Lodowa wojowniczka - Część II - 20

W ciemnościach oświetlonych światłem pochodni, dzielni wojownicy obmyślali plan działania. Pojmany Ryzan leżał tuż za nimi, związany niczym trofeum myśliwskie. W ich oczach nie widać było strachu, chociaż w głębi duszy każdy obawiał się o swoje życie. Gdy spotkanie dobiegło końca, stwierdzili, że potrzebują chwili na przemyślenia. Selena wyszła na zewnątrz, chłód nocy owiał ją, poczuła czyjąś obecność. Wiedziała, że zbliża się najgorszy dzień, ale nie mogła zatrzymać płynącego czasu. Zamknęła oczy przywołując obraz Fero, siedzącego z synkiem na tarasie. Łza spłynęła jej po policzku. Musi zrobić wszystko, żeby znów mogła cieszyć się tym samym spokojem. Wpadła roztrzęsiona do chaty, budząc nieprzytomnego Ryzana. Jeniec ocknął się, spoglądając na nią pomarańczowymi tęczówkami.  
- Już czas, prowadź nas do wejścia.
Spętany ledwo podniósł się wychodząc na zewnątrz. Towarzyszyli mu pilnujący strażnicy, jakby bali się, że w każdej chwili będzie próbował uciekać.  
- Dacie radę brnąć przez pustynię? - spytał nagle pojmany, obserwując bacznie zebranych.
- Musimy dać radę, już o to się nie martw. - dodał Zulem, przypinając łuk.
- Zaćmienie się zbliża, jak chcecie coś zdziałać, to ruszajmy. Mnie już nic nie zostało, nie mam po kim płakać. - powiedział obojętnym tonem Ryzan.
- A nie przejmujesz się losem swojego ludu? - spytał go Rawo, widząc smutek mężczyzny.
- Robię to dla wszystkich tych, którzy chcą spokoju i nie chcą tracić nadziei na lepsze jutro.
- Dość, my tu rozmawiamy, a słońce nie stoi w miejscu! - ryknął Ulir, wychodząc na przód wyprawy.
Lojan zmierzyła go wzrokiem, jakby chciała wbić go w ziemię. Spojrzał na nią z pogardą, mijając jak powietrze. Wzięli ze sobą pochodnie, broń i prowiant, po czym ruszyli w stronę, którą wskazał im jeniec. Niedługo pod ich stopami pojawiły się pierwsze ziarenka piasku, naniesione przez wiatr.  

Kroczyli dalej, aż roślinność ustąpiła miejsca wysuszonemu podłożu. Skwar zabijał powoli rosnące na brzegu strefy rośliny. Ich wyschnięte szkielety, wyglądały niczym mogiły i przestroga. Brnęli w nieznane, aż ujrzeli łunę światła, wydobywającą się znad potężnej wydmy. Zrozumieli, że muszą się spieszyć, ale podłoże skutecznie utrudniało im stawianie kolejnych kroków. Kierowali się ufając tylko wskazówkom pustynnego człowieka, ale to jedyne co im teraz pozostało. Żar wznoszącego się nad widnokręgiem słońca, zaczynał pokazywać swoje oblicze. Ciężka woda niesiona na plecach, powoli ubywała, z każdym kolejnym łykiem. Po drodze jeszcze jedli resztki zapasów, rozkoszując się pozornym spokojem i ciszą. Wyprawa zdawała się trwać wieczność, brakowało nawet drobnego powiewu wiatru. W pewnym momencie Ryzan kazał im się zatrzymać, rozglądając się dookoła. Wysoka wydma górowała nad okolicą, dając lekki cień. Jeniec wyciągnął do przodu spętane ręce.
- Rozwiążcie mnie.
- Co to, to nie! - ryknął Rawo, patrząc groźnie na pustynnego żołnierza.
- W takim razie nie wejdziecie.
Wtedy Selena zbliżyła się do mężczyzny i szybkim ruchem ręki, uwolniła go od mocnych sznurów. Wszyscy patrzeli na nią ze zdumieniem. Chciała uwolnić także nogi, ale powstrzymał ją Veldos.  
- Oszalałaś pani, on ucieknie.
- Obiecał nas wpuścić, na co mamy czekać. - dodała lodowa wojowniczka odsuwając się nieco.
Tajemniczy wędrowiec skierował się w ciszy do wzniesienia. Uniósł wysoko ręce, a ziemia pod nimi  wyraźnie zadrgała. Silny podmuch odsłonił im skalną bramę, pokrytą szeregiem tajemnych symboli.  
- Co to? - zdziwił się Zulem, nie wierząc własnym oczom.
- Wejście do królestwa Hedosa, nigdy byście go nie znaleźli.
- Pewnie minęlibyśmy to miejsce, nie wiem czy nam naprawdę pomagasz, ale jeśli nie … - zaczęła mówić jasnowłosa.
Mężczyzna spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
- Wiem, że zginę. Mam do ciebie prośbę, przysięgnij mi, że mnie zabijesz ty, chcę zginąć z twojej ręki.
- Co ty mówisz, dlaczego?
- Zdradziłem mój lud, ale nie żałuję. Widzę, że wywołana wojna, to tylko ofiary i śmierć. Nie chce żyć ze świadomością, że przyłożyłem do tego swoją dłoń. Spotkam się z żoną, tyko wtedy będę szczęśliwy.
Zebrani nie mogli nic powiedzieć, tylko słuchali słów wypowiadanych przez pojmanego. Nie mógł kłamać, serum prawdy wciąż działało. Rawo podszedł do niego, uklęknął i rozciął mu sznury okalające kostki.  
- Wszyscy możemy zginąć. Przyjmijmy to z godnością, ale pamiętajmy, że zrobiliśmy wszystko, żeby powstrzymać tego tyrana.

Wszyscy zaczęli bić mu oklaski, Selena spojrzała z uczuciem na brata męża, który jednym gestem wprawił ją w podziw. Pustynny człowiek podziękował mu, podając na zgodę swoją dłoń.  
- Uważajcie, otwieram bramę, teraz nie macie odwrotu.
Zbliżając się do skalnego wejścia, wykonał kilka charakterystycznych ruchów rękami. Potem dotykając w odpowiedniej kolejności symboli, skupiał się na swoim zajęciu. Nagle coś drgnęło, a piach zaczął się osypywać z góry, niczym kaskada. Ukazało im się mroczne wnętrze, oświetlone bladym pomarańczowym światłem. Rawo chciał przejść, ale mężczyzna odrzucił go brutalnie do tyłu.
- Co ty robisz?
- Nie dotykaj tego! To ochrona, jest dla ciebie niewidzialna, spójrz.
Dotknął w powietrzu obiema rękami jakiejś powierzchni. Zaiskrzyło, niczym małe wyładowanie błyskawic.  
- Teraz możecie przejść, dopóki to trzymam dłonią. Inaczej spaliłoby was to na proch.
Veldos otworzył szeroko oczy, ale ostrożnie wkroczył do środka, a po nim reszta dzielnych wojowników. Gdy znaleźli się w środku, Ryzan odsunął się od wrót, które zaczęły zamykać się. Nie mieli odwrotu, Selena zrozumiała, że muszą brnąć przed siebie, bo tędy bez jeńca już nie wyjdą. Ściany mieniły się świecącym piaskiem, dotknęła jego powierzchni, czując przyjemny chłód. Wtem odezwała się do Herby.
- Wyciągnij kamień.
Kobieta wydobyła przedmiot, który prawie cały emanował bursztynowym blaskiem.  
- Jak mamy ujrzeć zaćmienie słońca, skoro jesteśmy pod ziemią? - obruszył się nagle Ulir.
- Tym razem podzielam jego wątpliwości. - dodała Lojan.
- Nie będziemy cały czas w mroku, potem wyjdziemy na powietrze. Nasz świat jest rozległy, sami zobaczycie. Zaćmienie jest potrzebne do obrzędu.
- Jakiego? O co chodzi? - spytał Zulem, nie rozumiejąc o czym mówi.
- Nigdy nie widziałem go na żywo, ale czytałem o nim. Hedos chce posiąść większą moc, ale nie wiem skąd chce ją pozyskać.
Nagle Selena zaczęła składać w głowie informacje i przeszedł ją dreszcz. Chwyciła za pancerz pustynnego wojownika, zaczynając nim potrząsać.  
- Prowadź nas szybko, mój syn … on …
- Syn?
- On ma podobno moc, obym się myliła, ale to chyba on. A co się dzieje, z tym źródłem mocy po obrzędzie?
- Ginie.

Lodowa wojowniczka osunęła się na zimną posadzkę obsypaną piachem. Pojaśniała lekko, zmarszczyła brwi. Spojrzała na Ryzana, jakby chciała go zamrozić.  
- Pomożesz nam. Pomóż mi ratować Teniga!
- Pomogę, za wszystkie wyrządzone mi krzywdy.
Kobieta przytuliła wroga, a ten zdziwiony oddał ten sam gest.  
- Przypominasz mi żonę – szepnął jej na ucho. - zawsze była pełna nadziei.
Wtem Mawil podszedł do królowej, odsuwając ją na siłę od mężczyzny.  
- Wystarczy, to nie Fero, nie możesz być taka ufna!
- Wybacz. Ruszajmy.
Szli korytarzem, który był pusty i bez żadnej ochrony. Veldos czuł, że coś jest nie w porządku. Do tej pory byli atakowani, a teraz zupełna swoboda. Wtem na końcu drogi ukazał im się promień światła. Wyglądało to na wyjście. W tym momencie Ryzan ich zatrzymał.  
- Tam są straże, nie wiem co dalej robić.
- Jak to co? Unieszkodliwić. - dodał Rawo, skradając się ostrożnie.
Chowając się za filarami, podtrzymującymi strop, zbliżali się powoli do uzbrojonych wojowników. Prawie jednocześnie król lawy i Mawil, skoczyli na nieświadomych napaści, wciągając ich do środka tunelu. Bez sentymentów pozbawiono ich życia, wrzucając we wnękę w murze. Jeniec odwrócił wzrok na chwilę. Przed ich oczami ukazało się wyjście na potężny dziedziniec. Za nim wznosiło się miasto, pokryte złotem i piaskowcem. Budynki wystawały tylko częściowo na powierzchnię, a reszta budowli kryła się pod powierzchnią. Kolejni strażnicy spacerowali po okolicy, ich również trzeba było pokonać, ale po cichu. Rozdzielili się, ostrożnie unieszkodliwiając wrogów. Gdy zrobiło się spokojniej, schowali się w jednym  z opuszczonych budynków na skraju królestwa.  
- Mów, gdzie jest ten obrzęd!
- Niestety w pałacu, tam aż roi się od wojowników.
- Nie ważne, prowadź nas szybko. - dodała Selena ciągnąc na siłę mężczyznę z pustyni.
Dalsza droga nie napawała optymizmem, gdyż prowadziła przez gęsto zaludnione królestwo. Znaleźli budowlę, w której trzymano ubrania, przeznaczone do zniszczenia. Ryzan dobrze znał to miejsce. Jasne płócienne odzienia, należały do zwykłych mieszkańców, którzy zostawiali je dla innych w jednym miejscu. Taką mieli tradycję, że pomagali sobie nawzajem. Intruzi ubrani w te szaty, założyli sobie kaptury na głowę, wtapiając się w tłum. Twarze przepasali chustkami, tak, że tylko oczy i brwi były widoczne. Szarzy obywatele również się tak ubierali, więc szli w miarę spokojnie przez miasto.  

Żar lał się z nieba, a lodowi ludzie ledwo znosili jego konsekwencje. Mawil miał ochotę pozbyć się odzienia, ale musiał dzielnie wytrzymać. Koło nich przechodził pustynny człowiek, a obok niego szła kobieta, niosąc ciężkie pakunki.  
- Spójrz pani, nawet jej nie pomoże – syknęła Lojan.
- Nie odzywaj się – szepnęła Selena.
Wtedy Ulir podszedł do nich.
- Tak się powinno postępować, kobiety wreszcie się do czegoś przydają, chyba się tu przeniosę.
Nagle Lojan odwinęła mu ciosem w brzuch.  
- Szuja.
Wtem mieszkańcy zwrócili na nich uwagę. W tym królestwie panowały inne zasady, nie do po,myślenia było, żeby niewiasta biła mężczyznę. Ryzan szybko wyskoczył przed tłum ściągając maskę z twarzy.
- Wybaczcie, ta kobieta jest chora, wieziemy ja do medyka.
Gapie zaczęli się rozchodzić, a pustynny człowiek odetchnął na chwilę.  
- Co wy robicie? W taki sposób tam nie dojdziemy.
- O co wam chodzi, wreszcie zobaczyłem coś ciekawego, to chciałem się z tym podzielić.
- Ulirze, uspokój się, bo zginiemy. - odezwała się Herba.
- Nie będziesz mi mówić, co mam robić.
Nagle Zulem zakradł się od tyłu, sypiąc mu w oczy jakimś specyfikiem.  
- To cię uspokoi.
- Co mu dałeś? - spytał Rawo
- Nie pytaj, ale chwilę będzie miły. Nie radzę mnie denerwować.
Król lawy zmierzył go wzrokiem, ale odsunął się na wszelki wypadek.  
- Wy naprawdę tak traktujecie kobiety? - dopytywała Lojan
- Takie są ogólne zasady, ale ja zawsze je łamałem. Nic nie poradzę na to.
Szli dalej, dochodząc do wysokich schodów, prowadzących do pałacu. Schowali się za jednym z budynków, tak żeby przechodnie nie słyszeli ich rozmowy.  
- Jak tam się dostaniemy? Uzbrojeni są po zęby, zabijemy kilku, a reszta zaalarmuje posiłki. - zmartwił się Rawo.
- Znam inne wejście, ale i tak w końcu się wyda kim jesteście. Czeka nas bitwa.
- Więc koncentrujmy siły, prowadź. - powiedziała stanowczym tonem Selena.
Zaczęli obchodzić budowlę, starając się nie rzucać zbytnio w oczy. Serce im biło szybciej, gdy znaleźli się przed mniejszym wejściem, pokrytym kamieniem i złotem. Pilnowało go mniej strażników, ale pomimo to czujnie patrolowali okolicę. Ryzan wysunął się na przód. Zdjął kaptur, zbliżając się do swoich dawnych sprzymierzeńców broni.  
- Stać!
- Wpuśćcie nas, chcemy uczestniczyć w obrzędzie.
- Król nie potrzebuje więcej ludzi, odejdź.
- Bronicie mi zobaczenia tak wspanialej uroczystości? To ja wam tyle razy pomagałem …
- Czekaj, czy ty ostatnio nie zniknąłeś na wojnie? Jak cię zwą?
- Przestańcie, piliśmy razem trunki na biesiadach, zaćmienie jest raz na sto lat.
Drugi strażnik nachylił się nad kolegą, coś mu szepnął do ucha. Wszyscy trzymali swoją moc w pogotowiu. Selenie trzęsły się ręce, ale schowała je za plecy.  
- Przechodźcie, ale to ostatni raz mój druhu.
- Dziękuję, postawię wam napitku po wszystkim.
Żołnierz go klepnął mocno w plecy.
- Trzymam cię za słowo.

Weszli jakby nigdy nic, nagle Fulda poślizgnęła się na posadzce i padła wprost pod nogi kolejnego strażnika. Jej jasne krótkie włosy i twarz ujawniły prawdziwe oblicze. Wojownik chciał coś krzyknął, ale został trafiony lodowym grotem. Mawil stał nad nią, a uzdrowicielka trzęsła się, nie potrafiąc uspokoić emocji. Veldos trafił kolejnego mężczyznę, paląc żywym ogniem.  
- Chodu!
Zaczęli biec jak najdalej, a Zulem chował pośpiesznie z Elają ciała zabitych. Dostali się do środka, wychodząc na dziedziniec, gdzie tłoczyło się mnóstwo podobnie do nich ubranych gapiów. Słońce świeciło nad nimi, ale jego skrawek powoli zakrywał księżyc. Na wysokim podeście z kamienia, szykowano obrzęd odebrania mocy. Niestety Selena nigdzie nie widziała Teniga, wypatrując go rozpaczliwie. Wtem usłyszała znajomy głos, chłopczyka prowadzono na siłę, a ten krzyczał.  
- O nie, Tenig. - syknęła cicho, chcąc go ratować, ale Rawo zatrzymał ją.
- Zaczekaj, bo nas wszystkich pozabijają.
- Łatwo ci mówić, co byś robił gdyby to Galma tam była, co?
- Przestań, bądź dzielna.
Chłopczyk przerażony patrzył po zebranych, w pełnym słońcu z czoła spływały mu strużki potu. Pomimo tego kopał jeszcze wojowników pustyni.  
- Jak przyjdzie mój tata, to was zabije!
- Zamknij się smarkaczu, zaraz się rozpłyniesz! - wrzasnął służbista, uderzając go ręką.
Selena płakała, ale nie mogła w tej chwili się ujawnić. Cierpiała w duchu, zbierając moc do ataku i planując jak wykończy kolejnych wojowników. Wtem na sam środek wszedł mężczyzna, dzierżący na głowie złotą koronę. Lodowa wojowniczka wiedziała, że to jest jej największy wróg. Biło od niego złą energią, a jego wzrok pałał nienawiścią, dla wszystkiego co żyje.
- Zabiję cię Hedosie. - odparła sama do siebie cicho, ściskając pięść.

381 czyt.
100%134
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2613 słów i 14528 znaków

Komentarze (4)

 
  • AnonimS

    AnonimS 15 sierpnia

    Ciekawe co się dalej stsnie?????.?.

  • dreamer1897

    dreamer1897 11 sierpnia

    Wojowniczka z krwi kości. Przekomarzanie się jest częścią życia nawet w świecie baśni

  • AlexAthame

    AlexAthame 11 sierpnia

    Super cześć. Nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia nie potrafią przestać się droczyc. Kocham Selene za to jaka jest.Mam nadzieje ze Jej maz mi wybaczy.

  • emeryt

    emeryt 9 sierpnia ip:8969123

    @AuRoRa, nawet nie pytam kiedy następna część. Sądzę że i tak jesteś w dołkach startowych do następnych części swoich opowiadań. Na razie dziękuję za to co już przeczytałem dzięki Tobie. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. Oczywiście łapka w górze.