Tylko za Tobą cz.40

Kiedy otworzyłem oczy siedzieli już obok moi goście. Nie wiem jak długo czekali, ale to ja byłem chyba najbardziej stęskniony.
– Długo spałem?
– Jesteśmy tutaj od kilku minut – zapewniła Ola a dzieciaki potwierdziły kiwając głowami.
– Słyszałem, że świetnie wam idzie granie na konsoli.
– Tak, a wiesz, że wczoraj ograłam Kubę trzy do zera w FIFĘ?
Rozgrzane niemal do czerwoności policzki Niny jedynie potwierdzały moje doznania, że bardzo się jej spodobał mój pomysł a ona mocno przeżywała zwycięstwo w meczu przeciwko bratu.
– Podłożyłem się – burknął Kuba.
– Wcale nie. Mamo powiedz, że ograłam go sama.
Ola milczała, ale uśmiechnęła się lekko.
– To jak było? – spojrzałem na chłopca.
– Miałem gorszy dzień i zagrałem innym zespołem.
– Kiedy wracasz? – Nina złapała moją dłoń.
– To nie ode mnie zależy. A, co?
– Zagrałabym z tobą.
– Lepiej nie.
– Dlaczego?
– Jak przegram z taką mistrzynią to wszyscy będą się ze mnie śmiali.
– Dam ci fory – uśmiechnęła się szeroko. – Dam ci strzelić kilka bramek a potem będę odrabiać.
– Nie mógłbym się zgodzić. Nigdy nie idę na łatwiznę.
– To przegrasz.
– Z wami mogę przegrywać każdego dnia byle byście ze mną grali.
– Będziemy grać od rana do wieczora – zadeklarowała Nina.
Znów spojrzałem na Olę. Propozycja Niny na pewno nie uzyska jej akceptacji. Sumiennie przykładała się do wychowywania dzieci jak przystało na prawdziwą matkę.  
– Kowalski przysłał mi policjanta do obstawy. Był tu dzisiaj.
– Był? Kto?
– Zadzwoniłem do Kowalskiego, żeby go zabrał, bo już miałem w nocy wizytę.
– Jednak miałeś uzasadnione obawy.
– Całe szczęście, że obyło się bez użycia broni.
– O czym rozmawialiście?
Skinąłem jej głową dając znak, że lepiej będzie porozmawiać o tym bez dzieciaków. Temat Agi i jej rodziny nie jest dla nich odpowiedni.
– W co jeszcze graliście?
– W samoloty i GTA V – odpowiedział Kuba.
– I jak się podobało GTA?
– Fajna gra, ale dosyć trudna.
– Ja grałem w pierwsze części GTA to była dopiero zabawa.
– To musiało być bardzo dawno.
– Byłem jakoś w twoim wieku. Rozgrywka nie była w 3D. Sterowałeś ludzikiem widząc wszystko z góry.
– Nuda.
– Pewnie, że nuda, ale jak nie mogliśmy grać w piłkę podczas deszczu to chodziliśmy na GTA do kafejki komputerowej.
– Do kafejki? – zdziwił się.
– Kiedy ja byłem dzieckiem komputery nie były takie popularne i kosztowały sporo względem tego ile się zarabiało. Kto miał kasę i łeb na karku kupił kilka komputerów połączył je w lokalną sieć tworząc taką kafejkę. Płaciło się złotówkę za godzinę grania lub korzystania z Internetu. Graliśmy siedząc obok siebie w multiplayer w Medal of Honor.  
– Co to jest Medal of Honor? – zainteresował się Kuba.
– Strzelanka w, której walczy się na froncie drugiej wojny światowej.
– Już rozumiem, ale nigdy nie grałem w takie gry.
Nie musiałem pytać dlaczego. Trochę się zmieniło od czasów mojej młodości, ale w pełni doceniałem sposób w jaki Ola wychowywała swoje dzieci. Przemoc jest nieunikniona w dzisiejszym świecie pełnym zazdrości i nierówności społecznych czy finansowych. Jeden zabije za smartfona, drugi za pół litra wódki czy trzeci za zdradę.  
Telefon leżący na stoliku obok zaczął wibrować. Nie zdążyłem nawet po niego sięgnąć, bo Nina była pierwsza. Dzwonił kolejny nieznany mi numer.
– Kacper Biały przy telefonie. Słucham – powiedziałem i zerknąłem na Olę, która podniosła się z krzesła.  
Zatrzymałem ją machnięciem ręki. Rozpoznałem ten głos.
– Jacek Michalski z tej strony. Dzwonię z innego numeru, bo tamten zablokowałeś.  
– Źle zrobiłem?
– Oceniłeś mnie zbyt pochopnie.
– Proszę dać mi chwilę – przycisnąłem telefon do poduszki.
– Michalski dzwoni.
– Nie będziemy ci przeszkadzać. Wpadniemy jutro.
– Mogę się rozłączyć.
– Nie musisz. Wysłuchaj, co ma do powiedzenia – Ola pochyliła się nade mną i pocałowała w policzek.
– Dziękuję.  
Uśmiechnąłem się do nich wszystkich w podziękowaniu za miłą wizytę i podniosłem telefon, kiedy wyszli.

– Zbyt pochopnie? Nie wiedziałem czego mogłem się po panu spodziewać skoro stracił pan prawie całą rodzinę i to jak zasugerowała Julia przeze mnie.
– Skłamałbym mówiąc, że nie pragnąłem zemsty – westchnął zrezygnowany.
– Ale?
– Twoje wyjaśnienia i argumenty dotyczące potencjalnej aborcji Julii przekonały mnie, że postąpiłeś właściwie. Nie tylko dla siebie, ale też wobec Agi i Julii powstrzymując akt barbarzyństwa.  
Zaimponował mi tą pochwałą, ale ważniejsze było to, że nie chciałem zniszczyć mojego życia z Agą.
– Ochroniłeś je obie przed konsekwencjami tak haniebnej decyzji.
– Niestety nie ochroniłem Agi przed konsekwencjami nie zajęcia odpowiedniego stanowiska – burknąłem złośliwie, ale musiałem mu to powiedzieć, żeby dostrzegł swój błąd w roli ojca.
Po drugiej stronie nastała cisza. Wytknąłem mu błąd przez, który doszło do niewyobrażalnej tragedii. Nie żyła matka, Aga została zamordowana a Julia będzie siedzieć i zapewne odbiorą jej dziecko.
– Każdy popełnia błędy – odezwał się w końcu, ale głosem zrezygnowanego człowieka.
– To nie był błąd. Błędy się naprawia.
– Ile masz lat?
– Tyle ile miała pańska córka.
– To nic nie wiesz o życiu. Nie wiesz jak to jest znaleźć się w takim położeniu, kiedy świat zwali ci się na głowę w jednej sekundzie.
Teraz to ja zamilkłem, bo miał trochę racji. Oprócz tragicznej śmierci rodziców nie spotkała mnie żadna inna tragedia.
– Powie mi pan dlaczego odszedł?
– To już nie jest twoja sprawa.
– Jednak woli pan ucieczkę przed prawdą. W takim razie nie mamy o czym mówić. Żegnam.
– Zaczekaj! ¬– krzyknął przeraźliwie, że prawie odrzuciłem telefon.
– Tak?
– Przestraszyłem się, że sobie nie poradzę. Poza tym poznałem kogoś.
– Kogoś kto nie będzie kaleką do końca życia i nie będzie się trzeba nią zajmować?
– Już dobrze. Zrozumiałem twój przekaz.
– Nie moja sprawa pana oceniać. Czy to wszystko?
– Podjąłem ważną decyzję.
– Jaką?
– Dotyczącą pogrzebu dziewczyn.
– To znaczy?
– Obie spoczną w jednym grobie.  
Dziwne byłoby je rozdzielić. Szczególnie, że Aga sumiennie zajmowała się matką.
– Zabieram je ze sobą – dodał po chwili wahania i wypuścił całe powietrze z płuc.
– Dlaczego?
– Dla ciebie będzie lepiej jak zapomnisz i nie będziesz miał do czego wracać. A ja przynajmniej w ten sposób odkupię część winy za swoje decyzje.
Jego deklaracja sprawiła, że odebrało mi mowę. Chciał dobrze dla mnie a dla siebie zbawienie.  
– Ze sobą. To znaczy gdzie?
– Do Krakowa.
– No cóż.
Nie miałem żadnego prawa, żeby decydować o czymkolwiek. Chciałem jednak się z nią pożegnać, ale być może jej ojciec miał rację, że będzie mi łatwiej zapomnieć.
– Wyraziłem też chęć zajęcia się dzieckiem Julii, jak będzie na tyle duże i zostanie jej zabrane, jeżeli zostanie skazana na więzienie.
– Pan?
– Moja partnerka miała kiedyś problemy, żeby zajść w ciążę i sama zaproponowała takie rozwiązanie.
Nie chciałem go oceniać w zero-jedynkowym systemie, ale nie wyobrażałem sobie, żeby mógł podołać temu zadaniu skoro ze swoją rodziną sobie nie poradził.
– Powie pan kiedyś temu dziecku o wszystkim? O tym, że od niego wszystko się zaczęło?  
Nie miałem pojęcia dlaczego naszła mnie ta myśl, ale przecież to dziecko nie było niczemu winne.  
– Nie wiem. Na razie nie myślę o tym.  
– Lepiej, jakby poznało całą prawdę od pana niż od kogoś innego.  
– Wracaj do zdrowia. Jeszcze raz przepraszam za wszystko.
Jego głos się załamał a ja chyba nawet usłyszałem ciche łkanie po drugiej stronie. Albo się zmienił, albo pojął jakie błędy popełnił w przeszłości. Jeżeli miał zamiar zrobić to o czym mi powiedział to być może uzyska jakieś wybaczenie od tego w, którego wierzy skoro wspomniał o odpokutowaniu win.
– Powodzenia – odpowiedziałem jak najbardziej życzliwie i zakończyłem połączenie.

dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i przygodowe, użył 1424 słów i 8342 znaków. Tagi: #dziewczyna #dzieci #chlopak #szpital #rozmowa

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Mam nadzieje, że Michalski nie kłamie. Życie nie jest łatwe, jak wszyscy wiemy.I to co ojciec Agi powiedział jest prawdą.Sam tego doznałem wiele lat temu.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Życie jest bardzo skomplikowane, ale po to się żyje, żeby lawirować pomiędzy trudnościami podążając za szczęściem. Doświadczyłeś pewnych problemów jak postać z tej opowieści, czyli są pośród nas ludzie, którzy miewają podobne problemy w realnym świecie.