Kiedyś będziesz mój - Rozdział 11

Patrycja zmrużyła oczy, wzdychając ciężko.
- Nie miałam zamiaru się zabić – powiedziała twardo.
- Nie wyglądasz na najszczęśliwszą dziewczynę na świecie.
- Ale na samobójczynię już tak? – zapytała wojowniczo.
- I czemu się złościsz? To ty mi wskoczyłaś na jezdnię!
Przygryzła wargę, kręcąc głową. Nie mogła nie zauważyć, że wyglądała jak kupka nieszczęścia. Znowu stała przed nim w byle jakiej bluzie i jeansach. A on? Pewnie miał randkę albo jakieś spotkanie ze znajomymi, bo wyglądał jeszcze lepiej niż ostatnim razem. Zresztą, skórzaną kurtkę ubiera się tylko na wyjątkowe okazje lub, gdy chce się wyrwać wyjątkową ładną dziewczynę.
- Nieważne – mruknęła, wycofując się na chodnik, prawie potykając się o krawężnik. – Dzięki, że mnie nie przejechałeś. Cześć!



Oszołomiony jedynie patrzył, jak odwróciła się z zamiarem odejścia.
- Zaczekaj!
Nie był pewien, dlaczego się odezwał, bo przecież ta dziewczyna nie była dobrą kandydatką na przypadkową, chwilową znajomość. W żaden sposób nie wpisywała się w jego pomysł na spędzenie wieczoru.
Po co w ogóle otwierał usta?!
Brunetka była równie mocno zaskoczoną jego reakcją, co on sam. Obróciła się i spojrzała na niego pytająco.
- Tak? – rzuciła niepewnie.
Mógł się w każdej chwili wycofać, albo rzucić tekstem w stylu: „uważaj na siebie” czy coś, ale nie… Znowu musiał zadziałać pod wpływem impulsu.
- Podrzucę cię do domu.
- Poradzę sobie. To niedaleko.
- Mówię poważnie – naciskał. – Ta pora nie sprzyja samotnym spacerom.
- Myślę, że nikt nie rzuci się na mnie – powiedziała z lekkim rozbawieniem, zerkając w dół, na swój ubiór. – Moje ubrania mówią same za siebie.
- Nalegam.
Była niezdecydowana. Zresztą, trudno było się dziwić. Całkowicie obcy facet proponował jej podwózkę. Stary Fiat, który być może dla niektórych miał duszę, dla niej mógł okazać się idealny do jakiś kryminalnych zbrodni. I ta kurtka ze skóry!
- Skoro nie dajesz mi wyboru to czemu nie? – powiedziała z lekkim uśmiechem, podchodząc do samochodu. – Ale masz jechać ostrożnie i niezbyt szybko – zastrzegła, kiedy szarpnęła za drzwi od strony pasażera.
Wsiedli do środka, a dziewczyna od razu zapięła pasy, po czym rozejrzała się po wnętrzu samochodu.
- Inspekcja zakończona? – zapytał z uśmiechem.
- Całkiem tu czysto.
- To nie mój samochód.
- Kradziony?
Zaśmiał się cicho, zerkając na brunetkę kątem oka. Odpalił ponownie silnik i ruszył.
- Jak ty masz w ogóle na imię?
Speszona, roześmiała się.
- Myślałam, że już nigdy o to nie zapytasz. – Posłała mu ciepły uśmiech. – Patrycja.
- Artur. Tak dla ścisłości.
- Przeszkadzam ci.
- Słucham? - Po raz kolejny go zaskoczyła. Nie miał pojęcia, jak ona to robi, ale z góry wiedziała, że trochę rujnuje jego plany na wieczór. - Gdyby tak było, nie proponowałbym podwózki, prawda?
- Albo nie chciałeś wyjść na drania.
Uśmiechnął się, kręcąc głową. Ta dziewczyna zaczynała mu imponować.
- Drań pewnie docisnąłby gazu i rzucił w twoją stronę dość długą wiązankę przekleństw. Nie zrobiłem tego, więc raczej mogłabyś nazwać mnie bohaterem.
- Niby dlaczego?
- W trosce o twoje bezpieczeństwo, zapakowałem cię do samochodu i odwożę do domu.
- Troszczysz się?
Zapadła cisza.
No tak. Głupio zabrzmiało. Mógł wymyślić coś innego. I skąd wziął ten tekst o bohaterze? Przecież tego samego wieczoru miał zamiar poderwać przypadkową dziewczynę i trochę się zabawić. Nie musieli od razu wylądować w łóżku, ale mogli zaliczyć kilka pocałunków i obmacywanek na parkiecie. Jedno nie przeczyło drugiemu.
Oczywiście, nie był ostatnim dupkiem i nigdy nie obiecywał gruszek na wierzbie. Każda dziewczyna, która swoim towarzystwem umilała mu czas, zdawała sobie sprawę, że jest tylko na chwilę. Nie miał zamiaru pakować się w platoniczne miłości i tym podobne. Nie miałby na to siły.
- Gdzie mieszkasz? – zapytał, całkowicie zmieniając temat.



Czego się spodziewała? Przecież zapytał tylko o jej imię, o nic więcej. Czuł się winny całemu zajściu, więc zaoferował podwózkę. Wielkie rzeczy!
Ona sama nie była z rodzaju tych dziewczyn, które usilnie próbowały zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Gdyby brunet chciał, pewnie już dawno poprosiłby ją o numer telefonu i zaprosiłby gdziekolwiek, nawet na głupie piwo, a tak?
Było jej siebie żal, że tak wypaliła z tą troską. Chciał mieć czyste sumienie.
- Na następnych światłach w lewo – odpowiedziała cicho, zerkając w stronę okna. – A potem prosto, aż do rozwidlenia i znowu w lewo.
Nie odezwał się. Nie przytaknął. Skupiony na drodze, nie zwrócił na nią uwagi. Nie była dumna z siebie. Oczekiwała czegoś, czego nie mogła dostać. Faceci tacy jak Artur chcieli mieć ładne dziewczyny, zadbane, zabawne, pełne życia.
A ona?
Do oczu napłynęły jej łzy, kiedy tylko pomyślała, że w przeszłości nie miałaby problemu z nawiązywaniem kontaktu ani z rozmową. Potrafiłaby go rozbawić i sprawić, że nie chciałby przestać na nią patrzeć. Zahipnotyzowałaby go swoim optymizmem i wewnętrzną siłą.
Gdzie się podziała dawna Patrycja?!
Spuściła wzrok, bo zobaczyła w szybie jego twarz.
- Płaczesz? – zapytał zbity z tropu. – Boli cię coś?
Tak. Dusza.
- Nie.
- Odnoszę dziwne wrażenie, że powiedziałem coś złego.
- Nie – szepnęła. – Nie mam ostatnio odpowiedniego nastroju.
- To przez taniec?
Tak. I przez dupka, który nazywa się Marcin. Ola go uwielbia i chce, aby wybłagała u niego powrót, a matka stwierdzi, że to ten jedyny – rycerz na białym rumaku i żadnego innego nigdy nie spotka.
- Poniekąd.
Niespodziewanie, zjechał na chodnik, zatrzymał samochód i zgasił silnik.
- Dobra – zawołał, odwracając się w stronę. – Zmęczyło mnie wysłuchiwanie twoich półsłówek. Jesteś na mnie zła, że nie zaproponowałem czegoś innego?
Otworzyła szeroko oczy, obracając się. Spojrzała mu prosto w oczy, próbując doszukać się jakiś oznak kpiny czy frustracji.
- Nie.
- To skąd ta nagła zmiana humoru?
- Nie mam za sobą najlepszych dni – wyjaśniła, zaczynając bawić się dłońmi. – Taniec pochłania cały mój wolny czas.
- Nie sprawia ci radości?
- Oczywiście, że sprawia! – zdenerwowała się. – Problem w tym, że nie umiem tańczyć. Mówiłam ci już o tym.
- Zgodzę się, bo naprawdę nie za dobrze ci idzie.
Poczuła się fatalnie.
Widział ją. Patrzył jak tańczyła, a raczej, jak próbowała poruszać się w rytm muzyki. Poczuła wstyd, który sprawił, że spuściła wzrok na swoje dłonie.
- Lepiej bym tego nie ujęła – mruknęła kapryśnie.
Nagle złapał ją za dłonie. Przeszył ją dreszcz. Próbowała cofnąć ręce, ale Artur był nieustępliwy. Pochylił głowę, próbując uchwycić jej spojrzenie.
- Patrycja – powiedział miękko, że jej serce przez głupią chwilę zabiło mocniej. – To nie koniec świata. Może, zwyczajnie, za dużo od siebie wymagasz? Taniec jest dla cierpliwych. Nie myśl sobie, że nagle staniesz się królową parkietu, bo na to potrzeba kilku dobrych lat treningów.
Miała ochotę się rozpłakać.
Przecież kiedyś potrafiła tańczyć! Zginała się jak guma, w prawie każdym możliwym miejscu.
Kochała taniec, a taniec kochał ją.
- Nic nie rozumiesz – powiedziała z bólem. – Taniec jest częścią mnie, ale mam w sobie wewnętrzną blokadę i…
- Boisz się.
- Słucham?
- Dla kogo chcesz zabłysnąć?
Zarumieniła się, a na twarzy Artura pojawił się kpiarski uśmiech. Znowu.
- Jestem sama.
- Komu chcesz zaimponować?
- Sobie – odpowiedziała szybko. – Swojemu odbiciu w lustrze.
Zaskoczony, uniósł brew do góry i zmarszczył czoło. Chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Tylko tyle? – zapytał z drwiną.
Tylko tyle?! Taniec jest dla niej całym światem!
- A czego się spodziewałeś? Kariery na Broadwayu?
Mimowolnie się skrzywił.
- Nie przeceniam twoich możliwości, ale jeszcze sporo ci brakuje do takiego poziomu tańca.
Posłała mu wymuszony uśmiech.
- Tak myślałam.
Nagle drgnął, a w jego oczach dostrzegła nieznany błysk.
- Mam pewien pomysł.
- A ja mam dziwne wrażenie, że będę musiała na nie negatywnie zareagować – powiedziała wolno.
- Pojedziemy do klubu, co?
Oszalał. Tak, dokładnie o tym pomyślała, kiedy z jego ust padło równie zwariowane pytanie.
Nie pokaże się w klubie. Nie teraz, kiedy z ledwością potrafi zatańczyć najprostszy układ dla początkujących, robiąc masę głupich błędów.
- A nie mówiłam? – zapytała retorycznie. – Nie jestem zainteresowana.
- Próbuję ci pomóc.
- Ale nie musisz. I uwierz mi, będę ostrożniejsza i już nigdy więcej nie wskoczę nikomu pod samochód.



Nie miał pojęcia, co go podkusiło, że w ciągu kilku minut zmienił plan na całą noc. Patrząc w te duże brązowe oczy, zapomniał, że to nie jest dziewczyna dla niego. Zbyt wrażliwa, delikatna i uczuciowa. Całą sobą krzyczała o chwilę uwagi i pomoc, a on nie potrafił odmówić.
Nie ogarniał już niczego. Może, gdyby odsłoniła trochę ciała… Skupiłby się na czymś innym, przyjemniejszym i nie musiałby zachodzić w głowę, co ma zrobić, aby na twarzy tej brunetki pojawił się szczery uśmiech.
Zresztą, po co mu to wszystko?
Mimo to, siedzieli w klubie przy barze i gapili się tłum ludzi, szalejący na parkiecie. Opróżniał już drugie piwo, a Patrycja siedziała sztywno na stołku barowym, zaciskając pięści.
Postawił butelkę na blacie i nachylił się w stronę dziewczyny.
- Co jest? – zapytał.
Odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała mu w oczy. Była przerażona.
- To nie był dobry pomysł.
- Dlaczego?
- Nie czuję się tu dobrze – odpowiedziała pokrętnie. – Mogłam wrócić do domu.
- I jak spędziłabyś ten wieczór?
- Pewnie przed telewizorem.
Zaskoczony, pokręcił głową, zmniejszając odległość między ich twarzami.
- Ale jesteś tutaj. Ze mną.
Zauważył błysk w jej tęczówkach, ale tylko przez chwilę.
- Miałeś mi pomóc.
- I to zrobię, ale póki co, niechętnie wypełniasz moje warunki.
Zaśmiała się histerycznie.
- Mam się upić. To nie jest żadna pomoc ani warunek.
- Nie chcę cię upić, ale rozluźnić, rozumiesz? Zresztą, stawiam, więc nie widzę problemu.
Wywróciła oczami, wydymając wargi.
- Jesteś uparty.
- Ty też.
- Jedno piwo.
- Dwa? – zapytał, intensywnie wpatrując się w jej oczy. – Albo nawet trzy?
- Półtora.
- Dwa.
- Niech będzie – westchnęła zrezygnowana.
Uśmiechnęła się do niego w taki sposób, że nie potrafił nie odwzajemnić tego uśmiechu.
Zabawa dopiero się zaczęła.



Odgarnęła wszystkie włosy na jedną stronę i jeszcze raz spojrzała na Artura, który z triumfalnym uśmiechem zamawiał dla niej dwa piwa. Imponowała jej jego upartość, chociaż dalej nie pojmowała, dlaczego mu tak zależy, aby się przełamała.
Monika nie byłaby zadowolona, że po raz kolejny posłuży się alkoholem, aby przestać czuć cokolwiek. Zresztą, sama nie czuła się z tym dobrze. Podobno brunet miał swój plan, ale czy piwo miało w czymkolwiek pomóc? Cokolwiek ułatwić?
W jednej chwili poczuła się niezręcznie, bo była obserwowana. Rozejrzała się wokół, a kiedy jej wzrok padł na Kikę, zamarła. Jej kok był w nieładzie, więc pewnie wylewała siódme poty na parkiecie, próbując być królową. Jej perfekcjonizm polegał na idealnym, wręcz mechanicznym odzwierciedlaniu ruchów tanecznych. Może momentami była wredna, ale należała do grupy. Uśmiechnęła się krzywo, powoli idąc w jej stronę.
Brunetka zerknęła na Artura, ale ten właśnie płacił za piwa.
- Patka! – zawołała Kika, pojawiając się przed nią. – Co za niespodzianka!
- Cześć – burknęła, starając się na nią nie patrzeć. – Czysty zbieg okoliczności.
- Przyszłaś potańczyć?
- Nie.
Dziewczyna ze strachem znowu spojrzała w stronę bruneta, a spojrzenie Kiki od razu powędrowało w to samo miejsce.
- Całkiem niezły.
Zarumieniła się, przygryzając wargę.
- Znajomy.
- Za przystojny na zwykłego znajomego – drążyła tamta. – Fajnie, że wracasz do świata żywych.
- Zawsze w nim byłam.
Kika zaśmiała się kpiąco.
- Oczywiście. Szkoda tylko, że wciąż nie umiesz się odnaleźć w tańcu.
- Kwestia czasu.
- Mam nadzieję, bo wiesz… niedługo będzie ten spektakl i będą poszukiwali głównej tancerki. Ariel z pewnością dostanie jakąś super rolę, ale ty?
- Kiedy jest…
- Za tydzień.
Patrycja zbladła.
- Szybko – wydukała.
- Idzie twój przystojniak, więc może cię trochę rozrusza – powiedziała Kika, puszczając jej oczko. – Uciekam. Cześć!
- Cześć – szepnęła brunetka, odprowadzając ją wzrokiem.
- Kto to był?
Kiedy usłyszała głos Artura tuż przy swoim uchu, podskoczyła na stołku, prawie z niego spadając. Wystraszona, spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
- Koleżanka.
- Wszystkich się boisz?
- Nie – odpowiedziała hardo, po czym przeczesała palcami włosy. – Jaki jest plan?
- Wypijasz jak najszybciej piwa i idziemy tańczyć.
- Tylko tyle? – zapytała rozczarowana.
Puścił jej oczko, sięgając po swoją butelkę.
Nie zastanawiając się zbyt długo, chwyciła pierwszą butelkę. Artur cały czas nie spuszczał z niej wzroku. Walczyła z nią dobre dwadzieścia minut. Drugie piwo poszło jej o wiele lepiej.
W momencie, gdy postawiła pustą butelkę na blacie, brunet złapał ją za rękę i pociągnął w stronę parkietu. Trochę zakręciło się jej w głowie, ale po chwili doszła do siebie.
- Co teraz?! – krzyknęła w jego stronę.
- Tańczymy!
Miała ochotę parsknąć śmiechem, kiedy zobaczyła jak zaczął podskakiwać w rytm muzyki. Leciał kawałek, który niezbyt lubiła, ale postanowiła przyłączyć się do Artura i skakać razem z nim.
Na początku była zestresowana, dokładnie tak samo, jak przed maturami. Tańczyła tysiące razy, ale ten jeden raz był inny. Czuła to. Po pierwsze, znowu jej serce wybijało rytm piosenki.
- Zamknij oczy!
Posłusznie przymknęła powieki, poddając się całkowicie muzyce. Zaczęła nawet machać głową na prawo i lewo, pozwalając włosom lecieć wprost na twarz. Skupiła się na słuchaniu, oczyszczając umysł z bezsensownych myśli.
Piosenka się skończyła. Zaczęła lecieć kolejna, a ona wciąż skakała. Uśmiechnęła się pod nosem, obracając się wokół własnej osi.
Nagle, przed oczami zobaczyła Ariela. Tego zabawnego, upartego i kochanego chłopaka, na którego przypadkiem wpadła w gimnazjum. Prawie oboje spadli wtedy ze schodów. Uśmiechnęła się szerzej. Ten jeden wypadek związał ich na całe życie. Byli prawdziwymi przyjaciółmi i nikt nie mógł jej wmówić, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje.
Potem pojawiła się Monika. W liceum, poszły na tą samą dyskotekę w tych samych sukienkach. Blondynka nie przywiązywała uwagi do ubioru innych ludzi, no chyba, że chodziło o mężczyzn. Dziwnym trafem, wpadły na siebie w łazience, spojrzały na swoje sukienki i wybuchły śmiechem.
W ułamku sekundy zrozumiała, że chociaż cierpiała przez cztery miesiące, czując się samotna, to wcale taka nie była. Miała przyjaciół, którzy potrafili skakać sobie do gardeł, ale ich miała.
Z tej radości, mocno odchyliła głowę do tyłu, zarzucając włosami do tyłu.
Poczuła, jak obca ręką oplata ją wokół talii, więc gwałtownie otworzyła oczy i zobaczyła roziskrzone tęczówki Artura. Ich twarze były tak blisko siebie, że bała się oddychać, aby nie zabierać mu powietrza.
- Dobrze ci idzie – powiedział, a potem uśmiechnął się rozbrajająco i przyciągnął ją bliżej siebie. – A teraz razem.
Wolną dłoń położył na jej biodrze i zacisnął palce na materiale koszulki. Stracili rytm, a jej serce zaczęło boleśnie łomotać w piersi. Nie musiała zadawać mu żadnych kretyńskich pytań. Chciał z nią tańczyć, ale zupełnie inaczej niż wszystkie pary wokół. Chciał ją mieć dla siebie.
Niepewnie uniosła ręce, zarzucając mu je na szyję. Byli tak blisko, że czuła intensywny zapach jego perfum. Próbowała spojrzeć mu w oczy, ale jego wzrok był skupiony na jej ustach. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, zaparło jej dech w piersiach.
Przełknęła ślinę, spuszczając wzrok.
Nie zamierzała się wycofać.
Po czterech miesiącach znowu czuła się ładna, nawet w zwykłych jeansach i koszulce. I chociaż traktowała Artura z dystansem, bo nie wyglądał na kogoś, kogo zainteresowałaby zwykła dziewczyna, wszystko się zmieniło.
Jego dłoń zsunęła się trochę niżej, a ich ciała zaczęły do siebie przylegać. Patka nie mogła stwierdzić, czy to ona sama przysunęła się bliżej, czy może to był ruch bruneta. Przygryzła wargę, unosząc wzrok na jego twarz. Zobaczyła uśmiech, więc odwzajemniła go.
- Jesteś niesamowita – powiedział.



Dochodziła trzecia w nocy, kiedy wsiadali do samochodu. Artur był w wyjątkowo dobrym humorze. Może jego wcześniejszy pomysł nie wypalił, ale Patrycja okazała się idealną towarzyszką. Była zabawna i bardzo rozmowna. Ten ich bliskich taniec trochę ją odblokował.
Uśmiechnął się pod nosem, zapalając silnik.
Chciał ją pocałować. Naprawdę. Miał ku temu cholernie dużo okazji. Brunetka była chętna. Widział to w jej oczach i ruchach ciała. Pragnęła go równie mocno, jak on jej. Próbował zrozumieć, dlaczego nie wykorzystał nadarzającej się okazji, ale nie potrafił.
Zbyt delikatna. Zbyt wrażliwa.
„W takich dziewczynach się zakochuje, a nie pieprzy po kątach” – przeszło mu przez myśl. Rozmawiali o tym kiedyś z Kacprem. Kobiety można było podzielić na kategorie. Kacper lubił te wrażliwe i dobre, a on wolał odważne i niezależne.
Ta dziewczyna byłaby idealna dla jego przyjaciela, ale nie dla niego.
Zerknął na nią kątem oka i mimowolnie się uśmiechnął. Była szczęśliwa. Można to było zauważyć od razu. Uśmiechała się, a jej oczy nabrały blasku.
- Zadowolona? – zapytał rozbawiony, przypominając sobie jej upór.
- Bardzo!
Włączył radio i akurat leciała piosenka z klubu, przy której praktycznie tulił ją do siebie. Zauważył ledwo dostrzegalne rumieńce na jej policzkach.
- To teraz wyjaśnij mi, o co chodzi z tym tańcem.
- W sensie?
- Dlaczego tak się katujesz?
Wzruszyła niedbale ramionami.
- Miałam kiedyś pasję, ale ją straciłam.
- Z powodu?
Westchnęła ciężko.
- Miałam chłopaka. Mieszkaliśmy razem. Trzy lata związku. Podobno oddałby za mnie wszystko. Wiesz, taka standardowa gadka, która nijak ma się do rzeczywistości – powiedziała, udając niewzruszoną. – Pewnego dnia postanowił odejść. Rzekomo wciąż mnie kochał, ale potrzebował wolności. Nowego otoczenia, ludzi, pewnie też nowej dziewczyny. Pozwoliłam mu na to, bo co miałam innego zrobić i wszystko runęło.
Zszokowany szczerością, zmarszczył czoło, intensywnie analizując słowa brunetki.
- Odszedł, ale kochał?
- Tak.
- To tak się da?
- Najwyraźniej tak.
- Odważny – zakpił.
Niespodziewanie zaczęła się śmiać.
- A ja głupia za nim płakałam, rezygnowałam ze swojej pasji, oddalałam się od przyjaciół. I po co?
Im więcej mówiłam, tym bardziej utwierdzała Artura w przekonaniu, że nie jest dla niego. Była o wiele bardziej uczuciowa niż myślał.
- Głupio postąpiłaś.
- Myślałam, że świat mi się zawalił, a z mojego życia odszedł tylko jeden człowiek.
- Niedojrzały dupek.
Znowu się zaśmiała.
- Teraz jestem tego samego zdania!
Uśmiechnął się do siebie.
- Chyba uczyniłem cię szczęśliwszą?
Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę, ale to ona pierwsze odwróciła wzrok.
- Chyba tak – szepnęła cicho.
Alkohol ulatniał się z jej organizmu, bo znowu się chowała przed nim. Uciekała do swojej samotni.
- Dzisiaj szło ci o wiele lepiej.
- Dzięki.
- Może osiągniesz cel szybciej niż myślałem?
- Mam taką nadzieję. Potrzebuję tego.
Posłał jej półuśmiech.
- Następna kamienica jest moja. - Pokiwał głową i zwolnił. – Nie musisz zatrzymywać się… – Zrobił to i tak. Zaparkował na chodniku i zgasił silnik. Usłyszał jej głośne westchnięcie. – Odprowadzę się sama – powiedziała szybko, wysiadając z samochodu.
Nie posłuchał jej i również wysiadł. Okrążył samochód i podszedł do niej. Zastawił jej drogę, uśmiechając się głupkowato.
- Chcesz odejść? Tak bez pożegnania? – pytał z rozbawieniem.
- Dzięki za podwózkę i poprawę humoru.
- Cieszę się, że choć trochę się rozerwałaś. – Uśmiechnął się szerzej. – Miło było.
Znowu nie rozumiał, dlaczego wysiadł z tego cholernego samochodu. Przecież nie mógł jej pocałować, wprosić się do jej mieszkania i zostać do rana. To nie byłoby w porządku.
- Cześć – powiedziała pierwsza, a sądząc po jej wyrazie twarzy, była trochę rozczarowana.
- Cześć – odpowiedział, patrząc, jak mija go i podchodzi do głównych drzwi, zaczynając szukać kluczy w kieszeniach kurtki.
Zganił siebie za gapienie się i ruszył do samochodu. Musiał jak najszybciej odjechać, nim zrobi coś cholernie nieodpowiedzialnego. Nie miał zamiaru mieć na sumieniu złamanego serca. Nie był gotowy na żadne związki, bo sam dla siebie stanowił cholerne wyzwanie.
Przekręcił kluczyk w stacyjce i próbował uruchomić silnik. Nie zaskoczył. Ponowił próbę, ale znowu odpowiedziała mu cisza. Lekko już sfrustrowany, mocniej wcisnął kluczyk. Samochód zacharczał, ale nie ruszył.
- Nie, nie, nie… – mówił pod nosem. – No, kurwa, nie rób mi tego.
Kolejna próba nic nie dała, więc uderzył dłońmi w kierownicę i złapał się za głowę. Pomyślał o sympatycznym sąsiedzie, panu Milowskim, który zawsze użyczał mu samochodu. Poczuł się podle, bo pewnie to on coś zepsuł. Staruszek jeździł zawsze przepisowo i to tylko do Kościoła.
- Kurwa! – warknął, a potem gwałtownie wysiadł z samochodu i trzasnął drzwiami. – Kurwa, gruchocie, rusz się!



Okna na klatce nie były szczelne. Stare, drewniane, z odpadającą białą farbą, nie tylko przepuszczały deszcz i wiatr. Patrycja słyszała wszystkie przekleństwa Artura. Najwyraźniej nie potrafił uruchomić samochodu. Nawet nie wiedziała, gdzie mieszka. Sama nie miała żadnego auta, bo nie miała prawa jazdy.
Stała na półpiętrze, gapiła się przez okno i biła z myślami. Mogła szybko uciec do mieszkania, ale wyrzuty sumienia zjadłby ją od środka. Potrzebował pomocy, której nie otrzyma w środku nocy. Najgorsza była możliwość obudzenia Mierzejewskiej. Zadzwoniłaby na policję. Od razu.
Z niezbyt dobrymi odczuciami zbiegła na dół. Wzięła głęboki wdech i wyszła na zewnątrz, podchodząc do samochodu.
- Ty kupo złomu, rusz się! Kurwa!
- Artur!
- Wywiozę cię na złom!
Próbowała powstrzymać śmiech, ale kiedy spojrzał na nią, automatycznie spoważniała.
- Zepsuł się? – zapytała niepewnie.
- Chyba. Kurwa. Nie wiem.
Zacisnęła mocno usta.
- Mieszkasz daleko stąd?
- Jakieś dwie godziny drogi. Pieszo.
Już nie był tym zabawnym Arturem, jakiego znała. Wściekły i rozczarowany, nie zachęcał do podejmowania próby rozmowy.
- Możesz u mnie zostać.
- Mówisz serio?
- No – odpowiedziała z lekkim wahaniem. – Nie mam dodatkowego łóżka, więc musiałbyś się zadowolić spaniem na podłodze, ale…
- Naprawdę zapraszasz mnie do siebie?
- Chcę ci pomóc – sprostowała, bo wyczuła dwuznaczność w jego pytaniu.
- W sumie… pomoc za pomoc.
Uśmiechnęła się do niego.
Poczekała, aż wyjmie kluczyki ze stacyjki i zamknie samochód. Pomruczał jeszcze pod nosem. Pewnie znowu przeklinał, ale był już o wiele spokojniejszy.
W kompletnej ciszy weszli do kamienicy i zaczęli wspinać się po schodach. Przez cały czas czuła na sobie spojrzenie Artura, ale nie odwróciła się. Wystarczająco mocno stresowała się wspólną nocą. Kiedy przekroczyli próg mieszkania, nogi miała jak z waty. Zapaliła światło, modląc się w duchu, aby wszystko poszło po jej myśli.
- Mogę się czegoś napić?
- Tak, tak – mówiła cicho, w pośpiechu ściągając kurtkę i buty. – W kuchni powinien być jakiś sok czy woda.
Minął ją i wszedł do niezbyt dużego pomieszczenia. Nie skomentował wystroju mieszkania ani jego wielkości. Chociaż tyle.
- Będziesz miał coś przeciwko, jeśli pójdę się wykąpać? – rzuciła pytanie w eter.
- Nie, nie. Poczekam.
Z duszą na ramieniu, przeszukała całą szafę w poszukiwaniu w miarę normalnej pidżamy, ale niczego nie znalazła. Jak na złość, nie potrafiła niczego odnaleźć. Sfrustrowana, zabrała to co miała pod ręką i poszła do łazienki.
Przecież nie mieli ze sobą nawet spać, więc dlaczego jej tak zależało?



Pijąc zwykłą wodę, zachodził w głowę, co mu strzeliło do głowy, aby przyjmować zaproszenie Patrycji. Przecież postanowił nie mieszać się w jej życie, bo już ustalił, że nie była dziewczyną dla niego.
Pieprzony samochód.
Wyszła z łazienki i nawet nie zdążył zauważyć w co była ubrana. To było dla niego ważne. Tylko dzięki temu mógł ocenić, czego ona tak naprawdę od niego chce.
Zaklnął w duchu i sam poszedł do łazienki. Wykąpał się trybie ekspresowym, na koniec myjąc zęby palcem i pastą do zębów. Przeczesał dłonią mokre włosy i spojrzał w swoje odbicie w lustrze. Specjalnie ubrał spodnie i zapiął pasek, aby go nie korciło.
- Jeśli się z nią prześpisz, będziesz jeszcze większym dupkiem niż jej były – powiedział do siebie.
Wziął głęboki wdech i wyszedł. W pokoju paliła się mała lampka tuż przy telewizorze. Patrycję znalazł w łóżku. Chyba chciała na niego czekać, bo leżała na kołdrze. Spojrzał na jej pidżamę i uśmiechnął się czule.
- Słodkie misie. Jebane misie.
Mimo ubioru, wyglądała obłędnie. Krótkie spodenki wreszcie ukazywały jej ładne i długie nogi. Zaczarowany sunął po nich wzrokiem w górę i w dół, nerwowo skubiąc palcami skórzany pasek.
Kiedy wreszcie oderwał od niej wzrok, spojrzał na podłogę i zobaczył kilka poduszek i dwa koce. Uśmiechnął się pod nosem i jeszcze bardziej odsunął stół w stronę telewizora, aby zrobić sobie więcej miejsca. Zgasił lampkę i spróbował znaleźć dla siebie miejsce w gąszczu poduszek.
Jakaś niewidzialna siła ścisnęła go za serce.
Chciała, aby miał miękko. Troszczyła się o niego.
- Kurwa – syknął, zakrywając jedną z poduszek swoją twarz, jednocześnie próbując wyrzucić z głowy Patrycję, którą już zaczynała rozbierać jego wyobraźnia.
„To będzie prawdziwa męczarnia” – pomyślał, zaciskając mocno powieki.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4831 słów i 27059 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Coraz ciekawiej się robi:)