Lodowa wojowniczka - Część III - 9

Niebieskie chmury pędziły po niebie ponaglane wiatrem, który zerwał się nad ranem. Minął ponad miesiąc od kiedy odmienieni bohaterowie pojawili się w nowym dla nich świecie. Fero na wodnej równinie, wśród malutkich wysepek walczył ze stworami, które próbowały go kąsać. Tym razem przewaga była zdecydowanie po jego stronie. Precyzyjne ciosy bronią, raniły napastników, w końcu miał chwilowy spokój. Zebrał zdobycz w sieć i ruszył do miasta. Zastanawiał się, jak radzą sobie pozostali, z pewnością też trenowali pod czujnym okiem przewodników. Od dziś Delana miała ich wprowadzić do pałacu króla wodnego świata. Cenne zdobycze miał zabrać jako trofeum, udowadniając, że nadaje się do królewskiej służby. Gdy wpłynął pod kopułę, czekała na niego Liria.  
- Pospiesz się, musimy iść, zaraz mamy spotkanie z dostojnikiem, poleconym przez przewodniczkę.
- Myślisz, że te pełzające gryzaki tak łatwo ubić? Częstowały się moją nogą, sama spójrz. - dodał, uginając w kolanie kończynę i ukazując poszarpane lekko spodnie.
- Nie mamy czasu się przebierać, idziemy tak jak stoimy. - prychnęła odmieniona królowa lawy.
- Tobie łatwo mówić, za ten czas co ja goniłem po pustkowiu, pewnie robiłaś się na bóstwo.
- Musimy dostać tę pracę, od tego zależy czy zbliżymy się do Zeldy …
- Wiem, wiem. Rawo musi być zadowolony, że ma cię z głowy. - odparł ściszonym tonem, idąc u jej boku.
- Coś mówiłeś?
- Głośno myślę. - powiedział obojętnym tonem, widząc minę kobiety, która nie zwiastowała nic dobrego.

Dał sobie spokój z komentarzami, w końcu Liria nie była jego żoną, tylko jego brata. Ubrała się w krótką sukienkę, narzuciła zwiewną tunikę z długim rękawem i spięła niebieskie włosy w kucyk. Tutejsze kosmetyki nie zmywały się pod wpływem wody, więc o staranny makijaż nie musiała się martwić. Ręce zdobiły jej srebrne obręcze, które podarowała jej w prezencie Delana. Kobiety ostatnio wiele ze sobą rozmawiały, co denerwowało Fero, nie był przyzwyczajony do takiego towarzystwa. Znaleźli się przed pałacem, gdzie czekała na nich ich trenerka.  
- Gotowi? Zdobycze są?
- Jak widać. Ruszajmy, szkoda czasu. - dodał odmieniony król lodu, niecierpliwiąc się.
Strażnicy otworzyli wysokie drzwi, ozdobione różnego rodzaju muszlami z morskich stworzeń. Szli po błyszczącej jak rybia łuska posadzce, wprost do komnaty, gdzie czekał na nich pałacowy zarządca. Zmierzył ich wzrokiem, witając gestem podania dłoni. Zasiedli naprzeciwko, a Fero odłożył obok sieć, z której kapała jeszcze słona woda.
- Dorodne okazy. Widzę, że przyszły kucharz potrafi nawet zaopatrzyć spiżarnię w miarę potrzeb.
- Drogi panie, trzeba sobie radzić. Potrawki z tych stworzeń, to rarytas.
- Wiem, król będzie zachwycony, o ile mu zasmakuje. Delana zachwalała pańską osobę. Proszę nas nie zawieść.
Dostojnik dał znać strażnikowi, żeby prowadził nowego pracownika.  
- Zaprowadź go do kuchni, powiedzą mu co gdzie jest, niech ugotuje potrawkę, od tego zależy czy będzie pracował.
- Tak jest. Idziemy. - odparł służbista.
Za chwilę zniknęli w głąb korytarza. Liria wpatrywała się w mężczyznę, który wręcz obłapiał ją wzrokiem.  
- Rozumiem, że stanowisko pokojówki nie jest pani obce? - spytał, nachylając się nad odmienioną królową wulkanów.
- Tak jak wspominała Delana, znam się na moim fachu. Proszę tak na mnie nie patrzeć, mam męża, widzę co panu chodzi po głowie.
- Rozumiem, że przesadziłem, przepraszam najmocniej, jest pani urodziwa …
- Darujmy sobie te dyskusje. Przyjmujesz ją do pracy? Przedstawiłam ci ją, więc? - wtrąciła się Delana, skonsternowana zachowaniem mężczyzny.
- Tak, przyjmuję na próbę, niech dziewczyny wprowadzą ją w obowiązki. Możecie odejść. - dodał machając dłonią.

Wyszły, kierując się do pomieszczeń służby. Liria została przeszkolona co ma robić, znała się na dworskiej etykiecie, dzięki przewodniczce poznała panujące zwyczaje. Jako królowa nikomu nie musiała służyć, ale tym razem musiała ugiąć karku, dla dobra sprawy. Kiedy maszerowały korytarzem, przechodziła koło nich Zelda. Delana szybko skorzystała z okazji do rozmowy.
- Jak się czuje nasza przyszła wybawicielka? Jak samopoczucie?
- Nie narzekam, no może trochę na panującą wilgoć. Na szczęście moja komnata została przeze mnie zamrożona, tylko tam mogę odpocząć naprawdę. Co to za kobieta? - zwróciła się, pokazując na Lirię.
- Nowa pokojówka, polecam ją, sprzątała mój dom, wręcz lśni. - powiedziała pewnym siebie tonem przewodniczka.
Liria z trudem ukłoniła się przed zdrajczynią, nie mogła się wydać, musiała wczuć się w nową rolę.  
- Pani, kłaniam się uniżenie. Musze pochwalić twoją biżuterię, nie widziałam takiej w naszej krainie.
- Ach, to moje dzieło, tworzę ją sama. Uwielbiam to zajęcie, nie skromnie powiem, że nie ma ode mnie lepszej osoby w tym fachu. - odparła przejeżdżając dłonią, po magicznym amulecie z dużym granatowym kamieniem, ozdobionym dookoła drobinkami kryształów.
- Chciałabym się dowiedzieć więcej, ale za skromna ze mnie osoba, nie stać mnie na takie świecidełka, pewnie są cenne, co ja mówię, przepraszam za nietakt …
- W porządku, wybaczam, rzadko ktoś chwali moje zdolności. Jeśli chcesz kiedyś popatrzeć jak pracuję, przyjdź popołudniu do komnaty w tamtej wieży, chętnie porozmawiam.
Liria ukłoniła się, odeszły spokojnym krokiem, a Delana uśmiechnęła się nieco.  
- Jak ty to robisz, ledwo ją zaczepiłaś, a już cię zaprasza na pogaduszki.
- Powiedziałam, że znam jej słabe strony. Służyła u mnie latami, tylko nie mogę się wydać, a to bardzo trudne, bo mam ochotę ją spalić na pył. Miałam zdrajcę pod własnym nosem i wyobraź sobie, broniłam jej do ostatka, gdyby nie Selena, … ach szkoda słów.
- Mam nadzieję, że sobie poradzisz, wiesz co i jak?
- Tak, czarować już też potrafię, walczyć tak samo. Gdy to się wszystko skończy, odwdzięczę ci się za wszystko co dla nas robisz.
Zatrzymały się przed wrotami do komnat pokojówek. Delana pożegnała się ze swoją podopieczną, po czym odeszła dalej do swoich obowiązków.  

***
Na wzniesieniu wzmagał się wiatr, który utrudniał lewitację. Iryt jak zwykle bez problemu stawiał czoło przeciwnościom, koncentrując moc. Selena spojrzała na niego, długie włosy powiewały spięte w tyłu głowy. Zamknęła oczy, unosząc się na tą samą wysokość, co tutejszy wojownik. Chwyciła za srebrną broń, nacierając na niego z impetem. Mężczyzna aktywował oręż bojowy, po czym rozległ się chrzęst uderzanych o siebie ostrzy.  
- Jeszcze nie masz nade mną przewagi – odparł, uderzając ją w ramię.
- Zobaczymy. - uśmiechnęła się lekko.
Wtem wykonała w powietrzu zmyślną ewolucję, zaskakując go od tyłu. Poczuł na plecach chłód metalu.  
- To wszystko na co cię stać? - dodał, aktywując tarczę, która odepchnęła kobietę mocnym podmuchem mocy.
Zaczął uderzać w nią świetlistymi obręczami, na szczęście robienie uników ćwiczyła nawet po nocach razem z Veldosem. Wtem przywołała wir, który skierowała na Iryta, tarcza rozpłynęła się na drobne kawałeczki, mieniąc się w słońcu. Przewodnika porwało dużo dalej, uderzając jego bezwładne ciało o pobliską skałę. Selena podleciała do niego, pomagając mu się podnieść, ale odepchnął jej dłoń z wyraźnym zniechęceniem.  
- Nie spodziewałem się, przyznaję, ale to dlatego, że się zdekoncentrowałem.
- Powiedzmy, a więc co sądzisz o moim wyszkoleniu?
- Słabo … ale ujdzie.
- Tylko tyle? - dodał Veldos, zbliżając się do nich.  
- Zbyt krótko, za mało wie, ale niech będzie, jak na obcą, radzisz sobie w porządku. - odparł otrzepując się z drobinek skał.

Wojowniczka wiedziała, że nie powinna popadać w samozachwyt, nie wiedziała czym teraz dysponują jej wrogowie.  
- Chodźmy coś zjeść, a potem wyruszamy na poszukiwania, już czas. - powiedziała stanowczym tonem, poprawiając ozdobione płytkami srebrnego tworzywa lekkie ubranie. Bojowy strój był na tyle kobiecy, że go nawet polubiła. Niestety to nie był jej dom, a tęsknota za normalnym życiem w gronie rodziny dawała się we znaki. Polecieli do domostwa Iryta, szybko szykując obiad. Jedli pochłaniając kolejne porcje, jakby to był ostatni posiłek.
- To latanie męczy, mogłabym zjeść jeszcze więcej, taki mam apetyt. Nie zauważyłam, aby ktokolwiek u was był puszysty, to znaczy duży.
- Musiałby siedzieć w domu i tylko jeść. - zaśmiał się Veldos.
- Widzę, że nie narzekacie na kuchnię, jak na początku. - odparł, podając sobie na talerz kolejną porcję potrawki.
- Zaaklimatyzowaliśmy się, ot co. - dodała odmieniona królowa lodu.
Wtem na zewnątrz usłyszeli poruszenie. Ktoś przeraźliwie krzyczał, jakby cierpiał. Wybiegli przed budynek, na ziemi leżał jeden z mieszkańców, ciężko łapiąc powietrze, a z jego ran sączyła się rtęciowa substancja. Iryt podbiegł do niego, widząc że jest w opłakanym stanie.
- Co się stało? Kto cię zaatakował?
- Nie wiem panie … paliło … ogień …
- Ogień? Skąd?
Selena zbliżyła się do poszkodowanego, chwyciła go za rękę.
- Czy napastnik miał ciemny kolor skóry i czarne włosy?
- Tak, a jego żółte ślepia pałały nienawiścią.
- A był sam? - dopytywała dalej, chcąc dowiedzieć się więcej.
- Tak, zaatakował … spytałem go tylko kim jest, zdjął kaptur i mnie podpalił, a potem zranił ostrzem. Nic więcej nie pamiętam.

Iryt zmarszczył brwi, spodziewał się, że Selena już wie o kogo może chodzić.  
- Zanieść go do lecznicy, to świadek zdarzenia.
- Nie dobijesz mnie żołnierzu? - zdziwił się mężczyzna.
- Nie, potem cię odwiedzimy, chcemy dowiedzieć się więcej. To ściśle tajne.
Grupka pomocnych obywateli zaniosła go gdzieś w dal. Cała trójka wróciła do domostwa, zasiadając na wygodnych siedziskach.  
- To mógł być ktoś od Hedosa, nie wiem czy to był Berl, czy Kejun, za mało szczegółów.
- Znasz ich, prawda?
- O tak, to był znak, że trzeba działać, panoszą się w waszym świecie coraz bardziej. Chyba robią rozeznanie, spodziewam się, że będą chcieli zaatakować was, aby przejąć kontrolę nad waszym światem.
- Skąd wiesz, że tak uczynią? - wtrącił się Veldos.
- Mam przeczucie. Pewnie chcą zadziałać strachem, a potem zniewolić mieszkańców, przerażeni zrobią wszystko. Pamiętasz co Hedos zrobił w krainie pustyni?
- Wiem pani, ale nie znamy jego planów …
- Niby nie, ale trzeba próbować przewidywać. Martwię się o dzieci, czy nie będą w niebezpieczeństwie.
Iryt podszedł do kobiety, podając jej dłoń, jakby na chwilę potraktował ją jak równą sobie.  
- Działajmy, to wygląda poważnie.
- Dziękuję ci, chcesz z nami wciąż współpracować?
- A co mam innego do roboty? Wira nie ujawnia się, więc mam spokój, przynajmniej na razie.
- Dość tego gadania po próżnicy. Ruszajmy w teren, napastnik na pewno zostawił jakieś ślady.
- Dobry pomysł, Veldosie. Zbierajmy się. - dodała królowa, uśmiechając się lekko.
Wyszli na zewnątrz, aby się rozejrzeć. Wtem Iryt podniósł z ziemi kawałek nadszarpniętego ubrania. Selena podeszła, przyglądając się purpurowemu skrawkowi.  
- A niech to … Berl tu jest. Mogłam się tego spodziewać. - odparła ściskając pięść.

547 czyt.
100%123
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2067 słów i 11565 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 25 paź 2018

    Ja już wyobrażam sobie to starcie. Wierzę, że bitwa będzie epicka. Na śmierć i życie   
    Wyczekiwanie następnej części będzie trudne ale warto bo ta opowieść jest niesamowita

  • AlexAthame

    AlexAthame · 24 paź 2018

    No cóż, pozostaje czekać.  

  • AnonimS

    AnonimS · 24 paź 2018

    Czyżbym był pierwszy? Zbliża się decydujące starcie. Ciekawe jak je rozegrasz. I czy wśród dobrych będą straty.