Tylko za Tobą cz.10

Dwadzieścia kilometrów do Torunia pokonałem w szokującym czasie trzydziestu minut. Ogrom tirów i jakiś niedzielny kierowca na czele kordonu w połączeniu z niekorzystnym przebiegiem krajowej piętnastki to dramat na skalę światową. Las, setki zakrętów i kilometry linii ciągłej skutecznie utrudniają już nawet nie wyprzedzanie, ale komfortową jazdę z dopuszczalną przez kodeks drogowy prędkością dziewięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Setki miliardów są dosłownie przejadane w tym kraju, gdy inwestycje drogowe niecierpiące zwłoki są przekładane z roku na rok stale pogłębiając koszmar podróżowania i transportu przy stale rosnącej liczbie aut na drogach.  

Zaparkowałem służbowe auto idealnie pomiędzy liniami i punktualnie o ósmej trzydzieści przekroczyłem portiernię zakładu. Na liście widniało tylko jedno niepodpisane jeszcze okienko. Złożyłem swój podpis i poszedłem do pokoju odpraw. Uprzedziłem wcześniej kierownika, że się spóźnię, ale punktualność i porządek panujący w firmie były kluczowe do zachowania ciągłości pracy a co za tym szło braku opóźnień w dotrzymywaniu terminów wykonywanych prac. W środku nie było nikogo, ale na miejscu, przy którym zazwyczaj siedziałem podczas odprawy leżała kartka z przydzielonymi mi zadaniami. Przeczytałem ją, złożyłem na cztery i schowałem do kieszeni dżinsów.

W szatni zostały już tylko dwie osoby. Tadek przechodzący za kilka miesięcy na emeryturę i Kuba jego przyszły następca. Wdrażanie nowego pracownika przez tego, który odchodził było moim zdaniem najlepszym sposobem na uzupełnianie kadry. Po samym Tadku nie było widać, że ciężko przepracował te czterdzieści lat, ale zawdzięczał to chyba genom. Ani jednego siwego włosa, wyprostowana i szczupła sylwetka. Poruszał się z gracją młodzieńca niekiedy gładząc swojego czarnego jak smoła wąsa. Był chodzącą encyklopedią w dziedzinie elektryki, elektroniki i mechaniki. Jego bogate doświadczenie majsterkowicza i zawodowca pełną gębą było niemalże mitycznym Graalem. Ludzie z wszystkich działów konsultowali z nim wszelkie zakupy czy nowe pomysły niezbędne do poprawy warunków i komfortu pracy. Sam dałbym już mu biurowe stanowisko za to jak nam wszystkim ułatwiał pracę swoimi przemyśleniami sugerowanymi tym wyżej w hierarchii firmy. Najgorsze było to, że jego celem był wyjazd z kraju na zasłużony odpoczynek. Utrata takiego eksperta to moim zdaniem dziura nie do załatania. Miał córkę w Monachium i z majątkiem, który zarobił podczas tych wszystkich lat zaplanował sobie ciekawe perspektywy życiowe. Wiele razy opowiadał jak będzie wydawał zaoszczędzone przez siebie pieniądze. Podziwiałem go za plany i za to, jakim był człowiekiem. Jego żona umarła po dziesięciu latach walki z nowotworem piersi i nie załamał się. Nie wpadł w nałóg i nadal w pracy dawał z siebie wszystko, często przychodząc zmęczonym i niewyspanym po długich nocach spędzonych w szpitalach. Schyłek swojego młodzieńczego życia miał już za sobą, podczas, gdy ja byłem jeszcze przed perspektywą kolejnych trzydziestu lat pracy. Z niego miałem zamiar czerpać większość wzorców, które miały uwarunkowywać moje życie. Pasja, niezłomność i brak nałogów to kluczowe cechy do utrzymania się na powierzchni tak niepewnych czasów, z którymi musi się mierzyć obecne pokolenie trzydzieści plus.

– Dzień dobry panie Tadku – podałem mu rękę a potem Kubie. I choć sam nalegał, że woli po imieniu, to wychowany przez rodziców wolałem zachować szacunek wobec starszych ode mnie ludzi.
– Warta grzechu była? – wyszczerzył swoje drobne białe zęby.  
Ten uśmiech też musiał go kosztować, ale był wart swojej ceny. Dodawał mu szyku i jednocześnie ujmował lat.  
– Po prostu pomogłem kobiecie w potrzebie. Skąd pan wie?
– Dzisiaj pracujemy razem, dlatego zostaliśmy, jako ostatni. Kierownik powiedział, że się spóźnisz.
– Dużo roboty macie?

Tadek zerknął na Kubę, który sięgnął po swoją kartkę z zadaniami. Ogólnie nowy mało się odzywał i jakby sam zupełnie nie wiedział, po co tutaj przychodzi. Mi też było trudno się odnaleźć na początku, ale miałem już za sobą dziesięć lat pracy, które zleciały mi tak szybko, że niemal sam odczuwam niekiedy chęć przejścia na emeryturę. Miałem dobrego mentora, który swoją drogą od pięciu lat spoczywa na jednym z toruńskich cmentarzy. Niepisaną tradycją były wizyty u tych, którzy odeszli z tego świata w rocznicę ich śmierci. I moim zdaniem to było też dobrym sposobem na zacieśnianie relacji między pracownikami. Tworzyły się swego rodzaju więzi poczucia odpowiedzialności za każdego, z którym przyszło współpracować. Nawet najsilniejszy i dobrze zbudowany facet miał w sobie tylko życie, którego kruchość weryfikowały skutki podjętych przez siebie złych decyzji i nieodpowiednich do istniejących warunków rozwiązań. Granica między życiem a śmiercią podczas pracy przy wysokich napięciach była ekstremalnie cienka.  

Na rozkładzie były trzy przełączenia linii średniego napięcia i wymiana kilku sterowników w punktach oświetleniowych na terenie jednej z pod toruńskich firm. Praca na wyłączonej linii z podpiętym awaryjnym zasilaniem dla odbiorców końcowych przy zachowaniu porządku i organizacji pracy była często powtarzającym się zadaniem, ale rutyna potrafi zabijać nawet tych najbardziej doświadczonych. Z uwagi na brak pozytywnego wyniku testów psychologicznych pana Tadka i niewielki staż Kuby za kółkiem to mi przypadła rola szofera. Ze względu na styk nachodzących na siebie obszarów działania współpracowaliśmy z trzema osobami z innej brygady. Znałem ich głównie z widzenia, ale dogadywaliśmy się odpowiednio.  

Ogólnie oddzielałem myślenie o domu i związkach z obowiązkami w pracy, ale po dzisiejszym poranku było zupełnie inaczej. Spojrzenie Oli nie wyrażało nic konkretnego. Żadnego błysku w oku ani zainteresowania a jednak przedstawiła się, choć nie ujawniając swojego nazwiska. W pewien sposób ułatwiłoby mi to poszukiwania informacji na jej temat, ale może miała jakiś powód, dla, którego tego nie zrobiła. Przyglądający mi się z boku Tadek swoim bystrym wzrokiem dostrzegł moje rozkojarzenie.

– Warta grzechy była? – powtórzył swoje pytanie z rana.
– Nie wiem – wzruszyłem ramionami.
– Nie zaiskrzyło?
– To była wymiana koła tylko.
– Tylko czy aż?
– Bo ja wiem?

Sam niczego konkretnego nie wyłapałem albo nie do końca zrozumiałem jej zachowanie. Każda kobieta to połączenie różnych cech i charakterów. Nie ma żadnego szablonu wedle, którego można by przypisać konkretne gesty czy znaki, jako wskazówki do podjęcia konkretnych działań. I każdy przyzna rację, że nie da się napisać instrukcji postępowania wobec kobiet. Nie starczyłoby ani tuszu ani kartek w drukarce.

– Chodzisz jakiś zamyślony.
– Ciężko nie myśleć w wieku trzech dych o swojej przyszłości. Pan już odlicza dni do zasłużonego wypoczynku.
– No odliczam – pogładził swój czarny wąs – Wszystko zależy od tego, czego oczekujesz od życia.
– Stabilizacji i uśmiechu, do którego będę wracał z tej pracy każdego dnia – powiedziałem nieco z przekąsem, ale jakaś tam idylliczna nadzieja się we mnie tliła.
– Czyli nie chcesz spędzić życia samemu.
– Samemu jakoś ciężko spędzać czas. Wszystko się dłuży i może nudzić się w dłuższej perspektywie czasu.
– Czyli warta była.
– Nie rozumiem.
– Gdyby to była tylko wymiana koła zapomniałbyś o tej sytuacji, ale wciąż o niej myślisz. Spróbuj, bo to może być ta jedyna. Ta, z którą spędzisz swoje lata młodości a jak dobrze pójdzie to i lata starości.

Jemu nie będzie dane spędzić swojej starości przy żonie. Może bliskość jego córki być może podobnej do matki w pewien sposób zrekompensuje mu stratę kobiety jego życia. Na pewno zasługiwał na to szczególnie, że nie znalazł sobie innej kobiety. Pewne obietnice i wartości nie odchodzą z osobą, której pewnego dnia zawierzyliśmy siebie na zawsze. Wierność i oddanie, którego we współczesnym świecie coraz mniej to cechy, których namiastkę coraz trudniej odnaleźć w osobach z, którymi pragnęlibyśmy iść przez życie.

– Spróbuję – obiecałem mu widząc w jego spojrzeniu troskę ojca, którego życiowe credo zabrała śmierć wraz z jego kobietą.

dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i przygodowe, użył 1490 słów i 8585 znaków. Tagi: #dziewczyna #chłopak #praca #życie

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Przypadkiem skończyłem szkołę ze specjalizacją maszyn i urządzeń elektrycznych powyżej 5k V i coś wiem o tej cienkiej granicy.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Granica błędu jest bardzo cienka. Przypadkiem skończyłeś taką szkołę? Ja od zawsze miałem zacięcie do elektroniki i dlatego wybrałem elektronikę.
    bardzo miło poznać kolegę prawie po fachu.
    :smile: