Lodowa wojowniczka - Część III - 6

Niezręczne milczenie zwiastowało wybuch nagromadzonych emocji. Nieznajoma sięgnęła ręką za plecy, chwytając za ostrze, które pobłyskiwało w promieniach wpadającego na podwórze słońca. Wyraz twarzy nie wyglądał przyjaźnie, konfrontacja wisiała w powietrzu.  
- Tym? No błagam cię Wiro …
Zmrużyła oczy, posyłając w jego kierunku bardzo szybko ostrze, które zmierzało wprost w jego serce. Dwoma rękoma złapał je w locie, zatrzymując w ostatniej chwili, niczym wytrawny mistrz walki. Selena obserwowała nieznajomych w skupieniu, nie wiedząc co ma robić, po której ze stron stanąć. Kobieta kipiała złością, jakby skrywała w sobie żal, którego chciała się pozbyć. Ubrana w zwiewną jasną suknię, poprzeplataną metalicznymi łańcuszkami, która ledwo zakrywała atuty jej urody. Dodatkowo przepasana była srebrzystymi paskami, które skrywały oręż do walki. Stała boso na zimnej posadzce, mierząc Iryta wzrokiem.  
- Niech wszyscy się dowiedzą, kim jesteś. Jak zwodzisz kobiety. - rzuciła chłodno, a wokół jej dłoni, zaczęły tworzyć się świetliste obręcze.
Skierowała je w stronę wysokiego wojownika, poszybowały w powietrzu, wydając świszczące odgłosy. Część z nich odbił w losowych kierunkach. Veldos z Seleną ledwo uniknęli bliskiego spotkania z nieznanym czarem. W murze zrobiły się wcięcia, jakby twory wykonane były z diamentu. W końcu Iryt poczuł ból w nodze, z rany zaczęła sączyć się substancja podobna do rtęci. Zmarszczył brwi, syknął, po czym skierował na kobietę silną falę wiatru, która zmiotła ją z nóg, wrzucając siłą do pokaźnego salonu. Wykonał bardzo szybki ruch dłońmi, tworząc metaliczne więzy, które unieruchomiły napastniczkę.  
- To cię ostudzi! - ryknął, stając nad nią, jak nad upolowaną zwierzyną.
- Uwolnię się, a wtedy …
- Zrobiłem co uważałem. Myślisz, że on nie zrobiłby tego samego?
- To mój brat, przez ciebie niewinny gnije w celi! Zrobili z niego kozła ofiarnego, a ty im wtórowałeś. Co ci obiecali? Surowce, stanowisko?
- Dość! - krzyknął odwracając wzrok.
Selena wbiegła do środka, a za nią Veldos, stali zdziwieni, próbując zrozumieć cokolwiek z ich rozmowy.  
- A to kto? - spytała, kierując wzrok na przybyszy, odmienionych przez Nulara.
- Nie muszę ci się zwierzać z mojego życia.
Wtedy odmieniona królowa lodu, zbliżyła się do spętanej, nachylając się nad nią, jakby próbowała wyczuć jej intencje. Jej oczy zdradzały wielki ból, tylko nie znała jego przyczyny, mogła się tylko domyślać.  
- Selena – przedstawiła się, uśmiechając się do nieznajomej. - A to Veldos, uczymy się u Iryta.
Zmierzyła ich wzrokiem, z wyglądu niczym nie różnili się od mieszkańców ich świata, więc uspokoiła się.  
- Bije się świetnie, ale co z tego, jak jest zimny jak głaz. - odparła, patrząc z wyrzutem na mężczyznę. - Dlaczego robiłeś mi nadzieje? Po co, żeby zniszczyć mojego brata? Bo chciał pokoju i pojednania? Gdy się dowiedziałam, że to twoja sprawka, wprost nie mogłam uwierzyć.
- Dość tego, idziemy. - odburknął Iryt, ciągnąc nieznajomą na siłę.

Lodowa wojowniczka zrozumiała, że musi się wtrącić. Na wspomnienie o pojednaniu, przyszły jej na myśl wspomnienia z jej życia. Nigdy nie była za wojną, ani konfliktami. Rzuciła się na Iryta, wybijając go z równowagi. Jego czary osłabły na tyle, że nieznajoma wydostała się z uścisku pęt. Dobyła broni, przybierając postawę obronną.  
- Co ty narobiłaś, głupia! - krzyknął wojownik, chcąc zaatakować Wirę, ale ta wyskoczyła w powietrze, zatrzymując się za plecami Seleny.
- Dziękuję, nie zapomnę ci tego. – wyszeptała, po czym wyskoczyła z pomieszczenia, wywołując mocny wiatr, który powywracał meble.
Iryt prawie gotował się ze złości, miał ochotę zmieść Selenę z powierzchni ziemi, swoim czarem. Wtedy Veldos stanął w jej obronie, zasłaniając ją ciałem. Elitarny wojownik odwołał moc w ostatniej chwili.  
- Nie obchodzi mnie z kim romansujesz, ani z kim przystajesz. Przyszliśmy się tu uczyć, a więc wywiąż się z danego słowa.
- To przez nią uciekła. Tu nie jest żadną przeklętą królową, niech to wreszcie do niej dotrze! - krzyknął, starając się uspokoić nagromadzone emocje. - Wynoście się, nie mogę na was patrzeć!
- Dokąd mamy iść? - spytał Veldos, ale mu nie odpowiedział, pokazał tylko na wrota wymownym gestem.
Selena wyszła bez dalszych pytań, ciągnąc za sobą kompana podróży. Iryt zamknął wrota, widzieli jak odlatuje gdzieś w dal w nieznanym im kierunku.  
- I co teraz? - spytał odmieniony wojownik lawy, czując się dziwnie.
- Szukamy Teniga, po to tu przybyliśmy – wycedziła stanowczym tonem, idąc w tłum kłębiący się w mieście.
Serce ściskał jej żal, miała dość kłopotów, żeby jeszcze znosić ciężki charakter Iryta. Postanowiła działać na własną rękę, chociaż potwornie się bała.  

***
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, odbijając się od tafli wody, pokrywającej okolicę, niczym tajemna granica. Dotarli do wzniesień, zbudowanych z wapienia, wśród których majaczyły zarysy królestwa wód. Ze ścian okalających miasto spływały szumiące wodospady, tworząc mgiełkę, która opadała delikatnie na ich skórę. Znaleźli się przy wejściu do środka fortecy, która oddzielała ich od dzikiego terenu. Strażnicy na ich widok pokłonili się nisko, rozpoznając Delanę. Pokazała im okrągły przedmiot, wykonany z perłowego materiału. Dotknęli go, przepuszczając ich dalej. Liria zdziwiła się, że nikt o nic nie pytał, nawet nie odbyli rozmowy.  
- Dlaczego nie wypytywali o nas?
- To proste, wszystko zapisałam w tej kuli. Dla nich jesteście moimi zagubionymi uczniami. Służę od najmłodszych lat w gwardii, mam wyrobioną pozycję i kredyt zaufania.
- Pomimo to nam pomagasz, dlaczego? - spytała Liria, chcąc dowiedzieć się więcej.
- Nular wytłumaczył mi, co może zdziałać Hedos. Wizja pustyni bez wody, przeraziła mnie dostatecznie. Nasz lud zginąłby pierwszy, gdyby zniknęły źródła życiodajnego płynu.
Fero słuchał przez chwilę, idąc spokojnym krokiem. Rozglądał się dookoła, nie mogąc się nadziwić misternym budowlom, wzniesionym przez wodnych ludzi. Pomimo surowego środowiska, stworzyli tu raj dla mieszkańców, a przynajmniej takie wrażenie odniósł powierzchownie. Każde domostwo wzniesione z precyzją, zostało ozdobione mieniącymi się w słońcu muszlami. Wszędzie rosły wijące się kwiaty oraz drzewa dające różnego rodzaju owoce. Czysta jak kryształ woda, płynęła uliczkami, a co kilka metrów tryskały źródełka. Dzieci biegały rozbawione, a mieszkańcy zdążali do swoich zajęć, zajmując się rutyną dnia codziennego. Ubrani byli dużo skromniej, a na ich twarzach malowało się zmęczenie. Wtem weszli za kolejne wzniesienie, a potem znaleźli się przed fosą, która ciągnęła się dość daleko. Po środku wznosiła się przezroczysta kopuła, za którą mieściły się najważniejsze w królestwie siedziby. Delana wskoczyła do wody, wołając za sobą wędrowców. Zanurkowali, płynąc do podwodnego przejścia, które strzeżone przez uzbrojone po zęby straże, stanowiło nie lada wyzwanie dla obcego przybysza. Kolejny raz kobieta pokazała im ten sam przedmiot, więc przepuszczono ich bez problemu. Wynurzyli się po drugiej stronie, budowla otoczona rajskim ogrodem, wyglądała jak z bajki. Cenne materiały z jakich została wykonana zapierały dech w piersi. Drogocenne kamienie mieniły się krystalicznie, odbijając refleksy na falującej u podnóża wodzie. Szli dalej, nie mogąc się nadziwić przepychowi.
- Ależ tu pięknie – westchnęła Liria, nie mogąc oderwać oczu od otoczenia.
- Może i pięknie, ale skąd takie skarby? Nie widziałem na pustkowiu czegoś podobnego.
- Fero, to pochodzi z głębinowych kopalni, a część z wnętrza ogromnej góry. O te surowce toczy się batalia od bardzo dawna. - odparła Delana, jakby opowiadała o czymś oczywistym.
- A kto wydobywa te skarby? Na pewno to ciężka praca … - wtrącił się odmieniony lodowy król.
- Buntownicy, którzy sprzeciwili się woli naszego władcy. Nie godzą się z obecnym porządkiem, więc zamiast ich unicestwić, łaskawie darowano im życie. Przynajmniej robią coś pożytecznego.

Liria zmarszczyła brwi, czując, że coś tu nie jest w porządku. Skarby znajdowały się tylko pod kopułą, a reszta mieszkańców bez ochrony żyła w skromnych domostwach, z mniejszą ilością roślinności, która w porównaniu z tutejszymi ogrodami wydawała się licha.  
- Skąd te podziały? Czemu całe królestwo nie pokrywa kopułą? - spytała podejrzliwie.
Delana ustała w miejscu, jakby trafili na trudny temat, którego chce uniknąć.  
- Tak ma być, na wypadek wojny, wszystkich zawołamy do środka, po co te pytania? Przybyliście tu w innym celu, a interesuje wasz nasz świat. Przecież tu nie zostaniecie.
- Nie chodzi o to, czy wszyscy nie powinni być równi? - oburzył się Fero, rozumiejąc co to władza nad królestwem bardzo dobrze.
- Powiedziałam, zadajecie za dużo pytań. Stawiacie mnie w niezręcznej sytuacji. Nie dość, że sprowadziłam was tu narażając własną skórę, to …
- Fero, daj spokój, ona nie może odpowiadać za całe królestwo, służy tylko władcy. - przerwała jej Liria, chcąc uspokoić kompana podróży.
W głębi wiedziała, że wyrobiła sobie pewne zdanie na temat tego miejsca. Pamiętała początki swoich rządów w królestwie lodu, jak koronowano ją na królową. Musiała pokazać swój charakter, sprawiła, że się jej bano. Wyglądało na to, że tutejszy monarcha również szedł tą samą drogą.  
Dotarli wreszcie do miejsca, gdzie pomieszkiwała ich przewodniczka. Mały pałacyk, w którym płynęła woda, mienił się niebieskimi kamieniami. W środku nie panował taki sam przepych, tylko przywitało ich surowe, funkcjonalne wnętrze. Ze ścian spływała woda, do basenu z ciepłą wodą na środku salonu. Weszli do następnego pomieszczenia, gdzie najwyraźniej kobieta trenowała. Bronie, różnego rodzaju bojowe dyski i obręcze, a nawet sieci i harpuny, zdobiły to miejsce. Z sufitu zwisały liny, jakby na nich ćwiczyła swoje sztuki walki.  
- Tu będziemy trenować, czeka nas dużo pracy, zanim puszczę was wśród naszych. Chcecie odnaleźć dzieci, więc musicie sobie radzić beze mnie potem.
- A nie możesz nas oprowadzić najpierw po królestwie? Tak zachwyciło mnie to miejsce, proszę. - spytała Liria, z błagalną miną.
- Mogłabym, tylko się nie wychylajcie, żeby nie wzbudzać podejrzeń wśród miejscowych.
- Dobrze, jesteś kochana – dodała odmieniona królowa lawy.

Wyszli na zewnątrz, lawirując wśród uliczek. Dostojnicy w wyszukanych strojach, spacerowali rozmawiając ze sobą. Na targu sprzedawano świeże przekąski prosto z wody, a stoiska ze strojami przykuły uwagę Lirii. Fero nudził się potwornie, gdy oglądały materiały. Wtem kątem oka zauważył czyjąś sylwetkę, zakrytą głębokim kapturem. Czarno - złote kosmyki nie pasowały mu najwyraźniej do tutejszych mieszkańców. Kobieca sylwetka wzbudziła w nim niepokój. Stanął bliżej nieznajomej, udając, że ogląda wraz z nią towary. Gdy odwróciła się do sprzedawcy, już wiedział, że znalazł kogoś ze swojego świata. Tamula zdawała się nie wiedzieć, kto koło niej właśnie stoi. Musiał coś zrobić, ale nie mógł się zdradzić, gdyż spłoszyłby wroga. Gdyby kobieta ostrzegła Hedosa, mogli stracić dzieci. Serce biło mu jak oszalałe, a zaaferowane towarzyszki zajęte oglądaniem, nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Chwycił za dzbanek z wodą i jakby niechcący wylał na niebezpieczną wojowniczkę lawy zawartość.  
- Ty niezdaro, jak śmiesz!
- Przepraszam najmocniej, ale skąd pani pochodzi? Z taką urodą …
- Odejdź, podrywaczu, z rybami nie chcę się spoufalać. - dodała z odrazą wymalowaną na twarzy.
Odeszła do stoiska obok, a wtedy Fero zagaił sprzedawcę.
- Co to za jedna? Nie tutejsza, a ją wpuścili? Cudzoziemkę?
- Król sprowadził tu niedawno przybyszy, mają nam pomóc w walce. Zabronił ich niepokoić, masz szczęście, że nie spaliła cię na wiór. Władają ogniem, a jedna lodem, zamraża bez wahania.
- Dziękuję za informacje, dawno nie byłem w mieście – wycedził Fero, odchodząc do Lirii i Delany, przerywając im oglądanie.
- Liria, mam ważne wieści, Tamula tam stoi.
- Co? Jak to?
- Król ich przyjął pod swój dach, chce żeby mu pomogli w wojnie. Nie wie, że to skończone szuje.
- Mówicie o tej trójce, która zawitała do nas niedawno?
- Dokładnie Delano, gdybyś wiedziała kto to jest, sama dałabyś im nauczkę. - oburzył się Fero.
- Nie można im nic zrobić, są chronieni. Władca wydał rozkaz, nikt nie śmie mu się sprzeciwić. Nular mi nic nie mówił o nich, są groźni?
- I to jak, wzniecili u nas konflikt, o mało co się nie pozabijaliśmy nawzajem. Wygnaliśmy ich do innego świata, ale Hedos ich odmienił na powrót wracając im ich moce. Trzeba ich śledzić, na pewno wiedzą, gdzie ten tyran się ukrywa. Mogą nas zaprowadzić do dzieci. Jak się do nich zbliżyć?
- Wiem, mam pomysł. Jeśli jest tam Zelda, będę wiedziała jak ją podejść. Może i była zdrajcą, ale pewne cechy charakteru są jej słabością i doskonale wiem jakie. - wtrąciła się Liria, uśmiechając się chytrze.
Zrozumieli, że są na dobrym tropie, tylko nie mogli się za nic zdradzić, trzeba było obmyślić plan, którego zalążek pojawił się w głowie mądrej władczyni z wulkanów.

706 czyt.
100%82
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2480 słów i 13756 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 9 paź 2018

    Odważny strój Wiry musiał być...   
    no i król ma ostro przerąbane    
    Lekkość z jaką poruszasz się w  magicznych światach jest zdumiewająca. Zamykasz oczy i jesteś tam? Też chciałbym taką wyobraźnię.

  • AnonimS

    AnonimS · 9 paź 2018

    Podziwiam Twoją fantazję i wyobraźnię w kreowaniu kolejnych światów. Pozdrawiam