Lodowa wojowniczka - Część II - 17

W prymitywnej chacie, porośniętej pnączami, Elaja z mozołem szukała odpowiednich specyfików. W dziedzinie ziół i wytworów natury, mogłaby konkurować z najlepiej uzdolnionymi szamanami. W glinianych naczyniach znajdowały się wysuszone rośliny, o których działaniu część ludności nie miała pojęcia. Tym razem nie interesowały ją pospolite zioła, tylko te, które powszechnie zostały zakazane do stosowania. Sekretnym przejściem, skierowała się do podziemnego pomieszczenia, biorąc ze sobą zapaloną pochodnię. W zakurzonym magazynie odnajdowała się doskonale, szukając sokolim wzrokiem właściwych glinianych naczyń. Po pewnym czasie miała ze sobą wszystko, czego potrzebowała, więc wyszła na górę. Nad paleniskiem umieściła kocioł, do którego zaczęła powoli dodawać składniki, pilnując ich proporcji. Nie mogła pozbawić życia jeńca, nie było to ich celem. Przetarła pot z czoła i mieszając ostatni raz zawartość, odstawiła garnek z ognia. Nalała drewnianą chochlą próbkę specyfiku, do podłużnego naczynia i wyszła na zewnątrz.  
- Nareszcie, co tak długo? - odparł zniecierpliwiony Zulem.
- Gotowe, podajcie to straceńcowi do wypicia. Nie jest w stanie przeciwstawić się sile natury.
- Mam nadzieję Elajo, że to pomoże. - dodał wódz, odbierając od niej próbkę serum.
Pustynny człowiek ledwo patrzył na oczy, czując jak trucizna krąży w jego żyłach. Doskonale wiedział, że trafił w poważne tarapaty, ale nie okazywał strachu. Wydobyto go z klatki, nadal spętanego mocnymi więzami.  
- Czego chcecie głupcy? Zabijcie mnie! Nic nie powiem.
- Pij! - ryknął Veldos, jakby chciał wgnieść go w ziemię.
Przytrzymano go, choć w obecnym stanie nie potrafił protestować. Nie chciał tylko połknąć mieszanki ziół, więc zmuszono go do tego siłą. Część wypił, ale resztę wypluł wprost pod nogi Zulema.  
- Elajo, przynieś jeszcze, jest uparty i wypluł część.
- Bez obaw, niech pluje, mam cały kociołek.
Jeniec otworzył szeroko oczy, chyba zrozumiał, że to nie żarty. Zakręciło mu się w głowie, dostał kolejną dawkę, którą połknął tym razem, bez protestowania. Wrzucono go na powrót do więzienia, z trujących kolców.  
- Jak masz na imię? - spytała Selena, pochylając się nad nieznajomym.
- Ryzan, jestem zwiadowcą. - wycedził przez zęby, zdziwiony jak lekko odpowiada na pytanie.
- Po co przybyłeś do naszej wioski? - drążyła temat Elaja.
- Żeby was obserwować i informować Hedosa o waszych planach.
- Gdzie jest twoje królestwo? - spytała znów lodowa królowa.
- Pod piaskami, głęboko pod ziemią.
- Jak tam trafić?
- Możecie tam wejść tylko z jednym z nas. Brama was nie przepuści.
- Jaka brama?
- Mamy specjalną drogę, chronioną przed wstępem obcych.

Jasnowłosa zastanowiła się chwilę, odchodząc na bok. Wyglądało na to, że dobrze zrobiła łapiąc wojownika z pustyni. Niestety będzie posłuszny tylko pod wpływem specyfiku, a potem pewnie będzie szukał okazji, żeby uciec, lub ich zgładzić.  
- Dlaczego nas napadacie? - zadała kolejne pytanie Elaja, nie rozumiejąc samego powodu wojny.
- Król się mści za naszych przodków. Zostaliśmy wygnani z ziem, należących do nas.
- Jak to? Kto was wyrzucił?
- Nie wiem, tylko władca zna historię naszego ludu. Jego spytajcie.
- Żeby to było takie proste jak mówisz – odburknął Veldos, wtrącając się do rozmowy.
Selena podeszła do więźnia i nachylając się nad nim, spojrzała w jego otumanione oczy.  
- Widziałeś pojmanego chłopca z królestwa lodu?
- Tak.
- Gdzie on jest przetrzymywany?
- Hedos trzyma go w swoim więzieniu, jest strzeżony.
- Po co go porwał?
- Ma potężną moc, Hedos chce skorzystać z jego zdolności. Więcej nie wiem.
Lodowa wojowniczka opadła na ziemię, już drugi raz słyszy, że jej syn jest wyjątkowy. Jaką moc miałby posiadać, poza mrożeniem i wzniecaniem śniegowych zawieruch.  
- Ciebie boi się najbardziej – odezwał się nie pytany przez nikogo jeniec, wskazując na Selenę.
- Mnie?
- Tak. Nie jesteś czystej krwi wojowniczką lodu. On to wie. Pochodzisz z innego świata.
Wszyscy spojrzeli na nią z nieukrywanym zdziwieniem, gdyby Kasja żyła, pewnie nie zmieniłaby wyrazu twarzy.  
- Twój mąż był z wulkanów, zanim dokonała się jego przemiana. Twój syn posiada skrzyżowanie tych mocy. Hedos chce to wykorzystać.
Królowa zmarszczyła brwi, teraz do niej dotarło, że batalia o Teniga, nie będzie należała do łatwych. Nie zdawała sobie sprawy ze zdolności syna, Fero nigdy nie pozwalał mu walczyć. Teraz znów miała do niego o to wielki żal. Nagle coś jej zaświtało, skoro mały ma takie zdolności, więc Galma powinna mieć podobne. Dlaczego jej nie porwali, czyżby nie mieli odpowiednich informacji? Z zamyślenia wyrwał ją Zulem.
- Elajo, on przytomnieje, przynieś kolejną dawkę …
- Nie! - zawołała Selena – wystarczy, dowiedziałam się nawet za dużo.
- Ale musi nas zaprowadzić do wejścia. Bez niego jesteśmy bezradni.
- Wiem, ale teraz dajcie mu odpocząć, bo nie będzie w stanie nawet się poruszać. Musimy zaczekać na Ulira …
- Dobrze, jak chcesz, ale truciznę będę mu nadal podawał, bo czmychnie i jeszcze kogoś po drodze zabije.

Królowa tylko przytaknęła i odeszła do jednej z chat, żeby obmyślić plan na spokojnie. Usiadła na plecionym siedzisku, łyknęła wody z glinianego kubka, westchnęła głęboko. Zatęskniła na mocnymi ramionami swojego ukochanego, tyle czasu minęło od kiedy wyruszyła z pałacu. U jego boku potrafiła wydobyć z siebie więcej mocy, niż w pojedynkę. Czuła się taka samotna, ale nie chciała nikomu przyznać się do swojej słabości. Wtem do pomieszczenia wbiegł jak poparzony Veldos.
- Wrócili! Pani chodź!
Selena wybiegła na dziedziniec wioski i ujrzała Rawo. Od razu rzuciła się, żeby go przywitać. Król wulkanów czuł jak kobieta obejmuje go mocno, prawie mrożąc go niechcący.  
- Co ty robisz? Żeby Fero to widział …
- Jak mi go przypominasz, to nie zdajesz sobie sprawy.
- A  ty przypominasz mi Lirię – dodał mężczyzna, nie wypuszczając z objęcia jasnowłosej.
Dużo nie brakowało, a uroniłby łzę, ale gdy tylko spojrzał na Veldosa, zagotowała mu się krew w żyłach. Delikatnie odsunął od siebie królową lodu i powoli zaczął się zbliżać do swojego wojownika, który nie spodziewał się, że król już się dowiedział o jego małym kłamstwie.  
- Witam cię … królu lawy – dodał Rawo, marszcząc brwi.
Wojownik przełknął głośno ślinę, domyślił się w mig, o co chodzi.  
- Panie, wybacz mi … to nie tak, żebym chciał …
- Marzy ci się władza?! Miałem już takich odważnych, a wiesz jak skończyli?
- Królu, proszę, to sytuacja … nie śmiałbym cię chcieć zastąpić …
Ulir obserwował z uwagą kłótnię mężczyzn, z założonymi rękami.  
- Zaraz poznasz moją wściekłość w czystej postaci!
Król zaczął jaśnieć na bursztynowo, przywołując swoja złotą broń. Veldos wiedział, że nie będzie w stanie mu się przeciwstawić, zamknął tylko oczy, chcąc przyjąć na siebie karę. Ognisty podmuch poszybował ku wulkanicznemu wojownikowi, ale na jego drodze stanęła Herba. Cały impet czaru, trafił w jej smukłe ciało. Krzyknęła z bólu, niczym w czasie bitwy.  
- Rawo, przestań! - krzyknęła Selena, wysyłając mrożący podmuch w stronę króla.
Generał lawy padła na trawę, czując ogarniającą jej ciało pożogę. Fulda nie czekając na nic, zaczęła leczyć cierpiącą kobietę.  
- Wiesz Seleno co ten pyszałek zrobił?
- Wiem, też tego nie pochwalam, ale on nie chce przejąć twojej władzy, rozumiesz? Jest jeszcze młody, ma impulsywne pomysły, ale nie jest zdrajcą! Udowodnił nie raz, że można na nim polegać.
- Ona ma rację. Widziałem go w akcji, jest odważny. Byłby dobry z niego król, ale on służy tobie. To moja wina, nie chciałem im pomóc z artefaktem, dlatego skłamał. - wtrącił się Ulir, a wszyscy spojrzeli na niego z otwartymi szeroko oczami.

Veldos podbiegł zszokowany do Herby, która odzyskiwała siły. Fulda skończyła swoje obrzędy i kiwnęła tylko porozumiewawczo do Seleny. Wulkaniczny wojownik pomógł wstać pani generał, a ta spojrzała na niego swoimi złotymi oczami.  
- Stanęłaś w mojej obronie … dlaczego?
- Nie ważne. - wycedziła, odchodząc w kierunku króla.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale zszokowany tym co ujrzał, nie mógł dojść do siebie. Jako kobieta, Herba była atrakcyjna. Gdy ujrzał, że taka osoba go broni, coś mu nie pasowało. Czy zrobiła to dlatego, że był jej podwładnym, czy może żywiła do niego jakieś inne uczucia. Gdy Rawo uspokoił się na tyle, że mogli wreszcie porozmawiać, zorganizowali zebranie w chacie. Elaja jako wódz południowej wioski zabrała pierwsza głos.
- Mamy jeńca, zna drogę do Hedosa, ale musi być pod wpływem specyfiku, żeby ją nam zdradzić. Posiadamy również wszystkie artefakty.
- I ktoś z nas, będzie musiał je wszystkie założyć – dodał Zulem, kierując wzrokiem po wodzach z dżungli.
- To ustalimy później – dodała Selena – Berlu, potrzebuję twojej wiedzy.
- Co chcesz wiedzieć pani? - spytał doradca Rawo.
- Kiedy możemy się spodziewać zaćmienia słońca?
Mężczyzna kaszlnął, jakby coś utkwiło mu w gardle.  
- To nie jest takie proste pani, musiałbym dokonać wyliczeń …
- To zacznij teraz!
- Dobrze, ale tak jak mówiłem, to zajmuje trochę czasu.
- Więc do roboty. - dodała królowa lodu z groźną miną.
- Za ten czas ustalimy kto z nas będzie nosił wszystkie artefakty – dodał Zulem.
- Po co ustalać coś, co jest z góry wiadome. To ja je założę, nie ma wątpliwości – odparł Ulir.
- Ty? Wybacz, ale to powinien być ktoś bardziej odpowiedni, ciebie nawet stwory z bagien zjedzą … - wtrąciła się Lojan, uśmiechając się ironicznie.
- To oczywiste, że to ja je założę, jestem z was najstarsza – powiedziała spokojnym tonem Elaja.
- Wiek nie ma nic do rzeczy, chodzi o dobre podejście do walki, mnie możecie bez problemu powierzyć bronie. - mówił Zulem.
- A ja myślisz, że się nie nadaję? Jesteś taki jak Ulir? Jestem kobietą, to się nie nadaję? - odezwała się oburzona Lojan.
- Nie miałem tego na myśli, ale …

Rawo przyglądał się tej kłótni, w końcu rąbnął dłonią w stół, który w miejscu uderzenia zapalił się.  
- Spokój! Bo zabiorę wam te bronie i sam je ubiorę!
Wodzowie z dżungli zaczęli się głośno śmiać.
- Panie, na tobie te przedmioty nie będą mieć żadnej wartości, to tak jakbyś chciał nam oddać swoja różdżkę lawy. - dodał Zulem.
- W takim razie ustalcie między sobą, ale macie czas tylko do świtu! Inaczej kłócilibyście się cały czas. Jesteście jednym plemieniem czy nie?
- Masz rację królu lawy. Musimy się dogadać, to dla dobra nas wszystkich. - powiedziała Elaja.
Wodzowie wyszli do innej chaty, żeby nie rozpraszać Berla, który coś obliczał na pergaminie. Wtedy Mawil pociągnął za sobą Selenę i wraz z Fuldą, spojrzeli na nią porozumiewawczo.  
- Pani, musimy porozmawiać na osobności … - dodał szepcząc generał.
- Co się dzieje?
- Musisz tego posłuchać, chodzi o Berla – dodała cicho uzdrowicielka.
- Berla? A co z nim?
- Właśnie do tego zmierzamy … - dodał stanowczym tonem Mawil, marszcząc brwi i rozglądając się dookoła, czy ktoś ich nie podsłuchuje.

644 czyt.
100%193
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2080 słów i 11504 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 23 lip 2018

    Ambicje biorą górę nad dobrem wspólnym. Zobaczymy co dalej.pozdrawiam

  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 lip 2018

    Powoli się wyjaśnia tylko nadal nie jest z górki. A ludzie zawsze się kłócą.A przeważnie nie mają powodu. Dobry odcinek

  • emeryt

    emeryt · 22 lip 2018 · 202081569

    @AuRoRa, kolejny odcinek i bardzo ciekawy, dla mnie to jak wstęp do rozwinięcia akcji w pełni. Na tym portalu chyba nie natrafiłem na tak pełnego weny autora i w dodatku tak szybko pojawiające się kolejne odcinki. Na razie dziękuję Tobie za ten i pozdrawiam.