Kiedyś będziesz mój - Rozdział 13

Patrycja od dwóch dni była w bardzo dobrym humorze. Sala, w której zazwyczaj ćwiczyła, była zajęta, więc ograniczała się do ćwiczeń w domu. Zrezygnowała dosyć szybko, kiedy po raz trzeci uderzyła łydką w stolik, nabawiając się kilku brzydkich siniaków. Chociaż syczała cicho z bólu, z jej twarzy nie schodził uśmiech.
Kiedy szła po schodach, trzymając w dłoniach klucz do sali, cały czas miała malutką nadzieję, że na korytarzu znowu wpadnie na Artura. Nic sobie nie robiła z jego słów, bo przecież nie proponowała mu związku. Chciała go lepiej poznać i być może, nawet dowiedzieć się, dlaczego jest przeciwny wszelkim związkom i czemu twierdził, że krzywdzi ludzi.
Przez krótką chwilę miała nawet ochotę zajrzeć na salę gimnastyczną i zobaczyć, czy przypadkiem tam nie gra. Nie chciała się narzucać, więc weszła do swojej sali i zamknęła za sobą drzwi. Rzuciła torbę w kąt i ściągnęła bluzę przez głowę, a potem włożyła płytę do odtwarzacza. Nim muzyka zabrzmiała w jej uszach, już stała przed lustrem, upinając kok na samym czubku głowy, a jej uginające się kolana wybijały rytm.
Uśmiechnęła się do swojego odbicia, kiedy zobaczyła jak biodra same kreślą ósemki. Muzyka brzmiała nie tylko w sali, ale i w jej duszy.
- Nareszcie! – pisnęła cicho z radością i zaczęła tańczyć.
To, co robiła przez ostatnie miesiące było niczym w porównaniu do tego, co jej ciało wyprawiało w tamtym momencie. Miała w sobie tyle energii. Skakała, ślizgała się, wykonywała setki perfekcyjnych obrotów, wyginała ciało we wszystkie strony i zgrabnie przechodziła z jednego kroku do drugiego. Już dawno nie czuła w sobie tyle mocy i chęci. Uśmiechała się do siebie i wciąż tańczyła, odgarniając co chwilę niesforny lok ze swojej twarzy, który wysunął się z koku.
Nie miała pojęcia, czyja to była zasługa, ale czuła ogromną wdzięczność za te wszystkie dni, kiedy powoli dochodziła do siebie i ostatecznie wyrzucała Marcina ze swojej głowy. Jej serce już dawno dla niego nie biło, bo nie miało ku temu żadnych powodów. Puste słowa o miłości nijak miały się do czynów.
Zakochany facet nie odchodzi z dnia na dzień. Zakochany facet nie rani. Zakochany facet kocha. Tak po prostu.
Rozłożyła ręce i kilka razy zmieniła całkowicie styl tańca, podskakując i jednocześnie się obracając, jak wtedy w klubie. Przypomniała sobie ulgę, jaką czuła i zaczerpnęła jeszcze raz powietrza, oddychając pełną piersią.
List, pieniądze, stare wspomnienia… To już nie miało znaczenia. Położyła na Marcinie ogromny krzyżyk i marzyła, aby nigdy nie ważył się znów do niej zbliżyć. Zamknęła tamte rozdział i już nie zamierzała do niego wracać. Owszem, pozostawił po sobie wiele pięknych wspomnień, ale co z tego, skoro na końcu i tak złamał serce?
Nie chciała o tym pamiętać. Nie chciała o nim pamiętać.
Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy tylko wyobraziła sobie minę przyjaciół, kiedy zobaczą ją znów sobą. Obróciła się jeszcze raz, odchyliła głowę i przymknęła oczy.
Wróci do tańca. Wkręci się do głównej obsady spektaklu. Znów zatańczy z Arielem i przepędzą ze sceny każdą inną parę. Będą znów świecić jak gwiazdy.
I to wszystko z powodu jednej osoby.



Artur siedział w swoim mieszkaniu na kanapie i gapił się pustym wzrokiem w telewizor. Wypił już trzy piwa i nic się nie zmieniło. Wciąż myślał o tamtym wieczorze, kiedy brunetka podskakiwała z radości na parkiecie i machała włosami na wszystkie strony. Nie umiał wyrzucić z głowy tego widoku. Muzyka przez nią przemawiała i zaczynał wierzyć, że ta dziewczyna może mieć niesamowity talent. Mimo, że tak bardzo odstawała od tych wszystkich dziewczyn, z którymi się umawiał, gdy tańczyła, była niesamowita.
Przetarł dłonią twarz, a potem przystawił do ust butelkę i pociągnął mocny łyk.
- Stary, zakochałeś się czy co? – zakpił Kacper.
No tak. Całkowicie zapomniałby o przyjacielu, który siedział obok niego i uważnie przyglądał się grze siatkarek. Dałby sobie głowę uciąć, że czekał tylko na specjalne ujęcia zza pleców tych dziewczyn.
Przypomniał sobie o nogach Patrycji i coś ścisnęło go w żołądku. Żałował, że nie wykorzystał okazji, bo przecież sama chciała. Ewidentnie była chętna, a on odpuścił. Powołał się na szlachetne pobudki, a na koniec dał jej kosza.
Czy to było logiczne? W jakimkolwiek stopniu?
Zresztą, dlaczego on sobie zawraca głowę jakąś dziewczyną?
- Artur!
Brunet ocknął się i zerknął na przyjaciela.
- Tak?
- Pytałem o coś – mruknął. – Od dwóch dni nie ma z tobą kontaktu. Jesteś myślami daleko stąd i chciałbym wiedzieć, gdzie cię tak nosi.
- Co? – wydukał Artur, przeczesując dłonią włosy.
- Jesteś zamyślony.
- Zabronisz mi myśleć? Od tego mam mózg.
Kacper wywrócił oczami.
- Przecież wiem! Chodzi mi oto, że chciałbym wiedzieć o czym ty tyle myślisz.
Brunet parsknął drwiąco.
- To nic ultra ważnego. Po prostu, pewna rzecz nie daje mi spokoju.
- Jak ma na imię? - Kolejny szydercze parsknięcie sprawiło, że Kacper wyłączył telewizor. - Kim ona jest?
- Stary, wyluzuj, dobra? I lepiej powiedz mi, gdzie ta twoja panna pracuje, żebym mógł ją wepchnąć w twoje ramiona – zakpił.
- Wolałem, kiedy byłeś skretyniałym dupkiem, wiesz? I od kiedy, garniesz się tak do pomocy? – Mężczyzna przyjrzał się uważnie przyjacielowi. – Mam nadzieję, że nie chcesz mi jej ukraść?
Artur wywrócił oczami, klnąc pod nosem.
- Mam zamiar ją przelecieć. Lepiej? - Zanim zdążył zareagować, Kacper wymierzył mocnego kopniaka w kolano. – Pojebało?
- Nic się nie zmieniłeś.
- Jeszcze niedawno narzekałeś, że zmiękłem.
- Już sam nie wiem, jaką wersję ciebie wolę – mruknął zdenerwowany Kacper, ale potem niespodziewanie się uśmiechnął. – Jeśli masz czas dzisiaj, to pojedźmy do tego Centrum Handlowego i złapmy ją, co?
- O, jak nagle się ożywiłeś – drwił Artur. – Ona naprawdę jest tego wszystkiego warta?
- Ma zajebiste oczy!
- I tylko tyle? - Kacper zamierzał znowu go kopnąć, więc odstawił butelkę na bok i pierwszy uderzył go pięścią w ramię, jednocześnie wciskając mu kolano w udo. – Pamiętaj, kto tu jest silniejszy.
Brunet miał niezwykły ubaw, kiedy jego przyjaciel szamotał się, próbując uwolnić swoją nogę. Gdy wreszcie to mu się udało, wstał z kanapy i otrzepał spodnie.
- Jesteś nienormalny – warknął, celując w niego oskarżycielsko palcem. – A spróbuj ją poderwać! Jak Boga kocham, pozbawię cię wszystkich zębów i połamie nogi, ręce, już nie mówiąc o karku!
Artur wybuchł śmiechem, również wstając. Obrzucił przyjaciela dziwnym spojrzeniem.
- Nie ma takiej opcji. Nie tknę jej.
- Przysięgasz? – zapytał Kacper, wystawiając w jego stronę rękę.
- Przysięgam – potwierdził Artur, ściskając jego dłoń i klepiąc go po plecach.
Jednego był pewien, mając w głowie Patrycję, nie byłby w stanie poderwać żadnej innej. Zdawał sobie sprawę, że jest zafascynowany, a ten stan szybko mu minie. Musiał tylko poczekać jeszcze kilka dni, a potem zapomni, że ktoś taki w ogóle istnieje na tym świecie.
Mimo wszystko, wciąż utrzymywał, że to nie jest dziewczyna dla niego.
- Stary, a czym my pojedziemy? Rozwaliłeś wóz Milowskiego i…
- Po pierwsze, wcale go nie rozwaliłem. Padł rozrusznik. Nic wielkiego. – Brunet wzruszył ramionami. – Pojadę tramwajem. Sam. Nie potrzeba mi przyzwoitki.
Kacper nie załapał żartu, więc po chwili rzucił się na przyjaciela i powalił go na kanapę. Arturowi chciało się śmiać, bo tamten zawsze pierwszy atakował, a potem jęczał z bólu i z powodu utraconego honoru.
- Ty…
Brunet zaśmiał się, bo z nich dwóch to on był silniejszy. I tu nawet nie chodziło o ilość mięśni, ale o sam fakt, że był wyższy i postawniejszy.
- Znowu ci się oberwie – syknął. – Pokażesz się tej lali z podbitym okiem? – zapytał.
Kacper warknął wojowniczo, a potem rzucił się na Artura, próbując go powalić na kanapę. Niestety, sam wylądował na podłodze, a brunet unieruchomił mu ręce, śmiejąc się prosto w twarz.
- Znowu wygrałem – powiedział dumnie. – I po co ci to było?



Monika gryzła paznokcie, siedząc przy kuchennym stole i gapiąc się na wyświetlacz swojej komórki.
Ostatnio całkiem nieźle się dogadywali. Nie miała pojęcia, czy to dzięki Patce, czy może sami z siebie wreszcie postanowili przestać skakać sobie do gardeł. Dla brunetki zawsze był wsparciem. Kimś, kogo ona pragnęła z całego serca. I nie, nie. Nie chciała z niego zrobić swojego chłopaka. Po prostu… chciała spotkać kogoś takiego jak on, bardzo podobnego. Najlepiej, żeby miał identyczny charakter. Może trochę mniej zarozumiały i bardziej zabawny, ale w taki normalny sposób. No i mógłby być przystojniejszy, chociaż tamten ostatnimi czasy był w dobrej formie.
Zagryzła mocno wargę, odczytując w głowie numer Ariela.
Nie chciała go wykorzystać, ale przecież był facetem i świetnie znał się na innych facetach. Mógłby jej pomóc wybrać sukienkę na tą kolację z tym popaprańcem z uczelni, który znowu zabiegał o jej względy. Pseudo-doktorant, który chyba przez przypadek wskoczył jakiejś profesorce do łóżka i tylko dlatego pozwolono mu zostać na uczelni.
Spojrzała na chwilę w okno i pomyślała, że przecież ten ignorant mógłby źle zrozumieć jej intencje. Może pomyślałby, że się w nim podkochuje albo coś innego, równie głupiego?
- Raz kozie śmierć – mruknęła i nacisnęła zieloną słuchawkę, a następnie przytknęła telefon do ucha. Musiała długo czekać, aż odbierze, bo przecież był wiecznie zajęty! Liczył te swoje miliony i próbował podrywać puste panienki z sianem w głowie. No dobra, była niesprawiedliwa, bo czasami było jej żal Ariela i tych jego potknięć. Spotykał same rozbrykane lale, które liczyły na wille z basenem i inne cuda. Usłyszała znajome westchnięcie, więc uśmiechnęła się kpiąco pod nosem. – Przeszkadzam ci, milionerze?
- Tak. Lista panienek, które chcę bzyknąć już dawno jest zamknięta, więc wybacz, musisz znaleźć sobie innego sponsora.
Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, aby mu nie wygarnąć, jaką jest szumowiną i, że najchętniej… Wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić.
- Już sobie tak nie pochlebiaj – mruknęła drwiąco. – Ostatnio ci wspominałam, że choćbyś był ostatnim facetem na świecie…
- Tak, tak. Pamiętam – powiedział znudzony. – Czego chcesz?
- Nie mógłbyś… milej?
- No dobra. W czym mogę pomóc? – zakpił.
- Bądź przez chwilę poważny! – zdenerwowała się, gwałtownie wstając z krzesła i zaczynając okrążać stół. – Mam sprawę.
- A to coś nowego! Zamieniam się w słuch!
- Musisz mi pomóc w doborze sukienki. - Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem nagle Ariel wybuchł takim śmiechem, że Monika życzyła mu w duchu, aby się udławił powietrzem. - I z czego rżysz? – fuknęła sfrustrowana.
- A co? Zabronisz mi? – odpysknął. – Co to za pomysł? I, jak mogłaś sobie pomyśleć, że zgodzę się na coś takiego?
- Patrycji pomagasz – rzuciła z wyrzutem.
- Patryszję kocham – powiedział stanowczym tonem. – Oczywiście, jak siostrę – dodał szybko. – A ty… jesteś mi obojętna. Zresztą, nie mam zamiaru dokładać ręki do podrywu kolejnego faceta, z którym wylądujesz w łóżku.
- A co? Zazdrościsz? – zadrwiła. – Żadna cię nie chce, więc teraz będziesz się mścił?
- Czyli znowu pokazujesz swoją prawdziwą, ohydną twarz, tak?
- Sam jesteś ohydny, bezczelny i na dodatek odpychający!
- Skoro jestem taki odpychający, to dlaczego chcesz, aby patrzył na ciebie w tych skąpych fatałaszkach? Nie będę twoim psem. Prędzej uduszę się własną śliną, niż poślinię się na twój widok.
Do oczu napłynęły jej łzy. Ta rozmowa poszła znowu w niewłaściwą stronę. Miała jedynie do niego zadzwonić i poprosić go o poradę w doborze sukienki na kolację. Nie było mowy o wytykaniu sobie wad oraz wyolbrzymianiu jakiś niestworzonych rzeczy. Znowu ich poniosło, a ona nawet nie była pewna, czy przypadkiem sama nie zaczęła tej słownej przepychanki.
Otarła dłonią mokre oczy, a potem pociągnęła nosem.
- Płaczesz? – zapytał zszokowany Ariel.
- Nie – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Nie to nie. Poradzę sobie sama, panie Mądraliński.
Miała już serdecznie dość tej rozmowy.
- Czekaj!
- Po co? – burknęła. – Żebyś mógł mi bardziej dowalić?
- Nie.
- Przecież to lubisz – wytykała mu.
- Monika…
- Czego ja się spodziewałam po tobie, co? Powiesz mi? – jęczała. – Myślałam, że… wreszcie znaleźliśmy jakiś swój wspólny język, wiesz? Patrycji bardzo zależało, żebyśmy zaczęli się dogadywać i naprawdę byłam w stanie wyciągnąć do ciebie rękę, ale teraz? Po tym wszystkim?
- Monia…
- Nie Moniuj mi tutaj! Jesteś pieprzonym egoistą! Dupkiem do kwadratu! – wściekała się. – Jesteś tylko dobry dla Patrycji i Bóg jeden wie, z jakiego powodu. Gdy jej nie ma, jesteś prawdziwym chamem, wiesz?
- Monia, skończyłaś już?
- Nie nazywaj mnie tak! – zbuntowała się, nerwowym ruchem dłoni przeczesując włosy. – Nie wolno ci tak do mnie mówić!
- Pójdę z tobą na zakupy – powiedział łagodnym tonem głosu. – Naprawdę.
- Obędzie się bez twojej pomocy.
- Nie bądź uparta, tylko zgódź się.
Czy on prosił? A może tylko jej się zdawało?
- Nie wypomnisz mi tego?
- Nie.
- Nigdy?
- Nigdy.
- Obiecujesz?
- Może jeszcze mam obiecać na mały paluszek? – zapytał zniecierpliwiony. Monika prychnęła cicho, bo przecież mogła spodziewać się takiego głupiego gadania. – Mówię serio i obiecuję, dobra? Tylko skończ się tak wściekać! Wierzgasz jak rozwścieczony byk!
- Żebyś ty jeszcze wiedział, jak wygląda prawdziwy byk i jak powinno się go ujeżdżać – dogryzła mu.  
- Nie będę twoim żadnym hot ogierem, ok?
Otworzyła szeroko usta, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa, bo czy on naprawdę rzucił żartem z podtekstem erotycznym? Przecież tyle razy się odgrażał, że nienawidzi jej stylu życia i conocnego seksu z byle kim.  
- Nie jesteś hot – odpowiedziała z lekkim wahaniem.
- Wydaje mi się, że nie jestem aż tak odpychający jak sądzisz – mruknął rozbawiony.
Zarumieniła się i zaskoczona, szybko pobiegła do lustra i spojrzała na swoją twarz. Ariel, ten cham, zawstydził ją! Przygryzła mocno wargę, bo to znaczyło, że…  
Nie!
- Masz dziś czas?
- Miałem coś w planach, ale tej jeden raz, poświęcę się dla dobra świata i pójdę z tobą po tą sukienkę, ale musisz mi coś obiecać.
Zmarszczyła brwi.
- Niby co?
- Kupisz tą, którą dla ciebie wybiorę.
- Nie ma mowy! Wybierzesz mi jakąś szmatę i będziesz kazał w niej pójść, abym się ośmieszyła przed wszystkimi ludźmi!
- Monika – upomniał ją. – Naprawdę myślisz, że zrobiłbym ci takiego świństwo?
- Nie jestem pewna, co myślę – burknęła, urażonym tonem.
Zaśmiał się.
- Jesteś przyjaciółką Patryszji i to mówi wszystko. Nie wystawię cię na pośmiewisko. Obiecuję.
- Zastanowię się nad tym.
- Jeśli się nie zgodzisz to nici ze wspólnych zakupów.
Westchnęła ciężko, przykładając sobie dłoń do czoła. Czuła, że ma gorączkę, bo nigdy nie pomyślałaby nawet nad tym, aby dać komuś możliwość decydowania o jej ubiorze.
- Zgadzam się – powiedziała na jednym oddechu. – Ale ośmiesz mnie, a popamiętasz!
- Przecież wiem.  
- A gdzie…
- Przyjadę po ciebie.  
- Nie musisz być przesadnie miły.
Prychnął.
- Jestem po prostu porządnym facetem, więc daruj sobie docinki. Będę o osiemnastej. Do zobaczenia!
Nawet nie zdążyła się z nim pożegnać, bo rozłączył się pierwszy,  
Spojrzała na komórkę, a potem jeszcze raz, w lustro. Była na niego wściekła i nie szczędziła mu przykrych słów, ale zgodził się. Na jej twarzy pojawił się mały, niewidzialny uśmiech.
Obiecała sobie, że ten jeden raz, będzie dla niego miła, bez względu na wszystko. Przymknie oko na wszystkie jego wybryki i przyjmie z godnością każde słowa krytyki.  
- Oby się udało – szepnęła do siebie.



Artur szedł pasażem, uważnie rozglądając się wokół. Co chwilę zerkał na wyświetlacz komórki, czekając na nie wiadomo co. Przecież nie dał Patrycji swojego numeru telefonu. Zresztą, po co miałby go dawać? Odepchnął ją i tak naprawdę, wcale nie chciał jej spotkać.  
Zaczynał się cieszyć, że Kacper tak bardzo nalegał, aby mu pomógł. Mając w głowie inną, czuł, że będzie mu o wiele łatwiej poderwać tamtą i przekazać prosto w ramiona przyjaciela.  
Przypomniał sobie o jego słowach i uśmiechnął się kpiąco pod nosem. „On naprawdę wpadł po uszy”– pomyślał.
Ładna, naprawdę jest bardzo ładna! I te oczy! Mówiłem ci, że ma zajebiste oczy, prawda? Takie brązowe, że prawie czarne! Wiem, że nie ma czarnych oczu, ale światło w tym sklepie jest kiepskie, więc nie wiń mnie za to! Nogi? Nie wiem, nie patrzyłem! Udało mi się zerknąć tylko na chwilę na jej biust, a wiesz… tak między B a C. Tyłek… też nie wiem, bo bałem się oberwać za takie gapienie się. Aha, włosy! Nie za długie, ale w sumie to długie. Też brązowe, jak oczy. I chyba były proste. Tak, chyba tak. Miała na sobie białą koszulę, a na to coś jeszcze… Nie pamiętam tylko, jak takie coś się nazywa. Ale wyglądało jak katana, ale taka damska, dopasowana. Sam wiesz!
Pokręcił głową z niedowierzaniem i zaczął przyglądać się każdej witrynie. Szukał na nich damskich torebek, bransoletek i innych drobiazgów. Podobno ta super laska pracowała w takim sklepie. Przynajmniej miała pracę, więc może naprawdę była kimś wyjątkowym? Może nawet była lepsza od tych wszystkich byłych Kacpra?
Zaklnął cicho, bo prawie przeoczył właściwy sklep – tak przynajmniej mu się wydawało. Uważnie przyjrzał się witrynie, aż wreszcie stwierdził, że przecież ją pozna, bo ile może być dziewczyn o takim wyglądzie?  
Wszedł do środka i ukradkiem rozejrzał się na boki. Podszedł do lustra i poprawił szybko włosy, chcąc wyglądać jak najlepiej, bo przecież reprezentował swojego przyjaciela.  
- Dzień dobry – zaświergotał zupełnie obcy mu głos.  
Powoli odwrócił się i spojrzał na rudą dziewczynę, która uśmiechała się do uwodzicielsko, a potem niespodziewanie puściła mu oczko. Zaskoczony spojrzał na jej ubiór i od razu zorientował się, że jest we właściwym miejscu. Tylko dziewczyna się nie zgadzała.
- Dzień dobry – mruknął, od razu szukając wzrokiem brunetki. Przecież gdzieś musiała być! – Przepraszam – zaczął, przyklejając na twarz swój najlepszy uśmiech. – Szukam pewnej dziewczyny. Ma…
- Paula! Paula!!! Nie słyszysz?!
Zamarł. Serce zabiło mu mocniej, ale tylko przez chwilę i to bardziej z nerwów, niż z powodu jakiegokolwiek uczucia. Spojrzał ponad ramieniem rudej, a jego wzrok zatrzymał się na Patrycji, szamoczącej się z kartonem. Otworzył szerzej oczy i uważnie przyjrzał się brunetce.
Brązowe, proste włosy. Ładna twarz. Zajebiste, brązowe oczy i to zgrabne ciało.
- Kurwa – szepnął do siebie.  
Nogi prawie przyrosły mu do ziemi, a gdy ruda wreszcie podeszła do kartonu i zaczęła go wsuwać za ladę, spojrzał na Patrycję, która po dłuższej chwili odwróciła się w jego stronę. Zrobiła ogromne oczy, a potem niespodziewanie, uśmiechnęła się.
„Jak ja się teraz przed nim wytłumaczę” – pomyślał Artur, kiedy brunetka postanowiła do niego podejść.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3577 słów i 20002 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Super czekam na kolejną część :)