Lodowa wojowniczka - Część II - 4

Blady strach padł na oddziały żołnierzy, gdyż stracili swoich druhów tak nagle. Król podziemi nie czekał na niczyją pomoc wspinając się po skałach. Śmierć jego poddanych poruszyła go do głębi. Tuż za jego przykładem poszli inni, w tym Selena, która czuła się najbardziej winna. Na wzniesieniu nie było już nikogo, poza leżącymi bez tchu ciałami dzielnych strażników. Na każdym z nich znajdował się piaskowy pył, który przypominał o sprawcy karygodnej zbrodni.  
- Musieli cierpieć przed śmiercią, spójrzcie na wyraz ich twarzy – odezwała się Kasja nachylając się nad jednym z mężczyzn.
- Ktoś musiał precyzyjnie władać bronią, trafiał bezpośrednio w miejsca, które odbierają życie – dodał Mawil marszcząc brwi.
- Oddajmy im hołd, za ich poświęcenie – powiedziała Herba przykucając na pokrytej lodem ziemi.
Zapanowało chwilowe skupienie, w którym każdy na swój sposób przeżywał niespodziewaną napaść. Liczyli się z tym, że są śledzeni i nie wiadomo co spotka ich w dalszej drodze. Zebrali poległych na dół i chowając ich jak przystało jeszcze raz pochylili się nad nieszczęśnikami. Usypane kurhany z kamieni stanowiły smutny widok.  
- Zostały ich rumaki, co robić Panie? - spytał Veldos pokazując na konie.
- Wypuść je, niech biegną wolno, nie będziemy prowadzić ich bez jeźdźców. - odparł Rawo stanowczo.
Wyruszyli dalej starając się nie zrażać pierwszą porażką, ale tym razem rozglądali się dobrze. Jechali wzdłuż rzeki, żeby mieć blisko wodę, do napojenia wierzchowców. Lód powoli ustępował, a  krystalicznie czysta woda płynęła leniwie, szemrając cicho. Śnieg zastąpiły pierwsze kępki trawy, a biała pokrywa zdobiła jeszcze tylko zacienione miejsca. Roślinność odżywała czując ciepło słońca, a kwitnące krzewy wyglądały niczym tryskające życiem wyspy na morzu zieleni.  

Powoli zachodziło słońce, więc trzeba było rozbić obóz. Zatrzymali się w miejscu bliskim rzece, ale z dobrym widokiem na okolicę. Składane domki z mocnej tkaniny powstawały szybko, dzięki pomocy dzielnych strażników. Nie chodziło tu o wygody, tylko o chwilowy odpoczynek i miejsce na sen. W jednym ze schronień, pospiesznie ustawionych, spoczęły kobiety, w drugim Rawo ze swoimi ludźmi oraz Mawil. W trzecim koczowali żołnierze. Straże  postawione dookoła prowizorycznego obozu dostały rozkaz, żeby się zmieniać przez noc na posterunku. Selena siedziała na surowym posłaniu, obserwując nowe osoby. Herba polerowała jeszcze broń, jakby szykowała się do bitwy w środku nocy. Fulda przy przywołanym świetle czytała księgę magiczną. Obie były bardzo mało rozmowne.
- Kasjo byłaś kiedyś na takiej wyprawie? - zagaiła rozmowę Selena.
- Nie Pani, ale raduję się na myśl o walce.
- To tak jak ja – odezwała się pani generał, odrywając się od swojego zajęcia.
- Nie ma to jak pokiereszować kilku złoczyńców, co?
- Tak i to w słusznej sprawie, dobrze, że nie musimy przeciwko sobie walczyć – wtrąciła się Fulda odkładając księgę – Nular mówił, że najlepsza walka, to ta, której da się uniknąć.
- Tej walki nie ominiemy – dodała obojętnie Herba wychodząc na zewnątrz.
Zaraz za nią podążyła Kasja, jakby chciała z nią zamienić kilka słów na osobności. Selena została sama z nową uczennicą uzdrowiciela, chciała ją poznać.
- Od jak dawna Nular cię uczy?
- To już dobre kilka lat, ale wciąż się doskonalę. Niestety dużo mi brakuje do mistrza.
- A kiedy cię zwerbował? Musiał gdzieś cię zauważyć, on z byle kim nie rozmawia.
- To zabawna historia, kiedyś zbierałam lód z podwórza, kiedy ujrzałam jego, jak mi się bacznie przygląda. Zapisywał coś w międzyczasie uśmiechając się do siebie. Podszedł w końcu do mnie i powiedział „nadasz się”. Zaśmiałam się, bo myślałam, że mnie podrywa. Potem okazało się o co mu chodziło.
- Nular nigdy nie mówi wprost, więcej ukrywa w środku.
- Masz rację Pani, że jest skryty, ale uczyć potrafi wspaniale, ma do tego talent.
Selena zaśmiała się w duchu, przypominając sobie nauki Mawila, który podchodził do niej jak do wyzwania życiowego. Żałowała, że uzdrowiciel nie trenował jej, ale na koniec wyszło wojowniczce to na dobre.  
- Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, to będziesz nam niezbędna jak woda. Straciliśmy ludzi, umiesz może wskrzeszać?
- Nie Pani, mogę kogoś uleczyć, ale tego Nular mnie nie uczył.
Jasnowłosa westchnęła głęboko, w sercu czuła, że zdarzy się coś niedobrego. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale na te słowa zmartwiła się. Wiedziała, że w razie konieczności uzdrowiciel mógł raz wrócić komuś życie. Zrozumiała, że muszą być nad wyraz ostrożni, jeśli chcą wrócić cało.

Za chwilę do ich schronienia wkroczyły dwie wojowniczki śmiejąc się, jakby się znały latami.  
- … twoje metody walki są świetne, ale jesteś pewna, że to się sprawdza?
- Tak, próbowałam na manekinie, aż kawałki leciały – zaśmiała się Herba klepiąc w ramię Kasję.
- Widzę, że trafiłyście na podobne tematy – skwitowała Selena uśmiechając się.
- Uwielbiamy to, co robimy, ot cała tajemnica – dodała Kasja rozpuszczając swoje długie fioletowe włosy i kładąc się na posłaniu tuż obok swojej broni.
- Śpijmy dopóki się da – powiedziała Fulda nakrywając się cienkim materiałem.
Zmęczenie dało się we znaki i do namiotu wkradł się sen, jak wyczekiwany gość. Ciche odgłosy nocy nie zmąciły czujności Mawila, który nie potrafił spokojnie zasnąć. Wdrapał się na pobliskie drzewo i obserwując okolicę ze skrzyżowanymi rękoma na piersi, rozmyślał nad dalszą drogą. Wtem coś zaniepokoiło generała, kiedy pokryte kwiatami krzewy w oddali, zaczęły lekko drgać. Obserwował z zapartym tchem ziemię, wypatrując najdrobniejszego ruchu, jak drapieżnik czyhający na ofiarę. Nagle coś w mroku szybkimi susami skakało bardzo szybko pomiędzy zaroślami. Teraz mężczyzna nie czekał na nic, tylko wykonał skok na ofiarę, jakby szykował się na tą chwilę wieczność. Zamrażającym promieniem trafił w zaskoczonego szpiega, zamieniając go w bryłę lodu. Uśmiechnął się do siebie i już chciał wołać posiłki, kiedy lód roztrzaskał się na drobne części. Odskoczył jak poparzony otwierając szeroko oczy, nie poddawał się jednak. Chciał złapać kłopotliwego zabójcę, nie mógł pozwolić, żeby ginęli kolejni. Wymierzył kolejny atak w szybkiego jak wiatr uciekiniera. Wtem zobaczył rozbłysk ognia, który uderzył w plecy piaskowego człowieka. Nie ruszał się już, leżąc sparaliżowany na ziemi. Z dymu wyłonił się Veldos, dzierżąc w ręku połyskującą złotem bursztynową różdżkę. Długa tunika powiewała od siły uderzenia, jak flaga zwycięzcy.  

Obaj podbiegli do szpiega, który w połowie unieruchomiony, próbował się ruszyć.  
- Mamy cię. Mów natychmiast, kto cię przysłał – dodał Mawil niespokojnie trzymając w ręku broń.
- Po moim trupie – syknął nieznajomy.
- Chcesz trupa? Nie ma sprawy – powiedział spokojnym tonem Veldos rozgrzewając różdżkę, aż pojaśniała ciepłym blaskiem.
Wtem dziwny przybysz otworzył szeroko brązowe oczy, chciał ruszyć się, unikając ciosu, kiedy w jego rękę wbił się swoją bronią wulkaniczny wojownik. Od ognia piasek zaczął się zmieniać w przezroczyste szkło. Mawil patrzył z zapartym tchem, jak jego kolega, chce roztrzaskać uszkodzoną kończynę, kiedy nieznajomy krzyknął.
- Stój! Ty tak na poważnie?!
- Nie, no co ty, żartuję sobie, podobnie jak ty jak zabijałeś naszych żołnierzy. Gotuj się!
Uderzył z całej siły w dłoń, która rozprysła się na drobne kawałki. Widząc, że wulkaniczny wojownik nie żartuje i zabiera się za nogę, przybysz krzyknął.  
- Próżne wasze trudy! Hedos was wszystkich zabije! Czy ja zginę czy nie to nic nie zmieni, jest nas więcej. Wasze dni są policzone!
- Strasznie krzyczy ten szpieg, prawda? - dodał Veldos uśmiechając się do Mawila
- No tak, ale nic poważnego nie mówi, mało przydatny.
- Zrobimy sobie wazonik, albo kufel? Lubisz trunki generale? - dodał zamierzając się do uderzenia.
- Pewnie, ale trzeba odpowiednio wymierzyć, bo nie wyjdzie.
- Moja śmierć niczego nie zmieni, przyjdą inni! - protestował jeniec.
- Więc nic nam nie powiesz? Ostatni raz pytam. - spytał Veldos jaśniejąc lekko.
- Nie! Za Hedosa, niech żyje na wieki!

Po tych słowach dostał mocnym ognistym podmuchem, aż roztopił się na jednolitą masę, po czym Mawil zamroził go i roztrzaskał na drobne kawałki. Zbudzeni hałasem strażnicy przybiegli do nich. Selena również zbudzona ze snu znalazła się zaraz na miejscu zdarzenia.  
- Co tu się stało? Mawilu?
- Zabiliśmy szpiega, pewnie chciał nas pozbawić życia we śnie.
- Dlaczego nie złapaliście go i nie przesłuchaliście?
- Przesłuchiwaliśmy, nawet torturowaliśmy, ale to twarda sztuka była – odezwał się wulkaniczny wojownik.
- Powiedział tylko, że to jakiś Hedos nimi rządzi i że wszyscy zginiemy. - wtrącił się Mawil
- A co z moim synem? Nie pomyślałeś o tym?
- Nie martw się królowo, powiedział, że wyślą innych piaskowych ludzi.
- Jak któregoś złapiecie, oddajcie go mnie! Zrozumiano?
- Tak Pani. - powiedział generał widząc rozpacz i gniew w oczach lodowej wojowniczki.
Rawo wypadł zaspany z namiotu i widząc Selenę mrożącą wszystko co napotkała na swojej drodze, bał się podchodzić. Podbiegł do Veldosa, który stał nad szczątkami piaskowego człowieka.  
- Przybędą po nim inni – powiedział jakby do siebie wojownik.
- Co sądzisz o następnej krainie, przez którą musimy się przedrzeć?
- Czytałem w księgach i tyle wiem Panie, nic więcej. Jedno jest pewne, tam też będą na nas czekać kłopoty. Idę spocząć, spełniłem na dziś swój obowiązek, jeśli pozwolisz.
- Tak, idź, należy ci się sen. - dodał Rawo.
Został oglądając kawałki szkła porozsypywane po okolicy. Napastnicy mogli wydawać się łatwi do pokonania, ale król wiedział, że to tylko pozory i wysyłają słabszych na zwiady. Usiadł na kamieniu wpatrując się w niebo, jakby szukał na nim odpowiedzi na pytania, które zaprzątały teraz jego myśli. Nie mógł wyobrazić sobie, jakby postąpił, gdyby jego Galmie ktoś chciał zrobić coś złego. Niestety nie potrafił zmniejszyć bólu Seleny, jedyne co mógł zrobić, to towarzyszyć jej.  

Skoro świt, wszyscy w gotowości szykowali się do dalszej drogi, strażnicy zwijali ich tymczasowe schronienia. Posilili się i napoili dyskutując przy tym między sobą. Ustalili dalszy kierunek wyprawy i ruszyli w stronę znienawidzonego pustkowia. Selena nie odzywała się do nikogo, jakby była nieobecna myślami. Oni szanowali to, wiedząc jak bardzo przeżywa w duchu osobiste nieszczęście. Przejeżdżali blisko kwitnących drzew, których spadające płatki jak śnieg, spadały im na głowy. Słodki zapach unosił się w powietrzu, nieznany, eteryczny, jak egzotyczny owoc. W miejscu, gdzie życie zdane było na łaskę siły mrozu, nie występowały takie cuda przyrody. Wulkaniczni ludzie, którzy zwykle przesiadywali pod ziemią, nie mogli się przyzwyczaić do ciągłych słonecznych promieni, które coraz mocniej operowały. Mawil odczuwał zmianę temperatury, ale starał się tego po sobie nie pokazywać. Niestety lodowe wierzchowce przemieszczały się coraz wolniej, jakby zmuszały się do stawiania kolejnych śladów kopyt na trawie. Im bliżej byli zielonego obszaru zaznaczonego na mapie, pogoda zaczęła się diametralnie zmieniać. Niebo zasnuły ciężkie chmury, a pomimo tego nie odczuwało się, aby zrobiło się chłodniej. Wilgoć unosiła się w powietrzu, jak kolejny wróg. Roślinność zdawała się coraz gęściej porastać okolicę, a liście zmieniły kształt na bardziej egzotyczny.

Nagle z nieba spadł deszcz, który w momencie zrobił z ziemnej ścieżki błotną przeszkodę. Konie grzęzły, niczym niezdarne stwory, które nie potrafią się poruszać. Wtem jeden z żołnierzy został trafiony ostrą jak brzytwa strzałką. Spadł z wierzchowca na błotnista ziemię.  
- Ktoś nas atakuje! - krzyknął Mawil aktywując swoją ochronną lodową tarczę.
Towarzysze podróży poszli w jego ślady, rozglądając się dookoła. W gęstej roślinności ciężko było kogokolwiek dostrzec, jeżeli ktoś chował się w zaroślach, to musiał dobrze się maskować. Strażnicy nie umieli używać czarów, więc byli w tej chwili narażeni na niebezpieczeństwo. Wulkaniczny żołnierz również został trafiony śmiercionośną strzałką.  
- Uważajcie, one są zatrute! – krzyknęła Fulda rzucając się na pomoc do jednego ze strażników.
Niestety ich żołnierze nie dostrzegając wroga, nie zdążyli w porę zareagować. Wybici w pień, umierali w strasznych bólach. Uzdrowicielka próbowała ratować chociaż jednego, ale nie zdążyła. Trucizna rozchodziła się w żyłach w tempie błyskawicy. Selena przywołując swoją poświatę zawołała głośno.
- Pokażcie się tchórze! Walczcie jak na wojowników przystało!
- Zaraz was wykurzę – dodał Rawo szykując atak z ognia.
Płonąca kula poszybowała w stronę krzewów tak szybko, że nawet deszcz nie dał rady jej ugasić. Ktoś krzyknął z bólu w oddali. Zaraz reszta wojowników poszła w ślady króla. Wydawało się, że wygrywają z napastnikami, kiedy spadła na nich z drzew wielka sieć, zakończona ostrymi kolcami, które dotykając ich skóry, powodowały dziwny paraliż.  
- Słabo mi – powiedziała Kasja osuwając się z rumaka.
- Ledwo widzę na oczy, co to? - spytała Selena chcąc uwolnić się z pułapki, ale za chwilę straciła siły jak reszta ekipy.
Czuła jakby zapadała w sen, który przyszedł natychmiast, nieproszony i niechciany. Siły opuściły ją  , a ciało opadło na błotnista ziemię smaganą gęstą ulewą. Na koniec zobaczyła otaczające ich postacie, a potem już ujrzała twarz uśmiechniętego synka bawiącego się w jej komnacie. Uśmiechnięta zapadła w głębszy sen, tracąc kontakt z rzeczywistością.

929 czyt.
100%192
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2531 słów i 14275 znaków. Tag: #fantasy

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 23 maj 2018

    Może napastnicy mają jakieś sumienie. Tak, nie jest za dobrze. P

  • AnonimS

    AnonimS · 22 maj 2018

    Coraz gorzej się dzieje w czasie tej wyprawy. Napięcie rośnie.