Kiedyś będziesz mój - Rozdział 5

Patrycja już czwarty dzień z rzędu, spędziła wieczór na sali. Udało się jej uniknąć spotkania z Igą, jak i z resztą grupy. Nie była z tego zadowolona, bo mogła sobie tylko wyobrazić wściekłą trenerkę, która już prawie wyrzuciła ją z grupy. Powrót do tańca nie był łatwy, a te wszystkie niedociągnięcia i wypadanie z rytmu… Nie, nie mogła tak się pokazać przed Igą. Czuła, że drzwi sali zostałaby dla niej zamknięte. Już na zawsze!
Wstała z podłogi, poprawiła kucyk, a potem obciągnęła top w dół, wściekając się w myślach na spodnie dresowe, które od godziny spadały jej z bioder. Na nic zdało się ściąganie sznurków i wiązanie ich na setki sposobów. Rozciągnęły się na tyle, aby mogła je ubrać osoba dwa razy grubsza od niej. Przez chwilę, w jej głowie pojawiła się myśl, że mogłaby tańczyć w samej bieliźnie. Zganiła się za durnotę i wzięła głębszy wdech.
Nie mogła się poddać, ani pozwolić, aby jakieś głupie dresy przekreśliły szanse na powrót.
Musiała sprostać wymogom i dać z siebie wszystko.
Otarła dłonią pot z czoła i rozpoczęła kolejną próbę.



Następny dzień zaczął się źle od samego początku. Tramwaj spóźnił się dwadzieścia minut, a Patrycja nie wzięła pod uwagę faktu, że może nie zdążyć pójść do piekarni i kupić sobie czegoś na śniadanie, które chciała zjeść przed pracą. Wściekła, stała na przystanku i zastanawiała się, dlaczego los się na nią uwziął i nie zamierzał odpuścić. W pracy, zanim usłyszała lament kierowniczki, pozwoliła sobie schować głowę między ramionami i udawać, że wcale jej nie ma, chociaż zostało siedem minut do otwarcia sklepu.
- Cześć, Patka! – piskliwy głos Pauliny, przywrócił brunetkę do rzeczywistości. Podniosła leniwie głowę do góry, dłonią odgarniając włosy z twarzy. – Gdzie byłaś, gdy cię nie było?
Standardowe i głupie pytanie, które mogła zadać tylko jedna osoba.
- Tam, gdzie ciebie nie było – odpowiedziała, posyłając jej wymuszony uśmiech.
- Marcin to dupek, ale nie można zamykać się na cały świat, który ma ci tyle do zaoferowania! – Wsparła się pod boki, unosząc podbródek do góry. – Ariel też to wiedział, więc nie rozpacza po mnie, chociaż pewnie tęskni… czasem.
Patrycja nie mogła uwierzyć, że ta dziewczyna wciąż liczyła, że jej najlepszy przyjaciel opłakuje ją od półtora roku.
- Jasne – zadrwiła.
Paulina machnęła niedbale ręką, uśmiechając się dumnie.
- Zawsze wiedziałam, że będziemy świetną parą, ale tylko na chwilę. Nie dane nam było być razem na całą wieczność lub do grobowej deski. – Poprawiła koszulę, rozpinając o jeden guzik za dużo. – Zresztą, jak kto woli.
- Paula – rzuciła ostrzegawczo brunetka, wstając z krzesła. Obciągnęła w dół koszulę, a potem kamizelkę. – Doskonale wiesz, że Ariel już nawet nie pamięta jaki rozmiar stanika nosisz, więc po co drążysz ten temat?
- Co?
- Mały spoiler: nie ty jedna masz cycki i stanik – wyjaśniła Patrycja, mierząc rozmówczynie niezbyt przychylnym spojrzeniem. – Mogłam znosić twoje głupie wywody, ale dzisiaj jestem zmęczona i chcę mieć święty spokój. Załapałaś?
- Boisz się, że ci go znowu odbiorę?
- Że co, proszę? – mruknęła. – Odbierzesz?
- Byłaś zazdrosna, bo spędzał więcej czasu ze mną niż z tobą.
- Zostawiłaś go! – przypomniała Patka, unosząc głos.
- Gdyby kochał, zatrzymałby mnie.
- To nie jest na moje nerwy – zamruczała pod nosem i minęła zdumioną Paulinę. – Idę już na sklep. Otworzę roletę.
- Nie skończyłyśmy…
Patrycja nie usłyszała niczego więcej, bo wychodząc z magazynu, zatrzasnęła za sobą drzwi. Po chwili przeklnęła w myślach, bo klucze zostały na stole. Wzięła kilka głębszych wdechów, zaciskając i rozluźniając dłonie. Wróciła do środka i nie zaszczycając Pauli choćby jednym spojrzeniem, zgarnęła klucze i znowu wyszła.
Paulina nie była straszna, ale kiedy wpadła w ten swój popaprany stan, kiedy uważała wszystkich za gorszych od siebie… Każdy miał ochotę ją udusić. Patka już kilka razy wyobrażała sobie, jak owija pasek torebki wokół jej szyi i powoli dusi. I kiedy wizja stawała się coraz to bardziej realna, upominała samą siebie, bo kto chciałby pójść siedzieć z powodu jednej rudej idiotki? Jakby tego było mało, zastępowała kierowniczkę.
Po otwarciu rolety, podeszła do lustra i poprawiła swoje włosy, które rano starannie prostowała. Koszula była trochę wygnieciona przy kołnierzyku, więc co chwilę zgarniała włosy do przodu, aby niczego nie było widać. Paula lubiła sprzedawać wszystkie pracownice i wychodzić na zołzę, która świetnie sprawdza się w swojej roli. Chyba próbowała odwrócić uwagę od błędów w raportach, które czasami robiła. Niby studiowała zarządzanie, a liczyć do dwóch nie potrafiła.
- Dąsasz się? – zawołała ruda, stając za ladą. Poprawiła breloczki na stojaku i spojrzała poważnie na brunetkę. – Ariel musiał coś o mnie wspominać – powiedziała z nadzieją.
Patka westchnęła ciężko.
- Uwierz mi! Wcale nie chcesz, abym powtórzyła wszystkie słowa, którymi cię określił tuż po tym, jak go rzuciłaś.
- Nie kochał mnie?
- Bierzesz udział w jakimś konkursie na ilość zaliczonych facetów? Tak bardzo łakniesz ich uwagi? – Wyprowadzona z równowagi, podeszła bliżej lady, opierając się o nią łokciem. – Wiesz co? Jesteś potworem!
- Tylko z nim sypiałam!
- Nie obchodzi mnie to – mruknęła brunetka, wzdrygając się. – Już wolałabym, abyś mówiła o moim byłym związku.
- Marcin to idiota. Zawsze ci to powtarzałam.
Zmrużyła oczy.
- Z zazdrości.
- No, naprawdę! Miałam ci czego zazdrościć! – zadrwiła Paulina, uśmiechając się perfidnie. – Tego nieobecnego wzroku i ciągłego rozglądania się wokół? Jakby tylko czekał na lepszą, która mogłaby cię bez trudu zastąpić! I kogo ty nazywasz potworem?
- Paula!
- No co?
- Jesteś… Dzień dobry!
Powstrzymała się w ostatniej chwili, bo już miała na końcu języka wszystkie możliwe określenia wrednego zachowania tej idiotki. Uratowała ją klientka, która nagle weszła do sklepu. Paulina posłała jej uroczy uśmiech, na którego widok, Patrycja skrzywiła się do tego stopnia, że musiała na chwilę ukryć twarz w dłoniach, aby nikt tego nie zauważył.
„Obiecuję, że kiedyś ją uduszę” – powtórzyła w myślach, już po raz setny w ciągu tego miesiąca, a potem uśmiechnęła się promiennie i podeszła do kobiety, która próbowała zdecydować się na kolor torebki.



Idąc na przystanek tramwajowy, rozglądała się wokół, mając wrażenie, że po raz pierwszy dostrzega tyle szczegółów w mieście, które zna całe swoje życie. Blask latarni, światła reflektorów samochodów, oświetlone nazwy poszczególnych placówek.
Zatrzymała się na chwilę, odwracając w stronę budynku, w którym nieznana jej para, właśnie tańczyła. Sfrustrowana obserwowała, jak mężczyzna obłapia kobietę z każdej strony, nawet na chwilę nie pozwalając jej znaleźć się w kilkucentymetrowej odległości. Łapał, podnosił, obracał, dotykał…
Patrycja wcisnęła zaciśnięte dłonie do kieszeni kurtki, czując, jak nieznane jej uczucie beznadziejności, rozrywa ją na pół. Była rozczarowana swoim brakiem postępów, już nie wspominając o braku weny.
Oczami pełnymi łez, gapiła się w to okno i nie mogła uwierzyć, że tak łatwo się poddała. Wściekła, sięgnęła dłonią do gumki, utrzymującej kok i wytargała ją, przy okazji wyrywając sobie włosy z głowy. Poplątane kosmyki zgarnęła do tyłu i westchnęła ciężko, starając się wyrównać oddech.
- Nienawidzę cię – syknęła, wyciągając komórkę z torby i wybierając znany numer.



Oparta plecami o lodówkę, modliła się, aby ból ustał. Wspomnienia rozszarpywały ją od wewnątrz i nic nie dało, że objęła się mocno ramionami. Znowu czuła się beznadziejnie. Monika siedziała na parapecie z trudem powstrzymując się od płaczu.
- Nie zadzwonisz do niego – powtórzyła po raz setny, chociaż sama miała ochotę chwycić za telefon i zadzwonić do tego dupka, który zrujnował życie jej przyjaciółki. – Pieprzony pajac!
- Cały czas mam wrażenie, że to moja wina… Przecież… – Zsunęła się na dół, ukrywając twarz w dłoniach. – Kochał mnie, a nie przestaje się kochać tak łatwo, więc… dlaczego?
- Przecież mówiłaś, że…
- Kij od miotły rusza się lepiej ode mnie – wysyczała Patka. – Brakuje mi taktu, już nie mówiąc o poczuciu jakiegokolwiek rytmu. Robię wszystko źle! Wszystko! – Pokręciła głową kilka razy, przyciskając palce do oczu. – Boże – zawyła przeciągle.
- Daj sobie czas – pocieszała ją blondynka. – Musisz zachować dystans, inaczej na nic zdadzą się twoje usilne starania.
- No nie mów – zadrwiła brunetka, zakładając ręce na piersi. – Beczę z powodu kretyna, który mnie nie chciał i zamiast podnieść głowę do góry, ruszyć do przodu i pokazać mu, że potrafię bez niego żyć i świetnie sobie radzę… siedzę tu i z trudem hamuję się, aby nie sięgnąć po to świństwo!
- Patka – mruknęła jej przyjaciółka, zeskakując z parapetu i podchodząc do niej. – Kochałaś go całą sobą, a to nieczęsto się zdarza – powiedziała szczerze, siadając obok niej. – Pamiętasz, jak mi mówiłaś, że oddałabyś wszystko za taki związek? Godzinami mi opowiadałaś, że poświęciłabyś wszystko dla kilku chwil szczęścia. I co?
- Nic.
- Patka…
- Chcę go z powrotem, rozumiesz?! – krzyczała, roztrzęsionym głosem. –  Chcę, aby tu przyszedł i powiedział, że mnie kocha, a to rozstanie było jednym wielkim nieporozumieniem!
- Chyba nie mówisz poważnie – wyszeptała blondynka, patrząc na przyjaciółkę wielkimi oczami. – Wcale tego nie chcesz. Uwierz mi!
- Seks na zgodę i po sprawie.
- O nie, nie, nie, moja droga. Nic z tych rzeczy!
- A czemu nie? – W oczach Patrycji znowu zalśniły łzy. – Chyba musiałam być w miarę dobra w łóżku, skoro często mnie pieprzył.
- Nie mów tak!
- A niby dlaczego?! – uniosła się, zagryzając mocno wargę, aby nie wybuchnąć płaczem. – Pieprzył mnie, jak jakiegoś pustaka na jedną noc!
Monika złapała ją za dłonie, ciągnąc w swoją stronę. Patrycja niechętnie na nią spojrzała, z rezygnacją opuszczając ramiona.
- Nie jesteś taką dziewczyną – powiedziała powoli blondynka. – Ciebie się nie pieprzy. Ciebie się kocha! Do grobowej deski, rozumiesz? – Patka próbowała odwrócić wzrok, ale Monika znowu pociągnęła ją za ręce. – I nie powiesz mi, że marzy ci się facet do bzykania, bo tak nie jest. Potrzebujesz kogoś, kto cię będzie kochał. Marcin… on nawet nie zna uczuć i nie ma bladego pojęcia, czy cię kochał, pożądał, pragnął, lubił. – Uśmiechnęła się ciepło. – Miej to na względzie, kiedy próbujesz dobić samą siebie.
- Coś dziwna ta rozmowa – zamruczała brunetka poprzez łzy. – Zawsze przeklinasz.
- Nie mam nastroju do takich zagrywek. Potrzebujesz mocnych środków, które sięgną wgłąb ciebie. Mogłabym krzyczeć tak głośno, że usłyszałby mnie cały blok, ale po co? Zrobisz i tak to, co będziesz uważała za słuszne. Jestem twoją przyjaciółką i mogę ci jedynie wskazać poprawną drogę.
- Dziękuję – szepnęła Patrycja, ściskając mocniej dłoń przyjaciółki. – Za to, że przyjechałaś, że zawsze jesteś i zawsze będziesz. Za wszystko.



Następnego dnia, Patka postanowiła zacząć myśleć pozytywnie oraz wziąć się za siebie. Rano porozciągała się przez piętnaście minut i spróbowała wykonać szpagat. Obyło się bez kontuzji, chociaż ostatnim razem, naprawdę mało brakło, aby nie podniosła się z podłogi. Wzięła kilka głębszych wdechów, cały czas myśląc o tym, że sama jest panią swojego losu i tylko ona może decydować o swoim życiu.
Podchodząc pod salę, gdzie jej grupa miała zajęcia, zaczęła odczuwać stres. Nerwy skręcały boleśnie jej żołądek, a w głowie pojawiła się myśl, że mogła poczekać do soboty, zamiast wyrywać się z motyką na słońce. Zwolniła nieco kroku, gdy muzyka stała się głośniejsza. Chciała się wycofać, ale nie mogła. Nie teraz, kiedy była już tak blisko i wszystko miała na wyciągnięcie ręki.
Podeszła do drzwi i zajrzała przez szparę. Tańczyli. Iga stała przy oknie z założonymi rękami i przyglądała się im, co chwilę potakując głową. Rozchyliła mocniej drzwi i zobaczyła Kikę, która stała na samym początku i starała się wczuć w taniec. Była znana z tego, że pod względem technicznym, tańczyła naprawdę świetnie, ale brakowało jej „tego czegoś”, które miało większość osób z grupy.
Nauczyła się tańca, ale nie czuła go, co sprawiało, że była na tym samym etapie co Patrycja. Kika zazdrościła wszystkim, ale dzielnie walczyła ze swoją jędzowatością. Może nawet brunetka poprawiłaby jej humor swoim brakiem wyczucia rytmu?
Piosenka dobiegła końca, a wszyscy odetchnęli z ulgą. Szybko odnalazła wzrokiem Ariela, który usiadł na podłodze i uderzył pięścią w deski.
„Albo teraz, albo nigdy” - pomyślała, wchodząc do środka. Stąpała dość cicho, ale skrzypienie drzwi sprawiło, że wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Na każdej twarzy malowało się niedowierzanie, pomieszane z wyrzutem oraz pretensjami.
- Proszę, proszę – mruknęła Kika, podpierając się pod boki. – Obudziła się, śpiąca królewna.  
Patrycja poczuła się jeszcze niepewnie, kiedy stanęła na środku sali. Omiotła wszystkich spojrzeniem, a potem spuściła głowę.
- Naprawdę nie wiem, co powinnam wam powiedzieć, ale wiem, że jestem winna wam wyjaśnienia – mówiła szybko, łamiąc sobie palce i patrząc na swoje buty. – Wiem, że musiało być ciężko z nieparzystą liczbą par, osób… Wiem, że wszystkie układy i choreografie szlag trafił, ale… Naprawdę mi przykro! Nie byłam gotowa i…
- Daj spokój – mruknęła Iga, machając niedbale dłonią, a potem podchodząc do Patrycji. – Teoretycznie, powinnam cię ochrzanić z góry na dół, ale z drugiej strony, skoro wróciłaś to znaczy, że za nami tęskniłaś.
- Bardzo!
- Moja krew – zawołał Ariel, podbiegając do przyjaciółki i zamykając ją w niedźwiedzim uścisku. – Witaj z powrotem!
Podniósł ją do góry i obrócił się kilka razy. Roześmiani, prawie się przewrócili.
Dobry nastrój udzielił się też innym, więc po kilku minutach, wszyscy siedzieli na podłodze i opowiadali Patrycji o tym, co działo się, gdy jej nie było. W ich grupie, wszyscy tworzyli wspólnotę. Nie mogło obyć się bez przytaczania śmiesznych anegdotek, jak i wrednych komentarzy Kiki.
Patka przyjrzała się każdemu z osobna, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
„Jestem w domu” – pomyślała.

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2776 słów i 15170 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Super,  czekam na kolejną:)