Tylko za Tobą cz.30

Nie miałem pojęcia ile czasu przespałem, ale każda chwila poświęcona na ten cel dodawała mi sporo energii. Energii, która była mi teraz niezbędna do powrotu do życia, które właśnie rozpocząłem. Pomijając proces gojenia ran, którego nie mogłem ani przyspieszyć ani pominąć musiałem zbierać siły, żeby skupić się na rodzinie, na mojej nowej rodzinie, bo stara przestała istnieć po śmierci rodziców.

W ekstremalnych przypadkach można przeżyć bez wody maksymalnie do tygodnia. Ja piłem jakiś czas temu, ale czułem się właśnie jakbym od siedmiu dni nie pił. Suchość w ustach i wola sięgnięcia po butelkę wygrały ze zdrowym rozsądkiem. Upartość i zawziętość to cechy nie tylko gburów, ale też ludzi, którzy dzięki tym dwóm cechom osiągają sukces i realizują marzenia. A moim marzeniem teraz była, chociaż kropla wody a jak się uda to nawet kilka łyków. Wiedziałem, gdzie stoi butelka. Wyciągnąłem po nią rękę, ale mieliła tylko powietrze. Spiąłem mięśnie brzucha, który zaczął wrzeszczeć z bólu na razie gdzieś w otchłani mojego wnętrza.
– Jeszcze kilka centymetrów – starałem się odwrócić uwagę mózgu od bólu, który zaczął narastać lawinowo.
W końcu uniosłem plecy odrywając się od łóżka zwiększając pole widzenia. Butelka stała tak daleko, na samej krawędzi półki. To musiał być przypadek, że Ola postawiła ją poza zasięgiem mojej ręki. Brzuch pulsował szybko z niemalże precyzyjną regularnością jak zaprogramowany emanował bólem, co kilka milisekund. Wychyliłem się i w końcu sięgnąłem po złotego Graala. Z zamkniętymi oczami przełykałem łapczywie krystaliczną wodę, która była zimna jakby dopiero rozmroziła się z lodowca. Ta walka była warta każdej sekundy bólu, który wcale nie odpuścił, gdy wysiłek ustał. Dosłownie w momencie pociemniało mi w oczach i znów przyszedł sen, chyba sen.

Tym razem obudziło mnie miarowe pikanie aparatury. Otworzyłem oczy, z których mgła zniknęła niemalże natychmiastowo. Byłem sam, ale przynajmniej orientacyjnie wiedziałem, jaka jest pora. Zza uchylonego okna dało się słyszeć cykanie świerszczy a ruchu samochodów nie słyszałem wcale. Musiała być noc. Klepnąłem pościel po prawej stronie, ale jej nie było. Butelka z wodą zniknęła a ja tak bardzo chciałem się napić. Zerknąłem lekko w bok. Pilot leżał pod moją lewą ręką. Wcisnąłem przycisk.
Do pokoju weszła pielęgniarka, ale zanim zamknęła drzwi zobaczyłem twarz Oli.
– Ola – zaskrzeczałem ochryple.
– Coś się stało? – zapytała ruda pielęgniarka, która była akurat przeciwieństwem lekarza.  
Biała koszula uwydatniała jej spory biust równie dobrze jak opinająca jej dolną część pleców spódniczka. Oczywiście nie w moim interesie było dbanie o czyjąś formę, ale na pierwszy rzut oka mogła być trochę po pięćdziesiątce a w tym wieku przy tak widocznych, nadprogramowych kilogramach należy się spodziewać chorób, których konsekwencjami straszą nas kardiolodzy czy diabetolodzy.  
– Tak – znów wysiliłem się, ale to było niesłyszalne szepnięcie.
– Jeszcze raz – pochyliła się przykładając ucho do moich ust.
– Chętnie bym się napił.  
– Jest pan dobrze nawodniony przecież – skinęła głową na kroplówkę a mój wzrok podążył za nią.
– Mam sucho w ustach.
– Przejdzie.
– Kiedy?
– Bez obaw. Na pewno się pan nie odwodni.
– Wpuści pani moją dziewczynę?
– Lekarz kazał panu odpoczywać po tym wszystkim.
– Po czym?
– Nie pamięta pan?
Chciałem pokręcić głową, ale sztywny jak nieprane przez tydzień skarpety budowlańca kark nawet nie drgnął.
– Nie – szepnąłem.
– Rano na obchodzie lekarz wszystko panu wyjaśni.
Pielęgniarka uchyliła drzwi i znów ją zobaczyłem. Przez kilka sekund rozmawiały ze sobą.
– Nalegam, żeby pani ją wpuściła – długo się zbierałem, żeby powiedzieć to głośno i wyraźnie, ale nawet mój otępiały słuch załapał, że wyszło świetnie.
– Tylko kilka minut – pielęgniarka groźnie zastrzegła, że będzie odliczać czas.  
Może jeszcze klepsydrę postawi na szafce i będzie przychodzić, co kilka sekund, żeby sprawdzić czy piasek się przesypał.
– Hej – szept Oli był tak ciepły i tak wyraźny, że poczułem go nawet w niebolącym już brzuchu.
Nie zamknęła za sobą drzwi. Za jej plecami zobaczyłem Ninę i Kubę.
– Możemy wszyscy? – zapytała Ola.
– Jezu…jak się cieszę, że was widzę. Wchodźcie.
Nina niemalże podbiegła do mnie, natomiast Kuba nieco przestraszony wolnym krokiem zbliżył się do łóżka.
– Nie powinniście już spać? Która jest godzina?
– Pięć po pierwszej – Kuba zerknął na zegarek w telefonie.
– Zupełnie nie pamiętam, co się ze mną działo przez ostatnie godziny. Długo czekaliście?
– O osiemnastej zabrali cię na zabieg.  
– Jaki zabieg?
– Nic nie pamiętasz?
– Nie.
Próbowałem wrócić do chwili, kiedy to lodowata woda chłodziła moje gardło, ale dalej był już tylko czarny obraz.
– Wychodząc z łóżka po wodę naruszyłeś ranę. Trzeba było to zszyć jeszcze raz ze względu na krwawienie.  
– Nigdzie nie wychodziłem przecież…
– Znaleziono cię na podłodze. Obok leżała butelka po wodzie – wytłumaczyła Ola – Dlaczego nie użyłeś pilota?
– Nie chciałem nikomu zawracać głowy taką błahostką. Podniosłem się tylko, żeby chwycić butelkę. Musiałem widocznie spaść, gdy zasłabłem.
– Uparty jesteś.
Spojrzałem na dzieciaki, które wyglądały mi na zmęczone.  
– Siadajcie – wskazałem im miejsce na łóżku.
Ola zajęła miejsce na krześle. Choć było po północy nadal wyglądała świetnie. Nina i Kuba przyglądali mi się z zaciekawieniem. Mógłbym pokazać im ranę, ale nie byłem w stanie się ruszyć. Odniosłem wrażenie, że mogli mi dać jakieś leki zwiotczające mięśnie sądząc, że jestem zbyt porywczy a faktycznie cała ta sytuacja była niesamowitym zbiegiem różnych okoliczności.
– Chcesz się napić? – zaproponowała Ola.
– Bardzo – szepnąłem z trudem przełykając ślinę.
– Mogę ja? – Nina złapała za butelkę wody, którą mama wyjęła z torebki.
Zupełnie nie wiedziałem jak zareagować. W środku czułem spełnienie, że pomimo pory i zmęczenia wszyscy nadal tutaj są. Kuba wstał, gdy Nina odkręciła korek.
– Trzeba podnieść ci głowę, żebyś się nie zachłysnął.
Spojrzałem na Olę, której uśmiech zadowolenia z reakcji dzieci przeniósł się również na moje usta. Mrugnąłem do niej okiem. Kuba wsadził mi rękę pod głowę i delikatnie ją podniósł a Nina dała mi się napić. Te kilka łyków było niczym w porównaniu z tym jak się zachowały dzieciaki. To był coś, czego również nie chciałbym nigdy zapomnieć.
– Dziękuję – powiedziałem o niebo lepszym głosem.
– Proszę bardzo. Chorym trzeba pomagać – uśmiechnęła się dziewczynka.
Znów musiałem zerknąć na ich mamę. To czułe spojrzenie i błysk w oku świadczyły o niesamowitej dumie ze swoich pociech. Pomimo trudu wychowywania dzieci w pojedynkę stanęła na wysokości zadania bezsprzecznie wywiązując się rodzicielskich obowiązków.
– Wiesz już, kiedy wyjdziesz? – zapytał Kuba.
– Chciałbym nawet dzisiaj…
– Po czymś takim nie licz na to, przez co najmniej dwa tygodnie – Ola odpowiedziała za mnie.
– Będę gnębił lekarza każdego dnia. Przecież nie możemy przekładać meczu w nieskończoność.
Drzwi pokoju uchyliła pielęgniarka.
– Proszę już iść.  
– Jeszcze kilka minut – szepnąłem do niej.
– Tylko wyjątkowo doktor zgodził się na wizytę pana rodziny. Gdyby to był ktoś obcy i to o tej porze…
– Dobrze – Ola wstała z krzesła i zarzuciła torebkę na ramię.
Pielęgniarka zamknęła drzwi, żeby dać nam jeszcze chwilę.
– Mam pomysł.
– Jaki? – zapytała z zaciekawieniem Nina.
– Mama ma klucze do mojego mieszkania. Weźmiecie konsolę do siebie.
– Nie zgadzam się – protest Oli wyglądał groźnie, ale ona tak naprawdę w głębi serca miała tylko dobroć.
– Niech potrenują do czasu mojego powrotu – nalegałem.
– Tylko po godzinie dziennie – zadeklarował Kuba.
– Prosimy – szepnąłem.
Nastąpiła chwila wahania, ale jej westchnięcie oznaczało zgodę.
– Tylko na dwa tygodnie.
– Super! – wykrzyknęły dzieciaki jednocześnie.
– Macie wspaniałą mamę. Pamiętajcie, żeby nigdy nie dać powiedzieć na nią złego słowa.  
Oboje skinęli głowami. Ich twarze były takie uśmiechnięte pomimo późnej pory.
– Wyśpij się piękna – powiedziałem, gdy pochyliła się nade mną.
– Nie lubię długo spać, ale wzięłam urlop.
– Straciłaś jeden dzień.
– Po dzisiejszych wrażeniach jestem pewna, że to był dobry wybór.
– Tak?
– Bez dwóch zdań. Odpoczywaj – pocałowała mnie w czoło a potem w usta i wyszli oglądając się na mnie po raz ostatni.

dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i przygodowe, użył 1568 słów i 9041 znaków, zaktualizował 25 cze o 17:41. Tagi: #dziewczyna #chlopak #dzieci #rodzina #szpital

2 komentarze

 
  • shakadap

    Świetne opowiadanie. Bardzo dobre monologi.
    Przeczytałem całość jednym tchem.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • dreamer1897

    @shakadap Witaj. Niezmiernie mi miło, że pojawił się nowy czytelnik. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Również pozdrawiam i zapraszam do przeczytania kolejnych części :smile:

  • shakadap

    @dreamer1897 czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki.

  • AlexAthame

    Bardzo dobra cześć. Jesteś dokładny w opisach. Dzieci są wspaniałe, w równym stopniu co mama. Czy to nie śmieszne, że my faceci widzimy piersi i obcisłe biodra na sekundę przed śmiercią? Nie mówię, że Kacper patrzył na pielęgniarkę w sposób erotyczny, tylko stwierdzam fakt.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Dzięki bardzo. Staram się z każdym odcinkiem. W przypadku dzieci najwięcej właśnie zależy od rodziców. Dyscyplina musi być, ale powinna się równoważyć ze swobodą i zaufaniem, żeby zostały zachowane proporcje dotyczące właściwego wychowania.
    Może jeszcze nie jest na łożu śmierci, ale ciężko się z Tobą nie zgodzić. Prawa natury i emocje są nieuniknione czy to w szpitalu czy na cmentarzu :)