Lodowa wojowniczka - Część II - 19

W wykonanej z drewna chacie, czwórka wodzów dżungli nie potrafiła dojść do porozumienia. Krzyki i narzekania rozlegały się po okolicy, dekoncentrując strażników, pilnujących wioski. Rawo nie potrafił zrozumieć, ich niezdecydowania, nie wytrzymał wkraczając do środka, niczym wyrocznia. Wszyscy spojrzeli na niego, nie kryjąc zdenerwowania. Chrząknął, chcąc przełamać sztuczną ciszę, którą wywołał swoją obecnością.  
- Nie mamy czasu, do zaćmienia zostało dwa dni, czyli tak naprawdę został nam jeden dzień.
- Przecież mieliśmy naradzić się do świtu … - protestował Ulir, czując się urażony.
- Przykro mi, decydujcie teraz!
Wodzowie popatrzeli po sobie, mierząc się wzrokiem, jakby walczyli ze sobą w myślach. Nikt nie chciał ustąpić, a czas grał na ich niekorzyść.  
- A więc co postanowiliście?
- To logiczne, że ja jestem najlepszy, więc po co te ustalenia, ubiorę artefakty i po sprawie. - dodał Ulir, uśmiechając się dumnie.
- Chyba sobie kpisz – zaprotestowała Lojan.
- Ona ma rację, to mnie powinien przypaść ten zaszczyt. - wtrąciła się Elaja, uderzając pięścią w stół.
Rawo patrzył na nich, nie kryjąc zniecierpliwienia. W pewnym momencie miał zwyczajnie dość sprzeczek. Pojaśniał, niczym wypływająca z krateru lawa, wyglądając przy tym groźnie. Zauważył to w mig Zulem.  
- Rawo, co ty zamierzasz?
- Działacie mi na nerwy, albo wybieracie jedną osobę, albo ja to zrobię według siebie.
- Z jakiej racji mamy cię słuchać? - obruszyła się Elaja.
Wtem Lojan wpadła na pomysł, który mógł rozwiązać ich konflikt.
- Słuchajcie, dokonajmy losowania, bo inaczej nigdy się nie zdecydujemy.
- Losowania? - prychnął Ulir.
- Dobry pomysł, zaraz wrócę – dodała Elaja, znikając w głąb domostwa.

Zjawiła się szybko z powrotem z drewnianym pudełkiem z wyrzeźbionymi różnymi symbolami. Otworzyła je, a ich oczom ukazały się dziwne małe przedmioty, wszystkie w tym samym rozmiarze, ale różniły się namalowanymi na ich powierzchni znakami.  
- To są runy, będziemy losować je po kolei. Jedna z nich ma znak okręgu – dodała pokazując przedmiot wszystkim.
- I co dalej? - spytał Zulem zaciekawiony.
- Wrzucę tylko cztery, w tym zwycięską runę, kto ją wylosuje, będzie dzierżył artefakty.
- Niedorzeczny pomysł, babskie sztuczki – prychnął Ulir, odsuwając się od kobiety.
- Nie chcę tego słuchać, losujcie, nie ma czasu – powiedział władczym tonem Rawo, wyraźnie zniecierpliwiony wewnętrzną kłótnią.
Najpierw Lojan włożyła dłoń do pudełka, pomieszała nią, po czym wydobyła przedmiot. Niestety widniejące na nim krzaczki, nie przypominały zwycięskiego okręgu. Ulir zaśmiał się, patrząc na nią z nieukrywaną satysfakcją. Następnie on losował, rzucił się niczym wygłodniały tygrys, ale ku uldze wszystkich zebranych, wydobył runę z dwoma poprzecznymi kreskami. Uderzył pięścią w ścianę, aż ściana zatrzęsła się lekko. Zulem podszedł do pudełka i zamaszystym ruchem wyciągnął przedmiot, kiedy ujrzał co na nim widnieje, na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Runy wybrały mnie.
- Gratuluję – syknęła Elaja.
- Przynajmniej mężczyzna, a nie kobieta – dodał z lekką radością Ulir.
- A co jakbym ja wylosowała runę? - odezwała się Lojan ponuro.
- Byłby koniec świata – zaśmiał się wódz na cały głos, jakby usłyszał dobry dowcip.
- Na razie artefakty zostają przy właścicielach, potem postanowimy kiedy je połączyć. - skwitowała Elaja, poprawiając bransoletę na dłoni.
- Idę do Seleny, przekazać dobrą nowinę – dodał król lawy, wychodząc na zewnątrz.
Powoli zapadała noc, a odgłosy dżungli zaczynały coraz głośniej dawać o sobie znać. Powiał lekki wiatr, kołysząc roślinnością, wyglądało jakby zbierało się na burzę. Lodowa wojowniczka siedziała naprzeciw uwięzionego jeńca, przyglądając się mu uważnie. Tamten wydawał się nieobecny, czując jak w jego żyłach krąży trucizna.  
- Zapewne nie wiesz, ale mamy wasz kamień.
- Naiwna, co chcesz z nim zrobić? - prychnął mężczyzna, świdrując ją nieprzytomnym wzrokiem.
- Użyjemy go.
- Wy? To bezużyteczny przedmiot w waszych rękach. W tej chwili odmierza czas do zaćmienia, to wszystko.
- Jak to, przecież ludzie lawy potrafią się nim posługiwać. Kłamiesz.
- Nie potrafię kłamać, przez to co mi podaliście do picia! - ryknął Ryzan, cierpiąc coraz bardziej.
- Dobrze w takim razie jak ty byś go użył i do czego?
- Wznieca burze piaskową, przywołując błyskawice, ale tak jak powiedziałem, tylko nasi ludzie mogą mieć z niego użytek.

Jasnowłosa podniosła się, zastanawiając się chwilę.  
- W takim razie idziesz z nami, wskażesz nam wejście do królestwa Hedosa i aktywujesz kamień.
- O ile starczy wam serum – dodał poważnym tonem mężczyzna.
Wtem błyskawica przeszyła niebo, a po chwili lunął ulewny deszcz. Selena zmierzyła wzrokiem jeńca i oddaliła się do chaty. Czekał tam na nią Rawo, siedząc spokojnie przy ognisku.  
- Artefakty założy Zulem, o to nie musisz się martwić.
- Jak ci się udało to tak szybko wyegzekwować?
- Nie mam cierpliwości, zresztą znasz mnie trochę.
- Najgorsze, że ten kamień, może użyć tylko ktoś z pustyni, Ryzan będzie nam potrzebny o wiele dłużej, niż myślałam z początku. Jak go zatrzymać, w zamieszaniu podczas bitwy, odbiorą nam go, lub sam ucieknie.
- Miejmy nadzieję, że nie. Musi nas wprowadzić do środka, a kamień nie jest taki ważny.
Wtem do pomieszczenia wbiegli Herba i Veldos, zupełnie mokrzy. Ciężko łapali powietrze, ale uśmiechali się dość jednoznacznie do siebie. Za nimi przybyli Mawil z Fuldą, również rozbawieni, jakby wracali z zabawy, a nie szli na wojnę.  
- Przynieśliśmy wody – dodał Mawil, starając się uspokoić emocje.
- My też – dorzucił Veldos, uradowany jak nigdy przedtem.
Selena zmierzyła ich wzrokiem, coś jej nie pasowało, ale po chwili domyśliła się o co mogło chodzić. Ziewnęła na pokaz, po czym dodała zupełnie spokojnie.  
- Pora odpocząć, jutro wyruszamy. Kładźcie się spać.
- Dobrze królowo. - odparła Fulda.
Nikt nie protestował, wszyscy zdawali się być zmęczeni. Gdy nadszedł czas, że znajdowali się już w swoich chatach, to dziewczyny patrzyły tęsknym wzrokiem na drugie lokum, gdzie spali mężczyźni. Lodowa wojowniczka przed snem spojrzała na uzdrowicielkę, której uśmiech nie schodził z twarzy.  
- Byliście po wodę, prawda?
- O tak … woda na pustyni jest potrzebna – dodała dziewczyna rzeczowo.
- Wiesz, że czeka nas bitwa, a Kasja straciła już życie. W tobie nadzieja, że nas podratujesz.
- Zrobię co w mojej mocy.
- Czy ty i Mawil … to znaczy czy jesteście razem?
Fulda zmieszała się lekko, nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Przypomniała sobie zdarzenie nad wodospadem i poczuła ciepło na sercu.  
- Pani, nie wiem czy można to tak nazwać, ale nie jest mi obojętny.
- Nie skrzywdź go, bo to wrażliwy mężczyzna, przeżył nieszczęśliwą miłość. Był moim pierwszym nauczycielem, to porządny wojownik.
- Wiem królowo, nie martw się, czas pokaże co z tego wyniknie.
W tym samym czasie w chacie, gdzie spała męska część wojowników, wszyscy układali się do snu. Veldos z Mawilem tylko stali z boku, śmiejąc się z czegoś ciągle.  
- Spać, co to mają być za rozmowy. Jutro wojna …
- Przepraszam panie, już się kładziemy – dorzucił Veldos, machając porozumiewawczo do generała lodu.

Ułożył się obok Rawo, odwracając się plecami. Myślał, że uśnie spokojnie, kiedy poczuł jak król odwraca go na siłę w swoją stronę.  
- Widziałem jak patrzysz na Herbę, nie bronię ci pewnych spraw, ale nie chcę, żeby to cię osłabiło na wojnie.
- O czym mówisz królu?
- Ty już dobrze wiesz o czym. Sam mam żonę, dziecko, ale w czasie walki, nie wolno się dekoncentrować.
- Panie, czy ja kiedyś cię zawiodłem?
- Powiedzmy, że to przemilczę, śpij Kasanowo.
Veldos odwrócił się, przypominając sobie smukłe ciało pani generał, aż zrobiło mu się gorąco. Tak długo się broniła przed nim, aż w końcu okazało się, że ona też skrycie marzyła o nim. Rozmarzony pogrążył się we śnie, a w około rozchodziło się lekkie chrapanie i pogwizdywanie przez sen przez samego króla.  
Nagle tuż nad ranem obudziły ich odgłosy walki na zewnątrz. Wybiegli i z przerażeniem odkryli, że wojownicy z dżungli bronią wioski, przed atakiem pustynnych żołnierzy. Selena przywołała opalową różdżkę i razem zresztą towarzyszy, rzucili się w obronie osady.  
- Pilnować jeńca! - zawołał Rawo, widząc jak napastnicy zbliżają się do klatki.
Ryzan na widok swoich, najpierw się ucieszył, ale kiedy ujrzał jednego z dowódców, zrzedła mu mina. Wiedział co grozi za pojmanie go, przez nieprzyjaciół. Równie dobrze mógł przebić sobie serce. Zrozumiał, że nie przyszli go odbić, tylko pozbawić życia.  
Ogniste pociski szybowały w powietrzu, a lodowe groty sunęły niczym strzały, trafiając kolejnych żołnierzy. Wodzowie z wiosek również wkroczyli do akcji, aktywując swoje artefakty. Wtem seria żrących pocisków trafiła w broniących klatki wojowników. Ludzie o zielonkawej skórze, padli martwi , a więzienie zaczęło się rozpadać. Ryzan szybko wydostał się, ale czuł że musi uciekać. Widząc dowódcę, który przyprawiał go o szybsze bicie serca, czuł się osaczony.  
- Dałeś się złapać, już po tobie!
Piaskowy wojownik zrozumiał, że to nie żarty. Doskonale znał zasady, każdy kogo pojmano wolał zginąć sam, niż umierać w męczarniach. W tym momencie wmieszał się w tłum walczących, podbiegając blisko Rawo i Seleny.  
- Ratujcie! - zawołał zaczynając atakować swoich.
Lodowa wojowniczka zdziwiła się na te słowa, ale i tak miała zamiar porachować kości napastnikom. Wznieciła śnieżycę, która zamrażała po kolei stojących najbliżej wojowników z pustyni. Unieruchomieni zostali przebijani kolejno, przez wodzów z dżungli, ich śmiercionośną zatrutą bronią. Następnie Rawo palił ich żywym ogniem, aż zmieniali się w bryły szkła. Dowódca z pustyni, widząc że w tym momencie ponosi straty, dał znak dłonią, żeby się wycofali. Za chwilę robiło się ciszej, ale zniszczenia i rany dawały się we znaki.  

Fulda rzuciła się do pomocy, a Selena chwyciła Ryzana mocno, nie chcąc wypuścić.  
- Chcesz uciekać, co?
- Nie mam dokąd. Uznali mnie za zdrajcę, jestem już martwy.
- Czyżby nie przybyli cię ratować? - zaśmiał się król lawy, odwołując swoją broń.
- U nas  nie ma litości dla nikogo, Hedos tak zarządza nami. Wolałem poprzedniego władcę, był inny, zabijcie mnie wy, wolę śmierć z waszej ręki, przynajmniej jest szybka i lepsza od tortur.
- Jaka śmierć? Czy ktoś tu chce cię zabić? - spytała Selena patrząc mu w oczy.
- On tak wygląda – dodał Ryzan patrząc na Mawila.
- Kasja umarła, to nasza przyjaciółka, sama miałam ochotę z początku cię zabić.
- Nie ufacie mi, wcale się wam nie dziwię. - dodał poważnym tonem jeniec.
- Nigdy ci nie zaufamy, tak jak ty nie ufasz nam. - powiedział Zulem patrząc na niego z pogardą.
- Obiecajcie mi, że jak was wprowadzę do królestwa pustyni, to pokonacie tego tyrana Hedosa. Moja żona zginęła przez jego rządy. Zostałem zupełnie sam.
- Nie wiem co nas czeka, ale Hedosa wszyscy chcemy pokonać.
Selena niechętnie podała mu swą dłoń, nie miała wyjścia, jak na razie współpracować z wrogiem. Wtem ktoś zaszedł go od tyłu, wstrzykując mu ostrym narzędziem truciznę.  
- Co ty robisz, Elajo? - oburzyła się lodowa wojowniczka.
- Ostrożności nigdy za wiele – dodała patrząc jak pada nieprzytomny na mokrą jeszcze ziemię.

712 czyt.
100%191
AuRoRa

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2124 słów i 11862 znaków. Tag: #fantasy

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 31 lip 2018

    Bardzo ciekawy odcinek. Wreszcie spokój z artefaktami. No i te dwie nowe pary.