Lodowa wojowniczka - Część III - 5

W przybrzeżnym mule odciskały się ślady, maszerujących za skalnym przewodnikiem śmiałków. Stworki usuwały się im z drogi, w obawie przed rozdeptaniem. Nieznajomy w ciszy brnął w stronę ogromnej góry, która w dole została poprzecinana licznymi wejściami. Rawo ledwo nadążał za tutejszym mieszkańcem, a Mawil równie mozolnie poruszał się w nowym ciele. Gdy zbliżyli się do wejścia w głąb ziemi, odmieniony król lawy, odezwał się nie kryjąc złości.
- Wypadałoby się przedstawić! Nie umiesz mówić, czy co?
Tajemniczy przybysz, niewysoki, ale dobrze zbudowany, spojrzał na niego metalicznym wzrokiem. Obejrzał go od stóp do głów, z obojętną miną, jakby nie rozumiał o co mu chodzi.
- Jak masz na imię, jak cię zwą? - ponowił pytanie Rawo.
- Gul – odparł głębokim głosem, świdrując go spojrzeniem.
- To jakiś początek mamy za sobą. - zaśmiał się Mawil, poprawiając niewygodne odzienie przypominające zbroję.
Przewodnik zwrócił się w jego kierunku, przypatrując się mu uważnie, aż zaczęło go to wręcz peszyć.  
- Co się tak patrzysz? - obruszył się generał, odsuwając się asekuracyjnie w tył.
- To co robisz z otworem do jedzenia, wydajesz dziwne dźwięki, nie rozumiem.
- Śmieję się, co w tym nadzwyczajnego, czy ty nigdy się nie cieszysz, nic cię nie bawi?
- Nie. Nie rozumiem co to śmiech. Nie doświadczyłem. - mruknął ponuro, wciąż tkwiąc w jednym miejscu jak słup.
Rawo zbliżył się do generała, szepcząc mu na ucho.  
- Może ma łaskotki – zażartował, ale Mawil kopnął go z całej siły w nogę.
- Przy takiej grubej skórze? Nie żartuj ze mnie. - odparł zdenerwowany, co jeszcze bardziej zaciekawiło przybysza.
- Nie możecie się tak zachowywać, bo was wyrzucą. W naszym plemieniu nie okazujemy śmiech, złość i innych zachowań. Nie wiemy co to, będziecie się wyróżniać, zginiecie.
- Ty tak na poważnie mówisz? - zdziwił się Rawo, czując powagę sytuacji.
- Poważny, zdecydowany, dzielny, taki jest każdy z nas. - mruknął niewysoki przewodnik.
- A macie partnerki? - próbował zagaić dalszą rozmowę Mawil.
- Mamy.
- Im też nie okazujecie emocji, miłości?
- Co to miłość?

Rawo otworzył szeroko metaliczne oczy, wyglądając przy tym komicznie. Podszedł do Gula, chciał po przyjacielsku poklepać go po plecach, kiedy dostał silny cios w brzuch, aż padł zszokowany na skalne podłoże.  
- Co ty robisz? Chciałem cię pocieszyć, chcesz mnie zabić?
- Ty sam się zabijesz, zachowując się w ten sposób. Wracajcie z powrotem, szkoda czasu, nie nadajecie się. Przyprowadźcie innych, bo was zabiją. - dodał, oddalając się w głąb ciemnego wejścia.
- Zaczekaj! - zawołał Rawo, bojąc się zostać sam w tym niegościnnym miejscu.
Gul odwrócił się, mrucząc pod nosem niezrozumiałe słowa.  
- Będziemy poważni, nauczysz nas, prawda przyjacielu?
- Co to przyjaciel? - spytał znów przewodnik.
- Jak nas wprowadzisz do swojego świata, obiecuję się odwdzięczyć, jestem królem w swojej krainie, szukam córeczki, kocham moje dziecko, zrozum.
- Nie wiem co to kochać, nie rozumiem, ale pomogę. W zamian ty pomożesz zlikwidować wojnę.
- Co?
- Toczymy wojnę o surowce. Wy nas pogodzić, my się odwdzięczyć. Idziecie, czy mam iść sam?
Odmieniony król sparodiował jego poważną minę, po czym dodał niższym udawanym głosem.
- Idziemy.
Ruszyli w głąb ziemi, po drodze Mawil zaczął żartować razem z królem, oświetleni światłami porozmieszczanych po ścianach okrągłych kul.  
- Królu, jak ich dziewczyny wyglądają jak on, to muszą być urodziwe. - dodał ironicznym tonem.
- Wyobrażam sobie, pewnie walą ich po głowie głazami, jak im się coś nie podoba.
- Kobieta bez emocji, nie bywałe, czyżby nawet w te dni …
- Panie, to najwyraźniej zaleta. Ciekawy jestem jak się rozmnażają bez emocji.
- Pewnie mówią „ ja chcieć kopia, ty działać, ja zrzucić z siebie zbroja ” ...
Zaczęli dusić się ze śmiechu, aż Gul odwrócił się, uciszając ich.  
- Zbliżamy się, spokój.
Mawil ledwo powstrzymał się na widok rozbawionego Rawo. Trafili pod masywne wrota, które drgnęły po dotknięciu ich przez przewodnika. Gul ukłonił się strażnikom, pokazując na gości.
- Znalazłem dwóch zagubionych uczniów, muszę ich trenować.
Tamci zmierzyli ich wzrokiem, po czym kiwnęli na zgodę, przepuszczając dalej. Znaleźli się w skalnym miasteczku, wykutym pod ogromną górą. Przed nimi ukazały się oświetlone wieloma kulami domki. Wokoło jak wstęga płynęła podziemna rzeka o rdzawej barwie, jakby znajdowało się w niej żelazo.  

Przechodząc przez gwarny targ z surowcami, zauważyli, że panował tam gwar, ale wszystko zdawało się dziać według ustalonego schematu. Sprzedawca pokazywał towar, po czym kupujący kiwał głową na tak lub nie. Potem po udanej transakcji dawał mieniące się na czerwono płytki. Maszerowali dalej, nie mogąc się nadziwić różnego rodzaju przedmiotom, które targali ze sobą mieszkańcy. Gdy skierowali się dalej, przechodząc przez kolejną masywną bramę. Gula przepuszczono po okazaniu jakiegoś płaskiego przedmiotu w kształcie trójkąta. Zasalutował bronią i ruszyli w dalsza drogę. Wtem po przekroczeniu kolejnego korytarza, Rawo oniemiał z wrażenia. Trafili nad zbiornik rudawej wody, który dookoła był otoczony, przez urodziwe panny, skąpo odziane w metaliczne stroje, odbijające porozmieszczane wszędzie blaski świateł. Rawo pociągnął  generała ze rękę, szepcząc do niego cicho.
- A mówiłeś, że kobiety są tu paskudne.
- Wcale tak nie mówiłem. - bronił się Mawil, sam nie wierząc w to co widzi przed sobą.
Panny miały brązową skórę, ale ich figura nie odbiegała niczym od kanonów urody z ich świata. Jedynie metaliczne oczy i poskręcane spiralnie włosy, wydawały się psuć ten efekt. Jednak wszystkie miały wyraz twarzy bardzo poważny, jakby były kopiami ich przewodnika, tylko innej płci.  
- Nie patrzcie tak na nie, spuśćcie wzrok – odezwał się nagle Gul.
- Dlaczego? - spytał Mawil, nie mogąc oderwać wzroku od nieznajomych mieszkanek.
- To nie czas na gody, to zabronione. Mogą cię źle zrozumieć i zaatakować, chcesz się z nimi bić?
- Co za pokręcony świat – mruknął pod nosem Rawo, sprowadzając się do porządku.
Przypomniała mu się Liria, niby nie miał zamiaru działać za jej plecami, ale uroda tutejszych kobiet go poraziła. Uderzył się mimowolnie masywną ręką, odwracając wzrok przed siebie. Nie w tym celu tu przybył, gdzieś jest tu jego latorośl. Co by powiedziała na takie zachowanie ojca. Szedł dalej w ciszy, nie pytając już o nic więcej, przynajmniej na razie.  

****
Mocny wiatr owiewał zmęczone ciała wędrowców, do świata latających wojowników. Selena ledwo łapała oddech, zaczęło się jej kręcić w głowie. Veldos również zaczynał opadać z sił, czując że dalsza droga staje się coraz bardziej mozolna. Wchodzili w chłodne w dotyku chmury, które swoją otoczką przesłaniały im szczyt.  
- Daleko jeszcze? - spytała podrapana od skał wojowniczka.
- To zależy od was, jak szybko będziecie się poruszać – odparł ironicznie Iryt, uśmiechając się pod nosem.
- A niech cię! Bawisz się w najlepsze patrząc na nasz pot i wysiłek. Zwyczajny sadysta.
- Nie narzekaj przybyszu, jesteś tu gościem, ciesz się, że zechciałem łaskawie wam pomóc.
- Ładna mi pomoc – prychnęła odmieniona królowa lodu, czując każdy mięsień przy poruszaniu się w górę.
- Dzieci są bardziej zadowolone od was. Młodziki mają więcej sił, co za porażka – odezwał się lewitujący nieznajomy.
- Zapraszam do naszej krainy, ciekawe ile byś wytrzymał zamrażany przez mój promień – zaśmiała się nerwowo kobieta, zamykając na chwilę oczy.
Nagle wyciągnęła przed siebie dłoń, ale nie mogła znaleźć kolejnej skały do wspinaczki. Ze zdumieniem i radością odkryła, że trafili w miejsce przeznaczenia. Wyłaniając się ponad powierzchnię chmur, ujrzała nieznaną wcześniej krainę. Skały uformowane w stożki porośnięte zostały roślinnością, a z ich szczytów wypływała woda, połyskując w świetle ostrego słońca. Okrągłe puchate kule porywał wiatr, roznosząc po okolicy. Kiedy kobieta dotknęła jednej z nich, rozprysnęła się w pył, opadając na podłoże z majestatem.  
- Warto było się wspinać – odparła, zafascynowana zapominając na chwilę o problemach.
- Nie przepadam za przyrodą – mruknął Veldos, tęskniąc za światem lawy.
- Nie ociągać się lenie, to nie koniec podróży! - krzyknął przewodnik władczym tonem.

Ubranie pobłyskiwało mu, świetlistymi refleksami padając na podłoże. Szli za nim, nie wiedząc dokąd ich zaprowadzi. Mijali skromne domostwa, kierując się w stronę coraz wyższego wzniesienia, otoczonego masywnymi skałami i dziwnymi wysokimi roślinami. Co jakiś czas przelatywał koło nich jeden z mieszkańców królestwa, śpiesząc się gdzieś z pakunkami. Okolica tętniła życiem, wydawało się, że jedynym problemem w tym świecie, jest ograniczony czas. Dostojne ptaki krążyły nad nimi, zachwycając złotymi piórami, zdobiącymi końce skrzydeł. Koło nich przemykały małe stworzenia, chowając się między źdźbłami wysokich traw. Wtem jeden z latających stworów, zanurkował spadając na piszczącego ze strachu bezbronnego zwierzaka. Porwał go ze sobą, znikając w oddali.  
- To okrutne – oderwała się Selena.
- Takie jest prawo, słabi przegrywają, mógł biegać szybciej. - skwitował chłodno Iryt, idąc dalej niewzruszony.
- U was panują takie same zasady? To znaczy w waszym królestwie, odnośnie mieszkańców? - dopytywał Veldos, zaciekawiony wypowiedzią.
- A jak myślisz? - rzucił mu pytaniem, unosząc lekko kącik ust.
- Nie powiesz mi, że nie pomagacie słabym …
- Sami się przekonacie. Nie warto tracić czasu dla bezwartościowych jednostek. - dodał, jakby mówił o kamieniach, albo o chwastach.
- Nie podoba mi się tu, zdecydowanie. - odezwała się Selena, przestając się zachwycać nad nowym miejscem.
Zatopiła się w myślach, zastanawiając się, co dzieje się z jej synem, który trafił do tej niegościnnej krainy. Nie dość, że Hedos był tyranem, to okazało się, że mieszkańcy tego świata nie wydawali się od niego lepsi. Przerażało ją to coraz bardziej z każdą chwilą. Nagle zatrzymała Iryta, stając przed nim i zagradzając mu drogę swoim ciałem.  
- Co ty robisz?
- Nie idę dalej, ty nie chcesz nam pomóc.
Zaśmiał się ironicznie, jakby nie robiło to na nim żadnego wrażenia.  
- Pewnie, że nie chcę pomagać, gdyby nie Nular, nawet nie splunąłbym w waszą stronę. Jednak mamy umowę, której zamierzam dotrzymać, to co obiecał jest tego warte.
- Co ci powiedział?
- Nie twoja sprawa. Powiem wprost, nie przyjechaliście tu w celu wypoczynku, więc nie marnuj swojego cennego czasu. Ten wasz Hedos wydaje się potężnym przeciwnikiem, na twoim miejscu zacząłbym trenować już teraz.
- Idziemy Seleno, nie warto z nim dyskutować, to gbur – rzucił z pogardą Veldos.

Nieznajomy zarzucił swoje długie włosy, kierując się do jednego z dużych domów. Otworzył go, wpuszczając do środka wędrowców. Pokaźny salon wypełniony był licznymi przedmiotami, które mogły służyć zarówno do walki, jak i ozdoby. Wyszli z drugiej strony domostwa, wchodząc na pokaźne podwórko, otoczone z każdej strony wysokim murem, połyskującym w słońcu, poprzecinanym gdzieniegdzie rosnącymi pnączami. Iryt rzucił im okrągłe zielone owoce.
- Zjedzcie po jednym, dodadzą wam sił do treningu.
Selena powąchała przedmiot, jego skórka zdawała się aksamitna w dotyku. Po jednym kęsie poczuła gorycz, chciała wypluć zawartość, ale mężczyzna ją obserwował. Veldos miał podobny pomysł, kompletnie nie smakował mu prezent.  
- Jedzcie, przyzwyczaicie się do smaku z czasem.
- Wątpię – prychnęła odmieniona królowa lodu, żałując że nie może zjeść swojego obiadu w zamku lodu.
Nie chcąc denerwować przewodnika, ledwo skończyli zjadać owoc, a już poczuli przypływ energii, jakby ledwo wstali z łóżka po długim, wygodnym śnie.  
- Jak to możliwe? Po jednym owocu takie efekty? - zdziwił się Veldos.
- Tylko dziś takie rarytasy, jestem zbyt łaskawy – dodał z ironicznym tonem, biorąc do ręki srebrzystą krótką broń.
Veldos zauważył w kącie stojący stelaż z orężem. Dobiegł szybko do niego, dobywając metalicznego miecza. Selena również chwyciła za ostro zakończony długi nóż. Już chcieli na niego nacierać, kiedy siłą woli wytracił im z rąk broń. Rzucił im po długim kiju, wyrzeźbionym z pobliskiej roślinności.  
- To trening, walczycie tym. Zupełnie jak dzieci, nieusłuchane, głupie … - mówił jakby do siebie Iryt.
- Ja ci dam głupie. - prychnęła Selena, próbując z powrotem dobyć normalnej broni, ale coś ją zamroczyło, odbierając energię.
- Albo po mojemu, albo nie walczymy wcale! - krzyknął mężczyzna, rozgniewany.
Kobieta schowała dumę głęboko, chwytając z powrotem za drewniany przedmiot.  
- Dla syna – syknęła cicho, podnosząc wzrok na wojownika z przestworzy.
Zaczęli się bić, ale nie mogła mu dorównać szybkością, on najwyraźniej nudził się, widząc jej nieporadne ruchy. Veldos również zaczął na niego nacierać, ale wyrafinowane ciosy nie robiły na nim żadnego wrażenia. Kiedy z kolei zaatakował, upadli oboje na posadzkę, powaleni jego szybkim ciosem. Wtem przez drzwi weszła wysoka wojowniczka, zarzucając swoje długie włosy zalotnym ruchem ręki. Przewodnik spojrzał na nią, najwyraźniej nie spodziewając się wizyty kobiety.  
- Wira? Jak tu …
- Myślałeś, że się mnie pozbędziesz, wielki błąd oszuście. - wycedziła, przejeżdżając palcem po policzku.
Selena nic z tego nie rozumiała, wydawało się, że znają się z nieznajomą bardzo dobrze. Tyle, ze Iryt był wyraźnie zakłopotany jej niespodziewaną wizytą.

638 czyt.
100%114
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2489 słów i 14096 znaków. Tag: #fantasy

4 komentarze

 
  • mydream2017

    mydream2017 · 4 paź 2018

    Ależ imiona bohaterów i te bajkowe scenerie...cóż za pokłady twórczości w Tobie tkwią   
    Musisz napisać jakiś cykl i wydać to dla szerszej publiki

  • AlexAthame

    AlexAthame · 4 paź 2018

    Wspaniałe opisy.Super

  • emeryt

    emeryt · 3 paź 2018 · 202081569

    @AuRoRa, w 100% popieram zdanie AnonimS.  Już nie jeden raz gratuluję Tobie wspaniałego talentu. Dziękuję za kolejny odcinek i pozdrawiam.

  • AnonimS

    AnonimS · 3 paź 2018

    Ale masz wyobraźnię moja Droga. Opisy krain - bezcenne. Pozdrowienia