Mogło być i tak - cz. XIV

Podróż w przedziale I klasy była faktycznie dość przyjemna i komfortowa. Paweł wyruszył w nią z Krakowa w towarzystwie starszego małżeństwa, a po drodze dosiadło jeszcze dwoje pasażerów w średnim wieku, tak, że tłoku w przedziale nie było, w przeciwieństwie do wagonów klasy drugiej, gdzie obłożenie miejsc siedzących było dość znacznie przekroczone. Mógł więc spokojnie i dość wygodnie podrzemać, tym bardziej, że i siedzenia w wagonach I klasy były dużo wygodniejsze od tych w klasie drugiej, a do tego trafił na współpasażerów, którzy tak jak on cenili sobie spokój w podróży, tak, że po przyjeździe pociągu zgodnie z rozkładem na dworzec w Gdyni, czuł się w miarę wypoczęty i wyspany. Po pożegnaniu się z pozostałymi pasażerami, opuścił wagon i podszedł do informacji. Zapytał sympatyczną dziewczynę, czy przypadkiem nie wie, jak może dostać się do Babich Dołów. Widząc żołnierza w mundurze lotnika chciała trochę pogawędzić, ale widząc, że za Pawłem ustawiła się kolejka chętnych do skorzystanie z jej pomocy, więc poinformowała go, że do Babich Dołów może dojechać tylko autobusem, który odchodzi z ul. 10 Lutego. Dojdzie do niej idąc do końca ul. Dworcową, a po dojściu skręcić w lewo, po około stu metrach jest przystanek autobusowy. Do Babich Dołów kursuje linia 109. Podziękował i ruszył w stronę ul. Dworcowej. Doszedł do ul. 10 Lutego i skręcił w lewo. Dochodząc do przystanku, zauważył podjeżdżający autobus z tablicą Babie Doły. Wsiadając, pokazał kierowcy rozkaz wyjazdu, ale ten machnął ręką i kazał mu zająć miejsce. Po zajęciu miejsca i upewnieniu się, że Babie Doły są końcowym przystankiem, pozwolił sobie na kolejną drzemkę i po  kilkudziesięciu minutach jazdy obudził go kierowca autobusu. Lekko zdezorientowany po wyrwaniu ze snu, zapytał jeszcze kierowcę o drogę do jednostki lotniczej i wysiadł z autobusu. Zarzucił worek żołnierski na ramię i raźnym krokiem ruszył w stronę bramy głównej jednostki. Podał dokumenty podróży dyżurnemu na bramie i ten skierował go do budynku dowództwa, do oficera dyżurnego. Paweł zameldował swoje przybycie oficerowi dyżurnemu zgodnie z  rozkazem wyjazdu i chwilę musiał poczekać. Po sprawdzeniu dokumentów i potwierdzeniu terminu stawienia się w jednostce, oficer dyżurny skierował Pawła do jego bezpośredniego dowódcy, wysyłając razem z nim bosman - mata, swojego pomocnika. W drodze do budynku dywizjonu obsługi naziemnej towarzyszący mu pomocnik oficera dyżurnego próbował wyciągnąć Pawła na jakieś bliższe zwierzenia.  
- Z tego co zauważyłem w twoich papierach, przyjechałeś do nas prosto ze szkoły, tak? - zapytał.
- Tak - odpowiedział krótko Paweł, rozglądający się ciekawie po całkowicie nowym dla niego otoczeniu.  
- To skąd ta druga belka na pagonie? - kontynuował swoją indagację pomocnik oficera dyżurnego.
- Po prostu miesiąc przed końcem szkoły awansowano mnie do stopnia starszego szeregowego i zaproponowano mi stanowisko instruktora, ale facet, którego miałem zastąpić zgodził się na nadterminowego i pozostał, więc sprawa sama upadła, ale stopień mi pozostawiono. Po ukończeniu szkoły, nie sądziłem, że dostanę kolejny awans, ale ktoś tam dopatrzył się mojego dużego zaangażowania na rzecz szkoły i uznał, ze zasługuję na wyróżnienie, więc dostałem kolejny awans i tydzień urlopu plus trzy dni na dojazd najpierw do rodziny, a następnie do tutejszej jednostki i w ten sposób znalazłem się tutaj - wyjaśnił Paweł. Kiedy dotarli do siedziby dywizjonu obsługi naziemnej, towarzyszący mu podoficer przekazał Pawła dyżurnemu dywizjonu, a potem pożegnał się, odsalutował i odszedł. Paweł przekazał wszystkie dokumenty wraz z rozkazem wyjazdu dyżurnemu, a następnie udał się do kwatermistrza dywizjonu. Trochę trwało nim załatwił wszystkie sprawy związane z przyjęciem do nowej jednostki, zwrotem umundurowania stalowego i zafasowaniem nowego umundurowania marynarskiego polowego i wyjściowego oraz zakwaterowaniem się w nowej siedzibie. Warunki zakwaterowania oraz zabudowania mieszkalne, socjalne i techniczne były diametralnie inne niż w szkole podoficerskiej. Przede wszystkim były to wszystko nowe i bardziej nowoczesne niż zabudowania w Zamościu, tak że Paweł z dużo większym optymizmem myślał o służbie w takich warunkach, tym bardziej, że i pogoda dopisała, bo dzień był jak na kwiecień ciepły i słoneczny. Około południa, po zakwaterowaniu się w nieźle wyposażonym dwuosobowym pokoju, do którego wprowadził go mieszkający w nim przyszły sublokator, dowódca drużyny mechaników pokładowych w stopniu mata, został wezwany do dowódcy dywizjonu. Paweł zameldował dowódcy swoje przybycie do jednostki zgodnie z otrzymanym skierowaniem i rozkazem wyjazdu. Po komendzie spocznij dowódca poprosił go w skrócie o pierwsze wrażenia z pobytu w jednostce, zapoznany widocznie na podstawie  dokumentów otrzymanych wcześniej ze szkoły z przebiegiem służby i szkolenia Pawła, nie pytał go bowiem o dotychczasowy przebieg służby, tylko również w skrócie przedstawił mu ogólnie na czym będzie polegała jego służba w jednostce lotniczej, a o swoim przydziale i obowiązkach dowie się z rozkazu odczytanego na wieczornym apelu dywizjonu. Nie przedłużając rozmowy, dowódca dywizjonu pogratulował Pawłowi dotychczasowych osiągnięć w szkoleniu i służbie oraz awansu w tak młodym wieku na stopień podoficerski, życząc mu podobnych osiągnięć w służbie liniowej w tutejszej jednostce i polecił mu zgłoszenie się do dowódcy drużyny obsługi naziemnej w zakresie radio i foto urządzeń. Paweł po żołniersku podziękował dowódcy i odmeldował się. Zgodnie z rozkazem  dowódcy zgłosił się do swojego bezpośredniego przełożonego czyli dowódcy drużyny. Okazał się nim budzący zaufanie i sympatię żołnierz w stopniu mata, który podobnie jak Paweł był specjalistą w zakresie radio urządzeń i za kilkanaście dni miał zakończyć służbę wojskową. Porozmawiali chwilę i wymienili poglądy na temat szkoły oraz służby w tutejszej jednostce. Była pora obiadowa, która trwała w zależności od wykonywanych zajęć od godziny 12.30 do 14.00, więc obaj udali się do kantyny. Obiad jak na warunki wojskowe był całkiem przyzwoity i bardziej obfitszy niż w szkole. Ponieważ był to dzień 'bez lotów', więc po obiedzie dowódca drużyny zebrał podległą mu drużynę i przedstawił Pawła jako nowo przybyłego członka drużyny. Został przyjęty różnie przez poszczególnych członków drużyny, głównie za przyczyną jego stopnia podoficerskiego, bo do rzadkości należały przypadki, że świeżo po szkole przybyły żołnierz posiadał wyższy stopień niż reszta drużyny (oprócz dowódcy), którzy służyli w tej jednostce od pół do półtora roku. Stawiało to Pawła w bardzo niekorzystnej sytuacji i jak zwykle w takich przypadkach bywa, zaczęto się w stosunku do niego doszukiwać drugiego dna. No bo jak? Kiedy oni kończyli szkołę jako starsi szeregowi czy szeregowi on awansował od razu dwa stopnie do stopnia kaprala. Pytanie; za co ten awans? Przecież nie było działań czy akcji, za które na taki awans można było zasłużyć? Na szczęście Paweł był na taki scenariusz przygotowany i teraz zrozumiał, dlaczego 'na górze' zdecydowano zakwaterować go razem z dowódcą innej drużyny, a nie z którymś członków własnej drużyny. Dowódca drużyny też był widocznie wcześniej uprzedzony o takim fakcie, bo nie pozwalał na jakąkolwiek dyskusję na ten temat i ucinał w zarodku pytania czy niedopowiedzenia odnośnie jego stopnia. W końcu zakończył to dość burzliwe i pełne niedomówień czy podejrzeń spotkanie, ogłaszając do kolacji czas wolny i razem z Pawłem opuścili salę.
- Po kiego diabła oni cię do nas przysłali? I skąd ten awans na podoficera po szkole? Przecież przekonałeś się sam, jak inni to odbierają? - wzburzony przebiegiem spotkania strzelał pytaniami w Pawła jak kamieniami z procy.
- Długo by o tym mówić, ale miesiąc przed ukończeniem szkoły zaproponowano mi stanowisko instruktora w szkole. Zgodziłem się i dali mi w związku z tym stopień starszego szeregowego, aby mieć pretekst do awansu na kaprala z chwilą gdy zostanę instruktorem. Okazało się jednak, że facet, którego miałem zastąpić, zdecydował się jednak na nadterminowego i pozostanie w szkole. Więc sprawa umarła, zanim się narodziła, ale pozostawiono mi stopień starszego szeregowego. Kiedy kończyliśmy szkołę, ponownie wyszła sprawa wyróżnień i awansów. Ktoś tam na górze uznał, że wyróżniałem się i udzielałem na rzecz szkoły, więc należy mi się awans i nagroda w postaci urlopu. Pewnie ktoś nie dopatrzył, że awansowano mnie miesiąc temu i mając polecenie awansowania mnie na wyższy stopień, ponownie mnie wpisał na listę awansów i chyba to zdecydowało, że awansowano mnie na kaprala, a do tego nagrodzono siedmiodniowym urlopem za 'zasługi'. Mogę się też jeszcze domyślać, że mogła maczać w tym palce żona jednego z zastępców komendanta szkoły, której córce pomagałem przygotować się do matury, ale to tylko moje domysły. I to wszystko. Nie ma tutaj żadnego drugiego dna. Nie byłem ani 'kapusiem' ani 'nawiedzonym 'czerwonym - Paweł bez owijania w bawełnę wyjaśnił swojemu dowódcy możliwe przyczyny jego awansu na kaprala po ukończeniu szkoły.
- Dobrze, że mi o tym powiedziałeś. Spróbuję jeszcze przed swoim odejściem, coś z tym zrobić, bo inaczej miałbyś przechlapane. A oni mnie dość lubią i szanują, więc moje słowo coś u nich będzie znaczyło. Powiedz mi jeszcze jedno; bzykałeś tę babę, której córce pomagałeś czy obie? - zapytał na koniec, śmiejąc się i będąc już rozluźniony.
- Nie! To był naturalizowany ruski Polak i chodził po szkole ze spluwą. Nawet gdyby mi się podobały, bałbym się, że mnie zastrzeli. Ale prawdę mówiąc, nie podobały mi się - odparł również ze śmiechem Paweł.
- Dobra! Idź do siebie i pamiętaj o apelu - przypomniał mu dowódca drużyny, prawie już kolega. Po przyjściu na kwaterę, zastał ją pustą. Wykorzystał to do skreślenia kilku słów do Ani, mamy i Krystyny, opisując im w skrócie podróż, pierwsze wrażenia po przybyciu do jednostki i ogólne stwierdzenia dotyczące jego zakwaterowania, posiłków, obowiązków. Na koniec dodał stwierdzenia co do uczucia do każdej z nich oraz prośbę do mamy o przekazanie Marysi adresu, o co go prosiła. Obiecał, że w następnym liście postara się o więcej szczegółów, a teraz musi kończyć, bo ma zajęcia nocne. Zaadresował listy i wyszedł na zewnątrz, gdzie znajdowała się skrzynka na listy, do której je wrzucił. Kiedy pojawił się współlokator wymienili kilka zdawkowych opinii i poglądów. Potem była kolacja i o godzinie 20.00 apel wieczorny dywizjonu obsługi naziemnej. Dowódca dywizjonu w krótkich, żołnierskich słowach przekazał informacje o przybyciu do dywizjonu obsługi kilku nowych żołnierzy po szkole podoficerskiej różnych specjalności w stopniu szeregowego i starszego szeregowego oraz jednego kaprala, witając ich serdecznie w szeregach dywizjonu. Od dnia następnego żołnierze ci rozkazem zastępcy dowódcy jednostki przechodzą do służby w lotnictwie morskim i ich stopnie zostają dostosowane do stopni obowiązujących w marynarce wojennej; marynarz - odpowiednich szeregowego, starszy marynarz - odpowiednik starszego szeregowego i mat - odpowiednik kaprala. Zapowiedział też przydział i nominacje nowo przybyłych żołnierzy w miejsce żołnierzy odchodzących do cywila, które zostaną dokonane w kolejnym rozkazie dowódcy jednostki. Kolejne dni nie wnosiły nic nowego poza tym, że nowo przybyli żołnierze zaczęli pełnić swoją normalną służbę pod okiem odchodzących do cywila żołnierzy. Zmieniło się też, prawdopodobnie pod wpływem rozmów dowódcy drużyny z poszczególnymi jej członkami, nieco nastawienie do Pawła wśród pozostałych członków jego drużyny, tym bardziej, że Paweł swoim naturalnym, szczerym usposobieniem i zachowaniem oraz znajomością tak teoretyczną jak i praktyczną obsługi urządzeń radiowych w samolotach, coraz bardziej zjednywał i przekonywał do siebie poszczególnych członków drużyny. Kiedy więc w kolejnym rozkazie ogłoszonym na apelu wieczornym pojawił się komunikat, że Paweł zostaje mianowany nowym dowódcą drużyny w miejsce odchodzącego do cywila podoficera, niechęć drużyny do niego zmalała do akceptowalnego poziomu. Dla Pawła oznaczało to nowe wyzwania i doświadczenia zdobywane ciężką, wytrwałą pracą w nowej jednostce. Po pełnym zaaklimatyzowaniu się w nowej roli i okrzepnięciu na stanowisku dowódcy drużyny, co trwało prawie dwa tygodnie, Paweł otrzymał pierwszą wielogodzinną przepustkę, ważną od godziny 15.00 w sobotę do 22.00 w niedzielę czyli w sumie ponad trzydzieści godzin wolnego czasu, który mógł spędzić poza jednostką wojskową. Było piękne, sobotnie popołudnie, z temperaturą dość wysoką jak na kwiecień. Razem z nim wyszło z jednostki na przepustki kilku kolegów. Trzeba dodać, że w wyjściowych (galowych) mundurach marynarskich prezentowali się całkiem nieźle. Wszyscy byli mniej więcej podobnego wzrostu (ok. 180 cm) i na przystanku autobusowym wzbudzili dość duże zainteresowanie. Autobusem dojechali do dworca kolejowego w Gdyni. Koledzy mieli zamiar pójść w miasto na piwo, więc Paweł pożegnał się z nimi i udał się na peron SKM w kierunku Gdańska, gdzie mieszkała jego rodzina ze strony matki. Wkrótce nadjechał pociąg. Jadąc, zastanawiał się czy dobrze zrobił, że wybrał się do rodziny, znając tylko nazwisko i adres, ale obiecał matce, że spróbuje w miarę szybko odwiedzić jej cioteczną siostrę Zosię. Będąc od urodzenia optymistą, przestał się jednak martwić tym, co będzie i zaczął się rozglądać po wagonie. Zaczepił wzrokiem kilka gapiących się na niego dziewczyn i jedna z nich odpowiedziała mu mrugnięciem, po czym odwróciła wzrok i kontynuowała rozmowę ze stojącą obok niej dziewczyną. To „oczko” puszczone do niego przez nieznajomą dziewczynę, zaintrygowało go, chociaż nie był do końca pewien, czy zdarzyło się naprawdę i czy dotyczyło właśnie jego. Była piękną dziewczyną, o szczupłej twarzy, okolonej ciemnymi, przystrzyżonymi na krótko włosami, ubrana w ciemną bluzeczkę i beżowe bolerko. Nie był znawcą kobiecej mody, ale wydawało mu się, że strój ten bardzo dobrze do niej pasuje i podkreśla dodatkowo jej niepoślednią urodę. Stojąca obok niej dziewczyna też była niczego, ładna blondynka, z nieco dłuższymi, sfalowanymi włosami, ubrana podobnie, tylko w innym kolorze. Kolej, zgodnie ze swoją nazwą, dość szybko przemierzała przestrzeń z Gdyni do Gdańska przez Sopot, a Paweł nie spuszczał z oka pięknej nieznajomej. Aby nie być rozdzielonym przez przemieszczających się bez przerwy pasażerów, nieznacznymi ruchami przesuwał się w jej kierunku. Zauważył, że dziewczyna od czasu do czasu zerkała w jego stronę, jakby też chciała upewnić się, czy jedzie dalej. Naturalną rzeczą więc było, że zaczął zastanawiać się, dokąd ona jedzie. Pociąg minął Sopot i mknął w stronę Gdańska, a w jego głowie kłębiły się myśli, skoncentrowane głównie na nieznajomej dziewczynie i tym nieszczęsnym „mrugnięciu”. Najgorsze, że nie wiedział dokąd ona jedzie, bo mogła w każdej chwili wysiąść, a on wtedy nigdy nie dowie się, czy rzeczywiście puściła do niego „oczko”. W pewnej chwili chciał już odpuścić i przestać myśleć o niej, gdy nagle usłyszał;  
– Cześć marynarzu, czy my się przypadkiem nie znamy? - To była ona. Zatkało go.
- Moja piękna nieznajoma? Witaj! – odpowiedział kurtuazyjnie rozedrganym głosem.
- A skąd niby mamy się znać?- dodał, patrząc jej prosto w oczy. Nie spuściła wzroku i wesołym, miłym dla ucha głosem oznajmiła;
- A stąd, że podobno jesteśmy kuzynami – odpowiedziała z uśmiechem. Zamurowało go.  Skąd, gdzie, jak? Jest na Wybrzeżu od niecałych dwóch tygodni, nigdy wcześniej tu nie był,  nikogo z krewnych  żyjących w Gdyni czy w Gdańsku nie znał i nie widział. A więc skąd ta nieznajoma dziewczyna niby ma go znać, skoro widzą się po raz pierwszy.
– Szczerze! Mówiąc prawdę, chciałbym, aby tak było, ale to chyba jakieś nieporozumienie – powiedział z lekkim zażenowaniem.
- Pani mnie chyba z kimś pomyliła, jestem tu pierwszy raz i nikogo tutaj nie znam - dodał. Spojrzała na niego z uśmiechem i zaczęła szukać czegoś w torebce. Po chwili znalazła to, czego szukała i odwróciła się w jego stronę.
– Po pierwsze; nie pani, a Magda! A po drugie, poznajesz to zdjęcie? – wyciągnęła do niego  rękę z kartonikiem. Wziął podane zdjęcie i osłupiał. To był on w mundurze elewa ze szkoły podoficerskiej. Kilka podobnych zdjęć przesłał w listach swojej mamie. Nasunęło mu się najprostsze pytanie;
– Skąd pani ma to zdjęcie? – Dziewczyna zbyt go onieśmielała, aby odważył się zwrócić do niej po imieniu.
– Dziwne, prawda? – odpowiedziała z uśmiechem - ale o tym moglibyśmy porozmawiać w jakimś spokojniejszym miejscu. Na przykład w kawiarni. Zanim zdążył odpowiedzieć, kontynuowała dalej;
- Domyślam się, że jesteś na przepustce i pewnie jedziesz gdzieś do Gdańska? Dobrze rozumuję, czy też cel twojej podróży jest inny? – i nagle podniosła nieco głos;
– A poza tym, przestań mi „paniusiować” i zacznij zwracać się do mnie po ludzku. Jesteśmy prawie w jednym wieku – dodała - i źle się czuje z tą „panią Magdą” kuzynie!  
Cóż mógł odpowiedzieć na tak zdecydowaną postawę, jak tylko zastosować się do jej życzenia.  
– Dobra! Nie złość się, od teraz jesteś dla mnie Madzia, jeżeli tak sobie życzysz, kuzyneczko.  
– A ja jestem Paweł! - przedstawił się - i jadę właśnie do Gdańska, do rodziny, a konkretnie do cioci Zosi, ciotecznej siostry mamy.  
Zobaczył rozbawienie w jej oczach, więc trochę speszony ciągnął dalej;
- Mam wysiąść na stacji Stocznia, a dalej za przewodnika będzie język.
Nie odzywała się, tylko dalej uśmiechała się, jakby zachęcając go do dalszej wypowiedzi;  
- Jeżeli jednak chcesz, możemy wysiąść gdziekolwiek, gdzie ci będzie odpowiadało. Mnie się nie spieszy, mam czas do jutra, do dwudziestej drugiej, więc jestem do twojej dyspozycji. Jest tylko jeden problem co do kawiarni, nie najlepiej u mnie z kasą, a żołd dopiero za kilka dni. I to by było na tyle, jak mawiał prof. Zin – zakończył z ulgą swój wywód.
Spoważniała i zwróciła się do niego lekko zażenowanym głosem;
– Przepraszam cię Paweł za tę kawiarnię, ale nie było moim zamiarem stawiać cię w kłopotliwej sytuacji. A po chwili dodała;
– Sama chodzę do szkoły i dobrze wiem, jak to jest z kasą. Nie myśl, że spędzam czas po kawiarniach. A tak na poważnie, to nie musimy szukać kawiarni, aby porozmawiać. Moja mama serwuje najlepszą kawę na świecie, więc zapraszam cię do siebie, i co ty na to?  
Nie wiedział, co odpowiedzieć. Dopiero co poznana dziewczyna, należy dodać, piękna dziewczyna, zaprasza jego, nieznajomego żołnierza, który jak sama twierdzi, jest jej kuzynem, do siebie do domu. Co na to powiedzą jej rodzice?
Magda, jakby czytając w jego myślach wybuchła śmiechem.  
– No co! Zaskoczony? Masz jakieś obiekcje? A więc do twojej wiadomości; Moja mama to jest ta twoja ciocia Zosia, a ty podobno do niej jedziesz w odwiedziny. Czy czasem nie pod adres przy ulicy Orzeszkowej? – Zbaraniał całkowicie. Trudno mu było zebrać myśli. Jak mu później powiedziała Magda, wyglądał wtedy na kogoś, komu się rozregulowały klepki w głowie, albo jakby go kopnął koń. Magda widząc, że Paweł nie może  uporać się ze swoimi myślami, przerwała milczenie i zdecydowanym głosem zakończyła;
- Dobra, na razie tyle! Widzę, że sytuacja cię zaskoczyła, a nawet przerosła, więc dla odprężenia opowiedz może coś o sobie.  
Nie bardzo wiedział od czego zacząć. Magda widząc jego wahanie, sama zaczęła rozmowę;
- Co robiłeś przed wojskiem? – zapytała, próbując go rozruszać.
- Co robiłem przed wojskiem? Pomagałem rodzicom na gospodarstwie i chodziłem do szkoły – odpowiedział. Widząc, że Magda oczekuje dalszego ciągu, mówił dalej;  
- Po ukończeniu szkoły i zdaniu matury, zamierzałem startować na studia, ale los zrządził inaczej. Brat otrzymał wezwanie do wojska, więc gdyby go zabrali, to ja musiałbym zostać w domu i pomagać niemłodym już rodzicom na gospodarstwie. Wybrałem więc inna opcję, zgłosiłem się ochotniczo do wojska. Jako ochotnik mogłem wybrać każdy rodzaj służby, więc przymierzałem się do czerwonych beretów – tu przerwał i zwrócił się do Magdy;
- Mam mówić dalej, czy przestać, aby cię nie zanudzić? – zapytał.  
- Może przerwij na chwilę, bo zaraz wysiadamy – powiedziała Magda, przesuwając się bliżej drzwi. Rzeczywiście, po chwili pociąg zaczął zwalniać i zatrzymał się. Wysiedli i ruszyli w stronę przejścia podziemnego, prowadzącego do wyjścia na ulicę. Magda bez uprzedzenia wsunęła rękę pod ramię Pawła i przytuliła się do niego. W pewnym momencie pociągnęła go we wnękę w przejściu i nie zważając na przechodniów, ujęła szybko jego twarz w swoje dłonie i wpiła się ustami w jego usta. Paweł zaskoczony jej działaniem, chciał odruchowo  cofnąć głowę, ale nie pozwoliła na to i wpychając mu do ust swój język, przywarła do niego całym ciałem. Zareagował jak każdy młody mężczyzna. W jego spodniach zaczęło robić się ciasno. Począł oddawać pocałunki, splatając swój język z jej ruchliwym języczkiem. Magda jakby na to czekając, mocniej wtuliła się w jego ciało, dociskając kolanem obudzonego rycerzyka w jego spodniach.
- Uff, to było to! – oznajmiła Pawłowi, odrywając od niego na chwilę swoją twarz.  
- Jak tylko cię zobaczyłam w pociągu, myślałam tylko o tym, żeby się z tobą pocałować – dodała uszczęśliwiona, że mogła spełnić swoje marzenie.  
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką mam chcicę na ciebie. Gdyby nie to, że jesteśmy blisko domu i ktoś mógłby mnie poznać, zgwałciłabym cię żołnierzyku na ulicy – oznajmiła i ponownie przylgnęła do jego ust, ręką sięgając do jego wybrzuszenia w spodniach.
- Paweł, ty wiesz, ile ja miałam przez ciebie nieprzespanych nocy, od chwili gdy podprowadziłam mamie twoje zdjęcie? – kontynuowała rozgorączkowanym głosem.
- Pokazywałam to zdjęcie moim koleżankom, chwaląc się im, że jesteś moim chłopakiem. Zanim Paweł zdążył coś powiedzieć, usłyszał;
- A teraz powiedz mi, mój żołnierzyku, masz dziewczynę? - zapytała, wpatrując się w niego niepewnym wzrokiem.
- Prawdę mówiąc, to nie wiem, co ci odpowiedzieć. Zostawiłem kogoś w Krakowie, ale pozostawiła mi całkowicie swobodę, więc tak po prawdzie, to bardziej ona ma mnie niż ja ją – odpowiedział zgodnie z prawdą.  
- Nic z tego nie rozumiem, ale nie jest to w tej chwili ważne. Masz czy nie masz dziewczyny, w tej chwili jesteś mój! – patrzyła na niego tak, jakby chciała prześwietlić jego wnętrze i poznać jego myśli. Nie zastanawiając się więc wiele, Magda ponownie przylgnęła do niego.
- Paweł, a ja podobam ci się choć trochę? – spytała, ogarniając go niepewnym spojrzeniem.
O, taką małą troszkę – dodała, pokazując malutki odstęp swoich dłoni.
Zaśmiał się i pocałował ją, mocno przytulając jej kibić do swojego ciała i do wybrzuszenia w swoich spodniach.
Zrozumiała i odpowiedziała mu tym samym.
- Możesz dotknąć mojego krocza i poczuć moje mokre majtki – poprosiła słodkim głosem, przyciskając go do muru swoim ciałem.  
Delikatnie wsunął rękę pod pasek jej spodni i powolnym ruchem zsunął dłoń na jej krocze. Mówiła prawdę, jej jedwabne cienkie majtki, wprost ociekały wilgocią.
- Chodź, musimy iść, bo za chwilę pojawi się plama w kroku, gdy mi spodnie przemokną – powiedziała i ponownie ujęła go pod ramię, ruszając raźnym krokiem w kierunku ulicy, przy której mieszkała.  
- Teraz możesz nawijać dalej. Z tego co mi mama mówiła, to do Gdyni przyjechałeś gdzieś tam z Zamościa, tak?
- Tak, ze Szkoły Wojsk Lotniczych – odpowiedział.
- To służysz w lotnictwie, a nosisz mundur marynarza, coś tu nie gra, nie sądzisz? – wyraziła swoje wątpliwości.
- Bo teraz służę w lotnictwie morskim, stąd ten mundur – odpowiedział.  
- Prawdę mówiąc, do twarzy ci w tym mundurze i wiesz jaką mam frajdę, że idę z tobą. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, jak za tobą oglądają się dziewczyny – powiedziała, śmiejąc się Magda.
- To chyba za tobą oglądają się, zazdroszcząc mi takiej laski – odparł równie żartobliwym tonem.
- Żebyś ty wiedział, co o tobie mówiła moja koleżanka, z którą mnie widziałeś, to byś zdębiał – oznajmiła z tajemniczą miną.
- Mam nadzieję, że nic nieprzyjemnego – odpowiedział z uśmiechem i zaciekawieniem.
- Nie powiem ci, co mówiła, bo przewróciłoby ci się w głowie – dodała.
- Mogę tylko stwierdzić, że znamy się długo, ale dopiero pierwszy raz usłyszałam z jej ust tak pochlebną opinię o facecie, właśnie o tobie Paweł – mówiąc to, mocniej przytuliła się do jego boku. Po chwili kontynuowała;  
- Gdy jej powiedziałam, że jesteś prawdopodobnie moim kuzynem i pokazałam jej twoją fotografię, o mało nie posikała się w majtki z wrażenia. Będę miała pewnie przechlapane, jeżeli nie poznam cię z nią, a dowie się, że byłeś u mnie – oznajmiła Pawłowi. Niepostrzeżenie znaleźli się przed zadbaną, trzypiętrową gdańską kamienicą.
- Jesteśmy na miejscu – powiedziała Magda i nacisnęła na klamkę drzwi wejściowych. O dziwo, drzwi robiące wrażenie bardzo masywnych i ciężkich, otworzyły się lekko i bezszelestnie.  
- Mieszkamy na pierwszym piętrze – oznajmiła Magda i pierwsza wstąpiła na schody. Klatka schodowa wyglądała na zadbaną, było schludnie i czysto. Weszli na piętro i podeszli do  stylowych, na brązowo pomalowanych drzwi. Magda dwukrotnie zadzwoniła. Po chwili drzwi otworzyła, będąca w średnim wieku, zadbana kobieta. Zaskoczona widokiem wojskowego obok córki, cofnęła się szybko do przedpokoju.  
- Julian, mamy gościa! – oznajmiła głośnym głosem. Po chwili z pokoju wyszedł w luźnym, sportowym dresie lekko szpakowaty, łysiejący mężczyzna i dołączył do żony, przyglądając się poważnym, ale i ciekawym wzrokiem, towarzyszącemu ich córce nieznajomemu żołnierzowi.
- Dzień dobry! – odezwał się pierwszy Paweł.
- Mamo! Tato! Przedstawiam wam Pawła, naszego kuzyna z krakowskiego, syna cioci Stasi. Spotkaliśmy się przypadkowo w SKM. Jest na przepustce i jechał właśnie do nas w odwiedziny – przedstawiła rodzicom towarzyszącego jej żołnierza Magda, a sama udała się do łazienki. Widać było jak zaskoczenie i ciekawość znika z oblicza kobiety, a następnie jej męża, wypierana przez radość i uśmiech. Pani Zofia szybko podeszła do Pawła, objęła go serdecznie i pocałowała wylewnie trzy razy w oba policzki. Paweł schylił się do jej ręki, chcąc ja pocałować i wyrazić swoje uszanowanie, ale nie pozwoliła na to. Jeszcze mocniej przytuliła go do siebie.
- Witaj Pawełku, nie wiesz, jaką radosną niespodziankę nam sprawiłeś. Ale wyrosłeś na pięknego kawalera. Widząc, że mąż czeka, chcąc też przywitać się z Pawłem, uwolniła go z objęć i odsunęła się, taksując go rozanielonym spojrzeniem.
- Witaj chłopcze! Cieszymy się, że przyjechałeś – odezwał się wujek Julian, witając się z Pawłem mocnym uściskiem dłoni, stonowanym uściskiem ramion i serdecznym poklepaniem po plecach. Paweł chciał zdjąć buty, widząc piękny połysk parkietu i jasny kolor dywanu w przedpokoju. Wujek Julian jednak na to nie pozwolił.  
- Paweł, u nas obuwia nie zdejmuje się, więc daj spokój – oznajmił, odgadując jego zamiar.
- Ale wujku, szkoda tak pięknego dywanu, żeby chodzić po nim w takich butach – próbował oponować Paweł.
- Na szczęście moje nogi nie pocą się i nie śmierdzą – dodał.
- Jeżeli koniecznie chcesz, możesz zdjąć buty, ale Magda poda ci pantofle, dobrze? – zwrócił się do Pawła, widząc, że Magda wyszła z łazienki.
- Ok.! Niech będzie – zgodził się Paweł i zdjął swoje buty, które zabrała Magda, podając mu po chwili skórzane pantofle.
- A teraz chodź do pokoju, bo szkoda nóg, może twoich mniej niż moich – powiedział wujek Julian, prowadząc Pawła do dużego pokoju, pełniącego rolę salonu.
W międzyczasie ciocia Zofia wraz z Magdą znikły w kuchni, aby przygotować poczęstunek dla gościa. Paweł wraz z wujkiem usiedli przy dużym stole w pokoju. Paweł zauważył, że wujka coś gryzie, jakby chciał o coś zapytać, ale nie wie czy wypada. Uśmiechnął się i sam zagaił rozmowę.
- A ty wujku czym się zajmujesz, jeśli wolno spytać?  
- Pracuję na kolei. Jestem dyżurnym ruchu, ale już nie długo. Za dwa lata przechodzę na emeryturę. Przez chwilę zastanawiał się, w końcu przemógł się;
- Napijesz się ze mną nalewki? – zapytał przyciszonym i trochę speszonym głosem.
- Wujku, nie przepadam za alkoholem, ale przy takiej okazji nie odmówię – odpowiedział Paweł i zauważył jak wujek odetchnął z ulgą, podchodząc raźno do barku. Po chwili wrócił do stołu i postawił na stole dużą, pękatą butelkę z ciemno-brunatnego szkła oraz dwa owalne kielichy.  
- Sam ją robiłem, jest naprawdę dobra – mówiąc to, nalał po pół kielicha.
- Spróbuj i oceń, czy mam rację – powiedział i szybkim ruchem opróżnił swój kielich, następnie równie szybko napełnił go ponownie.
Paweł spróbował językiem i upił trochę.
- Nie bardzo się znam, ale wydaje mi się, że jest niezła – pochwalił ostrożnie produkt wujka.
Nalewka była rzeczywiście dobra w smaku, o miłym zapachu i mocna. Upił ponownie trochę i poczuł, że dostaje niezłego kopa. Jego nieprzyzwyczajony do alkoholu organizm zareagował na nalewkę wujka, w sposób podobny do reakcji na lek rozweselający.
- Paweł, grasz może w szachy? – usłyszał następne pytanie wujka Juliana.
- Trochę gram, ale z tobą wujku pewnie nie mam żadnych szans – odpowiedział nieco rozweselony Paweł.  
Wujek podniósł się i na chwilę wyszedł z pokoju. Paweł miał teraz okazję rozejrzeć się po pokoju, który robił wrażenie lekko zagraconego, do czego przyczyniały się staromodne, masywne meble i ich rozstawienie po pokoju. Pokój nie był mały, ale wypełniony dużą ilością mebli typu kredens, trójdrzwiowa szafa, duży stół plus osiem krzeseł, komoda, pianino oraz szafka z dużym telewizorem nie był wzorem do naśladowania we współczesnych czasach.
Wrócił wujek z szachami i zaraz po nim ciocia z Magdą.
- Widzisz Madziu, tata już znalazł sobie ofiarę do ogrywania. Tylko go spuścić z oka. O, i naleweczka jest też na stole – powiedziała, śmiejąc się, ciocia Zosia, rozstawiając na stole talerze z wędliną, chlebem i owocami oraz talerzyki, sztućce, szklanki, dzbanek z sokiem pomarańczowym i butelkę z wodą mineralną. Po prostu wszystko to, co miała w domu, aby pokazać gościowi, jak bardzo cieszy się z jego przyjazdu.
- Paweł, chcesz może kawy lub herbaty? – zapytała ciocia
- Nie, dziękuję ciociu. Nastawiałaś tu tyle napojów, że w zupełności wystarczy-odpowiedział Paweł. W tym czasie wujek Julian rozłożył szachownicę na rogu stołu i właśnie kończył ustawiać bierki.  
- To co Pawełku, wypijemy po jednym i gramy – zaproponował.
- Chwileczkę, ja też chętnie napiję się nalewki – zastopowała go ciocia – poza tym rano idziesz na dyżur, więc ostrożnie z tą nalewką - dodała.  
- Ja też spróbuję – dodała Magda – idę przynieść kieliszki, a ty mamo siadaj przy stole.
Paweł przesunął się do rogu stołu, gdzie stały szachy. Koło niego usiadła ciocia Zosia.
Wujek ukrył w dłoniach białego i czarnego pionka i wyciągnął ręce w stronę Pawła. Ten wybrał jedną z dłoni. Wewnątrz leżał czarny pionek. Rozpoczęli grę. Na każdy ruch wujka, Paweł odpowiadał odpowiednim ruchem. Mimo, że nie mierzyli czasu, grali stosunkowo szybko i po kilku minutach weszli w środkową fazę gry. W między czasie wypili też trochę alkoholu w towarzystwie cioci Zosi i Magdy. Julian, który miał początkowo wyraźną chęć wykorzystać obecność Pawła do uszczuplenia zawartości pękatej butelki, na słowa żony o czekającej go pracy, wyhamował zdecydowanie i tylko próbował końcem języka zawartość kielicha. Jeszcze gorzej szło mu w grze. Już parę razy zrobił nieodpowiedni ruch, który mógł go doprowadzić do szybkiej porażki, ale Paweł najpierw zwracał mu uwagę, czym mu grozi taki ruch, a następnie pozwalał na jego cofnięcie. Cała ta sytuacja bardzo Juliana stresowała i  denerwowała.
- Gdzie i kiedy nauczyłeś się tak grać? – pytał Pawła dobrodusznym tonem, a następnie zwrócił się do żony i córki;
– A mnie przed chwilą powiedział, że „trochę gram” – zacytował słowa Pawła, lekko podrażnionym głosem.
- Trochę grywałem w szkole w Zamościu – odpowiedział skromnie Paweł, zapominając dodać, że posiada tytuł mistrza powiatowego i 10 miejsce w rankingu wojewódzkim, grając w reprezentacji liceum.
- To co, trafiłeś w końcu na mocniejszego od siebie? – zapytała, śmiejąc się ciocia Zosia.
- Mocniejszego, to mało powiedziane. Gdyby chciał, to położył by mnie w kilkunastu ruchach – przyznał Julian, spoglądając z lekkim podziwem na Pawła.  
- Więc zakończcie ten nierówny pojedynek i trochę porozmawiamy – zaproponowała ciocia Zosia.
- Kończ waść! Wstydu oszczędź! – zwrócił się do Pawła Julian, cytując Kmicica z Potopu.
- Dobrze! A więc szach! – odezwał się Paweł. Julian odparł ten atak, jednak po kilku następnych ruchach Pawła uznał się za pokonanego, gdyż jakiego ruchu by nie zrobił, dostawał mata w kilku posunięciach.
- Na dziś kończymy, ale myślę, że pozwolisz mi na rewanż przy następnych odwiedzinach – oświadczył bez entuzjazmu wujek Julian. Potrafił docenić i uznać wyższość Pawła, bez osobistych podtekstów i pretensji.
- Dawno nie grałem i trochę wyszedłem z wprawy – próbował usprawiedliwić swoja porażkę.  
- A więc do następnego razu wujku! – skwitował jego wypowiedź Paweł.
- Pawełku, częstuj się! – zwróciła się do Pawła ciocia Zosia.  
Paweł nie chcąc robić przykrości cioci, nabrał na talerzyk sałatki, trochę wędlin i sięgnął po chleb. Zaspokoił pierwszy głód. Wypił również resztę nalewki i popił sokiem pomarańczowym.  
- A teraz Paweł opowiedz nam coś więcej o sobie – poprosiła ciocia Zosia, przysuwając się blisko kuzyna. Po drugiej stronie stołu, naprzeciwko, usadowiła się Magda, wypatrując jego spojrzeń i lekko oblizując swoje wargi, uśmiechała się do niego śledząc każdy jego ruch i każde jego słowo.
- Wiele do opowiadania ciociu nie ma. Chodziłem do szkoły, a po szkole pomagałem na gospodarstwie. Adam, mój starszy brat ożenił się z biedna dziewczyną, czym naraził się rodzicom, zamierzał więc opuścić dom i wyjechać z żoną na Śląsk, bo tam łatwiej o pracę i mieszkanie. To by oznaczało, że na gospodarstwie musiałbym pozostać ja, a nigdy nie aspirowałem do roli chłopa. Udało mi się przekonać brata, że nie musi poniewierać się w poszukiwaniu pracy, gdy w domu ma tyle roboty, że ledwo jej podoła wraz z żoną. A rodzicom, szczególnie ojcu uświadomiłem, że ze mnie byłby raczej kiepski gospodarz, a więc  niech postarają się szybko zmienić zdanie i zatrzymają brata wraz z synową w domu. Udało mi się doprowadzić do ich porozumienia, ale tu znowu pojawiła się przeszkoda, bo bratu przysłano powołanie do wojska. Miałem przyjaciela, którego ojciec pracował w WKU i za jego radą, po ukończeniu liceum, zgłosiłem się ochotniczo do wojska. Chciałem wstąpić do czerwonych beretów i nawet ukończyłem przeszkolenie spadochronowe, ale do WKU nie dotarło na czas orzeczenie z komisji lekarskiej i chciano przesunąć moje wcielenie na wiosnę. To znowu groziło, że powołają brata, więc poprosiłem o inne opcje, więc zaproponowano mi   Szkołę Wojsk Lotniczych w Zamościu albo Szkołę Specjalistów Morskich w Ustce. Wybrałem Zamość i po ukończeniu szkoły skierowano mnie jako specjalistę w zakresie urządzeń radiowych do Jednostki Lotnictwa Morskiego w Gdyni. Tak więc jestem specjalistą lotniczym służącym w jednostce lotniczej Marynarki Wojennej. Stąd moja naszywka specjalisty urządzeń lotniczych na mundurze marynarskim. To, że ja zostałem wcielony do wojska, pozwoliło na uznanie brata za jedynego żywiciela rodziny i przeniesienie go do rezerwy. I to wszystko ciociu, co mam do powiedzenia o mnie – zakończył Paweł swoją nieco przydługą opowieść. Zauważył, że jego wynurzenia zainteresowały nie tylko wujostwo, ale i Magdę, która, słuchając go, parę razy dotknęła stopą jego nogi, przesuwając ją do jego krocza.
Gdy skończył, właśnie Magda zaklaskała mu i pogratulowała tak zwięzłej wypowiedzi, zawierającej kawałek historii jego życia. Wujek Julian, po wysłuchaniu jego wypowiedzi, wstał i zamierzał opuścić towarzystwo.
- Wybacz Pawle staremu wujkowi, ale ja zwykle o tej porze lubię zdrzemnąć się, więc nie miej mi za złe, że was opuszczę – to mówiąc wstał i udał się do pokoju, pełniącego rolę sypialni małżeńskiej. Ciocia Zosia towarzyszyła im jeszcze przez chwilę, co rusz doganiając Pawła do częstowania się i wypytując go o mamę Stasię oraz jak im się wiedzie na gospodarstwie, itp. szczegóły. Paweł starał się odpowiadać wyczerpująco na wszystkie pytania cioci, dopowiadając istotne szczegóły. W tym czasie Magda, po wyjściu wujka Juliana, zaczęła bezceremonialnie dotykać stopą krocza Pawła, powodując, że jego mały zaczął rozpychać się w jego spodniach, przyjmując formę sporego wybrzuszenia. Powodowało to częściowe rozkojarzenie Pawła i momenty, w których nie mógł skupić się na odpowiedzi, doprowadzając wręcz do groteskowej sytuacji. Ciocia Zosia, widząc, że Paweł sprawia wrażenie zmęczonego i rozkojarzonego, zwróciła się do niego i do Magdy;
- Ja też mam do zrobienia jeszcze parę rzeczy, więc pozwolisz Pawle, że zostawię was samych. Jak będziesz coś potrzebował, powiedz Magdzie, dobrze?  
- Dobrze ciociu, dziękuję ci, że mnie tak wspaniale przyjęłaś i nie przejmuj się mną – podziękował kurtuazyjnie Paweł.  
- Jeszcze jedno, Pawełku! – powiedziała ciocia Zosia – wiem od Magdy, że masz przepustkę do jutra, więc zostajesz na noc u nas. Jutro ma wpaść do nas na obiad Krysia, nasza starsza córka, z dziećmi, więc będziecie mieli możliwość spotkać się i poznać. A teraz Madziu, poszukaj dla Pawła jakiegoś dresu ojca, aby Paweł mógł się przebrać, żeby nie niszczyć tego pięknego munduru. Rozumiem, że nie wybieracie się już dzisiaj nigdzie  – dodała.
- Nie mamo, nie wybieramy się nigdzie – oznajmiła Magda - prawda Paweł? – zapytała, wiedząc, że jest to i po jego myśli.
- Nie ciociu, cieszę się, że jestem z wami i nigdzie się nie wybieram. Poza tym, dziękuję ci ciociu, że mogę zostać do jutra, chociaż sprawiam wam niejaki kłopot – dodał.
- Nie sprawiasz żadnego kłopotu, prawda mamo? – oznajmiła Magda – nie bądź więc taki zasadniczy i drobiazgowy.
- Jeszcze jedno mamo, gdzie Paweł będzie spał? – spytała Magda, widząc, że matka chce odejść do swoich zajęć.  
- Gdzie będzie chciał! – odpowiedziała krótko ciocia Zosia.
- Może spać tutaj, może też w twoim pokoju, na materacu, jeżeli nie masz nic przeciwko temu – dodała z zagadkowym uśmiechem. Dobrze widziała, jaka chemia wytworzyła się między młodymi, a jej też spodobał się przystojny i rozsądnie myślący o życiu kuzyn. Nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby pomiędzy młodymi zawiązało się coś mocniejszego, niż chwilowa fascynacja czy zauroczenie. Twarz Magdy momentalnie rozjaśniła się, jakby o takie oświadczenie matki jej chodziło. Ciocia Zosia oddaliła się do kuchni, a Magda zerwała się i podbiegła do komody, wyciągając z jednej z szuflad prawie nowy dres ojca.
- Chodź do mojego pokoju, przebierzesz się – zwróciła się do Pawła.  
Przeszli do jej pokoju, typowego pokoju nastolatki, z różnymi naklejkami, plakatami i rozrzuconymi gdzieniegdzie fatałaszkami. Wystrój pokoju dostosowany pewnie do upodobań Magdy, sprawiał miłe wrażenie; biały sufit i ściany w dwóch kolorach: jasnoróżowym i brązowym z namalowanymi fantazyjnie kilkoma figurami geometrycznymi. Umeblowanie; jasnobrązowe biurko, jasna dwudrzwiowa szafa, komoda w kolorze wiśni i szeroka, rozkładana sofa z mnóstwem poduszek oraz para krzeseł stanowiło w miarę wygodne wyposażenie dla jednego użytkownika. Magda szybko pozbierała leżące gdzieniegdzie swoje fatałaszki i wrzuciła do jednej z szuflad komody. Z szafy wyciągnęła wieszak i stając przed Pawłem zakomenderowała;
- Baczność! Ściągać mundur żołnierzu, szybko! – rozkazującym głosem odezwała się Magda.
- Tak jest! - Chwycił bluzę i szybkim ruchem ściągnął ją przez głowę, mierzwiąc przy tym krótkie, lekko pokręcone ciemnoblond włosy. Zawahał się przy spodniach, ale usłyszał;
- Co jest z wami żołnierzu? Ściągać spodnie, ale już! – padła nowa komenda.
- Rozkaz! Robi się! – odpowiedział karnie Paweł – ściągając spodnie. Przed oczami Magdy ukazały się stalowego koloru spodenki z widocznym wybrzuszeniem u zbiegu ud.
Magda wsunęła spodnie i bluzę na wieszak i podała mu trzymany pod pachą dress.
- Spocznij żołnierzu i ubieraj dress, aby zakryć to coś, wypychające spodenki – oznajmiła, śmiejąc się, już bez rozkazującego tonu. Powiesiła mundur w swojej szafie i usiadła na sofie, zapraszając go gestem koło siebie. Usiadł przy niej i niczego nie spodziewając się, został przez Magdę powalony na poduszki. Usiadła na nim okrakiem i dociskając się kroczem do jego przyrodzenia, zaczęła się suwać po jego ciele. Rozsunęła mu zamek w bluzie od dresu i wsunęła mu swoje dłonie pod podkoszulek. Przez chwilę drażniła jego sutki, a następnie przywarła do niego całym ciałem. W kroczu czuła jego sztywnego i naprężonego rycerzyka. Sięgnęła ręką i objęła palcami poprzez tkaninę dresu i majtek penisa, drapiąc delikatnie po żołędzi.  
- Madziu, a jak ciocia albo wujek wejdą tu i zastaną nas w tej sytuacji? – zapytał cichym głosem Paweł.
- Bądź spokojny, na pewno nie wejdą – oznajmiła Magda – najwyżej będą wołać. Widziałam zresztą, jak mama patrzyła na ciebie. Patrzyłby się jej taki zięć. Rozmawiałyśmy o tobie wiele razy, poza tym, mama utrzymuje stały kontakt z twoją mamą, która nie może się ciebie nachwalić. Teraz jak jesteś ze mną, wydaje mi się, że znam cię od wielu lat. Może dlatego tak nabiłam sobie głowę tobą – mówiąc to, wznowiła ruchy posuwisto-zwrotne na jego sztywnym penisie. Było to wyraźne zaproszenie do zabawy, którego nie mógł zlekceważyć. Była nachylona nad nim, więc sięgnął do jej piersi. Rozpiął guziki cienkiej bluzeczki i wsunął pod nią dłonie. Nie miała stanika, więc bez przeszkód objął dłońmi jej kształtne i jędrne piersi. Zadrżała i mocniej wcisnęła się kroczem w jego przyrodzenie. Delikatnymi i czułymi gestami zaczął pieścić jej piersi, a gdy pochyliła się mocniej, pochwycił ustami sterczący sutek i zaczął ssać go i podgryzać, wywołując u Magdy ciche jęki i przyspieszony oddech. W pewnej chwili oderwała się od niego i szybkim ruchem zdjęła bluzeczkę, a następnie zeszła z niego i ściągnęła majtki, potem chwyciła jego dresowe spodnie i zaczęła je ściągać z niego wraz ze slipami, obnażając jego sztywnego rycerzyka.  
- Podnieś ten tyłek! – rzuciła niecierpliwie.  
Gdy uniósł się nieco na rękach, ściągnęła je do końca, a następnie okraczyła go ponownie kolanami i kucając, pochwyciła jego prącie, nakierowała na swoją mokrą od soków szparkę i powolnym ruchem wprowadziła go w siebie. Wsparła się na rękach i kilkakrotnie podnosząc i opuszczając tyłek wchłonęła go całkowicie, po czym rozpoczęła ostrą jazdę. Była bardzo ciasna i Paweł czuł, że może skończyć przed nią, pochwycił więc penisa u nasady i mocno ścisnął, aż poczuł lekki ból. Jego napięcie osłabło i ostra jazda Magdy nie robiła już na niego takiego wrażenia, więc skupił się na jej potrzebach. Jedną ręką zaczął pieścić jej piersi, a drugą okolice wzgórka i odbytu. Odniosło to natychmiastowy skutek. Magda zaczęła dyszeć i jęczeć, wzmacniając siłę i tempo swoich ruchów i wciskając się maksymalnie w jego krocze. Zaczął ją wspomagać podrzutami swojego ciała i poczuł, że jej ciało zaczyna drgać. Wykonała jeszcze kilka ruchów i gdy wsunął lekko palec w jej drugą dziurkę, wygięła ciało w łuk i opadła na niego, wpijając się wargami w jego usta, zaciskając przy tym palce na jego plecach. Delikatnymi, czułymi ruchami głaskał jej plecy i pośladki, pomagając jej wyciszyć emocje. Zaczęła obcałowywać jego twarz, skrawek po skrawku.  
- No, dałam czadu! – powiedziała, gdy doszła nieco do siebie.
Czując go w sobie w pełnym wzwodzie, uniosła się lekko na ręce i popatrzyła na niego lekko zamglonym spojrzeniem.
- A ty? Nie spuściłeś się we mnie? Dlaczego?
- Po pierwsze; nie byłem zabezpieczony, a po drugie; nie przejmuj się mną. Chciałem, abyś ty była zadowolona. A ja czuję się tak, jakbym doszedł razem z tobą.
- Paweł, to niemożliwe! To była jazda na ostro, a ty nadal jesteś sztywny. Przecież to nie jest normalne. Trochę to trwało, zanim doszłam, a ty dalej możesz.  
- Magda, przeszkadza ci to? – zapytał retorycznie.
- Nno.. nie..ale jak ty to robisz?  
- Miałaś dużo chłopaków?  
- Nie, tylko dwóch! Ty jesteś trzeci – odpowiedziała zaskoczona jego pytaniem.
- A wypowiadasz się tak, jakbyś miała duże doświadczenie w tych sprawach.
- No co ty? Ale my też rozmawiamy o was chłopakach, tak samo jak wy o nas, dziewczynach. Nie słyszałam od żadnej, żeby któraś spotkała się z czymś takim. Przeważnie spuszczali się dużo wcześniej i nie obchodziło ich, że zostawiali dziewczynę niezaspokojoną. Mnie zresztą też to kilka razy spotkało. Jesteś pierwszy, któremu zależy, aby i dziewczyna była zadowolona, a do tego kontrolujesz swoje emocje. To jest niesamowite. Nawet nie mogę o tym mówić, bo żadna koleżanka czy przyjaciółka mi nie uwierzy.
- Madzia, nie przejmuj się tym. Tak już mam i naprawdę nie jestem chory czy nienormalny. Po jakimś czasie mnie też opada, chyba, że myślę o tym, lub widzę chęć u dziewczyny na dalszą zabawę, to stoi mi długo.
- I nie boli cię tam, gdy on jest długo taki sztywny i nie spuszczasz się?
- Szczerze?  
- No pewnie!  
- Madziu, nie wiem do końca, dlaczego teraz tak jest, ale naprawdę nic mnie nie boli, a widząc twoje zadowolenie, czułem się tak, jakbym również osiągnął zaspokojenie. Wcześniej tak nie było. Gdy byłem napalony i nie mogłem uzyskać zaspokojenia, to bolało mnie tam wszystko razem z jądrami. A teraz kiedy mi stanie, przed stosunkiem ścisnę go lekko u nasady aż mnie lekko zaboli, wtedy opada ze mnie napięcie i nie czuję dużego parcia do wytrysku, a on cały czas jest sztywny. Nauczyła mnie tego starsza ode mnie dziewczyna, która mnie poderwała i przespała się ze mną. Zapowiedziała mi też od razu, żebym nie ważył się spuścić wcześniej, niż ona dojdzie. Od tej pory ten mechanizm funkcjonuje u mnie gdzieś tam w głowie i pozwala mi to zadbać najpierw o potrzeby partnerki, bez żadnych nieprzyjemnych konsekwencji dla mnie. I to by było na tyle, co mam do powiedzenia w tym temacie.
- Wiesz co, powiem o tym Krysi, gdy jutro do nas przyjedzie. Ona jest dużo starsza ode mnie i dużo bardziej doświadczona.  
- Madzia, co ty kombinujesz?  
- Nic. Pewnie będzie chciała sprawdzić to osobiście, ma duże potrzeby, a mąż jest od niej dużo starszy i pewnie nie jest w stanie zaspokoić potrzeb mojej siostruni.  
- Sądziłem, że ci trochę zależy na mnie, a teraz chcesz mnie wepchnąć w objęcia siostry?  
- Bo zależy, ale jeszcze bardziej chcę przekonać się, czy tylko ja tak działam na ciebie, czy możesz tak robić z każdą dziewczyną? I nie myśl, że prześpisz się z Krysią beze mnie. Ja też tam będę i nie martw się na zapas. Krycha jest bardzo ładną kobietą, ładniejszą ode mnie.  
- Madzia, Paweł, obiad! – usłyszeli wołanie cioci Zosi.
Ogarnęli się szybko i przeszli do dużego pokoju pełniącego uniwersalną rolę; salonu, jadalni, pokoju gościnnego. Usiedli podobnie jak poprzednio. U szczytu stołu miejsce zajął wujek Julian, po jego prawej stronie usiadła Magda, naprzeciw, po lewej stronie stołu usiadł Paweł, a obok niego miejsce zajęła ciocia Zosia. Obiad przebiegł w przyjemnej atmosferze, a po nim    i po zmyciu naczyń, wszyscy zgromadzili się w dużym pokoju, gdzie ciocia Zosia z pomocą Magdy podały kawę, herbatę i domowego wypieku ciasto. Wujek Julian mając na uwadze swój dyżur, nie proponował już więcej swojej ulubionej nalewki i po krótkiej wymianie zdań, przeprosił Pawła i resztę swojej rodziny, po czym opuścił towarzystwo i poszedł do swojego pokoju. Paweł wypił podaną kawę, przegryzając kawałkami ciasta, chwaląc i jedno i drugie. Przez chwilę pogawędzili w trójkę na różne tematy, z tym, że ciocia dopytywała głównie Pawła co zamierza robić w przyszłości, po zakończeniu służby wojskowej. Paweł w swoim stylu odpowiadał uprzejmie na cioci pytania, nie konkretyzując swoich planów. Tłumaczył, że ma jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji, a rozważa różne warianty. Zobaczy jak potoczy się jego służba w wojsku i czy jest sens rozważania ewentualnego wiązania swojej przyszłości z wojskiem. Rozważa też po zakończeniu służby wojskowej podjęcie nauki na studiach wyższych. Przyszłość pokaże w którym kierunku powinien skierować swoje zainteresowania.
Magda przysłuchując się ich rozmowie, rzadko wtrącała się do jakiegoś tematu, ale w końcu zauważyła, że ciekawość jej mamy zaczęła nużyć Pawła.
- Mamo, może przestaniesz mordować Pawła tymi swoimi pytaniami, bo wyjaśnił ci prawie wszystko, a ty dalej swoje - fuknęła na matkę.
- Może i masz rację, bo pewnie Paweł jeszcze nie raz przyjedzie do nas, a ja wyskoczyłam z tymi swoimi pytaniami - sumitowała się ciocia.  - Przepraszam Pawełku, ale to ta moja babska ciekawość, nie chciałam cię zamęczać pytaniami, ale stało się.
- Nic nie szkodzi ciociu. Wcale mnie nie męczyłaś, a to, że interesujesz się co będę robił w przyszłości, to było miłe dla mnie, a nie męczące - w kurtuazyjny sposób odpowiedział na obiekcje Magdy i usprawiedliwianie się cioci.
- To wy już lepiej idźcie do pokoju Magdy, a ja umyję naczynia i pójdę odwiedzić chorą sąsiadkę - zakończyła pogawędkę ciocia Zosia. - A ciasto zabierzcie ze sobą - dodała.
Magda jakby tylko czekała na słowa matki, natychmiast poderwała się z krzesła.
- Chodź Paweł, idziemy do mnie i zagramy w karty, bo w szachy niestety grać nie umiem.
Wzięła talerz z ciastem i oboje przeszli do jej pokoju.  
- Proponuję rozbieranego pokera - odezwała się Magda, gdy tylko zamknęli drzwi od pokoju.
- Przyznam ci się, że nie bardzo umiem grać w pokera, więc może od razu rozbiorę się i nie będę ośmieszał się udając, że gram.  
- Śmieszny to jesteś teraz, a gra w pokera trudna nie jest i chodzi o zabicie czasu - odparła Magda. - Co prawda mam też do odrobienia jakieś zadanie domowe, ale przecież nie będę teraz odrabiała zadania, będąc z tobą.
- A z czego masz te zadania? - zainteresował się Paweł. - Przecież możemy połączyć zabicie czasu z czymś pożytecznym, w tym wypadku z zadaniami domowymi, może będę ci mógł pomóc? Ty pozbędziesz się kłopotu, a i czas nam szybciej zleci, nie sądzisz?
- Ale jaja! Może i masz rację. Jeżeli jesteś dobry z matmy, to rzeczywiście możesz pomóc.
- Zobaczymy, pokaż te zadania - uciął dalszą dyskusję Paweł.  Magda wyjęła z torby podręczniki i zeszyty, a następnie oboje zagłębili się w rozwiązywaniu zadanych do odrobienia w domu zadań. Po kilkunastu minutach do drzwi pokoju zapukała mama Magdy.
Poproszona o wejście, zdziwiła się, widząc oboje pochylonych nad książkami.
- Przepraszam was, ale chciałam zapytać czy czegoś nie potrzebujecie?
- Nie mamo, teraz potrzebujemy tylko spokoju. Paweł był tak uprzejmy, że zaproponował mi pomoc w odrobieniu zadań z matmy i właśnie to robimy.
- To ja wynoszę się i jeszcze raz przepraszam, że wam przeszkodziłam - usprawiedliwiała się pani Zosia.
- Mamo, nie jestem dzieckiem i nie musisz mnie kontrolować, bo sama powiedziałaś, że jak nie upilnuję się sama, to wy mnie na pewno nie upilnujecie - dodała, widząc zmieszanie na twarzy matki. Pani Zosia ze spuszczoną głową, jak ktoś przyłapany na czymś brzydkim, szybko opuściła pokój.  
- No to teraz mamy ich całkiem z głowy - skwitowała całą sprawę Magda. - Miałeś nosa z tym odrabianiem zadań, bo mama mogła sobie myśleć kto wie co, a tak jestem pewna, że już nigdy nie odważy się nawet pomyśleć, o wejściu do mego pokoju.
- Jesteś niesprawiedliwa dla mamy. Jak każda matka troszczy się o ciebie i nie możesz jej mieć za złe, że chciała sprawdzić, co my tu robimy.
- Wiem, ale weź też pod uwagę, że za parę miesięcy będę pełnoletnia i kontrolowanie mnie w ten sposób, oznacza brak zaufania do mnie. Nigdy poprzednio nie zdarzało się to, więc uważam, że mamie należało się porządne ochrzanienie, a nie delikatne zwrócenie uwagi, tak jak to zrobiłam. Dobra, już nic nie mówię na ten temat - zakończyła, widząc, że Paweł nie podziela jej rozumowania. Gdyby wiedziała, jaki dylemat ma Paweł ze swoją młodszą siostrą, to prawdopodobnie jej zdanie o kontroli dorastającej córki przez matkę byłoby nieco inne...cdn....

5 komentarzy

 
  • Babajaga

    Babajaga · 3 sie 2017 · 287366673

    Swietna seria,ale sceny seksu i ich scenariusz nonstop sie powtarzaja. Brak mi czegos nowego w tym co robia podczas stosunku,jakis nowych pozycji.
    Pawel typowy ruchacz xd

  • POKUSER

    POKUSER · 1 sie 2017

    Paweł nie do zdarcia - Viagraman Ale ja opowieści o herosach lubię, więc niecierpliwie czekam co dalej

  • Bogu

    Bogu · 31 lip 2017

    Uwaga, przepowiednia: Paweł nie przepuści każdej kobiecie w tej rodzinie oraz ich koleżankom/przyjaciółkom  

  • baba

    baba · 30 lip 2017 · 211927083

    No i o to chodzi! Piszesz coraz lepiej i ciekawiej. Ciut nudnawe opisy, ale akcja, podkręcanie tempa i nastrojów jest więcej niź dobre. Jest super! Ty się rozwijasz i to cieszy. Trzymaj ten poziom, proszę!

  • Lordvader

    Lordvader · 29 lip 2017 · 201438590

    Czekacie cierpliwie a zostaniecie wynagrodzeni No i oplacilo się czekać. Jestem pod wrażeniem. Super napisane, super się czyta. Trzymaj tak dalej. Już czekam na kolejną część. Brawo!!!!