Lodowa wojowniczka - Część III - 12

W jaskini unosił się zapach spalenizny i kurzu, a odgłosy szczękającej stali oraz wybuchów roznosiły się echem. Buntownicy walczyli dzielnie, powalając kolejnych wojowników celnymi ciosami. Ziemia drżała, nagle ze sklepienia zaczęły odpadać kawałki skał. Niektóre były na tyle duże, że miażdżyły nieostrożnych podziemnych ludzi. Galma sprężystymi skokami omijała przeszkody, jednocześnie przebijając twardy pancerz kolejnych napastników. Nagle została otoczona przez grupkę ludzi króla, którzy mierzyli do niej ostrymi szerokimi mieczami. Zmierzyła ich wzrokiem, aby wyczuć sytuację, przejrzała się w jednym z ostrzy, mierząc siły na zamiary.  
- Co teraz? - odezwał się jeden z napastników.
- Zaraz padniecie martwi – syknęła dziewczyna, uśmiechając się lekko.
- Już po tobie.
Wtedy księżniczka lawy pojaśniała, znikąd pojawił się wir ognia, który ją otoczył dookoła. Wojownicy skoczyli na nią szaleńczo, wpadając wprost w gorejącą pułapkę. Wyskoczyła w tym czasie wysoko, omijając ich napaść. Ich zbroja zaczęła topnieć od gorąca, krzyczeli w panice. Nagle rozległy się świsty i chrzęst żelaza. Okrzyki ucichły w momencie, a ich bezwładne ciała opadły na skalne podłoże.  
- Kto następny? - odparła pewnym siebie tonem, przyjmując postawę godną wojownika.
Rawo zatrzymał się jak zaczarowany, nie wierząc w to, jaką ma wspaniałą córkę. Walczyła jak lwica, nie dając nikomu szans. Zrozumiał dlaczego Hedos porwał ją. Patrząc na wyczyny Galmy, aż bał się co potrafi starszy od niej o rok Tenig. Razem z Mawilem rozprawiali się z kolejnymi wojownikami z podziemi, korzystając przy tym z nowych zdolności magicznych. W końcu  napastnicy zaczęli się wycofywać, jakby ktoś wydał im taki rozkaz. Pozostawili po sobie pobojowisko i dziesiątki martwych ciał. Gras podniósł w górę broń, na znak, że zwyciężyli tę bitwę. Jego ludzie zaczęli wiwatować, a Gul pokłonił mu się, jak prawdziwemu władcy. Za jego przykładem poszli inni.  
- Możemy walczyć o swoje. Ruszajmy do króla. - dodał niskim i pewnym siebie tonem.

Jak na naród pozbawiony emocji, wyglądali jakby na chwilę o tym zapomnieli, gdyż krzyczeli jego imię i uderzali bronią o podłoże. Rawo nie był zadowolony z pomysłu rebelii, ale w zamian miał zyskać pomoc w walce z Hedosem. Wyruszyli od razu, kierując się korytarzami do celu. Wkroczyli do miasta, a na widok zbrojnych, mieszkańcy zaczęli się chować w mieszkalnych jaskiniach. Kiedy przechodzili koło jeziora, nad którym odpoczywały niewiasty, żołnierze zdekoncentrowali się. Kuso odziane dziewczyny, o brązowej skórze wzbudzały niemałe zainteresowanie.  
- Nie zatrzymywać się. - pogonił ich Gras, spodziewając się co im chodziło po głowie. - Jak wygramy, to róbcie co chcecie.
- Tak jest. - dodał ktoś z tłumu.
Posłuszni rebelianci ruszyli przed siebie. Niewiasty nie okazywały strachu, pomimo widoku uzbrojonych po zęby podziemnych mężczyzn. Galma nie rozumiała czemu tutejsze kobiety nie zamierzają walczyć, popatrzyła na nie z pogardą, wychodząc na przód. Zbliżyli się do wykutego w skale pałacu. Wtem w ich stronę posypał się grad kamiennych i żelaznych pocisków. Przywołali tarcze, które odbijały niebezpieczne odłamki. Część ludzi padła, zanim zareagowali. Księżniczka lawy, na widok ginących wojowników wpadła w szał. W rękach topiła stal, formując ogniste kawałki w śmiercionośną broń. Gorącym podmuchem skierowała je w stronę zszokowanych obrońców. Rozległy się krzyki bólu, palący się żołnierze, spadali w dół z obronnych murów, niczym dojrzałe owoce. Odmieniony król lawy nie spodziewał się, że córka potrafi zabijać bez skrupułów.  
- Twoja latorośl robi niezłą czystkę. - zauważył Mawil, koncentrując siły.
- Chciałem żeby sobie radziła w życiu, ale zabijać jej nie uczyłem. Zawsze powtarzałem, że to ostateczność.
- Widocznie ktoś jej powiedział co innego. Jak ją zabierzesz do królestwa lawy, to koniecznie ją tego oducz, nie chcemy kolejnej wojny. - dodał generał błyskotliwie.
- Nie rozmawiać, bić się. - wtrącił się Gul, popychając ich mieczem.
- Spokojnie, jeszcze ich sporo zostało do lania. - odparł Mawil rzucając się w wir walki.

Część żołnierzy króla zaczynała przechodzić na stronę buntowników, korzystali z okazji, nie chcąc ginąć od razu. Wpadli z impetem do kamiennego pałacu, kosząc kolejną obronę jak zapałki. Wreszcie znaleźli komnatę, gdzie zabarykadował się władca podziemnego królestwa. Gras wyszedł na przód, zaczynając walić pięścią we wrota.  
- Wychodź, jesteś skończony. Twoi ludzie cię opuścili. Dosyć twoich rządów.
- Nigdy. - odpowiedział mu niski zachrypły głos.
- Galmo, działaj. - dodał dowódca.
Księżniczka lawy uśmiechnęła się szyderczo, zaczęła jaśnieć, jakby miała się zapalić, po czym skierowała ognisty podmuch na wrota. Stal okuwająca wykonane ze skał masywne drzwi, zaczęła spływać na podłoże, niczym wosk ze świecy. Odskoczyła do tyłu, kiedy brama runęła tuż przed nią z hukiem. Strażnicy króla zamiast go bronić, nagle zaczęli uciekać w popłochu. Władca mierzył do wrogów trzęsącymi się rękoma z długiego miecza. Ziemia zatrzęsła się przed nimi, otworzyła się czeluść w głąb ziemi. Rawo szybko odskoczył, a za nim reszta towarzyszy. Część zaskoczonych buntowników wpadła w zapadlinę, znikając w ciemnościach z krzykiem. Król bronił się do ostatka, aż został obezwładniony.  
- Zdrajco, myślałeś, że handel naszym kruszcem to interes? Mieszkańcy głodowali, a ty pomagałeś się zbroić naszym wrogom.
- Nie obchodzą mnie wszyscy, myślisz że ty będziesz lepszy? Jak dadzą ci koronę i władzę, to sam staniesz się taki jak ja. - dodał z pogardą król.
Gras zerwał mu z głowy miedziano – złoty symbol władzy.  
- Nigdy nie będę tobą, bracie.
Gul spojrzał na niego, nie rozumiejąc jakim cudem Gras tak go tytułuje.  
- Z rodziną nie zawsze dobrze się wychodzi. Mam takie samo prawo do tronu co ty, ale wychowałem się wśród ludu, a nie grzałem zadek na podgrzewanym kamieniu. W czasie godów mogłem mieć jedną wybrankę, a ty miałeś ile chciałeś. Nigdy nie musiałeś walczyć o ostatni kamień, aby nie być głodnym. Teraz poznasz świat z mojej perspektywy. Nie zabiję cię, bo nie jestem tobą, co nie znaczy, że nie poniesiesz kary.

Zdetronizowany władca chciał się odgrażać, ale Gul przyłożył mu z całej siły pięścią, aż mężczyzna stracił przytomność. Kiedy wreszcie Gras odzyskał władzę, wyszli na dziedziniec. Dzierżył koronę, a zebrani wymawiali jego imię, powtarzając je w kółko. Rawo zbliżył się do niego, szepcząc mu na ucho.  
- Królu, teraz pora odnaleźć Hedosa, jak nam obiecałeś.  
- Mój naród z tobą jest. Masz dzielną córkę, za to co dla nas zrobiliście, macie moją dozgonną wdzięczność.
Mawil odszedł na bok, patrząc na dumną z siebie księżniczkę lawy.  
- Gratuluję, jesteś niesamowita.
- Dziękuję dziadku. - prychnęła śmiejąc się głośno.
- Przestań z tym staruszkiem, trzymam się dobrze, Nular jest ode mnie dużo starszy. - oburzył się generał.
Nagle kamień, który dostali od uzdrowiciela, pojaśniał na błękitno.  
- O wilku mowa. - dodała zaciekawiona Galma, klepiąc Mawila, po masywnych plecach.
- Zawiadomię Rawo, pora porozmawiać z tym cwaniaczkiem Nularem. Wiesz, że nas zostawił tu samych na pastwę losu?
- Nie marudź, chodźmy się przywitać. - odparła dziewczyna.
Mawil ścisnął pięść, obmyślając w duchu co zrobi, jak zobaczy uzdrowiciela. Zawsze sobie dogryzali, ale tym razem miał inne ciało, mógł z niego zrobić użytek, bo doskonale wiedział jak. Ruszyli do wyjścia prowadzącego na powierzchnię, znikając wśród plątaniny podziemnych korytarzy.

***
Wysoko na szczycie ogromnej góry, ponad błękitnymi chmurami, wstawał kolejny świt. Latające stworzenia unosiły się nad łąką, a ożywczy wiatr poruszał źdźbłami traw. Za kurtyny z pnączy wyszła Wira, wdychając rześkie powietrze. Obudziła się pierwsza, chcąc skorzystać z kąpieli w czystej wodzie, aby odzyskać równowagę. Zbliżyła się do małego jeziorka, do którego wpadała woda z małego wodospadu. Wokoło rosły kwieciste krzewy, więc powoli zrzuciła zwiewny strój. Jednym susem zanurkowała wprost w toń jeziorka. Tymczasem w kryjówce obudzeni ze snu wojownicy zauważyli w mig brak dziewczyny.  
- Uciekła? Znów nas oszukała? - oburzył się Iryt.
- Nie możliwe, znam siostrę, nie zostawiłaby mnie na pastwę losu. - bronił jej Lon.
- Może wyszła po prowiant, przestań siać panikę. - dodał a Selena, nie chcąc aby przypuszczenia przewodnika okazały się prawdą.
- Pójdę się rozejrzeć – odparł Veldos, widząc, że awantura wisi w powietrzu.
Wiedział, że bez niej nie mogą liczyć na kontakt z ich wrogami. Szybko ubrał bojowy strój i kiedy już miał wychodzić, dogonił go Iryt.  
- Zaczekaj, pójdę z tobą, jak ją znajdę to pożałuje. - odparł zdenerwowany.
- Jak chcesz. - odparł Veldos wzruszając ramionami.
Na zewnątrz znaleźli odciski jej stóp na wilgotnej ziemi. Dalej szli po zdeptanej trawie, w stronę krzewów. Nagle Iryt zatrzymał się oszołomiony, jakby zobaczył ducha.  
- Co ty …
Wtem przewodnik zatkał mu usta ręką, wciągając go w gęstwinę. Veldos zauważył na pobliskiej gałęzi delikatne ubranie Wiry. Pluski w wodzie zwróciły jego uwagę, a wtedy sam nie mógł uwierzyć. Dziewczyna odwrócona tyłem do nich, myła pod wodospadem głowę. Kusząca sylwetka sprawiła, że Veldos pomimo tego, że miał żonę nie potrafił oderwać od niej wzroku.  
- Wynoś się stąd, przyprowadzę ją – syknął stanowczo Iryt, dając do zrozumienia, że chce zostać tu sam.

Spojrzał na niego wymownie i z uśmiechem na twarzy oddalił się cicho. Odchodząc śmiał się do siebie, wyglądało na to, że elitarny wojownik miał drugie oblicze. Iryt przewrotnie chwycił za suknię Wiry, zabierając ją ze sobą. Oddalił się na tyle, aby obserwować co zrobi niewiasta. Wira gotowa do wyjścia z wody, wykręcała jeszcze mokre włosy, gdy zorientowała się, że nie ma jej odzienia.  
- Kto … kto tu jest?
Nie uzyskała odpowiedzi, wskoczyła do jeziorka, aby zakryć swoje atuty. Wtedy skoncentrowała siły i mocnym podmuchem wiatru, połamała rosnące przy brzegu rośliny. Iryt uniósł się w powietrze, trzymając w ręku jej sukienkę, niczym trofeum.  
- To ty! Jak śmiesz, po tym wszystkim!
- Powiedziałaś, że o mnie myślisz, więc jestem. - zaśmiał się głośno.
- Oddaj mi ubiór. Natychmiast!  
Nagle Iryt wypuścił z ręki ubranie, które leciało prosto do wody. Wyskoczyła chwytając je zgrabnie w locie. Schowała się za skałą, po chwili wyszła w kompletnym odzieniu. Miała minę, która zwiastowała tylko jedno, zemstę. Zaczęła koncentrować energię, kierując moc w stronę zaskoczonego Iryta. Ich pojedynek ściągnął Veldosa, Selenę i Lona, którzy przypatrywali się im z ziemi.  
- Co się dzieje? -spytała odmieniona królowa lodu.
- Z tego co się domyślam, to oni tak flirtują. – zaśmiał się Veldos.
- Nie możliwe, Iryt i moja siostra? - oburzył się mężczyzna, którego niedawno wyciągnęli z więzienia.
- Trzeba ich uspokoić, bo ściągną tu wrogów. - zauważyła Selena, wzlatując do nich.

Wira już chciała uderzyć świetlistymi obręczami w elitarnego wojownika, kiedy odmieniona królowa lodu przyjęła cios na siebie.
- Co wy robicie? Chcecie, żeby nas znaleźli?
- To on zaczął – syknęła dziewczyna, a jej policzki zdobiły wypieki.
- Ona ma rację, to nie mądre, ale co widziałem to moje. - rzucił złośliwie Iryt.
- Bezczelny! - krzyknęła Wira lądując na ziemi.
- Nie wiem co między wami się dzieje, ale życie syna jest w tej chwili dla mnie ważniejsze. Nie umiecie wyznać sobie uczuć w delikatny sposób? - oburzyła się Selena.
- Nienawidzę cię! - krzyknęła dziewczyna, patrząc z pogardą na Iryta.
- Widzę jak mocno, aż gubisz ubrania.
- Dość! - zawołał Lon.
Usiedli przed kryjówką, żeby ich emocje się uspokoiły. Nie mogli wyruszyć wzburzeni, gdyż ustalony dzień wcześniej plan, mógłby spalić na panewce. Wira podeszła do Seleny, ze skruszoną miną.  
- Wybacz, pomogę ci. Dzięki wam Lon jest wolny. Teraz pora uratować twoją rodzinę.
- W porządku, ruszajmy. - dodała podając jej dłoń na zgodę.
Veldos zbliżył się do Iryta, ciągnąc go na stronę.  
- Co takiego jej zrobiłeś, że tak się wzburzyła?
- Nie twoja sprawa, zajmij się sobą. - syknął zimnym tonem elitarny wojownik.
- Dziwne macie zwyczaje. - skwitował Veldos. - Powiem ci tylko tyle, jesteś na dobrej drodze, żeby cię naprawdę znienawidziła.

Iryt spojrzał na niego z pogardą, po czym zaczął się zbroić. Wira również nie próżnowała, ukrywając sprytnie drobny oręż do obrony. Kiedy reszta towarzyszy była również gotowa, wzbili się w powietrze, lecąc w kierunku ruin, gdzie miał czekać na dziewczynę Berl. Zanim dotarli na miejsce, słońce znajdowało się w zenicie. Schowali się za pobliskimi zwalonymi ścianami z kamienia, porośniętymi drobną roślinnością. Wira odczuwała, że odpowiedzialność na niej ciąży ogromna. Kroczyła samotnie w stronę wejścia do prowizorycznej kryjówki wojownika lawy służącego Hedosowi. Towarzysze z ukrycia obserwowali całe zdarzenie, gotowi w razie potrzeby wkroczyć z pomocą. Wtem z głębi piwnicy wyłonił się Berl, idąc spokojnym krokiem w stronę dziewczyny. Selena na widok zdrajcy ledwo trzymała nerwy na wodzy. Serce biło jej jak oszalałe. Nie wiedzieli jak to spotkanie się potoczy, ale pokładali największe nadzieje w Wirze. To od niej zależało czy wróg złapie haczyk, nie mogła ich zawieść, nie teraz.

483 czyt.
100%123
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2489 słów i 13988 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 15 lis 2018

    Nawet w takiej sytuacji co niektórzy nie mogą po hamować emocji.Kolejny dobry odcinek.Godziny Hedosa policzone.

  • mydream2017

    mydream2017 · 14 lis 2018

    Ależ intryga teraz nas pozostawiłaś na rozdrożu To może być wielka awantura

  • emeryt

    emeryt · 12 lis 2018 · 202091556

    Wspaniale, pomimo że dopiero co przeczytałem ten odcinek, to już czekam na następny. Przesyłam pozdrowienia.