Lodowa wojowniczka - Część 3

Złowieszcze ciemne chmury gnały po nieboskłonie smagane przez zimny północny wiatr. Płatki śniegu niesione jak puch zaczęły coraz więcej przeszkadzać jasnowłosej w nieznośnej pracy, którą Mawil śmiał nazwać treningiem. Zbolałe nogi i dłonie dawały się coraz mocniej we znaki. Wtem stawiając kolejny raz krok na pokrytym lodem stopniu zachwiała się i spadając jak kamienie, które dźwigała, krzyknęła głośno nie kryjąc odczuwanego bólu. Kolejny raz wstała i wspinając się z nowym ładunkiem na górę schodów upuściła kolejną skałę w przepaść za murami obronnymi. Nagle spojrzała z góry na lodową drogę, prowadzącą ku wulkanicznym szczytom. Ktoś zbliżał się do lodowego miasta jadąc na lodowym rumaku. Zaciekawiona pobiegła wzdłuż muru, żeby bliżej się przyjrzeć kto to może być. Nie wierzyła własnym oczom, znała już tę osobę. Nagle wokół kobiety zawirowało powietrze i zniknęła jak duch.  

Selena wróciła czym prędzej do swojego zajęcia, chcąc je skończyć jak najszybciej. Kiedy wyrzucała z mozołem ostatni kamień wokoło zapadał zmrok. Dowlokła się do fortecy, teraz miała znaleźć swojego nauczyciela. Wpadła do jednego z pomieszczeń. Wendyks siedział tam na ławce polerując zbroję.  
- Gdzie znajdę Mawila?
Mężczyzna przerwał zajęcie i przypominając sobie, kto przed nim stoi, odparł.
- Jak to gdzie? Na wieży, w swoim pokoju. Każdy cię tam skieruje, wystarczy spytać.
- Dziękuję. - powiedziała z uśmiechem.
Wychodząc zasięgnęła więcej informacji od strażników, po czym skierowała się na schody, które prowadziły wysoko w górę. Nie chciała widzieć kolejnych schodów, po treningu czuła jak każdy krok wydaje się torturą. Wreszcie dotarła pod masywne drzwi. Chciała zapukać, kiedy usłyszała dobiegające ze środka dwa podniesione głosy. Jeden Mawila, a drugi kobiety.

Nie zważając na nic uderzyła rękoma w drewniane wrota. Otworzył jej mężczyzna z wyraźnie skwaszoną miną. W kącie pomieszczenia na łóżku siedziała Zelda, chowając coś do sakiewki.  
- Wracam do pałacu – odezwała się mierząc Selenę zimnym wzrokiem.
- Dokończymy jutro – powiedział Mawil odprowadzając ją do drzwi.
Kobieta z pogardą wyszła zamykając za sobą wrota.  
- Skończyłam – zakomunikowała Selena
Mężczyzna niechętnie podszedł do szyby, wyjrzał przez okno, westchnął, po czym gestem dał znak, że ma usiąść.  
Wyglądał na nieobecnego duchem. Po długiej niezręcznej ciszy dziewczyna  odezwała się pierwsza.
- Co mam robić dalej? Prać? Szorować podłogi? Rąbać drewno?
- Nie, skąd ci to przyszło do głowy? - odpowiedział wpatrując się w nią.
- Wszyscy mają bojową broń, umieją używać mocy. Ty mnie nie uczysz niczego, tylko wykańczasz fizycznie. Jeżeli tylko po to Nular mnie wskrzesił ...
Chciała mówić dalej, ale mężczyzna wstał. W momencie użył mocy, którą przywołał swoją bojową kryształową różdżkę. Podał ją dziewczynie do ręki. Czując jej ciężar z trudnością trzymała ją w dłoni, pomogła sobie drugą, ale też sprawiało jej to niemały wysiłek.  
- Teraz masz odpowiedź – powiedział Mawil odbierając jej ciężki magiczny przedmiot. - Najpierw nabierz sił. Musisz umieć się tym bić, a nie stać w miejscu jak posąg.
- Jak tak dalej pójdzie to zostanę nikim.
- Bo mnie nie chcesz słuchać – powiedział zaciskając pięść.
- Marny z ciebie nauczyciel – prychnęła od niechcenia - Jutro przejdę się do królowej! Niech przydzieli mi kogoś innego.- dodała jasnowłosa wstając i wychodząc z pomieszczenia.
Z chwiejącymi się ze zmęczenia nogami schodziła na dół. Zrozumiała, że musi postawić na swoim, inaczej nic nie osiągnie. Mawil skrywał dużą wiedzę, musiała go zmusić, żeby zaczął się nią dzielić.  

Następnego dnia Selena wstała z nową energią. Tym razem nie ubrała się w bojowe odzienie. Wyszła na zewnątrz w rozpuszczonych włosach, w krótkiej fioletowej sukience, wysokich butach, a na wierzch narzuciła szary płaszcz. Kierowała się do wyjścia z fortecy. Szybko dogonił ją nauczyciel tarasując jej drogę.  
- Dokąd to?
- Do władczyni. - powiedziała spokojnie.
- Nie zrobisz tego. - dodał marszcząc brwi.
Wtedy ona uśmiechnęła się. Skoncentrowała energię i przykładając szybko dłoń do jego oczu rzuciła w nie drobnym lodowym pyłem. Ten niewiele widząc z łzawiącymi oczami starał się zorientować co się stało. Ona w tym czasie już biegła przez ogród. Nie zdążyła dobiec do pałacu, kiedy mała śnieżna zamieć zmiotła ją z nóg. Nie zważając na nieprzyjemności podbiegła do zamarzniętego krzewu i odłamując jedną gałąź nadal zmierzała ku białemu zamkowi. Mężczyzna zjawił się koło niej jak dziki kot skaczący na ofiarę. Chciał ją zdzielić bojową różdżką, już miał ją trafić, kiedy ona zasłoniła się zdobytą w pośpiechu drewnianą bronią. Mawil zdziwiony rozwojem sytuacji, postanowił zwiększyć poziom trudności. Przywołał lodowy wir, który zaczął powoli, ale skutecznie unieruchamiać dziewczynę. Wypuściła z ręki drewniany przedmiot, a sama upadła na ziemię. Mężczyzna czuł jak wezbrana w nim adrenalina powoli zaczyna opadać. Nie spodziewał się, że jasnowłosa potrafi tak dzielnie walczyć. Spojrzała na niego jeszcze raz.
- I jak? Potraktujesz mnie teraz poważnie?
On przykucnął przy niej podając jej rękę.  
- Tak. Zaskoczyłaś mnie.

Od tego momentu Selena doczekała się nauki i treningu jakiego od początku oczekiwała. Każdego dnia rano wstawała skoro świt i biegała wokół murów obronnych . Potem pokonując specjalny tor przeszkód uczyła się zwinności. Następnie w ramach przerwy czytała prastare księgi ucząc się teorii korzystania z zaklęć lodu. Po posiłku odbywała treningi sztuk walki z Mawilem. Pod wieczór medytowali razem na wysokiej wieży bez względu na warunki pogody. Z tygodnia na tydzień robiła postępy stając się coraz bardziej biegła w zdolnościach jakie rozwijała. Poprawiała się jej samoocena z każdym kolejnym dniem ćwiczeń.  
Pewnego wieczoru po medytacji dała znać nauczycielowi, że chce zostać na wieży dłużej. Mężczyzna znużony udał się do siebie, a Selena wpatrując się z wysokości na dymiące w oddali wulkaniczne szczyty podziwiała wschodzący księżyc. Podziwiając lodową równinę iskrzącą się w lunarnym świetle, spojrzała jak znów ktoś zbliża się do murów. Pomyślała, że to znowu Zelda.  

Wtem postać podbiegając, aż pod sam mur zniknęła jej z pola widzenia. Zeskoczyła szybko z dachu i wskakując przez małe wejście na klatkę schodową zbiegała po schodach jak zwinna gazela. Znajdując się przed fortecą zbliżyła się do muru, gdzie ostatnio zauważyła intruza. Nagle z muru ktoś zaczął schodzić po cienkiej linie. Dziewczyna schowała się za zaroślami i obserwowała dalej co będzie się działo. Postać zamaskowana w biały kombinezon zwijała linkę i chowała ją w torbie umieszczonej na plecach. Selena nie czekając na niczyją pomoc wyskoczyła jak kot na przybysza. Uderzył ją cios ręką, po którym padła na ziemię. Podniosła się i lodowymi pociskami zaczęła ciskać w nieznajomego. Zauważyła, że lód topi się znajdując się blisko wojownika. Wyciągnęła podłużną broń, którą nosiła na pasku na plecach i zaczęła zadawać ciosy. Postać nie pozostawała dłużna. Nagle trafiła w maskę, która zakrywała nieznajomą jej twarz. Roztrzaskała się na drobne części odsłaniając prawdziwe oblicze napastnika. Długie czarne włosy ze złotymi refleksami opadły na ramiona kobiety, a żółte pełne zacięcia oczy wpatrywały się w nią z prawie czarnej skóry twarzy. Jasnowłosa poczuła, że walczy z wrogiem. Jej serce mocniej zabiło. Zaczęła koncentrować swoją moc szykując się na mocniejszy atak. Wyciągnęła ręce w kierunku nieznajomej kobiety i rzucając mrożący czar poczuła, że nie robi on na wrogu żadnego wrażenia. Lód zmienił się w parę wodną i rozmył w powietrzu jak poranna mgiełka.  
- Jak to? - zawołała Selena nie wierząc własnym oczom.
- Tak to! - krzyknęła kobieta zadając jej cios falą gorącego powietrza.
Selena zaczęła krzyczeć z bólu czując jakby wpadła do pieca. W starciu z tą osobą wydawała się słaba jak dziecko. Pierwszy raz walczyła z kimś na poważnie. Leżąc na ziemi chwyciła postać za kostki i zaczęła je zamrażać. Potem uderzyła zimnym podmuchem w górę unieruchamiając kobietę na chwilę. Chciała wezwać pomoc, ale odwracając się dostała silny cios w głowę. Upadła czując mocny ból zaczęła krzyczeć. Dziwna napastniczka stanęła nad nią i sięgając po pulsującą jak bursztyn bojową laskę spojrzała na dziewczynę.  
- Zginiesz z ręki Tamuli, to zaszczyt. - odezwała się kobieta zamachując się do ostatecznego ciosu w serce.
Wtem Nular zaalarmowany odgłosami walki zwołując wojowników biegł w ich kierunku z odsieczą. Tajemnicza kobieta zacisnęła pieść i widząc przewagę liczebną wrogów zaczęła z powrotem uciekać za mur.  
- Seleno! - krzyknął mężczyzna widząc poranioną dziewczynę leżącą na śniegu.

1 010 czyt.
100%281
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1691 słów i 9289 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 16 lut 2018

    Tak i łapka. Autorko czytujesz komentarze?