Lodowa wojowniczka - Część II - 23

Drobiny piasku i wiejący silnie wiatr, utrudniały poruszanie się. Dzielni śmiałkowie nie wiele widzieli, gdyż podstępny pył dostawał im się do oczu. Berl kroczył po szklanym pomoście, dążąc do wytyczonego celu, jakby był zaprogramowany. Korzystając na zamieszaniu, dostał się na drugą część urwiska. Wmieszał się pomiędzy zamroczonych wojowników, szukając ofiary do porwania. Galma kucnęła za matką, zasłaniając twarz małymi rękoma. Wojownik lawy, sprytnie podkradł się do nieświadomej niebezpieczeństwa dziewczynki. Skoczył na nią jak pantera, zatykając malutkiej usta dłonią. Szarpała się, ale nie sposób wyrwać się z tak silnego uścisku. Wracał z porwaną przez stworzony most, kiedy mała ugryzła go z całej siły w rękę. Uwalniając usta zaczęła piszczeć w niebo głosy.  
- Galma, o nie! - zawołała Liria, próbując zlokalizować w gęstej burzy swoją pociechę.
- Podajcie mi kamień, szybko! - zarządziła lodowa wojowniczka.
Nular ledwo trzymając się na nogach, odnalazł swoją królową. Selena chwyciła w dłoń jaśniejący na błękitno przedmiot. Moc tkwiąca w starożytnej skale, zaczęła ją ogarniać, przeszywając ciało, niczym prąd. Wokół niej stworzyła się bariera, dzięki której piach nie trafiał w nią, tylko odbijał się. Przywołała opalową różdżkę bojową, rozpędzając burzę piaskową, najpierw wokół dzielnych śmiałków, a potem coraz dalej. Spojrzała na przepaść, nad którą znajdowała się szklana przeprawa, a Berl wchodził już na skarpę, gdzie stał Hedos. Gdy ujrzała kogo mają oprócz chłopca, zmroziła się jej krew z przerażenia. Nie patrząc na nic zaczęła biec na most, ale Berl jednym mocnym uderzeniem, roztrzaskał na kawałki swoje dzieło.  
- Oddajcie dzieci, mało wam było jednego? - krzyknął Rawo, wiedząc teraz czemu jasnowłosa tak panikowała.
- Nigdy nie oddamy! - krzyknął Berl, ściskając Galmę, która wyrywała się nadal.
Selena nie wiedziała co zrobić, w końcu spojrzała za siebie. Wpadł jej do głowy pomysł, który postanowiła w mig zrealizować.  
- Ulirze, Rawo, pomóżcie! Trzeba przewrócić te kolumny za nami, powinny dosięgnąć na drugą stronę.
Mężczyźni zrozumieli, że to jedyne wyjście. Silnymi czarami, zaczęli niszczyć podstawy monumentów, które zaczęły pękać.  
- Odsuńcie się, szybko! - zawołał wódz dżungli.
Nular wraz zresztą ekipy, odskoczyli na bezpieczną odległość. Ogromne marmurowe postumenty, zaczęły opadać tuż nad przepaścią, zatrzymując się po drugiej stronie. Hedos ledwo odskoczył, zajęty tworzeniem portalu.  
- Na drugą stronę, wszyscy! - krzyknęła królowa lodu, czując wzbierającą wściekłość w sobie.

Nie mogli iść zbyt szybko, gdyż wystarczył fałszywy krok, a poślizgnięcie się groziło śmiercią od upadku w otchłań. Berl na tym korzystał, uderzając w nich ognistymi pociskami. Selena zatrzymała się w połowie drogi, przywołując lodowe groty. Ruchem ręki skierowała je na rywala. Musiał robić uniki, co go spowalniało. Nagle przywołany przez Hedosa portal, zaczął mienić się na pomarańczowo.  
- Działa! - zawołał triumfalnie.
Spojrzał ponurym spojrzeniem na Teniga, który został przytwierdzony do skały. Uwolnił go, łapiąc mocno za ręce.  
- Idziemy!
- Nigdzie nie idę! - dodał chłopczyk, próbując mu mrozić dłoń. Nagle poczuł ból, od czarów tyrana, który mocą błyskawic poraził biednego więźnia.
Selena ujrzała co się dzieje, przyspieszając kroku. Znalazła się po drugiej stronie, niczym puma skacząca z drzewa. Rzuciła w stronę Hedosa lodowym wirem, ale on odbił go siłą woli. Wtem wyciągnął zza paska ostry nóż, przykładając Tenigowi do gardła.
- Przestań mnie atakować, albo zabiję go!
Najpierw królowa się przeraziła, ale zaraz przypomniała sobie o Nularze, przecież może wskrzesić synka. Uśmiechnęła się do siebie, znów koncentrując moc.  
- Nie powstrzymasz mnie, on odżyje.
Hedos zrozumiał, że maja tajną broń. Nie wiedział tylko który z zebranych jest ich uzdrowicielem.  
- Nie macie takich mocy, kto mógłby ożywiać umarłych, to nie możliwe.
Nular chciał się odezwać, kiedy Ulir wyczuł co się święci.  
- Ja potrafię wskrzeszać, zginiesz potworze! - krzyknął nacierając na Hedosa.
Nular patrzył bezradnie, nie zdążył powstrzymać biegnącego w szale wodza. Król pustyni podniósł dłoń, formując w niej ostry grot z błyskawic. Szybkim ruchem ręki, skierował go prosto w serce, nacierającego wodza. Ulir poczuł straszliwy ból, opadając na piach. Przyjaciele do niego chcieli doskoczyć, ale Hedos zmiótł go w przepaść. Selena wychyliła się, szybko tworząc w dole lodową półkę, na którą spadł. Obserwowali przerażeni, jak z dzielnego wojownika dżungli, uchodzi życie. Lojan zaczęła drzeć się tak głośno, aż zabrakło jej tchu.  
- Nie! Dlaczego ty!
Opadła czując wzbierającą falę łez. Kłóciła się z nim nie raz, ale nie życzyła mu nigdy śmierci. Fero wraz z Rawo zaczęli schodzić, po ciało mężczyzny. Hedos myślał, że zabił uzdrowiciela, Nular nie rozumiał dlaczego wódz poświęcił za niego życie. Poczuł, że musi coś zrobić, inaczej i on zginie, a wtedy nikt nie ożyje. Podbiegł do lodowej wojowniczki.
- Atakuj pani, teraz! Ożywię Teniga.
- Mam patrzeć na śmierć dziecka?
- A chcesz żeby zabili mnie w końcu? Trzeba ratować Galmę, bo uciekną nam.
Selena zastanowiła się chwilę, po czym skinęła lekko głową. Swoją mocą uderzyła w Hedosa, który chciał skrzywdzić Teniga, ale nóż wypadł mu z dłoni. Chłopczyk kucnął, chcąc uciekać, ale złapał go Berl. Teraz miał dwoje dzieci w posiadaniu. Królowa lodu uśmiechnęła się, gdyż wydawał się łatwym przeciwnikiem, zwłaszcza, że posiadła moc kamienia. Wulkaniczny wróg to odczuł, biła od niej niewyobrażalna moc. Szła w jego kierunku, emanując chłodem, niczym bogini zemsty.  
Wokół niej wirowało lodowate powietrze, a oczy świeciły się na błękitno. Uniosła w górę broń, uderzając w stronę Berla. Nagle Hedos wstał, zasłaniając zdrajcę swoim ciałem. Część jego pancerza odpadła, zamrożona na kamień. Niestety wróg stał nadal na nogach.  
- Berlu, ja ich zatrzymam, a ty wrzuć tam dzieci.
- Dokąd je zabieramy królu?
- Tam ich nie znajdą, zadbam o to osobiście! - zaśmiał się tyran.

Rawo i Fero wygrzebali się z ciałem Ulira, połączając do Seleny. Lojan ubrała artefakty, starając się nie patrzeć na zimnego już wodza z dżungli. Zaświeciła się na zielono, a jej skóra dostała ochronę.  
- Pomogę wam, on by tego chciał.
- Powiedzmy, dobrze że nie widzi, że kobieta … - zaczął mówić Mawil.
- Tak, nie widzi i dobrze – przytaknęła Lojan, marszcząc brwi.
Zaczęli nacierać na Hedosa pełną mocą zimna, ognia i trującego promienia. Hedos zaczął tworzyć wokół siebie barierę, która wchłaniała kierowane na niego moce. Zaczęła się powiększać, zasłaniając skutecznie portal i zdrajcę z przerażonymi dziećmi. Nie mogli skruszyć obrony straszliwego władcy pustyni, chociaż wydawało się, że od naporu sił, zaczyna powoli słabnąć. Całą swoją siłę musiał poświęcić na obronę, przez co nie mógł skrzywdzić w tej chwili nikogo.  
- Wrzuć smarkaczy do portalu Berlu! Na co czekasz! - krzyknął Hedos, ledwo dając sobie radę w utrzymaniu bariery.
Selena widziała co się dzieje wewnątrz, spotęgowała siły, chcąc zniszczyć znienawidzony twór. Fero również wściekły, rozpaczliwie chciał odzyskać syna. Rawo z Lirią poczuli strach o życie kochanej córeczki, ogniem bili w kopułę mocy, która powoli zaczęła blednąć.  
- Damy radę, wszyscy pełną mocą, bo nie zdążymy! - zawołała Lojan, dopomagając przyjaciołom.
Wtem Berl uśmiechnął się chytrze i wrzucił z całej siły chłopaka do portalu, który zamigotał iskierkami. Słychać było jego krzyk, który za chwilę ucichł.
- Nie! - krzyknęła Selena, czując wzbierające łzy na policzkach.
Za chwilę równie bez skrupułów wrzucił Galmę, która piszczała ze strachu, aż nie przeszła przez tajemniczą powłokę. Nagle ochrona Hedosa puściła, a tyran padł na ziemię, osmolony od uderzenia. Berl stanął w obronie króla pustyni, widząc że praktycznie wyczerpał swoją energię.  
- Berl, zginiesz zdrajco! - krzyknął król lawy, ledwo powstrzymując się.
Skoczył na byłego doradcę, zaczynając z nim wymieniać ciosy. W tym czasie Selena skoczyła na Hedosa, mrożąc go swoją bronią. Portal zaczął się zamykać, a droga do dzieci zniknęła bezpowrotnie, niczym snujący się nad polem dym.  
- Twoje minuty są policzone, mów gdzie dzieci!
- Nigdy się nie dowiesz, nie są w naszym świecie, a światów jest więcej niż gwiazd na niebie!
Wtedy Lojan przyłożyła mu do serca swoją broń, zatruwając mu krew. Nie mogła darować, że zabił Ulira. Nular podszedł do unieruchomionego tyrana, nachylając się nad nim. Zaczął szeptać do niego w nieznanym języku, a na twarzy pustynnego króla wymalował się strach. Selena nie wiedziała o co chodzi. Podbiegł do nich Ryzan, kopiąc leżącego Hedosa.  
- Mów im gdzie dzieci, zabiłeś moją ukochaną.
- Nie powiem, to będzie wasze przekleństwo, zapamiętacie mnie na zawsze, ale po mnie przyjdą inni, a wtedy unicestwią was na zawsze, nędzne tchórze!

Wtem wokół pustynnego tyrana pojawiła się żółta poświata i zaczął rozsypywać się na drobinki piasku. Nikt nie wiedział co się dzieje, ale nie dało się walczyć z czymś takim. Drobinki otoczyły walczącego Berla, który również zaczął znikać, wyglądając jak wirujący pustynny piach. Nagle usłyszeli głos, jakby Hedos znajdował się wszędzie.
- Wygraliście tą bitwę, ale wojna dopiero się zaczyna. Wrócę silniejszy, razem z innymi, których wasze ludy skrzywdziły w przeszłości! Cieszcie się życiem, dopóki możecie, bo czas waszej śmierci, ucieka jak piasek przesypujący się w klepsydrze.
Piaskowy wir poleciał w dal, znikając wysoko nad ich głowami, pojaśniało na żółto, po czym nastała cisza. Selena padła na piach, zalewając się łzami, Fero również ronił łzy, nie wstydząc się tego wcale. Rawo stał zszokowany, tylko Liria zaczęła płakać jak dziecko. Nular obserwował okolicę, ale po królu pustyni nie został ślad. Wiedział, że dzieci wysłali do innego świata, ale musiał się koniecznie dowiedzieć do którego. Musiał jakoś podnieść na duchu królową, choć sam nie wierzył w ich cudowne znalezienie. Hedos miał rację, światów jest ogrom, może im nie starczyć życia.  
- Wracajmy do pałacu – odezwał się uzdrowiciel.
- Nie mam siły, nie pójdę. - mówiła pełna bólu jasnowłosa, czując niemoc i żal.
- Muszę wskrzesić Kasję i pozostałych, potrzebuję do tego odpowiednich warunków.
- Może w naszym skarbcu? - odezwała się Elaja, przypominając sobie o zamrożonej Kasji.
- Mogę spróbować – dodał uzdrowiciel, zastanawiając się nad czymś.
Wtem złapał go za ubranie Mawil, przygniatając do ziemi.  
- Masz ją wskrzesić, bo jak nie, to nie ręczę za siebie.
- Mawil, daj spokój – odezwała się Fulda – mistrz wie co robi.
- Ładny mi mistrz, nikomu nie pomógł.
Wtedy Herba z Veldosem kazali im się uspokoić, z ich władcami było bardzo źle. Wydawali się jakby pozbawieni życia, nieobecni.  
- Nular, zrób coś, oni cierpią. - dodała Fulda, martwiąc się.
Uzdrowiciel podszedł do Seleny, wołając przy tym Ryzana.
- Pani, znajdziemy dzieci, Ryzan nam pomoże, zna zwyczaje króla pustyni. Powiedziałem mu coś w języku, który najwyraźniej zrozumiał. Włada nim tylko pięć ludów, myślę że zabrali ich do jednego z nich. Na pewno ich nie zabije, bo wie jakie moce w nich tkwią. Obawiam się królowo, że może chcieć ich przeciągnąć na swoja stronę.
- Co? Nie możliwe. Tenig nigdy nie współpracowałby z nimi.
- To tylko domysły pani, mogę się mylić. Najpierw wskrzeszę przyjaciół, a potem zaczniemy poszukiwania, nie spoczniemy, przysięgam ci na swoje życie.
- Nularze, liczymy na ciebie – dodała Liria, ocierając łzy.
- Liczymy i czekamy na efekty – dodał groźnym tonem Rawo.
- Powiem wprost, jak ich nie znajdziesz, to odejdziesz z naszego królestwa, chociażbym miał być pozbawiony twojej pomocy na wieki. - wtrącił się Fero, czując ogromną pustkę i wściekłość.
Nular przełknął ślinę, przecierając spocone czoło.  
- Niech tak będzie królu. Skoro taka twoja wola. Odzyskam dzieci.

Podnieśli się, klepiąc po plecach uzdrowiciela, pokładali w nim nadzieję, które w nich wzbudził. Już nie raz ratował ich z opresji, ale tym razem sprawa dotyczyła życia niewinnych istot. Postanowili wrócić do dżungli, biorąc ze sobą ciała obu wodzów, którzy dzielnie oddali za nich swoje tchnienia. Poukrywani mieszkańcy pustyni, wychodzili ze swoich kryjówek. Pozbawieni tyrana, odżywali. Nagle do Ryzana podbiegł młody człowiek, zakryty szatami od stóp do głów.  
- Uratowaliście nas, dziękuję.
- Kim jesteś? - spytał Ryzan, nie kojarząc rozmówcy.
- Jestem synem nieżyjącego brata Hedosa. Mam na imię Grodos. Byłem zmuszony chować się wśród ludu, obawiając się o swoje życie. To jest dowód na to, ze pochodzę z królewskiego rodu.
Młodzian odsłonił ramię, ukazując stały malunek na ciele, oraz amulet, mieniący się w słońcu, z symbolem ich ludu.  
- Wierzę ci, pomóż królestwu podnieść się po klęsce, ale jeśli zrobisz tak samo, jak twój wuj …
- Nie, przysięgam na wszystko co mi drogie. Miałem dość śmierci i strachu.
- To pamiętaj, mamy cię na oku. Ja i moi przyjaciele z lodu, lawy i dżungli.
Grodos ukłonił się, ujawniając się przed ludźmi. Odeszli, nie mając teraz ochoty zostawać w tym miejscu. Musieli dotrzeć do skarbca, aby wskrzesić przyjaciół, a słońce paliło mocno. Ostatni raz z żalem spojrzeli na miejsce, które odebrało im bliskich, maszerowali w ciszy, każdy sam na sam ze swoim sumieniem i myślami.

605 czyt.
100%154
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2521 słów i 14154 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 21 sie 2018

    Dorwą Hedosa i przetestują na nim najnowsze zaklęcia i amulety

  • emeryt

    emeryt · 21 sie 2018 · 202081569

    @AuRoRa,  dziękuję tobie za kolejny odcinek. O następne odcinki już jestem spokojny, przy tak wspaniałych pomysłach, które w tobie drzemią mogę życzyć sobie: tylko tak dalej. pozdrawiam.

  • AnonimS

    AnonimS · 21 sie 2018

    To nie takie proste. Wielu ludzi nie daje rady się dopaść. Ale Ty jesteś dobra wróżka   więc pewnie wszystko się dobrze skończy. Pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 21 sie 2018

    Czy w końcu dopadną tego Hedosa? I co z dziećmi. Daj im je odnaleźć.