Lodowa wojowniczka - Część III - 18

W obcym im świecie szykowała się ostateczna bitwa. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, jakby nie chciało być świadkiem dramatycznych wydarzeń. Na horyzoncie pobłyskiwały zbroje wojowników wodnego świata, którzy zaalarmowani z wieży strażniczej, widząc wybuchy, ruszyli myśląc o nadchodzącej niebawem na nich napaści. Podobnie zareagowali podniebni wojownicy, spodziewając się narastającego konfliktu pomiędzy nacjami. Sporo walecznych ludzi Grasa oddało do tej pory życie, pomagając władcy. Ich heroiczne czyny nie mogły pójść na marne, dlatego dowódca kamiennych wojowników zarządził chwilowy odwrót. Hedos uśmiechnął się chytrze, widząc króla wodnej krainy. Trójka wyćwiczonych sług, łącznie z Tamulą na czele, miała wcześniej za zadanie przeciągnąć nieświadomą nację na ich stronę. W tym momencie należało z tego skorzystać. Tyran lewitując w powietrzu, sprytnie ominął walczących do tej pory sojuszników Seleny, zmieniając się w piaskowy twór, unoszący się ponad ich głowami. Gdy tylko dotarł do dostojnika, który był mu przychylny, na nowo ukazał się przy nim w swojej materialnej postaci. Po rozmowie z królem wód, znów uśmiechnął się do siebie. Liria w mig zrozumiała, co się szykuje. Zadając kolejny cios rywalce, skorzystała z okazji aby wyrwać się ku Delanie. Zziajana pokazała na szykującą się do ataku armię.  
- Czy dobrze myślę? Hedos chce skorzystać z ich siły? - odezwała się po chwili, kojarząc fakty.
- Zrób coś, proszę, król cię posłucha. - błagała królowa lawy.
- Niestety, samotnie nic nie zdziałam. Przykro mi.
- A nie możesz chociaż spróbować? Przecież oni zginą, nie zależy ci na rodakach?

Delana spojrzała ponownie w stronę nieświadomych żołnierzy, wiedziała co ich czeka, jak ruszą do walki. Po drugiej stronie nadlatywali podniebni wojownicy, Hedos na nich wskazywał w pierwszej kolejności.  
- Do pioruna! Wezwali króla – krzyknął Iryt, widząc odzianego w wojenne szaty władcę podniebnej krainy.
- Mógłbyś ruszyć się, leć do nich. - wtrąciła się Wira.
Dzielny elitarny wojownik wzbił się w powietrze, kierując się wprost do celu. Zanim doleciał został zatrzymany przez straż przyboczną.  
- Przepuśćcie mnie, chcę porozmawiać z władcą.
- Nie widzisz co się dzieje? Myślisz, że król ma czas na pogawędki? - oburzył się rosły mężczyzna w solidnej srebrnej zbroi.
- Wiesz kim jestem? Takich jak ty szkoliłem …
- Wybacz panie, nie zauważyłem. Przepuścić go! - ryknął mężczyzna do strażników, kłaniając się zasłużonemu wojownikowi.
Władca ubrany w mieniącą się szatę o jasnych barwach i szczątkową zbroję ze srebrnych płytek, spojrzał spod diamentowego diademu na podwładnego.
Iryt ukłonił się oddając honory najważniejszej osobie w państwie, po czym zaczął mówić.  
- Panie wybacz że cię niepokoję, pamiętasz jak powierzyłeś mi tajną misję? Miałem zbadać kto przybył do naszego świata.
- Pamiętam, czego się dowiedziałeś?
- Tam w dole przy królu wodnej krainy jest podżegacz, który chce naszej zguby. Niestety przekonał siły wód, aby mu pomogli. Trzeba go unieszkodliwić w pierwszej kolejności. To sprawa życia lub śmierci.
- Widzę, że nie pochodzi od nas. Wydam odpowiednie rozkazy.

Iryt chciał jeszcze coś dodać, ale władca podążył w tłum, a jego odepchnięto. Z góry widział, jak Delanę łapią, obezwładniając brutalnie. Wyglądało na to, że uwierzyli Hedosowi, a ją uznali za zdrajczynię. Przeraził się nie na żarty, gdyż wiedział co grozi za współpracę z wrogiem. Doleciał z powrotem do Wiry, która biła się razem z Lonem, kierując czary na Lufera.  
- Delanę pojmano, trzeba ją odbić. - syknął ściskając kurczowo broń.
- Koniecznie, ale ten tutaj jest bardzo silny, wydaje mi się, że na razie dopiero nas bada, co potrafimy.
- W istocie – wtrącił się Nular. - Powstrzymujcie go jak najdłużej, uwolnię Delanę.
- Oszalałeś? Sam chcesz iść? - odezwał się Lon.
- Poradzę sobie, bylebym nie trafił na sami wiecie kogo. - odparł stanowczo, biegnąc w stronę rozwścieczonych wojowników wody.
Tymczasem Rawo wreszcie odmroził Fero, czując ulgę na widok całego i zdrowego brata. Galma wciąż powstrzymywała Teniga, ratując ojca i wuja, ale wyglądała na wyczerpaną. Dołączyła do niej Selena, czując przypływ sił.  
- Nic ci nie jest? - spytała męża, w tym czasie zbierając moc do opalowej różdżki.
- Nie, ale nieźle mi dzieciak przyłożył, gdyby nie Galma …
- Wujku, to nic takiego. - wtrąciła się księżniczka lawy, zerkając ukradkiem za siebie.
- Posłuchajcie, trzeba unieszkodliwić Berla, to on wciąż go buntuje. - dodała lodowa wojowniczka, patrząc z pogardą na zdrajcę.
- Zajmiemy się nim, chodź bracie. - odparł Rawo, ciągnąc ze sobą mężczyznę.
Skoczyli niczym dzikie zwierzęta na pewnego siebie Berla, mrożąc go i opiekając ogniem na zmianę. Tenig nagle odwrócił się przerażony tym co się stało i przez nieuwagę oberwał od Galmy płonącymi odłamkami skał. Chciał ratować własnego porywacza, posyłając w stronę prawdziwego ojca mrożący wir. Księżniczka lawy pojawiła się błyskawicznie, biorąc na siebie impet uderzenia. Syknęła z bólu, czując przenikliwe zimno rozchodzące się po jej ciele. Wyglądała, jakby na chwilę straciła kontakt z rzeczywistością, a jej śniada skóra pobladła. Przerażony chciał do niej dobiec, sprawdzić czy żyje, kiedy Berl krzyknął koncentrując moc.  
- Pomogę ci z nią skończyć!
Płomienie przywołane przy pomocy złotej różdżki już prawie dosięgły dziewczyny, kiedy Tenig je wchłonął, nauczonymi przez laty zdolnościami absorpcji.  
- Co ty robisz? Czego cię uczyłem? Zero litości pamiętasz?
- Ją też trenowałeś i po tym wszystkim chcesz zabić? Nie widzisz, że jest osłabiona?
- Widzę, trzeba korzystać, bo się ocknie i …

Książę lodu nie wytrzymał. Całe dzieciństwo spędzili razem, a potem będąc w niewoli traktował ją jak rodzoną siostrę. Bolało go serce, kiedy zdecydowała się uciec. Do tej pory myślał, że to co robi jest słuszne. Natomiast kiedy zobaczył w oczach Berla ogień zemsty i radość na widok jej nieszczęścia, coś do niego dotarło. Zrozumiał, że jakby on uciekł, a Galma z nimi została, to jego chcieliby teraz zabić bez żadnych skrupułów. Podniósł się, wyprostowany dumnie i spojrzał na Berla inaczej niż zwykle.  
- Powiedz mi … ojcze. Mnie też zabiłbyś, gdybym się zbuntował?
Zdrajca nie wiedział co ma odpowiedzieć, obmyślał jak ma zagrać mu na emocjach.  
- Odpowiedz! - ryknął głośniej Tenig.
Fero podniósł się obserwując przebieg wydarzeń, licząc na to, że syn zrozumie co jest w życiu ważne.  
- Ciebie? Co to za niedorzeczne pytanie, przecież ty jesteś po naszej stronie, po słusznej stronie.
- Słusznej, powiadasz? Mieliśmy tępić ich, gdyż podobno są zimni i bez uczuć. Zawsze mi to powtarzałeś. W takim razie, dlaczego ona jest gotowa oddać za nich życie?
- Zmanipulowali ją … na pewno … nie jest sobą. - mówił Berl widząc zwątpienie w oczach młodego księcia.
Wtedy Galma resztkami sił podniosła się z podłoża, chwyciła Teniga za ramię trzęsącymi się dłońmi.  
- Spójrz, tam jest twoja matka i ojciec, moi rodzice również. Ten człowiek korzysta na twojej mocy, on ci nic nie da. Jak dostanie to czego chce, zabije cię razem z Hedosem, widziałeś co mi chciał zrobić. Ufasz mu nadal?
Wątpliwości kłębiły się w głowie Teniga, niczym napływające przed burzą chmury. Najpierw spojrzał na matkę, potem na ojca. W ich oczach widział troskę i oczekiwanie. Berl wydawał się przy nich niepewny, jakby coś skrywał. Przypomniało mu się, jak pojmano go, zanim się ktoś nim zajął, był więźniem, bez jedzenia o samej wodzie go trzymano. Późniejsze zainteresowanie jego osobą nastąpiło, jak schwytano Galmę. Nagle Hedos i Berl stali się dla nich dobrzy, myślał, że rodzice ich porzucili, przestali się interesować ich losem. Teraz wiedział co tu się stało. Chwycił różdżkę w dłoń, odepchnął kuzynkę podchodząc do zdrajcy, który mianował się jego przybranym ojcem. Tamten ucieszył się, że wraca do niego skruszony książę.  
- Atakuj ich, na co czekasz?
Wtem przed oczami ujrzał błękitną poświatę bijącą od chłopaka, który chwycił go za dłoń i trzymając mocno zamrażał, sprawiając mu ogromny ból.  
- Przestań!

Chciał zareagować,ale czuł jakby go coś sparaliżowało. Nagle w Teniga uderzyła niewidzialna fala powietrza, odrzucając z impetem. Lufer wkroczył do pomocy, wydawał się spokojny.
- Podnosisz rękę na ojca? - odezwał się obojętnym tonem.
Młodzieniec wstał na równe nogi, zmarszczył brwi wymownie.  
- To nie jest mój ojciec!
- Uspokój się, przyjacielu …
- Nie jesteś moim przyjacielem. - dodał młodzieniec, odsuwając się od Lufera.
Selena słysząc te słowa poczuła jak jej oczy mokną od łez. Dopiero taki wstrząs jak atak na księżniczkę lawy, sprawił coś niezwykłego w umyśle młodego księcia. Zrozumiała, że odzyskała syna, choć zawsze był dla niej ważny, kochała go matczyną miłością. Dostała nowych sił, zupełnie jak odmieniona. Wszyscy zaczęli zgodnie nacierać na wrogów, mając potężną pomoc u boku. Berl bronił się z Luferem, ale bez protekcji Hedosa nie wiele mogli zdziałać. Zaczęli wycofywać się w stronę tyrana i armii wodnych żołnierzy. Kejun z Tamulą również podążyli w ich ślady, tylko Zelda wciąż walczyła jeszcze z Mawilem. Zaaferowani sobą zdawali się nie widzieć co się działo wokoło. To była ich walka, ich prywatna. Twórczyni magicznej biżuterii biła się w poszarpanej sukni, a jej włosy opadały teraz bezwładnie na ramiona. Zraniona od ciosów generała lodu, ledwo stała na nogach. Nie pozostała mu dłużna również dotkliwie raniąc przeciwnika. Fulda szukała go na polu bitwy, ale wśród latających kul ognia, wody, lodu i fal uderzeniowych z powietrza, czuła się zagubiona. Wtem  Mawil podciął Zeldzie nogi, upadła na mokre podłoże, ciężko łapiąc powietrze. Generał przyłożył jej bojową różdżkę do serca, jednocześnie obserwując jej wymowny dekolt z pogardą. Dawniej dla jej wdzięków skoczyłby w ogień, tego dnia wydawała się odległa, niczym obca osoba.  
- No dalej, skończ! - zawołała odwracając wzrok.
- Wystarczy mocniej nacisnąć rękojeść, wiem o tym. Myślisz, że przez te wszystkie lata nie zastanawiałem się dlaczego mnie to spotkało? - odparł poruszony, a jego dłoń drgała nerwowo.
- Już raz się żegnaliśmy, ale wolę zginąć, niż po nocach zastanawiać się , jakby mogło potoczyć się moje życie, gdybym cię doceniła.
- Za późno na rachunek sumienia. - wydusił przez zęby, czując okropny ból na myśl o wspomnieniach związanych z Zeldą.
- Zabij mnie, ale mam ostatnie życzenie zanim zamknę oczy – dodała resztami sił.
- Śmiesz mi stawiać warunki, myślisz że … nie ufam ci już.
- Co mogę ci zrobić w tym stanie? Pomyśl, ledwo się podpieram rękoma. Chcę tylko poczuć znów twe usta, a potem mogę odejść w spokoju.
- Mam od lat żonę … dziecko. Miałaś swoją szansę.  
- Żałuję, że to nie ze mną, kocham cię. - wyszeptała.  

Mawil nagle odsunął od kobiety ostrze, nie wiedział czy wciąż kłamie, ale przez myśl przeszła mu tęsknota za czymś minionym. Zelda pozostała w jego sercu, pomimo tego jak go potraktowała. Fuldzie nigdy nie wspominał o tym, co skrywa gdzieś głęboko, o uczuciu zamrożonym w zakamarkach duszy. Wiedział, że ma kochającą rodzinę, pomimo to nachylił się nad zdrajczynią. Karmazynowe usta wołały go pośród odgłosów bitwy, jak zaczarowany nachylił się nad dawną znajomą. Drżącymi rękoma objął ją, całując lekko, niczym muśnięcie lekkiego wietrzyku. Miał ochotę cofnąć czas. Wtem podniósł się i ujrzał nad sobą żonę, która biegła mu na ratunek, widząc że jest ranny. Oniemiała na chwilę, jakby trafił ją piorun zagubiony pośród burzy.  
- Fulda … ja …
- Co ty zrobiłeś? Jak mogłeś … dlaczego!? - odparła uzdrowicielka, czując się zdradzona.
Zaczęła biec jak najdalej, mijając walczących ze sobą żołnierzy. Mawil nie czekał dłużej, zostawiając poranioną Zeldę. Nie potrafił jej zabić, pomimo bólu jaki mu przed laty zadała, pomimo rozdartego serca. Zrozumiał, że przez przeszłość, może stracić przyszłość. Nagle do Zeldy dobiegł Kejun, podnosząc ją z mokrego podłoża.  
- Hedos nas potrzebuje.
- Kto? - spytała, nie mogąc jeszcze otrząsnąć się po tym co się wydarzyło.
- Uderzyłaś się w głowę? Nasz wybawiciel, służymy mu. - dodał biorąc kobietę na ręce i niosąc do tyrana.
Niestety Zelda straciła ten zapał, który miała dawniej, nagle chęć zemsty prysła, niczym bańka. Czemu ma się dokładać do nieszczęścia dawnego ukochanego? Wiedziała, że jej nikt nie wybaczy dawnych błędów, ale chciała je odkupić. Zeskoczyła z rąk wojownika lawy, rzucając w niego lodowymi pociskami. Kejun zszokowany nie wiedział o co chodzi.  
- Stój! Dokąd to …
Nie odpowiedziała, chciał uderzyć w nią gorejącym płomieniem, ale chybił.  
- Szlag, najpierw Tenig, teraz ona! - mamrotał pod nosem Kejun. - Wybrałaś stronę, wielka szkoda.
Odwrócił się, nie gonił już oszołomionej twórczyni biżuterii, wiedział że skończy jak ich wrogowie, gdyż Hedos jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

425 czyt.
100%124
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2446 słów i 13653 znaków

Komentarze (4)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 6 stycznia

    Tenig w końcu się opamiętał. Zrozumiał, że siostra ważniejsza niż zemsta    
    No i piękna końcówka o tym, że czasem pewne rzeczy z przeszłości potrafią zmienić każdego.  Zelda i Mawil...wydaje mi się, że to nie było ich ostatnie spotkanie.

  • AlexAthame

    AlexAthame 4 stycznia

    Pełne emocji. Zawsze uczucia mają decydujące znaczenie. Wiem, że to fikcja, ale od kilku dni rodzi mi się pytanie.Dlaczego to robimy?.Jako ci źli i ci dobrzy. Dzisiejszy odcinek poświęciłas temu co jest w środku. W końcu musi dojść do decydującej bitwy. Ale czy zakończy ona wszystko?Bo przecież myśli i wspomnienia zostaną.

  • AnonimS

    AnonimS 4 stycznia

    Opis bitwy bardzo realistyczny.

  • emeryt

    emeryt 4 stycznia ip:8979110

    Brawo, opisujesz tę bitwę jakbyś sama w niej uczestniczyła. Lecz te twoje opisy: rozterki poszczególnych bohaterów, - wspaniałe. Moje pozdrowienia i oczywiście, łapka w górę