Tylko Ty cz. 1

Tylko Ty cz. 1- Nienawidzę Cie! - krzyknęła zdenerwowana Marcelina.  
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę sypialni. Marcelina to kobieta o bursztynowych oczach, nieskazitelnej cerze. Jej włosy miały odcień kasztanu, który wyglądał niesamowicie przy blasku słońca. Miała na sobie rozkloszowaną miętową sukienkę, która była idealnie dopasowana do jej figury. Małą kokardkę znajdującą się z przodu sukienki, do tego czarne szpilki. Delikatne loki opadające na ramiona świetnie komponowały się ze strojem.
Otworzyła drzwi i z impetem zamknęła je. Sama nie wiedziała, że ma tyle siły gdy się zdenerwuje.
Wyjęła z pod łóżka dużą walizkę i zaczęła wkładać do niej ubrania. Robiła to niedbale, wrzucała je, aby jak najszybciej opuścić to mieszkanie. Była strasznie zdenerwowana.  Dowiedziała się czegoś o osobie która podobno ją "kochała", a wyrządziła jej takie świństwo. Usłyszała otwierające się drzwi, nie musiała się oglądać, żeby wiedzieć kto wszedł do pokoju.  
W wejściu ukazał się wysoki, przystojny ciemnowłosy blondyn o jasno zielonych oczach. O tych samych oczach w których kiedyś od pierwszego wejrzenia zakochała się Marcela. Miał na sobie czarne spodnie od garnituru, które idealnie na nim leżały. Ciało opinała biała koszula, idealnie uwydatniała jego mięśnie.  
- Daj mi to wytłumaczyć. - powiedział, próbując zrobić krok do przodu.
- Nawet nie podchodź do mnie. - warknęła kobieta.  
Po tych słowach jeszcze szybciej spakowała to co znajdowało się w szafie o komodzie. Nie dlatego, że bała się, iż mężczyzna może jej coś zrobić. Tylko dlatego, iż nie chciała przebywać z nim dłużej w jednym pomieszczeniu. Poszła do łazienki i zaczęła zbierać potrzebne rzeczy. Wrzucała je  do kosmetyczki nie zważając na to czy coś się nie rozbiło. W tym momencie nie interesowało ją to zbytnio.
- Pozwól mi to wyjaśnić. - Ksawery złożył ręce jak do modlitwy i przyłożył do ust.
- Co chcesz mi wyjaśniać?! - krzyknęła - To, że podejrzewałeś mnie o zdradę? - wrzuciła kosmetyczkę do walizki - Czy może to, że sam mnie zdradziłeś ze swoją sekretarką i to niejednokrotnie. - zakpiła.
- Daj mi to wytłumaczyć do cholery. - uniósł głos.
- Mam gdzieś Twoje wyjaśnienia - zapięła walizkę - I Ciebie też. Teraz możesz do woli pieprzyć kogo chcesz i z kim chcesz - skierowała się do drzwi - Nie będziesz musiał się, poprawka nie będziecie musieli się już ukrywać. - próbowała wyjść, ale mężczyzna stanął jej na drodze.
- Kocham Cię - próbował dotknąć jej dłoni - Justyna to pomyłka, nie zależy mi na niej.
- Mam to gdzieś, przepuść mnie - próbowała panować nad gniewem - Głuchy jesteś?! Daj mi wyjść!
Nie czekając na odpowiedz przedarła się przez zaporę jaką stanowił Ksawery. Nie próbował jej przytrzymać. Kobieta podeszła do drzwi. Odstawiła na chwilę walizkę, aby wrócić do pokoju po swoją torbę. Przechodząc obok byłego partnera - bo chyba tak można go nazwać - nie zaszczyciła go wzrokiem. Po prostu zabrała swoją rzecz i sięgnęła po bagaż stojący w przedpokoju mieszkania. Zapałą ciężką walizkę i już chciała otwierać drzwi, gdy przypomniała sobie, że ma coś co nie należy do niej i już na pewno nie będzie jej potrzebne.
Otworzyła swoją małą, czarną torebkę i wyjęła z niej klucze. Podeszła do ciemnowłosego bruneta i wyciągnęła w jego stronę pęk kluczy. Jego oczy lekko się rozszerzyły ze zdziwienia. Nie miał pojęcia, że Marcelina mówi poważnie. Przecież już była jedna taka sytuacja, iż pokłócili się, a kobieta spakował się i opuściła na kilka dni ich wspólne mieszkanie. Oczywiście nie oddała wtedy kluczy. Bo po co? Przecież i tak pogodzili się niespełna trzy dni po " wyprowadzce". Tylko sęk w tym, iż to ona pierwsza przyszła do niego i zaczęła rozmowę.
Próbował ukryć swoje zdziwieni, dlatego szybko przybrał minę niewzruszonego całą zaistniałą sytuacją.  
Marcela patrzyła w jego oczy. Przypomniała sobie jak pierwszy raz w nie spojrzała. Poznali się w dość nietypowych okolicznościach. Ciemnowłosa była wtedy osiemnastoletnią dziewczyną, która przyjechała do Nowego Yorku, aby spełniać swoje marzenia. Chciała zostać profesjonalną fotografką. Jej rodzina nie do końca była przekonana co do tego pomysłu, jednak nie zniechęcali jej. Chcieli, aby była szczęśliwa. Wtedy poznała Ksawerego. Będąc w hotelu podeszła do recepcji, aby zameldować się w pokoju. Hotel który wybrała okazał się być zbyt drogi, nie przewidziała tego. Miała za mało pieniędzy, aby tam zostać. Nie było jej stać nawet na jedną noc w pięciogwiazdkowym hotelu.
Zabrała więc bagaż i wyszła przed budynek. Miała łzy w oczach, ale nie pozwoliła, aby chodź jedna pojawiła się na jej policzku. Zrezygnowana poszła więc przed siebie. Błąkała się po ulicach bez celu. Była w obcym mieście, nie miała przy sobie pieniędzy.  
Usiadła na ławce w parku i schowała twarz w dłoniach. Zaczęła płakać z bezsilności. Może to się wydawać głupie, ale nie miała pojęcia co zrobić. Była sama w obcym mieście, nie miała tu nikogo. Przypomniała sobie jak wiele razy kłóciła się z rodzicami o to, a żeby zgodzili się na wyjazd i pomogli jej na początku. W tym momencie nie powstrzymała łez i rozpłakała się na dobre.  
Było już ciemno i zimno, nie musiała się przejmować, że ktoś zobaczy ją jak płacze, a jednak tak się stało.
Poczuła jak jakaś postać siada obok niej na ławce, podniosła głowę i zobaczyła mężczyznę na oko starszego od może o trzy lata, o cudownym uśmiechu i hipnotyzujących oczach. Nie przejmowała się, że na całej twarzy ma rozmazany tusz. Odwzajemniła uśmiech, a raczej próbowała, ale wyszedł grymas.
Mężczyzna podał jej chusteczki i rzekł:
- Nie warto płakać, on nie jest wart Twoich łez. - szepnął cicho.
Dziewczyna zaśmiała się i wzięła paczkę chusteczek lekko muskając przy tym rękę nieznajomego. Szybko doprowadziła się do porządku, wyrzuciła czarną od tuszu ściereczkę i oddała resztę paczki.
- Zatrzymaj, może komuś innemu się przyda - uśmiechnął się subtelnie - Jestem Ksawery - podał jej rękę - A płacząca piękność to?
- Marcelina - uścisnęła ją - Nie żadna piękność.  
- Oczywiście, że piękność - zaśmiała się -  To jak dalej będziesz płakać przez mężczyznę który nie jest Ciebie wart, czy..- zawahał się - Zaczniesz się uśmiechać?
Dopiero teraz spostrzegła się, iż dalej trzyma rękę nieznajomego. Delikatnie wysunęła ją, puszczając przy tym dłoń nieznajomego. Oparła się wygodnie o ławkę i opowiedziała mu w czym rzecz. Słuchał uważnie, cały czas obserwując nieznajomą piękność. Dziewczyna nie wiedzieć dlaczego opowiedziała mu wszystko. Przecież nie znała go, a czuła, że może mu zaufać. On nie przerywał jej, ani też nie popędzał z opowieścią. Słuchał tak zwyczajnie, bez żadnych komentarzy na temat tego, co robi.
- Życie płata czasem figle - zaśmiał się - Możesz zamieszkać na jakiś czas u mnie. - spoważniał.
- Słucham? - zrobiła duże oczy.
- Dobrze słyszałaś, mam duże mieszkanie w którym mieszkam sam i nie mam się do kogo odezwać, więc możesz się zatrzymać u mnie - uśmiechnął się - Nie przyjmuję odmowy.
Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Przecież nie mogła się zgodzić od tak. Nie znała go w ogóle, ale zaryzykowała. Zamieszkali razem i zakochali się w sobie.
- Nie mówisz chyba poważnie. -  z zamyślenia wyrwał ją głos Ksawerego.
- Bardzo poważnie - odłożyła klucze na stoli obok - Jak nigdy wcześniej.
Odwróciła się i podeszła zabierając ze sobą bagaż. Otworzyła drzwi od mieszkania i powolnym krokiem przekroczyła próg. Czuła na sobie świdrujący wzrok mężczyzny. Nie zamierzała zmieniać decyzji.
- Jeszcze do mnie wrócisz. - oparł się o futrynę z tym swoim pewnym siebie  uśmieszkiem splatając ręce na klatce piersiowej.
- Nie sądzę, mam już dość tego. - zaszczyciła go ostatnim spojrzeniem i ruszyła dalej.
Schodząc po schodach zastanawiała się dlaczego nie wsiadła do windy. Byłaby już na dole budynku. Chodź po dłuższym zastanowieniu zrobiła dobrze, nie chciałaby stać i czekać na windę cały czas słuchając o tym jaki to wielki błąd popełnia odchodząc od Ksawerego. Zapewne mówiłby o tym jak wiele innych kobiet chciałoby być na jej  miejscu. Oczywiście teraz każda może próbować, ona nie czuję już do niego nic.  
Poczuła zimny wiatr oplatający jej delikatne ciało. Zdjęła z walizki płaszczyk i założyła go na siebie. Zatrzymała taksówkę i wsiadła do niej podając cel podróży. Zatrzymała się przed hotelem i poszła wynająć pokój na jedną noc. Było dosyć późno, więc chciała jak najszybciej znaleźć się w wygodnym łóżku i zapomnieć o dzisiejszym dniu choć na chwilę.
Uporała się z wszystkimi formalnościami, zabierając klucz do pokoju i bagaż usłyszała sympatycznym głos recepcjonisty, który życzył jej dobrej nocy. Miała nadzieję, że ta noc będzie dobra.
Pokój otworzyła bez żadnych przeszkód. Odstawiła bagaż na bok i zdjęła płaszcz. Była tak zmęczona wydarzeniami, że nawet nie miała siły, aby wziąć prysznic. Opadła na łóżko w ubrania, jedynie zdjęła buty i postawiła obok łóżka. Przykryła się kołdrą i zamknęła zmęczone powieki odpływając w krainę morfeusza.  

____________________________________________________________________


Coś nowego?  
Postanowiłam napisać pierwszy rozdział opowiadania. Od jakiegoś czasu za mną chodziło, więc zaryzykowała i napisałam. Jeżeli się wam spodoba to będę je kontynuować, a jeżeli nie przypadnie wam do gustu to usunę rozdział.

3 246 czyt.
100%298
nacpanapowietrzem

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1855 słów i 9929 znaków.

8 komentarzy

 
  • melania

    melania · 28 paź 2015

    Meeeega

  • SłOdKoGoRzKaZoŁzA

    SłOdKoGoRzKaZoŁzA · 14 wrz 2015 · 352317574

    Czekam na next'a.

  • Pina

    Pina · 13 wrz 2015

    Mi również się podoba

  • Justys20

    Justys20 · 13 wrz 2015

    Już nie mogę się doczekać co będzie dalej  

  • Oliwku24

    Oliwku24 · 13 wrz 2015

    Genialnie się to czyta. Piszesz bardzo fajnym językiem i pomysł jest bardzo interesujący. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. ❤❤

  • Ona18

    Ona18 · 13 wrz 2015

    Super jest

  • Domiii

    Domiii · 13 wrz 2015 · 201435552

    No no mi się podoba i to nawet bardzo.   Mam nadzieję, że następna część pojawi się szybko.

  • NataliaO

    NataliaO · 13 wrz 2015

    fajnie, ze zaryzykowałaś; dobry przykuwający początek, a potem co raz lepiej się czyta, przez historie się płynie, bardzo fanie się zapowiada