Kiedyś będziesz mój - Rozdział 6

Osiem osób próbowało się zgrać, jednocześnie ucząc Patkę ruchów. Przymykali oko na jej niezgrabne ruchy i wystraszone oczy, którymi wpatrywała się w swoje lustrzane odbicie. Nie czuła się sobą i zdawali sobie sprawę, że jeszcze nie powróciła do nich ta dziewczyna, która była chodzącą Wiosną.
Obrót. Ślizg. Zamach. Wykop. Powrót.
Parę sekund i praktycznie jeden ruch, całkiem złożony, a brunetka kręciła się wokół, nie wiedząc co ma robić, jak się obrócić i zsynchronizować z resztą grupy. Trzęsły się jej ręce z nerwów. Odgarniała włosy za plecy i starała się dać z siebie wszystko.
Za mało! Zbyt mało!
- Patka! – zawołała sfrustrowana Iga, podchodząc do dziewczyny. – Co to miało być?
- Iga… Staram się… Naprawdę, ja…
- Nie. Masz rację – zgodziła się trenerka. – Starasz się, ale to nie jest wystarczające. – Pokręciła głową, odwracając się do niej bokiem. – Musisz odpuścić. Ten jeden pokaz.
- Ale jak…
- Zastąpię cię.
- Iga – jęknęła rozpaczliwie Patrycja, zagryzając wargę do bólu. – Przecież mnie znasz. Poradzę sobie!
Iga spuściła wzrok, uśmiechając się blado.
- Może kiedyś, ale nie teraz. Idź się przebierz.
Skończyła się piosenka, a na sali zapanowała cisza. Brunetka wiedziała, że niedaleko niej stoi Ariel, ale czuła się tak rozbita, że nawet nie wyczuwała jego obecności. Potworny ucisk w mostku, zmusił ją do spuszczenia głowy, aby nikt nie zauważył łez w tych dużych, brązowych oczach. Nikt jej nie ponaglał, ale zdawała sobie sprawę, że nie wygra z argumentami Igi i musi odejść – chociaż na jakiś czas.
Wzięła głębszy wdech i udała się w kierunku drzwi.
- Tak mi przykro – usłyszała jeszcze za plecami, ale nie zwolniła kroku.



Siedziała na blacie kuchennym i zastanawiała się, gdzie popełniła błąd, skoro tak nagle znalazła się nad przepaścią i nie potrafiła się wycofać. Balansowała na granicy, nie mogąc wykonać cholernego kroku w tył. Widziała tylko ciemność.
Przeniosła wzrok na reklamówkę z zakupami, zapełnioną do połowy. Oprócz chleba, masła i pasztetu, była tam jeszcze pasta do zębów i mydło. Liczyła trzy razy na kalkulatorze swoje wydatki na najbliższe dni i cały czas wychodziło, że starczy jej pieniędzy tylko wtedy, gdy będzie głodowała przez cztery dni.
Nie miała nawet siły płakać.
Załamana, zeskoczyła na podłogę i otworzyła szafkę nad kuchenką. Obiecała Monice, że alkohol nigdy nie zajmie miejsca w jej życiu, ale już nie dawała rady. Wyciągnęła korek i nalała sobie wina do szklanki, od razu opróżniając ją do połowy. Dolała kolejną porcję, czując dobrze znane ukłucie w sercu.
Ojciec.
„Czasami w naszych życiu dzieją się rzeczy, na które nie mamy wpływu. I to nie jest powód do płaczu i popadania w depresję. Musisz wstać i stawić czoło problemom. Tak, jak ja, kochanie. Wiem, że umrę. Panikuję? Boję się? Dołuje? Nie. Oczywiście, że nie. Cieszę się, że nie umrę w osamotnieniu. Mam was. Mam ciebie. Pamiętaj o tym.”
Przymknęła powieki, czując wzbierające łzy w oczach.
Jej ojciec wiedział, że nie przeżyje kolejnego zawału. Wszyscy, włącznie z lekarzem, zawsze mu powtarzali, że więcej nie wyląduje w szpitalu, bo ma zbilansowaną dietę, dba o siebie i ma rodzinę, która będzie się o niego troszczyć. Ale miał rację. Śmierć przyszła po niego i to w najmniej odpowiednim momencie. Umarł z uśmiechem na ustach, jakby przywitał ją z otwartymi ramionami i radością.
- Czemu ten świat jest taki popieprzony?! – zawyła brunetka, wycierając wierzchem dłoni nos, opierając się plecami o lodówkę. – Tato…
Zsunęła się na dół, podciągając kolana pod brodę i zanosząc się płaczem.
Tak bardzo chciała się do kogoś przytulić. Wdychać zapach, które natychmiastowo ją uspokajał. Mogła zadzwonić do Marcina i kazać mu wrócić. Zrobić z siebie cierpiętnicę i idiotkę, jednocześnie przekonując go, że bez niego nie da sobie rady.
Bo nie dawała. Za każdym razem, gdy chciała wykonać krok na przód, wszystko rozpadało się jak domek z kart. Świat wypadł jej z rąk tyle razy, że już dawno straciła rachubę. Nie była silna, ale dzielnie walczyła, do pewnego momentu.
Uniosła rękę i zaczęła szukać dłonią telefonu, który zostawiła na blacie. Kiedy go znalazła, od razu zaczęła przeszukiwać jego zawartość. Wiedziała, że czytanie archiwizowanych wiadomości jest głupotą, tym bardziej, gdy ktoś nie potrafi sobie poradzić z przeszłością i żyć w teraźniejszości. Wyłączyła myślenie i zaczęła przebiegać wzrokiem po rozmowie sprzed dwóch lat, kiedy przypadła ich pierwsza rocznica.
- Jestem taka żałosna – wycedziła przez zaciśnięte zęby, zaciskając mocniej palce na obudowanie telefonu, a chwilę później, ciskając nim o podłogę.



Dwóch mężczyzn siedziało na schodach.
- Stary, mówię ci, że jeszcze dwa dni temu, była tam i tańczyła!
- Chyba w twojej wyobraźni – zadrwił brunet, pocierając dłonią zarośnięty policzek. – Zawsze powtarzasz, że masz na oku jakąś zajebistą laskę, a potem okazuje się, że ona nawet nie istnieje.
- Odezwał się prawdziwy Donżuan!
- Co? – zaśmiał się.
- Zawsze to robisz! Strugasz durnia i podrywasz wszystkie dziewczyny, które wpadną mi w oko!
- Wiesz, jak brzmisz? – Brunet otaksował niezbyt przychylnym spojrzeniem swojego przyjaciela. – Jak małe dziecko, któremu zabrano lizaka. Zamiast wyć, kup sobie nowego.
- Kurwa, Artur!
- Kurwa, Kacper – sparodiował go.
Kacper kopnął nogą wyimaginowany schodek, a potem wstał.
- Prawdziwy z ciebie dupek.
- Dziękuję za komplement – powiedział uśmiechnięty Artur, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Jesteś popaprany i to tylko z powodu jednej panny. Kim ona jest, skoro nawet nie potrafi dobrze tańczyć i nie widziałeś jej twarzy?
- I to jest takie ważne? Jak wygląda?
- Potrzebujesz męskiej interwencji i to od zaraz – mruknął brunet, również wstając. – Dostajesz świra na punkcie takich świergocących ptaszyn, a potem dajesz się wpuścić w maliny i zostajesz w tym głupim przyjacielskim układzie.
- Lepsze to od bycia frajerem – zakpił Kacper, mrużąc wściekle oczy. – Kiedy ty się wreszcie nauczysz, że nie można bawić się uczuciami innych?
- Nie nadajesz się na nauczyciela.
- Prawie posuwałeś siostrę swojej dziewczyny!
- I co z tego? – zapytał rozbawiony. – Gdyby miała dwie siostry, oczywiście pełnoletnie, to czemu nie? Trójkąciki są spoko.
- Jesteś pojebany.
- I ze wzajemnością! – krzyknął, mijając przyjaciela i zbiegając po schodach w dół.
Przy ostatnim schodku, zachwiał się, w ostatniej chwili łapiąc się poręczy. Uśmiechnął się do blondynki, na którą prawie wpadł, puścił oczko i pobiegł dalej, doskonale wiedząc, że jest odprowadzany wzrokiem.
Jak zawsze.



Obudziła się z potwornym bólem głowy, który rozłupywał jej czaszkę. Zacisnęła mocno zęby, wolno zwlekając się z łóżka i idąc w stronę kuchni. Przeszukała szafki, znajdując w jednej z nich, ostatnią tabletkę przeciwbólową. Popiła ją wodą z kranu i zaczęła rozmasowywać palcami skronie, czując pod skórą pulsujący ból.
- Cholera – mruknęła, przymykając oczy i opierając się biodrem o kuchenkę.
Kiedy poczuła się na siłach, uniosła powoli powieki do góry i chwyciła telefon. Przejrzała powiadomienia, lekko się krzywiąc. Parę razy dzwoniła Monika, aż w końcu postanowiła wysłać smsa: „Gdzie jesteś? Czekam pod CK”. Nie chciała jej odpisać i przyznać się do kolejnej porażki.
Spojrzała na zegarek, cicho jęcząc. Musiała przygotować się do pracy i jakoś doprowadzić swoją twarz do porządku. Nikt nie mógł widzieć, że u niej jest kiepsko.



Artur ukląkł przy pomniku, przygryzając wargę prawie do bólu. Potarł zmarznięte dłonie, a potem wyciągnął z kieszeni paczkę zapałek. Zapalił znicz, ale zanim go odstawił, przyjrzał się uważnie płomieniowi, który powoli wzrastał, podwajając swoją wielkość.
- Wybacz, że nie zaglądam tu często, ale sam wiesz… – Umilkł, uśmiechając się blado. – Nie wszystko zawsze idzie po naszej myślisz, co nie? - W jego oczach odbijał się blask płomienia. – Pewnie znowu powiedziałbyś, że z chęcią zamieniłbyś się ze mną miejscami, bo mam zajebiście ciekawe życie, ale tak nie jest. Musisz zrozumieć, że zmieniłbym wszystko. Wszystko…
Odstawił znicz, a później wsunął dłonie do kieszeni bluzy. Przebiegł parę kilometrów, aby nie wypaść z formy, bo Kacper już kilkakrotnie udowodnił, że jest od niego lepszy, ale to właśnie on był perfekcjonistą. Zdobywał zawsze najwięcej punktów za rzuty i wykonywał perfekcyjne dwutakty, połączone z wysokimi skokami. Nikt mu nie mógł dorównać. Nie miał prawa nawet próbować.
- Wiesz, że Kacper znowu zainteresował się dziewczyną? Widziałem ją. Tylko raz i nawet nie umiem sobie przypomnieć, czy było w niej coś szczególnego, oprócz słabego poczucia rytmu. Starała się i szkoda, że te starania dojrzał tamten. To nie jego liga, ale on mi nie wierzy. – Zaśmiał się nerwowo. – Zresztą, sam wiesz, jak to zawsze wyglądało. – Spojrzał na chwilę na białe frezje i odwrócił wzrok. – Byli tu, prawda? Matka pewnie znowu wyła i wyklinała Boga, że jej ciebie zabrał. A ojciec? Znowu milczał i gapił się w niebo? - Westchnął ciężko. – Zawsze jest tak samo. – Gwałtownie wstał, bo poczuł, że nadużył uwagi. – Bywaj, stary.
Naciągnął kaptur na głowę i udał się w stronę głównej bramy cmentarza.



- Chcesz więcej godzin? – powtórzyła po raz kolejny Magda, kierowniczka sklepu. – Wiesz, że to wiąże się z obcięciem etatów dziewczynom? I wiesz, że nie mogę się na to zgodzić?
- To dla mnie bardzo ważne!
- Uwierz mi, że dla nich też.
- Pracuję tutaj od roku i…
Magda zgromiła ją wzrokiem.
- Powołujesz się na swój długi staż w tej pracy? I może jeszcze zaczniesz robić mi wyrzuty, że to Paulina została moim zastępcą, a nie ty?
- Nie! Oczywiście, że…
- To o co chodzi?! – uniosła się. – Miałaś problemy, byłaś chora, no i masz ten swój taniec. Jakim cudem chcesz pracować znowu cały etat?
- Nie mam innego wyjścia.
- A ja ci mówię, że to niemożliwe, bo nie podołasz.
Patrycja zacisnęła usta w wąską linię, przypominając sobie słowa matki. „Bez niego sobie nie poradzisz. Nie jesteś stworzona do radzenia sobie z czymkolwiek” – mówiła. I pewnie dlatego, jeszcze się nie dowiedziała o rozstaniu z Marcinem.
- Nie rzucaj mi wyzwania, bo wiesz, że je podejmę.
Magda położyła dłonie na ramionach brunetki, uśmiechając się do niej ciepło.
- Każdemu jest ciężko, a ja nie odbiorę dziewczynom godzin w połowie miesiąca. Nawet nie wiem, czy mogę ci zagwarantować pełną ilość godzin w przyszłym. Bardzo mi przykro.
- Magda, posłuchaj…
- Musisz sobie poradzić w inny sposób – przerwała jej, wkładając teczkę do torebki. – Nie wracaj już do tego tematu. Do zobaczenia jutro!
Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Patka poczuła, że wszystko się rozsypało. Znowu.
Rozejrzała się po magazynie i kiedy do jej uszu dotarł głos Pauliny, momentalnie spięła wszystkie mięśnie swojego ciała.
- Co ty tutaj robisz? – zapytała.
- Czemu zostawiłaś sklep?
- Myślałam, że na nim jesteś.
Patrycja pokręciła głową, a potem wyszła z magazynu. Zacisnęła mocno zęby, kiedy zobaczyła wysokiego chłopaka, który otwierał praktycznie każdą torebkę, próbując wepchnąć do niej głowę.
- Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?
Chłopak wyprostował się, a potem spojrzał na nią swoimi niebieskimi oczami, a ona odpadła. Zamrugała kilka razy powiekami, nagle zdając sobie sprawę, że nie ma bladego pojęcia, jak wygląda jej twarz czy włosy. Od momentu wyjścia z domu, ani razu nie spojrzała w lustro, nawet w swoje odbicie w szybie, podczas jazdy tramwajem. Splotła dłonie na plecach, nerwowo bawiąc się palcami.
- Może zabrzmi to dość dziwnie, ale szukam torebki.
Zaśmiała się nerwowo, co chwilę uciekając wzrokiem w bok, bo chłopak nie spuszczał z niej wzroku.
- Chce Pan ją komuś sprezentować? – zapytała ze ściśniętym gardłem, bo nie wiadomo skąd, w jej głowie pojawiła się myśl, że pewnie ma dziewczynę i to ma być prezent właśnie dla niej.
- Znielubionej ciotce.
- Nie może być taka zła.
- Nie znasz jej. – Odchrząknął. – Znaczy się, Pani jej nie zna – poprawił się.
Patrycja uśmiechnęła się, chociaż poczuła się skrępowana.
- Jaka ma być ta torebka?
- Pojemna. Najlepiej, gdyby moja ciotka zmieściła się w niej, abym mógł wysłać ją na drugi koniec świata.
- Nie mamy toreb takiego formatu.
- Ma metr pięćdziesiąt, więc jeśli odpowiednio się ją złoży to raczej można byłoby ją upchnąć – powiedział, energicznie gestykulując dłońmi.
Brunetka przeczesała dłonią włosy, odgarniając je do tyłu. Zamarła w bezruchu, kiedy zauważyła, jak chłopak śledzi wzrokiem ruch jej dłoni. Podeszła do pierwszej lepszej półki i ściągnęła z niej przypadkową torebkę,
- A ta?
- Zbyt ładna. – Sięgnął ręką do metki i uśmiechnął się krzywo. – A już na pewno, za droga. – Spojrzał na Patrycję. – Nie jestem jakimś potworem.
- Wcale! – zaprzeczyła, nie potrafiąc oderwać wzroku od tych hipnotyzujących oczu. – Nie powinnam tego mówić, ale worek na ziemniaki mógłby okazać się strzałem w dziesiątkę.
Wybuchł śmiechem i nagle zmieszał się. Otworzył usta, ale szybko je zamknął.
- Mogę wiedzieć, jak masz na imię?
Zaskoczona, roześmiała się nerwowo.
- Patrycja.
- Jesteś…
- Patka! – wydarła się Paulina zza lady. – Gdzie położyłaś pudełko z klipsami?
Brunetka otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- Najmocniej przepraszam!
Chłopak machnął niedbale dłonią.
- Nic się nie stało i tak nie znalazłem tu niczego godnego uwagi… Oprócz ciebie. – Puścił jej oczko. – Dziękuję za pomoc i życzę miłego dnia.
- Ze wzajemnością.
Posłał jej ostatni uśmiech, a potem wyszedł ze sklepu. Westchnęła cicho, odwracając się i idąc w stronę lady, gdzie Paulina siała spustoszenie.
- Są na samym dole, za pudełkiem z breloczkami – odpowiedziała na wcześniejsze pytanie.
Ruda czupryna gwałtownie pojawiła się przed nią, więc odskoczyła do tyłu.
- Flirtowanie z klientami w pracy? – zapytała słodko Paula. – Widzę, że wracasz do żywych. Gratuluję!
Patka uniosła jedną brew do góry.
- O co ci chodzi?
- Wreszcie miałaś rumieńce na policzkach.
- Nieprawda – skłamała brunetka, unikając świdrującego wzroku Pauliny.
- Jeszcze tu wróci, ale następnym razem sprzedaj mu coś, zanim dasz mu swój numer.
Nie zdążyła się nawet oburzyć, bo ruda znowu zanurkowała pod ladę.



Patrycja spędziła samotny wieczór na balkonie, opierając się dłońmi o barierkę. Przyglądała się prawie śpiącemu miastu, próbując nie myśleć o niewielkiej sumie pieniędzy, jaka została na jej koncie bankowym.
Musiała trzeźwo pomyśleć o tym, co zrobi dalej. Jedyną opcją była rozmowa z matką. Nie musiała od razu mówić o rozstaniu. Mogła pożyczyć trochę pieniędzy pod pretekstem kupna drogiego prezentu dla Marcina. Byłoby to okropnym kłamstwem, ale nie miała innego pomysłu.
I jeszcze była Ola, młodsza siostra, zapatrzona w Marcina – równie bardzo, jak jej matka.
Nabrała powietrza do płuc, postanawiając, że zastanowi się nad tym jutro.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2843 słów i 15791 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Supcio :)