Tylko za Tobą cz.8

Zerwałem się zlany potem. W ostatnim akcie snu, ktoś zamordował mnie i Agę. Oboje zostaliśmy zasztyletowani w jakimś mieszkaniu. Nie było to ani jej mieszkanie, ani moje. Telefon zawibrował. Przyszedł sms. Odblokowałem ekran, ale rozczarowanie natychmiast zastąpiło moje niewielkie pokłady nadziei. Jakiś numer napisał, że mogę wziąć pięćdziesiąt tysięcy bez zaświadczenia z BIK-u.  

– Do czarnej listy – zaznaczyłem numer i dodałem do blokowanych.

Nigdy nie kupiłem nic na kredyt ani na raty. Wyznawałem zasadę, że nie kupuję na kredyt, skoro mnie nie stać na kupno gotówką. Oczywiście mogą się zdarzyć ekstremalne sytuacje jak awaria pralki czy lodówki i nie mając pieniędzy na całość bierze się na raty, ale znam ludzi, którzy biorą chwilówki na aktualne zakupy, bo socjal się opóźnił albo potrzebują pilnie na prezent dla kogoś z rodziny. I nawet zarabiając nieźle i nie mając kredytu świetnie orientowałem się ile banki potrafią zabrać kredytobiorcy, gdy ten zdecyduje się na realizację swoich marzeń za pomocą kredytu hipotecznego. Pożyczając dzisiaj pięćset tysięcy na działkę i dom bez fajerwerków i wodotrysków oddaje się kwotę w przedziale ośmiuset tysięcy do nawet ponad miliona złotych i to po przeliczniku w dniu udzielenia kredytu, a co będzie się działo z wartością pieniądza i wysokością stóp procentowych w ciągu tych trzydziestu pięciu lat spłaty nie wie tego nikt. Spełniając swoje marzenia na kredyt spełniamy marzenia prezesów banków, którzy nawet palcem nie machną, podczas, gdy ty będziesz harował w pocie czoła i całą zarobioną przez swoje życie kwotę oddasz bankowi. Wiadomo, że w życiu szarego śmiertelnika nie ma innego sposobu na budowę domu niż kredyt, ale warto się zastanowić, co można kupić za oddawaną od tak bankowi kwotę.
  
Nie miałem ochoty na śniadanie, bo ściskający mnie od stresu żołądek bez wahania zwróciłby wszystko do muszli. Zaparzyłem gorzką kawę i stanąłem przed oknem. Słońce już wznosiło się ku górze zapowiadając piękny dzień. I w tym samym momencie spojrzała na mnie ta blondynka z psem. Odchyliłem się jak rażony pociskiem, bo moje wychylanie się zza firanek wyglądało na ewidentne podglądanie. Zerknąłem na komórkę. Była ósma. Cyfra warta zapamiętania. Będę już wiedział na przyszłość, w jakich godzinach mogę prowadzić obserwację w niedzielę, aby napotkać na swojej drodze blondynkę. Zakładając, że ta pora wyjścia z psem będzie powtarzać się regularnie mam już jakiś punkt zaczepienia.

Z szafy wybrałem jasne dżinsy i czerwone polo. Wciągnąłem na nogi sportowe adidasy, ale w czarnym kolorze, żeby nie przykuwały wzroku obcych i nie sprawiały wrażenia ubioru na wiejską potańcówkę, gdzie, co drugi ma na klacie Hugo Boss, Tommy Hilfiger czy Calvin Klein a tłumik w Golfie czy zawieszenie w BMW wołają o pilną eutanazję. I wiejskie dyskoteki nie są wcale takie złe, gdy ludzie zachowują się kulturalnie i potrafią rozmawiać bez używania wulgaryzmów i argumentu siły, jako jedynych środków porozumiewawczych. Po latach wyzysku przez Rosję należy się Polsce rozwój i pogoń za zachodem. I dobrze, że większość społeczeństwa tego pragnie, ale nie można tego robić kupnem podrób celem sztucznego podwyższania swojej wartości, która wcale nie staje się wyższa poprzez eksponowane na klacie wielkie logo topowego producenta. Przyszłość i realia zweryfikują tą wartość człowieka prędzej czy później.

Gdy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym pochowałem ich na cmentarzu katolickim zgodnie z wyznawaną przez nich wiarą. Sam jednak po tym zdarzeniu przestałem wierzyć, że stwórca robi wszystko dla naszego dobra. Jeżeli w katolickich krajach ginie ogrom ludzi zabijanych przez swoich czy ludzi innej wiary to ja zaczynam wątpić, że stwórca tak chciał. I problem ciężko grzeszących księży, który stale się powtarza skutecznie zniechęca mnie do uważania ich za nauczycieli wiary boskiej, gdyż sami swoimi czynami świadczą zupełnie, co innego. Zgodnie z tym, co postanowiłem odwiedzam ich grób każdej niedzieli w godzinach południowych. Z czarnymi okularami na nosie i telefonem w kieszeni wyszedłem z domu. Ten jeden kilometr lubiłem pokonywać piechotą, bo ma się wtedy czas na różne przemyślenia i obserwację otaczającego nas świata. Wszedłem do stojącego obok cmentarza kiosku ze zniczami. Regularnie od trzech lat kupuję dwa białe serca dla obojga, bo oboje byli ważni w moim życiu po równo. Matka nauczyła mnie gotować i dbać o mieszkanie poprzez ciągłe zwracanie uwagi, że masz tak czysto jak pilnie o to dbasz. Ojciec nauczył mnie większości praktycznych umiejętności bez znajomości, których nie powinno się uważać za samodzielnego. Wyczyszczenie odpływu, wymiana kontaktu czy żarówki były według niego cechami obowiązkowymi w repertuarze każdego faceta, ale dzisiaj już tak nie jest. Wystarczy telefon do eksperta z portalu ogłoszeniowego, który za odpowiednią kwotą wybawi nas od gmerania w rurach czy narażania się na porażenie prądem elektrycznym. Może byłem uczniem starej szkoły, ale praktyczne umiejętności w przypadku zagłady świata jak brak Internetu czy prądu mogły okazać się niezbędne do przetrwania kryzysu w awaryjnych sytuacjach.  

Stanąłem przed niewielkim grobem. Dwie granitowe płyty, które spajało czerwone serce moim zdaniem świetnie oddawały łączącą moich rodziców miłość. Gdy dostałem burę od ojca, to matka pocieszała mnie a potem usprawiedliwiała przed tatą i odwrotnie. Nie pamiętam, aby się kiedykolwiek pokłócili, ale mogło mnie nie być w domu, gdy do tego dochodziło. I choć bywało czasem ciężko z pieniędzmi to oboje wspierali się każdego dnia często przesiadując do późnych godzin nocnych szukając wyjścia z trudnych sytuacji. Za to ich kochałem i za to im zawsze dziękowałem przychodząc tutaj każdej niedzieli. Oni ukształtowali mój charakter i odpowiednie podejście do życia. Tego samego pragnąłem w swoim życiu.

Od życia nie oczekiwałem więcej niż stabilizacji finansowej i uczuciowej. Pracowałem sumiennie przestrzegając swoich obowiązków i zasad panujących w firmie. Kiedy była potrzeba zostawałem dłużej w pracy, ale kiedy się skończyło szybciej mogłem jechać bez przeszkód do domu. Auto służbowe mogłem użytkować bez limitów, ale nie miałem zamiaru nadużywać okazywanego mi ze strony pracodawcy dobra i wyrozumiałości. Bo w innych firmach ludzie mieli znacznie gorzej niż ja i dlatego doceniałem podejście mojego pracodawcy do swojego pracownika. W życiu uczuciowym bywało różnie i chyba ostatnie dni najlepiej podsumowują tę sytuację. Bywało lepiej, ale nawet w najlepszych związkach zdarzają się gorsze dni a coraz częściej błahe rozstania.  

Wszedłem do mieszkania i uchyliłem okna. Słońce bijące po szybach nagrzało wnętrze do ekstremalnej temperatury. Umyłem ręce i zabrałem się za przygotowanie obiadu. Kilka ziemniaków i kotlet schabowy to jedno z moich popisowych dań. Obtaczałem kotlet panierką z mąki i jajka, gdy telefon zaczął wibrować na stole. Wyciszyłem go przed wejściem na cmentarz. Tego numeru nie miałem zapisanego, ale kierunkowy wskazywał na Toruń. Przez chwilę pomyślałem, że dzwoni dyspozytor z pracy. Wytarłem szybko ręce w ścierkę obiecując sobie, że ją wypiorę i natychmiast odebrałem przesuwając palcem po ekranie. Słuchałem uważnie chodząc w koło po kuchni. Ciężki kamień spadł mi z serca, ale nie do końca byłem usatysfakcjonowany tym telefonem.

– Prawdopodobnie wyjechała. Pewnie by zapomnieć o tobie – nadal te gorzkie słowa brzmiały w moich uszach.

Telefon od aspiranta Michała Kowalskiego był tylko formalnością, ale dla mnie oznaczał jedno: definitywny koniec związku z Agą. Chcąc mnie uspokoić zadzwonił zaraz, gdy ustalili kolejność prawdopodobnych wydarzeń. W szafie Agnieszki brakowało ubrań i walizki, której brak zauważyła jej siostra. Z informacji, jakie policja uzyskała w banku dokonała zakupu biletu na pociąg Intercity. Ze względu na zalanie serwerowni operatora i trwającym odzyskiwaniu danych dotyczących zakupu biletów nie ustalono jeszcze, dokąd wyjechała. Stawianą przez nich tezę wyjazdu potwierdzało też ostatnie logowanie jej numeru do stacji BTS przy Kujawskiej w Toruniu o piętnastej pięć.

– Jednak wybrałaś – wyjrzałem za okno w nadziei, że mnie usłyszy, ale to było głupiego wołanie.

Wyłączyłem grzejący się olej. Przeszła mi ochota na obiad. Schowałem do lodówki kotlety i niezagotowane ziemniaki. Gdy olej wystygł wylałem go do ubikacji. Pozmywałem wszystko i poszedłem do największego pokoju. Jack Daniel’s przyglądał mi się bacznie zza szyby witrynki, ale trzymałem się swoich zasad i nawet dzisiejsza porażka nie zaburzy ładu panującego w moim życiu. Alkohol, jako lekarstwo na smutek i problemy wprowadza przeważnie każdego w trudny do ogarnięcia nałóg. Nie miałem zamiaru próbować tego na swoim organizmie, bo po to się żyje, aby iść do przodu a nogami zadeptywać problemy.  Przyniosłem komputer i zalogowałem się do Facebooka. Nowe powiadomienie wstrzymało mój oddech na chwilę. Kliknąłem w nie i całe ciśnienie zeszło ze mnie natychmiastowo. Post, który opublikowałem został skasowany, bo wpłynęło zgłoszenie o nękaniu.  

– Czyli jednak – przełknąłem ciężko ślinę i zabrałem się za porządki w komputerze i smartfonie.

Kilka chwil po siedemnastej zamówiłem pizzę. Najmniejszą, jaka była dostępna, bo mając pod ręką familijną na pewno nie oszczędziłbym dziś swojego żołądka. Bez śniadania i bez obiadu byłem o tej porze niesamowicie głodny i całe moje bieganie i patrzenie na kalorie poszłyby na marne.

Dodaj komentarz