Emigrantki 24.

Emigrantki 24.Nie mogłam się doczekać kolejnej wizyty u Andrzeja. Jego siostra nie wzięła od nas numeru i ponownie zjawiła się w naszym domu. Zapłaciła kolejne pięćset euro za moją wizytę u jej niepełnosprawnego brata. Dziewczyny patrzyły przez chwilę z zazdrością, ale przecież nie było ku temu podstaw. Dzieliłyśmy się po równo, a to, że byłam trochę zgrabniejsza od nich to już nie moja wina. Sama nie wiem dlaczego, ale szperałam po internecie w poszukiwaniu informacji o tym, jak podchodzić i jak zaspokajać potrzeby takich osób. Okazało się, że w Czechach czy Holandii jest nawet zawód, który nazywa się asystentką seksualną. W Polsce zapewne byłoby to nie do przyjęcia. Takie panie nie są prostytutkami, ale w fachowy i profesjonalny sposób pozwalają niepełnosprawnym poznać ich ciało, seksualność, i uczą ich jak zaspokajać swoje potrzeby. Choć moja pierwsza wizyta przebiegła raczej jak wizyta prostytutki u klienta, to na drugą postanowiłam przygotować się i poprowadzić ją właśnie w tonie asystentki seksualnej.
Ostatnio ubrałam się wyzywająco, tym razem zdecydowałam się trochę stonować i zamiast na seksualność postawić na kobiecość.
Wiadome było, że najważniejszy jest stanik. Ostatnio poszłam na całość i założyłam najbardziej wyzywający, jaki miałam — czarną koronkę. Tym razem wybrałam biały, koronkowy, ale stonowany. Pamiętam, że podobny kupiła mi moja mama, kiedy zaczynałam dojrzewać. Wszystkie koleżanki w klasie takie nosiły. W tym wieku, kiedy jeszcze rodzice kupowali mnie i moim rówieśniczkom biustonosze w grę wchodziły tylko białe. Nasze mamy pewnie myślały, że to podkreśli naszą niewinność i czystość. W liceum, kiedy już sama decydowałam o sobie, zauważyłam, że koleżanki noszą kolorowe i bardziej fikuśne staniki. Sama taki sobie kupiłam. Kiedy zaczęli za mną uganiać się koledzy, chodziłam tylko w czarnych, które podobno najbardziej podniecają facetów. W każdym razie na wizytę u Andrzeja postanowiłam założyć biały. Chciałam pokazać mu w pewnym sensie swój charakter, a nie tylko ciało.
Na dół założyłam bezową spódnicę, a na górę białą bluzeczkę. Spojrzałam do lustra i nabrałam wątpliwości. Wyglądałam tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu, na maturze. Byłam kobieca, ale trochę sztywna. Nie wiedziałam, czy o to mi chodzi, ale wątpliwości minęły po jakimś czasie. Zabrałam torebkę i wyszłam. Tym razem z powodu spódnicy nie zdecydowałam się na jazdę na rowerze. Olga i Oliwka zapewne skomentowałyby mój ubiór, ale na szczęście nie było ich w domu. Wybrały się na jakiś spacer. Nie wiem, co je naszło, bo nigdy nie lubiły podróżować, a już na pewno nie pieszo, ale uznałam, że to ich sprawa. Przyjdą czasy, że ja będę się relaksować, a one będą zarabiać na nasz biznes.
Po dotarciu na miejsce przywitałam się z siostrą Andrzeja. Umówiłyśmy się, tak jak ostatnio, że zostanę u niego, dopóki ona nie wróci. Kobieta miała w tym czasie udać się na zakupy.
- Dzień dobry — powiedziałam, stając w progu mojego klienta. Właściwie to powinnam nazwać go podopiecznym, skoro postanowiłam zmienić podejście.
- Ciesze się, że nie zraziłaś się po pierwszej wizycie, i znów będzie mi dane rozkoszować się twoim towarzystwem — odpowiedział, po czym powoli, palcem, nacisnął odpowiedni guzik na panelu sterowania swoim wózkiem. Maszyna wykonała obrót i mógł mnie zobaczyć.
Mięśnie twarzy miał sprawne i uśmiech, jaki się na niej pojawił, dał mi sporo radości i satysfakcji. Skomplementował mój strój i powiedział, że ślicznie wyglądam. Było to może banalne, ale dla mnie miało spore znaczenie. Poczułam, że praca, jaką włożyłam w przygotowania do tego spotkania, nie poszła na marne.
- Na co ma pan dziś ochotę?
Mężczyzna spojrzał na mnie lubieżnie, ale nie odpowiedział. Podjechał ku swojemu łóżku i po kilku chwilach, dzięki specjalnej platformie, znajdował się już w pozycji leżącej.
- Dziś nie będzie tak łatwo, jak ostatnio — powiedział.
- Nie rozumiem.
- Ostatnio byłem napalony, bo dawno nie widziałem kobiety. Teraz jest inaczej. Od kilku dni źle się czuje, poza tym w moim wieku nie jestem już tak sprawny, jak na przykład twoi koledzy. Dziś musisz się postarać, podniecić mnie, żeby mój sprzęt zadziałał.
- To znaczy, że nie ma pan ochoty na seks? - zapytałam lekko zdezorientowana. Nie wiedziałam, po co jego siostra prosiła o wizytę. Myślałam, że mają one na celu rozładowanie zawartości jego moszny.
- Mam ochotę, ale po prostu mogę nie być tak sprawny w tamtych sprawach, jak ostatnio — powiedział lekko zażenowany tym, że musi mi to tłumaczyć.  
Pomyślałam, że jestem niezłą idiotką, skoro zmusiłam go do tłumaczenia mi tego. To na pewno było dla niego ogromnie upokarzające. Zaliczyłam wtopę, ale wiedziałam, że wszystko jest jeszcze do uratowania.
Zabrałam się za zdejmowanie jego spodni. Tym razem faktycznie miał tylko częściową erekcję. Ostatnio jego penis stał na baczność.
- To teraz, żeby było sprawiedliwie, pozwoli pan, że ja też się trochę rozbiorę. Gorąco tutaj strasznie.
Stanęłam nad nim i zaczęłam rozpinać swoje guziczki. Nachyliłam się, żeby miał możliwość patrzeć prosto na moje piersi, które powoli wyłaniały się zza bluzeczki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Korciło mnie, żeby spojrzeć na jego prącie i sprawdzić, czy erekcja się powiększyła, ale uznałam, że to byłoby niegrzeczne. To tak jakbym dodawała gazu i patrzyła na prędkościomierz w samochodzie. Skupiłam się na jego oczach. Widziałam w nich zadowolenie i radość z tego, na co patrzyły. Rozbierałam się powoli, starając się dać mu jak najwięcej satysfakcji.
- Jaki seks lubił pan najbardziej, zanim... - urwałam, nie wiedząc jakich słów użyć. Nie byłam pewna, czy wspominanie najbardziej traumatycznego wydarzenia w jego życiu podczas gry wstępnej było dobrym pomysłem.
- Zanim zostałem sparaliżowany?
- Tak — powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się nieznacznie.
- Doceniam twoje chęci, ale teraz to tylko wspomnienie. Lubiłem brać kobiety od tyłu.
Miał rację. Do tego potrzebne były sprawne nogi, o których teraz mógł już tylko pomarzyć.
- A teraz? Na co ma pan ochotę?
Tym razem na jego twarzy pojawił się o wiele większy uśmiech. Byłam przekonana, że czekał na to pytanie. Trafiłam w dziesiątkę. Nie chciał mówić o tym sam, ale liczył, że ja go o to zagadnę.  
- Biorąc pod uwagę to, że mogę skupiać się przede wszystkim na patrzeniu, i liczyć na twój dotyk powiem, że chciałbym całować twoje piersi, i rozkoszować się tym, jak ty zaspokajasz mnie oralnie.
Poczułam ulgę. Wiedziałam co mam robić. Zdjęłam delikatnie stanik i nachyliłam się nad nim. Oparłam ciężar swojego ciała na wezgłowiu i nachylałam się do momentu, aż poczułam na swoich brodawkach jego usta. Na początku był nieśmiały, może zaskoczony. Delikatnie muskał. Po chwili podgryzł mnie. Zabolało, ale nie chciałam mu o tym mówić i protestować. Lizał, ssał, całował. Napawał się ich widokiem i zapachem. Było to bardzo przyjemne. Nigdy nie należałam do kobiet o bardzo wrażliwych piersiach, a orgazm sutkowy był dla mnie mitem, ale tego dnia przeszło mi przez myśl, że być może byłam przez te wszystkie lata w błędzie. Moje ciało reagowało podnieceniem na jego zabawy. Piersi były, co jasne coraz bardziej nabrzmiałe, sutki stały na bajeczność, ale na dole także robiło się coraz wilgotniej. Gdyby nie to, że musiałam opierać ciężar ciała i sama się podtrzymywać zapewne włożyłabym rękę w swoją spódnicę i zrobiła to, czego on nie mógł.
Po około pół godziny delektowania się moim biustem przeszłam do drugiego aktu naszego spotkania. Jego penis osiągnął już maksymalny wzwód. Obawy, że nie osiągnie dziś pełnej gotowości, nie miały już racji bytu. Mogłam spokojnie go objąć i otoczyć swoimi wargami.
Nie spieszyłam się. Chciałam, żeby się delektował tym spotkaniem i dochodził powoli. Mechaniczny i szybki seks, byle tylko zrobić swoje i dąć mu ulgę w mosznie nie wchodził w grę. W przypadku niepełnosprawnych takie chwile zdarzają się rzadziej niż u sprawnych fizycznie i dlatego powinno się przeciągać chwilę szczytowania. Nie miałam w tym większego doświadczenia. Ostatnio starałam się jak najszybciej zaspokajać partnerów, zwłaszcza kiedy następni czekali w kolejce. Tym razem musiałam przestawić się mentalnie.
Po kilkunastu może kilkudziesięciu minutach zobaczyłam, jak z końcówki jego penisa zaczyna wydobywać się biały płyn. Przerwałam na chwile, spojrzałam na niego. Był uśmiechnięty, oczy miał zamknięte, a jego twarz była czerwona. Zbliżał się do orgazmu. Liznęłam ponownie, przerwałam. Poczekałam chwilę i zrobiłam to ponownie. Po kilkunastu takich ruchach zupełnie niespodziewanie wytrysnęło z niego nasienie. Nie spodziewałam się tak obfitej ejakulacji. Patrzyłam, jak sperma zalewa jego uda. Po ostatnim ruchu penisa i wyrzucie natychmiast przyssałam się do niego, i doprowadziłam do jeszcze jednego wyrzutu nasienia.  
- O cudownie — skomentował moje zachowanie. Te dwa słowa dały mi więcej satysfakcji niż wszystkie pieniądze, jakie do tej pory zarobiłam.
Wytarłam nasienie z jego ud i usiadłam na skraju łóżka. Czekałam, aż dojdzie do siebie. Otworzył oczy i od razy wlepił wzrok w moje piersi. Czułam, że lubi na nie patrzeć. Siedziałam tak ponad kwadrans, w którego trakcie obserwowałam jego zadowolenie.
- Dziękuje, że jesteś i robisz to dla mnie, ale mam wyrzuty, że ty sama nie masz z tego żadnej przyjemności. Starałem się ustami pobudzić cię, ale mam świadomość, że to nie wystarczy.
- Nie oczekuje od pana..
- Wiem Olu, ale czy mogłabyś teraz przy mnie zaspokoić samą siebie. Chce na to popatrzeć.
Podniósł łóżko tak, że znalazł się w pozycji niemal siedzącej.
Zajęłam miejsce na ławie na środku pokoju. Rozpięłam spódnice, a potem powoli zdjęłam majtki. Kiedy byłam już całkiem naga, rozłożyłam szeroko nogi tak, żeby moja cipka znalazła się na wysokości jego wzroku.
Byłam przygotowana. Doznania, jakich doświadczyłam podczas jego zabaw z moimi piersiami, jeszcze nie ustały. Włożyłam jeden, a potem dwa palce i zaczęłam się pieprzyć na jego oczach.
Myślałam, że nic z tego nie będzie i będę zmuszona dać pokaz swoich umiejętności aktorskich. Było inaczej. Z każdą chwilą czułam się coraz bardziej podniecona i po  dwudziestu minutach szczytowałam. Miewałam w życiu większe orgazmy, ale nie o mnie tu chodziło. Widziałam w jego oczach zadowolenie.
- Na dziś chyba skończymy. Moja siostra niebawem wróci.
Nie spieszyłam się z ubieraniem. Założyłam majtki, spódnice a na końcu, powoli stanik. Bluzeczkę zapinałam takim samym tempem, jak ją rozpinałam.
Po kilku chwilach wróciła jego siostra. Dałam jej znak, że skończyliśmy i może wejść. Widziałam w jej oczach łzy szczęścia, kiedy zobaczyła swojego zadowolonego, choć zapewne nieszczęśliwego brata. Cieszyłam się, że dzięki temu, iż zajęłam się tą profesją w Holandii, udało mi się kogoś uszczęśliwić. Było to poniekąd usprawiedliwienie dla tego, co robiłam.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Kolekcjoner

    Fajne, jeden drobiazg 3 linia od końca powinno być uszczęśliwić, a nie unieszczęśliwić. Poza tym czekam na realizację marzeń bohaterek.