Lodowa wojowniczka - Część III - 13

Skruszone pod wpływem erozji mury zniszczonego niegdyś pałacu, jak niemy świadek obserwowały spotkanie z wrogiem. Berl w purpurowo – czarnej szacie, wzbudzał respekt swoim wyglądem. Krótkie czarne włosy ze złotymi refleksami, poruszały co chwila podmuchy wiatru, lawirującego pomiędzy ruinami. Wira doskonale wiedziała, że poza zdolnością walki, ma też inny atut, z którego miała zamiar zrobić użytek. Uśmiechnęła się lekko, odgarniając długie srebrzyste kosmyki delikatnym ruchem ręki. Widziała jak wzrok wulkanicznego wojownika, zatrzymuje się momentami na jej kształtnym ciele. Spojrzała mu wymownie w oczy, po czym odezwała się pierwsza.  
- Czy mi się zdaje, czy rozpraszam twoją uwagę? Wolałabym, aby rozmówca patrzył mi w oczy, nie w …
- Mogę patrzeć gdzie chcę, ale nie po to tu przybyłaś, aby ukazywać mi wdzięki. Czekam na odpowiedź, miałaś się zastanowić. - dodał, zakładając ręce przed sobą.
- Będę musiała cię rozczarować, gdyż brata uwolniłam w nocy. Pomogli mi moi rebelianci, jak się okazało, nie byłeś mi do tego potrzebny. - skwitowała, pewnym siebie tonem, który kosztował ją wiele energii.
Berl spojrzał na nią z ponurą miną, jakby wybity z wcześniejszego planu, obmyślał na szybko kolejny.  
- Rozumiem, że nadal macie żal do króla i chcecie go obalić. W dodatku mniemam, że uciekliście na chwilę, a za wami został wydany rozkaz schwytania, więc nie jesteście bezpieczni, mam rację?
- Nie ukrywam, przydała by się nam pomoc, możemy połączyć siły. W tym królestwie jesteśmy wygnańcami, tylko czy zechcecie nadal nam pomóc.

Mężczyzna spojrzał na Wirę z zaciekawieniem, zbliżając się do niej niebezpiecznie blisko. Struchlała, kiedy jego dłoń zatrzymała się na jej ramieniu. Wyraźnie czuła zainteresowanie z jego strony, jakby jej uroda wciągnęła go w pułapkę.  
- Jesteś mądra, ale i urodziwa. Masz szczytne cele, pomożemy wam odbić królestwo, ale mam osobiste pytanie.
Iryt obserwujący zdarzenie, przysłuchiwał się z uwagą słowom nieznajomego. Już jego dotyk na ciele dziewczyny, wywoływał w nim chęć zniszczenia go, ale słowa zaczęły judzić go jeszcze bardziej. Selena powstrzymywała go przed ujawnieniem się, choć sama ledwo się hamowała przed porachowaniem Berlowi kości.  
- Co chcesz wiedzieć? - spytała zaciekawiona.
- Jesteś wolna, czy masz kogoś, kto wściekłby się, na myśl, że chcę się do ciebie zbliżyć, więc?
Podniebna wojowniczka westchnęła, wciąż nie spuszczając wzroku z wroga. Wiedziała, że są obserwowani, ale nie mogła się powstrzymać, żeby to powiedzieć.  
- Wolna, jeśli cię to uraduje. Tylko nie spytałeś, czy będę chciała zwrócić na ciebie uwagę, wiesz że nie pochodzisz z mojego świata, a nasi mężczyźni różnią się od waszych. - odparła kokieteryjnie przejeżdżając dłonią po jego torsie.
Elitarny wojownik prawie gotował się ze złości, gdy widział jak zachowuje się Wira. Wiedział, że dziewczyna robi mu ewidentnie na złość.  
- Puść mnie – syknął do odmienionej królowej lodu
- Uspokój się, chcesz nas wydać?
- To zmierza w złym kierunku, miała nam pomóc, a nie umawiać się z wrogiem.
- Może to taktyka? - wtrącił się Veldos przewrotnie.
Iryt nie słuchał już nikogo, chciał przeskoczyć przez murek, wtedy Lon go chwycił, na siłę ściągając ku ziemi. Kawałek murku obluzował się i upadł, wzbudzając czujność Berla. Nagle obejrzał się w kierunku dobiegającego hałasu. W mig zauważył skruszone kawałki kamieni, rozsypane po podłożu. Dobył wprawnym ruchem bojowej różdżki, przykładając jej ostry koniec do gardła zaskoczonej Wiry.
- Kogo przyprowadziłaś? Mów albo pożegnasz się z życiem.
- Dobrze, nie przyszłam sama. Myślisz, że samotna kobieta ma szanse w takim niebezpiecznym świecie? - syknęła.
- Każ im wyjść, natychmiast!
Przełknęła ślinę, po czym odezwała się.
- Wyjdźcie, Berl chce was poznać rebelianci. - dodała stanowczym tonem.

Iryt zamarł na chwilę, obawiał się, że jako elitarny wojownik, może zostać rozpoznany. Ich wcześniejszy plan nie powiódł się, więc Wira działała na żywioł. Selena kazała wszystkim się podnieść. Nie obawiała się ukazać wrogowi, gdyż miała zmieniony wygląd. Z uniesionymi wysoko rękami, na znak aby nie myślał, że chcą go zaatakować, wyszli spokojnym krokiem.  
- Doborowe towarzystwo przyprowadziłaś. - odparł, przyglądając się przybyszom.
- Puść ją, wystarczy. - odezwał się Lon – nie po to mnie uwolniła, żeby teraz ginęła tak niepoważnie.
Berl opuścił broń, a Wira sprawdzała rękoma, czy wojownik lawy nie zadrasnął jej delikatnej szyi.  
- To moi najlepsi ludzie, gotowi obalić rządy, które każą nas gnębić. - mówiła pewnym siebie głosem uwolniona – Chcemy się do was przyłączyć, poznać Hedosa, którego chwaliłeś pod niebiosa. Moglibyśmy współpracować, przecież tak samo pragniecie pokoju jak my.
Berl przyglądał się nieznajomym, co do mężczyzn, wydawali się w porządku, ale kobieta stojąca za nimi, wzbudzała w nim dziwne wątpliwości.  
- Wiro, wiem, że walczysz o sprawiedliwość, bo ratowałaś brata, ale wytłumacz mi, skąd ona się wzięła? Nie słyszałem, aby u was wcielano płeć piękną do walki.
- Myślisz, że tylko ja miałam kłopoty? Powiedz co ci zrobili, że z nami walczysz, przeciwko niesprawiedliwości – zwróciła się do odmienionej królowej lodu, a Berl w mig skierował na nią uwagę.
- Straciłam syna – rzuciła pewnym siebie tonem Selena, patrząc Berlowi prosto w oczy – utrata dziecka jest dla matki największym ciosem, jaki sobie można wyobrazić.
- To dobry argument do walki. Rodzice pokładają marzenia w dzieciach, osobiście nie mam potomka, ale zajmuję się kimś, kogo nie zawahałbym się nazwać synem. - odparł wojownik lawy, zmieniając wyraz twarzy na łagodniejszy.
Odmieniona królowa lodu ledwo się powstrzymywała przed wydaniem prawdziwej tożsamości. Bezczelność Berla przekroczyła granicę, z której nie zdawał sobie w tym momencie sprawy. Nazwanie Teniga synem, wzbudziło w Selenie pierwotne instynkty, gdyby tylko mogła, pozbawiłaby dumnego z siebie wojownika życia.  
- Nie mamy czasu, pomożesz nam, czy musimy walczyć sami? - wtrącił się Lon.
- Pomogę, przecież powiedziałem. Chodźcie za mną, zaprowadzę was do Hedosa. - odparł wkraczając w głąb ruin.

Nie wiedzieli czy mówi im prawdę, ale poszli za nim, licząc na to, że są na dobrej drodze. Innego tropu nie mieli, musieli korzystać z każdej, nawet ryzykownej okazji, aby się do nich zbliżyć. Szli oświetlonym pochodniami korytarzem, gdzie unosiła się woń wilgoci i wapiennych skał. Selenie przyspieszyło tętno, gdyż z każdym kolejnym krokiem, mogła być bliżej najstraszniejszego wroga, jaki kiedykolwiek stanął na ich drodze. Zastanawiała się, czy to nie aby kolejna pułapka kłamliwego zdrajcy. Weszli do częściowo zasypanej sali, gdzie niegdyś mieściła się komnata jakiegoś dostojnika. Pokruszone rzeźby leżały niedbale, a na ścianach zostały ślady dawnych malunków. Rozejrzeli się wokoło, ale nikogo tam nie było. Wira spojrzała podejrzliwie na mężczyznę, który ich tu zaprowadził.
- Czy ten Hedos jest niewidzialny?
- Niestety musimy tu zaczekać, aż wróci z wyprawy.
- A można wiedzieć ile to zajmie? - wtrącił się Lon, wyraźnie zniecierpliwiony.
- Cierpliwości, nie rzucam słów na wiatr. - dodał spokojnym tonem, zasiadając przy wyjściu na jednym ze zwalonych głazów.
Lodowa wojowniczka doskonale wiedziała, ile warte są jego obietnice. Mogli zostać uwięzieni, albo co gorsza, pozbawieni życia. Na wszelki wypadek obserwowała wroga. Siedzieli w skupieniu, aż w końcu Iryt nie wytrzymał, podnosząc się z miejsca.  
- Posiedzieliśmy, pozwiedzaliśmy gruzowisko, gdybym wiedział, że będę tkwił pod ziemią, wziąłbym prowiant ze sobą.
- Po co te nerwy. Znajdzie się coś do jedzenia, zaczekajcie chwilę. - dodał znikając w półmroku korytarza.
- Naprawdę jesteś głodny? - spytała Wira.
- Nie, tylko on mnie denerwuje, miałem dość patrzenia na tego typa, chociaż tobie chyba przypadł go gustu. - rzucił uszczypliwie elitarny wojownik.
- Nigdy się nie dowiesz, to moja sprawa – prychnęła dziewczyna.
Za chwilę wkroczył Berl, z nieukrywanym uśmiechem na twarzy.  
- Posłałem po posiłek, nie mogę was przyjmować na sucho, w końcu mamy współpracować. - dodał, siadając ponownie na kamieniu.
- Macie tu kucharza? W takich warunkach? - zdziwił się Veldos.
- Pomocnika, walczy po naszej stronie, ale i robi świetne jedzenie. Hedos jest zachwycony, wy też będziecie. - odparł uśmiechnięty.

Siedzieli spokojnie, zastanawiając się co dalej robić, gdy usłyszeli czyjeś kroki. Wtem we wejściu do pomieszczenia znalazł się młody chłopak. Miał długie prawie białe włosy, które miał spięte z tyłu głowy. Szaro – czarne ubranie, przypominające częściową zbroję, zdobiło jego sylwetkę, dodając mu powagi. Niósł ze sobą kociołek i miski. Położył je przed gośćmi, nie okazując sympatii do zebranych.  
- Pójdę po łyżki – dorzucił jeszcze jakby od niechcenia.
- Nie wygląda jak mieszkaniec podniebnego królestwa, kto to taki? - spytał Lon, wyraźnie zaciekawiony.
- Mój podopieczny. - odparł Berl, zachwycając się nad zapachem potrawy.
- Niewolnik? - dopytała jeszcze odmieniona królowa lodu, chcąc się upewnić.
- Skądże, służy nam w własnej woli. Mieliśmy jeszcze w naszych szeregach dziewczynę, ale opuściła nas tak nagle. Wciąż jej szukamy. Tenig chciał ją powstrzymać, ale go pobiła.
Selenie wypadła miska z ręki, a aromatyczna potrawa wylała się na podłoże. Zrozumiała, kto im podawał posiłek. Serce zaczęło jej bić ze zdwojoną siłą, wreszcie po tylu poszukiwaniach, odnalazła syna. Gdy wszedł ponownie do pomieszczenia, zaczęła się mu przyglądać uważniej. Jak mogła przeoczyć, że ma błysk w oku jak Fero. Chciała do niego podejść, rzucić się mu w ramiona i nie wypuścić, zabrać ze sobą do pałacu lodu. Oznajmić, że odnalazł się książę. Niestety nie dość, że nie mogła przybrać poprzedniej postaci, to jeszcze stał jej na drodze Hedos, który miał zjawić się tu niebawem. Nie mogła dopuścić, aby się zorientował kim jest, bo nie wypuściłby ich żywych. Wtem Berl wstał z siedziska, przeciągając się.
- Wyjdę na zewnątrz, jak przybędzie mój pan, to go powitam i od razu o was powiem. Tenigu, zostań z nimi, na wypadek, jakby się rozmyślili.
- Jak sobie życzysz, ty tu rządzisz. - powiedział młody wojownik lodu, siadając przy wyjściu z pomieszczenia.
Veldos szturchnął łokciem Selenę w plecy.  
- Co robimy? Mamy szansę na ucieczkę.  
- A jak chcesz ominąć Hedosa lub Berla? - syknęła cicho.
- Nie wiem, ale warto spróbować, a co jak nas rozpozna lub wyczuje? Skoro potrafi podróżować pomiędzy wymiarami …
- Możesz mieć rację, Berl nie jest na tyle obyty, ale Hedosa nie można lekceważyć.

Selena zaczęła zbierać moc, a Veldos ukradkiem dobywał przywołanej broni. Wira, Lon i Iryt zrozumieli, że muszą pomóc. Tenig spojrzał na nich podejrzliwie. Zaczął iść w ich kierunku, a kiedy był bardzo blisko, zatrzymał się nagle widząc błysk srebrnego oręża w świetle pochodni.  
- Co to ma znaczyć? - wycedził, chcąc ich powstrzymać.
- Uspokój się, nie chcemy zrobić nikomu krzywdy. - tłumaczyła się Selena.
- Zdrajcy! - krzyknął jeszcze chłopak.
Po chwili doskoczyli do niego Iryt, Lon i Veldos, chwytając go mocno i zakrywając usta. Wtedy Selena skoncentrowała moc, uderzając nią prosto w wystraszonego młodziana. Wira wydobyła małą fiolkę z płynem, każąc mu wlać zawartość do gardła. Za chwilę Tenig zaczął tracić przytomność, zamglonym wzrokiem patrzył jeszcze na kobietę, która stała nad nim. Odmieniona królowa lodu, nachyliła się nad nim szepcząc.  
- Wybacz mi.
Mimowolnie uroniła łzę, którą przetarła szybko ręką.  
- Bierzcie go pod bok, uciekamy! Szybko, zanim się ocknie. - odparła stanowczo królowa, przerażona obrotem sytuacji.
- A jak wyjdziemy? Berl jest przy wyjściu z ruin. - zauważył Veldos.
- Zostawcie go mnie – wtrąciła się Wira – tylko błagajcie, żeby Hedos się nie zjawił.
Ruszyli przez korytarz, pełni obaw. Byli jednocześnie tak blisko i tak daleko celu. Musieli postawić wszystko na jedną kartę, za wiele mogli stracić.

321 czyt.
100%102
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2200 słów i 12604 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 23 lis 2018

    Wira i Berl. Z tej mąki będzie chleb   
    Połączy ich wspólny cel jakim jest pokój. W końcu Selena odnalazła Teniga oby im się udało

  • AnonimS

    AnonimS · 20 lis 2018

    No i prawidłowo odbiła syna.