Lodowa wojowniczka - Część III - 10

Głęboko pod powierzchnią ogromnej góry, pośród plątaniny tuneli przedzierali się zakamuflowani wojownicy. Taszczyli ze sobą żelazo, wykradzione z kopalni władcy ziemnych ludzi. Weszli tajemnym wejściem do jaskini, gdzie korzystając z ciepła wydobywającego się z głębi ziemi, przetapiano kruszec w broń. Rawo doskonale zadomowił się w nowym miejscu, zdobywając szacunek Grasa i Gula. Doglądali właśnie ostatecznych prac, kiedy odmieniony król lawy ukłonił się im niespodziewanie.  
- Skoro wszystko jest na dobrej drodze, muszę poinformować Mawila.
- Widziałem go pod wodospadem. - dodał obojętnie Gul.
- Widziałeś może księżniczkę? - spytał zaciekawiony.
- Pewnie ćwiczy. - wtrącił się Gras.
Rawo starając się okazywać emocji, jak przystało na tutejszych mieszkańców, oddalił się od nich. W środku wręcz kipiał ze złości, to nie pierwszy raz, kiedy Galma uciekała potajemnie, żeby szkolić się w walce. Krół lawy obawiał się, że zostanie wykryta przez szpiegów Hedosa, ale Mawil zawsze bagatelizował jego obawy. Nastolatka korzystała na tym, ćwicząc razem z generałem. Ciężko stąpając po rdzawych skałach, dotarł w pobliże wodospadu. Nie mylił się, młoda księżniczka okładała Mawila długą lancą wykonaną z hartowanej stali. Odmieniony mężczyzna nie dawał jej spocząć na laurach. Bił się tak, jakby to było poważne starcie, nie folgował dziewczynie.  
- Szybka jesteś – odparł odskakując przed jej zamachem bronią.
- Codziennie ćwiczę, nie leżę! - krzyknęła, trafiając go w ramię.
Otrzepał się po ciosie, dzięki grubej skórze nie doznał rany. Szybko się wywinął, robiąc nagły skok na księżniczkę. Wtem dostał w twarz ognistym podmuchem, aż krzyknął. Rawo zaśmiał się ukradkiem, nadal się nie ujawniając. Mawil nie zamierzał się poddać, ziemia pod dziewczyną zadrgała, wpadła w powstałą zapadlinę. Wtedy król nie wytrzymał, chciał wkroczyć do akcji, gdy wytrenowana w boju nastolatka wyskoczyła ze szczeliny wydając z siebie szaleńczy okrzyk. Zdzieliła Mawila tępym końcem lancy, powalając go wprost do rdzawej wody. Rawo wyszedł bijąc brawo początkującej wojowniczce. Generał wygramolił się z wody, krztusząc się.  
- Moja krew. - odparł Rawo, uśmiechając się do młodej księżniczki.
- Przestań tato! Mawil jest słabym przeciwnikiem. Nie ma się z czego cieszyć.

Generał obruszył się na te słowa.  
- Porozmawiamy jak wrócę do swojej postaci Galmo.
- Nawet Gymzi by cię zjadł, gdyby chciał. Jesteś stary to dlatego. - zaśmiała się, wbijając koło niego ostrą broń, na znak, że koniec treningu.
- Co? Stary?
- Wybacz, dla mnie mógłbyś być dziadkiem. Gdybyś widział jak walczy Tenig … eh, jest ode mnie o wiele lepszy. Spryciarz, nie mogłam mu dorównać.
- Jak to możliwe, syn Seleny byłby aż taki dobry? - spytał Rawo zaciekawiony.
- Nie macie pojęcia jak go podszkolił Berl i sam Hedos, ale nie to jest najgorsze. Przekonali go, że rodzice specjalnie go zostawili. Gdyby ich spotkał, pewnie nie byłby zachwycony.
- Co ty mówisz? Przecież Fero skoczyłby za niego w ogień. - wtrącił się Mawil.
- Możliwe, ale Tenig w to nie uwierzy. Mnie też próbowali złamać, ale miałam swój rozum. Udawałam, że im przytakuję, ale szykowałam się do ucieczki. Wiecie co jest najgorsze? Książę nie chciał iść ze mną, powstrzymywał mnie, jego też musiałam oszukać, bo by mnie wydał.
- Nie spodziewałem się, że jest aż tak źle. - dodał poważnym tonem generał.
- Ciesz się dziadku, że jestem po waszej stronie. - zaśmiała się Galma, podcinając mu nogi długą lancą.
- Jak ty się do niego odzywasz? Jak cię wychowali.
- Tak jak trzeba.
- Nie bardzo, pewnie to zasługa tego przeklętego Berla. Jak go dorwę ...
- Spokojnie staruszku. - fuknęła, skacząc w stronę tunelu wyżłobionego nad wodospadem.
Mawil otrzepał się z kurzu, śmiejąc się pod nosem. Rawo był bliski wybuchu złości.  
- Nie śmiej się cwaniaku, ciebie też to czeka! - ryknął zdenerwowany odmieniony król lawy.
- O co ci chodzi?
- Twoje dzieci też kiedyś dorosną … dziadku. - dodał ironicznie, podążając za śladami córki.
Mawil skrzywił się, ale nie skomentował tego tym razem. Chwycił się tylko za głowę, nie chciał widzieć miny Seleny, gdy dowie się, co zrobili z Tenigiem. Pobiegł za królem, lawirując korytarzami.  W końcu znaleźli się na powrót w kryjówce Grasa. Zwoływał on wszystkich na naradę. Wojownicy zbierali się w obszernej jaskini. Dostojnik wyszedł na podwyższenie, uderzył bronią w podłogę, aż rozmowy ucichły.  
- Niedługo nasza udręka się skończy. Koniec z ukrywaniem się we własnym królestwie. Jesteśmy jednym rodem, pora by wszyscy to zrozumieli.
- Co zamierzasz dowódco? - spytał ktoś z tłumu.
- Mamy tajną broń. Galmo, pozwól na środek. - dodał niskim głosem dostojnik.

Księżniczka lawy stanęła obok Grasa, ukłoniła się.
- Nie pochodzę z waszego świata, ale jestem wdzięczna za ugoszczenie mnie. Uratowaliście mi życie. Chcę wam pomóc.
- Toż to kobieta. Zabije nas. - odezwał się inny wojownik.
- Nie, ona różni się od naszych niewiast. Dodatkowo walczy dzielnie, jak rasowy wojownik. Ufacie mi, nie zaprzeczycie, więc zamiast podważać moje zdanie, bierzcie za broń.
Ujrzał jak ktoś z tłumu unosi w górę oręż. Za nim w ślady poszli inni, w końcu zrozumiał, że dopiął swego.  
- Odpocznijcie, a potem wyruszamy, już nie będzie odwrotu.
- Gras. Gras. Gras. … - odzywały się niskie głosy wojowników, niczym mantra.
Kiedy spotkanie się zakończyło, Mawil, Rawo i Galma podążyli za dowódcą. Gul czekał na nich w osobnym pomieszczeniu, wyglądało, że ma dla nich ważne informacje. Usiedli na kamieniach, patrząc na niego w skupieniu.  
- Mam wieści od Nulara.
- No nareszcie, gdzie on się podziewa? - odezwał się Rawo zniecierpliwiony.
- Dał mi to – odparł Gul, wydobywając z sakwy przezroczysty kamień w kształcie gwiazdy.
- Co to ma być? - zdziwił się Mawil.
- Powiedział, że jak przedmiot zaświeci się na niebiesko, mamy spotkać się z nim u podnóża góry.
- Uwielbiam go, nigdy nic prosto nie wytłumaczy, tylko robi co chce. - dodał ironicznie Rawo.
- Pamiętam go, czy to nie ten uzdrowiciel, co odwiedzał nas, kiedy byłam jeszcze mała? - spytała Galma, nie kryjąc uśmiechu na twarzy.
- Ten sam. - odparł odmieniony król lawy. - Czemu o to pytasz?
- Bo zawsze rozmawiał długo z mamą, wspominali dawne czasy.
Wtem do pomieszczenia wkroczył jeden z wojowników. Po jego minie nie można było się domyślić z czym przychodzi.  
- Atakują nas.
- Kto? - spytał spokojnym tonem dostojnik.
- Ktoś wydał nasza kryjówkę.
Galma przywołała broń, zmarszczyła brwi. Skierowała się w stronę wyjścia, Rawo zatrzymał ją w ostatniej chwili.  
- Dokąd biegniesz?
- Walczyć! Nie będę czekać aż po nas przyjdą. Pora wyrównać rachunki!

Wyrwała się szybko z silnego uścisku ojca, powalając go na ziemię. Rawo patrzył zszokowany, nie wiedząc co ma powiedzieć. Mawil spojrzał na niego wymownie.  
- Wiadomo po kim to ma, sam mówiłeś, „moja krew”.
- Lepiej zamilknij i goń ją! - krzyknął, zapominając o trzymaniu emocji na wodzy.
Sam szybko się podniósł i chwytając za broń poczuł jak wzbiera w nim gniew. Nieusłuchana nastolatka działała mu na nerwy. Jeszcze pamiętał ją z czasów, kiedy była małą dziewczynką. Teraz energia ją wręcz rozpierała, denerwowało go, że nie potrafił nad nią zapanować. Wybiegli w kierunku odgłosów walki, włączając się w walkę przeciwko napastnikom nasłanym przez samego władcę tej krainy. Widział tylko w oddali pióropusze ognia i już wiedział gdzie jest jego zbuntowana córka. Zobaczył, jak Mawil do niej dobiega, ruszył w ich kierunku. Kiedy znalazł się blisko niej, zrobiła wymowną minę.  
- Odczepcie się ode mnie, radzę sobie sama! - krzyknęła.
Wtem ziemia pod nią się zapadła, a Mawil złapał ją w ostatniej chwili, ratując przed upadkiem.  
- Jesteś tego pewna?
- To przez to, że mnie zagadujecie. - odburknęła, dając się wciągać przez generała.
Rawo uderzył z całej siły pięścią wojownika władcy, który nastał na życie jego córki.  
- Tato, nie musiałeś!
- Musiałem. Przestań się popisywać. - dodał patrząc na nią metalicznym wzrokiem.
Za chwilę znów zniknęła im z pola widzenia, okładając następnego żołnierza wroga. Mawil tylko wzruszył ramionami, Rawo wiedział, że to będzie długa i nieprzewidywalna walka.  

***
Wysoko nad chmurami słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Iryt zdążył dowiedzieć się od mieszkańców, że nieznajomy już nie raz pojawiał się w mieście. Bojaźliwi świadkowie wskazywali zgodnie, że zawsze znikał w okolicy ruin zburzonego pałacu, który przed wiekami został zniszczony. Veldos czuł, że to może być dobra kryjówka dla takiego tyrana jak Hedos.  
- Ściemnia się, czy nie powinniśmy zaczekać na świt? - spytał przewodnik.
- Nie, wyruszmy tam teraz. Pod osłoną nocy możemy się tam podkraść. - odparła lodowa wojowniczka, patrząc na znikający za horyzontem purpurowy krąg.
- To ryzykowne – odparł Veldos krzywiąc się.
Selena już chciała coś powiedzieć, kiedy on znów odezwał się.
- Ale uwielbiam ryzyko! Nie przepuściłbym takiej okazji. - uśmiechnął się chytrze.
- Wiedziałam, że masz jaja. - zaśmiała się odmieniona króla lodu.
- Herba by potwierdziła, nie raz sprawdzała …  – dodał szczerząc się.
- Nie wątpię – spojrzała na niego wymownie.
Iryt chrząknął głośno, uderzając bronią w bruk ulicy.  
- Dość tego.
- Za grosz nie masz poczucia humoru – mruknął Veldos.
- Nie potrzebuję go. Mężczyzna powinien umieć walczyć, a nie robić z siebie błazna.
- Teraz wiem dlaczego nie udało ci się z Wirą. - odparł odmieniony wojownik lawy, uśmiechając się lekko.
- Nie powinno cie to obchodzić.
- Powiem ci, że jeśli nie byłbym żonaty, to chętnie bym …
- Dość! Wyruszamy. Koniec tych docinków! - wybuchnął nagle Iryt, posyłając w stronę Veldosa mocny podmuch powietrza.
Upadł uderzając o mur, zaczął koncentrować moc, żeby mu oddać, kiedy między nimi stanęła Selena, chcąc aby ochłonęli.  
- Nie trwońcie energii na marne, może nam się przydać.
- Pilnuj towarzysza, bo jak tak dalej pójdzie, to Hedos nie będzie waszym jedynym wrogiem!
Oddalił się odlatując w stronę wspomnianych niedawno ruin. Selena spojrzała na Veldosa, a ten ścisnął pięść.  
- Tyle czasu minęło, a on wciąż działa mi na nerwy. Nie dziwię się, że jest sam jak palec, z takim charakterem.
- Pamiętaj po co tu przybyliśmy, niedługo przyjdzie nam zmierzyć się z gorszymi szujami. Lećmy, bo zaraz go stracimy z oczu.

Veldos niechętnie przytaknął, kłótnia z Irytem nie była im teraz na rękę. Zaczęło się ściemniać, ostatnie promienie światła znikały bezpowrotnie. Zbliżali się nieuchronnie do owianego złą sławą miejsca. Powoli musieli zniżyć lot, aby nie zostali przypadkiem wykryci, gdyż spodziewali się zwiadowców. W półmroku skradali się do opuszczonej budowli, którą dawny konflikt zmienił w relikt przeszłości. W oddali zauważyli blady punkt światła majaczący zza jednego ze zniszczonych skalnych murków. Świadkowie mieli rację, ewidentnie ktoś tam przebywał. Selenie szybciej zabiło serce, spodziewała się, że gdzieś tam mógł przebywać jej syn. Powoli zaczęli się skradać pod osłoną nocy. Światło stawało się coraz bardziej wyraźne. Zbliżyli się jeszcze bardziej, aż ujrzeli częściowo zamaskowane wejście w głąb budowli.  
- Co robimy? - spytał Veldos poruszony.
- Jak to co, wchodzimy. - odparła Selena.
- Jesteście tego pewni? Mówiliście, że ten cały Hedos jest potężny. - wtrącił się Iryt, zatrzymując ich.
- Mam już dość czekania. Idę, jak nie chcesz zostań na zewnątrz.
- Nie ma mowy. - dodał podążając za nią.
Szli powoli i ostrożnie, nasłuchując uważnie, czy ktoś nie nadchodzi. Selena pomyślała, że jeśli by to miała być kryjówka Hedosa, z pewnością byłaby lepiej chroniona. Tym bardziej brnęła uparcie przed siebie. Wtem do ich uszu dobiegły szepty, zatrzymali się w momencie, ale nie mogli nic zrozumieć, gdyż byli za daleko. Ostrożnie skradali się, aby przysunąć się bliżej, wreszcie dość wyraźnie słyszeli rozmowę jakiegoś mężczyzny z kobietą.  
- … nie jestem przekonany. - zabrzmiał męski głos.
- Jeśli masz lepszych sojuszników, to tylko tracę tu czas. - dodała kobieta.
- Chcesz pomścić brata, czy nie?
- Chcę, ale jaką mam pewność, że mogę wam zaufać?
- Mój pan nie rzuca słów na wiatr.
- Zastanowię się.
- Masz czas do jutra, myślę, że się dogadamy. Urodziwa jesteś i mądra, żal by było abyś musiała się ukrywać. My też chcemy pokoju.
- Mam nadzieję, cudzoziemcze.

Nagle usłyszeli, jak ktoś zaczyna do nich się zbliżać. Selena zaczęła się szybko wycofywać, a za nią Iryt i Veldos. Ledwo zdążyli wydostać się na zewnątrz. W ostatniej chwili przeskoczyli za murek. Kroki dogoniły ich, w końcu postać zatrzymała się. Iryt lekko wychylił się za ogrodzenie i oniemiał. W bladym świetle ujrzał Wirę, nie mógł uwierzyć. Niewiasta zaczęła powoli oddalać się, jakby zastanawiała się po drodze nad słowami tajemniczego mężczyzny. Gdy oddaliła się na tyle, że powoli zaczęła znikać im z pola widzenia, Selena spojrzała na przewodnika wymownie.  
- Niech zgadnę, chcesz ją śledzić.
- Koniecznie, pomożecie mi?
- Wydaje mi się, że rozmawiała z Berlem, ale echo mogło zniekształcać głos. Ruszajmy za nią, może mieć ciekawe informacje.
- To na co czekamy, zaraz zniknie w oddali. - wtrącił się Veldos.
- Mówisz z sensem – odparł Iryt, unosząc się w powietrze.
Za nim ruszyła Selena, a Veldos nie zamierzał zostać w tyle. Wira mogła być kluczem do odnalezienia ich wroga, nie mogli zaprzepaścić takiej szansy.

586 czyt.
100%123
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2502 słów i 14117 znaków

Komentarze (3)

 
  • mydream2017

    mydream2017 2 lis 2018

    Dziewczyna ma power. Uwielbiam nietuzinkowe postacie. Arcydzieło!!!

  • AnonimS

    AnonimS 2 lis 2018

    Ciekawi mnie jak będzie wygładać spotkanie Seleny z synem....pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt 2 lis 2018 ip:8979110

    @AuRoRa, dziękuję za kolejny odcinek. Jest wspaniały, a Ty opisujesz to jakbyś w tym uczestniczyła, tak realistycznie. Przesyłam pozdrowienia.