Kiedyś będziesz mój - Rozdział 51

Rozchylił na chwilę powieki, a w oczy rzucił mu się zarys kobiecej sylwetki, tak dobrze mu znanej. Otworzył szerzej oczy i zobaczył nagie plecy, a jego serce zabiło mocniej. Wyciągnął niepewnie rękę przed siebie i dotknął ramienia, delikatnie muskając opuszkami palców skórę dziewczyny.  
Była tutaj.  
Przełknął z trudem ślinę, a potem przysunął się bliżej i objął ją w pasie, przytulając się do jej pleców. Ukrył twarz w jej włosach i zaciągnął się zapachem, czując tysiąc różnych emocji, które wypełniały nie tylko jego serce, ale również ciało.  
Zacisnął mocno powieki, próbując przypomnieć sobie, jak to się stało, że znalazła się w jego łóżko. Przecież była z nim. Widział, jak ją całował i czuł, że zaczyna brakować mu sił.
- Artur? - Jej szept sprawił, że w pierwszej chwili miał wrażenie, że się przesłyszał. – Muszę już iść.
Próbowała wstać, ale nie pozwolił jej, obejmując ją mocniej i przyciągając do siebie. Jęknęła cicho, po chwili obracając się na plecy, aby móc spojrzeć mu w twarz.
- Nie chcę, abyś odeszła – wyszeptał, zaciskając dłonie w pięści. – Zostań ze mną dzisiejszej nocy.
Zmarszczyła brwi, a do jej oczu napłynęły łzy. Dotknęła palcami jego podbródka, a potem pogłaskała go po policzku.
- Muszę wracać.
- To tylko jedna noc.
- O jedna za dużo. – Skrzywiła się. - Wiesz o tym.
Zacisnął mocno zęby, patrząc na jej zaróżowione usta i mając ochotę zapomnieć się jeszcze jeden raz, ale gdy tylko zbliżył swoje usta, położyła dłoń na jego torsie i odsunęła go od siebie. Opadł na plecy, a ona uniosła się na łokciu i spojrzała mu w oczy ze smutkiem.
- Nie rób mi tego – poprosił.
- Kocham go i nie mogę ranić. Nie zasłużył sobie na to, rozumiesz?
Szczęka zaczęła mu się trząść ze złości. Złapał ją mocno za przedramię, kręcąc głową.
- Nie pozwolę ci.
- To, że tu jestem… z tobą… to tylko przypadek – powiedziała, ważąc każde słowo. - Nie powinno mnie tu być, a ty nie powinieneś był mnie całować i mówić, że mnie kochasz.  
- To prawda!
- Artur, pozwól mi odejść.
- Nie, nie ma, kurwa, takiej mowy!
Dziewczyna zagryzła wargę, a potem wyswobodziła się z jego objęć i wstała. W milczeniu pozbierała swoje rzeczy z podłogi i zaczęła się ubierać.  
Artur patrzył jak sparaliżowany, jak wygina plecy w łuk i zapina stanik, a potem narzuca na siebie bluzkę. Przy wciąganiu spodni, zapatrzył się na jej tyłek, a kiedy tylko pomyślał, że to był jeden wyskok i już nigdy nie będzie jego…
Usiadł na łóżku i złapał ją za rękę, zmuszając, aby na niego spojrzała.
- Artur – jęknęła.
- Nie wracaj do niego i to nie jest, żadna cholerna prośba – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Bądź ze mną. Błagam.
Kolejny raz pokręciła głową, patrząc na niego ze współczuciem.
- Dostałeś to czego pragnąłeś, ale nie możesz mieć mnie na zawsze.  
- Ale on tak?! – podniósł głos.  
Westchnęła, wyrywając swoją dłoń.
- Kocha mnie, naprawdę bardzo mnie kocha – zapewniła. – Jestem z nim szczęśliwa, a ty… tylko niszczysz. Jeśli będę z tobą, zniszczysz też mnie. Chcesz tego?
Zmrużył gniewnie oczy.
- Nie jestem zły - warknął.
- Jesteś bliski autodestrukcji, w której nie zamierzam uczestniczyć. – Posłała mu wymuszony uśmiech. – Żegnaj, Artur.
Po tych słowach, zabrała swoją torebkę i ruszyła w kierunku drzwi. Gwałtownie wstał z łóżka, zaplątując się w pościel.
- Kurwa – mruknął pod nosem, kopiąc kołdrę. – Patrycja! Czekaj! – Zatrzymała się na chwilę, zerkając na niego przez ramię. Miała taki smutny wyraz twarzy… - Błagam, do jasnej cholery, nie zostawiaj mnie tutaj samego! – Drzwi trzasnęły. – Kurwa! Patka!
Otworzył gwałtownie oczy, czując pot spływający mu po twarzy. Zaczął dłońmi macać pościel, ale była lodowata, czyli nie było jej tutaj.  
- To tylko sen. Głupi, pieprzony sen – powiedział do siebie, gapiąc się w sufit.  
Czuł bolesne ukłucie w sercu, bo wiedział, gdzie jest i z kim.  
Opadły mu powieki.
Ile dałby, aby mieć ją obok.



Ostatnia próba wyduszała z nich ostatnie siły. Wojtek przyglądał się, jak Patka tańczy wraz z innymi dziewczynami, ćwicząc jeden fragment od dwóch godzin. Orłowskiej ciągle coś nie pasowało, więc wszyscy mężczyźni byli skazani na bierną aktywność. Nawet mąż nie był w stanie zmusić tej kobiety do odpuszczenia, bo łypała na niego groźnym wzrokiem, każąc mu spadać.  
Wrócił spojrzeniem do brunetki, wolno sunąc wzrokiem po jej ciele. Legginsy, które miała na sobie rozpalały jego wyobraźnie, a to wszystko przez to zdarzenie w samochodzie. Całowali się wystarczająco długo, aby miał ochotę na o wiele więcej. Patka musiała przerwać, bo jak tylko wsunął dłonie pod jej koszulkę i zaczął dotykać jej piersi, całkowicie odpłynął.  
Odchrząknął pod nosem, zakładając ręce, a potem rozejrzał się wokół i zauważył dwuznaczne spojrzenie Ariela.
- Wiesz, mimo wszystko, to wciąż moja przyjaciółka, którą traktuje jak siostrę, więc mógłbyś się opanować i przestać publicznie ją rozbierać – powiedział, udając urażonego, chociaż po ustach błąkał mu się uśmiech. – Musisz ćwiczyć swoją cierpliwość, bo niedługo występ i tam nie będziesz mógł dotykać jej tak, jak chcesz. Orłowska da ci po łapach.
Roześmiał się, ale kiedy zorientował się, że choreografka łypie na niego spojrzeniem pełnym wściekłości, od razu spoważniał.
- To moja dziewczyna, więc spadaj – mruknął, zerkając na Ariela.
- Twoja, nie twoja, są jakieś zasady.
Patrycja zaczęła kręcić biodrami, a Wojtek musiał skupić swoją uwagę na swoich butach, co jeszcze bardziej go irytowało.
- Mówiła ci coś ostatnio?
- Masz na myśli, czy wspominała cokolwiek o Arturze?
- Tak – odpowiedział, chociaż nie był z siebie dumny, bo nie chciał jej w żaden sposób kontrolować. Sprawa tego dupka nie dawała mu spać, bo nie miał zielonego pojęcia co robi, jak ten złamie zakaz i niespodziewanie pojawi się w życiu tej dziewczyny, i kolejny raz wszystko pogmatwa. – Nie patrz na mnie tak, jakbym był jakimś psychopatą.
- Czemu tak się nim przejmujesz?
Nabrał ostrożnie powietrza do płuc, próbując wyrównać oddech.
- Wpadłem na niego ostatnio.
- Co?!
Orłowska znowu rzuciła im spojrzenie, tym razem pełne irytacji, więc Ariel przysunął się bliżej blondyna.
- Był tam, kiedy świętowaliśmy zbliżający się finisz.  
- Rozmawiał z tobą? – zapytał zaskoczony.
- Można to tak powiedzieć, bo znowu chciał mi obić twarz. Koleś ma jakieś problemy z samym sobą, bo wszystko rozwiązywałby za pomocą przemocy. – Westchnął ciężko. – I powiedział, że ją kocha.
- Co? Chyba mu nie wierzysz!
Wojtek podrapał się po brodzie.
- Problem w tym, że mówił cholernie poważnie. Był w kompletnej rozsypce, a ja widziałem w jego oczach, że… Kurwa, sam byłbym w stanie rzucić się na niego, byleby trzymać go z dala od niej.
- Chciał się z nią widzieć?
- Tak. Domagał się rozmowy z nią, ale chyba dałem mu jasno do zrozumienia, że nie ma mowy. W życiu nie zgodzę się, aby znowu wszystko spieprzył.
- Mówiłeś Patryszji?
- Nie i nie mam zamiaru.
- Że jak? – zdenerwował się Ariel. – Nie okłamuj jej, uwierz mi.
- To nie jest kłamstwo. Ona nawet nie wie, że go spotkałem, więc niech tak zostanie.  
- A jak ktoś jej powie?
- Zdaję się na szczęście.
- Oszalałeś! Stracisz ją szybciej niż…
- Ariel – warknął, mrożąc chłopaka wzrokiem. – Jaką dasz mi pewność, że po jego wyznaniu miłości, ona dalej będzie chciała być ze mną, co?
- Nigdy nie będziesz miał stuprocentowej pewności.
- Możliwe, ale dobrowolnie nie zrzucę na siebie kolejnych problemów, z którymi będę zmagał się tygodniami, cały czas zachodząc w głowę, kiedy mnie zostawi dla niego.
- Tak kiepsko się cenisz?
Blondyn pokręcił głową.
- Wiem, co on z nią robił. Dopóki nie będę pewny, że całkowicie oddała się uczuciom do mnie, temat Artura jest tematem zamkniętym.
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz.
Spojrzał na skupioną Patrycję i uśmiechnął się.
- Kocham ją, więc nie mam innego wyjścia.



Siedział na kanapie, a Anita naprzeciw niego, na stoliku. Patrzyła na niego ze współczuciem. Nienawidził, gdy to robiła, ale wszelkie prośby i groźby nic nie dawały. Chyba jej noworocznym postanowieniem było doprowadzanie go do białej gorączki, skoro nie dawała mu żyć i ciągle wydzwaniała, robiąc pranie mózgu.
- Źle spałeś?
- Daj mi spokój – mruknął, przecierając twarz dłońmi. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ma sińce pod oczami, a to wszystko było winą tych pieprzonych snów, które nie pozwalały mu spać. Ciągle musiał przeżywać na nowo odejście Patrycji, jakby miał ostatnio mało wrażeń. – Po co przyjechałaś?
- Mówiłam ci, że po naszej rozmowie poczujesz się lepiej.
- Jakoś nie czuję różnicy – zakpił.
- Musisz wreszcie otworzyć się przede mną, bo duszenie emocji nie doprowadzi do niczego dobrego. Powinieneś o tym wiedzieć.
Wywrócił oczami, a potem wyprostował się, przyglądając się jej uważnie.
Wciąż była bardzo ładna, a te loki, które okalały jej twarz, nadawały jej sylwetce delikatności. Nie dziwił się dawnemu sobie, że zakochał się w takiej dziewczynie, bo gdyby nie Patrycja, pewnie sam znowu próbowałby z nią coś stworzyć. Nadawała się do związku, bo była wyrozumiała i bardzo cierpliwa. W łóżku też było im dobrze.  
Przez jego głowę przeszło wspomnienie z jednej z nocy, kiedy kochali się na stole kuchennym. Uniósł kącik ust do góry, przypominając sobie jej oburzenie, gdy zrzucił wszystkie rzeczy na ziemię, aby zrobić miejsce. Minutę później głośno jęczała, wbijając mu paznokcie w ramię.  
- Dlaczego Tomek z tobą zerwał?
Przez twarz blondynki przebiegł cień zakłopotania.
- Nie pasowaliśmy do siebie.
- Co to znaczy?
- Powiedziałam mu o tobie.
Uniósł brew.  
- Nie bardzo rozumiem.  
Odwróciła wzrok.
- Na pytanie, czy cię wciąż kocham, nie potrafiłam odpowiedzieć. – Coś ciężkiego spadło mu na żebra. – Nie umiałam wykrztusić z siebie głupiego „nie”.  
- Chyba żartujesz…
Anita pokręciła głową, garbiąc się.
- Nie podobało mu się, że ciągle dzwonię do ciebie i rozmawiam z tobą godzinami. Nie potrafił zrozumieć, że martwię się o ciebie, jak o starego, dobrego przyjaciela, a nie o kogoś, kogo mogłabym wciąż kochać.
- Nie zdradziłaś go ze mną, więc dlaczego…
Zamilkł, bo blondynka podniosła głowę i spojrzała mu w oczy ze smutkiem.
- Prawda jest taka, że miał rację. – Wpatrywał się w nią w milczeniu, nie potrafiąc zrozumieć, jak mógł tego wcześniej nie zauważyć. Ciągłe telefony, troska i wmawianie, że powinien dać Patrycji spokój, bo będzie szczęśliwsza z kimś innym. – Kocham cię, mimo tego całego bałaganu, jaki zostawiliśmy, gdy się rozstawaliśmy.  
- Kurwa – mruknął, a potem gwałtownie nachylił się w jej stronę. – Co ty sobie myślałaś? – zapytał zimno. – Specjalnie odsuwałaś mnie od Patki, żeby…
- Nie! Artur, oczywiście, że nie! – Zauważył w jej oczach łzy. – Staram się ci pomóc, ale wszystko robiłeś na opak! Myślałam, że dam radę naprowadzić cię na właściwą drogę, ale kiedy powtarzałam ci tysiąc razy, że powinieneś na chwilę odpuścić, podbijałeś do niej i robiłeś z siebie durnia, przy okazji bijąc się z prawie każdym facetem, który stanął ci na drodze… Naprawdę uważasz, że to przeze mnie z nią nie jesteś?
Wstał i zaczął krążyć po pokoju.  
Anita miała rację. Sam zawalił sprawę, a ona rzeczywiście chciała mu pomóc, ale jak miała to zrobić, skoro jej nie słuchał?
- Jak możesz mnie wciąż kochać?! Zabiłem nasze dziecko i jestem pieprzonym dupkiem, który… Kurwa!
Poczuł, jak oplata go swoimi ramionami, przytulając się do jego pleców. W pierwszej chwili, zamierzał ją odepchnąć, ale otoczył go spokój, którego tak bardzo mu brakowało, kiedy był w Warszawie.  
- Byliśmy młodzi i głupi. Zamknęliśmy już tamten rozdział, a życie toczy się dalej, pamiętaj o tym – wyszeptała.
Żałował, że nie widzi jej wyrazu twarzy, bo na pewno nie wyglądała na szczęśliwą.
- Kocham Patrycję.
Usłyszał ciche westchnięcie.
- Wiem.
- Nie przeszkadza ci to w żaden sposób? – zapytał zaskoczony.  
Uniosła jego ramię, przechodząc pod nim i stanęła przed Arturem, po czym spojrzała mu w oczy.
- Nie będziesz kochał jej wieczność.
- Jaką masz pewność, że kiedykolwiek znowu cię pokocham?
- Żadnej.
Przetarł dłońmi twarz, a potem jęknął z frustracji.
- Anita, nie rób mi sieczki w głowie. Przynajmniej nie teraz, kiedy wciąż rozważam obicie mordy tamtemu lowelasowi za to, że jest z Patrycją.  
- Nie zrobisz mu krzywdy.
Ujęła jego twarz w dłonie.
- Co ty wyprawiasz?
Pogłaskała go kciukami po policzkach.
- Czasami wyobrażałam sobie, jakby to było, gdybyśmy byli razem. Zawsze zastanawiałam się, czy byłby taki moment, że pomyślałbyś o zaręczynach i czy faktycznie, kupiłbyś mi prawdziwy pierścionek. – Uśmiech zamarł jej na ustach, a w oczach pojawiły się łzy. – A potem, myślę o dziecku, które…  
Doskonale wiedział, o czym mówiła, bo sam kilkakrotnie złapał się na tym, że również zastanawiał się nad ich wspólną przyszłość, nawet, gdy już nie byli razem. Wiedział, że chciała być jego żoną, mieć z nim dzieci i być najszczęśliwszą kobietą na świecie. I wiedział, że dałby jej to wszystko…
Zacisnął mocno szczękę, a potem objął ją ramionami i przytulił, muskając ustami jej skroń. Słyszał jej cichy płacz i żałował, że wszystko potoczyło się w taki beznadziejny sposób.  
Od zawsze lubił mieć nad wszystkim kontrolę i wkurzało go, gdy coś szło nie po jego myśli. Z Anitą było dokładnie tak samo. Zaczynając z nią być, nawet nie przypuszczał, że przyjdzie dzień, gdy będą musieli się rozstać, bo za każdym razem, gdy na nią patrzył, czuł, jak łamie mu się serce.  
- Jeszcze spotkasz odpowiedniego faceta, który zrobi z ciebie żonę i matkę – powiedział spokojnie, chociaż serce w piersi łomotało mu jak szalone, bo pragnął ze wszystkich sił, aby Anita była szczęśliwa. Zasługiwała na to. – Bądź cierpliwa.
Usłyszał mocne trzaśnięcie drzwiami, a kiedy obrócił głowę, zauważył zszokowanego Kacpra, któremu torba zsunęła się z ramienia.
Anita szybko wyswobodziła się z jego ramion, ocierając dłońmi policzkami, po czym zabrała swoje rzeczy i ruszyła do drzwi.
- Pójdę już. Cześć, Artur.
Nie zdążył nic powiedzieć, bo wyszła. Zacisnął dłoń w pięść i przycisnął ją do ust.  
- Kto to, kurwa, był? – wypalił przyjaciel, najwyraźniej wciąż będąc w szoku.
- A co ty tutaj robisz?
- Drzwi były otwarte, a ty… wy… nie słyszeliście pukania. – Przeczesał dłonią włosy. – Co to za dziewczyna?
Artur odchrząknął, a potem zabrał się za szukanie własnej torby.
- Moja była.
- Co, kurwa?
Zmroził przyjaciela wzrokiem.
- Mówiłem ci o niej.
- Co ona tutaj robiła? Dlaczego ją przytulałeś? Czemu płakała?
- Ja pierdolę, sto pytań na minutę – wycedził brunet. – Wszystko ci wyjaśnię.
- Oby!
Posłał Kacprowi lodowate spojrzenie, a potem rzucił w niego swoją torbą.
Czuł się rozchwiany emocjonalnie, bo nie spodziewał się po Anicie takiego wyznania. Od samego początku wznowienia ich znajomości, był przekonany, że chce go naprawić, dokładnie tak, jak zrobił to psychiatra z nią samą. Nie przypuszczał, że w tym wszystkim chodzi o to, że wciąż go kocha. Może to wydawało się dość idiotyczne, ale… naprawdę chciała go uszczęśliwić.
Przypomniał sobie o Patce, która kiedyś wydawała mu się równie delikatna i zaczął się zastanawiać, dlaczego ze wszystkich dziewczyn na świecie wybiera takie, którym tak łatwo można złamać serce…



Było już po próbie, a wymęczona Patrycja z ledwością potrafiła się poruszać. Orłowska dała im popalić, zmuszając ich do nadnaturalnego wysiłku, który pozbawił ich całej energii.  
Siedziała na ziemi wraz z Kiką, bo właśnie do ich duetu, choreografka miała najwięcej „ale”. Nie podobało się jej wszystko, więc musiały nanieść mnóstwo poprawek, które mogły ulepszyć ich układ, ale i równie dobrze, doprowadzić do katastrofy podczas występu, gdy zapomną nowych kroków.
- Padam na twarz – powiedziała Kaśka. – Ta kobieta nas wykończy, zanim staniemy na tej scenie przed tyloma ludźmi.
Zaśmiała się krótko.
- To była ostatnia próba. Teraz, będzie już tylko lepiej.
- O ile, nikt z nas niczego nie spapra. Nie chciałabym być w skórze kogoś, kto pomyli kroki, albo kolejność układów. Orłowska, nawet z widowni, będzie w stanie zabić go wzrokiem.
Mimowolnie, wzdrygnęła się.
- Wolałabym o tym nie myśleć. - Kika uśmiechnęła się i nagle zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie Patrycji. – Stało się coś? Masz taki nieciekawy wyraz twarzy.
- Wojtek powinien uważać.
- Słucham?
- Chyba już wszyscy wiedzą, że jesteście razem – powiedziała, wywracając oczami. – Zdaje się jednak, że nie wszyscy to zrozumieli.  
- O czym ty mówisz? – zapytała brunetka, czując dziwny ucisk w żołądku.
- Wojtek ci nie powiedział?
- O czym?  
Kaśka skrzywiła się, milcząc przez chwilę.  
- Na imprezie, kłócił się z tym kolesiem, z którym kiedyś się umawiałaś. Już myślałam, że dojdzie do rękoczynów, ale tamten wyszedł wzburzony, a Wojtek wyglądał tak, jakby miał ochotę pójść za nim i spuścić mu łomot. – Patrycja poczuła, że traci kontakt z rzeczywistością. Nagle zrozumiała, dlaczego blondyn tak nalegał, aby określiła się w ich relacji i skąd wziął się jego parszywy humor. – Chyba tamten przystojniak nie wiedział, że już nie jesteś nim zainteresowana i powiem ci szczerze, że na twoim miejscu sama miałabym dylemat, bo obaj są niesamowicie atrakcyjni.
- Słyszałaś może, co było powodem ich kłótni? – zapytała, ignorując słowa Kiki. Nie potrzebowała znać opinii tej dziewczyny na temat własnych wyborów. Nie znała ani jednego, ani drugiego.  
Dziewczyna zmarszczyła drzwi, spoglądając dziwnie na Patrycję.
- No oczywiście, że ty, a kto inny? - Stanęła na równe nogi, czując, jak robi się jej słabo. – Wojtek nie chciał, aby tamten z tobą rozmawiał.  
- Muszę już iść.
- Dokąd?
Patka zignorowała pytanie koleżanki i zabrała swoją torbę, po czym wyszła z sali, wiążąc włosy w kucyk. Musiała coś robić z rękami, bo czuła, jak drżą.  
Nigdy nie spodziewałaby się po blondynie, że zechce ją okłamać… I chociaż kierowały nią uczucia, wiedziała, że musi najpierw przetrawić te informacje, zanim stanie twarzą w twarz z Wojtkiem.  
Bo, tak naprawdę, co miała mu powiedzieć?

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3499 słów i 19244 znaków.

2 komentarze

 
  • Pump

    Jak ja nie lubię Artura!
    Mam nadzieję że nie zrobi Wojtkowi wojny o taką głupotę.

  • Juliet11

    Jeju! Za każdym razem, gdy czytam nowy rozdział moje serce bije szybciej z emocji!   :O Dobrze, że Patka dowiedziała się o tym! Tak mi szkoda Artura  :sad2: