Emigrantki. 1.

Emigrantki. 1.Kiedy ktoś mówił o szanowaniu pracy, to zawsze myślałam, że po prostu się leni. Dziś to słowo nabrało dla mnie nowego znaczenia. Od rana wszyscy na polu mówili o tym, że kwiaty się kończą i musimy szanować robotę, by zaliczyć jeszcze jutrzejszą dniówkę. Niestety nie do wszystkich to dotarło i nasz gospodarz, u którego aktualnie pracowaliśmy, oznajmił, że ostatni dzień tygodnia, i cały weekend mamy wolny. Nikt z nas nie przyjął tego z entuzjazmem. W Holandii w firmie, dla której pracujemy, płaci się za godzinę pracy. Nie ma pracy, nie ma pieniędzy! Co prawda moglibyśmy zostać skierowani do innego gospodarstwa, ale w końcu czerwca z pracą jest w tej branży krucho. Kończą się piwonie, a na tulipany trzeba czekać do połowy lipca.
Przyjechałyśmy tu we trójkę. Ja, czyli Olga, Ola i Oliwia. Trzy szalone zera, tak o nas mówili w liceum. Nie wiem, czy coś w tym jest, ale zawsze trzymamy się razem i kiedy Oliwia powiedziała, że po maturze robi rok przerwy i jedzie do Holandii, żeby zarobić na studia, to żadna z nas nie miała wątpliwości, żeby jechać z nią.  
Jesteśmy tu już dwa miesiące. Jak na razie nie narzekamy. Z pracą do tej pory było dobrze. Pracowałyśmy po siedem dni w tygodniu i w ciągu tygodnia zarabiałyśmy tyle, ile w Polsce zarabia się w miesiąc. Warunki mieszkaniowe też mamy całkiem niezłe. Trafiłyśmy na północ Holandii do zagłębia tulipanowego. Mieszkamy w wiosce, w dużym domu. Należy od do firmy, jaka pośredniczy między nami a gospodarzami, u których pracujemy. W porównaniu do baraków, w których mieszkają inni Polacy, którzy tu pracują to nasz dom, jest bardzo luksusowy.
Każda z nas odłożyła całkiem niezłą sumkę. Naszym celem było i jest zarobienie takiej góry mamony, żebyśmy spokojnie mogły rozpocząć nasze wymarzone studia medyczne. To ciężki kierunek i wszystkie mamy świadomość, że stabilizacja finansowa pozwoliłaby nam na skupienie się na nauce, a nie na zarabianiu na utrzymanie. Do tej pory wszystko szło zgodnie z planem.
Po zakończonej pracy wsiadłyśmy z innymi pracownikami do busa, jakim jeździliśmy do gospodarzy. Poza nami było tam jeszcze kilka facetów i dwie dziewczyny. Wszyscy mieszkali w innym domu w następnej miejscowości.
- A ja tam się cieszę, że mamy jutro wolne — powiedział kierowca.  
- Masz za dużo pieniędzy? - zapytał jego kolega siedzący obok na fotelu pasażera.
- Nie samą robotą człowiek żyje. Dzisiaj czwartek. Sklepy pootwierane do 21.00 i na czerwoną można skoczyć.
Wszyscy mężczyźni zaczęli się śmiać. Siedziałyśmy na końcu i nie miałyśmy pojęcia, z czego ten rechot. W Holandii w każdym mieście jest jeden dzień tygodnia, kiedy sklepy są pootwierane do 21.00. U nas faktycznie tym dniem był czwartek. Musieli więc śmiać się z tej tajemniczej „czerwonej”.
- O widzę, że nasze koleżanki nie wiedzą, o czym mowa — powiedział rozbawiony Pan Władzio. To miły pan po pięćdziesiątce. Chyba najstarszy z całej ekipy, ale bardzo sympatyczny.
- No nie za bardzo — powiedziała Oliwka, która bardzo lubiła Władzia.
- Już wyjaśniam drogie panie. Otóż czerwona ulica to taka specjalna ulica w naszym mieście, i nie tylko, gdzie panowie bardzo lubią chodzić. Chyba w każdym mieście w tym kraju jest taka ulica. W każdym budynku na parterze są bardzo duże okna z czerwonymi zasłonami. W tych oknach panie skąpo ubrane siedzą i zachęcają przechodniów do odwiedzin. Kiedy im się uda, to wówczas pan płaci pięćdziesiąt euro i...
- Dobra, bez szczegółów — powiedziała Iza, dziewczyna koło czterdziestki, która pracowała tu już kilka lat. Była bardzo religijna i pewnie dlatego zaprotestowała. Wiedziała, że zrozumiałyśmy sens wypowiedzi Władzia.
- Ale chłopie, o czym ty gadasz?- zapytał kierowca. -Przecież tobie w tym wieku to już zostało tylko popatrzeć. Skąd ty możesz wiedzieć co się w środku dzieje?
Cały bus zaczął się śmiać. Władziu także.
- No trzeba przyznać, że Holendrzy mieli racje z legalizacją prostytucji — wyraził swoją opinię Paweł. Był miłym i sympatycznym mężczyzną po trzydziestce. Skończył studia, ale nie mógł znaleźć nigdzie pracy.
- Szczerze mówiąc, to jest to jedna z niewielu przyjemności, jakie mi pozostały — kontynuował Władziu.- Jak jakaś ładna i seksownie ubrana dziewczyna, to choć nie idę zamoczyć, przepraszam za wyrażenie, to i tak czasem rzucam jej kilkadziesiąt euro. Kto wie, może przez to, że przy jej oknie już ktoś stoi straciła czasem jakiegoś klienta.
- No nie pierdol, że płacisz tylko za patrzenie — powiedział kolega kierowcy.
Cały samochód ponownie zarechotał.
- A nie lepiej by wam było znaleźć sobie kogoś na stałe? Nie mowie o związku, tylko o jakiejś koleżance, rodaczce, która pokaże, czy poliże od czasu do czasu, co tam chcecie?- zapytała Iza.
- No a znajdź taką, co by chciała iść na taki układ — powiedział, a zaraz potem kilku facetów westchnęło marzycielsko.
Sama nie wiem czemu, ale zwróciłam szczególną uwagę na ich reakcje.
- W ogóle to trochę głupie płacić obcym kobietom. Dziwie się, że Polki nie zaczęły jeszcze świadczyć podobnych usług. Przecież to lepiej dać naszej zarobić, i dogadać się łatwiej.
- Oj Władziu rozmarzyłeś się — skarcił starszego pana kierowca.
Bus zajechał na nasze podwórko. Wysiadłam i obserwowałam jak kilku facetów, czyli Władzio, kierowca i jego kolega patrzą na nas marzycielsko.  
- Nie idziesz do domu? Co się tak zapatrzyłaś? - zapytała Oliwka.
- Wiecie co dziewczyny — powiedziałam, podpierając łokcie o moje biodra.- Chyba wiem jak zarobić sporą kasę i przeżyć przygodę życia na tej naszej emigracji.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i przygodowe, użył 1056 słów i 5819 znaków, zaktualizował 10 cze o 22:48. Tagi: #młode #seks #emigracja #prostytucja #uwodzenie #pieniądze

1 komentarz

 
  • Qwertyuioop

    Bedziesz pisac dalej?

  • Rafaello

    @Qwertyuioop Będę. Jutro wrzucę drugą część.