Mogło być i tak - cz. XVII

Kiedy Paweł pracował czy raczej pełnił służbę wojskową i zdobywał nowe doświadczenia, zyskując przy tym opinię niezłego fachowca w zakresie obsługi i konserwacji urządzeń samolotowych u swoich przełożonych oraz dobrego kolegi i przełożonego wśród członków swojej drużyny, Ania w tym samym czasie zastanawiała się jak nawiązać kontakt z jego młodszą siostrą Marysią. Aby zbliżyć się do niej i próbować nawiązać kontakt, musiała poznać jej zwyczaje, czas wyjazdu i powrotu ze szkoły, sposób spędzania wolnego czasu oraz rozpoznać jej ewentualne relacje ze swoimi i Pawła znajomymi, koleżankami czy przyjaciółkami. To wszystko nie należało do rzeczy prostych, tym bardziej, że była zdana tylko na siebie, bo nikt jej nie był w stanie pomóc. Ale była przecież adwokatem i miała za sobą niejedno doświadczenie, kiedy trzeba było kogoś poznać i zdobyć jego zaufanie, więc nie wątpiła, że uda jej się również z Marysią. Kiedy otrzymała pierwszy list od Pawła z krótką informacją o przebiegu podróży, pierwszych wrażeniach na temat jednostki, zakwaterowania, posiłków, kolegach i przełożonych oraz kilka ciepłych zdań na temat jego pobytu u niej i oceny stanu jego uczuć w odniesieniu do niej, jej mamy czy Zuzy wraz z namiarami na niego i adresem, nie doznała rozczarowania. W tych krótkich słowach zawarł bowiem siebie takim, jakiego znała i akceptowała; szczerego, prostolinijnego, inteligentnego i z poczuciem humoru. Postanowiła mu szybko odpisać, aby utrzymać w jego pamięci jej obraz, wspólnie spędzone chwile, seks czy wzajemne relacje. Nie miała złudzeń, że będzie starał się dochowywać jej wierności. Nie wymagała zresztą tego od niego, ba, wręcz nakazała mu żyć własnym  życiem, uznając, że jest niewyżytym, młodym chłopakiem, który nie miał czasu ani sposobności wyżyć się w środowisku kolegów czy znajomych dziewczyn, bo nie pozwalała mu na to siostra Marysia. Teraz będąc daleko od domu, nie mając kagańca w postaci siostry, czy innej kontroli nad swoim życiem niewątpliwie skorzysta z okazji poderwania lub sam będzie poderwany przez jakąś dziewczynę, ponieważ ma to coś w sobie, co przyciąga do niego kobiety, o czym sama przekonała się na początku ich znajomości. Sama natomiast codziennie utwierdzała się w przekonaniu, że coraz bardziej go kocha i tęskni za jego głosem, dotykiem,  uśmiechem. Zachodziła też w głowę, co spowodowało, że wystarczyło kilka dni jego obecności w jej życiu i ona, znacznie przecież od niego starsza, dojrzała kobieta, która znała przed nim wielu mężczyzn, wśród których byli przecież równie przystojni, wartościowi i dający jej do zrozumienia, że stanowi dla nich obiekt wart adoracji, uczucia i pożądania, pozwoliła, aby znacznie od niej młodszy, nieopierzony, surowy w sprawach damsko-męskich chłopak, przebojem wdarł się do jej serca. Najciekawsze w tym wszystkim było także dla niej samej to, że wcale przed tym nie broniła się. Ba, robiła wszystko, żeby zakochać się, wiedziona jakimś wewnętrznym impulsem. Jakby tego było mało, o swoje upomniał się też jej biologiczny zegar, budząc w niej z nagła instynkt macierzyński. I oto ona, dojrzała kobieta, która dotąd nie widziała powodu wiązania się z mężczyzną, nie mówiąc o dziecku, nagle zapragnęła kogoś pokochać i mieć z nim dziecko. I tym kimś stał się nie kto inny, tylko Paweł. I właśnie o nim prawie codziennie rozmawiała telefonicznie z matką, która za każdym razem wyrażała się o Pawle bardzo ciepło, utwierdzając tylko w niej przekonanie, że wart jest zachodu i starania, jako być może przyszły ojciec ich wspólnego dziecka i potencjalny mąż. Przypominała jej też, co mu obie obiecały; że będą starały się załatwić mu przeniesienie do Krakowa, a potem być może uda się skrócić jego służbę w wojsku. Ania też o tym pamiętała, ale chciała mieć w ręku jakiś argument na poparcie tych starań, a tym argumentem byłaby niewątpliwie jej ciąża z nim. Dlatego też codziennie obserwowała i oczekiwała jakiejś reakcji swojego organizmu, która mogłaby sygnalizować, że jej oczekiwania czy pragnienia stały się faktem. I pewnego dnia to poczuła. Jej piersi, które nigdy nie były wrażliwe w okresie miesiączkowania stały się naraz bardziej napięte, wrażliwe i pojawiło się odczuwalne mrowienie. Do tego dołączyło uczucie przemęczenia, senności oraz lekkie mdłości, których nigdy dotychczas nie odczuwała. Postanowiła na razie nie wywoływać sensacji i nie dzielić się tymi objawami nawet z matką. Było to tak bardzo przez nią oczekiwane, że obok objawów radości, pojawiło się też lekkie zwątpienie, czy to dzieje się naprawdę. Kolejne dni przynosiły jednak nasilenie tych objawów, do tego zaczęła odczuwać wzrost i wahania temperatury, co potwierdzał termometr, więc uznała, że nadszedł czas, aby tymi rewelacjami podzielić się z matką. Wracając więc z kancelarii do domu, wstąpiła wieczorem do mamy. Nie była sama, bo w salonie obok niej siedziała Zuza, z którą nie miała kontaktu od czasu ich spięcia, na dwa dni przed wyjazdem Pawła. Przywitała się najpierw z mamą, ale Zuza nie czekała, aż Ania do niej podejdzie, tylko poderwała się i pierwsza podeszła do niej.
- Gniewasz się jeszcze na mnie? - zapytała retorycznie.
- Nie, głuptasie! To pewnie ty masz do mnie pretensję, bo nie odzywasz się, ani nie dajesz znaku życia - odpowiedziała pogodnym tonem Ania.
- Bałam się, że znowu wydrzesz się na mnie, więc po co miałam się odzywać? - odpowiedziała pojednawczym tonem Zuza.
- To daj buziaka na zgodę i będziemy kwita - zaproponowała Ania i matczynym gestem wyciągnęła do niej ramiona, a kiedy Zuza przylgnęła do niej, przytuliła, oddała buziaka i poklepała po plecach. Obu siostrom zaszkliły się oczy.
- Dziewczyny, nie mazać mi się tutaj. Zuza, przynieś szklankę dla Ani, musimy to oblać - zaproponowała Bożena, zadowolona, że córki pogodziły się. Nalała Ani czerwonego wina, które obie z Zuzą popijały.
- No nie wiem, czy ja mogę pić wino? - odezwała się Ania, robiąc przy tym zagadkową minę.
- Co się stało? Dlaczego nie możesz pić wina? - zapytała nielicho zaintrygowana Bożena.
- Nie wiem jeszcze na pewno, ale chyba jestem w ciąży? - odpowiedziała, uśmiechając się Ania. - A jednak? - mruknęła cicho Bożena. - Z czego to wnosisz? - zapytała rzeczowo.
- Po wyjeździe Pawła, każdego dnia obserwowałam siebie dokładnie w lustrze i nic się nie działo. Aż do przedwczoraj. Rano, kiedy obudziłam się poczułam się taka jakaś senna i ospała, a potem pojawiło się mrowienie w piersiach, które stały się jakoś bardziej napięte i wrażliwe. To był pierwszy sygnał. Wczoraj doszły lekkie mdłości i mały wzrost temperatury, dzisiaj odczuwam to samo. Zobaczymy co będzie dalej? - oświadczyła z radością w głosie.
- Robisz takie wrażenie, jakby cię ktoś na sto koni wsadził. Tak bardzo pragniesz tego dziecka? - zapytała Bożena.
- Mamo, nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo - odparła z nieukrywana pasją.
- Może to i dobrze! Muszę więc znowu przygotowywać się powoli do roli babci - stwierdziła sentencjonalnie, bez wielkiego entuzjazmu w głosie.  
- Mamo, masz o to do mnie pretensję? - zapytała zniesmaczona nieco grymasami matki Ania.
- Przecież gdybym cię posłuchała dobrych kilka lat wcześniej, to mógłby cię już otaczać wianuszek wnucząt - dodała z uśmiechem.
- Wtedy byłam na to przygotowana, ale kiedy pogoniłaś w końcu wszystkich adoratorów, uznałam, że pewnie babcią już nie zostanę i moja wewnętrzna akceptacja bycia babcią też uleciała w niebyt. A ty teraz jak gdyby nigdy nic, komunikujesz mi, że być może babcią jednak zostanę, więc muszę od nowa przygotowywać się do tej roli. Jesteście ładni oboje, więc mam nadzieję, że i dziecko spłodzone przez was nie będzie brzydkie, bo wy obie po mordędze rodzenia nie wyglądałyście nadzwyczajnie - wyjaśniła dość zawile swój punkt widzenia na bycie babcią.
- Masz zamiar pisać o tym do Pawła? - zapytała dość bezkompromisowo.
- Napiszę, ale dopiero wtedy, gdy będę tego pewna na sto procent - oświadczyła Ania.
- I bardzo dobrze! Nie wiadomo jak on to odbierze i czy nie przerośnie to jego wyobraźni o byciu ojcem. Przecież to jeszcze dzieciak - stwierdziła Bożena.
- Co nie przeszkadzało ci mamo, że ten dzieciak bzykał cię, aż z twojej cipki wióry leciały - odgryzła się matce Ania.
- To prawda! Przerżnął mnie tak, że moja cipka pamiętała ten wyczyn przez tydzień - potwierdziła Bożena.  
- Przecież nie mówię, że Paweł nie dorósł do roli ojca, ale nie bardzo widzę was jako małżeństwo - Bożena nadal nie odpuszczała Ani, bo nie bardzo dobrze kojarzyła jej się tak duża różnica wieku, kiedy starszym partnerem była kobieta.
- Czyli według ciebie mamo, jeżeli dwudziestoletnia różnica wieku występuje w związku, gdzie tym starszym jest mąż, to jest w porządku, ale jeżeli w związku starszym partnerem będzie kobieta, starsza od potencjalnego męża o dziewięć lat, to jest to według ciebie nie do przyjęcia, tak? - przedstawiła matce nieracjonalność jej myślenia.
- Mówisz tak, jakbyś nie wiedziała w jakich czasach i w jakim kraju żyjemy - odparła, niezrażona wywodami córki, Bożena.
- Wiem dobrze i zdaję sobie sprawę w jakim kraju żyjemy mamo. Wyjaśnijmy sobie więc całą sprawę do końca. Zakochałaś się w tacie, czterdziestokilkuletnim facecie, mając obłożone dwadzieścia kilka lat. Wasza miłość kwitła przez następne kilkanaście lat, ale relacje się zmieniały. Ty rozkwitałaś coraz bardziej, twoje potrzeby seksualne i uczuciowe też, a taty, który cię uwielbiał, kurczyły się i gasły. A teraz wyobraźmy sobie hipotetycznie moją i Pawła sytuację. Zostajemy małżeństwem i przez kolejne dwadzieścia lat moje duże potrzeby seksualne będą utrzymywały się na mniej więcej stałym poziomie, a Paweł młodszy ode mnie będzie przez te dwadzieścia lat zabezpieczał moje potrzeby na takim samym stałym poziomie. Potem oboje będziemy się starzeć mniej więcej na równym poziomie i zaspokajać mniej więcej wzajemnie swoje potrzeby. Który układ według ciebie mamo, może okazać się bardziej korzystny i stabilny? - zadała matce więcej niż hipotetyczne pytanie. Bożena chwilę myślała, ale chyba doszła do wniosku, że Ania ukazała całkowitą nielogiczność toku jej rozumowania, co do różnicy wieku pomiędzy partnerami w danym związku. Co więcej, musiała sama przed sobą przyznać jej rację. Zuza na wszelki wypadek nie zabierała głosu, bo co niby miałaby powiedzieć i komu przyznać rację? Siostrze czy matce? Teraz uświadomiła sobie, że niepotrzebnie skreśliła Pawła, bo w przyszłości może zostać jej szwagrem. To wtedy będę się zastanawiać, co z tym fantem zrobić - pomyślała i przestała traktować ten fakt, jako problem.  
- No dobrze! Wyjaśniłyśmy sobie temat różnicy wieku pomiędzy wami i jeżeli to wszystko będzie przebiegać tak, jak sądzisz, czy tak jak ty to sobie wyobrażasz, to w porządku. Paweł faktycznie jest dobrym 'materiałem' na męża i myślę, że równie dobrym może być ojcem, więc wypada teraz pomyśleć, jak go ściągnąć do Krakowa? - podsumowała rozmowę Bożena.
- Myślę o tym mamo i przypuszczam, że i ty również, zgodnie z tym, co powiedziałaś przed jego wyjazdem - powiedziała Ania.
- Ja chcę najpierw upewnić się, że faktycznie zaszłam w ciążę, bo mając taki argument w ręku, wystąpię w imieniu Pawła i swoim do dowództwa, któremu podlega jego obecna jednostka, z prośbą o przesunięcie go bliżej jego przyszłej żony i matki jego dziecka. Tak jak istnieje przepis o jedynym żywicielu rodziny, istnieje również w warunkach pokojowych coś takiego, jak łączenie rodzin wojskowych, odbywających czynną służbę - przedstawiła swój punkt widzenia Ania.
- Przecież nie jesteście jeszcze rodziną? - zwróciła jej uwagę Bożena.
- Formalnie jeszcze nie, ale jeżeli będę z Pawłem w ciąży, to wystarczy zaświadczenie od ginekologa i moje oświadczenie, że to Paweł jest przyszłym ojcem - oświadczyła Ania.
- Istnieje również drugie rozwiązanie, o którym wspomniałaś mamo, pamiętasz? - przypomniała Ania mamie, o możliwości uruchomienia drogi służbowej.
- Pamiętam! Na uczelni pracuje ze mną żona zastępcy komendanta garnizonu. Spróbuję z nią porozmawiać, być może w ten sposób udałoby się załatwić Pawłowi przeniesienie do Krakowa na drodze służbowej, bez używania argumentów w postaci ciąży i uciekania się do koneksji rodzinnych - wyraziła swoją opinie Bożena.
- To spróbujmy uruchomić najpierw twój plan jako 'A' i dopiero wtedy, gdy nie 'wypali', przejdziemy do mojego planu 'B' - powiedziała Ania. Porozmawiały jeszcze chwilę o sprawach ogólnych i Ania wróciła do swojego mieszkania. Pierwsze co zrobiła, to wiedziona wewnętrznym imperatywem, usiadła do biurka, aby odpowiedzieć Pawłowi na jego list.
Chyba jednak telepatia istnieje, bo w tym samym czasie, kiedy Ania siadała przy biurku, myśląc intensywnie o Pawle i zastanawiając się co ma mu odpisać, Paweł kładł się do łóżka, myślami krążąc wokół jej osoby. Minęło kilka dni i objawy mogące świadczyć o ciąży Ani ustabilizowały się na określonym poziomie. Po około dziesięciu dniach od wyjazdu Pawła, Ania umówiła się na wizytę u znajomej ginekolog, która usuwała jej spiralę. O umówionej godzinie zjawiła się przed gabinetem lekarki. Asystentka oczekiwała już na nią w gabinecie zabiegowym.  
- Domyślamy się celu pani wizyty i pani doktor oczekuje na panią - powiedziała i weszła do gabinetu. Po chwili pojawiły się obie panie.  
- Witam panią, pani Aniu! - przywitała się lekarka.
- Domyślam się, że pojawiły się u pani objawy, które mogą być objawami ciąży, tak? - pytanie zadane było tonem, świadczącym bardziej o pewności niż domyśle.
- W rzeczy samej! Dość trafnie pani to określiła - potwierdziła Ania słowa lekarki.
- I chce pani ode mnie potwierdzenia tego faktu? - kontynuowała lekarka. Ania kiwnęła głową. - Ile dni minęło od ... , wie pani od czego? - zapytała z pewnymi niedomówieniami.
- Wiem! Od ostatniego stosunku? Około dwanaście dni - odpowiedziała bez niedomówień.
Lekarka zleciła asystentce pobranie krwi, a potem zaprosiła Anię do gabinetu. Wykonała badanie ogólne, które wykazało, że wszystko jest w porządku z jej organizmem i poprosiła o kontakt telefoniczny za dwa dni. Ania podziękowała i opuściła gabinet.
                                                                                ***
Paweł tymczasem posiadając stałą przepustkę na wyjście poza jednostkę w godzinach pomiędzy 15.00 a 22.00, zgodnie ze swoją obietnicą dojeżdżał już kilkakrotnie do Magdy, do Gdańska w ciągu tygodnia, w dniach, w których nie było lotów. Odliczając około 2,5 godziny na przejazdy w obie strony autobusem i koleją SKM + 30 min. rezerwy, mieli dla siebie około czterech godzin czasu, który wykorzystywali na korepetycje w przygotowaniu Magdy do matury. Pomoc Pawła okazała się dla Magdy wprost bezcenna, bo nie tylko, że łatwiej sobie przypominała przerobiony w liceum materiał, to nabrała dużej pewności siebie w każdym z przedmiotów i egzamin maturalny przestał być dla niej koszmarem, który przytłaczał ją i prześladował tak w snach, jak i na jawie. Przerywnikiem dla poprawienia humoru i nastroju w trakcie nauki był seks czy pieszczoty. Inicjatorem zabawy za każdym razem była Magda, która nie zważając na wyznanie Pawła o czekającej i kochającej go dziewczynie w Krakowie, miała nadzieję, że w którymś momencie serce Pawła zabije mocniej dla niej, a nie dla tamtej, będącej w oddaleniu dziewczyny. Tak było prawie za każdym przyjazdem Pawła. Kiedy zjawiał się około godziny 16.10, 16.20 czekał już na niego, przygotowany przez ciotkę posiłek, po którym Magda zabierała go do swojego pokoju, oznajmiając głośno pozostałym domownikom, o ile był ktoś poza nimi w domu, że chce wykorzystać obecność Pawła do nauki i prosi o nie przeszkadzanie, co stało się prawie, że rytuałem. Zabierała przy tym do pokoju niezbędne napoje i ewentualnie ciasto, po czym rozbierała Pawła do bielizny i zależnie od humoru czy nastroju, albo go 'ujeżdżała' jak rasowa amazonka, tłumiąc ręką wydawane przez siebie odgłosy, albo wspierając się o brzeg łóżka czy klęcząc na nim, zapraszała go do rżnięcia jej na ostro. Wiedząc o przyjeździe Pawła już na samą myśl o tym, że będzie miała możliwość uprawiać z nim seks, wilgotniała i była przygotowana na to również psychicznie, tak, że dość szybko 'dochodziła' do finału, bez większego zaangażowania Pawła, który po bzyknięciu jej, często zabierał się z nią do nauki z 'namiotem' w spodenkach. Magda nieraz proponowała mu 'zrobienie' laski, ale przeważnie odmawiał, perswadując jej, aby nie zawracała sobie nim głowy. Któregoś dnia, będąc właśnie w takiej sytuacji, siedzieli wśród rozłożonych książek, kiedy pobudzony kutas Pawła, wypychał mu spodenki, ktoś zapukał do drzwi pokoju. Magda, wściekła, że ktoś im śmie przeszkadzać, podeszła do drzwi i otworzyła. W drzwiach stała uśmiechnięta Krystyna.
- Coś taka naburmuszona i zła? - zwróciła się do Magdy, wchodząc do pokoju. Mina Magdy momentalnie uległa zmianie.  
- Myślałam, że to mama albo tata chcą nam przeszkadzać? - odparła, rozbrojona uśmiechem siostry. Paweł chcąc nie chcąc, też musiał się podnieść, aby przywitać się z Krystyną, pokazując przy tym namiocik w spodenkach, co nie umknęło jej wzrokowi.  
- Co to, przerabiacie anatomię narządów intymnych czy ginekologię, bo widzę, że 'sprzęt' Pawła jest nieźle pobudzony? - zapytała ze śmiechem, witając się z siostrą i Pawłem, dotykając przy tym czułym gestem wybrzuszenie jego spodenek. Obie wybuchły śmiechem na widok zażenowania Pawła i jego miny po słowach Krystyny.  
- No nie bądź taki skromny i niewinny. Z Magdą musiałeś uważać, bo ma chyba płodne dni, ze mną nie musisz, a ty Magda popilnuj przez chwilę drzwi - to mówiąc błyskawicznie pozbyła się majtek i wspierając się o łóżko Magdy, podciągnęła spódnicę do góry i wypięła w jego stronę swój apetycznie podniecający tyłek.
- Wchodź śmiało, jestem tam cała mokra - mruknęła już nieco chrapliwym, podnieconym głosem. Aż ugięła się w kolanach, kiedy podszedł do niej i przeciągnął kutasem po sromie. Podparta jedną ręką, drugą niecierpliwie pochwyciła kutasa i naprowadziła na szparkę, wsuwając go gwałtownie w siebie, a potem wprost wbiła się w niego. Rozpoczęli dość intensywną kopulację. Wyciągnęła bluzkę ze spódnicy.
- Paweł, spróbuj sięgnąć do moich piersi i pobaw się nimi trochę, proszę - usłyszał,  przytłumione przez pojękiwania i stękanie, słowa. Sięgnął pod bluzkę dłońmi i przesunął do góry stanik, obejmując dłońmi jędrne i lekko obwisłe w dół piersi. Delikatnymi, czułymi ruchami kreślił kółka na jej brodawkach, lekkimi muśnięciami drażniąc również twarde, sterczące sutki. Poskutkowało. Zaczęła wzmacniać tempo i siłę dopychania się do niego. Jej podniecenie zaczęło sięgać zenitu, ręką tłumiła jęki i dyszenie. Poczuł, jak mu obmacuje mięśniami pochwy kutasa i też przyspieszył. Po chwili usłyszał przytłumiony wrzask i Krystyna znieruchomiała, wisząc na jego rękach. Był blisko, ale nie doszedł, myśląc przede wszystkim o niej. Oprzytomniała i poruszyła parę razy tyłkiem, jakby dawała mu do zrozumienia, że może jechać dalej. Powtórzyli więc wszystko od początku, tylko w szybszym tempie. Ponownie sięgnął do jej piersi, na co odpowiedziała drgnięciami ciała. Oboje przyspieszyli, więc Krystyna dość mocno podniecona ponownie uruchomiła mięśnie Kegla, drażniąc uciskami jego kutasa, co z kolei podnieciło jego i po chwili poczuł znajome pulsowanie. Trysnął w nią dość silną strugą nasienia, a że otulała go dość szczelnie, poczuła to, co spowodowało, że doszła  też ona. Dopchnęła się do niego i ugięła w kolanach. Podtrzymał ją, a jego kutas opróżniwszy zbiorniczki, sflaczał i wysunął się z niej. Obróciła się do niego i wycisnęła na jego ustach soczysty pocałunek.
- Dziękuję Paweł! Dodałeś mi energii co najmniej na tydzień. Brakowało mi tego - podziękowała mu tkliwie za doznania i sporą dozę przyjemności.
- Magda, masz tu gdzieś jakiś ręcznik, bo wpompował we mnie wiadro spermy. Czuję jak mi spływa po nogach - zwróciła się do siostry głosem pełnym zadowolenia i wewnętrznego luzu.
Kiedy Magda podała jej ręcznik, wytarła uda i szparkę, chwilę potrzymała, po czym odłożyła ręcznik i poprosiła siostrę o tampon lub opaskę higieniczną, bo obawiała się czy pozostałe w niej nasienie nie przesiąknie jej przez majtki. Założyła opaskę na majtki i poprawiła spódnicę oraz biustonosz zsunięty przez Pawła.  
- Nawet w myślach nie przypuszczałam, że spotka mnie dziś tyle dobrego. Wracam właśnie z kuratorium, gdzie poinformowano mnie, że od września zostaję dyrektorem sąsiedniej szkoły podstawowej. Wstępuję do rodzinnego domu i co? Wita mnie naburmuszona siostra i kuzyn, ze sterczącym kutasem. Nie dziw się Paweł, widząc to twoje 'sprzęcicho' roześmiałam się, to prawda, ale podnieciło mnie to tak, że poczułam jak momentalnie robi mi się mokro tam na dole. Gdybyś mnie nie przeleciał, to byłabym 'chora' przez kilka dni z podniecenia. A ty zafundowałeś mi dwa ekstra orgazmy, o których mogłabym tylko pomarzyć, rozładowałeś całe napięcie, siedzące we mnie i naładowałeś moje wewnętrzne 'akumulatory' co najmniej na tydzień - podsumowała swoje odczucia i doznania.
- Dobra! Jeszcze raz wam dziękuję za wszystko dobre, co mnie tutaj spotkało i uciekam, bo nie chcę wam przeszkadzać, a poza tym czekają na mnie w domu - powiedziała i pożegnała się z nimi całusami, a potem ulotniła się z pokoju.
- To co, masz chęć wtłaczać mi dalej wiedzę czy na dziś damy sobie spokój? - zapytała Magda, po odejściu siostry.
- To zależy od ciebie, mamy jeszcze co najmniej dwie godziny czasu - odparł Paweł.
- Ja z chęcią zrobiłabym z tobą to, co Krystyna, szkoda tylko, że wyładowałeś swoją energię z Krystyną, nie zostawiając jej jeszcze chociaż trochę dla mnie - powiedziała nieco zawiedzionym głosem. - Przecież miałaś swój orgazm, więc o co chodzi? - Paweł też nie ukrywał irytacji.
- Ale tylko jeden, a Krystynie zafundowałeś dwa - upierała się przy swojej interpretacji zdarzeń, nie kryjąc przy tym pretensji do niego.  
- Magda, za chwilę wróci z pracy wujek, a za niedługo ciocia. Koniecznie chcesz abyśmy podpadli? - próbował przemówić jej do rozsądku, ale na zasadzie; dziad swoje, a baba swoje, do Magdy nie docierały żadne argumenty, a jej rozżalenie wzrastało, zamiast maleć. Doszedł więc do wniosku, że lepiej zakończyć tę wizytę, bo Magda straciła wszelką chęć do nauki, przepojona chęcią seksu, na który on z kolei nie miał już ochoty.
- Magda, lepiej zakończmy wszelką naukę dzisiaj, bo w końcu pokłócimy się, w sumie nie wiadomo o co? - podsumował wzajemne przepychanki i pretensje Magdy.
- Może masz rację, może nie, ale widzę, że i tak cię nie przekonam, więc faktycznie lepiej będzie, jak pojedziesz, bo czuję, że więcej myślisz o tamtej dziewczynie, niż o mnie - powiedziała, nie kryjąc swojego rozczarowania jego postawą.
- Magda, przeginasz, ale to twoja sprawa. Powiedz mi tylko, czy chcesz korzystać nadal z mojej pomocy, czy mam dać sobie spokój? - zapytał na zakończenie tej wymiany zdań i zobaczył łzy w oczach Magdy. Zawsze był czuły na tym punkcie i łzy Magdy zrobiły na nim wrażenie, chociaż nie za bardzo wiedział, co je wywołało. Chyba to wszystko poszło jednak za daleko - pomyślał i sam nie wiedział dlaczego akurat w tym momencie, nagle zatęsknił za Anią. W jej obecności czuł się jednak znacznie pewniej, wszystko stawało się znacznie prostsze, łatwiejsze, a Ania brała go takiego, jakim był, nie wymuszając na nim czegoś czy wmawiając mu na siłę coś, czego nie chciał, nie mógł lub nie akceptował. Dlatego Magda zachowując się wobec niego jak rozgrymaszona nastolatka, praktycznie przegrała ze zrównoważoną, przewidywalną Anią walkę o jego uczucie. Zrozumiał, że dużo starsza od niego Ania, jest w stanie zrozumieć go i zaakceptować takim, jaki jest, w przeciwieństwie do prawie równolatki  Magdy, która zawsze i wszędzie będzie siebie czy swoje potrzeby stawiać na pierwszym miejscu, ignorując tym samym jego potrzeby czy punkt widzenia na określone  sprawy.  
- Jak uważasz! Nie mam zamiaru prosić cię czy błagać, żebyś został albo przyjeżdżał. Zrobisz, jak zechcesz, a teraz lepiej idź już, bo mogę powiedzieć coś, czego być może będę później żałować - powiedziała, szybkim gestem rozcierając łzy, zbierające się jej pod oczami.  
Paweł słysząc to, zebrał się szybko, założył buty i kurtkę, gestem pożegnał Magdę, prosząc ją tylko, aby w jego imieniu pożegnała rodziców i przeprosiła, że nie czekał na nich i opuścił jej mieszkanie. Na swoje szczęście nie natknął się nigdzie na rodziców Magdy, ale na wszelki wypadek przeszedł na drugą stronę ulicy, idąc na przystanek SKM, bo nie miał nastroju do wyjaśniania czy tłumaczenia ciotce czy wujkowi, powodu tak wczesnego opuszczenia ich mieszkania i Magdy. Idąc roztrząsał w myślach, czym tak bardzo naraził się Magdzie, że podeptała bez zastanowienia ich dotychczasowe relacje, rezygnując praktycznie z jego pomocy i tym samym z erotycznych przerywników, które przecież sama inspirowała i prawie wymuszała na Pawle. Może to i lepiej, że dość szybko wyjaśniły się motywy i zapatrywania Magdy, którymi kierowała się w odniesieniu do Pawła. Wracając do jednostki, myślami był już tylko przy Ani. Dopiero teraz docenił w pełni jej starania o niego i uczucia, które mu okazywała, nie żądając praktycznie nic w zamian, zostawiając mu przy tym pełną swobodę życia własnym rytmem i we własnym stylu. Po powrocie do jednostki, pierwsze co zrobił, to odebrał od dyżurnego listy, które dotarły do niego. Ważąc w rękach koperty, najcięższy był od Ani, lżejszy nieco od Marysi i najlżejszy od mamy. Poza listami była jeszcze kartka od kuzynki Krysi. Było tam kilka słów podziękowania za pamięć, życzenia miłej służby i pozdrowienia od niej samej i jej rodziny. Otworzył więc list od matki. W prostych słowach dziękowała mu za pamięć o rodzinie, opisując ogólnie, co dzieje się w domu, jak Jancia, jego bratanica strasznie rozpaczała, że stryjcio nie pożegnał się z nią przed odjazdem, a ponad to nic ciekawego się nie dzieje, jak to na gospodarstwie. Marysia po jego odjeździe chodziła przez parę dni bardzo smutna i osowiała, ale kiedy przyszedł list od niego, wprost dostała skrzydeł i zmieniła się nie do poznania. Mama przypuszcza, że pewnie też dostanie od niej list, bo siedziała nad nim ze dwa dni. Ciekawa też jest, czy nawiązał już jakieś kontakty z jej siostrami ciotecznymi, mieszkającymi w Gdańsku czy w Gdyni, przypominając mu przy tym ich adresy. Na koniec poinformowała go, że wszyscy są zdrowi, czego i jemu życzą, serdecznie go pozdrawiając i życząc miłej służby oraz samych wesołych, beztroskich dni, dołączając do tego multum całusów od całej rodziny i słodkich buziaczków dla stryjcia od Janci. Sięgnął więc po list od Marysi, zostawiając list od Ani na koniec lektury.  
Drogi i wielce miły twojej siostrze Braciszku!
Po Twoim odjeździe smutno i pusto zrobiło się w naszym domu. Kiedy ty w nim byłeś, zawsze z radością do niego wracałam, wiedząc, że tam jesteś, kiedy cię w nim zabrakło, nie bardzo chciało mi się do niego wracać, ale nie mogłam też nie wracać. I tak błędne koło zamykało się. Wiem, że rodzice bardzo mnie kochają i nawet Adam, nasz starszy brat, patrzy teraz na mnie trochę innymi oczami, rozmawiając ze mną ciepło i po bratersku, czego dawniej nie okazywał. To samo z bratową, jest teraz dla mnie bardzo miła i uczynna, czego nieraz mi brakowało. To tyle co o domu. Kiedy dowiedziałam się, że napisałeś i podałeś swój adres, czułam się jak w siódmym niebie. Czytając twój list, czułam się tak, jak byś był ze mną, co mnie tak ucieszyło, że kiedy wyszłam z pokoju i spotkałam mamę, to aż się zdziwiła, że jestem taka radosna i szczęśliwa. I tak jest braciszku. Tak się czuję, jakby nie dzieliło nas te kilkaset kilometrów, ale jakbyś był na wyciągnięcie ręki. Chociaż szkoda, że jesteś tak daleko. Wyobrażam sobie nieraz, jakby to było, gdybyś był bliżej. Jest tyle lotnisk w Polsce, a ty akurat musiałeś jechać na drugą stronę Polski i cały czas zastanawiam się dlaczego? Pytałam już o to mamę i tatę, a także Adama i żadne z nich nie dało mi konkretnej odpowiedzi, mówiąc, że i ich to dziwi. Może więc ty Braciszku wyjaśnisz mi, dlaczego tak się stało czy dlaczego tak musi być? Obie z Danusią też dumałyśmy nad tym i żadna z nas nie znalazła racjonalnego uzasadnienia takich decyzji. No bo przyjmijmy taką sytuację. Jesteś żołnierzem i jako że wojsko ma bronić nasz kraj przed potencjalnym agresorem, to gdzie  będziesz lepszym obrońcą, w terenie czy regionie w którym żyją i mieszkają twoi najbliżsi, czy w terenie gdzie nikogo nie znasz, a oni nie znają ciebie? Może to głupie i naiwne co myślę i piszę, ale jakaś nielogiczność w tym na pewno występuje, że wysłano cię tak daleko od domu rodzinnego, kiedy mógłbyś służyć znacznie bliżej, na przykład na Śląsku, czy jeszcze bliżej, bo w Krakowie. No cóż, czas płynie szybko, więc i twoja służba pewnie też się skończy wcześniej czy później. Potem wrócisz do nas i znowu będziemy razem. A teraz braciszku proszę tylko o jedno. Pisz tak często, jak tylko czas ci pozwoli, bo każdy list od ciebie to jak dotyk i braterski pocałunek. Jeżeli możesz to pisz do mnie na oddzielnej kartce, będę czuła, że piszesz tylko do mnie, oczywiście w jednej kopercie. Kocham cię braciszku i pozdrawiam. Czytając ten list, sam czuł się, jakby Marysia była na wyciągnięcie ręki. Zgodnie z tym o co ją prosił, pisała w takiej formie, jak każda kochająca swojego brata siostra, co go niezmiernie ucieszyło.  
Czytanie listu od Ani, pozostawił sobie na czas po kolacji.
Kochany Pawle!
List od ciebie otrzymałam, za co dziękuję. Kilka ciepłych słów od ciebie, to teraz dla mnie prawie uczta duchowa. Pomyślisz pewnie, zwariowała baba, ale tak jest teraz ze mną. Z myślami o tobie budzę się i często łapię się na tym, że nawet zajmując się sprawami zawodowymi, myślę o tobie, marząc jak nastolatka. W swoim życiu napisałam niewiele osobistych listów, ale teraz pisząc do ciebie, czuję się bardzo podekscytowana, bo z jednej strony chciałabym, abyś poczuł, jak bardzo mi na tobie zależy, ale nie chciałabym też przywiązywać cię do siebie słowem pisanym. To ty sam musisz do tego dojrzeć i poczuć w sobie więź ze mną. Tak jak ci powiedziałam przed odjazdem, żyj swoim życiem i w swoim tempie, a mnie pozwól tylko kochać ciebie. Kiedy poczujesz w sobie, że coś cię ze mną łączy lub pociąga, oceń to na spokojnie, bez emocji. To może być chwilowe zauroczenie, ale może też być początkiem głębszego uczucia. To tyle na temat tego co jest lub co może zaistnieć w naszych relacjach. A teraz chciałabym poruszyć sprawę waszych wzajemnych relacji z twoją siostrą Marysią. Dużo o tym ostatnio myślałam, rozważając różne opcje; jak doprowadzić do zawarcia znajomości i pozyskać jej zaufanie. Sam powiedziałeś, że to bystra, wrażliwa i mądra dziewczyna, która wyczuje fałsz na odległość, więc nie mogę popełnić żadnego błędu, chcąc zdobyć jej zaufanie. To trudniejsze zadanie od spraw, które prowadziłam zawodowo,  ale spróbować zawsze można i warto, pomimo ryzyka, że mogę zostać znienawidzona przez nią, gdy dowie się, że jestem tobą zainteresowana. A teraz kilka słów na temat mojego samopoczucia. Pewnie pomyślisz, co cię to obchodzi i po co o tym piszę? Po twoim odjeździe pusto zrobiło się w moim mieszkaniu, ale chyba jednak pozostawiłeś w nim, a raczej we mnie jakąś drobniutką cząstkę siebie. Paweł, o tym, że zakochałam się w tobie już wiesz, tak samo, jak to, że pragnę mieć z tobą dziecko. Zgodnie z moimi cyklami biologicznymi, które dotychczas miałam dość regularnie, powinnam dobre kilka dni temu mieć miesiączkę, a jej nie mam. Poza tym, pojawiły się objawy, których dotychczas nie miałam, a które mogą świadczyć, że zaszłam w ciążę, chociaż stuprocentowej pewności, że tak jest, to nie daje. Miałam ci o tym napisać dopiero w następnym liście, kiedy otrzymam od lekarki wynik testu, ale jestem wewnętrznie tak rozradowana, że nie mogłam powstrzymać się, aby cię o tym poinformować. Nie oznacza to, że piszę to po to, aby cię w czymś ograniczać, ale chcę, żebyś wiedział, jak bardzo mnie to cieszy, a kiedy uzyskam sto procent pewności, że na pewno jestem w ciąży, moje szczęście i miłość do ciebie wzrośnie bezgranicznie. Paweł, kocham cię jak nikogo do tej pory i jeżeli nie sprawi ci to problemu, to od czasu do czasu pomyśl tylko, że obok twoich rodziców i siostry, jest jeszcze ktoś, kto cię kocha i myśli o tobie. Pozdrawiam cię gorąco i przesyłam buziaczki. Kochająca Ania.
Po przeczytaniu tego listu, Paweł poczuł, jak jego serce drgnęło i zabiło mocniej. Odtworzył w myślach obraz Ani, jej czasem figlarne, wesołe spojrzenia, uśmiech, melodyjny głos i czuły dotyk. Poczuł się raźniej i weselej. Uleciały gdzieś z myśli niesmak i gorycz, spowodowane zachowaniem Magdy, a pojawiła się tęsknota za Anią. Magda wbrew sobie w sposób całkowicie niezamierzony, popchnęła niezdecydowanego Pawła w stronę Ani. To co napisała Ania na końcu listu, nie wywołało może w nim euforii, ale nie spowodowało również popłochu czy innych, negatywnych reakcji. Konsekwentna postawa Ani przed jego wyjazdem, że pragnie mieć z nim dziecko, zrobiła swoje. Po prostu był na to przygotowany, a teraz potwierdzenie tego w liście, uświadomiło mu, że być może zostanie ojcem, tego upragnionego przez nią dziecka i nagle dotarło do jego świadomości, że Ania staje się mu bardziej bliska i chciałby być bliżej niej, aby na bieżąco obserwować rozwój jej ciąży i móc wspomagać ją czynnie swoją obecnością na co dzień. Przypomniał sobie w związku z tym, o czym rozmawiały z matką, kiedy Bożena sama zaoferowała się z pomocą, w celu jego przeniesienia bliżej lub nawet do samego Krakowa. Teraz, kiedy Ania byłaby z nim w ciąży, byłoby to pewnie znacznie bardziej uzasadnione i łatwiejsze do przeprowadzenia. Napełniło go to radością i był prawie pewny, że przeniesienie bliżej Krakowa to tylko kwestia czasu. Mając głowę przepełnioną obrazem i myślami o Ani, udał się na wieczorny apel, a po powrocie, z marzeniami o ich bliskim spotkaniu zasnął jak dziecko, marzące o obiecanej, upragnionej zabawce. Kiedy Paweł zasypiał, myśląc o niej, Ania kładąc się spać, równie intensywnie myślała o nim i o poczętej przez nich istocie, która być może rozpoczęła swoje życie w jej łonie. Kolejne dni przynosiły coraz to nowe zmiany w ich życiu. Paweł pełniąc swoją służbę, myślami krążył już tylko praktycznie koło Ani, powoli zapominając o Magdzie i rodzinie w Gdańsku. Zaprzyjaźnił się przy tym z kolegą ze starszego rocznika, pełniącego obowiązki pisarza dywizjonu i razem z nim grzebał w archiwum, zapoznając się z ewentualnymi przepisami, które pozwalałyby na zwrócenie się z prośbą do dowództwa sił powietrznych o przeniesienie go do jednostki bliżej Krakowa, z uwagi na ciążę jego narzeczonej, bo już w takich kategoriach zaczynał myśleć o Ani. To dodawało mu wprost skrzydeł i dużego kopa energii w służbie. Piloci wprost nie mogli wyjść z podziwu, że od jakiegoś czasu nie zdarzały się żadne awarie czy usterki sprzętu i urządzeń radiowych w samolotach obsługiwanych przez drużynę Pawła. Paweł dokonując rutynowego przeglądu potrafił wyczuć czy wyłapać na słuch wszelkie ewentualne niedomagania czy potencjalne usterki w obsługiwanych przez drużynę samolotowych urządzeniach radiowych; tak w radiostacjach zewnętrznych czy wewnętrznych w samolotach szkoleniowych oraz odbiornikach naprowadzania, układach sterowania czy wysokościomierzach radiowych. Nabywając sam coraz większego doświadczenia i rutyny, pomagał i przekazywał swoją wiedzę kolegom z drużyny, tworząc solidarny, w pełni profesjonalny zespół specjalistów. Niejednokrotnie zdarzało się, że mając pozwolenie dokonywania samodzielnych napraw, udzielone przez kierownika warsztatu i nie mogąc doczekać się naprawy jakiegoś urządzenia, mając wolną chwilę, sam przeprowadzał diagnostykę danego urządzenia i to co było problemem dla mechanika warsztatu, on potrafił szybko wykryć i naprawić bez zwłoki każde urządzenie. Stąd pojawiły się zakusy w dowództwie dywizjonu, aby przenieść Pawła do warsztatu, ale Paweł nie był zainteresowany stałą pracą w warsztacie, bo wolał pracę na lotnisku i świeżym powietrzu, a przy tym na bezpośredni kontakt z pilotami, a jego przeniesieniu do warsztatu stanowczo sprzeciwili się również dowódcy eskadr lotniczych, których zdanie zadecydowało o pozostawieniu Pawła w bezpośredniej obsłudze samolotów, co niezmiernie wpłynęło na ocenę jego umiejętności oraz wysoką opinię o nim jako specjaliście, żołnierzu i dowódcy.
                                                                                ***
Ania natomiast coraz bardziej oswajała się i przyzwyczajała do niejakich dolegliwości, związanych z ciążą, które przestały ją już zaskakiwać i nawet nieco zelżały, nie stanowiąc już dla niej żadnego problemu, będąc przy tym do pewnego stopnia źródłem radości. Zgłosiła się do lekarki, która na podstawie testu krwi potwierdziła prawdopodobną ciążę, z zaznaczeniem, że więcej na ten temat będzie mogła wypowiedzieć się dopiero po siódmym, ósmym tygodniu. Wystawiła jej też zaświadczenie, że wstępne testy wskazują, że jest w ciąży z Pawłem. Miała więc już znaczący argument w ręku, aby podjąć starania o przeniesienie Pawła, jako potencjalnego ojca jej dziecka do możliwie najbliższej Krakowa jednostki. Najpierw jednak należało wypróbować możliwości załatwienia tego przez kontakty i drogę służbową, czego podjęła się jej matka Bożena. Wracając z pracy, wstąpiła więc do domu rodzinnego, ale matki nie zastała. Zastała natomiast siostrę, która przywitała ją z nieukrywaną radością, bo brakowało jej kontaktów i poprzednich relacji ze starszą siostrą, które wyraźnie ochłodziły się od chwili ich sprzeczki i wyjazdu Pawła.  
- Możesz powiedzieć, jak się czujesz Aniu? - zapytała ostrożnie, po powitaniu jej buziakiem.
- Właściwie to już nieźle, a poza tym pragnę tego dziecka, więc chwilowe dolegliwości związane z ciążą, nie traktuję jako zło konieczne, ale jako potwierdzenie tego faktu, co zmienia moje nastawienie i właściwie cieszę się, a nie martwię z tego powodu. Sama pewnie też zdajesz sobie sprawę, że mam już te swoje lata, więc być może to też jest tam jakimś powodem, że odczuwam to trochę mocniej niż gdybym była młodsza - oświadczyła, uśmiechając się przyjaźnie do siostry, bo i jej brakowało poprzednich relacji z Zuzą.
- No, nie przesadzaj z tymi latami, bo jak sama wspomniałaś, twój wiek jest praktycznie najbardziej odpowiedni do bycia matką - powiedziała Zuza, odnosząc się kurtuazyjnie do wieku siostry.
- Zuza, wiem co mówię. Nie czuję się stara, ale pewnie gdybym była młodsza, to i dolegliwości związane z ciążą byłyby mniejsze, ale gdybać to sobie możemy. Uważam, że jest dobrze i cieszę się, że w moim łonie rozwija się istota, której ojcem jest Paweł. Zuza, ja go naprawdę kocham i gdyby mi ktoś powiedział przed miesiącem, że poznam młodego chłopaka i zakocham się w nim, to bym pewnie roześmiała się temu komuś w nos. A to stało się i dzieje się na prawdę. Paweł potrafił mnie przyciągnąć do siebie, obudzić moje serce i mój macierzyński instynkt, a teraz rozwija się we mnie nasze dziecko. Nawet nie umiem opisać, jak jest mi z tym dobrze. Teraz muszę tylko ściągnąć go bliżej i rozkochać w sobie, bo chciałabym, aby to nasze dziecko, kiedy urodzi się szczęśliwie, miało koło siebie oboje kochających jego i siebie rodziców, ale nawet jeżeli tak by się nie stało, to będzie we mnie miało tyle miłości, że nie powinno odczuwać braku ojca. Wierzę jednak w to, że poznałam Pawła na tyle dobrze, że pokocha to dziecko, a być może i mnie - zakończyła optymistycznie swoją wypowiedź.
- Aniu, widzę i słyszę w twoich słowach, ze faktycznie jesteś szczęśliwa, więc życzę wam obojgu, aby stało się tak, jak powiedziałaś - oświadczyła Zuza po wysłuchaniu Ani.
W czasie ich pogawędki w drzwiach pokoju pojawiła się ich matka, Bożena. Widać było po niej, że jest na małym rauszu.  
- Ooo... Witam moje córcie! Chyba czekałyście trochę na mnie, tak? - zapytała z uśmiechem, lekko się kiwając na nogach. - A wasza mama strzeliła sobie kilka kielichów wina - dodała.
- Byłyśmy z panią Haliną na kawie i zebrało nas na wino, więc jak widzicie, weszło mi to trochę do głowy. Najważniejsze jest jednak to, że sprawa przeniesienia Pawła do Krakowa jest na dobrej drodze. Ten chłopak jest chyba w czepku rodzony, bo zyskał sobie bardzo dobrą opinię i jednostka w Balicach stała się bardzo zainteresowana jego pozyskaniem i przeniesieniem do Krakowa. Ma poza tym pierwszeństwo w pozyskaniu Pawła, bo terenowo jest najbliżej jego miejsca zamieszkania, a ostatnie decyzje dowództwa sił powietrznych idą właśnie w tym kierunku, żeby żołnierze pełnili służbę blisko domu rodzinnego i rodziny, bo są wtedy bardziej zadowoleni i zaangażowani, a możliwość odwiedzania bliskich na przepustkach podnosi ich morale i jakość służby. Tak mi to przedstawiła w skrócie pani Halina, która jak mówiłam, pracuje ze mną na wydziale i której kilka dni temu sprzedałam ten temat. Chyba ma dużo do powiedzenia w domu, bo telefony musiały być gorące na linii tutejszego garnizonu, dowództwa sił powietrznych i jednostek w Gdyni oraz w Krakowie, jeżeli już dzisiaj była w stanie podać mi niektóre szczegóły w tej sprawie - oświadczyła zadowolona, bo Ania słuchając jej słów, poderwała się i objęła matkę w gorącym uścisku, całując i dziękując jej za pamięć w tej sprawie oraz za tak optymistyczne wiadomości.  
- Hola, hola moja panno! Nie rób sobie czasem nadziei na szybkie załatwienie tej sprawy, bo podobno jednostka Pawła robi jakieś trudności w przekazaniu Pawła do Krakowa, oceniając bardzo wysoko jego umiejętności i przydatność. Że też musiał popisywać się swoimi zdolnościami, działając na własną niekorzyść. O jego przeniesieniu będzie musiał zadecydować pewnie ktoś wysoko postawiony w dowództwie, wykorzystując swoje kompetencje, ale mąż pani Haliny powiedział jej podobno, że w świetle ostatnich przepisów sprawa jego przeniesienia, to tylko kwestia czasu - dodała, zarabiając od Ani dodatkowego całusa...cdn....

14 945 czyt.
97%295
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 8128 słów i 44366 znaków. Tagi: #Paweł #kuzynki #erotyka #Ania

5 komentarzy

 
  • Robert72

    Robert72 · 21 sie 2017

    Dla mnie wspaniałe , już bym chciał następnej części !

  • Petrix

    Petrix · 19 sie 2017

    W pełni zgadzam się z @POKUSER rozdział jak dla mnie jeden z najlepszy, fantastycznie ukazujesz relacje i reakcje ludzi żyjących
    Ponadto rozdział mimo, że nie obfituje w erotykę to cieszy serce.
    A co do treści to mam nadzieję, że jednak Magda jeszcze trochę namiesza u Pawła w uczuciach
    Szczerze kibicuje Ani

  • Marcin386

    Marcin386 · 19 sie 2017 · 287366576

    Co byś nie napisał, to ciężko się od tego oderwać  

  • Lordvader

    Lordvader · 18 sie 2017 · 193945509

    Jak zacząłem czytać to nie mogłem się oderwać! Ciekawie pokazane różne punkty widzenia, lekkość pióra wyczuwalna wi każdym słowie. A ciąg dalszyzapowiada się ciekawie. Tak trzymaj

  • POKUSER

    POKUSER · 18 sie 2017

    Moim skromnym zdaniem najlepszy odcinek serii Opis z punktów widzenia różnych postaci bardzo przekonywujący. Widać że mocno się rozwinąłeś w pisaniu i coraz śmielej bawisz się słowem pisanym, jak też, że sprawia Ci to dużą przyjemność, a i bardzo przyjemnie się czyta. A najbardziej cieszy "cdn..." na końcu, będący zapowiedzą kontynuacji, bo już się obawiałem, że objętość tego odcinka zapowiada zakończenie, a tu jednak bawimy się nadal - oby jak najdłużej. Pozdrawiam