Emigrantki 34

Emigrantki 34Miałyśmy wolne środowe popołudnie. Jeden dzień w tygodniu, kiedy nie pojawiał się żaden facet. Chciałam wykorzystać ten czas na poważną rozmowę z dziewczynami.  
     Tanie holenderskie wina, od jakich się uzależniałyśmy, przestawały nam smakować. Było to niepokojące, ale z drugiej strony dawało nadzieje, że nie skończymy jako alkoholiczki. Rozmowa miała być poważna, więc tak samo się do niej chciałam przygotować.  
     Zakupiłam w jednych z małych holenderskich marketów butelkę dobrej whisky. Zapłaciłam za nią nieco ponad pięćdziesiąt euro, co z jednej strony było ceną niebotyczną, ale z drugiej było niczym, w porównaniu do tego ile zarabiałyśmy.
Kiedy wróciłam z zakupów, dziewczyny z uznaniem skomentowały mój zakup.
     - Co to za okazja? Zapomniałyśmy o czymś? - zapytała Oliwka. Na jej twarzy można było dostrzec lekką konsternację, co w tym przypadku było na tyle rzadkie, że aż śmieszne.
     - Ostatnio pijemy bez okazji, więc nie rozumiem pytania - odparowałam.
     Olga zaniosła się śmiechem, ale widząc, że nie zrobiłam tego samego, szybko przybrała poważną minę.
     Dziewczyny spojrzały na siebie, a ja czułam się w obowiązku, aby uchylić rąbka tajemnicy. Paradoksalnie, zamiast je uspokoić, tylko je bardziej wystraszyłam.
     - Słuchajcie laski, chciałabym wam o czymś powiedzieć i uznałam, że powaga tematu wymaga odpowiednich środków.
Olga zrobiła się blada jak ściana, a Oliwka usiadła z wrażenia.
     - Nie, spokojnie. Nie jestem w ciąży. Głupia też nie jestem i gdyby tak było na pewno nie kupiłabym alkoholu - dodałam.
     - Boże, już myślałam - skomentowała Oliwka, łapiąc się w okolicach serca.
     Dziewczyny nie zdawały sobie sprawy, że temat właśnie tego dotyczył. Nie mogłam dłużej zachowywać dla siebie propozycji, jaką złożyła mi siostra Andrzeja. Uznałam, że muszę im o tym powiedzieć. Trzymanie tego w tajemnicy niszczyło mnie od środka psychicznie, no i było aktem nielojalności wobec nich.
     Olga przygotowała na kolacje swoje popisowe leczo. Oliwka dziobała po talerzu, tylko udając, że je. Opieprzyłam ją za to, grożąc, że nie dostanie whisky. Picie na głodny żołądek było samobójstwem. Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna od razu wszystko spałaszowała, niemal wylizując talerz. Ucieszyłam się z moich umiejętności perswazji, ale z drugiej strony było to trochę niepokojące. O ile ja zachowałam to dla siebie, to Olga głośno skomentowała początkową fazę alkoholizmu naszej koleżanki.
     - Ty nie jesteś lepsza - ucięłam od razu. - Ja zresztą też - dodałam, co zakończyło się tylko w jeden możliwy sposób.
     Kiedy już się pośmiałyśmy, zabrałyśmy się do mycia. Chyba pierwszy raz robiłyśmy to w całkowitej ciszy. W powietrzu dało się wyczuć atmosferę napięcia.
     W końcu nadeszła ta chwila. Dziewczyny czekały lekko zniecierpliwione. Ne dziwiłam się im. Nigdy nie rzucałam tekstów o poważnych rozmowach i nie zachowywałam się tak, jak teraz. Miały podstawy do niepokoju. Zapewne wyobrażały sobie, że złapałam jakiegoś syfa, albo chce wracać do Polski. Może myślały, że stało się coś podczas wizyty u Andrzeja? Z tym ostatnim miałyby rację, ale pewnie nie w takim sensie, jak miało to miejsce faktycznie.
     Nie miałyśmy na chacie odpowiedniego szkła, więc rozlałam do kubków. Już sam zapach poniekąd informował, że mamy do czynienia z czymś znacznie mocniejszym od tego, co do tej pory piłyśmy.
     - Mocne - rzuciła Oliwka i niemal natychmiast sięgnęła po butelkę z sokiem. Podobnie zrobiła Olga.
Nie chciałam kąśliwych komentarzy, więc także chwyciłam za butelkę wody niegazowanej, choć jej nie potrzebowałam.
     - No dobra. To teraz powiedz wreszcie, o co chodzi - powiedziała cichym, i niemal błagalnym tonem Olga.
     Pociągnęłam jeszcze jeden łyk i odstawiłam pusty kubek na ławę.
     - Siostra Andrzeja zaproponowała mi milion złotych za to, żebym zaszła w ciąże, urodziła mu dziecko i oddała jej na wychowanie - wyrzuciłam z siebie jednym tchem. Miałam nieodparte wrażenie, że gdybym przerwała w trakcie zabrakłoby mi odwagi na to, żeby dokończyć.
     Oliwka szybko pożałowała, że w czasie kiedy ja mówiłam, ona postanowiła się napić. Dziewczyna zakrztusiła się alkoholem.
     - Możesz to powtórzyć? - poprosiła, kiedy doszła do siebie.
     - Milion złotych? - dopytała niepewnym głosem Olga.
     Pokiwałam głową.
     - Tak naprawdę to może być trochę mniej, trochę więcej, w zależności od kursu. Propozycja dotyczyła dwustu tysięcy euro.
     Dziewczyny spojrzały na siebie, a Olga wstała od stołu. Podeszła do okna i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili wróciła. Nie miałam pojęcia, o co jej chodziło. Może chciała sprawdzić, że to nie jest tylko sen?
     - Rozumiem, że chcesz nas zapytać o zdanie? - zapytała Oliwka.
     Uśmiechnęłam się przyjacielsko. Moja kumpela miał rację, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że tak naprawdę to ja, i tylko ja muszę podjąć te cholerną decyzję.
     - Na początek proponuje wyjaśnić pewną kwestię - zakomunikowała Olga. - Siostra Andrzeja złożyła tę ofertę tobie i tylko tobie? Czy w grę wchodzi, że któraś z nas mogłaby to zrobić za ciebie? - zapytała, pokazując na siebie i Oliwkę.
     Oli spojrzała na nią z przerażeniem.  
     - Owszem zaproponowała mi, ale w sumie..
     Nie miałam pojęcia, do czego dokładnie zmierza Olga. Może ona chciała urodzić to dziecko i zarobić tę kasę? Ta myśl sprawiła, że poczułam lekką zazdrość, a jednocześnie ulgę. Takie rozwiązanie miałoby sens. Andrzej byłby szczęśliwy, a problem polegający na poradzeniu sobie z porzuceniem dziecka spadłby nie na mnie, a na moją kumpelę.
     - Jutro się z nią widzę, więc dopytam. A co? Byłabyś zainteresowana? - zapytałam, kierując niepewnie wzrok w stronę siedzącej naprzeciwko Olgi.
     - Nie wiem. Kasa wydaje się niebotyczna, ale...
     - A no właśnie. Gdyby nie te, „ale”.. - dokończyłam.
     Oliwka bez żadnych pytań i ceregieli rozlała do naszych kubków kolejną kolejkę.                     Alkohol wydawał się całkiem niezły, a jego moc z każdym łykiem zdawała się mniejsza. Najprawdopodobniej po prostu zaczynałyśmy się upijać i przestawałyśmy czuć to, co na początku.
     - Wrócę do mojej poprzedniej myśli - zaczęła Olga. - Propozycje dostałaś od siostry klienta, którego poznałaś dzięki naszemu biznesowi, więc zastanawiam się nad tym, czy ta kasa ewentualnie nie powinna...
     - No chyba kpisz - skomentowała Oliwka nie pozwalając jej dokończyć.-Chcesz, żeby Ola dzieliła się z nami?
     Olga ściągnęła brwi i pokiwała głową.
     Wszystkiego bym się spodziewała po tej rozmowie, ale takiego przebiegu nigdy bym nie przewidziała. Najwyraźniej słabo znałam Olgę. Wkurwiła mnie tym podejściem. Nie chodziło o to, że chce na mnie zarobić, ale o to, że skupiała się wyłącznie na kasie, zamiast na sednie problemu.
     - Nie no to jest przegięcie stara - dodała Oliwka i nalała sobie kolejną porcję.
Ze zdziwieniem obserwowałam jak tym razem wlała wszystko w siebie bez najmniejszej przepitki i skrzywienia.  
     - To jest w końcu nasz wspólny biznes i.. - urwała Olga na dźwięk kubka, który Oliwka niemal rzuciła na stół.  
     - Tak! To jest nasz wspólny biznes, ale Ola generuje największe przychody. Zapomniałaś, ile zapłacił bogaty typ, który potem ją zgwałcił? Albo ile płaci kaleka? Ona po jednej wizycie wkłada do puszki tyle ile my po całym dniu albo jeszcze więcej.  
     - No ale tak się umówiłyśmy i nie mam za to do was pretensji - wyjaśniłam.  
     Chciałam jak najszybciej wrócić do właściwej dyskusji. Niestety dziewczyny dopiero się rozkręcały.
     Kłótnia zaczęła się na dobre. Olga uważała, że nie zmienia się zasad w trakcie gry. Oliwka z kolei twierdziła, że to zupełnie inne zadanie i inna skala. W tym się z nią zgadzałam.
     Butelka szybko się opróżniła i obie dziewczyny chyba w ramach prób pogodzenia się poszły szukać czegoś w zapasach wina.
Nie byłam zainteresowana dalszym piciem, a na szczerą rozmowę i uzyskanie jakiejś sensownej porady nie było już szans.
Miałam dosyć ich kłótni. Bez słowa wyszłam z domu.
     Udałam się w kierunku morza. Po chwili byłam na miejscu.
     Woda tego wieczoru była wzburzona. Uwielbiałam taki obrazek. Wpatrywałam się w fale, które wzbijały się i opadały niemal jedna za drugą.  
     Mój telefon wibrował cały czas. Wiedziałam, że dzwonią zaniepokojone co ze mną, ale nie chciałam odbierać. Tego dnia przekonałam się, ile naprawdę warta jest nasza przyjaźń i co tak naprawdę się dla nich liczy. A może przesadzałam? Czy warto zapominać o kilkunastu latach spędzonych razem z powodu jednego nieporozumienia?
     Mimo wszystko zachowanie Olgi trochę mnie dobiło. Co się stało z tą dziewczyną? Czy naprawdę kasa stała się dla niej priorytetem? Jeszcze to pytanie na początku, czy ewentualnie ona nie mogłaby urodzić tego dziecka...
     Najwidoczniej sama chciała tyle zarobić, a kiedy zorientowała się, że ten numer raczej nie wyjdzie, chciała położyć rękę na moich pieniądzach.
Moich pieniądzach? To ja już uważam je za swoje? Czy to znaczy, że decyzja w moje głowie zapadła?
     Usiadłam na ławce przy niewielkiej promenadzie. Wiele bym oddała, żeby znaleźć się teraz w domu i przytulić do mamy. Potrzebowałam jej bliskości, ale na to nie mogłam teraz liczyć.
     Po kilku godzinach i setkach nieodebranych połączeń wyjęłam w kieszeni kurtki pięciozłotówkę. Natrafiłam na nią przypadkiem, kiedy chciałam ogrzać dłonie.  
Co ona tam robiła? Musiała zapodziać się jeszcze z ostatnich zakupów w Polsce.                  
      Wpatrywałam się w nią jak w wyrocznie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że dzięki niej mogę podjąć jedyną słuszną decyzję i dowiedzieć się, czego tak naprawdę chce.
     - No dobra Ola. Jak wypadnie orzeł zgadzasz się. Jak wypadnie reszka odmawiasz - powiedziałam sama do siebie.
     Podrzuciłam monetę w górę. Wypadł orzeł.  
     Poczułam smutek, strach i niepewność. Podświadomie chciałam, żeby wypadła reszka, a to znaczy, że nie chciałam rodzić tego dziecka.  
     Rzuciłam monetą po raz drugi. Uczucie szczęścia zalało mnie, kiedy wypadła reszka. Nie miałam już najmniejszych wątpliwości.
     Nabrałam głęboko tchu. Czułam ulgę. Jedna z najważniejszych decyzji w moim życiu została podjęta. Byłam z siebie dumna. Nie chodziło tylko o to, że wymyśliłam numer z monetą, choć kiedyś słyszałam już o tej metodzie. Byłam zadowolona, że sama uporałam się z tym problemem, choć jak pokazało życie, nie miałam innego wyjścia.  
     Całą noc spędziłam na tej ławeczce. Wiedziałam, że jutro będę nieprzytomna, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Chciałam dać dziewczynom nauczkę i oznajmić, że chce się wypisać z naszego interesu.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Helen57

    Bardzo fajne ciekawe.

  • Rafaello

    Zapraszam na moją stronę. Linka macie w opisie profilu