Kiedyś będziesz mój - Rozdział 20

W niedzielę wieczorem, Monikę dopadły wyrzuty sumienia wielkości góry lodowej. Siedziała na swoim łóżku i gryzła paznokcie, gapiąc się na komórkę pustym wzrokiem. Obiecała sobie, że spełni obietnicę daną Arielowi, ale co w przypadku, kiedy to on pierwszy się odezwie? Koperta wystarczająco długo migała na ekranie, a malutka jedynka obok niej budziła niepokój.  
Westchnęła ciężko, odgarniając włosy z twarzy, a potem rozglądając się po pokoju. Wszędzie szukała odpowiedzi, ale im dłużej zwlekała tym gorzej się czuła.
- Raz kozie śmierć – mruknęła i otworzyła wiadomość.
„Jutro masz być o 10 w teatrze. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, ale masz tam być, rozumiesz? I nie waż się odpowiadać na tego smsa.”
Przygryzła wargę prawie do bólu i szybko wystukała: „Co tam jutro jest?”.
Czekanie było torturą, bo przecież miała milczeć.
„Ja pierdolę. Ogłoszenie wyników. Patrycja miała dogrywkę.”
Chciała rzucić telefonem, bo przecież nie mogła pojawić się tam w tym samym momencie co Ariel. Wiedziała, czym się skończy ich spotkanie. I nie, to nie byłaby żadna zwykła kłótnia, ale prawdziwa walka na mocne słowa!  
- Cholera – syknęła, gwałtownie wstając.  
Przytknęła nadgarstki do czoła, wciągając ostro powietrze do płuc. Próbowała wymyślić jakiś plan, który pomógłby jej wykręcić się z tego przedstawienia. Nie miała ochoty oglądać Ariela wlepiające te swoje maślane oczka w Patkę. Prędzej, dałaby się pokroić!
Wszystko byłoby lepsze niż bycie intruzem w tej ich przyjaźni. Dogadywali się lepiej. Od zawsze.
Gdzieś w kącie jej głowy przyczaiła się myśl, że to może zwykła zazdrość i powinna ją zignorować, zamiast dodatkowo karmić, podsycając swój gniew. Szybko jednak zdusiła w sobie to durne poczucie winy.  
Nie będzie tańczyła tak, jak on jej zagra. O nie!
Wzięła komórkę do rąk i przeleciała listę kontaktów, chcąc znaleźć numer do Patrycji. Celowo nie weszła w wiadomości, żeby zbytnio się nie rozkleić, bo pewnie wymieniły się tysiącami miłych i śmiesznych smsów. Telefon prawie wypadł blondynce z rąk, kiedy jej wzrok padł na jeden z kontaktów.
Przystojniak Artur.
- Co? – wydusiła z siebie, a potem przejrzała całą listę jeszcze raz. Kontakt nie znikł, ale kłuł coraz bardziej w oczy. Zacisnęła mocno zęby, a potem wybrała numer i zadzwoniła, bo jakim prawem tknął jej telefon i po co wpisał swój numer? O ile, w ogóle jest…
- Tak?
… prawdziwy.
Usłyszała głos bruneta i ją zatkało. Poruszała ustami, ale nie potrafiła się odezwać.  
- Monika?
Czekał? O Boże! On naprawdę czekał na ten cholerny telefon!  
- Upadłeś na głowę?! – zapytała wzburzona. – Nie powinieneś dotykać nieswoich rzeczy!
- Oho, wściekłaś się.
- No raczej!
- A nie pomyślałaś, że to ja powinienem się wściec?  
- Niby z jakiej racji?  
- Uciekłaś.
- Poszłam do domu.
- To wciąż jakiś tam rodzaj ucieczki.
- Ale to i tak niczego nie zmienia – powiedziała surowo.
- Nie pozwolę żadnej dziewczynie się rzucić.  
- Porąbało cię?
- Nie, mówię poważnie. Nie jestem pierwszym lepszym, abyś mogła mnie wykorzystać i porzucić.
- Bo to twoja działka, tak? – zadrwiła.
- Dokładnie! Widzisz, jak dobrze się rozumiemy?
- Nie bardzo – odburknęła.
- Przesadzasz…
Westchnęła ciężko, przymykając oczy. Miała ochotę go udusić, pozbawić głowy, zabić, ale z drugiej strony, był taki pewny siebie, że…
Szybko otworzyła oczy, przywołując się do porządku. Wolną dłonią dotknęła swojego policzka, który był rozgrzany. Jakim cudem ten gość potrafił rozgrzać ją przez telefon?!
- Wiesz, co? Jesteś strasznym idiotą.
- Już mi to chyba powiedziałaś.
- Pewnie tak, ale jakoś nieszczególnie się tym przejmujesz.
- Oczywiście, że się przejmuję! Codziennie wieczorem, zanim pójdę spać, zawsze analizuje cały swój dzień i zastanawiam się, czy robiłem wystarczająco dużo idiotycznych rzeczy, aby można mnie było mianować idiotą.
- Jasne – prychnęła. – W każdym razie, w moim przypadku, nic nie ugrasz. To była tylko jedna noc. Nic dla mnie nie znaczyła.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
- Wiesz, że to moja rola?
- Wypowiedziałam ją pierwsza, więc masz pecha – odpowiedziała przesłodzonym tonem. – Powodzenia w innych podbojach!
- Czekaj!
- Po co?
- Pasujemy do siebie.
Z wrażenia, musiała usiąść.
- Słucham? – zapiszczała. – Nie rozumiesz słowa: „nie”?
- Oczywiście, że rozumiem, ale nie akceptuję. – Westchnął. – Już ci wczoraj powiedziałem, że znam siebie.
- I co z tego?
- Wiem, że się zgodzisz.
- Na co?
- Na kolejne spotkanie.
Pokręciła głową, zaczynając się śmiać.
- Dlaczego?
- Bo ja wiem… Może chcesz się na kimś odegrać? Popsuć komuś samopoczucie? Albo, tak zwyczajnie, lepiej dzielić łóżko z kimś niż samemu?
- Swoje łóżko już dzieliłeś chyba z połową miasta – odpowiedziała drwiąco.
- Niekoniecznie.
- Czemu?
- Byłaś tam pierwsza.
Kolejny raz parsknęła śmiechem, nawet głośniejszym niż wcześniej.
Co za brednie! Przecież musiałaby być ostatnią idiotką, aby uwierzyć w coś tak nieprawdziwego. Prawdziwy donżuan, który nigdy żadnej nie przeleciał w swoim łóżku?! Litości!
- Wiesz co? Jeśli myślisz, że jestem jakąś laleczką, która będzie na każde twoje zawołanie to…
- Kiedy masz czas? – wpadł jej w słowo.
- …się przeliczyłeś!
- Powtórzę. Kiedy masz czas?
- Czy ty mnie słuchasz?
- Mogę zadać ci równie durne pytanie, Monika. Nie mam tyle czasu, aby bawić się z tobą w kotka i myszkę, a tym bardziej przez telefon. – Wydawał się poirytowany, albo tylko się jej zdawało? – Byłaś całkiem odważna zeszłej nocy, więc co się zmieniło?
Nabrała wody w usta, mając ochotę go zwyzywać, ale ostatecznie, postanowiła odpuścić.
- To nie zadziała.
- Co?
- My.
Usłyszała śmiech.
- Nie bawię się w takie rzeczy. Myślałem, że dałem ci to jasno do zrozumienia.
- To po co chcesz się spotkać?
- Było miło. Wystarczy?
Przymknęła powieki, wolną dłonią rozmasowując czoło.  
- Jesteś niepoważny.
- Nie angażuję się w związki.
- No nie mów – zakpiła. – Czego ode mnie chcesz?
- Kilku spotkań, miłego towarzystwa i nic więcej – odpowiedział niby od niechcenia. – Nie wymagam zbyt wiele, a wydaje mi się, że teraz potrzebujesz kogoś takiego jak ja.
- Czemu?
- Przyjaźń jest ważna.
Zmrużyła oczy.
- Do czego pijesz?
- Widzisz, nie możesz stracić przyjaciółki z powodu jednego frajera.  
- Co ty…
- Powinnaś się odciąć od niego i żyć dalej.  
Westchnęła ciężko, opierając się plecami o ścianę.
- Kiedy chcesz się spotkać? – zapytała zrezygnowana.  



Patrycja próbowała się dodzwonić do przyjaciółki. Czekała cały dzień, aby to zrobić, ale ostatecznie zdecydowała się zadzwonić dopiero wieczorem, licząc, że zastanie ją w domu i będzie mogła przyjechać, wypić z nią wino i szczerze porozmawiać. Nie podobało się jej zachowanie blondynki, bo doskonale wiedziała, jak ważny jest dla niej taniec.  
I dlaczego Ariel jej szukał? Czyżby chciał z nią o tym porozmawiać?
Westchnęła, opierając się biodrem o blat kuchenny.  
Znowu pewnie się pokłócili, robiąc z igły widły. Rozumiała przyjaciela, który dbał o nią, ale dlaczego zawsze całą winą obarczał biedną Monikę? Po śmierci ojca nie było jej łatwo i wcześniej również. Alkoholizm sprawił, że życie blondynki nie było usłane różami, a wręcz przeciwnie, musiała sobie radzić z wieloma przeciwnościami losu: ukrywać pijaństwo taty, zacierać ślady po jego rozróbach, okłamywać sąsiadów i bliską rodzinę, dbać o matkę, która faszerowała się lekami uspokajającymi i czasami traciła kontakt z rzeczywistością, uczyć się nocami na egzaminy.  
Zanim wszystko się rozwiązało, Patrycja rozumiała przyjaciółkę i jej podrywanie przypadkowych facetów. W taki sposób radziła sobie ze swoim nieuporządkowanym życiem, ale czy nie widziała, że to była ślepa uliczka? Potrzebowała opieki, miłości i poczucia bezpieczeństwa, a tego nie mógł jej dać ktoś, z kim spędziła raptem parę godzin i to jeszcze na seksie!
Numer Moniki był cały czas zajęty, a brunetka zaczęła się zastanawiać, kto pochłania cały jej czas. Blondynka nic nie wspominała o nowym obiekcie uczuć, a wręcz przeciwnie, siedziała cicho i ciągle nie miała czasu.  
Patka poszła do pokoju i usiadła na kanapie. Podciągnęła kolana pod brodę i postanowiła zadzwonić do kogoś innego. Kacprowi należały się przeprosiny za jej brak dobrego samopoczucia i zmęczenie spowodowane stresem związanym z dogrywką.
- Tak? – zapytał ochryple.
- Obudziłam cię?
- Zdrzemnąłem się, bo pogoda jakaś taka nieciekawa, ale nic się nie stało.  
- Na pewno?
- Jasne, że tak. Coś się stało?
Zacisnęła mocno usta, zastanawiając się co ma mu odpowiedzieć. Nie zamierzała mu się narzucać i dawać niepotrzebnych nadziei.
- Chciałam cię tylko przeprosić.
- Ale za co? – zapytał, chyba szczerze zdziwiony. – Nie przypominam sobie, abyś mnie czymkolwiek uraziła.
- Miło, że tak sądzisz, ale nie nadawałam się wczoraj do towarzystwa.
- Chcesz o tym pogadać?
Pytanie zawisło w powietrzu, a brunetka nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Z jednej strony, nie było żadnych przeciwskazań, aby ponownie się z nim spotkała, ale z drugiej… czy potrzebowała dodatkowych zawirowań?
- A masz czas?
- Jasne. Tylko powiedz kiedy i gdzie.  
- A dziś? Jak wiesz, wyniki będą dopiero jutro i trochę się stresuję. Tak sobie myślę, że przydałaby mi się mała odskocznia.
- Jak już wiesz, przespałem większość dnia, więc wypadałoby zrobić coś konstruktywnego, co nie? – zapytał ze śmiechem. – Gdzie się zobaczymy?
- Może przy rynku?
- Dobra. A za ile?
- Za godzinkę?
- Okej. Do zobaczenia!
- Cześć!
Odłożyła komórkę na stolik i uśmiechnęła się do siebie. Spontaniczne spotkanie powinno spełnić jej oczekiwania. I chociaż nie podobał się jej sposób mówienia Kacpra o swoim przyjacielu, bo przyjaźń to świętość, to przecież nie mogła go skreślić tak po prostu. Chciała go bliżej poznać i dopiero potem ocenić.  
Każdemu należała się kolejna szansa.  
Szybko skoczyła na równe nogi i pobiegła do łazienki, aby się pomalować. Postanowiła ładnie wyglądać, bo to wspólne wyjście już było zaliczone jako randka.  



Trzy puste butelki piwa stały na stoliku, a Marcin gapił się na nie pustym wzrokiem. Najchętniej, opróżniłby trzy razy więcej butelek, ale nie pozwalała mu na to tylko myśl, że następnego dnia z samego rana musi iść do pracy. Nie miał zamiaru pracować, jednocześnie męcząc się z kacem. Najsilniejsza tęsknota nie była zdolna go do tego zmusić.  
Siedział na kanapie od dobrych dwóch godzin i pił, gapiąc się w sufit. Nie miał ochoty na oglądanie telewizji ani buszowanie po Internecie. Miał dość wszystkiego. Chciał w jakiś sposób odpocząć, ale jedyne na co się zdobył to wyciągnięcie pudełka z pamiątkami ze związku z Patrycją.
Pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana i spojrzał na wieko, którego bał się podnieść. Nie lubił wracać do przeszłości, a ostatnio często to mu się zdarzało.  
Coraz częściej i mocniej tęsknił.  
Były chwile, kiedy jego palce zamierały nad klawiaturą, a myśli uciekały w stronę pięknej brunetki. Nie bronił się przed wspomnieniami, ale coraz chętniej się z nimi zaprzyjaźniał, a im dłużej to robił, tym więcej szczegółów dostrzegał.
Patrycja zawsze wtulała się w niego podczas snu, nawet po ostrej kłótni. Szukała go rękami po całym łóżku, a kiedy wreszcie jej palce uczepiły się jego ramion, wzdychała cicho, obejmując go mocno w pasie. Zawsze był obok, więc zawsze następnego dnia budziła się weselsza i szczęśliwsza.  
Spróbował sobie wyobrazić, jak spała w łóżku sama, ale kiedy tylko pomyślał o jej drobnym ciele zwiniętym w kłębek, coś uciskało go w okolicach żeber. Pewnie długo płakała i biła się z myślami, zasypiając nad ranem. Jej dłonie szukały go całą noc, a ona tuliła się do niczyjej poduszki, pozostawionej samotnie po drugiej stronie łóżka.  
W oczach pojawiły mu się łzy, bo naprawdę nie chciał jej zostawiać, do cholery. Pragnął tylko czegoś innego… Dlaczego mu nie zaproponowała, że z nim pojedzie? Dlaczego sam jej tego nie zaproponował? Dlaczego nawet nie liczył, że wybierze go zamiast przyjaciół, grupy i tańca?
Podniósł wieko i zajrzał do pudełka.  
Kilka wspólnych zdjęć, a na jednym z nich jego własna dedykacja z jej ulubionej piosenki.  
Kochałem Cię przez tysiąc lat. Będę Cię kochać przez następny tysiąc.*
Zacisnął mocniej palce na zdjęcie, czując ogromny ciężar na sercu.  
Przed oczami miał Patrycję, obracającą się w kółko za każdym razem, gdy tylko słyszała tą piosenkę. Cicho podśpiewywała sobie pod nosem, cały czas uśmiechając się z rozmarzeniem. Zapominała o całym świecie, żyjąc w swoim własnym. A kiedy, tak niechcąco przeszkadzał jej w tym małym przedstawieniu, uwieszała mu się na szyi i powtarzała setki razy: „Kocham cię, wiesz? A jak weźmiemy ślub… to będzie nasza piosenka!”.  
Wrzucił zdjęcie z powrotem do pudełka i zamknął wieko, zaciskając mocno zęby ze złości.  
Wszystko spieprzył, a to tylko dlatego, że zachciało mu się pieprzonej wolności!  
A co u niej? Co z nią? Poznała kogoś? Jest szczęśliwa? Ariel o nią dba?
I może na samym początku usprawiedliwiał samego siebie, ale tym razem nie miał zamiaru. Nawet nie silił się na kolejne kłamstwa.  
Brakowało mu jej. Kochał ją. Tęsknił za nią.



Niedzielny wieczór był dość chłodny, chociaż nikt nie powinien się temu dziwić. Grudzień nie należał do zbyt ciepłych miesięcy.  
Patrycja, otulona ciepłym szalikiem i kurtką, szła obok Kacpra, który nic sobie nie robił z ujemnej temperatury. Przyszedł już na spotkanie w odpiętym płaszczu, mając pod spodem tylko sweter.  
- Naprawdę nie jest ci zimno? – zapytał po raz setny brunetka, nie potrafiąc oderwać wzroku od beżowego materiału, który opinał klatkę piersiową Kacpra. – Będziesz chory i oczywiście, będzie to moja wina – rzuciła urażona.
- Nie jest tak zimno, jak ci się zdaje – odpowiedział ze śmiechem, targając sobie włosy.
- Stylizujesz się?
- A co?
Spojrzał na nią, a ona niechętnie odwróciła wzrok. Wyglądał świetnie. Czarny płaszcz i beżowy sweter, a na dodatek te włosy, które sobie specjalnie potargał. Przygryzła wargę, czując, że temperatura otoczenia wzrosła nieco do góry.
- Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że jesteś przystojnym facetem – powiedziała wymijająco.
- Hmm, facetem mówisz?  
- Coś ci się nie podoba w tym stwierdzeniu?
Nachylił się w jej stronę z szerokim uśmiechem.
- A nie wyglądam na mężczyznę?
- Brakuje ci brytyjskiego akcentu.
- Co? – wydusił z siebie. – Tylko takich mężczyzn uznajesz?
Odpowiedziała mu śmiechem.
- Oczywiście, że nie, ale…
- To tak, jakbym nazwał kobietę babą – wpadł jej w słowo. – I co, podoba się?
Znowu się uśmiechnął i znowu dziękowała zimie za różowe policzki, bo inaczej, z pewnością musiałaby się tłumaczyć.
- Jesteś niesprawiedliwy. Stwierdzenie „przystojny facet” to ogrom pozytywów, więc raczej powinieneś obróść w piórka, a nie, czepiać się szczegółów.  
- To zależy.
- Od czego?
- Czy ty tak uważasz?
Spuściła głowę, starając się kontrolować oddech.
- Nie zawstydzaj mnie.
Złapał ją za rękę, przystając w miejscu. Bardzo wolno podniosła na niego wzrok, przygryzając wargę. Widziała, jak jego oczy zatrzymują się na jej ustach i musiałaby być kompletną idiotką, aby nie wiedzieć, że chce ją pocałować od ich ostatniego spotkania. I jeszcze sama go prowokowała, chociaż zdawała sobie sprawę, że może mu się podobać, a nawet, że tak właśnie jest.
- Jesteś bardzo ładna – powiedział ochryple, prawie tracąc głos.
Uśmiechnęła się niepewnie, przenosząc wzrok na ich złączone dłonie.
- Jestem w rozsypce, wiesz?  
Zmniejszył odległość między ich ciałami i spojrzał jej głęboko w oczy, aż poczuła nerwy skręcające jej żołądek.  
- Każdy jest, bo nie wszystko w naszym życiu idzie po naszej myśli, ale to normalne. Nie ma czym się przejmować.
- Nie rozumiesz – szepnęła, kiedy ujął jej twarz w dłonie. – To jest o wiele bardziej skomplikowane niż sądzisz. - Znowu patrzył na jej usta, a ona wcale nie chciała go odpychać, bo nie pragnęła go odrzucić, ale dać sobie potrzebny czas. - I to też nie jest dobry pomysł – dodała, widząc co się święci. - Przynajmniej nie dziś.
Nie posłuchał jej i chyba w ogóle nie wiedział, co powiedziała chwilę temu, przynajmniej takie miała wrażenie, kiedy niebezpiecznie nachylał się nad nią, całkowicie pozbywając się dystansu dzielącego ich twarze. W ostatniej chwili, obróciła głowę, czując jego przyspieszony i ciepły oddech na swoim policzku. Nawet mogła poczuć jego zapach, który zawrócił jej w głowie, ale nie sprawił, że zmieniła decyzję.  
- Dlaczego? – jęknął.
- Kacper, proszę.
- Nie zasługuję na jednego głupiego buziaka? – zapytał dziwnym tonem głosu, jakby był zły.  
Dotknęła palcami jego dłoni i powoli oderwała je od swojej twarzy. Bardzo niepewnie spojrzała mu w oczy, czując się trochę winna.
- Nie chodzi oto, że nie zasługujesz, ale… - Uciekła wzrokiem w bok, nie potrafiąc znieść wyrazu tych niebieskich tęczówek. Przeszywały ją na wskroś i nie pozwalały zebrać myśli. – Po prostu, mój ostatni dość długi związek, zakończył się niepowodzeniem i minęło zbyt mało czasu, abym mogła…
- Jasne. Spoko. Rozumiem.  
Brzmiał jak małe obrażone dziecko, a to wrażenie spotęgował fakt, że puścił jej dłonie i ruszył do przodu, nawet się za nią nie oglądając.
- Kacper – jęknęła z żalem, podchodząc do niego. Starała się wyrównać z nim krok, ale szedł szybko i chyba naprawdę był zły. – Chcę być fair wobec ciebie.  
- Nie zapytałaś mnie o zdanie.  
- A po co? To moja decyzja, czy się z kimś zwiążę czy nie.  
- Zmieńmy lepiej temat, nim ten wieczór wpadnie do worka z najgorszymi randkami – wysilił się na żartobliwy ton.  
- Przepraszam, ja tylko...
- Dobra, dość – uciął. – Lepiej mi powiedz, co się stało, że miałaś wczoraj taki paskudny humor.  
Westchnęła ciężko i włożyła dłonie do kieszeni kurtki, przenosząc wzrok na kostki brukowe.
- Od rozstania przestałam czerpać przyjemność z tańczenia. Wpadłam w taką małą depresję i nikt nie potrafił mi pomóc z tego wyjść. Przyjaciele naprawdę starali się jak mogli, ale koniec końców, pomogła mi zupełnie obca osoba, za co jestem naprawdę wdzięczna. Sęk w tym, że moja przerwa trwała wystarczająco długo, abym nie czuła się zbyt pewnie na scenie.
- Nie wyglądałaś na przerażoną.
- No nie, ale miałam tak ściśnięty żołądek, że byłam pewna, że nie dotrwam do końca.  
- Dogrywka poszła ci bardzo dobrze.
Nabrała powietrza do płuc.
- Widziałeś Ewelinę. Ona nie czuła strachu, tylko pojawiła się na scenie i zatańczyła. Tak po prostu, bez zbędnego i bezsensownego stresu.  
- A skąd to możesz wiedzieć?
Wzruszyła niedbale ramionami.
- Sprawia wrażenie bardzo pewnej siebie, więc już nawet wiem, jaki będzie ostateczny wynik tego przedstawienia– powiedziała żałośnie.
Zanim zdążyła zareagować, Kacper złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, obejmując ciasno ramieniem. Ostrożnie westchnęła, czując gorąc na policzkach.
- Byłaś niesamowita – powiedział z uśmiechem, pocierając jej ramię dłonią. – Najlepsza.
Pokręciła głową, czując łzy w kącikach oczu. Miała pretensje do samej siebie, że nie poprowadziła życia w inną stronę. Gdyby nie załamała się, tylko ruszyła ostro do przodu, pewnie miałaby główną rolę i wszystko byłoby po staremu.
- Dzięki.
- Mówię samą prawdę - zapewnił.
- Jasne! Już mnie tak nie zapewniaj, bo jeszcze uwierzę, że tak świetnie kłamiesz!
Wybuchli śmiechem, a Patka zrobiła nieoczekiwanie coś bardzo niepodobnego do niej samej, bo objęła go niepewnie ręką w pasie, wtulając się w jego klatkę piersiową. Napiął chyba wszystkie mięśnie, co jeszcze bardziej się jej spodobało.  
- Teraz to mi już na pewno nie jest zimno – zażartował.
Dźgnęła go palcem w żebra, na co cicho się zaśmiał.
- Mówiłam, żebyś się zapiął – rzuciła uszczypliwie.  
- Sama miałaś różowe policzki z zimna, a teraz… to już sam nie wiem, co lub kto jest winien, że są takie… - Ponownie go dźgnęła, na co obrócił się do niej przodem i spojrzał jej prosto w oczy. - …gorące – dokończył szeptem, znowu dotykając dłońmi jej policzków.  
Wiedziała, że tym razem nie będzie w stanie się wycofać.  
Stali na rynku, tuż przy jednej z latarni. Mroźne powietrze boleśnie atakowało skórę, ale na szczęście, wiatr nie targał włosów. Skupiła wzrok na niebieskich tęczówkach i poczuła, jak w środku robi się jej gorąco. Niespodziewanie uniósł kącik ust do góry, a potem pocałował ją krótko w nos, a po chwili – w usta. Zaskoczona, całkowicie poddała się temu dziwnemu uczuciu, które ją ogarnęło, gdy ich usta się złączyły.  
Uczepiła się jego rąk, pozwalając mu całkowicie przejąć kontrolę. Jego lodowate wargi smakowały jak miętowa guma do żucia i nie mogła skłamać, że to nie było to czego chciała.
Oderwała się od niego pierwsza, niepewnie otwierając oczy i spoglądając w jego powiększone źrenice. Już się nachylał, pewnie po więcej, ale zrobiła krok do tyłu i złapała go za rękę.
- Chodźmy już, bo robi się naprawdę zimno.
Uśmiechnął się rozbrajająco, targając sobie włosy, a potem pozwolił się prowadzić. Z jego ust nie schodził ten powalający uśmiech.  
- Zawsze możemy to powtórzyć. Tak na rozgrzanie.
Pokręciła głową, unikając jego wzroku.
- Nie dziś.
- To samo mówiłaś pół godziny temu.
- Kobieta zmienną jest.
- Takie zmiany to ja lubię – powiedział, łapiąc na chwilę jej spojrzenie i uśmiechając się ciepło.
Rozbawiona, uśmiechnęła się pod nosem i przyspieszyła kroku.  



Ariel stał pod teatrem już o dziewiątej rano, bo nie mógł doczekać się tych głupich wyników. Bardzo zależało mu, aby Patryszja wreszcie dostała zasłużoną szansę, bo naprawdę się starała. Poświęciła tańcu kilka lat, więc nadeszła właściwa pora, aby zabłysła, nie tylko przed kolegami i koleżankami, ale również przed większą publicznością.  
Tak, jak kiedyś.  
Gdyby palił, pewnie teraz wyciągnąłby papierosa i go zapalił, a potem mocno się zaciągnął. Wystarczająco mocno się stresował i to nawet nie życiem Patryszji, ale również Moniki, która postanowiła zrobić z niego pajaca.  
Dwoił się i troił, i co dostał w zamian?
Kubeł lodowatej wody na głowę.  
A czego się spodziewał? Że pewnego dnia zauważy go? Zobaczy, że był zawsze na wyciągnięcie ręki? Przecież to idiotyczne!
- Cześć!
Odwrócił się i zobaczył Ewelinę, która machała do niego z dość dużej odległości. Na twarzy miała szeroki uśmiech i chyba niczym się nie przejmowała, skoro w taką parszywą pogodę miała dobry nastrój.  
- Cześć – mruknął, wciskając mocniej dłonie do kieszeni kurtki.
- Czekasz na Patrycję? – zapytała blondynka, poprawiając swoje długie włosy.
- Yhym.
- Martwisz się?
- Tak jakby – odpowiedział krótko, nie chcąc wdawać się z nią w jakiekolwiek rozmowy.  
- O nią, prawda?
Ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Jest moją przyjaciółką, więc to chyba normalne, prawda?
- Każda dałaby się pokroić za takiego przyjaciela – powiedziała z dziwnym uśmiechem. – Swoją drogą, co to za koleś, z którym się umawia?
Ariel otworzył szerzej oczy.
- Co?
- Widziałam ją z takim… oszołomem, że tak powiem. – Nie zareagował, więc wywróciła oczami i dodała: - To taki typ, który próbuje poderwać dziewczyny z wysokiej półki. Coś jak ja czy Patrycja.
- Lubisz ją.
- A czemu miałaby jej nie lubić? – zapytała rozbawiona. – Dziewczyna tylko niepotrzebnie się stresowała tą dogrywką, bo nikt jej nie wyeliminuje. Głupotą byłoby wystawiać spektakl, w którym nie ma jednej z najlepszych, prawda?
Zmrużył oczy już niczego nie rozumiejąc.
- Dzisiaj ogłoszą, że obie mamy przygotować jeden układ, w którym damy im jasno do zrozumienia, że jesteśmy w stanie się zgrać.
- Skąd to wiesz? – mruknął podejrzliwie, uważnie się jej przyglądając.  
- Sama podsunęłam im ten pomysł.
- Co?!
- Nie bądź taki zaskoczony. – Roześmiała się, a potem odrzuciła włosy na plecy. – Mam już dość nudnych przedstawień, na których poruszamy się jak roboty! Ugh!
- Czyli… to wszystko… na pokaz, tak?
- Coś takiego, o ile mój plan wypali, bo może się też tak zdarzyć, że nasze umiejętności taneczne za bardzo różnią się od siebie.
Ariel rozejrzał się wokół i wtedy ją zobaczył. Stała niedaleko nich, oczywiście, zła jak osa. Cała Monika. Zmierzył ją obojętnym spojrzeniem, a potem wrócił do rozmowy z Eweliną.
- Dużo ryzykują.
- Wydaje ci się. – Machnęła niedbale dłonią, również zerkając w stronę Moniki. – Hmm i jest też nasza kochana Moniczka – zadrwiła.  
Zmarszczył brwi, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Nie lubicie się?
Ewelina skrzywiła się, odwracając wzrok.
- Powiedzmy, że sprzątnęła mi faceta sprzed nosa w takim swoim ulubionym stylu. Zresztą, znasz ją. Wiesz, jaka jest.
Nie mógł się z tym nie zgodzić. Tamtej nocy dała mu odpowiedź na wszystkie nurtujące go pytania. Raz na zawsze pokazała mu, że nie powinien o niej myśleć i znaleźć sobie kogoś innego, kto byłby go bardziej godzien.
- Masz rację – przyznał. – Pewni ludzie się nie zmieniają. Nigdy.



Patrzyła na tą dwójkę z miną zabójcy.
Czy Ariel naprawdę nie widział, jak ona się do niego uśmiecha? Czy naprawdę był taki ślepy? Z trzydzieści razy bawiła się swoimi włosami i gapiła się na niego spod rzęs, co chwilę posyłając mu flirciarskie uśmiechy.
Co za dureń.
Przygryzła wargę do bólu, aby się nie rozpłakać.  
Nie mogła w żaden sposób zareagować na te umizgi, bo nie rozmawiali. Była dla niego powietrzem, którym nie zamierzał nigdy oddychać. Bolało to ją, ale na własne życzenie, doprowadziła do tego.
Czyjeś ramiona ją objęły, więc zerknęła przez ramię i zobaczyła uśmiechniętą Patkę, która dusiła ją, nic sobie nie robiąc z jej bolesnych jęków.
- Udusisz mnie – jęknęła rozbawiona blondynka, próbując się uwolnić.
- Jesteś! Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę!
Obróciła się przodem i przytuliła mocno brunetkę, starając się odgonić niepotrzebne łzy. Nie mogła jej powiedzieć o sprawie z Arielem. Nie wiadomo, jakby zareagowała, a pewnie ten idiota sobie tego nie życzył.  
- Jak samopoczucie? – zapytała przyjaciółkę, kiedy odsunęły się od siebie.
- Od wczoraj mam bóle żołądka, ale wszyscy są zdania, że będzie dobrze.
- I mają rację!
- Patryszja!
Na brunetkę, rzucił się Ariel, a Monika nie mogła zapanować nad grymasem twarzy. Poczuła na sobie czyjeś spojrzenie i popatrzyła w tamtą stronę, wprost na Ewelinę. Mierzyły się spojrzeniami, aż wreszcie ten kontakt wzrokowy przerwała Patrycja.
- Cześć Ewelina.
- Cześć, cześć.  
Uśmiechały się do siebie, więc tylko ona była tutaj nieproszonym gościem.  
Po jaką cholerę, Ariel kazał jej przyjeżdżać?
Przykleiła na twarz sztuczny uśmiech i udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jak zawsze.



Do samej dziesiątej, czas dłużył się niemiłosiernie. Patka była przekonana, że prędzej zemdleje z nerwów i z głodu, bo nie mogła niczego przełknąć. Ewelina rzucała dziwne uśmiechy w kierunku Ariela, a Monika piorunowała ich wzrokiem. I może w innych okolicznościach, próbowałaby zawracać sobie tym głowę, ale nie tym razem.  
W momencie, kiedy zawołano ją do pokoju Ligockiego, poczuła mocniejsze skurcze żołądka. Towarzyszyła jej blondynka, która cały czas się uśmiechała. Przerażało to brunetkę, ale nie mogła nawet wydusić z siebie słowa.
- Siadajcie, dziewczyny – zachęcił je, a kiedy żadna z nich nie zajęła miejsca, uśmiechnął się. – No cóż, nie będę owijał w bawełnę. Nie wydano żadnego konkretnego oświadczenia w waszej sprawie. Będziecie musiały przygotować wspólny układ, żebyśmy mogli się przekonać, że pasujecie do tego spektaklu. – Pod Patką ugięły się kolana. – Nie martwcie się, macie na to tydzień, więc całkiem dużo czasu.
Dużo czasu?!
Tydzień?!
Zerknęła na Ewelinę, ale ta wydawała się niewzruszona.
No tak, co to dla zawodowej baletnicy przygotować skomplikowany układ! Przecież one cały czas tańczą skomplikowane rzeczy!
- Patrycja, wszystko w porządku? – zapytał z troską Ligocki.
- Tak – wychrypiała, czując suchość w gardle.
- W takim razie, do zobaczenia w kolejny poniedziałek, dziewczyny. Nie zawiedźcie nas!
Brunetka pokiwała głową, chociaż nie była pewna, czy da radę. Zgranie się dwóch różnych tancerzy nigdy nie należało do prostych rzeczy. Musieli odnaleźć wspólny rytm, dobrać piosenkę, która odpowiadały obu stronom i na dodatek, nauczyć siebie nawzajem kroków.  
Patka wyszła pierwsza z pokoju i oparła się o ścianę, wzdychając ciężko.
- Okej? – spytała Ewelina.
- Nie widzę tego – odpowiedziała szczerze brunetka, zsuwając się na ziemię.  
- Ale czego? - Blondynka usiadła obok niej, wciąż się uśmiechając. – Przecież damy sobie radę. Jak zawsze.
- Nie możemy im zaserwować byle czego, a przecież tak się różnimy i…
- Uspokój się – powiedziała ze śmiechem Ewelina. – Uda nam się. Mówię ci.
- Skąd to wiesz?
Wzruszyła ramionami, uśmiechając się szerzej.  
- Myślę, że obie możemy siebie pozytywnie zaskoczyć.
- Serio?
- Oczywiście.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 5528 słów i 30484 znaków.

2 komentarze

 
  • Margo1990

    Podoba mi się czekam na kolejną część :)

  • Mimi

    Jestem mile zaskoczona szybkością kolejnego rozdziału i coraz bardziej przekonuję się do Kacpra ale chciałabym zobaczyć jeszcze w akcji Patrycję i Artura ;-)

  • elorence

    Nawet mimo tego, że przespał się z Moniką - jej przyjaciółką? :)

  • Mimi

    @elorence chciał zapomnieć o tym że nie może mieć dziewczyny która mu się podoba poza tym jeszcze nie jest z Patrycją więc jestem w stanie mu to wybaczyć ale nie ogarniam Moniki dlaczego ona tak postępuje skoro już wie że Ariel coś do niej ma i że mu zależy :-)

  • elorence

    Na Monikę przyjdzie jeszcze czas :)