"Boję się ... kiedy to zrozumiesz? " Cz.70

,,Szukamy siebie zawsze nie tam, gdzie trzeba:  
  Przeszłość, przyszłość.
  A ucieka nam piękno... czego?
  Teraz trzeba to zmienić, szybko.
  Nie raz dajemy się dobijać opiniom,
  Bierzemy je za rzeczywistość naszą.
  Bo nie wiemy, że je można ominąć
  I żyjemy tak we wszystko włażąc.
  Samoocena upaprana od stóp do głów,
  Stoi przywiązana do cudzych słów.
  Ile może to trwać, po grób?
  Ile lat snuć się można jak trup?
  Każdy z nas jest własnym guru,
  Sami przysparzamy sobie masę bólu.
  Czas otworzyć tę bramę na środku muru
  I obudzić to światło w duchu.  
  Bez miłości i szacunku do siebie
  Zostaniemy ofiarami, które szykują pętle.
  Na co? Na same siebie,
  Ale wierzę, że drzwi dobrych dni nigdy nie są zamknięte...,,




Patrzyłem na dziecko i na żonę. Gardło mi się ścisnęło. Nie wiedziałem co mam robić. To było straszne. Nie mogę stracić dziecka. Dlaczego to akurat on nie oddycha. Zrobił bym wszystko, żeby tylko zaczerpną powietrza i zaczął płakać. Nicole złapała mnie mocno za rękę. Spojrzałem na nią, a ona zaczęła zamykać oczy. Już się przestraszyłem, że coś się stało, ale zaraz otwarła oczy i powiedziała.
-Tom tak bardzo cię kocham. Nie zostawiaj mnie więcej, Moje dzieci, gdzie one są? - zaczęła coś bełkotać. Spojrzałem na nią przerażony, już chciałem zapytać lekarza dlaczego tak jest, ale wyprzedził moje pytanie i powiedział, że jest otępiona po znieczuleniu. Tuliłem nie oddychające, zimne dziecko do piersi. Nadal nie oddychał. Zdjąłem z siebie bluzkę i owinąłem go. Chciałem go ogrzać.  
-Dalej mały. Pokaż jaki jesteś silny. Nie zostawiaj nas. - Mówiłem do niego, a nagle poczułem jak poruszył rączką. Myślałem, że mi się to wydaje, ale już po sekundzie poczułem jak poruszył się mocniej. Jego ciało stawało się jaśniejsze. Nie było już takie sine. Nie wiedziałem co mam robić. -Mały! On żyje! - krzyknąłem i nagle obok mnie znalazło się trzech lekarzy. Zabrali mi małego z rąk i położyli go na łóżku. Moje serce załomotało. Nie chciałem, żeby to się powtórzyło. Podszedłem do Nicole, która tak jakby zaczęła odzyskiwać świadomość. Spojrzała na mnie i wyciągnęła rękę. Ale nic nie mówiła.  
-Przepraszamy teraz pana, ale musi pan opuścić sale. Proszę poczekać za drzwiami, nie może nam teraz pan przeszkadzać.
-Chcę zostać przy żonie.  
-Przykro mi musi pan wyjść. - powiedział do mnie lekarz, a ja wyszedłem z sali. Zamknąłem drzwi i trzasnąłem dłonią w stół. Stał tam mój lekarz, na którego nie zwróciłem uwagi.  
-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku. Dlaczego mój syn nie oddychał? Dlaczego lekarze tak szybko odpuścili? Jeśli teraz mu się coś stanie, albo mojej żonie, to zabije wszystkich!
-Czyli małemu wrócił oddech? Proszę się uspokoić, teraz będzie wszystko dobrze. Powinien pan wrócić do swojego pokoju. Zaraz będzie obchód lekarzy.  
-Nie będziesz mi mówił co powinienem robić! Zostaję tutaj.  
-Przeprowadzimy tylko kilka badań.
-Chyba cię pojebało! Dopiero miałem dziecko zimne jak lód, które na szczęście zaczęło oddychać, a ty mi pierdolisz o jakiś badaniach?! Chyba się nie słyszysz człowieku! Jak widać mi nic nie jest.  
-Dopiero co się wybudziłeś ze śpiączki. Też otarłeś się o śmierć. Lepiej żeby dzieci miały ojca. Takie jest moje zdanie. Przemyśl to. Jeśli przemyślisz to co powiedziałem, to siadaj na wózek. Teraz już i tak nie możesz być na sali. - powiedział lekarz. Ja spojrzałem na blok operacyjny i ze łzami w oczach po prostu usiadłem na wózku. Nie wiem jak to się stało, ale zmieniłem się nie do poznania. Z takiego zimnego skurwiela, na takiego mięczaka. Rodzina i ukochana osoba naprawdę wszystko zmienia. Zamyślony tą sytuacją co się wydarzyło przeszedłem przez wszystkie badania. Byłem cały roztrzęsiony. Nie wiem kiedy się podniosę po tym jak trzymałem moje dziecko które nie dawało znaków życia. To była chyba najgorsza chwila w moim życiu. Przypomniała mi się moja siostra Emily. To było to samo uczucie. Zimny człowiek, nie oddychający. Chwile które nie powinny się przytrafić. Po badaniach lekarze pozwolili mi iść do dzieciaków. Wyniki miałem dobrej jak na stan krytyczny z przed kilku godzin. Gdy szedłem do dzieci przypomniało mi się, że przyśniła mi się moja siostra. Mówiła coś o rodzinie i że odda mi trochę sił, abym mógł walczyć. Może to jakieś przekazanie. Tylko o co mam walczyć? Zastanawiałem się, ale nie  wpadło mi nic do głowy. Doszedłem do przytułku dla dzieciaków. Moje dwa szkraby siedziały na dywanie i bawiły się klockami. O czymś dyskutowali, ale nie słyszałem o czym. Podszedłem po cichu, żeby mnie nie słyszeli, ale jak zwykle musiałem nadepnąć na zabawkę i stracić równowagę. Oczywiście musiałem udawać, że robię specjalnie z siebie błazna. Dzieciaki widząc mnie po prostu się na mnie rzuciły i zaczęły opowiadać co się stało z mamusią. Poznałem całą historię. Dzieciaki naprawdę się postarały.
-To jak? Idziemy do mamusi?  
-Tak! - powiedzieli razem. Było widać, że bardzo chcieli ją zobaczyć.
-Muszę wam coś powiedzieć. Mamusia już nie potworka w brzuszku.  
-I to przez niego mamusia płakała i mówiła, że ją boli? - zapytała Wiki.
-Tak kochanie, ale już teraz jest dobrze. Teraz dzidziuś już będzie z nami. Tylko musicie wybrać my imię.  
-Będzie Christian albo Ana. - powiedział Damianek.
-Ło, skąd taka szybka decyzja?  
-Bo my wymyśliliśmy imionka bo mamusia nam kazała.Do braciszka albo siostrzyczki.- powiedziała Wiki.
-No dobrze. W takim razie będzie Christian, bo macie braciszka. A teraz cichutko pójdziemy odwiedzić mamusię. Tylko mamusię jeszcze trochę boli brzuszek i nie można się przytulać. Ok?  
-Ok. - powiedzieli razem i szliśmy przez korytarze szpitalne. Moje wyniki badań będą dopiero jutro, ale o dziwo nic mi nie jest. Lekarz wstępnie się zdziwił, że po takim wypadku wyszedłem bez szwanku. I co dziwne, że tak szybko wybudziłem się ze śpiączki i wstałem jak by nigdy nic się nie stało. Wydaje mi się, że to nie sprawili lekarze. To był cud jak samo jak nagłe uzdrowienie mojego synka. To było coś niezwykłego. Nawet lekarze stwierdzili, że już nie żyje, dlatego też przerwali akcje reanimacyjną. Nie wiem jak to się stało, ale jak by było inaczej, to pewnie mój stan psychiczny nie zniósł by tego i myślę, że źle by się to skończyło.
-Dzieciaki a powiedzcie mi kto został z Emily?  
-Została z wujkiem. - powiedział Damianek.
-Z jakiem wujkiem?  
-Tym od zastrzyków. - powiedziała Wiki, spojrzała na mnie i się skrzywiła.  
-Z wujkiem Mario?  
-Tak. Ten wujek jest groźny? - zapytała Wiki?
-Dlaczego miał by być groźny?
-Bo robi zastrzyki i ma tą straszną walizkę.
-Wujek nie jest straszny. On po prostu pomaga.  
-Ale nie ma tam trucizny? - spytał Damianek.
-Skąd wam to przyszło do głowy?  
-Bo jak mamusia spała to Wiki włączyła straszny film i tam był taki pan który miał taką walizkę jak wuja i jak dawał zastrzyk to były to takie złe zastrzyki, że już nikt się nie ruszał. - poskarżył się.  
-Po pierwsze kochani, to nie oglądamy takich filmów, a po drugie to są tylko takie sceny.  
-Jakie sceny? - pyta Wiki.
-No takie, że pan tylko udawał, że mu coś jest.  
-A ten pan też udaje? - Damianek pokazał w prawą stronę. Był tam jakiś facet cały w krwi ze szybką w barku. Aż zrobiło mi się niedobrze.  
-Tak kochanie. To tylko farba. Chodźcie szybko. Mamusia jest już niedaleko.  
-A czemu ten pan krzyczał?
-Bo nagrywali taki film.
-A dlaczego ten pan miał prawdziwe szkło? - zaczęło się. Na zmianę zadawali pytania. Raz Wiki raz Damianek i tego nie było końca. Już później nie miałem pojęcia jak mam im odpowiadać. I jeszcze musieliśmy poczekać dwie godziny, bo nie mogli nas wpuścić na sale. A dzieciaki nadal pytały o pana, który wyglądał jak zombie. Już się nie mogłem doczekać momentu w którym zmienią temat, ale ma nadzieję, że nie będą zadawać tyle pytań, a zwłaszcza Nicole, bo pewnie będzie wykończona. Zerknąłem do sali i zauważyłem, że lekarz Emanuel jeszcze przeprowadza jakieś badania. Miałem nadzieję, że już długo mu to nie zajmie...

***
Jak wam się podoba? Znalazłam czas więc napisałam. Poszłam za głosami z komentarzy i postanowiłam uzdrowić dziecko. :) Zapraszam do komentowania.
Zeus - Siewca
Pozdrawiam :*

3 067 czyt.
100%287
emilka38

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1580 słów i 8544 znaków

Komentarze (7)

 
  • Misiaa14

    Misiaa14 24 wrz 2016

    Oh kocham

  • kasztanka

    kasztanka 23 wrz 2016

    Super Tylko nie rozumiem, czemu mogl chodzic ze zlamanymi nogami?

  • Olifffka<3

    Olifffka<3 23 wrz 2016 ip:109196252

    Super

  • Czarodziejka

    Czarodziejka 23 wrz 2016

    Meeega Czekam na next'a

  • :)

    :) 23 wrz 2016 ip:10919968

    Super!!