Mogło być i tak - cz. XXXII

Mogło być i tak - cz. XXXII
    
     Pierwszy jak zwykle obudził się Paweł. Zerknął na ścienny zegar, dochodziła szósta. Słońce stało już dość wysoko i zapowiadał się ładny dzień. Obie dziewczyny nagie, pogrążone we śnie, przedstawiały niesamowity widok, prawdziwą ucztę dla oczu młodego chłopaka, jakim był Paweł. A miał na czym zawiesić oczy. Dorodne, kształtne piersi Ani, płaski, gładki brzuch i ładnie przystrzyżony trapezik kręconego owłosienia, aż prosiły się o pieszczotę. Przeciwieństwem Ani było młode ciało Marysi. Widać było wyraźną różnicę pomiędzy dojrzałą, piękną kobietą jaką była Ania, a młodą, rozwijającą się Marysią, która dopiero zapowiadała się na równie piękną dziewczynę co Ania, jeśli nie bardziej urodziwą. Paweł zareagował na prezentowane mu przez obie dziewczyny powaby ich ciał, tak jak każdy młody mężczyzna, więc delikatnie zsunął się z posłania z kutasem w pełnej erekcji i udał się do łazienki. Umył zęby i zaczął golić mikroskopijny zarost, kiedy do łazienki bez pukania wparowała Marysia i usiadła na sedesie.
- Paweł, przepraszam, ale musiałam - powiedziała, usprawiedliwiając swoje wtargnięcie. Pawłowi na widok sikającej siostry, kutas, który zamierzał przejść w stan spoczynku, ponownie przyjął postawę 'baczność' prężąc się przed oczami Marysi.
- Widzisz! Gdybyś mnie wcześniej rozdziewiczył, to teraz mógłbyś mnie bzyknąć na 'dzień dobry', poprawiając tak mnie, jak i sobie humor - zagadała wesołym głosem do brata.
- Marysiu przestań! Poczekaj jeszcze te parę tygodni i będziesz miała z głowy tę, jak ty mówisz 'pieprzoną cnotę'. Obiecałem ci, więc słowa dotrzymam - odpowiedział pogodnie, dostrajając się do Marysi.
- A nie chciałbyś mnie trochę popieścić i potarmosić cipkę, dając mi orgazm na 'dzień dobry'? - zapytała.
- Marysiu wiesz, że nie mam za wiele czasu. Dam ci ten orgazm wieczorem, dobrze? - odpowiedział to z miną, jak przy odpędzaniu się od natrętnego owada.
- No trudno! Jak nie, to nie, Myślałam, że ty też miałbyś przyjemność, ale poczekam do tego wieczora - odpowiedziała mu zrezygnowanym głosem, kładąc nacisk na 'tego'. Wstała z sedesu, podtarła cipkę i weszła do wanny. Puściła wodę i wyregulowała temperaturę, a potem namydliła gąbkę.
- Mógłbyś mi chociaż umyć plecy? - poprosiła, widząc, że skończył się golić.
Nic nie mówiąc, wziął gąbkę, namydlając ją z tyłu i z przodu.
- Podnieś się! - poprosił i kiedy wstała, namydlił jej pośladki, krocze i nogi. Potem odłożył gąbkę i obiema rękami rozprowadzał mydło oraz mył poszczególne partie jej ciała. Zabawił chwilę na drobnych piersiach, gładząc i pieszcząc delikatnie brodawki, a także zesztywniałe, sterczące sutki. Marysia zaczęła mocniej oddychać, więc jedną ręką pieścił piersi, a drugą mył i pieścił pośladki oraz krocze, przesuwając ręką od jednej do drugiej dziurki. Musiał uważać, bo po przy każdym mocniejszym ruch drgała i przysiadała, oddychając szybciej i mocniej. Przestał ją oszczędzać, pieszcząc i drażniąc coraz mocniej. W pewnym momencie zajęczała mocno i przysiadła, nieruchomiejąc i przymykając oczy. Tylko jej piersi wypełniał szybki, przerywany oddech. Westchnęła głęboko i otworzyła zamglone lekko oczy, a potem wstała,  wyprostowała się i chwyciła dłońmi jego twarz, wpijając się ustami w jego usta i całując do utraty tchu.  
- Paweł, jesteś boski! Kocham cię braciszku i dziękuję za te doznania, które mi teraz dałeś - powiedziała i ponownie mucknęła go ustami. Odwzajemnił jej pocałunek z uśmiechem.  
- To teraz dokończ się myć sama, bo ja już nie mam czasu - powiedział i dokończył toalety, a następnie założył bieliznę, a potem mundur i przeszedł do kuchni. A w kuchni urzędowała już Ania, która mu już wszystko przygotowała, łącznie z wystudzoną herbatą na śniadanie.
- Pukałam do łazienki i nawet otworzyłam drzwi, ale byliście tak zaabsorbowani sobą, że nie chciałam wam przeszkadzać - powiedziała pogodnie, uśmiechając się do Pawła.  
- Nie miałem wyboru, uparła się, żebym jej dał orgazm na dzień dobry - odparł Paweł.  
- Paweł, nie musisz się tłumaczyć. Wiem o tym i wiem też, że kochasz nas obie, tak jak my ciebie. Życie pokaże, jak to się potoczy. I jeszcze jedno; nie jestem zazdrosna o Marysię i nawet, gdyby przyszło żyć nam w trójkę, będę wdzięczna losowi, że dał mi ciebie. Poza tym kocham Marysię nawet więcej jak siostrę i wiem, że ona kocha też mnie. Wiedz też, że nie będę miała nic przeciwko temu, jeżeli będziesz żył z nami obiema. Kocham cię Paweł i kocham Marysię, tak jak powiedziałam, więc bierzmy życie takim, jakie ono jest - powiedziała Ania i przygarnęła Pawła, całując i przytulając się do niego.
W takiej sytuacji zastała ich Marysia, która pojawiła się w kuchni. Ania kiwnęła na nią, aby do nich dołączyła i objęła ją również.
- Marysiu, wiedz, że kocham cię tak jak Pawła i nie jestem o ciebie zazdrosna, a ty nie bądź zazdrosna o mnie. Powiedziałam Pawłowi, że akceptuję to, że obie go kochamy, a on kocha ciebie pewnie tak samo jak mnie. Los widocznie tak zrządził, że pokochałyśmy jednego faceta, więc niech tak będzie. Nie przesądzam tego, ale teraz będziemy żyć w trójkę na dobre i na złe, a jak długo to będzie trwało, pokaże czas i życie. Jeżeli zdarzy się tak, że będziesz chciała żyć i zostać z nami, ja to akceptuję już dziś, pod warunkiem, że nie będziesz chciała odebrać mi Pawła - oświadczyła Ania. Marysi łzy same napłynęły do oczu, co widząc Ania i znając wrażliwość na łzy Pawła, przycisnęła ich oboje do siebie.
- Marysiu, nie becz teraz! Paweł idzie do pracy i nie chcę, aby i on sam rozkleił się i stał się pośmiewiskiem dla kolegów czy przełożonych. Wieczorem o tym wszystkim dłużej porozmawiamy, a teraz zbierajcie się, bo oboje nie macie dużo czasu - ponagliła ich Ania, której na widok łez Marysi, też zbierało się na to samo, ale zmobilizowała się i nie pokazała łez Pawłowi. Zjedli razem śniadanie i zapakowali do teczek, przygotowane przez Anię kanapki. Przed wyjściem Ania wręczyła jeszcze Marysi klucze od mieszkania i drzwi do klatki schodowej.
- Od wczoraj Marysiu to mieszkanie jest również twoim domem i czuj się w nim, tak jak powiedziałam, jak u siebie - powiedziała i pożegnała się z nimi buziakami. Paweł i Marysia razem wyszli na miasto. Marysia miała więcej czasu, więc podprowadziła Pawła pod pocztę, pożegnała się z nim i podeszła na przystanek tramwajowy, a Paweł wsiadł do wojskowego autobusu. Rozpoczął się kolejny tydzień dla nich trojga, jako rodziny. Pawłowi nowy dzień przyniósł kolejne sukcesy, osiągane wraz z zespołem, który w pełni zaakceptował przyszłego, młodszego od nich dowódcę. Obecny dowódca Pawła, widząc jak zmienił się pluton pod wpływem Pawła w tak krótkim czasie, szykował się już powoli do cywila, gdzie czekała go praca, którą lubił i która pozwalała na dużo większy luz niż praca w wojsku. Nie bez znaczenia było też znacznie wyższe wynagrodzenie, które mu zaproponowano, niż to otrzymywane w wojsku, po dziesięciu prawie latach służby. Ważnym dla sierżanta było również to, że odchodził do cywila w nieporównanie lepszej atmosferze, jaka wytworzyła się tak w samym plutonie serwisantów, jak i w całej kompanii obsługi naziemnej. Na ich pluton patrzono teraz bardziej przychylnie i wyrażano się raczej pochlebnie oraz z szacunkiem, a jeszcze niedawno epitety 'psuje', 'hamulcowi' czy 'nieroby i nieuki' jakie im przypisywano, były na porządku dziennym. Sytuacja unormowała się do tego stopnia, że Paweł został wezwany do dowódcy kompani, który przedstawił mu najbliższe zamierzenia co do jego osoby. Przynajmniej raz w tygodniu będzie asystował dowódcy przy bezpośredniej obsłudze urządzeń samolotowych, aby zorientował się czy w zakresie obsługi bezpośredniej samolotów można coś lepiej zorganizować, poprawić obsługę czy usprawnić komunikację urządzeń samolotowych z urządzeniami naziemnymi typu; stacje naprowadzania, lokalizatory czy radiostacje. W ten sposób doceniono i chciano wykorzystać, zdobyte przez niego doświadczenie przy obsłudze samolotów w poprzedniej jednostce, na podstawie opinii o Pawle jaką w bezpośredniej rozmowie wymienili między sobą obaj jego dowódcy; obecny i poprzedni. Jeżeli robi się to, co się lubi, to i czas szybciej leci. Tak stało się i z Pawłem. Pracując na hali z życzliwymi przełożonymi w postaci p/o dowódcy i kierownikiem warsztatów oraz nie mnie przychylnie do niego usposobionych współpracowników ani się nie oglądnął, jak nadeszła godzina końca pracy. Obaj z sierżantem zjedli obiad i pożegnali się. Paweł poszedł do swojego autobusu, a sierżant do swojego. Kiedy Paweł wrócił do domu, Ania czekała już na niego. Przywitali się jakby nie widzieli się nie osiem godzin, a osiemdziesiąt. Poza tym Ania miała dla niego niespodziankę.
- Pawle, udało mi się załatwić termin w USC w Krakowie na najbliższą sobotę. Okazało się, że jeden z moich klientów ma w tym USC kogoś z rodziny i na jego prośbę, kierownik USC zgodził się dopisać nas do terminarza ślubów na sobotę, z tym, że na pierwsze miejsce i na godzinę 13.30. W ten sposób przyspieszył o pół godziny zwyczajową porę pierwszej ceremonii i chce ją zawrzeć w czterdziestu pięciu minutach, opóźniając następny ślub o piętnaście minut. Teraz musimy tylko powiadomić o tym terminie twoich rodziców oraz moją mamę i Zuzę. Ale myślę, że z tym nie powinno być problemu, pozostaje kwestia skrócenia czasu twojej pracy, abyś zdążył zjawić się na własnym ślubie w odpowiednim terminie - zakończyła w żartobliwy sposób swoją wypowiedź Ania.  
- Powiadomiłam również kierownika USC o tym, że przyjmuję w pełni twoje nazwisko, nie pytając cię o zdanie. Mam jednak nadzieję, że nie masz nic przeciw temu, abyśmy tak ja, jak i nasze dziecko nosili twoje nazwisko? - dodała ze szklistymi od wzruszenia oczami.
- Aniu, najdroższa, jak możesz o to pytać, czy mieć jakieś w tym zakresie wątpliwości? - odpowiedział, nie mniej od niej wzruszony Paweł.
- Sądziłem, że będziesz chciała zachować swoje nazwisko, a ja je przyjmę, bo pewnie i rodzice nie mieliby do tego zastrzeżeń, rozumiejąc sytuację. Przecież jesteś właścicielką kancelarii prawniczej firmowanej twoim nazwiskiem i zmiana nazwiska będzie wiązała się z pewnego rodzaju komplikacjami czy uciążliwościami dla ciebie - wyraził swoją opinię Paweł.  
- Nic nie szkodzi. Wszystko jest do załatwienia, to tylko kwestia czasu. Wiesz, że bardzo cię kocham i szanuję, więc uznałam, że w ten sposób wyrażę to, co do ciebie czuję i przynajmniej w ten sposób zneutralizuję choć częściowo różnicę wieku, która nas dzieli - kontynuowała Ania.
- Poza tym podoba mi się twoje nazwisko, ale nawet gdyby było inaczej, też bym go przyjęła, bo od dnia ślubu chcę, abyś poczuł się moim pełnoprawnym mężem i głową rodziny, a ja twoją żoną, partnerką, przyjaciółką czy kochanką na dobre i na złe, na całe życie - dodała i objęła go ramionami, przyciągnęła do siebie i wpiła się ustami, całując go do utraty tchu.
- Co do mojego udziału w ceremonii ślubu, sądzę, że też nie powinienem mieć problemu z załatwieniem wolnego dnia na sobotę i to nawet bez odwoływania się do dowódcy jednostki - powiedział Paweł wesoło, kiedy oderwali się od siebie.
- Paweł, nie wiem, co sobie o mnie pomyślisz, ale mam chęć popieścić się z tobą, bo cały dzień o niczym innym nie myślałam, mając przed oczami obraz, jak pieściłeś Marysię - powiedziała Ania pogodnym tonem.
- Nie mówię tego z zazdrości o Marysię, ale wygląda na to mój mężu, bo za takiego cię już uważam, że musimy wstać o te pół godziny wcześniej i musisz nas obie popieścić, a mnie nawet bzyknąć, aby nie powtórzyła się sytuacja z dnia dzisiejszego. Jesteś jeden, a nas dwie, więc masz teraz niezły zgryz, ale myślę, że sobie poradzisz - dodała, podtrzymując pogodny, neutralny ton. Paweł nic nie mówiąc, zagarnął Anię ramieniem i razem udali się do sypialni. Ania zaczęła rozbierać Pawła, a on ją, ale oboje doszli do wniosku, że to za długo trwa, więc oboje napaleni na siebie, szybko pozbyli się ciuchów i wylądowali na sofie. Zgarnęli na bok pościel i Ania położyła się pierwsza.
- Kochaj mnie Pawle, bo leje się wprost ze mnie z pożądania - powiedziała i kiedy pochylił się nad nią, wprost wciągnęła go na siebie.
- Paweł, rżnij mnie jak sukę - powiedziała chrapliwym od pożądania głosem, chwytając kutasa. Szybkimi ruchami nawilżyła główkę i rozgarnęła 'zasłonkę' wprowadzając niecierpliwie w siebie. Wsunął się w nią, więc podniosła nogi w górę i wsparła je piętami na jego pośladkach, dopychając go do siebie.  
- Paweł, rżnij mnie szybko i mocno. Jestem tak 'nakręcona', że zaraz dojdę - powiedziała, wzmacniając nacisk na jego pośladki i oddychając jak przy szybkim biegu. Dostosował się do jej życzeń, wchodząc najgłębiej, jak się dało. Niedługo to trwało, bo w pewnym momencie dopchnęła go maksymalnie do siebie i znieruchomiała, pojękując i ciężko oddychając. Przyciągnęła go do siebie rękami, bo chciała, aby się na niej położył całym ciałem. Otworzyła oczy i uśmiech zagościł na jej buzi.
- Tego mi było potrzeba! Chyba uzależniłam się od ciebie i od tego tam na dole - powiedziała z uśmiechem, odprężona i radosna.  
- A teraz możesz mnie popieścić, ale odwróć się, bo chcę go poczuć w ustach, tak jak w cipce - powiedziała.
- Masz mi się spuścić do ust, bo dawno już nie czułam smaku twojego nasienia - dodała, gdy odwrócił się i położył obok na wznak.
Położyła się na nim i przysunęła się cipką do jego twarzy, a sama objęła ustami główkę kutasa, oblizując i szalejąc językiem wokół niej. Paweł też nie próżnował, bo Ania ponownie mocno podniecona 'poiła' go dość obficie swoimi 'sokami', więc lizał, ssał i szturchał językiem okolice łechtaczki czy szparki. Oczyścił śliną palce i wprowadził do szparki, najpierw jeden, a po chwili dołączył drugi, suwając wzdłuż i w poprzek, po górnej ściance. Nie spodziewał się, że wywoła w Ani jakąś niespodziewaną reakcję, ale kiedy kilkakrotnie przesunął palcami od łechtaczki do szparki, Ania zaczęła oddychać mocniej i głośniej, więc powtórzył manewr i kiedy wprowadził ponownie palce do szparki, suwając nimi wzdłuż ścianki, wyczuł leciutkie zgrubienie. Wodził więc palcami po ściance w tym miejscu, Ania zaczęła drżeć i w pewnym momencie głośno jęknęła i znieruchomiała, kładąc się na nim całym ciężarem. Paweł czuł jak mocno oddycha i jak mocno oraz szybko bije jej serce. Trochę to trwało, więc wzbudziło to jego niepokój, ale po chwili Ania oprzytomniała i odwróciła się do niego.
- To było piękne, ale miałeś mnie 'napoić' swoim nasieniem, tak jak ja 'poiłam' ciebie - powiedziała z uśmiechem, dziękując mu za doznania słodkimi całuskami.  
- Wystraszyłaś mnie, bo myślałem, że ci serce wyskoczy, tak szybko i mocno biło - odparł, odwzajemniając buziaki.
- Bo moje serce też czuje, że bije dla ciebie i dla tej istotki, która rozwija się we mnie, dlatego bije tak zdecydowanie - powiedziała Ania żartobliwie, zadowolona i wyluzowana dwoma porządnymi orgazmami, które jej Paweł zafundował.  
- To co, dasz mi posmakować tego twojego 'nektaru' czy mam obejść się smakiem? - zapytała, podtrzymując żartobliwy ton.
- Prawdę mówiąc, to wolałbym wpompować to w ciebie, ale możemy to odpuścić w tej chwili - powiedział swobodnym, pozbawionym emocji głosem.  
- Może i dobrze, bo pewnie jak wróci Marysia, będziesz to musiał powtórzyć, sądzę bowiem, że Marysia też uzależniła się od pieszczot, tak z tobą jak i za mną. Dobrze, że ja też lubię pieścić się z nią, bo inaczej trudno by mi było przyzwyczaić się do takiej sytuacji - powiedziała pogodnym tonem. Wywołali wilka z lasu, bo w chwilę potem w drzwiach pojawiła się Marysia, radosna i uśmiechnięta.
- Nawet nie wyobrażacie sobie, jaka radość ogarniała mnie na myśl, że jadę do mojego nowego domu i do was - powiedziała, witając się wylewnie z Anią i Pawłem.
- My też cieszymy się, że jesteś z nami - powiedziała Ania w swoim i Pawła imieniu.
- Paweł, chcesz iść z nami na obiad, czy zostajesz? - zapytała Ania.
- Co prawda obiad jadłem, ale dotrzymam moim paniom towarzystwa - stwierdził kurtuazyjnie i po założeniu butów, udali się do jadłodajni. Ania z Marysią zjadły obiad, a Paweł towarzysząc im wypił sok, bo nie czuł się głodny. Po obiedzie udali się jeszcze do pobliskich delikatesów, dokupili niezbędne wiktuały i wrócili do domu. Marysia odczuwała już pełny luz w zakresie nauki, bo miała już wystawione oceny na koniec roku i ani jednej oceny dostatecznej, za co otrzymała gratulacje tak od Ani, jak i od Pawła. Przyznała się przy tym, że groziła jej jedna ocena dostateczna z chemii, ale kiedy nawiązała serdeczne relacje z Anią, a potem Paweł powrócił do Krakowa, to ją tak zmobilizowało, że 'przysiadła' do nauki i  zgłaszając się do odpowiedzi oraz na klasówce poprawiła oceny, co pozwoliło nauczycielce wystawić jej na koniec roku czwórkę. Na koniec Ania poinformowała ją, że udało jej się ustalić termin ślubu na najbliższą sobotę, na co Marysia zareagowała spontanicznie wybuchem radości, a całusom i uściskom nie było końca. Ania uznała więc, że na taką okazję należy otworzyć szampana, więc włożyła do lodówki butelkę jakiegoś 'gruzina' i po schłodzeniu poprosiła o otwarcie Pawła, jako przyszłej głowy rodziny. Tym razem Paweł się już nie wymawiał czy wykręcał, jak na swoich urodzinach, bo wtedy pilnie obserwował swoją przyszłą teściową i uznał, że najwyższy czas wypróbować swoje umiejętności otwierania  musującego trunku. Odbezpieczył więc korek z drutu i przechylając lekko butelkę, powolnymi ruchami wysunął korek i kiedy upuścił nieco ciśnienie, 'strzelił' umiejętnie korkiem i nie roniąc ani kropli, nalał bulgoczącego trunku do kielichów, za co zebrał zasłużone brawa od obu swoich pań, które pilnie obserwowały jego poczynania. Marysia co prawda nie była pełnoletnia, ale Ania, jako jej opiekunka uznała, że przy takiej okazji może wypić jeden kielich musującego, niskoalkoholowego trunku. Zresztą i Ania nie chciała pić więcej z uwagi na ciążę, więc obie wypiły po kielichu, a Paweł dwa czy trzy. Po wypiciu tego niskoalkoholowego co prawda trunku, zrobiła się prawie szampańska atmosfera, sprzyjająca kosmatym myślom tak u dziewczyn jak i u Pawła.  
- Aniu, pozwolisz mi pobawić się twoimi cudownymi cyckami? - zapytała ośmielona i podniecona trunkiem Marysia.  
- Ja też mam chęć na twoje małe cycki - odparła Ania z uśmiechem.
- My bawimy się naszymi cyckami, a Paweł zajmie się naszymi cipkami i da nam każdej orgazm, a potem my mu się odwdzięczymy - zakomunikowała im Ania, której też szczypta alkoholu poprawiła humor, nie mówiąc o Pawle, który na samą myśl, że będzie pieścił dwie młode cipki, dostał takiej erekcji, że gdyby Ania czy Marysia dotknęła w tej chwili jego penisa, nastąpiłby 'wybuch'. Zdjęli więc wierzchnie ciuchy i ustalonym już trybem, odświeżyć się do łazienki poszły najpierw panie, a po ich powrocie w leciutkich, kusych koszulkach, Paweł ze stojącym jak maszt kutasem. Też się odświeżył i powrócił do sypialni, gdzie już w pełni zabawiały się swoimi cyckami Ania z Marysią, liżąc, ssąc i pieszcząc dłońmi dorodne półkule Ani i małe, kształtne cycusie Marysi. Bardziej ruchliwa i leżąca na brzuchu Marysia, co rusz pieściła piersi Ani, a potem przez chwilę podawała do ust Ani swoje cycuszki. Cała sypialnia była pełna odgłosów całowania, ssania, mlaskania i pomruków zadowolenia obu dziewczyn. Paweł ułożył się między rozłożonymi nogami Ani i wspierając się na łokciu zanurzył twarz w gąszczu jej poskręcanych włosów łonowych, a ręką rozgarniał włoski, obejmując ustami główkę łechtaczki Ani. Lewą ręką sięgnął do pośladków i łona Marysi, suwając palcami po jej sromie. Obie już były mocno podniecone, głośno oddychając. Kiedy więc Paweł włączył się do zabawy, delikatnie gładząc i suwając palcami po ich kroczach oraz liżąc, ssąc i pieszcząc ustami czy językiem cipkę i łechtaczkę Ani, odgłosy ich podniecenia wzmagały się dość szybko. Pierwsza jak zwykle 'odleciała' Marysia, pieszczona umiejętnie przez Anię, która ssąc i liżąc jej drobne, napięte piersi, dostarczała jej tyle doznań, że była już bliska orgazmu, a kiedy dołączył Paweł, pieszcząc delikatnie palcami jej cipkę, orgazm pojawił się nagle, obezwładniając jej młode ciało. Paweł jeszcze przez chwilę gładził jej krocze, pomagając wyciszyć emocje, a potem skupił się tylko na Ani, która też 'rozgrzana' dość mocno pieszczotami jej piersi przez Marysię, dostała potężną porcję doznań wywołanych pieszczotami oralnymi Pawła, który poznał jej ciało już w miarę dobrze i wiedział, jak pieścić czy stymulować jej strefy erogenne, więc i teraz odpowiednimi gestami czy ruchami ust, języka czy palców wywoływał jej określone reakcje. Ponownie gmerając palcami w jej szparce wywołał zgrubienie na górnej ściance pochwy blisko wejścia i suwając palcami dotknął szczególnie wrażliwego punktu, wywołując 'eksplozję'. Wrzasnęła, zwarła uda na jego głowie i znieruchomiała, strzykając strużką cieczy, co zobaczyła również Marysia, która powróciła do realu.  
- Paweł, a czy ja coś takiego mogę też mieć? - zapytała, bo wiedziała już, że nie jest to mocz, a doznania z tym związane, są dużo silniejsze, niż w trakcie 'normalnego ' orgazmu'.  
- Być może, ale nie zaryzykuję wywołania tego 'zjawiska' u ciebie, przed pozbyciem się przez ciebie 'błonki' - oświadczył jej Paweł dość neutralnym tonem, bo go samego też korciło danie Marysi takiego 'orgazmu'.  
- Faktycznie, będzie na co czekać, ale nie chcę cię już zmuszać do tego, abyś to przyspieszył - powiedziała szczęśliwa, że oboje z Anią traktują ją już jako partnerkę do tego typu 'zabawy'.
Ania oprzytomniała i uśmiechnęła do nich obojga.
- No, no! Przeżyłam coś wspaniałego i to dwukrotnie dzisiaj. Dziękuję wam obojgu za te doznania - powiedziała też szczęśliwa, bo sama przed sobą przyznała, że jednak teraz będąc w trojkę, przeżycia w trakcie 'wspólnej' zabawy są pełniejsze i przyjemniejsze. Posiedzieli jeszcze dłuższą chwilę, grając w karty, rozmawiając przy tym na luźne tematy lub o sprawach ogólnych, związanych ze ślubem, miedzy innymi o zawiadomieniu rodziców Marysi i Pawła a także Zuzę i mamę Ani o terminie ich ślubu i ich transportem na ślub, potem każde z nich opowiedziało o ciekawszych wydarzeniach dnia i ani się spostrzegli, kiedy zrobiło się późno. Poszli więc do kuchni i razem przygotowali oraz spożyli lekką kolację, a później przeszli do łazienki, zrobić wieczorową toaletę, najpierw Ania z Marysią, a Paweł po nich. W końcu wszyscy wylądowali w sypialni. Paweł, będąc w dość swobodnym nastroju, spróbował w żartobliwy sposób podroczyć się z Marysią i przypomnieć jej, że bierze ślub z Anią, a nie z nimi dwiema, ale Ania widząc, jak na słowa Pawła znikła radość z twarzy Marysi i zaszkliły się jej oczy. Zrobiło jej się żal tego młodego dziewczęcia, która nie potrafiła odróżnić słów mówionych żartem, od słów mówionych na serio. Fuknęła więc na Pawła.
- Paweł, jak możesz? Wiem, że nie mówisz tego poważnie, więc nie drocz się z Marysią, bo ona jednak bierze twoje słowa na poważnie i widzisz do czego doprowadziłeś? Teraz ją przeproś za swoje słowa i powiedz, że mówiłeś to żartem, wcale tak nie myśląc - zwróciła się Ania do Pawła, przywołując go do porządku.
- A ty Marysiu też przestań być wrażliwa na to, co on mówi, bo znasz go dłużej ode mnie i wiesz, że lubi sobie żartować nieraz z poważnych rzeczy - przygadała też Marysi.  
Paweł zreflektował się, że znając wrażliwość siostry, nie powinien wypowiadać pewnych słów, odwrócił się więc do Marysi i przygarnął ją do siebie.
- Przestań się już przejmować i dąsać, dobrze? Tak jak powiedziała Ania, powinnaś mnie już znać na tyle, aby odróżnić kiedy żartuję, a kiedy mówię poważnie. Przecież gdybym to mówił tak, jak to odebrałaś, to nie bylibyśmy teraz razem. Nie słyszałaś, co Ania powiedziała? Akceptujemy cię w naszym związku na złe i na dobre. Od ciebie będzie zależało, jak długo będziesz z nami. A ja kocham was obie całym swoim sercem. A teraz przepraszam cię, bo głupio to wyszło - powiedział i wycisnął na jej ustach soczysty pocałunek. Przytuliła się do niego i odwzajemniła pocałunek, a na buzi pojawił się grymas uśmiechu.
- Braciszku, wiesz jak bardzo kocham was oboje, więc nie traktuj mnie więcej jak dziecko i nie mów tak, jak teraz. A co do żartów, to nigdy nie wiedziałam, kiedy mówiłeś coś na serio, a co żartem. Widocznie byłam za bardzo przewrażliwiona na twoim punkcie i to co mówiłeś, było zawsze dla mnie na serio. Może dojrzeję do tego, że zacznę odróżniać twoje żarty, od tego, co mówisz poważnie - powiedziała, rozchmurzając się. Ponownie musnęła go ustami, a potem przesunęła się do Ani i również obdarzyła ją całusami.
- Dziękuję Aniu! Jesteś kochana i jako przyjaciółka, a jeszcze więcej jako bratowa i nie tylko - powiedziała wzruszona i wdzięczna Ani za ujęcie się za nią, obcałowując ją już z radością w oczach. Ania odwzajemniła jej pocałunki, tuląc serdecznie w objęciach.
- To co, ukarzemy go teraz i musi nam podarować jeszcze po jednym orgazmie na 'dobranoc', zgadzasz się z tym? - zwróciła się z uśmiechem do Marysi. Ta kiwnęła wesoło głową.
- Pewnie, niech więcej nie żartuje z poważnych rzeczy - odezwała się radośnie.
- Tak więc mój mężu, najpierw oboje dajemy orgazm Marysi, ty całujesz, liżesz jej cipkę, a ja całuję i pieszczę jej piersi, a później oboje dajecie orgazm mnie, ty i twój 'kolega' obrabiacie mi cipkę, a Marysia całuje i pieści moje cycki. Ma ktoś inne zdanie co do mojej propozycji? - Ania w formie propozycji rozdała role we wspólnej zabawie, nie spodziewając się sprzeciwu. …..cdn….

12 484 czyt.
97%393
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5064 słów i 27454 znaków. Tagi: #poranek #erotyka #rozmowa

3 komentarze

 
  • POKUSER

    POKUSER · 23 sty 2018

    Po przeczytaniu tego odcinka, naszła mnie refleksja, że tłumaczenie przez Anię Marysi dlaczego nie powinno być związków między rodzeństwem, odniosło wręcz przeciwny skutek...

  • xek

    xek · 8 sty 2018

    Jak dla mnie słabsza część, przydałby się jakiś zwrot akcji, jakaś zmiana lub konkretne wydarzenie. Czyta się jednak dobrze.

  • Robert72

    Robert72 · 5 sty 2018

    Franku dla mnie super.