Mogło być i tak - cz. XXIII

Po kolejnych kilkunastu minutach zobaczyli wychodzącą Marysię. Ania wyszła z samochodu i pomachała ręką. Marysia zauważyła ją i widząc samochód, pożegnała się z towarzyszącą jej koleżanką i szybko ruszyła w stronę Ani. Kiedy dochodziła do samochodu, wysiadł z niego Paweł. Marysia zaskoczona jego widokiem zatrzymała się.
- Paweł! Ty tutaj? - w jej głosie był szok i niedowierzanie.
- Witaj Marysiu! Co, zaskoczona? - zapytał, uśmiechając się serdecznie do siostry.
Do Marysi w końcu dotarło, że to Paweł, jej ukochany brat we własnej osobie.  
- Co się stało, że przyjechałeś? Zwolnili cię czy jak? - pytała już bardziej wesołym głosem.
- Nie zwolnili, tylko przenieśli, zgodnie zresztą z moją prośbą - poinformował Marysię.
- Ażeby jeszcze bardziej uściślić sprawę, to też nie przyjechałem, a przyleciałem do Krakowa samolotem - uzupełnił żartobliwym tonem swoją poprzednią wypowiedź - a dlaczego? Bo bardzo tęskniłem za wami, za Anią i tyle - dodał pogodnie i ciepło.  
- A ty co? Nie przywitasz się z nami? - zapytał, lekko zdziwiony jej reakcją.
Ania zareagowała pierwsza i podeszła do Marysi, obejmując ją i witając buziakiem.
- Idź, przywitaj się z nim, to twój brat! - szepnęła.
Marysia podeszła do Pawła.
- Witaj braciszku! Zaskoczyłeś mnie tym przyjazdem - powiedziała, całując go w policzek.
- Nie tylko ciebie, tak że nie przejmuj się - powiedział, poklepując siostrę po ramieniu.
- Siadajcie, jedziemy do domu! - poprosiła Ania, zajmując miejsce w samochodzie.
- A do którego Aniu? Do twojego czy do naszego? - zapytała Marysia, odzyskując rezon.
- Najpierw do waszego! - skwitowała jej pytanie Ania.
Ruszyli w stronę głównej drogi i po kilkunastu minutach podjeżdżali pod dom rodziców Marysi i Pawła. Brama była już otwarta, a przed domem czekała na nich mama. Ania podjechała tak jak poprzednio pod dom. Wysiedli z samochodu i Marysia podeszła do mamy, witając ją buziakiem.
- Mamo, mogłabym pojechać z Anią i Pawłem do Krakowa? - wyskoczyła z prośbą Marysia.
- No, nie wiem! A co ze szkołą jutro? - odpowiedziała mama zaskoczona prośbą córki.
- Marysiu, ja jutro nie będę mogła odwieźć cię do szkoły, bo muszę odwieźć Pawła - oznajmiła Ania, uprzedzając ewentualną prośbę Marysi.
- Nie ma takiej potrzeby, jestem już na tyle duża, że dojadę do szkoły autobusem, tym samym, którym jeżdżę codziennie, tyle że jutro z Krakowa - dodała, jakby chciała uświadomić im, że mają przed sobą nie dziecko, a dużą, samodzielną dziewczynę.
- A pytałaś Anię i Pawła, czy sobie życzą tego, abyś im zawracała głowę dzisiaj? Przecież umawiałyście się z Anią na sobotę, więc nie możesz poczekać te kilka dni? - Mama próbowała przywołać córkę do porządku, ale Ania widząc posmutniałą minę Marysi, wtrąciła się do ich rozmowy.
- Paweł, będzie ci przeszkadzać w czymś obecność Marysi, gdyby z nami pojechała? - zwróciła się najpierw do Pawła.
- Nie, ale ... - przerwał widząc, mrugnięcie Ani - nie ważne, myślałem o wizycie u twojej mamy - zakończył zdanie.
- Mama z przyjemnością pozna siostrę przyszłego zięcia - powiedziała to z niejaką dumą, mówiąc o zięciu, co oznaczało, że zaczyna się przyzwyczajać do myśli o Pawle, jako przyszłym mężu.
- To ja odgrzeję ci obiad, a ty idź i zapytaj tatę, czy ci pozwoli, bo masz dwoje rodziców. Możesz powiedzieć, że ja się zgadzam - jeszcze nie dokończyła mówić, gdy Marysi już nie było. Po chwili wróciła, zdyszana, jakby ją ktoś gonił.
- Tata też zgadza się, jeżeli Ania i Paweł nie mają nic naprzeciw - powiedziała, dzieląc słowa.
- No to załatwione! - skwitowała Ania. Potem widząc z jakim pośpiechem Marysia pochłania, podany przez mamę obiad, omal się nie roześmiała.
- Marysiu, nie spiesz się tak! Przecież nam się aż tak bardzo nie spieszy, tym bardziej, że mama pewnie jest jeszcze na uczelni - powiedziała, ale mogła sobie mówić. Marysia pobiła pewnie wszelkie rekordy w jedzeniu, gdyby ktoś mierzył jej czas. Kiedy skończyła posiłek, zaczęły się 'schody', w co ma się ubrać, a co zabrać z bielizny czy ubrania na jutrzejszy dzień.
W końcu z pomocą mamy i Ani, ta sprawa też została załatwiona. Pożegnali się więc z mamą, która zadowolona z komitywy, jaka wytworzyła się pomiędzy Marysią, Anią i Pawłem, zasiliła jeszcze w niewielką kasę córkę i syna, a potem towarzyszyła im do samochodu. Pomachała im na pożegnanie, kiedy wyjeżdżali na drogę i zamknęła za nimi bramę. Marysia siedząc z tyłu, na środku tylnego siedzenia była więcej niż zadowolona z faktu, że tak dobrze układają się sprawy pomiędzy Anią i Pawłem oraz z tego, że może im towarzyszyć. Zaskoczona początkowo przyjazdem Pawła, powoli przyswajała sobie, że to jest jej brat, a nie chłopak, który ją bardzo kocha jako siostrę i że będzie blisko. Zaczęły powracać do niej wspomnienia miłych, przyjemnych chwil spędzanych z Pawłem, a także tych przykrych, nieprzyjemnych, w których też mogła właściwie liczyć tylko na niego, jako starszego brata i opiekuna. Jednak w jej umyśle wytworzył się już trwały mechanizm myślenia o Pawle jako o kochanym starszym bracie, a nie o chłopaku. To co niedawno było nie do pomyślenia, teraz stało się faktem. Dla niej Paweł był już tylko bratem i chłopakiem Ani, swojej najlepszej przyjaciółki. Ciekawe było to, że przyjmowała to do wiadomości bez cienia zazdrości, z radością i zadowoleniem. Kiedy dojechali do domu rodzinnego Ani, jej mamy Bożeny nie było jeszcze. Ania otworzyła drzwi do mieszkania mamy własnym kluczem i czując się jako gospodyni, zaproponowała Marysi i Pawłowi kawę na poprawienie nastroju. Siedzieli już w trójkę i popijali kawę, kiedy pojawiła się Bożena, mama Ani. Powstali jak na komendę.
- O kurcze! Kogo to moje oczy nie widzą! Witaj Pawle! A to pewnie twoja siostra Marysia, tak? - pani Bożena, nie robiąc ceregieli, przywitała soczystym całusem w usta Pawła, potem Marysię, którą nie tylko pocałowała, ale mocno i serdecznie uściskała, a na końcu wyściskała i wycałowała Anię. Była w wyśmienitym humorze, na co zwróciła uwagę Ania.
- Mamo, nie spotykałaś się czasem z panią Haliną? - zapytała, śmiejąc się.
- A jak myślisz? Jak powiedziałaś mi o Pawle, że jest w Krakowie, to pewnie Halina coś tam do tego przyczyniła się, przynajmniej tak mi się wydaje, więc musiałam jej podziękować - oświadczyła córce.
- Mamo, a mnie wydaje się, że to sam Paweł załatwił sobie to przeniesienie, swoją fachowością, solidnością i zaangażowaniem - Ania powiedziała to z pasją i przekonaniem, tak że Bożena nawet tego nie skomentowała.
- Mamo, młody, niespełna dziewiętnastoletni chłopak w niecałe dziewięć miesięcy zostaje awansowany do stopnia plutonowego, a jednostka, która odpowiedziała jego szkole, że nie potrzebuje jego pokroju specjalistów, po niecałych trzech miesiącach wysyła po niego samolot, to przypadek, czy uznanie jego kompetencji? - dodała już nieco spokojniej.
- A ty skąd o tym wiesz? Paweł ci to powiedział? - wyraziła swój sceptycyzm wobec punktu widzenia sprawy przez Anię.
- Nie! Nie musiał, bo mam oczy i widzę, a co do reszty, to moja dedukcja i intuicja mi podpowiada - podtrzymała swoje stanowisko w sprawie przeniesienia Pawła.
- Może i tak jest, jak mówisz, co nie znaczy, że nie mogłam zaprosić Haliny na kawę i lampkę wina - powiedziała Bożena i uśmiechnęła się rozbrajająco.
- Pewnie, że mogłaś, a nawet powinnaś, tym bardziej, że może być jeszcze różnie i dopóki Paweł jest w wojsku, dobre stosunki z kimś znaczącym na pewno nie zaszkodzą - Ania skwitowała już ugodowym tonem wypowiedź mamy.  
- Zrobić ci coś do picia? - zapytała.
- Możesz, tylko nie kawę. Na dzisiaj mam jej już dość - odparła Bożena. Kiedy Ania wyszła, w pokoju przez chwilę zapadło milczenie.  
- Marysiu, mogę zwracać się do ciebie po imieniu? - Bożena, jako gospodyni uznała, że trzeba czymś zająć gości i chodziło jej głównie o Marysię.
- Oczywiście, byłoby mi głupio, gdyby pani zwracała się do mnie inaczej - powiedziała z uśmiechem.
- To dobrze! Będzie nam lepiej rozmawiać ze sobą. A ja mam na imię Bożena. Z twoim bratem jestem na ty, więc jeżeli nie będzie to dla ciebie problemem, możesz też zwracać się do mnie po imieniu - zaproponowała zażenowanej Marysi.
- Pani Bożeno, może raczej zostańmy przy formie; Marysia - pani Bożena, bo zwracanie się do pani po imieniu byłoby dla mnie w tej chwili trudne - poprosiła Marysia, stremowana bardziej niż zażenowana.
- Jeżeli tak uważasz, to niech tak będzie - powiedziała Bożena ciepłym głosem, bo spodobała jej się tak odpowiedź, jak i sama Marysia.
- Ale nie masz nic naprzeciw, że Paweł zwraca się do mnie w bardziej poufałej formie - zapytała kurtuazyjnie.
- Oczywiście, że nie. Paweł jest starszy ode mnie, a poza tym znacie się już bliżej, do tego jest narzeczonym Ani, a więc niedługo może zostać pani zięciem, a z tego co słyszałam, to zięciowie zwracają się do swoich teściowych w różnych formach, także po imieniu, jeżeli one tego sobie życzą - wyjaśniła dość obszernie Bożenie, dlaczego poufała forma w jakiej Paweł zwraca się do niej, jej nie razi.  
- A więc wyjaśniliśmy sobie prawie wszystko, to teraz może Paweł opowiedz, jak się czujesz po przyjeździe do Krakowa i czy jest to po twojej myśli? - zwróciła się do Pawła, aby z jego ust usłyszeć o wrażeniach i odczuciach, jakie odniósł po przylocie do Krakowa.
- Bożenko, ja sam chciałem tego przeniesienia, a ostatnio, po tym, jak Ania poinformowała mnie, że jest ze mną w ciąży, było to już moje marzenie, aby być blisko niej i na bieżąco obserwować oraz uczestniczyć w rozwoju tego dzieciątka w jej łonie - odpowiedział szczerze, bez zastanawiania się nad formą swojej wypowiedzi.
- Wygląda na to, że dobrze cię oceniłam i cieszę się, że chcesz dołączyć do naszej rodziny - wyraziła swój pogląd Bożena. Kiedy wróciła Ania z herbatą dla mamy, nastrój przy stole był już prawie rodzinny. Zabawili jeszcze przez jakiś czas u mamy, chwilę pogawędzili o różnych duperelach, aby w końcu pożegnać się i wrócić do mieszkania Ani.  
- To teraz przygotuję coś na szybką kolację, a potem myjemy się i do spania. A co do spania, to Marysiu przykro mi, ale dzisiaj będziesz musiała spać sama, bo ze mną śpi Paweł - oznajmiła pogodnym tonem. Zauważyła, że Marysia posmutniała i przypomniała sobie, co jej powiedziała, kiedy były same; że chciałaby być z nimi, kiedy się kochają. Zastanowiła się chwilę, jak to może przyjąć Paweł.
- Paweł, będziesz miał coś przeciw temu, gdyby Marysia spała z nami, bo chyba boi się spać sama w obcym mieszkaniu? - zapytała ostrożnie.
- Ta sofa jest dość szeroka i pewnie zmieścilibyśmy się w trójkę bez problemu - dodała, patrząc mu w oczy, jakby chciała spojrzeniem wymóc na nim zgodę. A Paweł faktycznie został zaskoczony jej pytaniem. Z jednej strony bał się, aby nie powrócił koszmar zazdrości Marysi o niego, a z drugiej; kochał ją jak siostrę, ale przecież byli ze sobą dość blisko związani, ona nie krępowała się jego, on też nie odwracał wzroku od jej ciała, kiedy paradowała przed nim nago, więc teraz całkowite odrzucenie uzna za krzywdzące odtrącenie, a tego nie chciał.
- A Marysia chce gnieść się z nami w trójkę? - zapytał, przerzucając problem na Anię i siostrę.
- Wydaje mi się, że tak, ale przecież możemy ją zapytać; Marysiu, chcesz spać z nami, czy tylko mi się tak wydawało? - zwróciła się do niej Ania wprost.
- Prawdę mówiąc, to chciałabym, bo trochę boję się być sama w pokoju w nocy - odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że Ania jest za, tylko obawia się trochę sprzeciwu Pawła.
- Więc ja nie widzę problemu, jeżeli ty Aniu się zgadzasz. Spaliśmy tu już w trójkę i nie było tłoku, więc pewnie i teraz nie będzie - powiedział Paweł pogodnym głosem. Słysząc to Marysia podskoczyła do Ani i podziękowała jej buziakiem, a potem bez zastanawiania się zrobiła to samo z Pawłem.
- Dziękuję wam, że nie odrzuciliście mnie i bardzo was kocham oboje - powiedziała egzaltowanym tonem, obejmując ich ramionami i traktując buziakami to jedno, to drugie.
- To idziemy do kuchni i jemy, to co mamy - powiedziała Ania, zadowolona, że sprawy przyjęły tak pomyślny obrót. Wyjęła szynkę i ser pokrojone w plastry, pieczywo i nastawiła czajnik z wodą. Zrobiła po kilka kanapek dla każdego, a kiedy czajnik zagwizdał, zaparzyła w dzbanku herbatę. Zjedli kolację i Ania poprosiła Pawła, aby pierwszy poszedł do łazienki, a mundur niech powiesi w szafie na wieszaku i zostawi w łazience rzeczy do prania. Paweł zaprotestował i poprosił, aby to ona z Marysią zrobiły wieczorną toaletę jak pierwsze, a on dopiero po nich. I swoje rzeczy wypierze czy odświeży sam, bo jest żołnierzem i nie ma zamiaru wysługiwać się Anią. Marysia roześmiała się, kiedy Paweł tłumaczył to Ani.
- Aniu, on tak już ma! Kiedy był w domu i mama chciała mu przeprać jakieś rzeczy, to nakrzyczał na nią, tak samo jak teraz na ciebie, że jest żołnierzem i o swoje rzeczy troszczy się sam - powiedziała, uprzedzając Anię, jakie zapatrywanie ma Paweł na rzeczy, które jego dotyczą. Ania machnęła więc ręką i obie z Marysią udały się do łazienki. Trochę trwało, zanim opuściły łazienkę, obie w kusych, podobnych koszulkach nocnych. Na ich widok Paweł będąc tylko w slipach, tak się podniecił, że musiał szybko schować się w łazience. Ania nie zwróciła na to uwagi, ale Marysia zauważyła reakcję Pawła i uśmiechnęła się z diablikami w oczach, czując wilgoć w kroczu. Zakazy zakazem, a hormony wiedzą swoje. Ania sprawdziła jeszcze drzwi wejściowe czy są zamknięte i zagarnęła przyszłą szwagierkę ramieniem.
- Coś ty taka radosna Marysiu i chyba podniecona? - spytała, przeciągając dłonią po kroczu Marysi. A ta natychmiast się jej zrewanżowała, dotykając zdecydowanym ruchem jej szparki.
- Ty chyba Aniu też - stwierdziła mała kusicielka, oblizując swoje palce.
- No, no! Masz niezły temperamencik, nie powiem - powiedziała Ania, czując jak się jej również robi mokro w kroczu.
- Co ten Paweł robi tak długo w tej łazience? - zastanawiała się Ania, podniecona już do tego stopnia, że chciała jak najszybciej poczuć w sobie kutasa Pawła.
- Aniu zrób tak, żebym mogła pieścić twoje piersi, jak cię Paweł będzie bzykał - zwróciła się do Ani.
- Dobrze, przecież obiecałam ci - odparła, będąc coraz bardziej napalona. A Paweł, który nie chciał pokazywać im się ze sterczącym kutasem, czekał, aż trochę ochłonie, chociaż myśl, że w sypialni czekają na niego dwie obnażone cipki, nie bardzo ku temu sprzyjała. W końcu uznał, że podniecenie trochę opadło, wyszedł i szybkim krokiem przemknął do sypialni, bo nie był pewny, czy dziewczyny nie siedzą w kuchni.
- No, wreszcie! A już myślałyśmy, żeś zasnął w wannie - odezwała się Ania, której rękę trzymała na swojej szparce Marysia. Paweł nic nie odpowiedział, tylko szybko położył się na kraju sofy i nakrył kawałkiem kołdry. Ania odwróciła się do niego tyłem i wypięła tyłek w jego stronę. Poczuła, że jest w slipach. - Ściągaj to! - szepnęła w jego stronę, ciągnąc slipy w dół. Ściągnął je i rzucił w stronę ściany, odwracając się do niej i bodąc ją sterczącym kutasem. Nie zastanawiając się, sięgnęła ręką, pochwyciła go i niecierpliwie wprowadziła w siebie, a potem dopchnęła się do niego, wciskając się maksymalnie w jego krocze. Czuła jak ją całkowicie wypełnia, zaczęła więc wykonywać ewolucje tyłkiem, a rękę przeniosła na wzgórek Marysi, na co ta odpowiedziała natychmiastową pieszczotą jej piersi. Paweł objął Anię i przesunął rękę na jej piersi, lecz natychmiast cofnął ją jak oparzony, napotykając drobną dłoń Marysi. Ania spokojnym ruchem sięgnęła ponownie po jego rękę i położyła na swojej piersi, gładząc się nią i drażniąc delikatnie twarde sutki. Potem przyciągnęła Marysię bliżej siebie, a kiedy ta dosunęła się do niej, przesunęła rękę Pawła na drobne pączki Marysi. Zrozumiał, że chce, aby popieścił również Marysię. Nie był za bardzo przekonany do tego, aby włączać do zabawy erotycznej Marysię, ale że nie wiedział, dlaczego Ania tak postępuje, nie cofnął ręki, bo przecież pieszczenie drobnych piersi Marysi rajcowało także jego. Kopulował więc z Anią i pieścił drobne piersi Marysi. Marysia pieściła piersi Ani, a Ania pieściła jej szparkę. Świadomość tego wzmogła podniecenie ich trojga i pierwsza wydała głośny jęk Ania, dochodząc. Na głos Ani odpowiedział Paweł i prawie dochodził, ale Marysia niewiele myśląc, przysunęła się jeszcze bliżej Ani i zsunęła rękę Pawła na swoją cipkę, wciskając jeden z palców w szparkę i tarmosząc ile sił łechtaczkę. W końcu 'odjechała' i ona. Tylko Paweł wybity z transu, pozostał na lodzie ze sztywnym kutasem w cipce Ani. Pomanewrował jeszcze przez chwilę kutasem w cipce, ale jego podniecenie 'siadło', a kutas się wkurzył i wyślizgnął z Ani. Ania właśnie wróciła do realu, kiedy kutas Pawła 'wycofał' się z zabawy i opuścił jej szparkę.
- I co dalej? - zapytała, kiedy wyczuła, że Paweł praktycznie nic nie skorzystał na tej zabawie.
- Jak to co? Śpimy. Przecież dopiero przyjechałem, więc wszystko przed nami - powiedział prawie wesoło.
- Ej wydaje mi się, że jednak coś poszło nie tak, ale masz rację, mamy przed sobą dużo czasu aby to nadrobić, więc śpijmy, bo jutro przed tobą trudny dzień i prawdę mówiąc, boję się, aby mi cię ponownie nie zamknęli w koszarach. A ty Marysiu, jesteś zadowolona? - zwróciła się do przyszłej szwagierki. - Pewnie, było cudownie! - odpowiedziała i podziękowała Ani buziakiem. - A Pawłowi nie podziękujesz? - Nie wiem, czy oczekuje ode mnie podziękowań - odburknęła - bo mam wrażenie jakby był na mnie zły - dodała. Paweł nie skomentował tego i milczał, więc Ania z uwagi na późną porę, nie drążyła dalej tematu. Odwróciła się do Pawła i przytuliła, obejmując go ramieniem, jakby przejmując go we władanie. Po niedługiej chwili zasnęli. Dochodziła szósta rano, kiedy Ania obudziła się. Usłyszała, jak ktoś krząta się po kuchni, wstała i ziewając, narzuciła na siebie szlafrok. Weszła do kuchni i zobaczyła jak Paweł, będąc w spodniach i koszuli, przygotowuje kanapki na śniadanie, z udziałem szynki, żółtego sera, plastrów z ogórków i pomidorów. Herbata w dzbanku była już zaparzona, a w czajniku gotowała się woda na kawę lub inny gorący napój.
- Co, nie mogłeś dospać? A kto da buziaka narzeczonej, kiedy ta otwiera zaspane oczy? - zagadała radosna i szczęśliwa, widząc Pawła w kuchni. Podeszła, objęła go i wycisnęła mocnego całusa na jego ustach.  
- Żeby mi to było ostatni raz - śmiejąc się, pogroziła Pawłowi palcem.
- Obyś nie wypowiedziała tego w złą godzinę, bo może nie ostatni raz, ale może być rzadko, zależy jak często pozwolą mi przebywać poza jednostką - powiedział Paweł w odpowiedzi na jej życzenie. Momentalnie oboje spoważnieli.
- Paweł, nie mów tak! Przecież żołnierze mają stałe przepustki nawet codzienne, a ty mnie straszysz, że możemy widywać się rzadko - Ania powiedziała to trochę rozżalonym głosem, co nie uszło jego uwagi.
- Anuś, nie wiem, ale myślę, że tak jak w Babich Dołach, mogą mi dać stałą przepustkę i jeżeli nie będzie lotów czy innych ważnych okoliczności, to będziemy mogli widywać się nawet codziennie - Paweł próbował złagodzić swoją poprzednią wypowiedź, używając po raz pierwszy pieszczotliwego zdrobnienia, które miało oznaczać, że jest mu bardzo bliska.
- Jak ty powiedziałeś, Anuś? - upewniała się. Zrozumiał, że chyba trochę przesadził.
- Przepraszam, wyrwało mi się - sumitował się.  
- Nic się nie stało! Wiem, chciałeś dać mi do zrozumienia, że jestem ci bliska, ale nie mów tak do mnie. To mi się źle skojarzyło. Pewnie by nie raziło takie zdrobnienie, gdybyśmy byli w odwrotnym wieku i ja miałabym twoje lata, a ty moje, ale w naszej sytuacji takie zdrobnienie byłoby więcej niż śmieszne. Ale nie rób sobie z tego problemu, bo go nie ma - powiedziała, widząc, jak zrzedniała mina Pawłowi.
- Mów zresztą do mnie jak chcesz, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy sami, tak jak teraz - też próbowała załagodzić sytuację. Paweł milczał, przytłoczony trochę swoją wpadką.
- Dobra, nie było tematu! Idę teraz do łazienki, a ty możesz zaparzyć w kawiarce jeszcze mocną kawę - powiedziała i wyszła z kuchni. Niedługo potem do kuchni wparowała w kusej koszulce Ani Marysia.
- Myślałam, że urzęduje tu Ania, a to ty? - zapytała, kręcąc się tak, że co rusz świeciła mu gołą cipką.  
- Marysiu, sądziłem, że spoważniałaś, a ty dalej uprawiasz swoje gierki - zwrócił jej uwagę.
- Jak ci to przeszkadza, to nie musisz patrzeć - powiedziała i specjalnie pochyliła się niby po coś do szafki, ukazując mu całe obnażone krocze.
- Przecież zaraz przyjdzie Ania, co ty robisz? Wiesz jak ona będzie się czuła? - próbował przemówić jej do rozumu.  
- Wiem, normalnie! Nie czułeś, jaka była szczęśliwa, kiedy ty ją posuwałeś od tyłu, a ja ssałam i pieściłam jej piersi? - zapytała, jakby pytała, co będzie jadł na śniadanie. Zatkało go przez chwilę, ale nie dał nic poznać po sobie.  
- Dobrze, ty zostań, a ja pójdę do pokoju - powiedział i zamierzał wyjść z kuchni, kiedy pojawiła się ubrana już Ania.  
- O jest i  Marysia. Łazienka wolna, możesz iść się myć i pospiesz się, jeżeli chcesz żebyśmy cię odwieźli na dworzec - ponagliła ją. Kiedy Marysia wyszła, przysiadła się do kanapek zrobionych przez Pawła.
- Pyszne te kanapki, moje mi tak nie smakują - powiedziała, mając pełne usta jedzenia.
- A ty dlaczego nie jesz? - zapytała, widząc jego poważną minę.
- Co, myślisz już, co cię czeka, tak? - kontynuowała, zrelaksowana i szczęśliwa, że jest z nią.
Nie odpowiedział i sięgnął po kanapki. Przez chwilę milczeli, zajęci jedzeniem. Po chwili dołączyła do nich Marysia, spoglądając badawczo na Anie i Pawła.
- Siadaj i jedz! Paweł zrobił naprawdę pyszne kanapki, dobrze, że sporo ich jest - powiedziała do Marysi. Marysia nalała sobie herbaty i sięgnęła po kanapki, ale te bardziej jarskie.  
- Paweł, musisz dorobić kanapek, tych co lubi Marysia, bo przecież ona bierze kanapki do szkoły - przypomniała sobie Ania. Paweł wstał i chciał dorobić kanapek, ale Marysia go uprzedziła.
- Sama sobie zrobię! - powiedziała, widząc, że Paweł stracił humor i jest na nią chyba zły.
Anie też zauważyła, że pomiędzy rodzeństwem powstało jakieś napięcie, ale nie chciała wszczynać dyskusji, nie wiedząc o co poszło, a uznała, że lepiej nie pytać wprost. Doszła do wniosku, że sprawa wyjaśni się prędzej czy później. Zjedli śniadanie, Marysia zapakowała zrobione przez siebie kanapki do torby, a Ania szybko przemyła kubki, talerze i sztućce.
Paweł dokończył ubieranie i po chwili wszyscy byli gotowi do wyjścia.
Podeszli do garażu i Ania wyjechała samochodem, a Paweł zamknął garaż i pojechali na dworzec autobusowy. Ania kupiła Marysi bilet i oboje z Pawłem pożegnali się z nią, bo do odjazdu miała ponad dwadzieścia minut. Z Anią pożegnała się buziakiem i uściskiem, natomiast Pawła musnęła tylko buziakiem i szepnęła; - I tak będziesz mój! - po czym poczekała, aż dojdą do samochodu i pomachała im ręką, kiedy wsiadali do pojazdu. Ruszyli w stronę lotniska w Balicach.
- Paweł, pamiętaj, kiedy będziesz już coś wiedział, zadzwoń, jeżeli będziesz mógł. Do piętnastej będę w kancelarii, a potem zrobię zakupy i będę czekać w domu na twój telefon. Tu masz moją wizytówkę, gdybyś zapomniał któregoś numeru albo adresu. To jest już też twój dom. Dojechali do jednostki i Ania zatrzymała samochód tak jak poprzednio na uboczu i odprowadziła Pawła do bramy głównej. Zatrzymali się kilkanaście metrów przed bramą i Paweł otrzymał buziaka od Ani. - Dzwoń mój kochany! - usłyszał i Ania odwróciła się i udała do samochodu, nie oglądając się.  Paweł podszedł do okienka i podał przepustkę dyżurnemu.  
- Możecie przejść plutonowy! - padło z tamtej strony. Przeszedł i udał się w stronę widocznego w oddali budynku, gdzie kilkadziesiąt godzin temu przybył z Gdyni. Zameldował się oficerowi dyżurnemu jednostki. Ten podniósł słuchawkę i przekazał informację, że zgłosił się plutonowy Paweł L. Po chwili pojawił się podoficer w stopniu plutonowego i poprosił o udanie się za nim. Przeszli przez korytarz i plutonowy zapukał do drzwi; - Wejść! - usłyszeli komendę z drugiej strony. Plutonowy otworzył drzwi i zameldował; - Obywatelu majorze! Przybył plutonowy Paweł L. - Wprowadzić! - usłyszał Paweł. Plutonowy gestem pokazał Pawłowi, że może wejść. Paweł wszedł do pokoju i znalazł się przed majorem, z którym  poprzednio rozmawiał. Trzasnął obcasami, zasalutował; - Obywatelu majorze! Plutonowy Paweł L. melduje swoje przybycie - zameldował w pozycji na baczność.
- Spocznij! - usłyszał komendę. - Witajcie plutonowy Pawle! - major ciepłym głosem przywitał Pawła. - Podejdźcie! - poprosił. Kiedy Paweł zbliżył się, podał mu rękę na powitanie. - Siadajcie! - wskazał mu krzesło przed sobą. - A wy poproście do mnie kapitana M. - zwrócił się do plutonowego, który go wprowadził i oczekiwał na rozkazy majora.
Po chwili do pokoju wszedł znacznie młodszy od majora oficer w stopniu kapitana i zameldował swoje przybycie. Major przywitał się z nim i poprosił o zajęcie miejsca obok niego.
- Plutonowy! Kapitana M. już znacie. Jest to dowódca kompanii obsługi naziemnej, w skład której wchodzi też warsztat serwisowy urządzeń i sprzętu radiowego. Od dziś to wasz bezpośredni dowódca. Rozkazem dowódcy jednostki zostaliście mianowani pełniącym obowiązki dowódcy plutonu, które obejmiecie z chwilą, kiedy obecnie pełniący te obowiązki sierżant L., odejdzie do cywila, czyli za dwa miesiące. Z obecnym tu kapitanem M. ustaliliśmy więc, że do tego czasu będziecie jego zastępcą, jako starszy specjalista w zakresie napraw i diagnostyki z uprawnieniami do kontroli prowadzenia napraw i wnoszenia uwag co do sposobu i metod ich prowadzenia. Waszym zadaniem będzie rozeznanie w pierwszym rzędzie przyczyny tak wielu usterek oraz awarii sprzętu i radiowych urządzeń pokładowych, tak w zakresie łączności, rozpoznania, jak i w zakresie układów sterujących czy  wspomagających, a następnie podjęcie próby opanowania w miarę skutecznie tej sytuacji. Z tego co wiemy, to jesteście podobno dobrzy tak w zakresie bieżącej obsługi jak i serwisu. Staramy się o nowe, kompletne urządzenia, ale jest problem z zapewnieniem odpowiedniej ich ilości, ponieważ rosyjscy producenci realizują zaledwie część naszych zamówień, natomiast mamy prawie nieograniczony dostęp do części zamiennych i elementów, tyle tylko, że albo jest niewłaściwa selekcja albo ten kto sprawdza ich parametry i przydatność. nie robi to w sposób właściwy. Stąd tak duża ilość usterek i awarii. Waszym zadaniem będzie ten stan zmienić, a kapitan M. wasz dowódca, będzie wam służył pomocą w zakresie organizacyjnym, logistycznym i wykonawczym. I jeszcze jedno; ustaliliśmy z waszym dowódcą, wasz status. Jesteście żołnierzem, podoficerem służby czynnej, ale przyznaliśmy wam za zgodą dowódcy jednostki status podoficera zawodowego, ponieważ z waszej prośby o przeniesienie wynika, że macie na terenie Krakowa narzeczoną i spodziewacie się dziecka, więc pewnie będziecie bardziej zadowoleni, jeżeli nie będziemy was trzymać w koszarach, ale będziecie mogli codziennie dojeżdżać do jednostki. Wstępnie ustalamy czas waszej pracy na osiem godzin, chyba że zajdą okoliczności wymagające waszej obecności w jednostce w dłuższym okresie. Z terenu Krakowa możecie dojeżdżać naszym autobusem, wspólnie z waszym dowódcą ustalicie miejsce, z którego będziecie zabierani. Oprócz tego macie przyznaną samodzielną kwaterę, gdybyście musieli zostać w jednostce. Jak widzicie, zostaliście potraktowani wyjątkowo i oczekujemy teraz od was wyjątkowego zaangażowania oraz wyników waszej pracy. Bliższe szczegóły oraz ustalenia na temat waszych obowiązków, zadań i oczekiwań z naszej strony omówi z wami wasz dowódca. Życzymy wam plutonowy Pawle L. zadowolenia ze służby w naszej jednostce i owocnych wyników waszej pracy. To wszystko. A teraz do pracy - major zakończył swoją wypowiedź. Dowódca Pawła powstał i podał komendę; Baczność! Następnie odmeldował się majorowi, a potem razem z Pawłem wyszli z gabinetu. Idąc, podał rękę Pawłowi.
- Idziemy do mnie plutonowy i omówimy to, o czym wspomniał major K. - powiedział.
- Pewnie nie wiecie kim jest major? To zastępca dowódcy do spraw logistyki i zabezpieczenia, jak sami pewnie zauważyliście sympatyczny i cieszący się szacunkiem w naszej jednostce człowiek oraz dowódca. Nie znosi natomiast cwaniaków i nierobów. Kiedy mnie wezwał i powiedział, że ktoś z tutejszego garnizonu interweniował u dowódcy jednostki w waszej sprawie, zdziwiłem się, że sam zainteresował się waszą osobą. Macie w dowództwie garnizonu kogoś bliskiego? - zapytał zaciekawiony.
- Nie obywatelu kapitanie, ale mama mojej narzeczonej pracuje z żoną zastępcy dowódcy garnizonu na uczelni i być może coś w mojej sprawie zadziałała - odpowiedział Paweł.
- Ale wy podobno też stawaliście do raportu w sprawie waszego przeniesienia? - pytał dalej kapitan. - Tak jest, obywatelu kapitanie - odparł krótko Paweł.  
- Przeglądałem wasze papiery. Jesteście bardzo młody żołnierzem, skąd u was taka znajomość i zaangażowanie w niełatwej przecież dziedzinie, jaką jest radiotechnika, w tym wypadku wojskowa? - kontynuował indagowanie Pawła jego nowy dowódca.
- Interesowałem się trochę krótkofalarstwem i trochę mnie to wciągnęło, więc poczytałem sporo na ten temat, tak że w TSWL w Zamościu nie miałem problemu ani z teorią, ani z praktyką w dziedzinie sprzętu i urządzeń radiowych - odpowiedział dowódcy.
- Dobra! Zostawmy to! Major powiedział mi, że wasz dowódca wyrażał się o was bardzo pochlebnie, podobno jesteście bardzo dobrym specjalistą i dowódcą? - pytał dalej, sam sobie przecząc. Paweł zaczynał mieć tego dość.
- Obywatelu kapitanie! Jestem żołnierzem i trudno mi się wypowiadać, co sądzą czy jakie zdanie mają o mnie moi przełożeni, dlatego proszę mnie zwolnić od odpowiedzi na pytanie obywatela kapitana - odpowiedział Paweł, z przykrością myśląc o współpracy z dowódcą, który ciekawość miesza z powinnością żołnierza-dowódcy. Kapitan chyba zorientował się, że Paweł mimo młodego wieku, nie chce być marionetką w jego rękach, więc odpuścił.
- Nie musicie denerwować się plutonowy, jestem waszym dowódcą i chciałem was trochę bliżej poznać, to wszystko - powiedział, chcąc zatrzeć wrażenie nieuzasadnionego wścibstwa.
Doszli do gabinetu kapitana.  
- Wypiszę wam zlecenie na wydanie wam umundurowania polowego, wyposażenia osobistego oraz karty żywnościowej. Jako żołnierz czynnej służby, będziecie otrzymywać połowę uposażenia dowódcy plutonu, w waszym wypadku to co najmniej ośmiokrotna wysokość żołdu plutonowego służby czynnej. Telefon bezpłatny obejmuje tylko Kraków i jego okolice z numerem kierunkowym Krakowa. I jeszcze jedno; czy macie klucz od kwatery i w jakim rejonie Krakowa  będziecie mieszkać plutonowy? - zapytał, po podaniu ogólnych informacji.
- Klucz od kwatery posiadam, a moja narzeczona mieszka w obrębie Grzegórzek, obywatelu kapitanie - odpowiedział.
- Wobec tego autobus będzie was zabierał z przed wejścia Poczty Głównej ok. godz. 7.10-7.15. Po zakończeniu pracy, odbierzecie dokument - przepustkę, uprawniającą was do przebywania poza jednostką i korzystania z autobusu dla żołnierzy zawodowych. A teraz idźcie i pobierzcie od kwatermistrza to, co wam przysługuje, zmieńcie mundur i za godzinę oczekuję na was tutaj. To wszystko - zakończył. Paweł odmeldował się i udał do magazynu. Urzędujący w kantorku kwatermistrz odebrał zlecenie, przebiegł wzrokiem po treści i spojrzał na Pawła ciekawym wzrokiem.  
- Przybyliście  z Babich Dołów, tak? - zapytał, oczekując, że Paweł powie coś więcej o sobie.
- Tak, obywatelu sierżancie! - odpowiedział Paweł.  
- Helmofon ma być z mikrofonem czy bez? - usłyszał pytanie.
- Z mikrofonem i testerem dźwięku - odpowiedział Paweł. Po chwili na ladzie pojawiło się jego kompletne umundurowanie polowe w kolorze moro, z obuwiem, kurtką i czapką, wyposażenie specjalisty radiowego, wskaźniki i uniwersalny miernik oraz karta żywnościowa, zapas bielizny osobistej oraz worek do zapakowania. - To wszystko! Podpiszcie odbiór - powiedział kwatermistrz, kładąc na ladzie spis pobieranych rzeczy . Paweł podpisał, zapakował do worka rzeczy z lady i odmeldował się, udając się do swojej kwatery. Miał trochę czasu, ale że chciał zadzwonić do Ani, szybko przyszył dystynkcje na ramieniu bluzy, przebrał mundur i udał się do portierni. Nikogo nie było, więc podniósł słuchawkę i parę razy nacisnął widełki, aby wywołać sygnał miejski. Po usłyszeniu ciągłego sygnału wybrał nr kancelarii Ani. Odebrała natychmiast.
- Kamińska, słucham! - usłyszał jej głos.
- Paweł! - rzucił do słuchawki.
- Cieszę się, że dzwonisz! Wiesz już coś? - usłyszał.
- Tak! Mogę mieszkać na mieście i dojeżdżać do jednostki autobusem z pod Poczty Głównej - poinformował wesołym głosem.
- Paweł, nie wiesz jak się cieszę! Potraktowali cię super! Ale pewnie coś za coś, tak?
- Tak, ale myślę, że sobie poradzę. Porozmawiamy o tym w domu. Zasadniczo to będę pracował, a nie służył, od ósmej do szesnastej, tak jak zawodowi podoficerowie. Ja też się cieszę i... kocham cię Aniu! - powiedział, jak mógł najcieplejszym głosem do słuchawki. I faktycznie rozpierała go radość, że będzie mógł być z tą najmilszą pod słońcem dziewczyną nie dorywczo, ale stale.
- Aniu, jesteś tam? - zapytał, kiedy nie odpowiadała.
- Paweł, przepraszam, ale nie mogę mówić, bo mnie zatyka - usłyszał po chwili.  
- Paweł, wiesz, że ja ciebie też - usłyszał jeszcze jej łamiący się głos i rozłączyła się. Poczekał jeszcze chwilę i spróbował połączyć się ponownie, ale nie odbierała. Zrezygnował więc i udał się ponownie na spotkanie z dowódcą. Kapitan czekał już na niego, mimo, że do umówionej godziny brakowało jeszcze kilkanaście minut.
- Dobrze, że jesteście! - powiedział pogodnie, kiedy Paweł zameldował mu swoje przybycie, w polowym mundurze i z torbą z wyposażeniem.
- I musimy wypracować jakąś luźniejszą formę porozumiewania się, bo zgłupiejemy obydwaj od tego ciągłego 'obywatelu kapitanie' czy 'plutonowy'. Kiedy będziemy sami, ja mówię do ciebie 'per Paweł' a ty 'kapitanie', bo z uwagi na dzielące nas lata i stopnie nie możesz mi mówić po imieniu, natomiast ja mogę, o ile ci to odpowiada? - zwrócił się do skonsternowanego nieco Pawła.
- To jest oczywiste, panie kapitanie!  - odpowiedział Paweł. - No to jedną rzecz mamy już uzgodnioną! A masz jakąś propozycję, jak cię wprowadzić do plutonu, aby nie spalić cię na wejściu? Wiesz, że są to żołnierze zawodowi i kilku nadterminowych, stare 'repy' jak sami siebie nazywają, więc będzie im trudno przełknąć twoje dowództwo, młokosa, młodszego tak wiekiem, jak i stażem, ale podobno w Babich Dołach była podobna sytuacja i zaakceptowali cię jako dowódcę drużyny. Da się przenieść tamto rozwiązanie na tutejszy teren, jak sądzisz? - dowódca przedstawił Pawłowi problem, jaki stwarza jego wiek w dowodzeniu zespołem ludzi znacznie od niego starszych tak wiekiem, jak i stażem wojskowym. - Panie kapitanie! Pewnie byłoby prościej, gdyby to ktoś z nich był dowódcą, a ja na przykład zastępcą czy specjalistą, który trochę więcej wie czy umie. Tylko pewnie pan, panie kapitanie wspólnie z panem majorem, braliście to pod uwagę, ale uznaliście, że kto będzie chciał słuchać czy podporządkowywać się jakiemuś gówniarzowi, któremu wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, jeżeli nie będzie to podległość służbowa? Dokładnie tak samo było w Babich Dołach. Kiedy dowódca dywizjonu przedstawił mnie jako następcę, odchodzącego do cywila dowódcę drużyny, widziałem ich spojrzenia i szepty po bokach. Obserwowali każdy mój ruch czy krok, czekając, kiedy się wyłożę lub prowokowali abym próbował wymądrzać się czy stawiać ponad nimi. Tak było chyba kilka dni, a ja robiłem swoje. Kiedy któryś z członków drużyny pobierał z warsztatu jakiś sprzęt czy urządzenie, które zamierzał zamontować w samolocie, pytałem czy był obecny lub prosił o sprawdzenie w jego obecności parametrów danego sprzętu? Bo przecież pilot w razie usterki czy awarii danego urządzenia nie będzie winił serwisanta, który dane urządzenie naprawiał czy sprawdzał, ale tego, który je montował w samolocie. Wyszło na moje, bo połowa tych urządzeń była niesprawna lub nie odpowiadała określonym parametrom. Przy skokach napięć jakim są poddawane układy stabilizacyjno-zasilające w danych urządzeniach, niesprawność jednego elementu może wywołać usterkę lub awarię urządzenia. Po kilku dniach przekonali się, że szczeniak czy gówniarz nie chce się wymądrzać, ale chce ich dobra, zaczęli więc zwracać się do mnie o radę, propozycję czy sugestię i widząc, że wychodzą na tym lepiej niż gorzej, uznali, że nadaję się na ich przyjaciela i dowódcę. Proponuję panie kapitanie, spróbować tego samego tutaj. Zaczniemy od warsztatu i serwisantów. Nie znam tutejszego podziału, funkcji czy możliwości danych ludzi, ale proponuję wyodrębnienie osobnych grup czy zespołów zajmujących się danym segmentem napraw. Trzeba zacząć od selekcji danych elementów i sprawdzenia ich parametrów pod względem przydatności. Drugim segmentem byłaby diagnostyka i sprawdzenie parametrów układów zasilająco-stabilizacyjnych poszczególnych urządzeń. Trzecim sprawdzenie i diagnostyka głównych układów danego urządzenia, wzmacniaczy , oscylatorów i tym podobnych, czwartym sprawdzenie i diagnostyka współpracy oraz synchronizacji wszystkich układów czy modułów, a ostatnim sprawdzenie i diagnostyka gotowego do montażu urządzenia na stanowisku symulującym rzeczywiste warunki pracy oraz współpracy danego urządzenie z innymi urządzeniami czy sprzętem - zakończył swoją przydługą wypowiedź. Jego dowódca cały czas słuchał uważnie, co ma do powiedzenia ten młody człowiek i coraz bardziej wzrastał w nim szacunek do Pawła.  
- Dobrze, jakość, przydatność i parametry elementów, układów, modułów sprawdzisz przyrządami, ale jak sprawdzisz znajomość rzeczy czy zagadnień przez ludzi, którym można by było przydzielić określone zadania? Nie prześwietlisz ich, co umieją, a zgodnie z tym co mówisz, trzeba by poznać, co umieją i co mogliby robić? - stwierdził kapitan.
- W prosty sposób panie kapitanie. Są instrukcje, schematy serwisowe, opisy parametrów, zasady działania. Ja czy pan kapitan poprosimy o wyjaśnienie zasady działania danego układu i jego wpływu na sąsiednie elementy czy na pracę całego urządzenia. Jeżeli zapytany potrafi to zrobić i wyjaśnić przynajmniej podstawowe rzeczy, to będzie znaczyć, że coś się na tym zna i rozumie. To samo przy sprawdzaniu znajomości schematów elektrycznych, umiejętności dokonywania pomiarów w danych punktach i wyciągania wniosków na podstawie wielkości napięć, prądów i tym podobne - przedstawił Paweł swoją koncepcję oceny kompetencji i znajomości tematu przez specjalistów z oddziału napraw i diagnostyki.
- Paweł, nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, bo był nim porucznik K., który uległ wypadkowi. Myślę jednak, że ty również jesteś kimś podobnym i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że dasz sobie radę, podobnie jak on, a także, że kiedy cię poznają bliżej, docenią twoją fachowość i zaakceptują jako przyjaciela i dowódcę, mimo twojego wieku. A co do pytania o znajomość rzeczy, zdaję się na ciebie, a moją obecnością będę cię wspierał, ale to ty dokonasz wyboru, bo widzę, że to zagadnienie jest ci bliskie - powiedział kapitan.
Przeszli do dużej, oświetlonej przez dachowe świetliki i lampy elektryczne hali, na środku której stał ustawiony wzdłuż, długi stół montażowy, przy którym po obu jego stronach umiejscowiono stanowiska naprawczo-montażowe. Widząc wchodzącego kapitana, z kantorka przy jednej ze ścian wyszedł podoficer i szybkim krokiem podszedł do nich. Zwrócił  się do kapitana, zameldował stan osobowy żołnierzy-specjalistów przy pracach montażowo-naprawczych. Kapitan odebrał meldunek, przywitał się z kierownikiem warsztatu i przedstawił plutonowego Pawła L. jako przyszłego pełniącego obowiązki dowódcy plutonu. Obaj zasalutowali sobie i  przywitali się podaniem ręki. Podeszli do stołu i kierownik warsztatu podając komendę 'baczność' zasygnalizował obecność dowódcy kompanii. Potem widząc gesty dowódcy, podał 'spocznij' nakazując powrót do pracy. Kierownik warsztatu przywołał ręką podoficera pełniącego rolę dowódcy plutonu w stopniu sierżanta, który stał obok swojego stanowiska i ten natychmiast do nich podszedł. Zameldował się dowódcy kompanii, raportując stan plutonu oraz ilość sprzętu naprawionego i do naprawy. Kapitan przyjął raport, podziękował i przywitał sierżanta, przedstawiając Pawła jako jego przyszłego zmiennika. Poinformował go przy tym, że plutonowy zgodnie z rozkazem dowódcy jednostki obejmuje od zaraz obowiązki jego zastępcy jako starszy specjalista w zakresie diagnostyki i napraw sprzętu, uprawnionemu do kontroli prowadzonych napraw i wnoszenia uwag co do metody oraz sposobu ich wykonywania. Sierżant trzasnął obcasami i przyjął do wiadomości, to co usłyszał od kapitana, a następnie podał komendę 'baczność' i kiedy wszyscy przerwali swoje czynności, poinformował, że głos zabierze dowódca kompanii. Kapitan przywitał żołnierzy i przedstawił stojącego obok niego Pawła, który zgodnie z rozkazem dowódcy jednostki obejmuje od zaraz obowiązki zastępcy dowódcy plutonu i starszego specjalisty w zakresie diagnostyki i napraw, w związku  z czym ma prawo kontrolować czynności związane z naprawą oraz wnosić uwagi czy sugestie co do metody i sposobu prowadzenia naprawy. Jako wasz dowódca oczekuję od obecnych tu specjalistów zastosowania się do rozkazu i czynne włączenie się do współpracy z plutonowym Pawłem L. 'Spocznij' - padła ponowna komenda i 'Możecie wrócić do pracy'. Usiedli i zajęli się pracą, lecz od czasu do czasu zerkali ciekawie na tego młodego żołnierza, stojącego obok dowódcy, który już wkrótce ma być ich dowódcą. Kapitan po wygłoszeniu informacji pożegnał się z kierownikiem warsztatu, p/o dowódcy plutonu oraz Pawłem i opuścił halę napraw. Po odejściu kapitana, kierownik warsztatu również pożegnał się z nimi, a dowódca plutonu poprosił Pawła do swojego stanowiska. Uzgodnili formę zwracania się do siebie, bez zbytniego formalizowania i przyjęli, że w kontaktach poza służbowych i kiedy będą sami, sierżant będzie zwracał się do Pawła po imieniu, a Paweł , 'panie Tadeuszu' w związku z różnicą lat, która ich dzieliła. Ustalili, że w pierwszym dniu Paweł będzie raczej obserwatorem i zapozna się tylko ogólnie za sprawami, na podstawie informacji udzielonych mu przez dowódcę. O trzynastej obaj udali się na obiad do kantyny dla żołnierzy zawodowych. Żołnierze służby czynnej, którzy stanowili niezbyt liczną grupę mieli swoją kantynę, tak jak piloci i oficerowie. Kiedy Paweł zapytał sierżanta, co sądzi o takim hierarchizowaniu posiłków, ten wzruszył ramionami, nie zaprzątając sobie tym głowy. Zjedli pożywny, smaczny i dość obfity posiłek, co znacznie poprawiło im humory, pewnie nie tylko im i powrócili do hali napraw. Czas do końca pracy zleciał Pawłowi dość szybko, pożegnał się z dowódcą i udał do swojej kwatery, aby przebrać mundur, a potem odebrał od pisarza kompanijnego stałą przepustkę i udał się na miejsce postoju autobusu, rozwożącego zawodowych żołnierzy po Krakowie. Około 16.15 wsiadł do autobusu i zameldował się kierowcy jako plutonowy Paweł L. Kierowca zerknął na listę osób i potwierdził, że jest jego nazwisko i przystanek koło Poczty Głównej. Paweł potwierdził, więc kierowca podał mu nr miejsca na którym może usiąść. Było to miejsce obok młodego podporucznika, więc Paweł regulaminowo poprosił o pozwolenie zajęcia miejsca, na co tamten machnął ręką i kazał siadać bez formalizowania. Kiedy Paweł usiadł, podał mu rękę i przedstawił się nazwiskiem, Paweł podziękował i podał swoje.
- Wiem, kto ty jesteś, bo mówiło się o tobie już od trzech dni. Nie przejmuj się za bardzo i rób swoje, a będzie dobrze - poradził mu na koniec i widząc, że wzbudzają zainteresowanie, zakończył rozmowę. Kiedy wysiadał w okolicach Salwatora pożegnał się z Pawłem podaniem ręki i słowami; - Do jutra. Po następnych kilkunastu minutach Paweł salutując kierowcy, wysiadał przy Poczcie Głównej. Szybkim krokiem ruszył w stronę kamienicy, w której mieszkała Ania. Kiedy zadzwonił do drzwi, otworzyła natychmiast, witając swojego żołnierza. Objęła go i przytuliła się, jakby go nie widziała, nie dziesięć godzin temu, ale dni. Ujął jej twarz w dłonie i podniósł do góry. Płakała, zobaczył jak po jej twarzy spływają łzy. Przestraszył się i pomyślał o dziecku.
- Aniu, kochanie, co się stało? Coś z dzieckiem? - zapytał pełnym obawy głosem, tuląc ją do siebie.
- Paweł, uspokój się! Z dzieckiem wszystko w porządku! Nawet te dolegliwości, które miałam, prawie ustąpiły. Paweł, te łzy, które widzisz, to reakcja na twoje słowa. Pamiętasz chociaż, co powiedziałeś do mnie przez telefon? - zapytała, rozcierając łzy po buzi.
- Pamiętam, że milczałaś przez chwilę, kiedy powiedziałem, że kocham cię, a później rozłączyłaś się - odpowiedział spokojniejszym głosem, rozbierając się z munduru.
- Bo mnie zatkało głuptasie! Wiesz, ile czekałam na te twoje słowa? Kiedy to usłyszałam, w gardle wyrosła mi gula wielkości jabłka. Paweł, czy ty to powiedziałeś ot tak sobie, czy są to słowa przemyślane przez ciebie? Bo teraz jak patrzę na ciebie, to nie wiem, co mam o tym sądzić? - powiedziała, a w jej głosie przebijała niepewność. Zagarnął ją ramionami ponownie i przytulił jak coś cennego, najdroższego.
- Aniu! To co powiedziałem dzisiaj, powinienem powiedzieć ci, czy napisać, zaraz po otrzymaniu listu od ciebie, w którym napisałaś, że jesteś prawdopodobnie w ciąży ze mną. Przecież tak naprawdę kocham cię od chwili, kiedy cię ujrzałem po raz pierwszy, tam w autobusie w Zamościu. Już wtedy było to już coś więcej niż zauroczenie twoją osobą, urodą, wyglądem, zapachem, jaki rozsiewałaś wokół siebie. A ta mięciutka 'poduszka' na której położyłem głowę oraz to, że pozwoliłaś mi się pieścić i poznawać twoje ciało, młodemu, niewyżytemu chłopakowi, wiesz czym to było dla mnie? Przecież ja tak naprawdę nie znałem życia, smaku całowania, ciała dziewczyny, a ty mi to dałaś, mnie, napalonemu gówniarzowi. A ja nawet nie potrafiłem okazać ci, że oczarowałaś mnie, że moje serce zaczęło bić raźniej, radośniej, rwąc się do ciebie. Do tego dochodziła obawa przed Marysią, jej 'chorą' zaborczością, zazdrością i tym wszystkim, co mi okazywała, wcale się z tym nie kryjąc. Przecież widziałem, co przeżywali rodzice, widząc co wyrabia ze mną Marysia. To skutecznie tłumiło we mnie chęć wyznania ci, co naprawdę do ciebie czuję. Dziś gdy dowiedziałem się, że będę mógł być z tobą, nawet służąc w wojsku, przerwało tę tamę, która hamowała moje uczucia do ciebie. Poczułem tak wielką radość, kiedy pomyślałem, że kilkanaście km stąd jest moja najmilsza, najdroższa dziewczyna, która czeka i tęskni za mną, podobnie jak ja za nią, mogłem się porwać na wszystko. A ty mówisz, że nie wiesz, co o tym myśleć? A myśl sobie co chcesz, tylko, tak jak ty powiedziałaś do mnie, pozwól mi kochać ciebie, jak nikogo dotychczas i tyle mam do powiedzenia w tej sprawie - zakończył wesołym, radosnym  głosem swoją wypowiedź. Ania, która słuchała uważnie jego słów, po zakończeniu wypowiedzi, ujęła, podobnie jak on wcześniej, jego twarz i zaczęła obcałowywać każdy jej skrawek, by na końcu zatopić swoje usta w jego rozchylonych wargach i wbić się głęboko swoim językiem w jego usta. Kiedy trochę ochłonęli, Ania wzięła go za rękę i poprowadziła do pokoju dziennego.  
- Siadaj i opowiadaj, jak było! - powiedziała i kiedy usiadł, ulokowała się na jego kolanach, bokiem do niego, dała mu buziaka i patrząc na niego rozkochanym wzrokiem, czekała, jak mała dziewczynka na bajkę na dobranoc.
- No cóż, na początek spotkałem się z majorem, jak się okazało, zastępcą dowódcy jednostki. Przekazał mi, że zgodnie z rozkazem dowódcy jednostki zostałem mianowany pełniącym obowiązki dowódcy plutonu, a do czasu odejścia do cywila dotychczasowego dowódcy, będę pełnił obowiązki jego zastępcy i starszego specjalisty w zakresie naprawy i diagnostyki urządzeń radiowych. Przyznano mi status podoficera zawodowego, kwaterę i możliwość mieszkania poza jednostką. Pracuję normalnie w godzinach 8.00 - 16.00, chyba, że zaistnieją okoliczności, które będą wymagały mojej obecności. Moim zadaniem będzie poprawienie niezawodności sprzętu i urządzeń radiowych, czyli skuteczności ich naprawy w warsztacie.
Dzisiaj raczej nie napracowałem się, pobrałem mundur polowy i wyposażenie oraz przez kilka godzin prowadziłem obserwację pracy serwisantów, a od jutra mam się zabrać za to, do czego mnie powołano. Jestem wśród nich najmłodszym wiekiem i stażem, aby uzyskać ich akceptację, muszę postarać się i pokazać im, że coś potrafię, bez urażania ich ambicji i godności. Ale już to robiłem, najpierw w szkole, a później w Babich Dołach, może uda mi się i tutaj, tym bardziej, że liczą na mnie i zapewnili takie warunki, że wypada odwdzięczyć im się i zrobić, co się da - zakończył swoją opowieść. Ponownie pocałowała go z uczuciem.
- Paweł, na pewno dasz sobie radę, a ja czuję się teraz tak, jakbym wygrała fortunę na loterii. Mam ciebie i rośnie we mnie owoc naszej miłości, to chyba więcej, niż oczekiwałam od losu.
Chodź mój kochany, jeżeli nie jesteś zmęczony i masz chęć kochać się ze mną, to jestem do twojej dyspozycji - powiedziała i biorąc jego rękę, pociągnęła go sypialni. Sama zaczęła rozbierać go z munduru, a potem z bielizny. Robiła to delikatnie i z uczuciem, przedłużając całą czynność, jakby nie mogła nacieszyć się tym, że jest i będzie z nią. Paweł, ten młokos, jej mężczyzna i żołnierz, najmilszy i najbardziej kochany ze wszystkich mężczyzn, z którymi miała kontakt. Kiedy już rozebrała go do naga, pozwoliła się rozebrać jemu, też celebrującego każdą czynność i całującego każdą odsłanianą część jej ciała. Przeszli na chwilę do łazienki i odświeżyli swoje ciała, a potem wrócili do sypialni, zsunęli pościel i Ania położyła się na sofie pierwsza, wyciągając do niego ręce. Podpierając się rękami, położył się na niej.
- Kochaj mnie Paweł, kochaj kochany tak, jak tylko ty potrafisz - poprosiła i rozłożyła szeroko nogi, zapraszając go, aby popieścił ją najpierw ustami, co uwielbiała w jego wykonaniu. Dał jej mocnego całusa i zamierzał zsunąć się w dół jej ciała, ale objęła ręką jego głowę i oddała pocałunek, wsuwając język w jego usta. Chwilę omiatała nim jego język i podniebienie, potem jeszcze raz mocno pocałowała i dała znak ręką, że może zsuwać się w dół jej ciała. Tak zrobił i ułożył się wygodnie pomiędzy jej nogami, potem podsunął dłonie pod jej pośladki i zanurzył się w jej krocze. Zaczął powoli krótkimi liźnięciami jej szczeliny, przesuwać się językiem od dołu do wzgórka, wywołując jej pomrukiwanie i krótkie drgnięcia,  kiedy dotknął szczególnie czułego punktu. Zaczęła 'produkować' coraz więcej 'soków', które spijał i zlizywał. Smakowała wyśmienicie więc przyspieszył i wzmocnił lizanie, a potem każde liźnięcie wzmacniał szczypaniem wargami obrzmiałej łechtaczki. W miarę coraz silniejszego lizania i szczypania, pojękiwania, dyszenie i pomruki przybierały coraz bardziej  na sile, więc kiedy wprowadził jeden, a potem drugi palec do szparki, suwając nimi delikatnie wzdłuż i w poprzek górnej ścianki pochwy, pojawił się u Ani orgazm, rozlewając się po jej ciele. Ucichła i na chwilę znieruchomiała,  a Paweł powolnymi, czułymi gestami dłoni pomagał wyciszyć jej emocje. Otworzyła zamglone jeszcze oczy i przysiadła, sięgając rękami po niego. Przesunął się i podciągnął do jej pozycji, kładąc się na wznak. Nasunęła się na niego bokiem i skubiąc włoski na jego torsie, patrzyła mu w oczy rozkochanym spojrzeniem, jakby na zawsze chciała utrwalić w swojej pamięci jego obraz. Odpowiedział jej takim samym spojrzeniem, w którym było wszystko; optymizm, radość i głębokie, zapierające dech uczucie do tej najmilszej z najmilszych dziewczyny, mentorki i kobiety...cdn...

12 879 czyt.
97%305
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 9929 słów i 55113 znaków. Tagi: #Siostra #erotyka #służba #wyznanie #dom

5 komentarzy

 
  • Master

    Master · 6 paź 2017 · 230360608

    Niezle opowiadanie , czekam na ciag dalszy

  • Robert72

    Robert72 · 30 wrz 2017

    Jestm i cztam. Czekam na dalsze części!!! Dla mnie super.

  • Marcin386

    Marcin386 · 30 wrz 2017 · 193945442

    Nie będę się powtarzał  . I chylę  cała. Czekam na więcej. I pewnie nie tylko  ja  

  • POKUSER

    POKUSER · 30 wrz 2017

    Świetnie napisane. Ciekawe czy wszystko już idzie do szczęśliwego finału, czy jeszcze np Marysia coś nawywija. Bardzo dziwne to pożegnanie z bratem słowami: "I tak będziesz mój". Czyżby zapowiedź chwilowego powrotu siostrzanych uczuć? Pewnie jeszcze wieczór kawalerski nas czeka

  • Lordvader

    Lordvader · 30 wrz 2017 · 201438591

    Co za miły początek dnia , po lekturze do porannej kawy człowiek nabiera chęci do prac domowych. Jak zwykle super napisane, lekko i przyjemnie. Ciekawe jak dalej potoczy się relacja Paweł-Ania-Marysia. Bardzo ciekawe.