Lodowa wojowniczka - Część III - 8

Poranek wstał leniwie w królestwie otoczonym wodą. Fioletowe niebo rozświetlało słońce, przynosząc ciepło swoim dotykiem. Liria obudziła się po niespokojnym śnie, który prześladował ją tej nocy. Wyczuwała niebezpieczeństwo ze strony sług Hedosa, którzy panoszyli się tu jak u siebie. Musiała dostać się jak najbliżej tajemniczej trójki, aby wyciągnąć od nich informacje. Fero spał jeszcze na swoim posłaniu, a Delana otworzyła mimowolnie oczy.  
- Nie śpisz? Możemy porozmawiać?
- Oczywiście, chodź ze mną, niech Fero jeszcze odpoczywa.
Wyszły do ogrodu, siadając blisko oczka wodnego, zbudowanego sztucznie dla dekoracji. Nie miała jednak głowy do podziwiania otoczenia, trapiło ją pojawienie się intruzów.
- Chcę zbliżyć się do tych nieznajomych, potrafisz mi to ułatwić?
- To niebezpieczne, jeden nieodpowiedni ruch i zginiesz. Chroni ich sam władca, są dla niego jak wybawienie.
- To chociaż z jedną z nich, chodzi mi o Zeldę, władającą mocą lodu.
Przewodniczka zastanowiła się, obmyślając co mogłaby zdziałać, w końcu uśmiechnęła się lekko.
- Mogę cię tam polecić do pracy, mam znajomości, wtedy będziesz mieć pole manewru, a i o rozmowę będzie ci łatwiej.
Liria rozpromieniła się, ale w mig posmutniała.
- A co z Fero, nie możemy się rozdzielać. Co z naszym treningiem?
- Dobrze, najpierw was wyszkolę, w przyspieszonym tempie. I tak codziennie chodzę na dwór króla, z racji swojej funkcji, więc gdy was wprowadzę, będziemy się widywać.
Usłyszały czyjeś kroki, odmieniony król lodu właśnie się obudził, ziewając jeszcze głęboko.  
- Co obmyślacie za moimi plecami?
- Zaraz ci wszystko opowiemy. - odparła Liria.
- Przyniosę jedzenie, a wy rozmawiajcie. - dodała Delana, znikając w innym pomieszczeniu.
Fero wsłuchiwał się w słowa kobiety, kiwając głową. Plan nie był doskonały, ale pozwalał na kontakt ze zdrajcami. Nie wiedzieli jednak, jaką pracę przyjdzie im wykonywać, chociaż potrafili się poświęcić dla sprawy. Uśmiechnięta przewodniczka przyniosła im owoce morza, pachnące przyprawami z ogrodu.  
- Co to takiego? - spytała kobieta, widząc różnorodne kolory na talerzu.
- Świeżo przyrządzone żyjątka z wody, wyłowione przez zaufanego rybaka. Spróbujcie, są wyśmienite.
Król chwycił kawałek wystający najbliżej, zaczął go gryźć, ale zabolał go ząb. Delana otworzyła szeroko oczy, które i tak były dość duże.
- To nie tak, pokażę wam jak to jeść.

Zaczęła rozpoławiać skorupkę, wydobywając z niej biały miąższ. Potem goście podłapali co dalej robić. Gdy najedli się do syta, przyszła kolej na trening. Najpierw wojowniczka wytłumaczyła im zasady walki, potem pokazała jak używać magii. Następnie ćwiczyli ciosy, na powietrzu i pod wodą. Zdeterminowani chłonęli wiedzę bardzo szybko, aż kobieta dziwiła się, nie spodziewając się tak spektakularnych efektów.  
- No, teraz zaczynam rozumieć, jak wy sobie radzicie – odezwał się uradowany Fero.
- Jesteś świetną nauczycielką – pochwaliła ją Liria.
- To moja praca, szkolę adeptów w wojsku, nic wielkiego. - zaśmiała się kobieta, poprawiając krótkie włosy. - Myślę, że niedługo będziecie gotowi, a wtedy zaprowadzę was na sam dwór władcy, muszę tylko znaleźć odpowiednie zajęcie dla każdego z was.
- Zelda się zdziwi, nie zamierzam się przed nią wydać, ale aż mnie korci. Wszystko mi wyśpiewa.
- Skąd wiesz? - spytał Fero, nie rozumiejąc jej pewności siebie.
- Znam ją na tyle, że jej pycha ją zgubi. Zobaczycie sami. - uśmiechnęła się odmieniona królowa lawy.
- Obyś miała rację, nie możemy popełnić błędu, wiesz o tym.
- Wiem Fero, drugi raz nie wywiedzie mnie w pole, teraz to ja się odegram. - dodała Liria, przypominając sobie dawne rządy w zamku lodu.
Wiedziała, że przeciwnicy stanowią nie lada wyzwanie, ale stawka była za wysoka, aby się wycofać. Zniosą wszelkie niedogodności, aby doprowadzić sprawy do końca. Czasu nie mieli za wiele, nie wiedzieli co knuje wróg.  

***
Promień światła obudził Selenę z głębokiego snu. Leżeli na stercie suchych liści w szopie, za domem pospolitych mieszkańców podniebnej krainy. Veldos zerwał się na równe nogi, zapominając na chwilę gdzie jest i kim się stał. Przeczekali noc szczęśliwie, trzeba było wyruszać do miasta. Zebrali się szybko, wybiegając cichaczem w pole. Szli przez wysoką trawę, w stronę gęstych roślinności. Przedzierając się przez nieznany teren, wreszcie zobaczyli pierwsze pagórki, z których spływała woda strumieniami.  
- Poznaję to miejsce, tam znajdują się domy, o które nam chodziło.
- Tak, tylko który należy do Iryta? - spytał podejrzliwie Veldos.
- Znajdziemy go.
Szli dalej, mijając mieszkańców, niektórzy kłaniali im się. Odmieniony wojownik lawy nie wytrzymał, coś mu nie pasowało.
- Dlaczego oni się tak zachowują, przecież nie jesteśmy dostojnikami.
- Iryt dał nam szaty elitarnych wojsk, oni się nas obawiają, chociaż nic nie umiemy. Tu panuje strach, jak ktoś jest słaby, to najwyraźniej ginie z rąk takich jak my. Zrozumiałam to wczoraj, przy spotkaniu z rodziną na skraju przepaści.
- No to ładnie. Dobrze, że nie wiedzą, kim jesteśmy, byliby zdziwieni.
- Tak, a my martwi. - skwitowała królowa.
Dotarli do zadbanych domostw, ale większość wyglądała podobnie, do domu Iryta. Zapukali przypadkowo do pierwszych lepszych drzwi. Otworzyła im starsza kobieta, ubrana w srebrną suknię.  
- Czego?!
- My do Iryta. - odezwała się lodowa wojowniczka.
- Nie znam, idźcie stąd, nie szukam kłopotów! - krzyknęła zatrzaskując wrota.
Odeszli kawałek dalej, podchodząc do kolejnej budowli. Już chcieli zapukać, kiedy ktoś pociągnął ich za sobą, wywracając na ziemię.  
Selena chciała się podnieść, wtem ujrzała nad sobą poszukiwanego mężczyznę, który mierzył do niej z ostrej broni. Z ponurą miną wyglądał na zdenerwowanego, nie miała pojęcia jak ich znalazł.  
- Wróciłaś? Czemu mnie szukacie? Wira was wysłała?
- Nie widzieliśmy jej wcale, chciałam przeprosić. Niepotrzebnie wtrąciłam się do waszej kłótni …
- Zamilcz! Nie zdajesz sobie sprawy kto uciekł!
- Może mnie oświecisz, chętnie się dowiem.
- Nie tu, idziemy! Wstawać.

Podnieśli się z zakurzonej ziemi, idąc za wysokim mężczyzną. Mieszkańcy przyglądali im się z ciekawością, co denerwowało Iryta jeszcze bardziej. Gdy weszli do budowli, zatrzasnął za sobą drzwi, zamykając je szczelnie. Wskazał ręką, aby podążyli za nim do kolejnego pokoju. Zasiedli na kanapie, obserwując przewodnika z pewną rezerwą.  
- Zacznę od tego, że nadal jestem wściekły …
- To widać – wtrącił się Veldos.
Zmierzył go spojrzeniem, po czym usiadł na wygodnym siedzisku.  
- Nie będę się wam spowiadał z mojego życia, ale z tą kobietą łączyły mnie żarliwe stosunki.
- Tego zdążyłam się domyśleć. - wtrąciła się Selena, przypominając sobie sytuację z poprzedniego dnia.
- Nie przerywaj. Jej brat należał do buntowników przeciw królowi, nie mogłem pozwolić, żeby chodził spokojnie po tej krainie. Z początku nie wiedziałem, że Wira jest jego siostrą. Miałem co do niej poważne plany, ale wygląda na to, że poszła śladami brata, skoro targnęła się na moje życie.
- Nie obchodzi nas to. - rzucił bez zastanowienia Veldos. - To tak, jakbym zaczął ci opowiadać o mojej żonie …
Selena kopnęła go w nogę, aż się uspokoił.  
- Mów dalej. Nie zwracaj na niego uwagi.
- Nie macie pojęcia co tu się dzieje, jeśli jeszcze raz wtrącicie się w nie swoje sprawy, to i was oskarżą o to samo, co Wirę. Na nią został wydany list do króla, jest poszukiwana.
- Czy to znaczy, że nadal chcesz nam pomóc? - spytała królowa lodu, podnosząc się z miejsca.
- Pomogę, tylko nie mieszajcie się w to, co was nie dotyczy.
- Hedos tu jest, ma mojego syna. Proszę, wyćwicz nas, naucz magii.
- Hedos, tutaj?
- Tak, mieszkańcy nam powiedzieli, że przechodził nieopodal. - wtrącił się Veldos.
Iryt wstał, zaczynając chodzić tam i z powrotem.
- Zjedzcie posiłek i wyruszamy na trening. Nauczę was podstaw, a potem musicie uczyć się sami, nie mam na to czasu.
- Dziękujemy – odparła Selena, uśmiechając się najpiękniej jak potrafiła, jednak na mężczyźnie nie zrobiło to wrażenia.
Wiedzieli, że dana im szansa, więcej się nie powtórzy, zmuszeni przez okoliczności musieli zdać się na przewodnika. Myśl o odnalezieniu syna, dodawała wojowniczce sił.  

***
Głęboko pod ogromną górą, orszak ziemnych ludzi, prowadził związanych jeńców bez odrobiny współczucia. Przenikliwe ciemności, rozświetlały jedynie drobne kule, niesione przez mężczyzn. Nikt nie odezwał się nawet słowem, kompletna cisza dodatkowo stresowała Mawila. Generał czuł się potwornie, nie dość że zbroja uciskała go, to jeszcze dodatkowe pęta, zaciskały się wokół rąk i nóg, powodując ból.  
- Dokąd nas prowadzicie? - odezwał się, przeszywając słowami ciszę, niczym mieczem.
- Siedzieć cicho. - odparł mu niski głos skalnego mieszkańca.
Wreszcie po dłuższej drodze trafili pod masywne wrota, które otworzyły się na specjalny szyfr, wyciśnięty w skałach wprawnymi dłońmi jednego z porywaczy. Światło biło ze środka, aż musieli przymrużyć oczy. Wkroczyli w miejsce, gdzie odgłosy wykuwanej broni, mieszały się z gwarem rozmów podobnych do nich wojowników. Minęli ich, po czym przechodzili niedaleko urodziwych panien, moczących się w rdzawej wodzie, szczebioczących wesoło. Rawo zerknął ukradkiem na panny o czekoladowej wręcz karnacji. Zmierzyły go wzrokiem, jakby zrobił coś nieodpowiedniego. Pomyślał, że w tej sytuacji w której jest, na pewno go już nie pobiją. Wreszcie dotarli w kolejne miejsce, znajdujące się za zasłoną z pnączy. Siedział tam wystrojony w najlepszą zbroję tutejszy dostojnik, mógł być ich wodzem, gdyż wszyscy mu się kłaniali. Galma podeszła przed jego oblicze, oddając mu również honory.  
- Złapaliśmy kręcących się w pobliżu naszej kryjówki obcych.
Skalny człowiek powstał ze swego siedziska, podchodząc najpierw do Gula. Chwycił za ostry tasak, przecinając jego łańcuchy wprawnymi ruchami.  
- Przywitano cię z honorami, wybacz jest nowa.
- Grasie, ostrożność to podstawa, dobrze ją wyszkoliłeś. - odparł Gul, przyglądając się nieznajomej dziewczynie.
- Co do tamtych, to zabić. - wydał rozkaz dowódca, jakby nie miało to dla niego żadnego znaczenia, co się z nimi stanie.
- Nie, oni są ze mną. - wstawił się przewodnik, wskazując na związanych.
- Kto to taki? Można wiedzieć?
- Trenuję ich, to moi uczniowie.
Rawo odetchnął z ulgą, widząc że nieznajomy ich broni.  
- Ręczysz za nich, dobrze, uwolnić. - dodał stanowczo Gras.
Strażnicy posłusznie zrobili co nakazał, po czym obaj stali wolni, ale nie całkiem bezpieczni. Nie mogli się zdradzić przed Galmą, byłby to zbyt wielki szok dla księżniczki lawy. Odmieniony król zbliżył się do Gula, szepcząc mu na ucho.
- Nie waż się mówić …
- Co to za poufne rozmowy. Przed Grasem nie ma tajemnic. - powiedział spokojnym, ale dobitnym tonem dowódca.

Rawo poczuł przy szyi ostrza strażników, przestał dyskutować.  
- To nic takiego, chciałem tylko porozmawiać. Odłóżcie broń.
- To ja decyduję, a nie ty, co robią moi ludzie. - dodał Gras, podchodząc do nieznajomych. - Jak was zwą? - spytał znowu.
Rawo już chciał wymyślić fikcyjne imiona, już miał je wypowiedzieć, kiedy Gul go uprzedził, nie wiedząc o co chodzi.  
- To jest Mawil, a to Rawo.
W tym momencie księżniczka skierowała na nich swoje pełne zdziwienia oczy. Pomyślała, że to jakiś żart, lub przypadek. Podeszła do odmienionego króla lawy, oglądając go uważnie.  
- To wasze prawdziwe imiona? - spytała chcąc rozwiać wątpliwości.
Króla zatkało, nie mógł wydobyć z siebie słowa. Wtedy Mawil nie wytrzymał, wyrzucił z siebie szczerze.
- Prawdziwe, przyszliśmy po ciebie księżniczko. Myślisz, że ojciec zostawiłby cię samą?
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, nie wiedziała jak ma zareagować. Nie widziała rodziców, od pamiętnego dnia, gdy została porwana przez Hedosa. Jedynie wygląd nieznajomych wyraźnie nie pasował jej do imion.  
- Nie wiem czy kłamiesz, ale się dowiem. Grasie, chcę z nimi porozmawiać na osobności. - zwróciła się do dowódcy.
- Zgadzam się, ale jak chociaż włos ci spadnie z głowy, zginą na miejscu.
- Znam ryzyko. Dziękuję. - dodała, zabierając ze sobą odmienionych mężczyzn, prowadząc ich z bronią w pogotowiu.
Znaleźli się w małej sali, wtedy zatrzaśnięto za nimi skalne wrota. W bladym świetle kul zawieszonych na ścianie, obserwowali siebie nawzajem. Rawo miał ochotę przytulić córkę, ale bał się jej reakcji, w końcu zmienił się przez magiczną przemianę. Spojrzał na nią, z podziwem patrząc jak wydoroślała, przypominała swoją matkę.  
- Córko, tak czekałem na ten moment …
- Czemu mnie nie ratowałeś, czemu dałeś mnie porwać, nie masz pojęcia co przeżyłam – dodała dziewczyna, a jej oczy zrobiły się wilgotne.
- Jestem tu, już dobrze. Zmieniliśmy postać, aby nie wzbudzać podejrzeń. Gymzi jest już taki duży, tęskni za tobą, a mama rozpacza, bez swojej małej wojowniczki. - odparł, czując radość w sercu.
Mawil przyglądał się im obojgu, nie mogąc uwierzyć w szczęście, jakie ich spotkało. Musieli sobie wszystko wyjaśnić, trzeba było odnaleźć Teniga i pokonać tyrana, któremu służyli zdrajcy ich krainy. Nie byli bezpieczni, gdyż Galma sama ukrywała się przed porywaczami. Pozostało im się szkolić, pod okiem Gula i jego ludzi, zanim przyjdzie im się zmierzyć z najgorszymi koszmarami.

480 czyt.
100%123
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2468 słów i 13906 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 24 paź 2018

    Wiesz, podziwiam jak Ci się te krainy i ludziki nie popitolą. Każde opowiadanie to inna wymyślona kraina  

  • mydream2017

    mydream2017 · 18 paź 2018

    Kurczę nawet w bajkach króla może zaboleć ząb...Mieszkańcy muszą czuć respekt przed wojskiem więc kamuflaż okazał się wspaniałym pomysłem. Dobra robota Rawo i Mawila. Oj dzieje się w w naszym magicznym świecie. Pozdrawiam.

  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 paź 2018

    Jak zawsze dobra część. Zbliżamy się do końca. W końcu tyran polegnie i dzieci się znajda z rodzicami. Jak masz zamiar inaczej napisać, to patrz       Wystarczy że Anita ma pod górkę