Mogło być i tak - cz. LIX

Była pewna, że Paweł poradzi sobie, ale na wszelki wypadek wolała sprawdzić.
- Mam cię pilotować mężu czy dasz sobie radę sam? - zapytała, kiedy ruszyli.  
- Spróbuję samodzielnie, ale na wszelki wypadek zwracaj uwagę, gdyby było coś nie tak.  
          Paweł, który ogólnie czuł się już nieźle za kierownicą, poprosił jednak żonę, aby dawała baczenie na jego jazdę. Słysząc jego słowa, roześmiała się.
- Dobrze, że mi przypomniałeś! - powiedziała żartobliwie i ugryzła się w język.
- Przecież to oczywiste i zrozumiałe! I nie miałam zamiaru urażać twojej ambicji, poczucia pewności czy umiejętności. Masz zadatki na świetnego kierowcę, ale musisz trochę pojeździć, aby nabyć odpowiednie doświadczenie,  wyczucie samochodu oraz zdolność przewidywania reakcji czy zachowania innych użytkowników drogi, tak kierowców jak i pieszych.  
          Ania zreflektowała się, że Paweł mógł różnie zrozumieć jej żartobliwą uwagę, uznała, że powinna wyjaśnić mężowi, co miała na myśli.  
          Paweł skupiony na jeździe, nawet nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała Ania. Starał się nie zawieść zaufania żony i prowadził  samochód w sposób nie wymagający jej interwencji. Z uwagi na świąteczny dzień, ruch nie był duży, więc po kilkudziesięciu minutach wjechali na parking obok rodzinnego domu Ani.  
- Tak trzymaj mój mężu! Jestem coraz bardziej przekonana, że będziesz dobrym kierowcą. Sama pewnie lepiej bym nie prowadziła, więc z każdym kolejnym kilometrem będziesz czuł się pewniej i swobodniej za kierownicą. I nie jest to tylko moje subiektywne odczucie czy opinia, ale obiektywna ocena - stwierdziła pogodnie Ania, kiedy wysiedli z samochodu.
          Po chwili Ania otwierała zewnętrzne, dwuskrzydłowe drzwi. Podeszli do drzwi mieszkania i Ania chciała otworzyć drzwi swoim kluczem.
- Nie sądzisz kochanie, że lepiej zadzwonić czy zapukać? Nie jesteśmy domownikami, tylko gośćmi. Wiem, że nadal czujesz się jak u siebie, ale teraz to mieszkanie mamy.
          Mówiąc to Paweł, starał się, podobnie jak poprzednio Ania, nie urazić jej uczuć i Ania to wyczuła.
- Masz rację! Muszę pozbyć się tego nawyku, bo w końcu mama pomyśli, że ją kontroluję, a jestem daleko od takich myśli.
          Nacisnęła przycisk dzwonka i usłyszeli dźwięk gongu w mieszkaniu pani Bożeny. Po chwili drzwi otwarły się i stanęła w nich lekko zdyszana gospodyni.  
- Przecież masz klucze, więc mogliście wejść, a nie gonić mnie z łazienki - zwróciła Ani żartobliwie uwagę.
- No właśnie! Tak źle i tak niedobrze! Chciałam to zrobić, ale mój mąż zwrócił mi uwagę, że jesteśmy gośćmi, a nie domownikami, więc nie wypada wchodzić komuś do mieszkania bez uprzedzenia - wyjaśniła Ania mamie powód, dlaczego dzwoniła, a nie otwierała drzwi własnym kluczem, jakby była domownikiem.
          Pani Bożena przez chwilę zastanawiała się nad słowami córki.
- Być może Paweł ma rację! Nie pomyślałam o tym, ale faktycznie to ma sens. Gdyby w mieszkaniu był ktoś obcy, to takie wtargnięcie mógłby odebrać różnie. Jako próbę włamania albo niezapowiedzianą kontrolę - mama Ani po przemyśleniu, przyznała rację Pawłowi.
          Po tej krótkiej wymianie zdań, nastąpiło serdeczne powitanie przybyłych gości przez panią Bożenę z przytulaniem i buziakami włącznie. Postronny obserwator miałby prawo pomyśleć, że to serdeczne, rodzinne i pełne wylewności powitanie następuje po długim okresie niewidzenia.  
          A przecież tak nie było, ale pani Bożena w ten sposób wyrażała więzi łączące ją z Pawłem, jej ulubionym zięciem w tej części Europy, jak zwykle mawiała o Pawle. A że Paweł w pełni odwzajemniał jej uczucia do siebie, więc ich spotkania tak zwykle wyglądały.  
          Po powitaniu pani Bożena poprosiła Pawła i Marysię o udanie się do pokoju dziennego, pełniącego rolę salonu i zajęciu miejsca przy stole, a Anię poprosiła do kuchni.
- Mamo, coś się wydarzyło, bo mówiłaś ze mną takim trochę dziwnym tonem? - zwróciła się Ania do mamy, kiedy tylko weszły do kuchni.
- Nie chciałabym, żebyś się niepotrzebnie denerwowała, ale chodzi głównie o Zuzę.
- O Zuzę? Co z nią? Coś się jej stało?  
          Ania starała się zapanować nad swoim głosem, ale niezbyt jej to wyszło.
- Nic poważnego i nie denerwuj się, bo będę miała wyrzuty sumienia - powiedziała pani Bożena, widząc, że wbrew temu co mówi, Ania wyraźnie zdenerwowała się.
- Dobrze! Jestem spokojna, więc i ty mamo uspokój się i powiedz wreszcie, o co chodzi?  
- To może po kolei. I uzbrój się w cierpliwość, bo może to trochę potrwać - rozpoczęła swoją wypowiedź pani Bożena.  
- A Paweł i Marysia mogą uczestniczyć w tej rozmowie? - zapytała Ania, mając świadomość, że w pokoju dziennym siedzą i czekają na nią mąż wraz ze szwagierką.
- Raczej nie, bo może dotyczyć to właśnie Pawła, a tym samym i ciebie.
          Pani Bożena swoimi niedomówieniami mimowolnie wywołała u córki niezbyt miłe skojarzenia.
- Kurde! Chcesz powiedzieć mamo, że Zuza dała ci w jakiś sposób do zrozumienia, że Paweł jest zamieszany w jakąś sprawę, która jej dotyczy?
          Pani Bożena omal nie roześmiała się, słysząc, co mówi Ania.
- Przecież nic takiego nie powiedziałam. Co ci znowu przyszło do głowy? Może faktycznie niepotrzebnie rozdmuchałam całą sprawę - stwierdziła naraz pani Bożena.
- Kilka dni temu Zuza wraz z przyjaciółmi świętowała udane zakończenie egzaminacyjnej sesji. Wróciła dość późno do domu i to nie sama. Pewnie oboje musieli być na niezłym rauszu, bo zachowywali się głośno i w końcu mnie obudzili. Nie chciałam być tą wredną matką, kontrolującą dorosłą córkę, tak że udałam, że śpię i nic nie słyszę. Przez jakiś czas krzątali się po mieszkaniu, po czym zabrali się i poszli do pokoju Zuzy. Usypiałam, kiedy ponownie usłyszałam ich podniesione głosy przy drzwiach wyjściowych. Wyraźnie pokłócili się, więc kiedy usłyszałam trzaśniecie drzwi, wyjrzałam na hol. Zuza zobaczyła mnie w drzwiach i podeszła do mnie. Była wprost roztrzęsiona. Jak każdej matce, zrobiło mi się jej żal. Zapytałam więc, co się stało? Przytuliła się do mnie jak mała dziewczynka i rozbeczała się, nic nie mówiąc. Kiedy uspokoiła się trochę, powiedziała, że rozczarowała się tym chłopakiem - pani Bożena przerwała i zobaczyła lekkie zniecierpliwienie w oczach córki.  
- Widzę, że niecierpliwisz się, więc może przerwiemy i odłożymy tę rozmowę na później?  
- Nic już z tego nie rozumiem mamo. Najpierw więc zajmijmy czymś Pawła i Marysię, żebyśmy mogły swobodnie porozmawiać. Mówiłaś, że coś ci tam nie działa tak jak potrzeba, więc Paweł mógłby się tym zająć, a Marysię posłalibyśmy do Zuzy. Obie lubią się, więc powiemy jej, że Zuzie coś tam dolega i wypada ją odwiedzić.  
          Ania nie ukrywała, że zaintrygowały ją słowa mamy i podsunęła rozwiązanie.
- Masz rację! A Zuza faktycznie niezbyt dobrze się czuje, więc zaproponuj Marysi wspólne odwiedzenie Zuzy i może uda ci się zostawić ją tam na jakiś czas. Ja natomiast zajmę się Pawłem i poproszę go o sprawdzenie, co jest powodem, że woda cieknie, a właściwie leje się  bez przerwy w muszli w łazience - pani Bożena nawet nie ukrywała, jak bardzo odpowiada jej, zaproponowane przez Anię rozwiązanie.
- Tylko proszę mamo, nie szukajcie zbyt długo powodu tego wycieku wody. I poszukaj jakiegoś ubrania dla Pawła, bo przecież nie będzie szperał czy przetykał tej rury w mundurze.
          Ania zauważyła lekki rumieniec na buzi mamy, kiedy wspomniała o wspólnym przetykaniu rury. No cóż, sama podsunęła mamie możliwość wykorzystania okazji bycia sam na sam z zięciem.  
- To wy idźcie już do Zuzy, a ja zajmę się Pawłem, to znaczy … łazienką - pani Bożena z wrażenia i emocji plątała się w wypowiedzi, wyjawiając to, o czym myślała w skrytości.  
- I zaraz poszukam Pawłowi coś do ubrania - dodała prawie wesoło, chcąc zatrzeć w córce wrażenie zmieszania i nieco dziwnego zachowania.  
- Mamo, zachowuj się, jak przystało na kobietę w twoim wieku czy twojego pokroju. Przecież gdybym miała coś przeciwko temu, o czym teraz myślisz i o czym obie dobrze wiemy, to nie przywoziłabym do ciebie Pawła. Nie sądzisz? A tak poza nawiasem; to wykorzystałam dzisiaj Pawła na maksa i nie jestem pewna, czy coś z niego wykrzeszesz. A mówiąc między nami kobietami, to kiedy byłaś mamo w ciąży, to też miałaś zwiększone potrzeby i ochotę w zakresie seksu?  
          Ania rozmawiała z mamą bez emocji i z uśmiechem, bardziej jak przyjaciółka niż córka. I pani Bożena tak to odebrała.  
- Ale wymyśliłaś! Twój tata i seks! - prychnęła pogodnie.
- Ciesz się, że udało mi się nakłonić go do zmajstrowania was obu z Zuzą. Dobrze wiesz, że kochałam i szanowałam twojego tatę, a mojego męża, zdając sobie przy tym doskonale sprawę nie tylko z jego wieku, ale i z konserwatywnych poglądów na świat, życie czy małżeństwo. Zresztą czasy też były inne. Nie ma co wracać do tamtych lat. Trzeba cieszyć się tym, co obecnie jest w naszym zasięgu, a nie gdybać, co by było, gdyby… A o Pawła też nie martw się. Na pewno nie zrobię nic bez twojego przyzwolenia czy zgody. Wiem, jak bardzo cię kocha, ale wiem też, że mnie też lubi i to nie tylko jako teściową. Więc nie przesądzajmy naprzód, co może się wydarzyć. Możesz być pewna, że nie zrobię mu krzywdy i nie zmuszę do czegoś, co byłoby mu niemiłe, a trochę przyjemności i zadowolenia jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
          Pani Bożena w odpowiedzi na słowa Ani, dostroiła się do niej i w równie przyjacielskim, pełnym optymizmu tonie wyraziła swoją opinię czy poglądy na życie, nie tylko jako matka, ale i najlepsza przyjaciółka.                              
- No to obie wiemy, na czym stoimy. Cieszę się mamo, że tak dobrze rozumiemy się i dogadujemy. Kocham cię mamo i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cieszę się, że mamy cię taką, jaką jesteś.
          Ania z zadowoleniem odebrała tę wymianę poglądów i wypowiedź mamy. Obie z panią Bożeną jak dwie dobre kumpelki weszły do pokoju dziennego.
- Słuchajcie! Pojawił się mały problem, a właściwie dwa problemy. Pierwszym jest  jakaś mała dolegliwość i duży dołek psychiczny Zuzy, a drugim; ciągły wyciek wody do muszli wc w łazience. Pomyślałyśmy z mamą, że my obie z Marysią podejdziemy do Zuzy i spróbujemy zorientować się, co takiego stało się i czy można coś z tym zrobić, aby jej pomóc pozbierać się, a ty Pawle z pomocą mamy spróbujesz zlikwidować ten wyciek wody. Co wy na to?  
- A mamy jakiś inny wybór? Przecież to oczywiste, że trzeba postarać się rozwiązać oba problemy i wasza sugestia czy propozycja jest jak najbardziej na miejscu.  
          Paweł bez cienia wahania czy zastanowienia się, podjął temat i zgodnie z sugestią żony, od razu chciał iść do łazienki i zabrać się do roboty.     
- Hola, hola mój mężu! Mama poszuka ci jakiego ubrania, bo chyba nie chcesz bawić się w hydraulika w mundurze? - przystopowała Pawła żona.       
- Pewnie, że nie! Bożenko, wiesz może, gdzie są te ciuchy, które poprzednio mi dałaś? - zwrócił się wesoło do teściowej.
- To wy zostańcie tutaj i naprawcie tę spłuczkę czy coś tam innego, a my z Marysią idziemy do Zuzy - oświadczyła Ania i nie zwlekając, objęła ramieniem szwagierkę i obie opuściły pokój.
- Poczekaj tutaj Pawle. Zaraz przyniosę ci ubranie - powiedziała pani Bożena, kiedy zostali sami, po czym pogłaskała go pieszczotliwie po buzi i wyszła z pokoju.  
          Paweł natomiast w oczekiwaniu na powrót teściowej, zdjął mundur i koszulę, po czym powiesił je na wieszaku w przedpokoju i w bieliźnie czekał na panią Bożenę. Wkrótce pojawiła się w szlafroku i wręczyła mu robocze spodnie wraz z koszulą.  
- Bożenko, jeżeli chcesz, możesz dołączyć do nich. Myślę, że poradzę sobie z tą spłuczką - oznajmił wesoło teściowej, odbierając od niej ubranie. Zauważył przy tym, że cienki szlafrok coś za bardzo ją opina. Domyślił się, że prawdopodobnie poza nim nie ma nic na sobie.
- Też coś! To ja staram się jak mogę, żeby zostać z tobą sam na sam, a ty chcesz się mnie pozbyć czy spławić? Wiem, wiem! Ania przyznała mi się, że wymaglowała cię dzisiaj strasznie, więc pewnie sama myśl o kolejnej cipce przyprawia cię o gęsią skórkę?
          Pani Bożena bez owijania słów w bawełnę, wyraziła w rzeczowy sposób swoją opinię o jego ewentualnych odczuciach czy myślach na tematy erotyczne, po wywiązaniu się z powinności małżeńskich wobec własnej żony, a kto wie czy tylko wobec niej.      
          Słysząc jej słowa, Paweł uważniej spojrzał na, mrużącą figlarnie oczy pod jego spojrzeniem, teściową. Poznał Bożenę na tyle dobrze, że zauważył nieukrywane podniecenie i pożądliwość w jej spojrzeniu, które mówiło; chętnie schrupałabym cię po kawałeczku.
- To może najpierw zobaczymy Bożenko, co dzieje się z tą spłuczką?  
          Paweł nawet nie zamierzał ukrywać, że wygląd i słowa teściowej podnieciły i jego. Bożenie nie umknęło więc, że w nogawce spodenek Pawła pojawiło się wybrzuszenie.  
- Wiesz co Pawle? Ani spłuczka, ani robota nie ucieknie, a twoja ochota na mnie może ulotnić się w każdej chwili. Życie nauczyło mnie już, żeby takiej okazji nie marnować.
          To mówiąc, podeszła do Pawła i bez zbędnej ceregieli ściągnęła mu w dół spodenki. Poczekała, aż podniesie kolejno nogi i oswobodziła go z nich całkowicie. Po czym sama pozbyła się szlafroka, pod którym rzeczywiście nic nie miała.      
          Pieszczotliwym gestem objęła dłonią sterczącego kutasa i pociągnęła za sobą.
- Idziemy do sypialni! Nie złość się na mnie, ale jestem już w takim wieku, że lubię łączyć przyjemność z wygodą czy komfortem.  
          Puściła go na chwilę i podeszła do łazienki, po czym szybko wróciła z ręcznikiem.
- To na wszelki wypadek, gdybyś jednak coś tam zgromadził w swoich zbiorniczkach i chciał to wpompować we mnie. Mówię ci też od razu, że byłoby mi miło, gdybyś coś tam wlał we mnie, ale nie mam zamiaru czegokolwiek wymuszać na tobie. Będę ci wdzięczna Pawełku, jeżeli przeszorujesz mi cipkę tak, żebym to poczuła.
          Bożena była już solidnie nabuzowana, ale i Pawłowi jej urok, widok nagiego ciała, dziewczęca wręcz sylwetka, widoczne podniecenie oraz sterczące młodzieńczo piersi, dostarczały niewiele mniej podniety czy wrażeń. Kiedy podeszli do wygodnego, szerokiego tapczanu, Bożena zgarnęła nakrycie z pościelą i odłożyła na pobliski fotel.
- Ponieważ to ja cię sprowokowałam, pozwól Pawle, że to ja odwalę całą robotę i pojeżdżę na tym twoim rumaku. Polubiłam to, bo w młodości nie było mi to dane.  
          Podeszła do zięcia i wpiła się dziko w jego usta, całując go jak zadurzona czy wręcz zakochana nastolatka, a nie dojrzała, doświadczona pani domu.
- Połóż się wygodnie, a ja zajmę się resztą. Możesz również zająć się moimi cyckami, niech też poczują twoje ręce. Zresztą nie będę cię uczyć czy udzielać rad, bo sam doskonale wiesz, jak pieścić kobietę. Doświadczyłam tego już kilkakrotnie - powiedziała pogodnym, prawie radosnym głosem, kiedy oderwała się od jego ust.        
          Kiedy Paweł położył się na posłaniu, pogładziła delikatnie jego sztywniaka i wdrapała się na łóżko. Okraczyła jego ciało i przyklękła, sadowiąc się tyłkiem nad jego kroczem i dotykając pośladkami sztywnego kutasa.  
- Nic nie rób! Sama się obsłużę - powiedziała, widząc, że chce jej pomóc nasunąć się na jego sztywniaka.  
          Objęła go dłonią i drżąc z podniecenia, przeciągnęła nim po wilgotnym sromie, po czym nakierowała go na swoją szparkę i powolnym ruchem zaczęła nasuwać się na jego drążek. Nie miała z tym problemu, bo pomimo że była dość ciasna, to była tak mocno podniecona i nawilżona, że zagłębiał się w nią bez najmniejszego oporu.                          
          Westchnęła z widoczną ulgą i przyjemnością, kiedy dobiła pośladkami do jego ciała. Wsparła się na rękach i jak dzierlatka rozpoczęła swój suwany taniec tyłkiem oraz biodrami na kutasie Pawła, oddychając coraz mocniej i stękając czy pomrukując od czasu do czasu z zadowolenia, kiedy dobijała do dna swojej pochwy.  
          Paweł też nie próżnował. Pochwycił kołyszące się w takt jej ruchów dorodne cyce Bożeny i zaczął je z wyczuciem pieścić czy miętosić, reagując na pomruki czy posykiwanie partnerki. Musiało jej być dobrze, bo nieustannie wzmacniała i przyspieszała swoje ruchy, coraz bardziej dysząc, pojękując czy stękając przy kolejnych suwach i  przysiadach.           
- Pamiętaj, że masz spuścić się i wpompować we mnie swoje nasienie - przypomniała Pawłowi, będąc już na granicy szczytowania i obściskując mięśniami pochwy jego kolegę.
          Pawłowi też niewiele brakowało i kiedy poczuł jej obmacywanie kutasa mięśniami Kegla, trysnął w nią tym, co tam zdążył zgromadzić w jądrach. Bożena poczuła, że Paweł pompuje w nią nasienie i to wystarczyło, żeby i ona doszła.  
          Odchyliła się w tył, jęknęła głośno i mocnym ruchem przysiadła, nabijając się głęboko na jego kutasa i odleciała. Po chwili ocknęła się i czując, że Paweł podtrzymuje ją za ramiona, uśmiechnęła się, spełniona i wyluzowana.  
          Pochyliła się i podziękowała mu mocnym całusem za doznania i zaspokojenie jej potrzeb. Oboje poczuli, jak kutas Pawła po załatwieniu sprawy, zwija się i zamierza opuścić jej norkę.
- Normalne! Zrobił swoje i uciekł! - skwitowała Bożena, kiedy usłyszeli charakterystyczne chlupnięcie. Uniosła lekko tyłek i podłożyła ręcznik pod swoje krocze.  
- Teraz możemy zająć się łazienką! - oznajmiła wesoło Bożena i sprawdziła, jak dużo nasienia wyciekło z jej cipki. Podtarła siebie, a potem pieszczotliwym gestem zrobiła to samo z jego kutasem. Przeszli do łazienki i po lekkim opłukaniu swoich kroczy, założyli na siebie bieliznę oraz Paweł spodnie z koszulą, a Bożena szlafrok.  
- To teraz ty zajmij się spłuczką, a ja obiadem - oświadczyła pogodnie i ruszyła do kuchni.
- Idę z tobą! - odezwał się Paweł.  
- Muszę wziąć taboret, bo z podłogi nie dam rady zobaczyć, co dzieje się ze spłuczką - dodał, widząc zdziwione spojrzenie Bożeny.  
          Wrócił z taboretem do łazienki i stając na nim, odkręcił górną pokrywę zbiornika systemu spłukującego. Spuścił wodę i obserwował napełnianie zbiornika. Wyciek wody mógł powodować niesprawny zespół zaworu doprowadzającego wodę lub uszkodzona uszczelka zaworu spustowego.  
          Zauważył, że pływak jest za bardzo przesunięty na dźwigni, przez co zbyt późno odcina dopływ wody, powodując jej przelewanie. Musiał poszukać śrubokręta, aby poluzować wkręt i przesunąć pływak. Pojawił się więc w kuchni.
- Co, potrzebujesz czegoś, czy stęskniłeś się za mną? - zażartowała Bożena.
- Potrzebuję śrubokręta! A ty wiesz chociaż, o czym mówię? - odpowiedział w równie żartobliwy sposób, sądząc, że takie sprawy jej nie interesują.  
- A jak myślisz, kto w tym domu zajmował się sprawami technicznymi? Mój zmarły mąż uważał, że technika i jakieś tam sprzęty domowe, to zbyt przyziemne sprawy, żeby się nimi interesować czy zajmować - powiedziała Bożena i przeszli do przedpokoju.  
          Otworzyła jedną z szaf w przedpokoju i z szuflady wyjęła małą skrzynkę narzędziową, a z niej zestaw płaskich śrubokrętów. Paweł wziął śrubokręty i wrócił do łazienki. Odkręcił lekko wkręt i przesunął pływak, skracając jego ramię.  
          Następnie sprawdził działanie zaworu przepływowo-odcinającego, przy nowym ustawieniu pływaka. Zadziałał prawidłowo, odcinając dopływ wody przy optymalnym poziomie wody w zbiorniku.  
          Zadowolony z siebie, dokręcił wkręt i zamocował pokrywę, po czym zameldował się w kuchni.
- Gotowe! Spłuczka działa tak, jak powinna - oznajmił Bożenie.
- Dziękuję Pawełku! Informuję cię, że zapłata będzie w naturze i to w ratach! Pierwszą możesz odebrać choćby zaraz - zażartowała Bożena, obserwując bacznie reakcję zięcia.
- Może nie przeginajmy Bożenko, bo Ania z Marysią mogą w każdej chwili wrócić.
          Paweł nie ukrywał, że poczuł się lekko speszony propozycją teściowej, która chciała maksymalnie wykorzystać, stworzoną jej przez Anię okazję do seksu z Pawłem. Tym bardziej, że miała na to jej pełne przyzwolenie.  
          Paweł natomiast, nie wiedząc o ich rozmowie, uznał słowa teściowej za pewnego rodzaju nadużywanie zaufania i cierpliwości swojej żony, czując się więcej niż dyskomfortowo. Bożena to zrozumiała i zgodnie ze swoim zapewnieniem danym córce, że nie będzie nadużywała jej zaufania i zmuszała Pawła do czegoś, co wywoła jego obiekcje czy zastrzeżenia, odpuściła.        
          W samą porę, bo faktycznie Paweł słusznie przewidział, że Ania może w każdej chwili wrócić sama lub z Marysią. Kiedy oni wymieniali pomiędzy sobą żartobliwe uwagi, Ania pojawiła się niepostrzeżenie w kuchni jak zjawa.
- Wróciłam mamo, aby pomóc ci przy obiedzie. Czy mój mąż, a twój ulubiony zięć załatwił wszystko, tak jak trzeba?  
          Pani Bożena wymieniła z córką badawcze spojrzenie, bo jej pytanie nosiło w sobie dużą dozę wieloznaczności. Dlatego trudno dziwić się, że większość obcokrajowców uważa, że język polski nie jest łatwym językiem właśnie ze względu na swoje urozmaicenie.  
- No cóż, możesz to sprawdzić sama, ale według mnie Paweł nieźle sobie poradził, bo zauważyłam, że woda w muszli już się nie leje - stwierdziła pani Bożena.                      
- To teraz ty powiedz, co sądzisz o problemach Zuzy? Czy jest to kolejny zawód miłosny, czy coś gorszego? - Bożena dość sprytnie przerwała dociekania czy zainteresowanie córki tematem jej bycia sam na sam z Pawłem. …cdn…

5 komentarzy

 
  • Baba

    Baba · 19 września · 211927182

    Witaj, zadajesz dziwne pytanie! Przyzwyczaiłeś nas do porządnych odcinków w których coś się dzieje i są logicznym następstwem poprzedników. Skracanie ich będzie "zbrodnią" . Zresztą, takie krótkości zostaw specjalistkom, których tu nie brakuje........  
    Pozdrawiam

  • St.sz

    St.sz · 18 września · 196230282

    Nie pozostaje mi nic innego jak tylko podpisać się pod tekstami moich przedmówców. Z niecierpliwością będę czekał na kolejne części tej jak i pozostałych sag. Serdeleczne pozdrówki.   .

  • emeryt

    emeryt · 17 września · 202091556

    @franek42, wspaniale, ale teraz twoi czytelnicy mają znowu problem w postaci oczekiwania na kolejną część. Pozdrawiam gorąco, bo przecież idzie jesień,  bo taki mamy klimat.

  • Gazda

    Gazda · 17 września

    I znowu trzeba czekać na dalszy ciąg. I co z Dużą? Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jak zwykle super napisane.

  • PoProstuJa

    PoProstuJa · 17 września · 193485495

    Nic tylko czekać na kolejną część i tym również problem Zuzy. Oczywiście świetnie opowiadanie
    I pozdrawiam