Lodowa wojowniczka - Część II - 12

Przez wyłom w murze, dostali się do środka tajemniczego korytarza. W środku panowała ciemność, więc uzdrowiciel postarał się, aby kamień wieńczący jego bojową różdżkę, zaczął emanować jasnym blaskiem. Zobaczyli dalszą część przejścia, co ich jeszcze bardziej zdziwiło. Znajdowały się tu schody, które prowadziły łagodnie w dół. Oblodzone ściany odbijały światło, jak lustrzana powierzchnia.  
- Co to za miejsce?
- Nie wiem królu, trzeba to sprawdzić. - skwitował Nular idąc ostrożnie w stronę stopni.
Fero na wszelki wypadek przywołał broń, nie miał pojęcia, czy coś się tam nie czai. Zrozumiał jak mało wie, o swoim nowym miejscu zamieszkania. Z uzdrowicielem czuł się na tyle pewnie, że w razie potrzeby mógł podtrzymać jego siły witalne. Gorzej, gdyby mężczyźnie coś się stało, ale odganiał takie myśli. Szli dość długo, kiedy trafili na rozwidlenie korytarzy.  
- I co teraz? - spytał władca wskazując na przejścia, dłonią.
- Nie wiem.
- A to ja mam wiedzieć?
- Musimy wybrać, dokąd iść. Są trzy opcje, w lewo, w prawo albo prosto.
- To widzę i bez twojego ględzenia.
- To spróbujmy prawym przejściem, najwyżej się wrócimy.
- A  nie masz przeczucia gdzie iść? Nic ci nie podpowiada?
- Nie.

Król przewrócił oczami, chwytając się ręką za głowę. Nie raz wydawało mu się, że Nular jest niezastąpiony, znajdował wyjście z niebezpiecznych sytuacji. Natomiast w takich chwilach jak ta, wątpił w jego zdolności. Skierowali się na prawo i idąc w nieznane, trafili na ciężkie zaszronione wrota, zamknięte szczelnie jakąś pieczęcią. Fero chciał przejść przez nie, mrożąc je swoją mocą, ale to nic nie dawało, tylko niepotrzebnie wzrastała na nich warstwa lodu.  
- Przestań, tu jest miejsce na klucz – wskazał uzdrowiciel, przejeżdżając dłonią na środku wrót.
W istocie znajdowało się tam wgłębienie, ułożone w taki sposób, jakby brakowało tam najważniejszej części.  
- Wracamy do punktu wyjścia, zostały nam jeszcze dwa korytarze.
- Teraz mówisz z sensem – skwitował Nular, odwracając się na pięcie.
- A  gdzie słowo „królu” ? Jesteśmy na ty?
- A  widzisz tu kogoś innego poza nami?
- Oby ci się to nie wyrwało przy poddanych, bo …
Chciał dokończyć zdanie, ale uzdrowiciel odszedł nie czekając na niego. Przyspieszył kroku, doganiając mężczyznę, który zastanawiał się, który korytarz ma wybrać.  
- W lewo.
- To chodźmy – dodał zrezygnowany Fero.
Tym razem po dość długiej drodze, kolejny raz trafili na rozwidlenie. Mieli do wyboru dwie drogi. Niestety władca nie miał ochoty zgubić się.  
- Nie idziemy tam! Wracamy, sprawdzimy jeszcze środkową drogę …
- Nie chcesz sprawdzić?
- Nie. Nie teraz. - odburknął król ponuro.
Wrócili się i wkroczyli na ostatnią ścieżkę, którą jeszcze nie szli. Po pewnym czasie zauważyli schody, ale prowadziły wyjątkowo w górę budowli. Wiedząc, że prędzej czy później znajda się w pałacu, nie zawahali się ani chwili. Władca pomyślał, że powinien lepiej poznać budowlę, albo nawet dostać jego mapę do ręki. Dotarli wysoko, aż zmęczyli się od wspinania, po skalnych stopniach. Zatrzymali się przed wrotami, które już ktoś wcześniej ruszał. Nular zbliżył dłoń, do metalowej klamki, dotknął jej dłonią. Bez użycia żadnej mocy, wrota drgnęły bez problemu. Ukazał im się kolejny korytarz. Fero miał powoli dość tych podróży, czując że robi się głodny.  

Zbliżała się pora obiadu, a żołądek mu o tym uparcie przypominał. Uzdrowiciel wyczuł, że mężczyzna ma taki problem, więc wydobył z sakiewki kawałek ciasta. Podał go królowi, uśmiechając się lekko.  
- Dziękuję Nularze … - odparł król pochłaniając jedzenie.
- W porządku, sam piekłem wczoraj.
- To ty pieczesz?
- Smakowało?
- Dobre, z czego to?
- Lepiej, żebyś nie wiedział – zaśmiał się mężczyzna, przechodząc przez uchylone drzwi.

Król zrobił dziwną minę, zastanawiając się, co tak naprawdę pochłonął przed chwilą. Postanowił jednak nie pytać, żeby przypadkiem nie zwrócić zawartości. Szli wąskim korytarzem, który dłużył się niesamowicie. Skręcali parę razy, aż dotarli pod ścianę, która definitywnie oznajmiała jego koniec. Nular badał na powrót chropowatą powierzchnię, przesuwając po niej dłońmi. Wtem nacisnął w pewnym miejscu. Powłoka drgnęła i weszli do jakiegoś pomieszczenia. Fero osłupiał w momencie, przecież doskonale zna to miejsce. Pokój Teniga z tej perspektywy, wydawał się mniej bezpieczny.  
- To nie możliwe … tajemne przejście?
- Ktoś miał dostęp do księcia. - dodał uzdrowiciel marszcząc brwi.
Król usiadł zrezygnowany na łóżku, miał mętlik w głowie. Jeżeli ktoś obserwował jego syna od dawna, mógł podsłuchiwać rozmowy przez ścianę. A co jeśli takich przejść jest więcej. Przeraził się na samą myśl. Nie znał dobrze zamku, wydawało się, że nadal jest tu gościem, a nie gospodarzem.  
- Zbadasz pokój Teniga swoją magią?
- Oczywiście, chciałem już to zaproponować.
- Czemu tego nie przewidziałem, wulkaniczne podziemia znałem świetnie, a to miejsce mnie przerasta.
- Panie, mogę coś wtrącić?
- Mów i tak zwracasz się do mnie na Ty …
- Radziłbym odwiedzić Lirię, ona tu mieszkała dłużej. Zaproś ją, mamy tyle pytań.
- Dobry pomysł, masz łeb uzdrowicielu. - uśmiechnął się Fero, wybiegając z pomieszczenia.
Nular nie czekał na nic, tylko koncentrując moc, zaczął szukać śladów wroga, w dziecięcej komnacie.  

***********************

W północnej osadzie panował pozorny spokój, wręcz nienaturalny. Umocnienia, które polecił wybudować Rawo, stały wokół wioski ukończone. Straże złożone z pozostałych przy życiu wojowników z gęstwiny, nie spuszczały z oka okolicy. Popołudniowy posiłek, który przygotowały tutejsze mieszkanki, spożywali wspólnie. Mawil pochłaniał kolejne porcje lokalnych przysmaków, obserwując ukradkiem Berla. Wulkaniczny człowiek, wydawał się być zamyślony, jakby siedziało tu tylko jego ciało. Władca podziemi wychylił z glinianej miski wodę i spojrzał na Fuldę.
- Ta bezczynność mnie wykańcza. Wydaje mi się, że oni potrzebują naszej pomocy.
- Też wolałabym im towarzyszyć, zwłaszcza, że mogą być ranni – dodała uzdrowicielka odkładając liść, z którego zjadła cały posiłek.
- Berlu, możesz przynieść mapę? - zwrócił się nagle Rawo do swojego doradcy.
Mawil widząc, że tamten jakby nie reaguje, uderzył pięścią w drewniany stół.  
- Odezwij się, król do ciebie mówi!
Mężczyzna podskoczył nagle, zrzucając na ziemię resztki niedokończonego posiłku.
- Co mam zrobić władco?
- Mapa … przynieś mapę! - zawołał stanowczym tonem Rawo.
Wulkaniczny człowiek zniknął w głębi chaty i za chwilę niósł zwitek, o który go poproszono. Rozłożył go na stole, odsuwając zużyte, prowizoryczne zielone talerze.  
- Berlu, my jesteśmy tutaj, tak? - dopytywał król pokazując na północną wioskę.
- Zgadza się.
- Pustynia jest tu? - pokazał znowu palcem, stawiając go na wschodzie dżungli oznaczonej na malunku.
- Nie Panie, na południu, o tutaj zaczyna się piach …
- Skąd to wiesz? - wtrącił się Mawil, mierząc go ponurym spojrzeniem.
- Nie rozmawiam z tobą, tylko z królem – odparł spokojnym tonem Berl.
- Generał ma rację, nie ma tu dokładnie zaznaczonego terenu piasków. I na wschodzie i południu może być pustynia, ale ty wydajesz się pewny swoich słów. - spojrzał groźnie Rawo.

Doradca zastanowił się chwile, po czym odchrząknął głośno.
- Tak mi podszepnęli miejscowi … bo skąd mógłbym to wiedzieć – wzruszył obojętnie ramionami.
- Tak, skąd byś to mógł wiedzieć … – powtórzył po nim jak papuga generał, obserwując go bacznie.
- Nie ważne – kontynuował król wulkanów – musimy wyruszyć, żeby pomóc Selenie, bardzo długo nie wracają …
- Nie! … To znaczy, nie możemy, bo nam kazali pilnować wioski – dodał Berl już spokojniej.
- Ale oni sobie tu poradzą, potrzebują nas, nie będę siedziała bezczynnie.
- Ja też rozprostowałbym kości, nie mogę się dogadać z tubylcami – dorzucił Rawo przeciągając się leniwie.
- Zostańmy, a jak nas zaatakują tu? - bronił się doradca, jakby tylko to było ważne.
- Poradzą sobie, jestem generałem to wiem, że forteca jest solidna.
- Nie byłbym tego taki pewien … – syknął wulkaniczny człowiek, szybko gryząc się w język.
- Co mówiłeś? - spytał Mawil, który doskonale słyszał jego wypowiedź.
- Nie znamy wroga … lepiej zostańmy. - trwał przy swoim doradca.
- Berl ma rację, nie ma co ryzykować. Zostajemy. - odparł Rawo, odchodząc od stołu.
Fulda była zdruzgotana jego słowami. Ledwo sam chciał wyruszać, ale kiedy tylko tamten się wtrącił, król zmiękł, porzucając swoje plany. Po obiedzie wszyscy się rozeszli. Uzdrowicielka skręciła w stronę gęstwiny, szukając jakiś ciekawych roślin. Wtem coś wciągnęło ją w krzaki, chciała krzyczeć, ale zatkano jej usta ręką.  
- To ja, uspokój się – szepnął generał puszczając lekko uścisk.
- Co ty robisz, przeraziłam się …
- Nie mogę inaczej, nie chcę, żeby mnie ten tchórz usłyszał i widział, że z tobą rozmawiam.
- O kim mówisz?
- O Berlu, słyszałaś co dzisiaj mówił. Uparcie nas trzyma w wiosce, a król go słucha. Po dzisiejszej rozmowie, mam poważne wątpliwości, co do jego lojalności.
Fulda westchnęła głęboko, ją również poruszyło zachowanie doradcy.
- A wiesz, że zaczynam myśleć jak ty? Coś tu nie gra, ale jak przekonać Rawo? Mamy tylko domysły, zero dowodów, on się wyprze.
- Znajdę coś, choćbym miał zaryzykować.

Mężczyzna spojrzał na Fuldę, jej szaroniebieskie oczy, wpatrywały się w niego uważnie. Nie przypominała mu Zeldy, za to trochę Selenę. Uczennica Nulara, imponowała mu inteligencją. Młodsza dużo od niego, nie miała może takiej urody jak Zelda, ale z każdym dniem myślał o niej coraz częściej. Kiedy siedzieli skuleni pod rozłożystymi liśćmi, które doskonale ich maskowały, zbliżył się do niej.  
- Nie powinniśmy tak się chować, zaraz król nas będzie szukał …
- Berl znika na całe dnie, to i my możemy – wycedził cicho, chcąc zbliżyć się jeszcze bardziej do uzdrowicielki.
Tak bardzo brakowało mu kontaktu z kobietami, przypomniał sobie, że latami był zupełnie sam. Uśmiechał się do Seleny i Fero, patrzył jak rośnie ich syn, odwiedzali ich Rawo z Lirią, również szczęśliwi ze sobą. Chciał zatopić się nagle w pocałunku, rzucić Fuldę na ziemię, dotykać, pieścić. Kiedy zbliżył się do niej tak blisko, że prawie urzeczywistnił swoje myśli, podpełznął do nich zabłąkany wąż. Fulda podskoczyła i pisnęła zrywając się z miejsca. Mawil nie czekając na nic, rozzłoszczony, zamroził gada, wyrzucając w dal.  
- Wracajmy – odparła zmieszana, biegnąc w stronę wioski, sama gubiąc się w myślach.
Generał uderzył pięścią w pobliskie drzewo, aż jego kora pokryła się lodem.  
- Niech piorun strzeli węże! - krzyknął po chwili.

755 czyt.
100%191
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1996 słów i 11262 znaków. Tag: #fantasy

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 24 cze 2018

    Przeczytałem. I kolejne pogmatwane tropy nam podziwiasz. Pozdrawiam