Mogło być i tak - cz. XLIII

Zuza tak jak pomyślała, tak postanowiła zrobić. Nie miała oporów przed pieszczeniem może nie tak kształtnych i dorodnych atrybutów kobiecości Marysi, jak u Ani, mamy czy u siebie, bo i jej cycki były niewiele mniejsze od piersi siostry czy rodzicielki. Dlatego drobne, nie w pełni jeszcze rozwinięte i ukształtowane cycuszki Marysi budziły w niej nie tylko rozczulenie, ale i niezłe podniecenie. Zresztą widząc bujne, dorodne piersi pani Stasi, mamy Marysi i Pawła, Zuza była pewna, że i piersi Marysi osiągną w niedalekiej przyszłości podobną wielkość i kształty. Sama pamiętała, że będąc w wieku Marysi miała piersi nawet nieco mniejsze, które w przeciągu kilkunastu miesięcy osiągnęły prawie docelową wielkość i kształt, rosnąc szybko z miesiąca na miesiąc, tak że mama musiała kupować dużo większe staniki, żeby nie robić tego w cyklu miesięcznym. Popchnęła Marysię i kiedy ta położyła się, pochyliła się nad jej cycuszkami. Marysia patrzyła jej śmiało w oczy, więc Zuza nakryła dłońmi jej obie kuleczki, które dokładnie mieściły się w jej rękach. Nacisnęła kilkakrotnie i poczuła jak ożyły oba sutki, stając się twarde i sprężyste. Z własnego doświadczenia wiedziała, że nie może je zbyt mocno pieścić, bo sprawi Marysi ból, a była przez nią już zawojowana. Marysia miała rację, były już jedną rodziną. Marysia otwarcie przyznała się, że kocha brata i jej siostrę uczuciem innym niż siostrzane czy rodzinne, a przecież ona broniła się przed tym rękami i nogami, szukając na gwałt miłości i przegrywając sama ze sobą. Paweł zawładnął również jej uczuciami i na nic zdały się jej ucieczki, czy odżegnywanie się od tej miłości. Po poznaniu Pawła i przeżyciu kilku czy kilkunastu orgazmów w czasie ich wspólnej 'zabawy', żaden poznany później przez nią chłopak, nie dorastał mu do pięt i chociaż Paweł nie okazywał wyraźnie, że coś do niej czuje, była od niego uzależniona. A teraz jeszcze ta młodziutka dziewczyna, jego siostra, niewiele młodsza od niej czy Pawła. Pieściła ją jak zawodowa, płatna kochanka, o których gdzieś czy coś tam słyszała, że takowe są czy funkcjonują, ale nawet do głowy jej nie przyszło, że tak młoda jak Marysia dziewczyna może tak pieścić i doprowadzić ją do takiej eksplozji doznań, że nawet najlepszy dotychczasowy seks z chłopakiem, nie wywołał w niej takiego uniesienia i przyjemności. Wiedziała z własnych przeżyć i doświadczenia, że partner w zabawie erotycznej musi mocno chcieć i starać się, czyli dać z siebie wszystko, aby dziewczyna osiągnęła taki stopień doznań, jaki otrzymała za przyczyną Marysi. Marysia ma po prostu talent i to 'coś' w sobie wyssane z mlekiem matki, że jak już się czegoś podejmuje, to stara się to robić właściwie i skutecznie, wkładając w to cały zapał i serce. Po wysnuciu takich wniosków, nie pozostało jej już nic innego, jak tylko starać się 'dać' Marysi podobny orgazm, jak ona jej. Trzymając kuleczki jej piersi w swoich dłoniach, lekkimi muśnięciami palców wodziła po drobnych brodaweczkach, otaczających jej sterczące sutki, żywo reagujące na jej dotyk czy drażnienie. Marysia zaczęła coraz szybciej i mocniej oddychać, sygnalizując Zuzie, że reaguję na nią więcej niż pozytywnie. Pochyliła się wiec bardziej i objęła ustami jej sutki, ssąc, liżąc i drażniąc jej kuleczki językiem, gładząc przy tym jej ciało delikatnymi muśnięciami dłoni, od piersi poczynając i przesuwając się w dół jej ciała. Kiedy dotknęła dłonią jej pokrytego miękkimi, lekko poskręcanymi, jasnymi włoskami wzgórka, Marysia zadrżała, wypychając ku górze biodra. Zuza przeciągnęła leciutko palcami po jej wilgotnym już sromie, a następnie zagłębiła palce, rozgarniając fałdki wewnętrznych warg sromowych. Marysia już nie tylko dyszała, ale monotonnie pojękiwała, jakby 'śpiewając' swoją pieśń w tak ruchów jej palców. Zuza wzmocniła nacisk i szybkość 'gry' palcami, po czym przesunęła się ustami po jej ciele, wywołując podrygiwania ciała Marysi, kiedy dotykała czułego na dotyk punktu. Marysia zaczęła dochodzić, sygnalizując to coraz szybszymi ruchami swoich ud i bioder. Kiedy Zuza polizała delikatnie, wyłaniającą się spod 'kapturka' nabrzmiałą główkę łechtaczki, a następnie objęła ją ustami, zaczynając ssać i podszczypywać wargami czy przygryzać zębami, usłyszała głośniejszy jęk czy westchnienie. Marysia zwarła uda i znieruchomiała, tylko leciutkie drżenie jej ciała, sygnalizowało, że 'odleciała' do własnej krainy szczęśliwości. Zuza zaprzestała jakichkolwiek ruchów w jej cipce, obejmując tylko ustami lekko drżącą główkę łechtaczki. Po chwili Marysia wróciła na ziemię i usiadła, sięgając rękami do głowy Zuzy. Spojrzały sobie w oczy i Marysia z promiennym uśmiechem ujęła głowę Zuzy w dłonie, całując ją z uczuciem w podziękowaniu za doznania.  
- Jesteś super dziewczyną Zuzo! Pozwoliłaś mi przeżyć coś pięknego! Dziękuję - powiedziała całując skrawek po skrawku buzię Zuzy, która odwzajemniała jej pocałunki.
- To teraz już wiemy, że kiedy nie będziemy miały na kogo liczyć, zawsze będziemy mogły liczyć na siebie - podsumowała ich 'zabawę' Zuza.  
- A ja Marysiu miewam czasami nieraz solidne dołki, żeby nie powiedzieć doły, tak że będę wiedziała do kogo się zwrócić - dodała z uśmiechem Zuza, wyciskając na ustach Marysi soczystego całusa.
- Wiesz, co jest najciekawsze w tym wszystkim? Nasze myśli krążą chyba koło tego samego faceta. A co? Jak szczerość, to szczerość. Ty bez zastanowienia otworzyłaś się przede mną, więc ja też nie mam zamiaru mieć przed tobą tajemnic. Chyba skazane jesteśmy na to, aby stać się przyjaciółkami, więc niech to będzie jak przypieczętowanie tego paktu - to mówiąc, obdarowała ponownie Marysię mocnym całusem, a potem równie mocnymi pocałunkami obdarowała każdą z jej kuleczek, pępek i cipkę. Marysia zrewanżowała jej się tym samym. Oznaczało to mniej więcej to, że nie tylko stały się szwagierkami, ale również najlepszymi przyjaciółkami, o czym miał zaświadczyć zawarty pomiędzy nimi ten 'pakt' przyjaźni.    
- Teraz wypada zrobić toaletę, a następnie uzupełnić kalorie, które tak czy inaczej zużyłyśmy, między innymi na zawarcie tego swoistego 'paktu' przyjaźni - powiedziała na zakończenie wyluzowana i radosna Zuza. Zrobiły więc szybką toaletę, po czym ogarnęły trochę pokój Zuzy, zostawiając jaki taki porządek, który dość rzadko gościł w jej panieńskim pokoju, jeżeli nie przyjmowała w nim gości. Założyły lekkie, przewiewne ciuszki i pojawiły się w mieszkaniu Bożeny, mamy Zuzy i Ani. Weszły do kuchni i przywitały się z Anią oraz Pawłem, którzy kończyli właśnie śniadanie. Ania widząc nowych 'głodomorów', bo Paweł też zachowywał się, jakby nie jadł przynajmniej z tydzień, tak że ledwo nastarczyła robić mu kanapki, które 'wrzucał' w siebie, jak do odkurzacza, podniosła się i zamierzała robić śniadanie również dla nich, ale obie dziewczyny fuknęły na nią, że są już duże i nie musi im matkować czy przygotowywać śniadania, bo stać je na to, żeby zrobić to sobie same. Ania słysząc te słowa od Zuzy, popatrzyła na nią uważnym spojrzeniem, bo dotychczas nigdy nie zdarzyło się, żeby siostra nie skorzystała z jej czy mamy 'usług', kiedy któraś była w tym czasie w kuchni. Mogła więc przypuszczać, że to Marysia wywiera na Zuzę taki zbawienny wpływ, bo przecież już kilka razy zwróciła Ani uwagę, że jest już dużą dziewczyną, która potrafi zadbać o siebie. Ania nie komentowała więc i nie ciągnęła tego tematu dalej. Usiadła ponownie i dokończyła śniadanie. A dziewczyny tymczasem zrobiły przegląd szafek i lodówki, głośno zastanawiając się, na co ewentualnie miałyby chęć i po uzgodnieniu doszły do wniosku, że przygotują sobie podobne kanapki oraz napoje, jakie spożywali Ania z Pawłem. Po śniadaniu Paweł zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami wyruszył na postój taksówek, aby sprowadzić taksówkę dla rodziców i brata z bratową. Tymczasem do kuchni wmeldowała się w szlafroku pani domu i po przywitaniu się z córkami oraz Marysią, widząc z jakim apetytem wcinają kanapki Zuza i Marysia, usiadła przy stole i poprosiła o przygotowanie odpowiedniej porcji również dla niej. Ania, która skończyła swoje śniadanie, zabrała się wiec za przygotowanie śniadania dla mamy. Paweł, który wrócił dość szybko z postoju taksówek, zastał więc w kuchni całą czwórkę bliskich sobie osób, żeby nie powiedzieć adoratorek, w tym przede wszystkim swoją żonę Anię. Przywitał się z Bożeną, która nie omieszkała na oczach córek i Marysi pocałować go w usta w sposób daleki od buziaka teściowej. Tak jej córki jak i Marysia były już przyzwyczajone do tego rodzaju powitania pomiędzy Bożeną i jej zięciem, więc nie budziło to ich zdziwienia czy szoku.  
- Taksówka będzie za półgodziny, idę więc powiedzieć naszym gościom, żeby byli gotowi - powiedział, kiedy zdołał oderwać się od Bożeny i zamierzał udać się na drugą stronę domu.  
- Zaraz, zaraz! A my nie moglibyśmy pojechać z nimi razem na wieś? Stasia przecież nas zapraszała, mamy piękny, słoneczny dzień, w sam raz na wycieczkę, a wy co o tym myślicie?- zwróciła się Bożena do wszystkich obecnych w kuchni osób.  
- Mamo, chyba nie za bardzo wypada zwalać się im na głowę, kiedy jeszcze są tutaj i pewnie Stasia nie byłaby zbyt szczęśliwa, że zamiast odpocząć, miałaby na głowie nas, jako gości? - Ania próbowała wyjaśnić mamie, że wycieczka na wieś nie jest chyba dobrym pomysłem.
- A dlaczego nie? To dobry pomysł - usłyszeli naraz głos pani Stasi, która pojawiła się w międzyczasie jak duch w kuchni i słyszała słowa Bożeny.  
- Bożenka ma rację, jest piękna pogoda, ciepło, w sam raz na wycieczkę na wieś. Tak że nie przyjmuję odmowy. Zabieracie się z nami i już - stwierdziła kategorycznie pani Stasia.
- Jak zabieramy się z wami? Najpierw muszę podjechać po samochód do garażu. A po was za pól godziny podjedzie taksówka, żeby was podwieźć na dworzec - oświadczyła Ania.  
- Nie pojadą na żaden dworzec. Ja im zafunduję taksówkę do domu i pojedziemy wszyscy razem - Bożena nabrała ochoty na wycieczkę i postawiła sprawę jasno, stawiając jednocześnie Anię w nieciekawej sytuacji.  
- Żadnego fundowania nie będzie. Sami zapłacimy za kurs taksówkarzowi - postawiła się pani Stasia.  
- Dajcie spokój! My z Pawłem zapłacimy za taksówkę. Przepraszam Stasiu, że sama tego nie zaproponowałam - oświadczyła Ania, która źle poczuła się po słowach najpierw mamy, a później Stasi.  
- To ty daj sobie spokój! Dość się wykosztowałaś, płacąc za wszystko. My też nie wypadliśmy kurze spod ogona, a Paweł jest naszym synem, więc chyba wypada nam choć w małej części partycypować w kosztach wesela naszego syna - nie ustępowała mama Pawła.
- To samo można powiedzieć o mnie, więc proszę, pozwólcie mi mieć jakąś cząstkę udziału w tej całej imprezie, tym bardziej, że to ja wywołałam całą sprawę - Bożena prawie płaczliwym tonem ponowiła swoją prośbę o pokrycie kosztów taksówki.
- A więc dobrze! Masz rację mamo! To ty wywołałaś problem i ty za karę pokryjesz tego koszty - oświadczyła Ania żartobliwym tonem, ucinając tym samym temat pokrycia kosztów taksówki i zobaczyła, jak po jej słowach buzia mamy wypogodziła się.  
- Podjadę więc po samochód taksówką i razem pojedziemy do was - zakończyła temat wycieczki na wieś.  
- Ja jadę z tobą Aniu! - oświadczyła po jej słowach Marysia.
- Tak bardzo stęskniłaś się za mną jako bratową czy za Anią przyjaciółką? - zażartowała Ania, słysząc deklarację Marysi, bo i jej samej było miło, że Marysia chce jej towarzyszyć.  
- A jak sądzisz? - Marysia nie pozostała jej dłużna, bo dobrze wiedziała, jaki wpływ wywiera na Anię. Wymieniły się spojrzeniami, rozumiejąc się już bez słów. Do mamy Marysi też dotarło, że praktycznie jej więzi z Marysią jako córką są dużo luźniejsze niż więzi łączące Marysię z Anią i Pawłem. Widziała po córce, że jest naprawdę szczęśliwa, więc mimo, że było jej nieco przykro z tego powodu, życzyła jej jak najlepiej jako kochająca matka, tym bardziej, że Marysia okazywała jej obecnie nawet cieplejsze uczucia niż poprzednio, kiedy była z nimi. Niedługo potem przed domem pojawiła się taksówka, więc Ania z Marysia wsiadły i udały się do garażu Ani. Wyprowadziła samochód z garażu i razem z taksówką podjechała przed dom rodzinny. Przed wyjazdem pani Stasia przypomniała przede wszystkim paniom czy dziewczynom, że jadą na wieś i ze względu na upalny dzień, mogą zabrać ze sobą kostiumy czy ciuchy do opalania, chociaż nie jest to obowiązkowe, bo tak ogród jak i sad jest odgrodzony od sąsiednich domostw dość wysokim żywopłotem, który pozwala na wiele, a nawet na opalanie się nago. Zebrali się więc i w dwa samochody ruszyli do rodzinnej miejscowości Pawła. Do samochodu Ani wsiadły pani Bożena, Zuza i Marysia oraz Paweł, który ustąpił miejsca z przodu obok Ani teściowej, która nawet próbowała się od tego wzbraniać, bo chciała siedzieć z tyłu wraz z Pawłem i Zuzą czy Marysią, ale w końcu Ania przywołała mamę do porządku grożąc, że ją zostawi. Paweł usiadł więc z tyłu w środku, pomiędzy Zuzą i Marysią, chociaż początkowo chciał usiąść z tyłu, ale z boku, na co nie godziła ani Marysia ani Zuza. Do taksówki wsiadła rodzina Pawła, z przodu pan Stanisław, a z tyłu pani Stasia, Adam i Władzia. Po dojechaniu na miejsce Pani Bożena uregulowała należność za kurs ze sporą nadpłatą, tak że taksówkarz był super zadowolony z okazji, jaka mu się przytrafiła, bo przecież był to dzień świąteczny, więc i kwota za kurs poza Kraków była nie mała. Kiedy wszyscy razem pojawili się w domu, mama Władzi, która zajmowała się wnuczką, odetchnęła z ulgą i zadowoleniem.
- Dobrze, że wróciliście, bo Jancia przeszła samą siebie - powiedziała, niesamowicie przejęta i sfrustrowana.
- To nie była opieka, to była wręcz katorga. Gdyby to było moje dziecko, to na pewno długo nie siedziałaby na swoim tyłku - dodała, ale zamilkła pod spojrzeniem Władzi, swojej córki.
- Wiem mamo i znam dobrze twoje metody wychowawcze, dlatego Jancia tak bardzo cię 'lubi', że jak wybieramy się do ciebie, to płacze i wrzeszczy tak, jakby ją ktoś obdzierał ze skóry - odpowiedziała z żalem swojej mamie.  
- Myślałam, że zmieniłaś się! Sama wiesz, jaką byłaś mamą, bo poznałam to osobiście i to na własnej skórze, sądziłam więc, że jak każda babcia, będziesz dla Janci lepszą babcią niż matką dla mnie, ale ty im jesteś starsza, tym stajesz się bardziej upierdliwa, zwłaszcza dla Janci, twojej jedynej wnuczki. Uosabiasz w swojej osobie to wszystko, co w bajkach dla dzieci uosabia zła 'czarownica' - dodała i zobaczyła jak jej mama 'zagotowała' na jej słowa oraz zmieniła się na twarzy.  
- Wypisz, wymaluj, tylko miotła lub łopata do pieca chlebowego do ręki - pomyślała w duchu, bo oburzenie i złość malujące się na twarzy jej mamy skojarzyły się jej z bajkami o Jasiu i Małgosi oraz z wyobrażeniami wyglądu Baby Jagi.
- Dobrze, nie mówmy już o tym! To już ostatni raz mamo, że zmuszona byłaś opiekować się naszą córką, a twoją wnuczką. A teraz dziękuję ci za to za siebie i Adama. Już nigdy więcej nie narazimy cię, żeby taki 'potwór' w osobie twojej wnuczki zakłócał ci twoje nadzwyczaj 'spokojne, ułożone życie' - podsumowała Władzia wypowiedź swoją i swojej mamy.  
     Tymczasem, obok pełnej frustracji i rozgoryczenia reakcji jej babci, była też wielka radość Janci z ich powrotu, ale poprzedzona najpierw wielkim płaczem, wręcz krzykiem oraz rozżaleniem czy pretensjami małej, że zostawili ją w domu z surową, niezbyt kochaną babcią, kiedy jej stryjcio miał taką wielką uroczystość. Uspokoiła się i udobruchała dopiero wtedy, kiedy otrzymała w prezencie od Ani, już jako stryjenki piękną sukienkę, może trochę przydługą, ale kupowaną właśnie z myślą o tym, żeby szybko z niej nie wyrosła oraz piękną, mówiącą lalę, co prawda po angielsku, ale płaczącą czy śmiejącą się już we wszystkich znanych 'językach', a do tego trochę różnych ciuszków do jej przebierania. Pani Stasia zgodnie z przewidywaniami zajęła się przygotowaniami do obiadu, w czym pomoc zadeklarowała również Władzia, jej synowa, ale pani Stasia wręcz ją pogoniła, że ona da sobie radę sama, a Władzia niech zajmie się gośćmi. Odwróciła się przy tym i popatrzyła wokoło, upewniając się, czy ktoś oprócz Władzi nie będzie jej słyszał.  
- Załóż na siebie ten ładny opalacz, który dostałaś od Adama i zobacz, jak będzie na ciebie reagował Paweł. Próbuj go oswajać ze swoimi kształtami, bo wiem przecież, że mu się podobasz, a nigdy nie widział cię w majtkach czy samym biustonoszu. Może ci się przy tym przecież coś tam gdzieś obsunąć czy odsunąć. Zresztą nie mam zamiaru uczyć cię, jak się oswaja chłopa. Pamiętaj, że kropla wody drąży skałę - powiedziała cicho do Władzi, która słysząc jej słowa, popatrzyła głęboko i z wdzięcznością swojej teściowej w oczy.  
- Wiem mamo i dziękuję. Zawsze wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć - powiedziała wesoło, i poszła do siebie, zostawiając Jancię z babcią, która za swoją wnuczką świata nie widziała, w przeciwieństwie do drugiej babci. Jancia odpłacała jej tym samym z całą szczerością, ufnością i spontanicznością uczuć dziecka, które doskonale wyczuwa przez kogo i kiedy jest kochane, a przez kogo nie. Natomiast pan Stanisław wraz z Adamem zajęli się gospodarstwem i zwierzętami. Zaczęło robić się upalnie, więc panie i dziewczyny zamieniły swoje ciuchy na opalacze, które zabrały ze sobą, a Paweł ściągnął mundur, pozostając w podkoszulku i spodenkach. Ania nic nie mówiąc, podeszła do niego i ściągnęła z niego podkoszulek.
- Tak jest ci bardziej do twarzy! - powiedziała z rozbrajającym uśmiechem do męża.
- Lubię cię oglądać bez niczego i dobrze o tym wiesz, ale że nie jesteśmy sami, więc nie będę zdzierać z ciebie spodenek - dodała żartobliwie i lekkim muśnięciem dotknęła przez spodenki jego 'sprzętu'. Momentalnie zareagował na słowa i dotyk żony, co natychmiast zauważyła.
- Wiesz, gdzie pójdziemy, prawda? Pomyśl więc, gdzie będziemy mogli być tylko we dwoje, no może nie do końca we dwoje, ale najwyżej w trójkę - zaznaczyła, uprzedzając Pawła o czym będzie myśleć i marzyć na łonie natury i to w jego rodzinnych stronach.  
     Zuza z Marysią przebrały się w pokoju Marysi, a Bożena w sypialni gospodarzy. Władzia natomiast założyła bardzo piękny, twarzowy kostium plażowy, który wkrótce po ślubie kupił jej Adam. Ponieważ jej sylwetka niewiele zmieniła się od tamtego czasu, zerknęła w lustro u siebie w przedpokoju i była zadowolona z wyglądu. Mogła się podobać. Dorodne piersi uwypuklone przez dopasowany biustonosz, zgrabna sylwetka, płaski brzuch, ładnie zaokrąglone biodra, smukłe, długie nogi i urocza buzia tworzyły obraz ładnej, młodej kobiety. - No Pawełku! Pilnuj się, ale i tak ci to nie pomoże! Dasz mi i trochę przyjemności i dzidziusia, za zgodą twojej pięknej żony, albo i bez jej zgody - takie i podobne myśli pojawiły się w głowie jego bratowej. Kiedy Ania w towarzystwie Pawła, Zuzy i Marysi pojawiły się z drugiej strony domu, w pobliżu wejścia do mieszkania Władzi i Adama, Władzia zobaczyła je przez okno i wyszła przed dom, dołączając do nich z kocem pod pachą. Widząc, że nie ma z nimi pani Bożeny, spojrzała pytającym wzrokiem na Anię, która domyśliła się, o co chodzi Władzi.
- Tak, jesteśmy bez mamy - powiedziała Ania.
- Mama nie lubi tłoku, a poza tym odpowiada jej towarzystwo Stasi, więc pozostała z nią - odpowiedziała na nieme zapytanie Władzi.  
     I miała rację, bo jej mama faktycznie zasmakowała w towarzystwie nowo poznanej teściowej Ani, pani Stanisławy i wolała towarzyszyć jej w kuchni niż młodzieży na świeżym powietrzu, tym bardziej, że tak jak powiedziała Ania, nie lubiła tłoku. Pani Stasia co prawda proponowała jej leżenie w cieniu w sadzie, w pobliżu domu, ale stanęło na tym, że pozostała ze Stasią i Jancią w kuchni. Jancia bawiąc się nową lalką, co chwilę podbiegała do ukochanej babci i przytulała się, jakby chciała odreagować czas spędzony z tą drugą, nie lubianą przez siebie babcią.  
     Zerkała też ciekawie w stronę Bożeny i widać było, że chętnie nawiązałaby i z tą panią bliższy kontakt. Pani Stasia zauważyła, że tylko nieśmiałość nie pozwala małej zbliżyć się bardziej do Bożeny, bo bawiła się nową lalką, ale nieustannie zerkała w stronę nieznanej pani.
- Janciu, widzę, że chcesz przywitać się z panią Bożeną, tak? - zapytała wnuczkę. Na jej słowa mała podbiegła do niej i wtuliła się w jej spódnicę.
- To jest mama twojej stryjenki Ani. Chodź, przywitasz się i dasz buziaczka pani Bożenie - to mówiąc podeszła wraz z Jancią do Bożeny. Bożena wyciągnęła rękę i Jancia nieśmiało podała jej swoją.  
- A teraz dasz buziaczka? - zagadała do małej. Pokiwała główką i podeszła do Bożeny, która pochyliła i pocałowała ją w policzek. Jancia ponownie odwróciła się i na chwilę schowała się za babcię, ale potem zdecydowanie podeszła do lalki i trzymając ją w ręku, przybliżyła się do Bożeny.  
- Chcesz mi pokazać lalę i mam ją wziąć, tak? - Bożena ciepłym głosem odezwała się do małej. Jancia pokiwała głową, więc Bożena wzięła lalkę i zaczęła zachwycać się lalką oraz ubiorami. Kontakt Janci z nieznaną panią został nawiązany, a nieśmiałość małej przełamana.
     W tym samym czasie, po dołączeniu Władzi do Ani z Pawłem i ich sióstr, całe towarzystwo ruszyło do 'zakątka zakochanych' pod lipą zlokalizowanego pośród łanu zboża. Na przedzie szły jak dwie nierozłączki Marysia z Zuzą, a za nimi Ania z Pawłem i Władzią, która podobnie jak Ania wsunęła rękę pod pachę Pawła, a pod pachą drugiej ręki trzymając koc oraz płócienną torbę z butelką wody z sokiem. Przeszli przez sad i ogród, dochodząc do wąskiej ścieżki, prowadzącej w głąb łanu zboża. Przeszli nią w okolice słupa wysokiego napięcia i rozłożystej lipy, rzucającej rozległy cień na przycięty pod nią trawnik, zapraszający do odpoczynku. Rozłożyli koce i usiedli w cieniu lipy. Zuza, podobnie jak Ania podczas pierwszego pobytu w tym miejscu, była mile zaskoczona urokiem zakątka.
- Nie sądziłam, że latem może być tak pięknie na wsi. I ten sad z ogrodem a także to miejsce to jest coś niepowtarzalnego. Można tylko pozazdrościć wam, że na co dzień mieszkacie w tak fajnym miejscu - Zuza wyraziła swój pogląd o mieszkaniu i życiu na wsi, szczególnie w porze wiosenno - letniej, zachwycając się niejako walorami życia w symbiozie z przyrodą.  
- A można wiedzieć, do kogo adresujesz tę swoją zazdrość Zuzo? - Zuza zmieszała się lekko, słysząc pytanie Ani.
- Ja tak ogólnie i bezosobowo! A właściwie to do pani Władzi - odparła ze śmiechem Zuza.
- Nie pani, a Władzia, a tak do końca, to nie masz na co narzekać Zuzo. Pewnie, wiosna, lato to na wsi piękny okres jeżeli chodzi o przyrodę, ale również okres ciężkiej pracy dla tych, którzy żyją tylko z efektów tej pracy, które już tak pięknie nie wyglądają - Władzia wyraziła swoją opinię o mieszkaniu i pracy na wsi, częściowo jako odpowiedź dla Zuzy. Ania tymczasem coś rozważała, obrzucając co rusz spojrzeniami Władzię i Pawła.
- Dziewczyny, wy sobie tu poleżcie, a my z Władzią i Pawłem przejdziemy się trochę po okolicy i porozmawiamy - zwróciła się do Marysi i Zuzy, wymieniając przy okazji spojrzenia z mężem i Władzią. Marysia co prawda chętnie by do nich dołączyła, ale nie chciała zostawiać samej Zuzy, bo ich relacje znacznie się ożywiły po wspólnie spędzonej nocy. Ania ruszyła więc w kierunku sadu, a Władzia z Pawłem za nią. Kiedy weszli do sadu Ania zatrzymała się i poczekała na nich.
- Władziu, czy to o czym rozmawiałyśmy, zostało w jakiś sposób załatwione, czy pozostało do rozwiązania? - zwróciła się do szwagierki wprost. Władzia zarumieniła się z zażenowania, bo nie spodziewała się, że Ania poruszy ten temat przy Pawle i to w tak bezkompromisowy sposób. Paweł domyślając się, co ma na myśli i o czym mówi Ania, też zaciekawiony, spojrzał najpierw na żonę, a potem na bratową.  
- Jeżeli masz na myśli to, co mówiłam na temat drugiego dziecka, to nic się nie zmieniło - Władzia dostrajając się do Ani, odwzajemniła się jej bezpośredniością wypowiedzi.
- Czyli pozostało na tym, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, żeby to Paweł spłodził z tobą to dziecko, tak? - Ania podtrzymała swoją konwencję wypowiedzi wprost, bez owijania w bawełnę.  
- Władziu, przepraszam cię, że poprzednio rozmawiałam z tobą na ten temat dość obcesowo, nie wnikając czy nie wczuwając się bardziej w to, co mówiłam. Dlatego chciałabym to w jakiś sposób naprawić i omówić wspólnie tak z tobą jak i z Pawłem. Pawle, wiesz o czym mówimy? - zwróciła się nagle do Pawła, uświadamiając sobie, że próbuje rozwiązać coś, co istotnie dotyczy jej męża, ale tak jakby koło niego, nie włączając go w sprawę.
- Oczywiście, ale myślałem, że obgadałyście to ze sobą i sprawa jest nieaktualna - odparł Paweł.
- Właśnie, że nie! Rozmawiałyśmy i Władzia przedstawiła mi problem, a ja, nawet nie wiem dlaczego, zbyłam ją i zaproponowałam, żeby przespała się z twoim tatą i że będzie to, to samo co z tobą. Ale nie będzie i uświadomiłam to sobie dopiero później. Ty i Adam jesteście braćmi, to samo pokolenie i biologicznie nosicie w sobie podobne cechy, natomiast wasz ojciec w samej rzeczy różni się od was. Byłby ojcem i dziadkiem równocześnie i kiedyś to dziecko mogłoby się o tym dowiedzieć. Do tego Adam, który byłby ojcem dla tego dziecka, byłby też dla niego bratem. Nie do przyjęcia. Na coś takiego żadnego dziecka nie powinno się narażać czy skazywać. Dlatego faktycznie pozostaje tylko jedno; to ty będziesz ojcem tego dziecka, biologicznym oczywiście, bo faktycznym będzie Adam, a ja tego nie będę uważała za zdradę. Władzie jest miłą, fajną kobietą, a poza tym znacie się już dłużej i myślę, że znajdziecie wspólny język i dogadacie się. A tak poza tym, jeżeli nie będzie to wam przeszkadzać, to mogłabym czasem uczestniczyć w waszej 'zabawie', o..., przepraszam, w płodzeniu dziecka. A wy co o tym myślicie? - Ania zakończyła swój wywód w swoim stylu i nieco żartobliwie. Władzia słysząc słowa Ani, zaniemówiła przez chwilę. Podeszła do Ani i z załzawionymi oczami, objęła ją i przytuliła mocno.
- Jednak nie pomyliłam się co do ciebie! Jesteś dobrym człowiekiem Aniu i prawdziwą przyjaciółką. Dobrze, że mamy cię już w naszej rodzinie. Inna by psy na mnie wieszała, a ty... Eee… szkoda mówić. Kocham cię Aniu! Kocham was oboje i też cieszę się, że jestem członkiem tej rodziny - Władzia ze wzruszeniem i niemal z egzaltacją wypowiedziała swoją opinię o Ani, a także o rodzinie Pawła.
- Dobrze, pierwszą część czyli rozmowę mamy za sobą! Teraz pomyślmy o 'poznaniu' się naszych ciał. Szkoda Władziu, że zostawiłaś koc pod lipą, po moglibyśmy pójść do tego zagajnika, na granicy waszego pola, co o tym myślicie? - Ania przedstawiła im propozycję nie do odrzucenia.
- Z kocem nie ma problemu, bo mogę podejść do domu i wziąć drugi - oświadczyła Władzia.  
- Wiem, jest tylko jedno ale, co z dziewczynami? Przecież zaraz zaczną nas szukać, jak nie wrócimy do nich. Szczególnie Marysia, bo widziałam po niej, że nie za bardzo chciała zgodzić się na nasze oddalenie. Chyba tylko to ją zatrzymało, że nie chciała zostawiać Zuzy samej - Ania przedstawiła problem jaki pojawił się w związku z ich siostrami.
- A co się stanie, jak powiemy im o wszystkim? - Paweł postawił sprawę jasno, uznając, że bez sensu jest ukrywanie sprawy przed dwoma bliskimi w sumie osobami.
- Czyli co? Mamy im powiedzieć, że będziesz bzykał się z Władzią, w celu jej zapłodnienia? - Ania z uśmiechem dostroiła się do jego sposobu myślenia.
- A ty Władziu co o tym myślisz? Widzisz w tym jakiś problem? - Paweł wprost zwrócił się do Władzi, która pewnych rzeczy domyślała się, ale pewności na pewno nie miała.
- Jeżeli wam to nie przeszkadza, to i mnie tym bardziej - odparła bez zastanowienia.  
- Marysia mnie lubi, więc na pewno nie będzie miała nic przeciw temu, że będziesz współżył ze mną w zastępstwie Adama, aby mnie zapłodnić - oświadczyła bez zażenowania.
- To Zuzą też nie musimy przejmować się, bo tym bardziej to zrozumie, jak będzie wiedzieć co jest grane - podsumowała Ania temat dopuszczenia ich sióstr do samoistnie stworzonej przez nich rodzinnej 'tajemnicy'.
- Idziemy wiec do nich i pierwsze co zrobimy to zaproponujemy rozebranie się do 'rosołu'. Zobaczymy jak zareagują, a później przedstawimy im problem i zapytamy je o zdanie - powiedziała Ania, przedstawiając sposób rozwiązania problemu w iście salomonowym stylu.
Ruszyli wiec ponownie w stronę zakątka pod lipą, gdzie zostawili Marysię i Zuzę. Ania idąc jako pierwsza, usłyszała naraz odgłosy pojękiwania, mruczenia i mlaskania. Zatrzymała się.
- Słyszycie to samo co ja? - zapytała cicho, wesołym głosem. Dochodzące odgłosy pieszczących się Zuzy i Marysi nasilały się.
- A my przejmujemy się, że biedne dziewczątka nudzą się, czekając na nas - Ania z trudem powstrzymywała się przed wybuchem śmiechem.
- Co robimy? Czekamy aż skończą, czy idziemy po koc, a potem do tego zagajnika? - zapytała.  
- Dajmy im spokój! Niech się bawią! Przynajmniej wiemy, że nie nudzą się i nie czekają na nas - powiedziała i nie słysząc odzewu ani od Pawła ani od Władzi, dała znak do odwrotu.  
Wrócili więc do sadu, a Władzia prawie biegiem pobiegła do domu po drugi koc. Wróciła i we trójkę wyruszyli w stronę zagajnika. Kiedy minęli granicę pola, wypatrzyli ocienione miejsce nadające się na 'legowisko'. Rozłożyli koc i obie panie bez skrępowania zrzuciły opalacze, prezentując Pawłowi swoje kształty. Ponieważ natychmiast zareagował, więc odwrócił się na brzuch. Ale nic mu to nie dało.
- To my nago, a ty w spodenkach? Ściągaj te gacie i pokaż Władzi czym dysponujesz! - fuknęła na niego Ania, która też chciała pochwalić się Władzi, czym dysponuje jej mąż.
- Nie będzie przecież kupować kota w worku! - dodała ze śmiechem, widząc, że krępuje się Władzi. Paweł zarumienił się jak panienka, ale przemógł się i posłuchał Ani. Ściągnął spodenki i uwolnił kutasa, sterczącego już w gotowości i rozglądającego się za ich cipkami. Zobaczył jak bratowa łakomie na niego patrzy. Wymieniła spojrzenie z Anią i kiedy ta kiwnęła głową, podeszła do leżącego Pawła. Drżąc na całym ciele, usiadła obok niego
- Pawełku, mogę? - zapytała i nie czekając na jego zgodę, ujęła go trzęsącą się ze wzruszenia czy podniecenia ręką. Westchnęła głęboko, bo dawno nie trzymała takiego pokaźnego i do tego sztywnego kutasa w ręku. Prawie roztrzęsła się z wrażenia. Nie wytrzymała. Nic nie mówiąc, okraczyła go i kucnęła, a potem patrząc mu w oczy, ponownie ujęła kutasa w rękę, przeciągnęła po mokrym już od 'soków' sromie i rozgarniając wewnętrzne fałdki, wcisnęła delikatnie główkę kutasa w siebie. Westchnęła i jęknęła z niejaką ulgą, przysiadając i wprowadzając go w siebie. Ania patrząc z jaką delikatnością i pożądaniem zachowuje się Władzia wobec Pawła, prawie rozczuliła się, wyobrażając sobie, co czuje Władzia mając kutasa Pawła w sobie. Podeszła i usiadła obok Władzi. Widziała jak napięte z podniecenia są jej piersi. Położyła na nich dłoń i lekkimi muśnięciami zaczęła pieścić półkule, brodawki oraz sutki. Władzia odpowiedziała jej spojrzeniem pełnym wdzięczności, zaczynając coraz mocniej dyszeć, stękać i pojękiwać, pracując przy tym tyłkiem i biodrami. W końcu wsparła się na rękach, pochyliła się i mocno przyspieszyła ruchy tyłka oraz bioder. Paweł pochwycił jej dorodne piersi, które wprawiane w ruch, kołysały się miarowo przed jego oczami. Ania natomiast przesunęła jedną rękę na pośladki Władzi, poklepując czy podszczypując na przemian to jednego to drugiego, a drugą objęła owłosiony wzgórek, gładząc czy drażniąc jej łechtaczkę. Tego Władzia już nie wytrzymała. W pewnej chwili głośno westchnęła i opadła na Pawła, rozpłaszczając cycki na jego torsie, dysząc czy wręcz ciężko sapiąc z wysiłku, od którego zdążyła się już odzwyczaić. Paweł czuł jak mocno przeżywa orgazm, który ją ogarnął. Był mocno podniecony, bo Władzia dość szczelnie obejmowała jego kutasa swoim 'futeralikiem', ale chciał zaspokoić przede wszystkim bratową, której taki właśnie seks był potrzebny jak rybie woda.  
Kiedy doszła do siebie, poczuła, że kutas Pawła jest w niej nadal.
- No szwagierku, w ten sposób to ty mnie chyba nie zapłodnisz! Ale dałeś mi coś, co bardzo mi brakowało w obecnym życiu i jestem za to tak tobie, jak i Ani niesamowicie wdzięczna - wyrzuciła z siebie z humorem, ale również z nie ukrywanym wzruszeniem.  
- A teraz nie będę nadużywać twojej formy i odstępuję cię twojej prawowitej żonie - po czym pocałowała Pawła, dziękując mu za orgazm i wdzięcznym ruchem zsunęła się z niego.  
- Jest twój Aniu w przenośni i w rzeczywistości - powiedziała i również Ani podziękowała całusem za to, że pozwoliła Pawłowi na seks z nią.
- Mogłaś go wykorzystać do końca, bo Paweł tak już ma, że panuje w jakiś tam sposób nad swoim ciałem, ale ponieważ nie zrobiłaś tego, to trudno by było nie skorzystać z okazji - to mówiąc Ania bez słowa dosiadła Pawła, 'nasmarowanego' dość obficie 'sokami' bratowej i podobnie jak Władzia rozpoczęła jazdę na całego. A Władzia też przysiadła obok niej i zaczęła w rewanżu pieścić z wyczuciem jej piersi. Paweł mając je obie przed sobą, nie ukrywał zachwytu czy podniecenia, które wzbudzały w nim ich obnażone, ponętne ciała, kształty i kobiece powaby. A miał co podziwiać. Obie podobnego wzrostu, szczupłe, wysmukłe, mające czym 'oddychać', ciemne blondynki, z fryzurami dopasowanymi do kształtu twarzy. Ania ładniejsza, ale Władzia nieco młodsza, w sumie obie urocze. …cdn…

12 336 czyt.
100%605
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 6796 słów i 35798 znaków, zaktualizował 2 maj 2018. Tagi: #erotyka #wyjazd #na #wieś #rozmowa #seks

5 komentarzy

 
  • PoProstuJa

    PoProstuJa · 6 maj 2018 · 381258551

    Marza mi się odwiedziny cioci Marysi, bliźniaczek i marty na kilka tyg i przygoda Pawła i Ani z bliźniaczkami i Marta

  • PoProstuJa

    PoProstuJa · 1 maj 2018 · 211927080

    Kurde Czm te nowe części pojawiają się tak rzadko

  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 · 30 kwi 2018

    Fantastyczne 👏 nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy,czekam aż powiedzą dziewczynom, zaczną się wspólnie opalać,a dalej niech ich fantazja poniesie i spontaniczność 😃miłych dni majowych czekam na kolejne części, ta była perfekcyjna 😘

  • Makka-Pakka

    Makka-Pakka · 30 kwi 2018 · 211629732

    Kontynuuj Waść. Cudnie. Jeszcze jakby siostra wpadła z bratem przez przypadek ... ehh marzy mi się ...

  • emeryt

    emeryt · 29 kwi 2018 · 202081569

    @franek42, nic dodać, nic ująć. Piękna pogoda, również za oknem. Odcinek wspaniały. Oby tak dalej. Pozdrowienia i udanej majówki.