Kiedyś będziesz mój - Rozdział 8

Początek zimy nie był zbyt mroźny, więc Marcin szedł w rozpiętej kurtce i zgniatał w dłoni kopertę. Zaciskał mocno szczękę ze zdenerwowania, bo naprawdę nie chciał przypadkiem spotkać Patrycji. Oczywiście, pragnął ją zobaczyć i dowiedzieć się, czy wszystko u niej w porządku, ale nie zamierzał zmuszać jej do czegokolwiek, a już na pewno nie do udawania, że świetnie sobie radzi.
Przez ostatnie dni zastanawiał się, jak ona opłaca wszystkie rachunki, skoro zawsze dzielili się wszystkim po połowie. Wcześniej, zanim zamieszkali razem, radziła sobie świetnie w pojedynkę, ale w momencie, gdy przestała występować publicznie… Kurek z kasą z tańca został zakręcony, więc musiała prawie wszystkie pieniądze przeznaczyć na stałe wydatki. Kiedy tylko pomyślał, że zmuszona byłaby sprzedać mieszkanie i znaleźć sobie inne lokum, ogarniała go nieopisana złość.
Tylko, dlaczego przestała tańczyć?
Najchętniej, skontaktowałby się z Arielem, ale tamten z ogromną niechęcią zamieniłby z nim choćby kilka słów i być może postanowiłby złamać mu kilka kości, ewentualnie wybić parę zębów. Wolała trzymać się od tego gościa z daleka. Nie przepadali za sobą, a koniec związku z Patką, wydał ostateczny wyrok na tą ich znajomość.
Jedyną rzeczą z jakiej się cieszył była niewiedza brunetki, dotycząca pierścionka zaręczynowego. Długo zwlekał z zaręczynami, aż wreszcie zdecydował się odejść. Zdawał sobie sprawę, że ciężej byłoby zostawić narzeczoną niż dziewczynę.
Zatrzymał się przed kamienicą, w której jeszcze do niedawna mieszkał. Złapał za klamkę i pociągnął, ale drzwi były zamknięte. Nie miał już kluczy i nie zamierzał dzwonić po lokatorach, więc kiedy już chciał się oddalić i przyjść innym razem, z klatki wyszła Mierzejewska. Łypnęła na niego morderczym wzrokiem i prawie zatrzasnęła za sobą drzwi. W ostatniej wślizgnął się do środka, zagryzając wargę, aby nie wypowiedzieć na głos kilku przekleństw, które miał już na końcu języka. Za to wziął głęboki wdech i podszedł do skrzynek. Odnalazł dobrze mu znaną trzynastkę i wrzucił do niej kopertę.
Usłyszał kroki, więc szybko sprawdził, czy koperta jest bezpieczna i wyszedł, nie oglądając się za siebie. Narzucił kaptur na głowę, wsunął dłonie do kieszeni kurtki i zgarbił się, przyspieszając kroku.
Miał tylko nadzieję, że Patrycja przyjmie od niego tą drobną sumę pieniędzy i nie zrobi głupstw.



O godzinie dwunastej, Galeria była praktycznie pusta, więc w sklepie, w którym pracowała Patrycja, również było pusto. Od otwarcia może przyszły dwie kobiety, ale ledwo przekroczyły próg sklepu, od razu obróciły się na pięcie i wyszły.
Do brunetki za to nic nie docierało. Znowu była na zmianie z Pauliną i zaczęła się naprawdę zastanawiać, czy kierowniczka postanowiła zrobić jej na złość, tworząc taki mało optymalny grafik. Nienawidziła tej rudej wywłoki, a tego dnia miała jej tym bardziej dosyć.
- Stoisz jak ten strach na wróble i tylko straszysz nam klientki – powtórzyła po raz piąty Paulina, mierząc ją spojrzeniem pełnym dezaprobaty. – Zrobiłabyś coś ze sobą. Uśmiechnij się czy coś, a nie… Smęcisz i marudzisz!
- Nie odezwałam się ani jednym słowem – mruknęła na odczepnego brunetka. – Idź do jakiegoś laryngologa i przestać wygadywać bzdury.
- A ty mi nie gwiazdorz. Jesteś na sklepie i powinnaś się mnie słuchać, co nie? - Patrycja wywróciła oczami, idąc na drugi koniec sklepu. – Chodź tu! Jeszcze nie skończyłam!
- Paula, odpuść – syknęła.
- Może urwałaś się z zeszłorocznej choinki, więc ci przypomnę, że jestem rozliczana z każdego dziennego raportu, gdy jestem na zmianie. Jako zastępca…
- Boże, wiem! – Patrycja podeszła szybkim krokiem do lady i wbiła lodowate spojrzenie w rudą. – Wiem, rozumiesz? – powtórzyła, prawie sycząc. – Za brak wyrobionego limitu dziennego nie jestem tylko ja odpowiedzialna. I nie zastraszaj mnie.
- Dziwnym trafem, w tym miesiącu, każda pracownica robi dobry limit, oprócz ciebie.
Patka zacisnęła mocno usta, bo choć chciało się jej płakać, wolała odpuścić. Paulina nigdy nie nadawała się do zbyt długich dyskusji. Zawsze twierdziła, że ma rację, a każdy kto próbował jej udowodnić, że jest inaczej, został nazywany idiotą. Wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić, ale dlaczego kierowniczka jeszcze jej nie zdegradowała?
- Koniec tematu – ucięła brunetka, a potem odetchnęła z ulgą, bo za swoimi plecami usłyszała: „Dzień dobry”. Przywołała na twarz uśmiech i odwróciła się, odwzajemniając przywitanie.
Wiedziała, że jest bezpieczna. Może tylko na piętnaście minut, ale zawsze to było coś.
A potem: byle do piętnastej.



Artur szybko wpadał w złość. A kiedy pił, robił to stanowczo szybciej i stanowił zagrożenie dla każdego człowieka w zasięgu jego wzroku. Tym razem, nie musiał nawet niczego pić, aby żyła na jego skroni zaczęła niebezpiecznie szybko pulsować. Siedział na swoim stanowisku w najgorszym dziale, jaki istniał w jakiejkolwiek firmie. Dzwonił po ludziach, chociaż gardził każdym, kto pracował w podobnej branży.
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej, na jakiej był pół roku temu, za wkład własny, którymi były ukończone studia zaoczne, miał w ciągu pierwszych trzech próbnych miesięcy dostać awans na wyższe stanowisko, które miało bardziej odnosić się do wiedzy, jaką zdobył podczas ponad pięcioletniej nauki.
Lubił studia, bo poznał wielu ciekawych ludzi, a nawet sami wykładowcy wydawali się być w porządku. Dostając dyplom był przekonany, że jest bliżej swojego celu.
Ale kiedy tak patrzył, jak Darski dostał oficjalne podziękowania za swoją ciężką pracę i wkład w rozwój firmy, a potem szef ogłosił go zastępcą kierownika tego działu… Zagryzał mocno zęby, zaciskając dłonie w pięści i ledwo powstrzymując się od zniszczenia stanowiska, przy którym pracował. Zaczął sobie nawet wyobrażać jak rozwala komputer na łbie tego wazeliniarza.
- Wichrowski!
Brunet ocknął się, przywołując na twarz cyniczny uśmiech, rozluźniając krawat, przez który zaczynało mu powoli brakować powietrza i odchylił się na krześle. Zwracał się do niego szef, któremu również miał ochotę wybić zęby, ewentualnie podstawić nogę.
- Tak? – mruknął obojętnie.
- Wszystko w porządku?
- Jasne.
- Nie podziękowałeś koledze – powiedział z wyrzutem. – Nie tolerujemy tutaj takiego niekoleżeńskiego zachowania. Skoro nie dostałeś awansu to znaczy, że nie pracujesz wystarczająco ciężko, aby na niego zasłużyć.
Artur zacisnął zęby, powoli wstając z krzesła. Poprawił koszulę i zbliżył się do Darskiego. Starał się ignorować triumfalny uśmiech na twarzy tego pajaca. Uścisnął mu dłoń, prawie miażdżąc palce, a potem uderzył go z takim impetem w plecy, że tamten był przekonany, że za chwilę wypluje płuca.
- Gratulacje, stary – warknął brunet, a potem posłał szefowi spojrzenie pełne obojętności i wyszedł. – Idę na swoją przerwę.
Usłyszał za sobą jakieś głosy, ale zignorował je. Miał dość takiego traktowania. Odwalał za tego idiotę każdą papierkową robotę. Robił wykresy, spisywał raporty, pilnował statystyk i co dostał w zamian? Kolejny raz po mordzie.
- Jasny gwint – syknął, uderzając otwartą dłonią w przypadkowy automat z napojami. – Zobaczymy, jak sobie poradził bez mojej pomocy, gówniarzu.
Nie obchodziły go więzy rodzinne ani inne głupoty. Gówniarz był w połowie robienia licencjata i już dostał takie wysokie stanowisko. A on męczył się jak ostatni dureń przez te bite sześć miesięcy i dostał kolejne miesiące w gratisie ze słuchawkami na uszach.
- Ja pierdole.
Nie wygrał licytacji, miał gówniane mieszkanie i jakby było tego mało, zarabiał grosze.
Została mu tylko koszykówka i podrywanie przypadkowych dziewczyn, aby chociaż na chwilę uczyniły go kimś ważnym.
I ciężko było mu przyznać, że kiedy Kacper proponował mu stanowisko w firmie, w której pracował, mógł przestać chrzanić o swoim honorze i zatrudnić się w miejscu, gdzie byłby bardziej szanowany i miałby chociaż jednego kumpla.



Jeżeli nie przejmujesz się opinią innych osób, zrobisz wszystko. Uwierz mi.
Słowa przystojnego bruneta z klubu wciąż nie dawały spokoju Patrycji. Nie podobała mu się, ale sposób w jaki mówił o tańcu… Jakby był prostszy od oddychania. Gdyby tylko naprawdę to tak wyglądało i z powodu głupiej zachciewajki, zaczęła tańczyć jak dawniej! Mogłaby bez problemu ubrać się w odpowiedniejsze ciuchy, pójść do tego klubu i sprawić, że temu mężczyźnie oczy wyskoczyłyby z orbit.
Uśmiechnęła się szeroko do swojego odbicia w lustrze, a potem policzyła szybko w myślach do trzech i zaczęła dalej tańczyć. Nie było tragicznie, ale daleko było temu perfekcji. Owszem, częściej trafiała w rytm i kiedy była skupiona, potrafiła odtworzyć więcej skomplikowanych kroków.
- It’s a sunny day.Tell me can you feel. Everybody together. We got to keep it real… We got to keep it real… Here comes the sun*… – zanuciła pod nosem, energicznie się obracając i kręcąc biodrami.
Przestała myśleć o Marcinie, niewielkiej sumie pieniędzy na koncie bankowym oraz o innych problemach, które ciągle się piętrzyły.
Na krótką chwilę była dawną sobą i gdyby chociaż raz spojrzała w lustro, zauważyłaby dawną siebie, chociaż trochę mniej uśmiechniętą.



- Cześć! Przechodziłem obok i pomyślałem, że może znowu cię spotkam, pięknooka - powiedział pod nosem, ale szybko się skrzywił, potrząsając głową. - Nie, nie, nie. To się kompletnie nie nadaje - dodał, odruchowo zerkając na witrynę, aby się upewnić, że tamta dziewczyna go nie zauważyła.
Kacper już od godziny kręcił się po Galerii, szukając sposobu, aby wejść niepostrzeżenie do sklepu, zrobić wrażenie na brunetce i wyjść wraz z jej numerem telefonu. Naprawdę liczył, że mu się poszczęści i to bez pomocy tego durnia, który postanowił go olać.
- Cześć! Chciałem cię zobaczyć, bo wywarłaś na mnie ogromne wrażenie. Śniłaś mi się po… Cholera, brzmię jak psychopata.
Kilka osób zerknęło na niego, ale w ogóle tym się nie przejął. Już dawno temu zauważył, że ludzie wybaczali mu większość dziwactw, które były skutkiem jego braku umiejętności rozmawiania z kobietami. Wiedział, że jest przystojny, więc jego twarz oraz mięśnie wpływały łagodząco na takie sytuacje. Mógł stać na środku Centrum Handlowego i gadać do siebie, a nikt nie zwróciłby mu uwagi.
Nagle zatrzymał się w miejscu, wzdychając ciężko.
- Raz się żyje – mruknął. – Będę sobą.
Z duszą na ramieniu poszedł do tego sklepu i zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy nie potrafił zlokalizować wzrokiem sylwetki brunetki. Jego oczy zatrzymały się na rudej, którą pamiętał z ostatniego razu. Nie była w jego typie, ale z pewnością znała inne pracownice. Wolno ruszył w jej kierunku, przywołując na twarz swój najlepszy uśmiech.
- Cześć – powiedział wesoło.
Ruda zmierzył go wzrokiem z góry na dół, a potem cicho prychnęła.
- Nie znajdziesz jej tutaj. Pracowała do piętnastej. - Zaskoczony, nie bardzo wiedział co ma powiedzieć. Szare oczy tej dziewczyny patrzyły na niego obojętnie, jakby był którymś z kolei facetem pytającym o brunetkę. – Nie mogę dać ci jej grafiku, ani żadnych namiarów.
- Czyli pozostaje mi tu przychodzić z nadzieją, że ją jeszcze spotkam?
- Sam znasz odpowiedź – mruknęła, a potem odwróciła się i weszła za ladę. – Zaznaczę, że nie udzielamy żadnych rabatów za flirtowanie, więc jeśli myślisz, że…
- Nie. Jasne!
- W takim razie, do widzenia.
Uprzejmość rudej była powalająca. I gdyby nie fakt, że brunetka naprawdę mu się spodobała, pewnie już nigdy więcej nie pomyślałby o wejściu do tego sklepu. Po jej tonie głosu wywnioskował, że była kimś ważnym i tym bardziej współczuł brunetce, że ma taką beznadziejną przełożoną.
Wyszedł ze sklepu zawiedziony, odprowadzony wzrokiem innej pracownicy, która obserwowała go z kąta pomieszczenia.
Westchnął ciężko i skierował się do głównego wyjścia z Galerii. Stracił ponad godzinę czasu na podchody, a koniec końców i tak się minęli.



Artur zerwał się wcześniej w pracy, bo nie miał ochoty już dłużej patrzeć na twarz Darskiego. Miał serdecznie dosyć jego przechwałek i innych bredni, które wygadywał. Humor mu się nieco poprawił, bo naprawdę nie wiedział, kto teraz zrobi końcowe raporty, a on miał to gdzieś.
Pojechał na chwilę do mieszkania, przebrał się w sportowe ciuchy i w samej bluzie, pojechał tramwajem pod Centrum Kultury, gdzie dobudowano ogromną halę, na której mógł bez problemu trenować i grać w drużynie, którą powołał Zarząd.
Musiał pobiegać sobie po boisku i zaliczyć kilka udanych rzutów do kosza. Koniecznie potrzebował chwili wytchnienia, więc nawet wyłączył komórkę, bo Kacper znowu się do niego dobijał. Pewnie kolejny raz sobie nie poradził ze zwykłą rozmową z dziewczyną i potrzebował stu tysięcy rad, z których i tak nie potrafiłby skorzystać.
Wszedł do budynki i wbiegł po schodach na górę. Syknął cicho, kiedy ktoś na niego wpadł i uderzył go dłonią prosto w brzuch. Podniósł głowę, momentalnie doprowadzony do szału, ale szybko złagodniał, kiedy jego oczy zobaczyły jakże znajomy wyraz twarzy.
- Ała – jęknął, posyłając dziewczynie półuśmiech. – Niezły zamach.
Zagryzła wargę, dokładnie tak samo, jak ostatnim razem. Odruchowo, na krótką chwilę, spojrzał na jej usta, ale tak, żeby nawet się nie zorientowała.
- To było niechcący. Przepraszam!
Uniósł brwi do góry, a potem zerknął na jej ciuchy. Spojrzał na otwarte drzwi za jej plecami i jeszcze bardziej się zdziwił.
- To ty – powiedział.
Zamrugała kilka razy powiekami, poprawiając ramiączka bluzki.
- Chyba… tak.
- Chyba? – powtórzył. – Doskonale pamiętam te twoje wystraszone oczy.
Zarumieniła się, znowu przygryzając wargę.
- Spieszę się.
- Gdzie?
- Muszę przedłużyć swój czas przebywania na sali – odpowiedziała cicho, nerwowo zerkając w stronę schodów.
- A więc, uczysz się tańczyć.
- Nie do końca – mruknęła, krzywiąc się.
- Czyli?
- Naprawdę się spieszę.
- Jasne – rzucił kpiąco, mocniej zaciskając palce na pasku torby, po chwili mijając dziewczynę.
- Czekaj!
Zatrzymał się, bo naprawdę liczył, że go zawoła.
- Tak?
- Co ty tutaj w ogóle robisz? – zapytała, uważnie mu się przyglądając.
- Gram. – Uniosła pytająco brew do góry. – Jestem koszykarzem. - Uśmiechnął się rozbrajająco, widząc zdezorientowanie na jej twarzy. - Nie tylko ty jedna masz pasję.
- Skąd ty…
- Nikt nie chodzi do klubu w bluzie i jeansach. Nawet desperaci. – Chyba próbowała coś powiedzieć, ale była w takim szoku, że stała i gapiła się na niego tymi swoimi ogromnymi oczami. – Powodzenia!
Kiedy odszedł, zapragnął wrócić. Ta dziewczyna kolejny raz pokazała mu, że nie wszystkie panny są tego samego pokroju. Chyba nawet była zawstydzona, że poznał jej sekret. Nie rozumiał tylko, dlaczego tak usilnie starała się nauczyć tańczyć, skoro ewidentnie jej to nie szło…
Musiał za to przyznać, że oprócz ładnej buźki, miała też całkiem fajną figurę.



Miała świetny plan. Naprawdę!
Miała znów nauczyć się dobrze tańczyć, ubrać świetne ciuchy i sprawić, że brunetowi opadłaby szczęka.
Nie udało się.
Wpadli na siebie w najmniej sprzyjających okolicznościach. Fakt, z pewnością miała na sobie lepsze ciuchy niż ostatnio, ale wciąż wyglądała mało korzystnie. Na dodatek, po raz kolejny nie wziął od niej numeru telefonu, ani nawet nie zapytał o imię. Potraktował tylko jak dobrą znajomą, którą pamiętał z przypadkowej imprezy.
W napadzie złości, poprosiła portiera o dodatkowe dwie godziny, zamiast jednej.
Już nawet nie była pewna, czy chodziło o bruneta, czy o nią samą, ale chciała udowodnić, że taniec to nierozerwalna część jej życia, w której czuje się jak ryba w wodzie.
Miała cel i zamierzała go osiągnąć.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2875 słów i 16558 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Podoba mi się coraz bardziej opowiadanie....Czekam na kolejną część. :)

  • elorence

    @Margo1990 Cieszę się :)