawanych mężczyzn do niego.    
          A z tym bywało różnie. Bywało, że przez jakiś okres czasu dość skutecznie udawało jej się zapominać o swoim szwagrze i jego kutasie, który prawie zawsze demolował strasznie jej cipkę przy zbliżeniach, że później na samo wspomnienie dostawała gęsiej skórki.  
          Ale kiedy dostawała klasycznej ‘chcicy’, żaden chłopak nie miał szans sprostać jej oczekiwaniom czy wymaganiom. Na szczęście, w takim wypadku wypracowała już jednak własną metodę postępowania. Nie zrywała i nie szukała pretekstu  do wywoływania konfliktu z chłopakiem, tak jak to bywało wcześniej, ale szukała lekarstwa na swoje dolegliwości u ‘źródła’ swojej ‘przypadłości’.  
          Wiedziała już, że Paweł odwozi każdorazowo mamę po wizycie u wnuka, więc albo dzwoniła do Ani i rozmawiała tak z nią, jak i z Pawłem, umawiając się z nim bezpośrednio, aby ją odwiedził, albo czatowała na niego, wypatrując go na parkingu przez okno w swoim pokoju.      
          Wtedy wychodziła na parking i zabierała go wprost do siebie, sprzątając go mamie sprzed nosa. Ani czy mamie wyjaśniała potem, że potrzebowała pomocy Pawła w takiej czy innej sprawie. Obie dobrze wiedziały o jaką sprawę chodziło, ale że nie nadużywała tej ‘pomocy’ zbyt często, więc ani jedna ani druga nie robiły o to rabanu czy problemu.
          Paweł natomiast mając ciche przyzwolenie swojej żony, aby udzielał od czasu do czasu pomocy seksualnej uzależnionym od niego kobietom, nie krygował się i nie opierał  zbytnio przed świadczeniem tego typu pomocy swoim wielbicielkom. Czerpał z tego pewnie niewiele mniej przyjemności niż jego potencjalne partnerki.       
          W ten oto sposób, w pięknym polskim mieście j jego okolicach zaistniał samoistnie klub czy stowarzyszenie kobiece, uzależnione w jakimś stopniu od jednego młodego mężczyzny. Co ciekawe, ten młodzieniec, który w przyszłości stał się niezmiernie  atrakcyjnym mężczyzną, mimo że o to specjalnie nie zabiegał, stał się obiektem zadurzenia albo wręcz uwielbienia kilku kobiet z jego własnej rodziny, jak również z rodziny jego żony. Nic tylko pozazdrościć… Koniec.

PS.  Szanowni Państwo!  

          Pewnie tak jak większość czytających to opowiadanie, tak i ja dojrzałem czy doszedłem w końcu do wniosku, że podobnie jak wszystko inne, tak i to opowiadanie powinno mieć swój koniec. Trochę to wszystko trwało i być może należało to zakończyć dużo wcześniej, ale stało się.  
          Gdzieś tam wcześniej wspomniałem, że to opowiadanie nie miało nigdy ujrzeć światła dziennego. Ot, miała to być zabawa słowem i forma gimnastyki szarych komórek pisana do szuflady. Sam już nie pamiętam, co sprawiło czy jakie licho mnie podkusiło, że to opublikowałem. A potem dałem się ponieść wyobraźni i poszło…  
          Być może jeszcze raz narażę się niektórym czytającym, którzy lubią sami wyobrażać sobie czy dopisywać własne zakończenie dotyczące dalszych losów bohaterów.  
          Z góry więc przepraszam za to, że pozwoliłem sobie na dopisanie jakiejś formy epilogu i przedstawienie mojej wersji czy moich wyobrażeń, w jaki sposób mogły potoczyć się dalsze losy szczególnie głównych bohaterów.
          A za cierpliwość, uwagę, wszelkie komentarze i opinie serdecznie dziękuję. Większość z nich podbudowywała i mobilizowała, zachęcając do dalszego pisania.  Autor

12 komentarze

 
  • Majkel705

    Szanowny autorze gdybyś wpadł na genialny pomysł dopisania czegoś jeszcze do przygód Pawła to zapewne wielu twoich wiernych czytelników byłoby zachwycone tym faktem na razie niecierpliwie czekamy na kontynuację pozostałych Twoich opowiadań

  • papcio

    Czytam to opowiadanie nie wiem który raz i nadal mi się podoba.

  • iMoje3grosze

    Franek, Dziękuję za wspaniałe przeżycie, jakie nam czytelnikom zafundowałeś. Uczysz, rozbawiasz, zmuszasz do przemyśleń i zmiany poglądów. Wielki szacun, bo twoje pisanie z kolejnymi rozdziałami wspinało się na szczyty doskonałości - jak orgazmy damskiej części rodziny Pawła i Ani. Uff, można pomarzyć tej perfekcji.
    Jak wszystko, co czytam czy oglądam, próbuję odnieść do własnych doświadczeń, spostrzeżeń lub wiedzy. I niektóre osoby są dla mnie wyidealizowane, choć jako pisarz możesz to czynić.
    Ania, co za człowiek i kobieta? - mądra, piękna, pełna temperamentu i pomimo 9 lat różnicy w wieku, w 101% pewna miłości Pawła do niej. Żadnych emocji, gdy jej mąż szaleje z innymi kobietami. Żadnej zazdrości, chęci posiadania na wyłączność. Ideał żony erotomana./ Na swoją nie mogę narzekać, ale lata pracowałem nad tym, by w żonie nie wywoływać złych emocji. /  
    A przecież Paweł to bardzo młody mężczyzna, właściwie chłopak, fakt, że o dojrzałości 50+ latka. Ale, jak widać i on posunął się do zdrady żony, sypiając z kobietą / matką /, bez "zgody" swojej miłości. Za to, jak każdy facet / a może nie tylko / próbujący usprawiedliwić się przed sobą ze swoich "wykroczeń" siłą wyższą / miłością do matki, zaniedbanej przez męża, a właściwie już nie, tylko nie dopieszczonej przez ojca i brata Pawła /.
    Paweł, gdzie się tacy rodzą? Wszystkie na niego lecą, by pierwsze oddać siebie razem z wiankiem i nie tylko. Noo, można sobie pomarzyć. A on prawiczek - 0 wiedzy i umiejętności, za to o dużej jurności, jak każdy w tym wieku i niebywałej inteligencji lub intuicji seksualnej. Pani Wisłocka i co Pani na to? I czemu mu soduwa nie uderzyła do głowy. Miiiłość, no tak, ale w tym wieku bardziej się myśli o WOLNOŚCI, a miłość to jednak świadome "ograniczenie" się do szczęścia ukochanej osoby.
    Znalazłem jednak, w tym ideale, jedną rysę. Jego chęć czynienia dobra.. dobrze ograniczyła się tylko do kobiet. On taki wyzwolony, a nie pomógł mężowi Krystyny.
    Franek, to moje przemyślenia, absolutnie nie krytyka. Pisz i jeszcze raz pisz. A ja z "zamglonymi oczami, w których czai się tęsknota" czekam na twoje następny ciąg... może nie dalszy a bliższy.  
    Pozdrawiam też wszystkich komentujących, bo wasze komentarze też są cool. :bravo:

  • franek42

    @iMoje3grosze Witam. No to dałeś czadu. Pewnie zawodowy krytyk nie powstydziłby się takiej retrospekcji czegoś, co zostało zakończone pół roku temu. Kiedy pojawiłeś mi się, przy okazji logowania, jako komentujący i to z takim nickiem, uznałem, że wypada zapoznać się, jakie to trzy grosze dorzuciłeś do zakończonego opowiadania. Okazało się, że to w pełni profesjonalna ocena czegoś, co na pewno do takiej oceny nie aspirowało.
    Mogę ci być tylko wdzięczny, za tak szczegółową czy wnikliwą ocenę tej opowiastki. Włożyłeś w to trochę trudu i nie chcę ci kadzić, ale te twoje przemyślenia trącą zawodowstwem. Jeżeli jeszcze o tym nie myślałeś, to czas na zmianę właśnie nadszedł. Najwyższy czas abyś to zrobił. Redakcje czekają na takich, jak ty fachowców - krytyków literackich. To tyle w tym temacie. Za twój post dziękuję i pozdrawiam

  • iMoje3grosze

    @franek42 Mistrzu, chyba się zaczerwieniłem, bo to były tylko takie moje luźne przemyślenia.
    Ale.. :yahoo:

  • Mariusz

    wracam do Twojego opowiadania chyba po raz trzeci i niezmiennie fascynuje mnie Twoja zdolność przelania na papier swoich przemyśleń, bo chyba tak to należy określić. nie zwracaj uwagi na krytykę, skoro kogoś nie stać na kilka słów wyjaśnienia dlaczego mu się nie podoba, to znaczy, że jest po prostu zazdrosny, że nie potrafi napisać nawet jakiegoś gniota, którego ktoś by chciał przeczytać. Moim skromnym zdaniem to co stworzyłeś - mimo wielu przeciwności losu - jest po prostu dobre. Pozdrawiam i czekam na więcej  ;)

  • franek42

    @Mariusz Witam i dziękuję za post. Nie sądziłem, że ktoś zechce jeszcze komentować opowiadanie zakończone w listopadzie i to jeszcze w takim tonie. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam

  • Znudzony

    Ależ to nudne i popieprzone było...

  • franek42

    @Znudzony Witam. Pewnie masz rację i dlatego to zakończyłem. Nie wiem tylko, kto ci zrobił kawał i do twojej szczerej opinii dodał dwa lajki. Jakiś chichot losu czy złośliwości? Pozdrawiam

  • Czytelniczka mała

    @franek42 krytyki przyjąć  nie potrafisz? Wstyd.

  • TojaPysiorka96

    Dziękuję za tą przygodę z tym opowiadaniem. Było nader przyjemnie i miło. Czekam na nowe pomysły . Buziaki 💋

  • franek42

    @TojaPysiorka96 Witam Pysioreczko i przepraszam, że tak pózno odpowiadam. Za post dziękuję. Dołączam buziaczki i pozdrowienia

  • BlackCrowe

    Jeszcze w poczekalni???? 39 łapek i prawie 2,5 tysi czytających i jeszcze w poczekalni???? Czegoś tutaj nie rozumiem! SPECYFICZNE te kryteria są....

    Pozdrawiam AUTORA!👍👍👍👏👏👏

  • franco

    @BlackCrowe Witam. Przypuszczam, że ktoś to weryfikuje społecznie lub po prostu nie ma komu. Analizowałem treść dość dokładnie i nie widzę powodu do banowania. A tak poza tym dziękuję za post i pozdrawiam

  • BlackCrowe

    @franco żeby większość umiała tak pisać jak Ty..... I temuż się właśnie dziwię!  
    No nic, został Ci do skończenia superRobercik (co nie mam pojęcia jak to zrobisz....) i wymyślaj coś fajnego-nowego. Pozdrawiam 👍

  • ZAC

    Franek wielkie dzięki za tą wspaniałą historię.
    Za to że dopisywałeś kolejne rozdziały tej niesamowitej sagi i pozwoliłeś nam zatopić się w tej opowieści, mimo tego pozostaje wielki niedosyt. Jako autor to ty wymyśliłeś tę historię, i tylko ty miałeś prawo skończyć ją w taki, a nie inny sposób.  Szkoda że zostawiłeś samego Pawła w tej erotycznej przygodzie, a jego dziewczyny skazałeś tylko na niego. Tak sobie już od dłuższego czasu myślę, czy nie lepiej było by dla tej opowieści pomóc mu w zaspokojeniu tych jego pań, niestety nie posłuchałeś mnie.
    Mam nadzieję że nie powtórzysz tego samego manewru w kolejnej historii ( Robert też ma za dużo kobiet do obsłużenia), i wprowadzisz umiejętnie innych mężczyzn do swojego świata opowieści.

    Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony innych twoich historii....pozdrawiam

  • franco

    @ZAC Witam. Pewnie masz dużo racji w tym, co piszesz, ale faktycznie brakowało mi już pomysłu, żeby to w jakiś sposób rozwijać i wprowadzać nowe osoby. Zbyt długo to ciągnąłem i chyba ciężko mi było przestawić się, tak na podkręcenie samej akcji, jak i na wprowadzenie nowych bohaterów. A tak mówiąc po prostu, pewnie przegrzałem trochę te moje szare komórki i zbuntowały się. Za wszystkie sugestie dziękuję i życząc ci również wspaniałej weny, serdecznie pozdrawiam

  • Janosik

    Szkoda że zakończyłeś jest szansa że kiedyś powstanie druga część np 18 lat później?

  • franco

    @Janosik Witam. Nie odpowiem ci teraz, bo na razie muszę dokończyć to, co jest, ale nie mówię nie. za post dziękuję i pozdrawiam

  • St.sz

    I cóż ja mam tu napisać? Trochę szkoda, że coś się kończy ale jak wszyscy wiedzą i piszą - coś się zaczyna i coś musi się skończyć. Wielkie dzięki za tą powieść i nieskromna prośba o coś następnego. Bo nie wątpię, że będzie ( lub byłaby) równie poczytna i piękna. Jeszcze raz dzięki i pozdrówki z życzeniami zdrowia i weny. :cheers:

  • franco

    @St.sz Witam i dziękuje za dobre słowo, a także za to że byłeś ze mną na dobre i złe. Pozdrawiam

  • PoProstuJa

    Uwielbiam ta powieść ale co dobre zawsze się kończy choć zawsze można mieć nadzieję że kiedyś może wrócisz z drugą częścią ale jak na razie to mam nadzieję że inne opowiadania również się rozwiną tak świetnie
    Życzę dużo świetnych pomysłów i pozdrawiam

  • franco

    @PoProstuJa Witam. Tak jak napisałem, to już trochę za długo trwało. Też w jakiś sposób polubiłem bohaterów i naprawdę nie było mi łatwo. Ale cieszę się, że mam takich wspaniałych czytelników. Dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    @franek42, dziękuję Tobie za ten ostatni odcinek tej rodzinnej sagi. Maje szczęście (i nie tylko moje) że nie odłożyłeś tego do szuflady. Jeszcze raz dziękuję Tobie bardzo serdecznie, za to że pozwoliłeś takim jak ja czytelnikom na komentowanie. A teraz najserdeczniej pozdrawiam Ciebie wraz z całą twoją rodziną i czekam na dalszy ciąg pozostałych dwóch opowiadań (lub, jak kto woli: powieści).

  • franco

    @emeryt Witam. Jak zwykle pokazałeś, że można na ciebie liczyć. Dziękuję za wszystkie posty i pozdrowienia. Też serdecznie pozdrawiam ciebie i twoją rodzinkę z Połóweczką na czele. Twojemu wnuczkowi życzę wytrwałości i samych dobrych ocen, a wam dobrego zdrowia i pogody ducha, bo pogoda na dworze jest raczej zmienna.

  • emeryt

    @franco , dziękuję również za życzenia, lecz już kiedyś Tobie pisałem w odpowiedzi że spotkałem się z taką sytuacją i to kilkadziesiąt lat temu, że dwie siostry zakochały się w jednym facecie, żyjąc wspólnie i mając z nim trójkę dzieci. A na dodatek chyba nikt ich nie potępiał, a wręcz trochę mu zazdrościli tego inni sąsiedzi. Jeszcze raz przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.