Lodowa wojowniczka - Część II - 21

Palące słońce odbijało się od złotych budowli, które jak niemy obserwator tkwiły niewzruszone nad tłumem gapiów. Na wzniesienie, przygotowywane do obrzędu, wniesiono jakieś naczynia, przypominające misy. Tenig nadal szarpał się z całych sił, nie patrząc na konsekwencje swojego zachowania. Przyzwyczaił się do zadawanego mu bólu, trzymany długo w nieludzkiej niewoli. Hedos wszedł na specjalny podest, rozkładając szeroko ręce, na znak, że chce przemówić. Zapanowała powoli cisza, a oczy zebranych utkwiły na władcy pustyni.  
- Nadszedł dzień, w którym pokażemy swoją potęgę. Zabrane nam tereny, na nowo zostaną wcielone do piasków pustyni. Przeklęte rośliny obrócą się w proch, a kości wrogów będą wszędzie. Moi przodkowie nie mieli odwagi, ale ja zapoczątkuję rewolucję! - krzyknął na koniec na cały głos, aż z tłumu podniosły się wiwaty.
Selena słuchała przemówienia w milczeniu, gotując się w środku ze złości. Nie spuszczała z oka syna, czuwając nad nim niczym orlica nad gniazdem. Towarzysze broni, również szykowali moce, gromadząc je powoli pod płóciennymi okryciami. Omamiony rządzą władzy tyran, zaczął mówić dalej, napawając się swoją potęgą.  
- Ten wróg zaraz odda swoje życie, a jego moc spłynie na mnie. Będę władał nie tylko wiatrem, ziemią i błyskawicami. Ogień, woda i lód zostaną przeze mnie okiełznane. Słońce powoli zakrywa się na niebie – dodał wskazując w górę. - To nasz czas, ceremonię czas zacząć!
Nagle trzymający kurczowo chłopaka pustynni strażnicy, zaczęli go ciągnąć na podwyższenie, z którego zeszedł Hedos z szyderczym uśmiechem, przyklejonym do twarzy. Rozstawiono wokół pojmanego misy, do których zaczęto wlewać jakieś płyny i wsypywać kolorowe prochy. Tenig splunął pod nogi trzymającego go mężczyzny, za co znów oberwał dotkliwie.  
- Puśćcie mnie, nie wytrzymam dłużej – syknęła lodowa wojowniczka, ledwo powstrzymując nerwy na wodzy.
- Jeszcze chwilę, zbieramy swoje siły – dodał Rawo, sam nie kryjąc zdenerwowania o los bratanka.
- Mamy szanse go odbić? - spytał po chwili Mawil, patrząc na Zulema.
- Szanse są, ale nie wiem co dalej.
- Nie dopuśćcie, żeby Hedos zabił chłopaka, bo jak posiądzie jego moc, nikt mu nie da rady. - wtrącił się Ryzan, czując napływ adrenaliny w żyłach.

Wtem przyniesiono stalową obręcz, do której przyczepiono drobne kamienie, przypominające ten, który znaleźli w dżungli.  
- Co to? - spytał Ulir.
- Ściana przejścia, przy zaćmieniu aktywuje się. Jest potrzebna do wchłonięcia mocy.
- Czyli Ryzanie, musimy ją zniszczyć, tak? - spytała Herba.
- Tak, ale będzie najwięcej chroniona.
Jasnowłosa zmarszczyła brwi, trzymając w pogotowiu swoją nagromadzoną moc. Przypomniała sobie szczęśliwe chwile w pałacu, śpiewy nad kołyską, struganie zabawek z Fero, spacery po ogrodzie z synkiem i wszystkie pocałunki na dobranoc, które składała. Nie miała siły płakać, to nie może się źle skończyć, nie teraz. Kasja zginęła, ale czy oni przeżyją, wiedziała, że jej już nikt nie ożywi, bo wykorzystała swoją szansę. Gdy umrze, ostatecznie odejdzie z tego świata, a nawet Nular nie będzie w stanie jej pomóc. Ścisnęła pięść, czekając na okazję do ataku. Słońce zostało zakryte do połowy, a płyny w misach zaczynały emanować blaskiem. Obręcz powoli aktywowała się, robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Wtem Rawo szturchnął Selenę w bok, dając jej znak, że zebrał energię. Wtem wszyscy zrozumieli, że to ten moment. Zamarło im serce, ale najwyższa pora się ujawnić. Jasnowłosa zaświeciła błękitnym blaskiem, a jej niebieskie oczy zdawały się mienić jasną barwą nieba. Podłoże pod nimi zaczęło zamarzać, powiększając swoją powierzchnię z każdą sekundą. Hedos drgnął, wyrwany z rytuału, obejrzał się za siebie i zamarł na chwilę. W jego kierunku poszybowały lodowe groty. Przywołał barierę, od której odbiły się pociski z zamarzniętej wody. Zebrani mieszkańcy zaczęli uciekać w popłochu, a strażnicy stali w gotowości. Krzyki i piski wydawały się zagłuszać pierwsze odgłosy walki. Rawo przywołał złotą broń, a sam zaświecić się na bursztynowo. Jego ludzie i przyjaciele Seleny, również atakowali napastników. Zulem, wraz z innymi władcami dżungli, przywołali moce swoich artefaktów. Niestety Hedos nie miał zamiaru przerywać obrzędu, utworzył wokół podniesienia, barierę z błyskawic.
- Nie przerywać! Bo was zabiję! - ryknął, patrząc przerażony na ciemniejące powoli niebo.
Selena cieszyła się, że palące słońce ustępuje, teraz mogła bez obaw przywołać opalową różdżkę. Całą swoją potęgą, kładła kolejnych straceńców, mrożąc ich bez litości, Rawo, wraz ze swoimi ludźmi, dopełniali dzieła. Trucizna z dżungli, wystrzeliwana przez Zulema i Elaję, trafiała w następnych pyszałków. Wydawało się, że wygrywają, gdyż powoli na placu robiło się coraz ciszej.  
- Ale szybko nam poszło, teraz został tylko ten tyran. - dodał król lawy, patrząc z nienawiścią na potwora na wzniesieniu.
- Głupcy, to nie jest cała jego armia! Wybiliście najsłabszych, spójrzcie tam! - ryknął Ryzan, widząc nadciągające posiłki.

Żołnierze zakuci w specjalne pancerze i hełmy, zmierzali krzycząc dziko, wprost na niespodziewających się niczego wojowników. W rękach dzierżyli ostre jak brzytwa bronie i kule z kwasem, którymi nie raz w nich rzucano.  
- Bijemy się dalej, ale ktoś musi przerwać ten obrzęd! - ryknął Mawil, widząc co się dzieje w górze.
Jasnowłosa królowa lodu skinęła na Zulema, żeby połączyli artefakty. Mężczyzna chciał podejść do reszty wodzów, ale został poważnie trafiony pociskiem. Padł na piach, sycząc z bólu. Fulda podbiegła do niego, lecząc ranę swoją uzdrowicielską mocą.  
- Jak wstaniesz, połączcie te artefakty, idę na niego, przerwę barierę, Herba chodź! - zawołała lodowa wojowniczka.
Pani generał dzierżyła kamień, który zwiastował nadejście zaćmienia. Podbiegły pod podest, zabijając kolejnych napastników bez litości. Zamroziła wokół siebie okolicznych obrońców i dała znak, żeby kobieta wydobyła z sakiewki przedmiot. Bursztynowy głaz, świecił oślepiającym światłem.  
- Co mam robić?
- Jak dam ci znak, rzucisz nim w barierę, ale najmocniej jak potrafisz!
- Zrozumiałam.
Selena patrzyła na cierpiącego syna, gromadząc moc płynącą z różdżki. On spojrzał na nią, poznając rodzicielkę. Ich spojrzenia się spotkały, a dzielny chłopczyk, uśmiechnął się lekko.  
- Idę po ciebie Tenigu, mamusia zaraz cię uwolni!
Hedos kątem oka zauważył, że lodowa przeciwniczka jest zdecydowanie za blisko, ale nie chciał przerywać obrzędu, gdyż kolejne zaćmienie miało nastąpił za około sto lat. W tym czasie Selena dała znak Herbie, która z całej siły uderzyła kamieniem pustyni, w ochronę z błyskawic. Zapach spalenizny i odgłosy gromu, rozległy się po okolicy. Podmuch wiatru odrzucił wszystkich, którzy stali blisko. Wtem jasnowłosa wbiegła na podniesienie i nacierając ze swoją bronią, przebijała kolejnych żołnierzy, niczym rozjuszona lwica. Skoczyła tuż koło Teniga, zamrażając kolejne misy, a potem Herba roztrzaskiwała je na drobne kawałki. Następnie przewróciła obręcz, która pobierała siłę z zaćmienia. Hedos krzyknął z bólu, jakby coś trafiło go w serce. Kulminacja zjawiska powoli mijała, gdyż pierwszy promień zza księżyca zaświecił bladym blaskiem. Król pustyni wiedział, że stracił swoją szansę, ale wprawiło go to w jeszcze większą wściekłość. Selena chciała szybko zabrać synka, podbiegła do niego, korzystając na zdezorientowaniu strasznego tyrana. Przytuliła Teniga, aż łzy polały się z jej oczu, niczym wodospad. Chłopczyk nie wiedział jak ma zareagować, rozglądał się za ojcem.  
- Mamo, gdzie tato?
Zapłakana kobieta spojrzała na niego, nie wiedząc co ma dodać.
- Jest bezpieczny, ale przyszłam po ciebie ja. Niedługo się zobaczycie i będzie razem.
- Czemu nie przyszedł mnie uwolnić!? Co takiego zrobiłem?
- Nic synku, zaraz wrócimy …

Wtem jasnowłosa dostała porażającym ciosem błyskawicą, aż padła dużo dalej, krzycząc z okropnego bólu. Herba do niej dobiegła, pomagając poszkodowanej wstać. Hedos zbliżał się do nich, jego twarz zdradzała roznieconą furię.
- Śmiałaś przerwać mi obrzęd! Myślisz, że bez niego  nie dam wam rady?
- Zamilcz potworze! Zginiesz za to co chciałeś zrobić! Za wszystkich, którzy zginęli, za ich rodziny.
- Tak? To czekam, jak widać żyję. - zaśmiał się szyderczo, unosząc wysoko dłonie.
Wtem bardzo silny wiatr, zrzucił obie kobiety w dół, niczym lekkie płatki śniegu. Hedos podszedł do chłopaka, unosząc go wysoko na jednej dłoni. Przyjrzał się mu swoimi pełnymi nienawiści oczami. Dał znak swoim ludziom, którzy przybiegli do niego, pojmując na nowo więźnia. Mały krzyczał jeszcze głośniej, ale nie miał siły się uwolnić.  
- Teraz się pobawimy, zuchwalcy! - ryknął władca pustyni, przywołując piaskową burzę.
Słońce powoli wychodziło zza księżyca, a moc Hedosa w jego promieniach rosła coraz więcej. Z piasku tworzyły się kule, które pokrywały się ostrzami. Zaczęły wirować w powietrzu, po czym tyran skierował je na przerażonych śmiałków. Mawil wskoczył w zagłębienie w terenie, zabierając tam ze sobą Fuldę. Reszta poszła w jego ślady, tylko Zulem nie zdążył znaleźć szybko kryjówki. Został mocno trafiony, aż życiodajny płyn trysnął na suchą ziemię. Jego twarz wykręcał grymas bólu i strachu przed śmiercią.  
- Nie! - krzyknęła Elaja, biegnąc do poszkodowanego.
Fulda również chciała mu pomóc, ale Hedos to zauważył w mig. Uzdrowicielka została odgrodzona od mężczyzny, walczącego o życie, ścianą piasku, który wirował tak szybko, że sprawiał ból.  
- Zulemie, nie odchodź! - krzyczała kobieta, widząc jego głębokie rany, z których sączył się szkarłatny płyn.
- Moja żona,  … córka, … kocham je – wycedził ledwo, krztusząc się.
- Wiem wodzu – dodała kobieta, nie kryjąc łez.
- Weź artefakt … połączcie je … ja nie …
Nagle z jego dłoni wypadł pierścień, Elaja wzięła go do ręki, zaciskając w pięść. Wtedy Selena nie wytrzymała, podnosząc się. Silnym zimnym podmuchem, uderzyła w Hedosa, aż na chwilę rozwiała się burza. Fulda podbiegła do poszkodowanego, ale Zulem już nie oddychał. Wszystkim zbierały się łzy w oczach, ale nie mieli czasu na żale.  
- Zabierzcie go stąd szybko! Jego ciało nie może więcej ucierpieć, bo go nie wskrzesimy! - dodał Rawo, patrząc na zszokowaną jasnowłosą.
- Zulem miał dzierżyć artefakty, kto go zastąpi? - zmartwiła się Elaja.
Nagle podszedł do nich Ulir, kłaniając się nad ciałem przyjaciela.  
- Oddajcie mi artefakty, naiwne kobiety! Jak ktoś ma zginąć, to nie wy!

653 czyt.
100%194
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1992 słów i 11105 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 15 sie 2018

    Bardzo emocjonalny odcinek ...ale mi podpadłaś przerywając w tym momencie   pozdrawiam

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 13 sie 2018

    Pytanie tylko kto zginie? Mam małe obawy obym się mylił

  • mydream2017

    mydream2017 · 13 sie 2018

    Ojoj ale się wszystko porobiło. No jak żyć? Co będzie dalej? Ale smaku narobiłaś.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 13 sie 2018

    Mam nadzieję, że wygrają. Oczywiście musiałaś przerwać część teraz