Lodowa wojowniczka - Część II - 10

Ciemność spowijała pogrążoną we śnie wschodnią wioskę ludzi z dżungli. Ognisko dogasało, tląc się jeszcze lekko. Ten pozorny spokój, zakłócili przybysze, którzy na czele z Seleną i Ulirem szli szybkim krokiem w stronę chaty władcy plemienia. Strażnicy próbowali ich powstrzymać, ale teraz nikt nie zwracał na nich uwagi, jakby byli nic nie warci. Kiedy znaleźli się pod wejściem do domostwa miejscowego dostojnika, Ulir władczo spojrzał na wojownika, który mierzył w niego swoją ostro zakończoną dzidę.  
- Budź wodza, natychmiast!
- Nie wolno mi przeszkadzać Zulemowi.
- Jak się dowie z czym przychodzimy, to pożałujesz, że nas nie wpuściłeś!
Wtem Lojan zbliżyła się do strażnika i uśmiechając się szeroko, skierowała na niego swoją dłoń. Amulet, który nosiła dumnie, zaświecił zielonym światłem. Tamten jakby zamroczony, zatoczył się w miejscu i padł na ziemię. Jego współtowarzysz widząc co się stało, odsunął się odruchowo.  
- Wpuść nas do środka, to ważna sprawa. - dodała spokojnym tonem Lojan.
- Nie mogę, wódz będzie wściekły.
- W takim razie …
Wszyscy patrzyli zaciekawieni, jak kobieta znów zaczyna aktywować kamień w naszyjniku.  
- Stój! Wpuszczę was.
Ulir patrzył zdziwiony, jakim cudem tak marna istota, zdziałała więcej niż on. Zawsze uważał, że kobiety, to drugorzędne stworzenia, które nic nie potrafią, poza zajmowaniem się jedzeniem, potomstwem i czystością chaty. Jednak Lojan wydawała mu się inna, ale nie mógł się do tego przyznać, nawet przed samym sobą.  
- Czary ... to każdy potrafi – odburknął patrząc z pogardą na władczynię północnego plemienia.
- A co miała zrobić? - broniła jej jasnowłosa – Nie ma czasu do stracenia, a ty nadal swoje.
- Uważaj, bo nie znasz mnie na tyle, żeby mi grozić.
- Ty też mnie nie znasz – skwitowała lodowa wojowniczka wkraczając śmiało do chaty.

Kiedy tylko przekroczyła próg, poczuła na szyi ostry przedmiot. Trzymając swoje nerwy na wodzy, powstrzymywała się, żeby nie zamrozić napastnika.  
- Stój, bo zginiesz. - syknął męski głos.
- Wodzu, wiem, że to ty. Opuść broń. Mamy ważną wiadomość.
- Skąd wiedziałaś, że to ja?
- Poznałam po głosie, mam dobrą pamięć.
Mężczyzna oddalił ostry przedmiot i podszedł do drugiego pomieszczenia po pochodnię. Selena odsuwała się od ognia, aż Zulem zrozumiał, że denerwuje tym nieznajomą. Za chwilę do środka wkroczyła reszta śmiałków, a wódz nakazał im usiąść na plecionych siedziskach z liści.  
- Nie dałem wam odpowiedzi, przecież powiedziałem, że porozmawiamy z rana.
- Rozumiem, ale proszę spojrzeć na to – powiedziała jasnowłosa podając do ręki kostkę, która spadła z nieba.
- Co to jest?
- To wiadomość od Hedosa, proszę przeczytać wodzu.
Władca wschodniego plemienia zmienił wyraz twarzy na bardzo poważny, po czym oddał przedmioty z powrotem lodowej wojowniczce.  
- Zaćmienie? Zza koron drzew nie widzimy dobrze słońca, gdyby zgasło, to ostatni dowiedzielibyśmy się o tym.
- Wodzu – wtrącił się Ulir – musimy szybko dotrzeć do ostatniego plemienia. Idziesz z nami?
- Jak mogę opuścić moją rodzinę? Żona, córka, a jak im się coś stanie?
- Jak tu zostaniesz, to będziesz tylko patrzył, jak twoje plemię obraca się w pył – skwitowała Lojan – wiem coś o tym, mój ojciec zginął, umierał na moich rękach. To potężni przeciwnicy, proszę Zulemie, pomóż nam, dla dobra nas wszystkich.

Wódz wstał i zaczął chodzić tam i z powrotem po chacie. Wyglądał jakby bardzo intensywnie myślał, nad dalszym postępowaniem. Nagle zatrzymał się i odparł pewnym siebie tonem.
- Pójdę z wami, ale musicie wiedzieć, że południowe plemię wam nie pomoże.
- Jak to? - zdziwiła się Lojan wstając z miejsca.
- Znam władczynię osobiście, ale oni nigdy nie ruszają się ze swojej wioski. To ja do nich wyruszałem z wizytą, ale oni nigdy. Są zamknięci na świat. To przecież na nich spoczywa odpowiedzialność strzeżenia naszej spuścizny i skarbów.
- Nie ma sposobu, żeby ich przekonać? - wtrąciła się Selena.
- Można spróbować, ale to bez sensu.
- Nie pocieszyłeś nas – dodał Ulir – nie byłem tam nigdy, jak to możliwe, że rządzi tam niewiasta. Koniec świata jest bliski.
- Przestań już z tymi uprzedzeniami – oburzyła się Lojan – to nie istotne kto tam sprawuje władzę, ważne, żeby nam pomogli. Ostatni artefakt jest nam potrzebny, żeby pozostałe trzy podwoiły swoją moc. Wodzu, ty masz trzeci … jak on wygląda?
Mężczyzna zniknął na chwilę wgłębi domku, wszyscy czekali z niecierpliwością co przyniesie. Tylko Ulir siedział pewny siebie, uśmiechając się chytrze.  
- Co się tak szczerzysz – odezwała się Herba, siedząca niedaleko.
- Bransoleta, to trzeci czarodziejski przedmiot – odpowiedział siedząc z założonymi na piersi rękoma.
- No ciekawe, czy masz rację.

Za chwilę pojawił się wódz, trzymając coś w zamkniętej dłoni. Usiadł z powrotem na swoim miejscu i rozluźnił uścisk. Ujrzeli złoty pierścień z zielonym kamieniem, który miał zdobienia wyryte różnymi symbolami. Założył go na palec, a wokół niego pojaśniała zielonkawa poświata.  
- Niesamowite – zachwyciła się Lojan. - jaką on ma moc?
- Spowalnia wroga i działając na jego umysł. Raz tylko korzystałem z jego mocy, jak nas napadli jacyś straceńcy ze wschodu. Sprawuje się na medal.
Herba śmiała się z Ulira, który z posępną miną siedział teraz zamyślony.  
- Co tak się patrzysz na mnie kobieto. Zobaczysz, że czwarta będzie bransoleta.
- Akurat, niby tak się znasz a tu niespodzianka. - zaśmiała się pani generał.
Selena wstała z miejsca i podając dłoń wodzowi spytała.
- Pomożesz nam Zulemie?
On podniósł się i za chwilę wyciągnął do niej dłoń, na której dzierżył pierścień.  
- Pomogę, idę się szykować. Tylko powiem żonie, żeby się nie martwiła.
- Dziękuję – uśmiechnęła się jasnowłosa. - Zaczekamy na ciebie na zewnątrz.
Mężczyzna odwrócił się i zniknął wewnątrz domostwa. Reszta śmiałków wyszła przed chatę, powoli zaczęło świtać. Otumaniony strażnik wstawał powoli, jakby czar Lojan przestawał działać.  
Selena rozglądała się dookoła, jakby wypatrywała wroga w gęstwinie.  
- Pani, widzę że niepokoi cię coś. - powiedziała Kasja zbliżając się do władczyni.
- To śmieszne, ale jesteśmy obserwowani. Obawiam się, że jak zbliżymy się do ostatniej wioski, to nie pozwolą, żebyśmy połączyli wszystkie artefakty. Musimy być podwójnie czujni, rozumiesz?
- Tak, ale dlaczego do tej pory nas nie napadają?
- Nie mam pojęcia Kasjo, ale przeraża mnie to bardziej.

Nagle dołączył do nich wódz wioski, który wystroił się w wojenne szaty, a na plecach miał kołczan ze strzałami. Jeden z jego sług podał mu rzeźbiony porządnie wykonany łuk. Przepaska na biodrach skrywała pojemnik ze strzałkami i drobne noże, owinięte w skóry upolowanych zwierząt. Żegnała go żona, trzymając na rękach zaspaną dziewczynkę. Przy nich wyglądał bardzo łagodnie, jak baranek. Nie wiedzieli jeszcze jak się bije, ale sprawiał groźne wrażenie, kiedy pierwszy raz go zobaczyli. Miał błysk w oku, który skrywał jego naturę łowcy. Po odprawieniu obrzędu pożegnania, wódz mógł ruszać w drogę. Wyruszyli szybkim krokiem stąpając po omszałej ziemi, która poprzeplatana drobnymi kamieniami, nie ułatwiała dalszej wyprawy. Śliskie głazy, zdradliwie nie zdradzały, w którym miejscu są gotowe wyprowadzić z równowagi przybyszy. Ulir, Lojan i Zulem, nie nosili obuwia, więc nauczeni żyć w tym środowisku, radzili sobie bez problemów. Nagle Veldos zachwiał się na jednym z głazów i chcąc się szybko czegoś złapać, chwycił Herbę za jej krągłości biustu. Wszyscy spojrzeli na niego dziwnie, a pani generał wręcz gotowała się ze złości.  
- Przepraszam, to był odruch – wycedził Veldos odsuwając się na bezpieczną odległość.
- Dobrze, że ja nie mam takich … odruchów. Na drugi raz złapie cię za …
- Nie mogę się doczekać – dodał wojownik lawy idąc na przód wyprawy i śmiejąc się do siebie.
Herbę denerwował zuchwały mężczyzna, ale jednocześnie miał coś w sobie, co ją do niego ciągnęło. Obawiała się jednak, że to jej podwładny, a chciała traktować wszystkich na równi. Kiedy nie raz tak go obserwowała, to sama miała chęć pociągnąć go ze sobą i zniknąć gdzieś przed światem.  

Skalny teren powoli ustępował, ale to nie ucieszyło nikogo. Znaleźli się na skraju grząskiego gruntu, który częściowo zalany, krył nowe utrudnienia. Ludzie z dżungli nie przejęli się specjalnie tym, że zapadali się po pas w mętnej wodzie pomieszanej z kawałkami roślin. Nieprzyjemny zapach butwiejących części drzew i krzewów, ciągle drażnił nos. Selena mogła zamrozić sobie grunt pod nogami, ale pomyślała, że szkoda marnować energii.  
- Nic nie widać w tej brei. - marudziła Kasja. - Będziemy wyglądać jak potwory.
- Też mam tego dość, ale wiesz, że musimy tam dotrzeć. - dodała jasnowłosa widząc jak sukienka wchłania wilgoć.
- Czy to błoto przypadkiem nie robi dobrze na cerę? - spytała Herba, chcąc rozładować atmosferę.
- Całkiem możliwe, ale znam lepsze sposoby – odparła Lojan.
Za chwilę kobiety zaczęły dyskutować o upiększających kuracjach, aż wtrącił się Ulir.  
- Wy musicie się polepszać, bo jesteście brzydkie z natury.
- Co? - obruszyła się Lojan.
- Szpetne jesteście, nie wiem, czemu nie siedzicie zamknięte.
Wtem Zulem odwrócił się do niego, jakby te słowa go osobiście obruszyły.
- Zważaj na to co mówisz. Obrażasz także moją żonę, co wy macie za uprzedzenia na tym zachodzie?
- Jak dajesz sobą pomiatać kobiecie, to współczuję – dodał dolewając oliwy do ognia.
Mężczyzna nie wytrzymał i rzucił się na wodza sąsiedniej wioski, jakby chciał go utopić. Veldos musiał interweniować, widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Lojan nie przeszkadzała, tylko cieszyła się, że zarozumiały Ulir trafił na kogoś równego sobie. Ledwo rozdzielono okładających się pięściami wodzów, kiedy Selena rozejrzała się po okolicy. Coś ją zaniepokoiło, miała złe przeczucie. Gdzieś wysoko wśród koron drzew, coś zajaśniało bursztynowym blaskiem na moment. Zmarszczyła brwi i obserwowała z uwagą wysokie partie lasu. Wtem zaczęła koncentrować siły, a jej dłoń pojaśniała bladą błękitną poświatą. Nie przeszkadzała kłócącym się mężczyznom, żeby szpieg nie pomyślał, że nagle wszyscy go szukają. Wypatrzyła jedno miejsce w koronie drzewa i wycelowała precyzyjnie lodowym grotem. Zobaczyła sypiące się z gałęzi drobinki piasku i już wiedziała, że zaraz będzie gorąco.  
- Są tam! - krzyknęła wtedy na cały głos, aż Zulem przestał tarmosić przerażonego Ulira.

Veldos zrozumiał w mig, co ma robić. Przyszykował ogniste kule, obserwując okolicę. Wtem z wysokości, zaczęli skakać napastnicy z piaskowego królestwa. Ciskając w nich pociskami ze żrącym płynem, nie wahali się ani chwili. Ich szybkość poruszania się na tym terenie, była utrudniona, ale i tak radzili sobie znakomicie.  
- Kasjo, pomóż mi! - zawołała Selena, kiedy ledwo radziła sobie z pięcioma wojownikami z piasków, którzy jednocześnie ciskali w nią swoje pociski.
Wojownicza podwładna z daleka rzuciła lodową burzę, wprost na atakujących z zaciętością nieznajomych. Wbili się w grzęzawisko, wyglądało na to, że toną.  
- Pani, nic ci nie jest?
- Chyba nie, ale trochę mnie przypiekli tym kwasem. Pomóż reszcie, tam! - wskazała na Veldosa, który próbował palić kolejnych szpiegów, ale teren walki utrudniał mu ruchy.
- Ilu ich jest do pioruna! - wrzasnął Zulem, trafiając nacierających piaskowych ludzi z łuku.
- Nie wiem, bij! - dodał Ulir, korzystając ze swojej aktywowanej korony.
Lojan również obudziła moc amuletu i wtedy ich szanse zaczynały rosnąć. Niestety napastnicy przeważali szale zwycięstwa na swoją stronę, liczbą wojowników. Selena widziała, że ledwo radzą sobie z nimi, a z drzew przybywali kolejni. Wtedy przywołała swoją opalową różdżkę i koncentrując energię zaczęła jaśnieć jak wtedy, co walczyła z Rawo. W dżungli zaczął padać śnieg, a wiatr targał roślinami, przywołując lodowate powietrze. Ludzie z piasków skierowali na nią swój wzrok, jakby bojąc się jej reakcji. Wyglądało na to, jakby jeszcze nie widzieli takiej magii. Od jasnowłosej biło przenikliwe zimno, aż Veldos osłupiał.  
- Ona zaraz zaatakuje, chować się! - zawołała Kasja.
- Co? Jak to chować się? Gdzie? - przeraziła się Herba bijąc kolejnych piaskowych ludzi ogniem.

787 czyt.
100%203
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2302 słów i 12908 znaków. Tag: #fantasy

3 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 17 cze 2018 · 202081569

    @AuRoRa, tylko tyle i aż tyle. Autorko, umiesz budować napięcie. Moje gratulacje.

  • Almach99

    Almach99 · 16 cze 2018

    Atak Seleny w akcie desperacji bedzie widowiskowy 😃 slowa Kasji o chowaniu sie Sa prawdziwe. Powinna raczej krzyknac: Ona zaraz wybuchnie! Slusznym gniewem oczywiscie.

  • AnonimS

    AnonimS · 16 cze 2018

    Emocjonujący odcinek. Szybka akcja , fajnie się czyta.... pozdrawiam