Lodowa wojowniczka - Część II - 13

Zamrożona niedawno dżungla, powoli odzyskiwała dawną świetność. Wilgotne, ciepłe powietrze, rozpuszczało lód, który ułatwiał podróżnikom drogę. Z każdym kolejnym krokiem słyszeli pęknięcia, które sygnalizowały koniec zamarzniętej nawierzchni. Rozglądając się bacznie na wszystkie strony, wypatrywali śladów szpiegów z pustyni. Nie mogąc pozwolić sobie na błąd, starali się uważnie przemierzać dżunglę. Selena patrząc przed siebie, załamała ręce. Znów trafili na bagienny teren, który zdawał się ciągnąć daleko przed nimi.
- Daleko jeszcze do ostatniej osady? - spytała męcząc się na podmokłym podłożu.
- Blisko, to tylko tak zniechęcająco wygląda – dodał Zulem przeskakując kolejne zwalone drzewo.
- Kiedy ostatnio tędy wędrowałeś? - spytała Kasja, podchodząc do wodza.
- Kilka lat temu przybyłem na święto wioski, tamci dopiero potrafią się bawić.
- Czyli są przyjaźni, tak? - dopytywała lodowa wojowniczka, chcąc poprawić sobie humor.
- Dla swoich tak …
- Czyli nie mam się czego obawiać – mruknął Ulir.
Nagle coś przepłynęło niedaleko, niczym wielka kłoda.  
- Ruchome drzewa? - zdziwiła się Herba, obserwując bagno.
- Nie ma czegoś takiego – obruszył się Ulir.
- Spójrz tam.

Wtem coś wyskoczyło z błota, nacierając na nich z otwartą paszczą, pełną ostrych jak brzytwa zębów. Zulem szybko odskoczył, ciągnąc za sobą Lojan. Veldos skoncentrował siły i wymierzył w monstrum atak ogniem. Zanim trafił, stwór zanurkował chowając się całkowicie. Za chwilę wyłonił się w innym miejscu. Selena nie czekając na kolejny atak zwierzęcia, wysłała w jego kierunku lodowe groty. Szybki drapieżnik, znów dał nura, nie dając zrobić sobie krzywdy. Wtedy wódz wschodniej wioski, wymierzył z łuku, czekając na odpowiedni moment. Kiedy tylko zauważył sylwetkę stwora, wypuścił strzałę w jego kierunku. Trafił go bez problemu, a zwierzę zaczęło tonąć.
- Co to było? - spytał Veldos gasząc płomień, który rozniecił w dłoni.
- Drapieżnik Ostroząb, nie wiecie, że one tu mieszkają? - tłumaczył Zulem chwytając za kolejną strzałę.
- One? - zdziwiła się Kasja, rozglądając wokoło.
- Jak jest jeden, to zaraz przyjdą następne, nie polują samotnie.
Nagle kolejny stwór wyskoczył wprost na Ulira, który zaskoczony, nie zdążył się bronić. Został wciągnięty w błotnistą breję. Lojan szybko aktywowała naszyjnik i wskoczyła za wodzem, znikając im z oczu. Zobaczyli bąble powietrza wydostające się na powierzchnię. Nagle Zulem krzyknął.
- Tam jest ich więcej!
Selena nie czekała na nic, tylko przywołała swoją broń. Otaczając się mroźną barierą, zaczęła iść w stronę drapieżników. Veldos i Herba również do niej dołączyli.  
- Zwabimy je, a jak skoczą, to pełna moc.
- Tylko szybko, Seleno, zanim wskoczy do wody. - dodał Veldos, jaśniejąc na bursztynowo.

Ogromny stwór wyskoczył, a wtedy został poczęstowany lodem i ogniem. Zulem trafił go w powietrzu, dopełniając dzieła. Kasja również dołączyła, wabiąc następnego potwora.  
- Całkiem nieźle nam idzie – podsumował Veldos.
- Wezmę cię na polowanie, kiedy to wszystko się skończy – zaśmiał się Zulem.
Po pewnym czasie po stworach nie było już śladu.  
- Gdzie Lojan?
- Była tu przed chwilą. - dodała Herba zniecierpliwiona.
Wtem z trzęsawiska wyłoniła się władczyni północnej wioski, trzymając triumfalnie broń wbitą w drapieżne zwierzę. Ulir również wypłynął, ledwo łapiąc oddech. Widząc swoją wybawicielkę, która przebiła stwora, który chciał go poszatkować na kawałki, nie wiedział co ma powiedzieć.  
- Brawo Lojan, prawdziwa z ciebie ryzykantka – dodała Herba, klaszcząc w dłonie.
Wszyscy zaczęli wiwatować, tylko Ulir stał skonsternowany, cały brudny i mokry.  
- Powinieneś jej podziękować – szturchnął go w plecy Zulem.
- Podziękować? To jakieś kpiny – prychnął wściekły wódz, aż wszyscy patrzyli na niego z pogardą.
Lojan obserwowała, jak mężczyzna mija ją jak powietrze. W momencie przestała się cieszyć, jakby ktoś uderzył ją ciężkim narzędziem. Zauważyła to Selena i zbliżyła się do kobiety.
- Nie przejmuj się, wszyscy widzieli jakim bohaterstwem się wykazałaś.
- Dlaczego on jest taki? Czemu tak nienawidzi kobiet?
- Nie wiem, ale przestań o tym myśleć. Na drugi raz go nie ratuj, niech ma nauczkę. Idziemy dalej.
Władczyni plemienia, przetarła obłoconą twarz ręką. Przyspieszyła trochę i przechodząc koło wodza, szturchnęła go z całej siły łokciem, aż zachwiał się na niestabilnym terenie.  
- W czym  masz problem? - oburzył się Ulir, chwytając za ramię waleczna kobietę.
- To ty masz problem.
- Nikt ci nie kazał przeszkadzać mi. Przez ciebie wyszedłem na tchórza!
- Bo nim jesteś, to ty nie nadajesz się na wodza plemienia!
- Co powiedziałaś? Chcesz się zmierzyć?
Wszyscy patrzyli zaciekawieni, co się dzieje. Nie dość, że nie mieli dużo czasu, to jeszcze trafiła im się sprzeczka.  
- Nie boję się z tobą walczyć. Chodź to pokażę ci, jak się bije w północnej dżungli.
- Nie odważysz się podnieść na mnie ręki, kobieto. - zaśmiał się Ulir pewny siebie.

Wtem amulet z zielonym kamieniem pojaśniał, a Lojan zadała cios w kierunku wodza. Ten ledwo odskoczył, kiedy broń przeszywała powietrze. Nie mogąc ścierpieć zniewagi, dotknął dłonią korony, która również uwolniła swoja moc. Mężczyzna dobył broni i z impetem rzucił się na atakującą, jakby była jednym z piaskowych ludzi. Szczęk broni rozbrzmiewał po okolicy, a zebrani nie mogli uwierzyć, co się dzieje.  
- Trzeba ich powstrzymać, bo się pozabijają! - wrzasnął Zulem, ale Veldos go powstrzymał.
- Ona musi się z nim bić, bo on nigdy nie odpuści, to sprawa honoru.
Grząskie podłoże utrudniało im utrzymanie równowagi. Kobieta doskonale posługiwała się orężem, ale Ulir nie miał zamiaru się poddać. Dzięki koronie poruszał się szybciej, więc nacierał bez strachu na rywalkę. Wtem podciął jej nogi, celnym uderzeniem. Wpadła cała pod zmąconą wodę, wódz zaczął się cieszyć, unosząc w górę broń. Nagle poczuł szarpnięcie i sam znalazł się w bagnie. Wyłonił się szybko krztusząc się, kiedy zobaczył ostrze przyłożone mu tuż przy gardle. Wyciął się szybko do tyłu, po czym skoczył na Lojan, niczym drapieżnik. Szybkim ruchem wytrącił jej broń z ręki. Chciała zanurkować po nią, kiedy on chwycił ją za ramiona, blokując jej ruchy.  
- Poddajesz się, głupia kobieto?
- Nigdy – wycedziła władczyni północnego plemienia przez zęby.
Nagłym uderzeniem głowy, powaliła stojącego za nią Ulira, a ten znów wpadł do zabłoconej wody.  
- Lojan nie daj się! - krzyczała Herba, podnosząc wysoko ręce.
- Ulir, dasz radę! - dopingował Zulem, jakby obserwował walki plemienne.
Zaczęli się okładać, nie patrząc na pochodzenie, jakby nikogo poza nimi nie było.  

Podnieśli się i wtedy Lojan wypatrzyła stojącą niedaleko kłodę. Podbiegła do niej i wybijając się od niej, wypuściła w stronę Ulira bolesnego kopniaka z nogi. On wyskoczył lekko zamroczony z bagiennej czeluści i przecierając twarz z błota, zmarszczył brwi. Podpłynął do Lojan i już chciał ją złapać, żeby wrzucić ją do bagna, kiedy ona uchyliła się. Chcąc złapać równowagę, pociągnął ją za cienką płócienną bluzkę, zrywając ją niechcący. Władczyni plemienia pisnęła skonsternowana, a Ulir zszokowany podziwiał jej walory kobiecych kształtów. Szybko zanurkowała, wymierzając mu bolesnego kopniaka w czułe miejsce.  
- Przesadziłeś! - krzyknęła podnosząc bluzkę i ubierając się pod wodą.
- Wygrałem – dodał triumfalnie.
- Skoro tak to postrzegasz – prychnęła Lojan odchodząc rozgorączkowana.
Znajomi nic nie zobaczyli, tylko Ulir naoglądał się krągłości, bo stał przodem do kobiety z dżungli. Widok, który go sparaliżował, dał mu dużo do myślenia. Stał w miejscu jak zahipnotyzowany, czując jak ogarnia go żar.  
- Wyruszajmy, powtórzymy jeszcze ten pojedynek, na innym terenie – dodała władczyni wioski.
- Jestem za – mrugnął do niej Veldos.
Wyruszyli, ale teraz Ulir nie prawił już swoich mądrości, milknąc jak nigdy. Selena widziała po nim, że coś w nim się odmieniło. Po pewnym czasie dotarli z mozołem do pierwszej linii obrony południowej wioski. Mokradła powoli ustępowały miejsca suchemu terenowi. Wszyscy wyglądali, jakby maskowali się do otoczenia. Brakowało im czystej wody i solidnej kąpieli. Wtem usłyszeli świst strzałek, lodowa wojowniczka uchyliła się ledwo.  
- Nie atakujcie! - krzyczał wódz wschodniej wioski.
- Ktoś ty!? - spytał jeden ze strażników, zwisając z drzewa.
- Zulem, należy mi się szacunek!
Wojownik chwytając za lianę, zjechał w dół, mierząc w niego bronią.  
- Przepraszam, nie poznałem Władco Wschodu. Ale tamci to kto?
- To Ulir, władca z zachodu, a to Lojan, wódz z północy. Tamci to moi sprzymierzeńcy. - wskazywał po kolei Zulem.
- Czego tu szukacie?
- Chcemy się widzieć z wodzem. Sprawa życia lub śmierci.

Mężczyzna zastanowił się chwilę, po czym gwizdnął głośno. Reszta strażników ujawniła się z ukrycia.  
- Pójdźcie za mną, ale żadnych sztuczek. Mamy truciznę.
- Dobrze, prowadźcie.
Brudni i zmęczeni wędrowcy, szli za nieznanymi wojownikami. Niedługo ukazała im się wioska, która ogrodzona potężnymi palisadami, wyglądała jak forteca. Wkroczyli do drewnianej budowli, pod eskortą. Wprowadzono ich do środka olbrzymiej chaty, która ozdobiona malowanymi rzeźbami, sprawiała wrażenie niegościnnej.  
- Władczyni nadchodzi, pokłońcie się.
Nie chcąc na wstępie denerwować kobiety, od której tyle zależało, posłuchali strażnika. Do pomieszczenia weszła wysoka, zielonowłosa niewiasta. W ręku dzierżyła zdobioną broń, a na głowie miała przepaskę, którą zdobiły drogie kamienie. Miała liczne malunki na ciele, podobne do tych , jakie prezentował Zulem. Cienka pleciona suknia, nie krępowała jej ruchów, a na nogach nie nosiła obuwia.  
- Zulemie, jakaś to sprawa cię do mnie przygnała? - zwróciła się władczo do wodza.
- Elajo, pięknie wyglądasz, jak zawsze. - zaczął rozmowę mężczyzna.
- Nie musisz mi słodzić. Mów po co tu sprowadziłeś te przybłędy?
- Grozi nam niebezpieczeństwo. Wszystko wytłumaczę …

Zulem zaczął swoją opowieść, starając się przedstawić wszystkie wydarzenia, w jak największym skrócie, kiedy skończył kobieta zmarszczyła brwi.  
- Mam się do was przyłączyć?
- Tak, po to tu przybyliśmy, jesteś nasza nadzieją …
- Nie ma mowy! Nie opuszczę plemienia!
Wtedy Selena  nie wytrzymała i wtrąciła się do rozmowy.  
- Brakuje nam tylko jednego artefaktu, pustynni ludzie z Hedosem na czele, zamierzają sprowadzić tu piaski. Czy to cię nie przeraża?
- To co mówicie jest niemożliwe. Odejdźcie, albo zginiecie.
- Elajo, zlituj się, współpracujmy …
- Radźcie sobie sami! - wybuchnęła władczyni, wychodząc w stronę wyjścia.
Wtem Ulir gotując się ze złości, syknął pod nosem.
- Przeklęta kobieta, obyś zapadła się pod ziemię …
- Kto to powiedział? - wróciła się oburzona władczyni południowej wioski.
Wszyscy siedzieli cicho, nie chcąc dolewać oliwy do ognia.
- Ja to powiedziałem! Nie po to przeszedłem prawie całą dżunglę, żeby wredna jędza mówiła mi co mam robić.
- Ulir, uspokój się na niebiosa. - syknął Zulem, obawiając się reakcji.
Władczyni ścisnęła mocno pieść i podnosząc do góry dłoń, na której dzierżyła bransoletę, zaczęła jaśnieć na zielono.  
- Zginiesz buntowniku!

809 czyt.
100%223
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2103 słów i 11801 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 3 lip 2018

    W tym szalenstwie Ulira jest metoda ... Mam taka nadzieje😃

  • Fiolka

    Fiolka · 30 cze 2018 · 211927110

    Jeszcze się nadęty Ulir nie nauczył szanować kobiet? Mam nadzieję że Elaja nauczy  go pokory. Gratuluje pomysłów

  • AnonimS

    AnonimS · 29 cze 2018

    No to mamy wojenkę damsko-męską....ale masz pomysły Dziewczyno . No i tyle publikujesz jakbyś się z Eweliną w ilości publikacji ścigała . Pozdrawiam