Lodowa wojowniczka - Część III - 4

Szybowali bardzo szybko przez przejście do innego świata, zostając szarpani na wszystkie strony, niczym pośrodku rozpętanej burzy. Wreszcie podróż dobiegła końca i wypadli z impetem wprost do  czystej jak kryształ wody. Cali mokrzy wygramolili się na pobliską skałę, czując ciepło tutejszego słońca na skórze. Rozejrzeli się wokoło, większość krainy wydawała się zalana, jakby brakowało lądu. Pojedyncze wysepki częściowo pokryte roślinnością i skałami, majaczyły w oddali. Niebo wydawało się odmienne, jasno – fioletowe, którego ład zagłuszały pojedyncze błękitne obłoki. Przed nimi jawiła się potężna góra, sięgająca wysoko ponad powierzchnię chmur. Wtem Liria zaczęła krzyczeć, czując, że coś ją gryzie w nogę. Płaski granatowy stwór, pokryty pancerzem, najwyraźniej miał ochotę spróbować jak smakuje. Rawo nie czekał na nikogo, tylko przyłożył mu z pięści, aż zwierzak pisnął przeraźliwie, wskakując z powrotem do wody.  
- Co to było, Nularze? - spytał Veldos, przyglądając się zmieszanej Lirii.
- Przyzwyczaicie się, zwyczajnie trzeba uważać.
- Uważałbym, ale nie wiem na co – obruszył się odmieniony król lawy, pocieszając małżonkę przytuleniem.
- Wasi przewodnicy wam wytłumaczą, chodźmy do nich, zaprowadzę was po kolei.
Mawil zbliżył się do Seleny, chcąc z nią na osobności porozmawiać. Uzdrowiciel już nie raz wpakował ich w kłopoty, ale tym razem nie wyglądało to obiecująco.  
- Pani, nie myślisz, że nazbyt mu ufamy?
- Generale, sama nie odnajdę nikogo, gdyby nie on, nie wiedzielibyśmy gdzie jest Hedos.
- A skąd wiesz, że mówi nam prawdę? Może jego tu nigdy nie było, może się nas pozbył z królestwa, nie pomyślałaś o tym?
- Przestań snuć domysły, im szybciej znajdziemy dzieci, tym lepiej, też mi się tu nie podoba – dorzuciła królowa, rozglądając się po nowej krainie.

Brakowało jej lodu, śniegu i zimna. Tutaj panowała umiarkowana temperatura, chociaż znośna, tylko wilgoć unosiła się w powietrzu. Zmierzali do ogromnej góry, która z każdym krokiem wydawała się większa i bardziej przerażająca. U jej podnóża stała trójka przybyszy, reprezentująca inną nację. Niski kamienny człowiek, z miną nie zdradzającą emocji, wpatrywał się w dal. Wysoki wojownik z podniebnego świata, prezentował się groźnie, jakby wypatrywał rywala i niebezpieczeństwa we wszystkim co do niego się zbliża. Natomiast wodna kobieta, również uzbrojona po zęby w różnego rodzaju bronie, z dystansem obserwowała kto do nich się zbliża. Nular wyszedł na przód, kłaniając się przed przedstawicielami gatunków, zaufanymi wojownikami, z którymi zdążył się zaprzyjaźnić.  
- Witajcie, przyprowadziłem wam śmiałków, którzy szukają zaginionych dzieci i Hedosa. Nauczcie ich wszystkiego co niezbędne, aby mogli wśród was przeżyć i egzystować.
- Nularze, to nie będzie łatwe – wtrącił się podniebny człowiek, wysuwając się na przód.
- Dlaczego tak twierdzisz? To są najlepsi z najlepszych w naszym świecie.
- Może w waszym, ale u nas są na zerowym poziomie wiedzy i walki, a wiesz, że toczymy konflikty.
Selena przysłuchiwała się chwilę rozmowie, po czym nie wytrzymała wyniosłego tonu nieznajomego.  
- Nie znacie nas, a już oceniacie. Skąd wiecie co potrafimy i jak szybko przyswajamy wiedzę?
Wysoki wojownik zmierzył odmienioną królową lodu, jakby miał do czynienia z kimś mało znaczącym.  
- Widzisz ten szczyt? Tam mieści się królestwa podniebne. Z pewnością nie umiecie jeszcze unosić się w powietrzu, więc wspinaczka zajmie bardzo dużo czasu, a nie będę teraz wam tłumaczył na czym polega lewitacja.
- Nie musisz nam nic mówić, skoro nie chcesz, sami się nauczymy – wtrącił się Veldos.
Zaczęli się sprzeczać, aż reszta zebranych patrzyła po sobie. Fero pociągnął Lirię za ubranie, szepcząc do niej z niepokojem w głosie.  
- Mam nadzieję, że nasz przewodnik, nie będzie taki jak tamten. Selena go rozniesie na strzępy, jak tylko nauczy się walczyć. Veldos też wygląda na rozwścieczonego …
- O tak, znając mojego wojownika, to czarno to widzę.
Uzdrowiciel wkroczył, widząc, że przybysz z krainy ponad chmurami, zaczyna koncentrować moce.  
- Spokojnie, wytłumaczycie sobie wszystko na miejscu, muszę uciekać do swoich spraw.

Nagle wszyscy zwrócili się w stronę Nulara, który przywoływał magiczny portal, jakby miał zamiar dać susa i zniknąć.  
- Uzdrowicielu, już uciekasz? - dodał Rawo, czując jak wzbiera w nim frustracja.
Nic mu nie odpowiedział, tylko wskoczył do pofalowanej powierzchni, która za chwilę rozpłynęła się w powietrzu, niczym mgiełka. Przewodnicy spojrzeli po sobie, po czym każdy zaczął iść w innym kierunku. Selena i reszta przyjaciół stali jak zamrożeni, nie wiedząc co mają robić. Nikt ich nie wołał za sobą, nikt się nie odezwał nawet, ani nie dał gestu.  
- Chodźmy za nimi, bo tu zginiemy – dodała Liria, czując powagę sytuacji, podążyła za przewodnikiem z wody.  
- Żegnajcie, na wypadek, jakbym ubił tego typa. - dodał Rawo idąc za kamiennym wojownikiem.
- Ja prędzej utemperuję swojego – rzuciła odmieniona lodowa wojowniczka, przyspieszając kroku w stronę góry.
Pożegnali się, czując wewnętrzny niepokój, nie spodziewali się takiego przywitania, chociaż na co mogli liczyć w obcym im świecie. Tutaj nie byli ważnymi osobami, jak im wytłumaczono, a jedynie gośćmi, którzy musieli się dostosować do panujących zwyczajów i warunków. Veldos biegł za Seleną, patrząc na jej odmienioną postać, jakby nie wiedział jak ma się zachować. Nie pasował mu nawet swój wygląd, a do kobiety ciężko mu było się przyzwyczaić. Ledwo dogonili wysokiego wojownika, który skakał po kamieniach, jak puma górska.  
- Zaczekaj! - zawołała głośno, aż echo rozniosło się po okolicy – porozmawiajmy.
Nieznajomy się zatrzymał, odwracając się w stronę przybyłej z portalu, krzyżując ręce przed sobą.  
- Mam wam pomóc, czy wolicie sami się wdrażać? Odniosłem wrażenie, że jestem zbędny.
- To nie tak, u siebie jestem królową, to przez to zapominam się czasem. Jestem Selena, a ty?
- Iryt, wojownik elitarny.

Przyjrzała mu się uważniej, długie włosy miał spięte wysoko, a między kosmykami przebłyskiwały powplatane łańcuszki wyglądające jak ze srebra. Ubranie pobłyskiwało w słońcu metalicznie, jakby stanowiło jednocześnie zbroję i odzienie. Długie spodnie z dziwnego materiału, przewiązane były w wielu miejscach pasami z bronią, którą pierwszy raz widziała na oczy. Na białej koszuli z długimi szerokimi rękawami, nałożoną miał srebrną kamizelkę, do której poprzyczepiane zostały maleńkie płytki metalu.  
- Irycie, to jest Veldos, u nas wojownik wręcz bezcenny i odważny. Daj nam czas, a pokażemy, że potrafimy się dostosować. Gdzieś tu jest mój syn i …
- Wiem, Nular mnie wtajemniczył, idziemy, czeka nas mozolna wspinaczka. Musicie się dodatkowo przyzwyczaić do ciśnienia, jakby wam zatkało uszy, to się nie zdziwcie. U góry powietrze jest rozrzedzone, z początku może być wam trudno oddychać, ale będzie trenować i ten aspekt.
- To nas pocieszyłeś – wtrącił się Veldos, wchodząc na skały.
- To nie koniec niespodzianek, ale podobno macie motywację, więc prędko zaczniemy unosić się w przestworzach. Idźcie cały czas w górę, będę was kierował – dodał skacząc w dół.
Patrzyli za nim, bojąc się, że rozbije się o skały. Wojownik tuż nad ziemią wykonał zwrot w powietrzu, po czym niebawem unosił się tuż koło nich.  
- To nie sprawiedliwe, ty latasz …
- Poczekam, aż was będę mógł i tego nauczyć, ale na razie wchodźcie na powoli w ten sposób, wyrobicie sobie mięśnie – zaśmiał się, jakby miał do czynienia z małymi dziećmi.
Selena przyspieszyła tempa, znajdując się coraz wyżej. Niegdyś trenował ją Mawil, podobnie nie szczędząc jej ćwiczeń. Jednak wspinaczka, nie należała do jej zadań, a co dopiero mówić o lataniu. Skały wydawały się ciągnąć w nieskończoność, kilka razy osunęli się  dół, zatrzymując się  niżej. Podrapani, zmęczeni, nie mogli się poddać, chociaż cały czas mieli pod górkę. Zbyt wiele Selena mogła stracić, aby się tym teraz przejmować.  

***
Tymczasem w dole, Fero biegł z Lirią za poruszającą się zgrabnie wodną wojowniczką. Skakała po małych wysepkach, niczym gazela. W pewnym momencie, ledwo łapiąc powietrze, odmieniony król lodu zawołał niemrawo.
- Stój! Nie dam rady.
Kobieta obejrzała się za siebie, zawróciła, kierując się do przybyłych. Gdy zobaczyli, że naciera na nich z ostrą jak brzytwa krótką bronią, chcieli odskoczyć. Wtem wojowniczka krainy wody, wbiła w stwora pełzającego obok nich, ostry przedmiot, przeszywając go na wylot.  
- Nie radzicie sobie. Te bestie wypełzają na żer, nie gardzą niczym.
- Zrozum, nic nie wiemy o waszej krainie. Wiesz po co przybyliśmy, prawda?
- Tak, przyjaciel Nular opowiadał.
- Posłuchaj mnie, jak się mam do ciebie zwracać, bo nie wiem?
- Delana, walczę w gwardii króla wód.
- Fero, u siebie jestem królem lodu, a to Liria, królowa lawy. Gdybym mógł używać swoich dawnych mocy, nie bałbym się tych stworzeń. W tej chwili jestem bez broni, bez zdolności, podobnie moja towarzyszka podróży.
Nieznajoma zaśmiała się cicho, po czym usiadła na mokrym kamieniu. W świetle dnia jej skóra pobłyskiwała perłowo, a miniaturowe łuski dodawały tęczowych refleksów. Krótkie niebieskie włosy, unosiły się na wietrze, co chwilę odgarniała długa grzywkę. Jej głowę zdobiła srebrna obręcz, która mogła być zarówno ozdobą jak i bronią. Amulet na szyi w kształcie spirali, wieńczył niebieski kamień przypominający opal. Na ramionach nosiła bransolety, każda zdawała się inna. Ubranie opinało jej smukłe ciało. Krótka bluzka i spódniczka, nie krępowały ruchów. Wysokie buty, aż po uda, wykonane były z materiału, który chronił ją przed urazami. Wydawała się na przyjazną im istotę. Wtem wydobyła zza paska dwa ostre noże, rzucając je wysoko w powietrze. Zobaczyli nad sobą przelatujący cień, jakiegoś stwora.  
- Szybko, pod wodę! - krzyknęła wskakując do krystalicznie czystej cieczy.

Nie czekając na to, co mogłoby ich czekać, zrobili to samo, co ich przewodniczka. Znaleźli się pod taflą wody, pośród otaczających ich wapiennych jasnych skał. Zdziwiony Fero, zorientował się, że doskonale oddycha, pomimo tego, że normalnie musiałby się dawno wynurzyć. Otworzył usta, połykając ciecz, niczym powietrze. Gdy zagrożenie minęło, kobieta wypłynęła z powrotem, a Liria podążyła za nią. Fero szybko je dogonił. Kapiące z włosów kropelki, spływały im po ciele.  
- Niebezpiecznie u was. Jak sobie radzicie?
- To proste, ćwiczymy, walczymy, nawet dzieci sobie radzą, więc i wam się uda. Chodźcie za mną a pokażę wam nasze królestwo. Wymyśliłam już historię jaką opowiem przy wprowadzaniu was do środka. - dodała zaczynając biec po wysepkach.
- Zaczekaj, nie tak szybko! - zawołała Liria, ciągnąc za sobą Fero.
- Przepraszam, wiecznie się zapominam, muszę was na razie bronić.
- Oby, bo nas zjedzą te, nawet nie wiem jak to nazwać – wtrącił się mężczyzna, patrząc z obawą w górę.
Nowy świat wydawał się im obcy i przerażający, ale musieli odnaleźć swoją drogę. Król lodu zastanawiał się, jak radzi sobie wybuchowy brat, pośród istot nie zdradzających uczuć. Na samą myśl zachciało mu się śmiać. Wiedział, że ta wyprawa da im porządnie w kość, ale odnalezienie syna było warte takiego poświęcenia.

606 czyt.
100%192
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2100 słów i 11815 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 20 wrz 2018

    Całkiem nowy świat. Jestem ciekawy jak bohaterzy się w nim odnajdą? Twoja wyobraźnia to nieskończona kopalnia pomysłów. Wspaniale jest oddać się w świat fantastyki kiedy Ty nas po nim oprowadzasz

  • AnonimS

    AnonimS · 18 wrz 2018

    Ciekawie opisujesz te nowe światy. Przeczytalem jednym tchem. Pozdrawiam